Logo Artemidy
Krzak Bzu
Odetchnęła z ulgą, gdy kryzys (chyba) został zażegnany, a nieporozumienia wyjaśnione. Odwzajemniła uśmiech i sama położyła się wygodniej, bo umówmy się, że rozpłaszczanie się na ziemi nie należało do najbardziej komfortowych, a już zdołała osiągnąć zamierzony cel. Nie chciała jednak podnosić się do siadu i wisieć nad drobną koteczką jak kat nad dobrą duszą, więc... koci chlebek był odpowiednią opcją.
– Wiesz, nie słyszałam nigdy by po tym lesie, czy okolicy, krążyły wilki. Więc raczej szanse na wpadnięcie na takiego są zerowe. – odparła, chociaż nieco zaskoczyło ją pytanie o wilki. Tak konkretnie. – Prędzej lisy. Oj, lisów jest tu całkiem sporo akurat, a są równie niesympatyczne, tyle dobrego, że często je czuć już z daleka. I czasem jakiś pies się przybłąka, chociaż rzadko kiedy docierają aż do Czterech Dębów. – nie chciała wymieniać wszystkich lokalnych zagrożeń, więc poprzestała na psowatych, skoro od nich się zaczęło. Chociaż chyba jenoty jeszcze wpadały w te kategorię? Bura specjalistką nie była, więc postanowiła się skupić na innej kwestii i wypytać o nią możliwie delikatnie. – A w sumie... czemu tutaj leżałaś? Zgubiłaś się?
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Podążyła wzrokiem za kładącą się kotką, a kiedy ta odpowiedziała przecząco na zadane pytanie, Iskierka odetchnęła z ulgą. Teraz będzie wiedziała, że żaden czarny krzak nie jest wilkiem. Uśmiechnęła się na tą wiadomość, lecz po chwili jej oczka znów się zaokrągliły.. no tak, lisy. Teraz to je będzie widziała w ciemnościach.
Słuchała burej uważnie, ze swoimi niewielkimi uszkami postawionymi pionowo. Już jednak nie spoglądała do góry, a do dołu, aczkolwiek nie chcąc górować zbytnio nad starszą, pochyliła główkę. Posmutniała na wzmiankę o psach, a później na pytanie. — Mhm.. tak, to znaczy, wiem jak trafić z powrotem do obozu, tak sądzę.. ale zaczęły mnie boleć łapy, więc się położyłam. — zaczęła grzebać paluszkami w trawie, chwytając pomiędzy nie źdźbła.— Mój brat zniknął, więc chciałam go odszukać i... za bardzo mi to nie wyszło. — uśmiechnęła się słabo. — Jego ślad mieszał się z czymś okropnie brzydkim. — skrzywiła się na samo wspomnienie. — Nie wiem nawet jak miałabym mu pomóc. To było bardzo głupie z mojej strony. — westchnęła i położyła po sobie uszka. Jeszcze nie przerabiała z Tygrysim Skokiem walki, więc raczej nie byłaby dobrym kompanem w obronie. — Po prostu.. mam nadzieję, że nic mu się nie stało.. Boję się też o mamę, jest bardzoo wrażliwa. Jak byliśmy kociętami nie chciała żebyśmy opuszczali żłobek, nawet przed mianowaniem. To chyba najbardziej lękliwa i troskliwa kotka w klanie, ale jest bardzo dobrą mamą. — przesunęła powoli wzrokiem do ślepi obcej kotki i momentalnie się zarumieniła. Wcisnęła swój pyszczek w kryzę na piersi, jak łabądek. — Ale się rozgadałam.
LVL 1 45 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Sądząc po reakcjach koteczki, nie należała do tych żądnych przygód kociaków, których największym marzeniem było solo z borsukiem, a Roziskrzona Noc nawet nie mogła udawać tym zaskoczonej. I jakkolwiek gryzło ją lekko sumienie, że niepokoiła dzieciaczka, jednak uważała, że było to potrzebne. Lepiej ona niż nikt i żeby potem było nieszczęście.
Informacja o tym, że młoda potrafiła wrócić do obozu (nie zgubiła się!) uspokajała, przynajmniej dopóki ignorowało się to drobne jak sądzę (czyli jednak zgubiła się). Iskra szybko zadecydowała, że najlepiej by było poczekać na jakiś Gromowy patrol i żeby on zabrał ze sobą terminatorkę (czy miała inne opcje??).
– Oh... – za dużo informacji na raz i bura aż nie wiedziała na co zareagować najpierw, na czym skupić myśli. Zaginiony brat – niedobrze. Brzydki zapach – niedobrze. Samotne poszukiwania – niedobrze. Nadopiekuńcza matka, która mogła zejśc na zawał przez nagłe zniknięcie dwójki dzieci – bardzo niedobrze. Szczególnie to ostatnie, bo skojarzenia Iskry od razu powędrowały do pewnej szylkretowej pointki, jednak zaraz potrząsnęła łbem, by je odgonić (skubane, wracały jednak natrętnie).
– Bardzo mi przykro z powodu twojego brata... – zaczęła powoli. – Ale myślę, że mam pomysł jak byś mu mogła pomóc. Poniekąd. Teraz znaczy się. Bo tak sobie myślę, że gdziekolwiek teraz jest to pewnie nie chciałby żeby wasza mama się zamartwiała, prawda? Więc najlepsze co byś mogła zrobić to zostać przy mamie. I jej pilnować żeby się nie stresowała za bardzo, co ty na to? – wzięła głębszy wdech nim dodała jeszcze. – A poszukiwania zostawiła wojownikom, hm? – tak by było najrozsądniej przecież. Jednak żeby nie kończyć na takiej ciężkiej nucie, bura postanowiła lekko zmienić temat i przedstawić się z wątłym uśmiechem. – A tak poza tym jestem Roziskrzona Noc. Ale starczy po prostu Iskra.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kotka przysunęła przednie łapki do siebie, tak, że ocierały się nadgarstkami. Zaraz za nimi podążył instynktownie ogon. — Mhm — pokiwała lekko pyszczkiem na słowa starszej, rozumiała, że bura ma rację. Teraz należało wrócić do obozu i nie zamartwiać dodatkowo mamy. Możliwe, że już odchodziła od zmysłów, nie widząc nigdzie dwójki dzieci.. a może była zajęta obowiązkami Matki? Taką przynajmniej nadzieję mogła posiadać Iskierka. Poszukiwanie w pojedynkę nie należało do jej rozsądnych pomysłów, właściwie było bardzo oddalone od "rozsądnego". Zduszone westchnienie wydobyło się z pstrokatego pyszczka. Naprawdę nie chciała niepokoić mamy.
— W porządku. — wysunęła łebek z otulającej go kryzy. Wojownicy byli dobrym rozwiązaniem, na pewno lepiej potrafili tropić niż ona sama. Powędrowała wzrokiem ku dwukolorowym ślepiom i uśmiechnęła się lekko. Jej pyszczek już się otwierał, by także się przedstawić, lecz na powrót się zamknął. Przez mordkę Skrzącej Łapy przeszedł cień zakłopotania, zaraz zastąpiony cichym haustem powietrza i niepewną nadzieją. Ile w całych trzech klanach może być Roziskrzonych Nocy? Jedna.. a może wszędzie po jednej? — Przepraszam, znasz może Promienną Mordkę, moją mamę? — z nadzieją popatrzyła na burą kocicę.
LVL 1 45 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
8
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Starczyło jedno pytanie, by doszło do całkowitego zwarcia w systemie Roziskrzonej Nocy. By na moment ją całkowicie wyłączyło ze świata żywych. Czy zna jej mamę. Promienną Mordkę. Mamę. Promyczek. Promyczek została matką.
Promyczek została matką.
Znalazła? Nie, podobieństwo było zbyt uderzające. Urodziła? Ile? Kiedy? Kto był ojcem? Tamten jej przyjaciel? Ktoś inny? Miała więcej przyjaciół? Przypadek? Planowany miot? Ile było kociąt? Jak się nazywały? Czemu Iskra dowiaduje się o tym dopiero teraz? Nie chciała jej o tym wcześniej mówić? Nie chciała jej w ogóle mówić? Czy nie było okazji? Czy to dlatego nie była w stanie odwzajemnić uczuć? Czy to niepowiązane? Kiedy zniknął jej syn? Jak to znosiła? Czy Iskra była w stanie w jakikolwiek sposób jej pomóc? Jak on wyglądał? Dokąd poszedł? Czy byłaby w stanie go znaleźć? Czy jakby go znalazła to Promyk zgodziłaby się z nią znowu zacząć rozmawiać? Czy w ogóle dalej były przyjaciółkami? Czy to Iskra jej unikała?
Przytłoczona nadmiarem pytań bez odpowiedzi, mnogością wątków, poczuła jak traci grunt pod łapami. To nie miało sensu. To była jakaś zupełna abstrakcja. Żart. Gdyby Roziskrzona Noc była zaznajomiona z konceptem ukrytych kamer, z pewnością zaczęłaby się rozglądać za takimi. Teraz jednak tylko wpatrywała się tępo w szylkretową pointkę.
– Ale że co proszę? – zapytała słabym głosem. – Promienna Mordka... jest twoją mamą... ale... ale że jak? – bardzo chciałaby być w stanie zebrać się do kupy, odpowiedzieć jakoś ładnie i składnie, udawać, że ta informacja wcale nie spadła na nią jak rozżarzona gałąź, która w czasie pożaru zabiła jej własną matkę.
Ale zwyczajnie nie była w stanie.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Możliwe, że w innych porach roku krzak bzu obsypany był kwieciem i prezentował się urokliwie - teraz stanowił zaledwie stos pokręconych gałęzi, z kupą zeschniętych liści u podnóży. Jednak Kostek i tak rzadko podziwiał widok i wykazywał wrażliwość na piękno natury. Prędzej jego oczy przykuwała brzydota i okrucieństwo - głownie dlatego, że od razu przychodziły mu do głowy pomysły w jaki sposób je wykorzystać do codziennych złośliwości wobec Rzeczniaków.
Jeżeli ktoś znalazł martwą żabę w swoim legowisku to winnym raczej wcale nie był znudzony terminator, albo figlarny kociak, a prawdopodobnie Kość we własnej osobie.
Teraz jednak nie dysponował ani martwym płazem, ani niespecjalnie rozglądał się wkoło. Po prostu liczył, że ktoś oprócz niego jest znudzony oglądaniem tych samych Klanowych mord i postanowi poszukać wytchnienia pod Czterema Dębami.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśli ktokolwiek szukał tu jakiegoś wytchnienia, to był to właśnie Pajęcza Łapa. Po tym, jak dowiedział się że do Klanu Wichru przyjęto jakiegoś samotnika,, to po prostu musiał się przejść. Lawendowa Gwiazda naprawdę oszalała, pewnie to tak na starość! Oh, on to miał nadzieję, że jemu tak nie odbije od wieku. Chciał pozostać mądry i piękny zawsze... dlatego spacer tym bardziej zrobi mu dobrze. Może przy okazji zapoluje? A może spotka kogoś ciekawego na swojej drodze? Szczerze, co do tego ostatniego nie był przekonany. Nie dlatego, że uważał to za niemożliwe, tylko dlatego, że nie miał wielkiej ochoty na pogaduszki. Prędzej miał ochotę dać w jakiś sposób upust całej swojej frustracji. Oczywiście, że ją odczuwał! W końcu wichrowa przywódczyni dawała szansę na przebywanie w Klanie komuś, kto nie powinien stawiać łap na ich terenach, a jego nawet wojownikiem mianować nie potrafiła. Pajęczyna miał tego szczerze dosyć. Jak jednak chciał dać upust emocjom? Cóż... może nie bez powodu wybrał się właśnie w te okolice. Gdy podokucza komuś z innego Klanu, to nie spotkają go przecież konsekwencje. Tak, jak było to z Cykutą. Dotąd nie słyszał żadnych skarg, więc uznał że cała walka uszła mu na sucho. I dobrze.
Gdy zobaczył niewielkiego, przypominającego jakiegoś szczura kota w niedalekiej odległości od siebie, dodatkowo zniżył się na łapach i na moment wstrzymał oddech. Czuł zapach ryb już z tej odległości, wiedział, że ma do czynienia z rzeczniakiem. Kusiło podkraść się i rzucić na niego, tylko po to by zobaczyć, jak ten zareaguje. Ale stwierdził, że miał ostatnio wystarczająco dużo potyczek z tym Klanem. Miał tego trochę dosyć, choć nie wątpił w to, że ewentualną walkę by wygrał. Kusiło odejść, ale biały kocur uznał że to równałoby się z poddaniem, strachem. On się nie bał pogaduszek z jakimś mokrym szczurem! A tak właściwie to ciekawiło go, co ten konkretny osobnik tutaj robi... sam.
Podszedł, powoli i cicho, prawie jakby się skradał. Szedł dostojnym krokiem, jak zazwyczaj, gapiąc się lodowatym spojrzeniem prosto na kocura, jakby chciał wywiercić w ten sposób dziurki w jego sylwetce.
- Uważaj, rybko. W okolicy jest wiele groźnych kotów, które mogłyby wykorzystać twoją nieuwagę. - rzucił, znalazłszy się nieco bliżej. Dopiero po tych słowach wyprostował łapy i stanął dumnie, rozciągając je jak tylko mógł. Dał też rzeczniakowi chwilę na reakcję.
- Czyżbyś podziwiał piękno Pory Opadających Liści? Jest tak... pełna życia. - rzucił z sarkazmem, chcąc jakoś zaczepić rzeczniaka. Następnie podszedł bliżej, unosząc lekko łeb i spoglądając na szarawego kota z wyższością. - Co sprowadza tu samotnego terminatora Klanu Rzeki? Nie widzę tu żadnych... strumyków, czy co to wy tam lubicie. - wzruszył barkami. Co do terminatora zgadywał, ale to jak mały był ten kocur sprawiło, że Pająk uznał go za nieco młodszego od siebie.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ktoś się skradał. Kość nie był na tyle pogrążony we własnych myślach, albo ten drugi wcale nie starał się za mocno, w każdym razie nie wystarczająco, by oriental nie zorientował się w którymś momencie, że przestał być sam wśród czterech dębów. Jednak nawet nie nastawił uszu w kierunku dźwięku kroków, pozwalając by przybysz mógł poczuć się jakby go zaskakiwał. Niech ma, dobry prezent dla dobrego humoru, póki Kostek mu go nie wdepcze w ziemię.
Przecież nie miał możliwości wiedzieć, że akurat nastrój Pajęczyny potrzebował trochę więcej by go naprawić chociażby na chwilę. Szczęśliwie, przynajmniej mógł go jeszcze bardziej zepsuć. Przynajmniej taki był pierwotny plan, zanim głos nie odezwał się za plecami Kostka, a wojownik rzucił przez bark spojrzenie na nadchodzącego kocura. Oczywiście Wichrzak prostował się, jakby miało to zrobić wrażenie na kimś, kto całe życie musiał oglądać innych zadzierając głowę. Niemniej, przynajmniej trafił mu się jakiś żartowniś - zazwyczaj to Kostek witał innych za pomocą zaczepki, a teraz uniósł z zadowoleniem kąciki pyszczka, kiedy białas rzucił w niego jego własną bronią.
- Całe szczęście trafiłem właśnie na ciebie i w razie czego mnie obronisz, prawda, chmurko? - Zapytał gładko i gdyby miał tylko nadające się do tego rzęsy, to by nimi zatrzepotał. Zamiast tego uśmiechnął się do kocura słodko, chociaż coś w lekkim zmarszczeniu mordki i iskierkach błyszczących w niebieskich oczach sugerowało, że nie należy całkiem zawierzać tej mince.
- Jest pełniejsza życia niż Pora Zielonych Liści, gdzie w upale tylko muchy brzęczą, bo wszyscy inni zdychają z gorąca. - Ze spokojem odbił piłeczkę, odpowiadając ze swoją manierą przeciągania zgłosek. Miał ochotę wywrócić oczami, gdy kocur znowu zaczął się nad nim prężyć, na dokładkę nazywając terminatorem. Jednak zamiast tego westchnął ze znudzeniem, sprawiając wrażenie jakby musiał tłumaczyć coś komuś niezbyt ogarniętemu.
- Nie terminatora, a wojownika. Poza tym nie jestem rybą, czy innym płazem, nie wysycham jak jestem z dala od wody. - Miauknął, unosząc brew.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zdawało mu się, że ten rzeczniak wcale nie zwraca uwagi na swoje otoczenie. Jakby nie słyszał tego, jak on się zbliża, jakby sam prosił się o jakąś krzywdę. Pajęczynka uśmiechnął się lekko na tą myśl, i choć korciło go faktycznie dać takiemu gapie nauczkę, to naprawdę zaciekawił się tym, co siedzi mu w głowie. Może najpierw porozmawiają, a potem, ewentualnie, przejdą do takich zabaw w walkę?
Wyglądało na to, że to on trafił na żartownisia. A w każdym razie kogoś, kto miał całkiem dobry humor. Może właśnie tego wichrowy książę potrzebował? Może powinien zepsuć tej bezbronnej rybce humor, i wtedy zrobi mu się chociaż trochę lepiej? Oh, naprawdę, warto spróbować! Nie miał przecież lepszych pomysłów. Sam uśmiechnął się szerzej na słowa drugiego kocura, na to, jak został nazwany ,,chmurką”. I uśmiech, którym nieznajomy mu odpowiedział był równie uroczy, co jego słowa. Pająk poczuł, jak coś mrowi go w żołądku. To pewnie wymioty, bo tak się słodko zrobiło!
- Może tak… a może to ja jestem tym groźnym kotem, i jestem tu by cię wykorzystać do swoich planów? Może powinieneś na mnie uważać? Zwłaszcza, że jesteśmy tu zupełnie sami… Kto cię przede mną uratuje? - zamruczał, wyraźnie czerpiąc z takich niejasnych gróźb jakiegoś rodzaju satysfakcję. Chciał zobaczyć, jak szary reaguje na takie słowa. Jeśli pokaże po sobie strach - idealnie. Pajęczyna kochał czuć się silniejszym, potężniejszym od innych. Jeśli go zlekceważy… cóż. Wtedy książę będzie miał kolejny powód do pokazania mu, kto tu rządzi. Jak dobrze, że przed przyjściem tu naostrzył pazury na pniu jakiegoś drzewa.
- Dobre spostrzeżenie. Nie przepadam za gorącem, ale teraz? Teraz jest za to zbyt chłodno. I wieje… Tobie to musi być zimno. Takie krótkie futro… - pokręcił łbem, prawie jakby był zawiedziony, prawie jakby to od rzeczniaka zależało to, jak wygląda jego futro. Dodatkowo Pajęcza Łapa zmierzył drugiego kota spojrzeniem, od góry do dołu. Nie wyglądał na jakiegoś bardzo silnego… dałby z nim sobie radę w walce bez problemu.
Prychnął na kolejne słowa kocura, również unosząc brwi. W jego lodowatych oczach coś błysnęło.
- Wojownika? Nieźle. Jakie nadano ci imię, w takim razie… wielki wojowniku? - przechylił łeb i zrobił jeszcze dwa kroki w kierunku rzeczniaka, chcąc stanąć z nim pysk w pysk… choć ich różnica wzrostu z tym nie pomagała. - Śmierdzisz rybą, i to mi wystarczy. - pokazał zęby w krzywym uśmieszku.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kostek przyglądał się kocurowi, a w głowie obracały się my trybiki. Wichrzak. Biały. Niebieskie oczy. Czy to nie o takim jegomościu zrzędziła ostatnio Tojad, narzekając, że ten najpierw pobił jej córkę - bez obrazy, ale Cykutę bez przerwy ktoś bił, a Tojad jako opiekuńcza matka latała na ratunek. Oriental w spokoju swojej głowy snuł teorię, że młoda najwyraźniej budziła w innych agresję. Jak? Nie chciał się przekonywać, bo póki co był dumny, że nadal nie dostał w pysk ani od Trującej, ani nikogo innego. - a potem groził im śmiercią. W wyobraźni Kościstego Wybrzeża było to zabawne, ale do tej pory imaginował sobie napastnika jako ledwo wyrośniętego wymoczka, co dopiero został terminatorem i kozaczył, a ten tutaj raczej zbliżał się do wieku pełnego obiegu pór. I był rzeczywiście postawny. Hm.
- Oh - Miauknął głucho, zanim teatralnie rozejrzał wokół siebie. - Masz rację, że jesteśmy tutaj zupełnie sami. Wygląda na to, że jestem zdany na twoją łaskę i muszę liczyć na to, że jednak jesteś tym dobrym - Wykrzywił pysk w bardziej naturalnym dla siebie uśmiechu, jednostronnym i nieco ironicznym. Przestał wkładać serce w udawanie, że rzeczywiście jest przestraszony - czy gość naprawdę stanowił dla niego zagrożenie? Jeżeli rzeczywiście chciałby mu zrobić krzywdę, miał ewidentną przewagę gabarytów, ale w takim razie po co w ogóle zaczynał rozmowę? Chciał się nim pobawić jak myszą przed zjedzeniem?
- ... ale jeżeli nie... Do jakich planów mógłbyś mnie wykorzystać, teoretycznie? - Zapytał, znowu dodając do głosu trochę wcześniejszej "słodyczy". Cóż, miał nadzieję, że jeżeli Wichrzak był wariatem pokroju Czarnowrona to ofiara sama podająca się na kamieniu go zniechęci. Natomiast jeżeli był tylko trochę odchylony od normy to Kostek nie wykluczał, że chętnie zapoznałby się z nim bliżej.
- Zimno? Ja zamarzam. - Odpowiedział dramatycznie. Rzucił przy tym tęskne spojrzenie na długie futro kocura. Jego krótka i rzadka szata nie dawała prawie żadnego ciepła. - Cierpienie podobno uszlachetnia, ale pora nagich drzew to prawdziwy dramat. - Westchnął. - Przez to, że mam takie krótkie futro muszę szukać innych sposobów na rozgrzewkę. - Poszerzył nieco uśmiech, posyłając drugiemu kolejne spojrzenie. Tamten też mierzył go wzrokiem, ale Kostek wątpił, że to dlatego, że podobało mu się to co widzi. Pewnie zastanawiał się jak ktoś tak niewyrośnięty mógł już zostać wojownikiem. Wyzywająco uniósł na niego brew.
- Kościste Wybrzeże. Ale może, może, mógłbyś zwracać się do mnie po prostu Kość. - Puścił pomimo uszu komentarz o rybie. Serio, wszyscy mogliby się trochę lepiej postarać przy wymyślaniu obelg.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie sądził, że ktokolwiek będzie kojarzył go po opisie. Oczywiście, gdyby o tym wiedział bez kontekstu to byłoby mu bardzo miło! W końcu czy istniał jakiś kot, który nie cieszyłby się z bycia rozpoznawalnym nawet w innych Klanach? Teraz jednak o tym nie myślał i nie spodziewał się, że Cykuta bądź ta jej matka wygadała się o całym zdarzeniu na granicy całemu Klanowi Rzeki. W końcu on zagroził, że jeśli powiedzą komukolwiek to je zabije! Byłyby jeszcze głupsze niż sądził, gdyby nie wzięły jego słów na poważnie. Zwłaszcza po tym, jak urządził pyszczek Cykuty. Jednak, wracając po raz kolejny - Pajęcza Łapa wcale o tym w tej chwili nie myślał. Był zbyt skupiony na towarzyszu by chociaż na to wpaść, a ten jakże grzecznie raczył o niczym takim nie wspominać.
Uśmiechnął się chytrze na reakcję drugiego kocura. Ten nie wyglądał, jakby się go bał, to prawda. Ale równocześnie nie próbował w żaden sposób zaprzeczyć temu, co Pająk mówił, ani nie uciekał od rozmowy na ten temat. Także wichrowy książę, zachęcony, nie chciał tak szybko tego przerywać. Tak się właśnie składało, że całkiem lubił tego rodzaju zabawy. Niech się rzeczniak domyśla, na czym stoi!
Zamruczał drżąco, co właściwie mogło zabrzmieć jak cichutki śmiech.
- Masz szczęście, wiesz o tym? Dopóki nie wejdziesz z łapami na moją złą stronę, nie zrobię ci nic złego. – prawdą było to, że póki co nie dał mu powodów do zrobienia mu krzywdy. No, może poza swoim pochodzeniem. Tak to już było z Pajęczynką, że nie miał w sobie zbyt wiele szacunku do kotów z Klanu Rzeki… jak widać. – Ale uważaj. Stąpasz po delikatnym gruncie. Jeden zły krok i… – przechylił łeb w bok, zerkając równocześnie w dół, chcąc w ten sposób zasygnalizować, że właśnie tam Kostek może się znaleźć. Na ziemi. Albo pod nią, ha!
Zastanowił się po tym pytaniu rzeczniaka. Naprawdę był tego taki ciekaw? Pajęczyna spodziewał się, że inny kot prędzej przed nim ucieknie niż zacznie dopytywać o takie rzeczy. Ale proszę… może faktycznie trafił na jakiś ciekawszy przypadek?
- Twoje futro nie jest jakieś długie, ani wyjątkowe, przyznam. Pewnie niemiło by się na nim spało, gdybym zawlekł je do swojego legowiska… – zażartował o tym, jak to by było gdyby upolował kocura niczym myszkę. Oczywiście nie planował tego zrobić, nie widziało mu się spać na czyjejś skórze, ale możliwa reakcja rzecznego kota na coś takiego? Mogłaby być interesująca. Dlatego też przyglądał się szarawemu kocurowi uważnie. – Więc co takiego mi zostało? Nie zaczerpnąłbym przyjemności z szybkiego zabicia cię, ani okaleczenia. Musiałbyś się ze mną trochę pomęczyć, gdybym zapragnął twojego towarzystwa… – mówił spokojnie, ale ostatnie słowa wypowiedział takim tonem, jakby sam współczuł rozmówcy tego, co miałoby go spotkać. Czym miałoby to być? Tym, na co rzeczniak sobie zasłuży swoim zachowaniem. Pajęcza Łapa nie planował swoich wyczynów specjalnie często. Kto wie? Może skończyłoby się to nie śmiercią rzecznego kota, lecz jakąś tajemną umową między kocurami? Może Kostek wybłagałby od niego litość? – Powiem to wprost. Nie lubię bezużytecznych kotów. To, co dzieje się codziennie w Klanach? Zwykła nuda. Rutyna. Czy jest coś, co możesz mi zaoferować? Cokolwiek ciekawego? – pochylił się do przodu jeszcze trochę, minimalnie, oddechem muskając wąsy mniejszego kota.
Przechylił łeb w drugą stronę niż poprzednio, spoglądając na swojego towarzysza od góry do dołu. Tak krótkie futro… absolutnie mu się nie dziwił, że zamarza! Jakież to przykre, jakież niesprawiedliwe…
- Biedaczysko. Może bym ci nawet pomógł, ale widzisz… wolę nie zaśmierdnąć tymi rybami. Chyba rozumiesz mój problem? – jego uśmiech nie znikał. Nieważne, że może była to szansa na znajomość z kimś nowym, kimś kto nie jest tak nudny jak większość innych kotów. Chodziło tu o członka Klanu Rzeki, a przy takich kotach on po prostu nie potrafił powstrzymywać złośliwych słów! To było straszne również dla niego, naprawdę!
Powiedziawszy to jednak, Pająk zrobił kolejne dwa kroki wprzód i może troszkę w bok, na tyle, aby otrzeć się bokiem o ciało rzeczniaka. Tak, aby ten poczuł bijące od niego ciepło. Robił to tylko i wyłącznie ze złośliwości… a w dodatku wokół nie było nikogo, kto by go za to oceniał. Może poza tym rzeczniakiem, ale jego opinia go tym bardziej nie obchodzi, haha!
Faktycznie, to wszystko go nieco zaskoczyło. Spojrzał na Kościste Wybrzeże z lekko uniesionymi brwiami i kącikami warg również wygiętymi w górę.
- Kościste Wybrzeże… jak mrocznie…! Ale tak, Kość… Samo Kość brzmi dobrze. – stwierdził, sprytnie ignorując to ,,może’’ w odpowiedzi rzecznego wojownika. A potem uśmiechnął się nawet szerzej i zmrużył lekko ślepia, którymi świdrował oczy rozmówcy. – W takim razie mnie nie będzie to przeszkadzało, jeśli zaczniesz zwracać się do mnie Pajęczyna. – stwierdził tak, jakby robił Kości dużą przysługę.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Mmm, znamy się zdecydowanie za krótko bym zamierzał wchodzić łapami na jakąkolwiek twoją stronę. - Zaświergotał Kostek, jakby wcale nie dostrzegał słabo ukrytej w słowach Pająka groźby. Biały kocur mógłby postarać się trochę lepiej niż sugerując, że oriental znajdzie się na ziemi albo pod nią. O ile to drugie jeszcze dawało trochę do myślenia, tak Kość nie odrastał od gleby na tyle wysoko by się obawiać zrównania z jej powierzchnią. Po za tym na poczekaniu był w stanie wymyślić kilka całkiem przyjemnych rzeczy prowadzących do takiego scenariusza. Liczył na to, że podobną kreatywnością wykaże się Wichrzak podczas podawania przykładów swoich teoretycznych, bardzo złych planów.
Wojownik nie powstrzymał nieco wyzywającego uniesienia brwi, kiedy poczuł na sobie uważne spojrzenie. Wcale mu nie przeszkadzało, że kocur wzrokiem i słowem traktował go jak upolowaną mysz. Z pełną premedytacją oddawał kontrolę, jednak zamierzał ją zabrać i zwinąć siebie oraz zabawki natychmiast jak gra przestanie mu się podobać. Póki co całkiem go bawiło karmienie błękitnookiego przekonaniem i fantazją, że może zrobić z nim wszystko co tylko sobie wymyśli.
- Jeżeli rzeczywiście nie przypominasz innych Klanowych nudziarzy to może z przyjemnością bym się pomęczył w twoim towarzystwie. Tylko pytanie, czy ty dałbyś radę znieść moje. - Wymruczał Kostek leniwie z najmilszym uśmiechem jaki potrafił przywołać na swój pysk. Jednak skośne oczy błyszczały, rzucając wyzwanie. Teoretycznie to on miał być zdany na łaskę Pajęczyny, ale próbował okręcić sytuację na swoją korzyść, przekonać kocura, że stracenie cierpliwości do towarzystwa i charakteru Rzeczniaka będzie objawem słabości. Nie miał nic przeciwko pograniu przez chwili roli podnóżka, ale znacznie lepiej podobało mu się bycie chociaż intrygującym podnóżkiem.
Nie poruszył się, gdy oddech Wichrzaka zatańczył na jego wąsach. Jakby w ogóle nie zauważył, że błękitnooki powoli wkracza w jego strefę osobistą, kolejny raz wyciągając przeciw niemu broń, którą zwykle sam stosował.
- Oh, jestem pewien, że coś do zaoferowania się znajdzie. - Miauknął, spokojnie patrząc w jasne ślepia. Uśmiechnął się krzywo na kolejną wzmiankę o tych nieszczęsnych rybach. - Nie jest tak łatwo zaśmiardnąć rybą, wiesz? Po za tym coś byśmy na to potem zaradzili... Pajęczyno. - Wymówił imię kocura powoli, jakby ciągnęło się niczym kropla miodu. Pozwolił by ogon swobodnie przeciągnął się bo boku ocierającego się kocura, aby na samym końcu lekko okręcił się wokół jego tylnej łapy.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prychnął śmiechem na słowa rzeczniaka i o dziwo nie było to w żaden sposób wymuszone. Oh, czyżby temu kotu udało się poprawić humor księcia tak szybko? To niesamowite, naprawdę.
- Ah tak? Jakiś ty porządny. – mruknął w odpowiedzi, szczerząc kły i nadal lustrując go wzrokiem. Kto by pomyślał, że ten rzeczny wojownik okaże się być tym typem kota. Typem, który bierze pod uwagę to, jak długo kogoś zna. To nie czas spędzony razem się liczy – tym, co się liczy, jest tylko i wyłącznie wrażenie które wywarł na tobie drugi kot. Pajęczyna uważał to za bardzo oczywistą rzecz. Sam nie wątpił w to, że wywołał niezłe wrażenie na Kościstym Wybrzeżu i równocześnie czuł, że ten jest dla niego wystarczająco interesujący. Co więc ich powstrzymuje przed rozpędzeniem się i wkroczeniem w jakąś kolejną fazę tej znajomości?
Nie zamierzał udawać, że jest jakiś zamknięty w sobie. Nie chciał nic przed tym kotem ukrywać, nie widział w tym sensu. Rzeczniak albo prędzej czy później umrze, albo przekona go do siebie i wybłaga sobie tym sposobem łaskę kocura! Pajęcza Łapa musiał jednak przyznać przed samym sobą, że pełna pewności siebie odpowiedź Kostka go lekko zaskoczyła, jak i wprawiła jego ciało w malutki dreszcz ekscytacji. Lubił wyzwania.
- To słodkie, jeśli myślisz, że się ciebie wystraszę. Powinieneś przejmować się jedynie możliwością znudzenia mnie, a ja? Ja chętnie zobaczę, co takiego masz w sobie, że jesteś taki pewny. – odparł spokojnie, starając się ukryć swoje zainteresowanie. To nie tak, że chciał spędzać czas z jakimś rzeczniakiem… to akurat zwykły, smutny przypadek że ten szczurek pochodził z Klanu Rzeki. Pająk nie wiedział, jak to możliwe, że w tym niby-Klanie w ogóle były interesujące koty! Ale cóż, okazuje się, że to nie pierwszy przypadek. Może okaże się tym najciekawszym i zarazem ulubionym księcia? Będzie musiał się postarać, nieważne czy zrobi to poprzez jakąś walkę, czy może poprzez kłapanie pyskiem. – Podoba mi się ta twoja pewność siebie, przynajmniej nie płaszczysz się ze strachu. Ale równocześnie? Chcę żebyś wiedział, kto tu rządzi. – dodał jeszcze z powagą, po czym zaczął iść do przodu.
Uśmiech wrócił na jasny pysk wraz z dalszymi słowami Kostka.
- To brzmi, jakbyś chciał tego wszystkiego. Nie boisz się mnie? – zapytał, choć odpowiedź może powinna być oczywista. Ten kocur nie zachowywał się, jakby był przerażony. Wręcz przeciwnie. Oboje zdawali się mówić jakimś szyfrem. Szyfrem, którego sam Pająk rozumiał tylko podświadomie, w głębi siebie. Sam nie wiedział, czego się spodziewał po tym spotkaniu, ale wiedział, że czuje w tej chwili wiele dziwnych rzeczy. Znajomych, w pewnym sensie, ale silniejszych niż dotychczas.
Miał wrażenie, jakby coś się w nim gotowało. To uczucie było dziwne, inne od tego, gdy czuł w sobie ciepło zwyczajnie z powodu złości. Teraz nie był wściekły, a jednak jego serce przyspieszyło w swoim biciu, a gdy chuderlawy rzeczniak przesunął po jego futrze ogonem, biały kocur prawie zadrżał.
Pajęczyna zorientował się, że bardzo, bardzo chce zrównać Kościste Wybrzeże z ziemią.
Właśnie to spróbował w tej chwili zrobić. Odwrócił się, szybko, unosząc się lekko na tylnych łapach. Jego rozmówca był niewielki i słaby, więc gdy wichrowy książę pchnął w niego łapami, powalenie go okazało się nie być aż takim wyzwaniem.
- Chętnie spędzę z tobą czas, Kość. – powiedział cichutko, wręcz szeptem, dociskając jedną z przednich łap do boku rzeczniaka. – Nie zapominaj się … a może nawet się zaprzyjaźnimy. – sam nie wiedział, czemu powiedział coś takiego do kota z Rzeki. Nienawidził Rzeki. Czuł, że nienawidzi też Kości, a pomimo tego nie potrafił zostawić go w spokoju. Może gdzieś tam, w środku i nie do końca świadomie, chciał wymierzyć mu jakąś karę? Chciał mu pokazać, że jest lepszy. I to właśnie zrobi, był o tym przekonany.
Patrzył na wojownika z góry, ciekaw jego reakcji.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tymczasem Kostek był ostatnim kotem na liście tych porządnych. Swoją uwagę traktował raczej w formie sarkastycznego żarciku, ironicznej podpuchy i nie wystarczyło wiele, byle mrugnięcie ze strony białego kocura, by się rozpędził, wyrzucił wcześniejsze stwierdzenie do rzeki i bezwstydnie wskoczył za nim w krzaki w kolejną fazę znajomości. Nie potrzebował poznawania się i czasu do niczego, chyba, że do zdobycia wiedzy, w które miejsca uderzać by najbardziej zirytować czy zranić. Poza tym? Wszystkich traktował po równo.
Czyli podle.
- Mm, uważasz, że jestem słodki? - Sparafrazował po swojemu słowa Pajęczyny, nie kryjąc rozbawienia w głosie. Był to absolutny absurd, bo jakby Kość miał być smakiem, definitywnie byłby kwasem. - Niemniej, nie zamierzałem cię wystraszyć, jedynie ostrzec? Często słyszę, że jestem nie do wytrzymania. Oczywiście, zachęcam, byś sam się o tym przekonał. - Wywinął lekko pyszczek w uśmiechu, starając się nadal nad sobą panować, chociaż adrenalina szumiała mu w uszach. Dawno nikt, ani nic nie podkręciło jego zmysłów na tak wysokie obroty, nie przyspieszyło jego serca do kołatania się w piersi i nie pozwoliło być aż boleśnie świadomym każdego odczucia. Tak jakby nagle odwinął się folii bąbelkowej, która do tej pory odgradzała go od rzeczywistości. Oczywiście widział, że Pajęczyna próbuje go przestraszyć, może nawet zniechęcić, ale jedyne co mógł osiągnąć to, że z każdym onieśmielającym krokiem w jego stronę, Kostka ciągnęło ku niemu bardziej, jakby był ćmą lecącą w stronę ognia. Był ciekawy jak mocno się sparzy.
- Mmm, może właśnie chcę... - Zasugerował, ale nim dał radę rozwinąć, kocur skończył podchody i jednym szybkim uderzeniem łap powalił Kostka na ziemię. Wojownik nawet nie zdążył się zdziwić, a już znajdował się na glebie, z przyciśniętą do boku białą łapą i Pajęczyną górującym nad nim całym swym okazałym wzrostem. Kość przesunął spojrzeniem na samą gorę, zatrzymując się na oczach Wichrzaka, a kiedy pyszczek zaczął mu się rozciągać w uśmiechu, nie powstrzymał go.
- Jak tak mówisz to mam ochotę się zapomnieć tylko po to, by zobaczyć co zrobisz. - Mruknął, całą siłę woli wkładając w zmuszenie swojego ciała do zrelaksowania się, chociaż każdy nerw w nim krzyczał. Lekko przeciągnął ogonem po ziemi, mijając o grubość wąsa łapy Pajęczyny, ale tym razem tylko sugerując, że mógłby się on okręcić wkoło jednej z nich.
 
 
 
 
 
blood and glitter
sweet and bitter
we're so happy we could die
[Obrazek: 6hbmO22.png]  
 
 
 
 
 
 
blood and glitter
saint and sinner
we do fall before we rise
LVL 4 45 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
18
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak naprawdę to wiedział doskonale, jaki jest Kościste Wybrzeże. Zauważył to wszystko, nie był głupi! Choć ten był śmierdzącym rzeczniakiem, to zdawał się być też kimś wystarczająco ciekawym, ale właściwie to dlaczego Pajączka ciągnęło do tego kota aż tak? Odpowiedź była prosta. Kość dawał mu uwagę. Inną uwagę niż ktokolwiek inny. Nie traktował jak swojego wroga, jakiegokolwiek przeciwnika, chociaż właściwie nim był. Traktował go jak prawdziwy obiekt zainteresowania, jakby był nim zafascynowany, jakby to spotkanie go ekscytowało.
Pajęcza Łapa zrozumiał i przyznał przed sobą, że jego samego zdecydowanie ekscytowało. No i sam nie miał nic przeciwko takiemu kontynuowaniu tej relacji, zamienianiu jej w coś innego, nowego. Nie był porządny i to było najważniejsze. Widział po Kości, że ten też był gotów porzucić swoje własne zasady dla niego. I, oh, niesamowicie go to cieszyło.
Na to pytanie mniejszego kocura, Pajęcza Łapa uśmiechnął się szeroko, prawie złośliwie.
- Słodki, jak mała myszka. I równie łatwy do złapania, jak się okazuje. – odpowiedział pewnie, bo był na tyle blisko że mógł już uznać, iż Kość jest w całkowitym potrzasku. Na jego dalsze słowa, na tą przestrogę, jedynie uniósł lekko brwi i przyjął nieco poważniejszą minę na swoim pysku. – Sam zdecyduję, czy jesteś nie do wytrzymania. Zresztą, nie martw się o mnie… w razie potrzeby po prostu samodzielnie cię nauczę, jak trzeba się zachować. – powiedział i wzruszył lekko barkami, prawie jakby rozmawiał z kocurem o pogodzie albo coś takiego. Prawda była taka, że faktycznie nie widział w tym nic wyjątkowego. Jeśli Kość przesadzi i Pajączek będzie musiał zdzielić go po pysku łapą, to właśnie tak zrobi.
Kościste Wybrzeże leżał na ziemi. Pod nim. Przygnieciony, zagrożony. A pomimo tego wyglądał, jakby naprawdę tego chciał. Jakby ciągnęło go do wichrzaka, jakby był ciekaw tego, co ten zrobi. Pajęczyna nie wiedział, co takiego chciał zrobić. Działał w pełni instynktownie, robił to co podpowiadały mu odczucia. Nie wstrzymywał się, bo po co?
Jego własny oddech zadrżał, może od śmiechu a może zaskoczenia, gdy Kość powiedział… to. Chciał tego. Naprawdę chciał tego wszystkiego i chciał tej sytuacji. Nawet jeśli się bał, to chciał odczuwać ten strach. Pająk po raz pierwszy widział kogoś, komu aż tak podobałoby się jego zachowanie.
- Więc to zrób. – rozkazał, pochylając się nad rzeczniakiem, nisko, jedną łapę specjalnie przyciskając do jego boku nieco mocniej. Oczy miał szeroko otwarte, co sprawiało że sam wyglądał na zaskoczonego całą tą sytuacją, ale jego rozszerzone źrenice zdradzały podekscytowanie. Szczerze ciekawiło go to, co Kość miał do zaoferowania.
Zerknął w kierunku swoich łap i szarawego, smukłego ogona, zauważywszy tam ruch. Drgnął od tego prawie-kontaktu fizycznego, co go mocno zdziwiło. Ogólnie czuł się dziwnie, inaczej. Ale w tej chwili nie uważał tego za cokolwiek złego. Nie robił nic złego. Wreszcie znalazł kogoś innego, kogoś, kto jest nim zainteresowany. Chciał to wykorzystać.
LVL 5 225 / 400
MedLVL 0 0 / 100
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości