Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
W ostatnim czasie miała sporo na głowie – nic więc dziwnego, że zwykle, kiedy tylko miała czas dla siebie... urządzała sobie małą drzemkę. Trenowanie kotów potrafiło wykończyć, nawet jeżeli zwykle stanowiło frajdą.
Tym jednak razem nie czuła się szczególnie zmęczona. Oczy jej się nie przymykały, a chód miała raczej rześki... Wyminęła legowisko, podejmując decyzję o spacerze. I tak po prawdzie, wracając do momentu, gdy analizowała wszystkie za i przeciw, wcale nie spodziewała się, że dojdzie aż do Czterech Dębów, a już tym bardziej – towarzystwa. No ale najwyraźniej nie tylko ona potrzebowała nieco odsapnąć! — Siems — powiedziała, posyłając szeroki uśmiech nieznajomemu. Usiadła nieopodal, również pod krzakiem, cały czas wlepiając weń oczy. Cóż, skoro Piołun liczył na ciszę i spokój, to nie mógł gorzej trafić. — Wyderka, miło mi poznać! ...Oj, sory, mogłam w sumie wcześniej zapytać, bo może na kogoś czekasz... To czekasz na kogoś? Czy mogę się dosiąść?
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 78 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Trwałe urazy: cienka, pionowa blizna na grzbiecie nosa; ślady po kocich pazurach na lewym boku; ślady ugryzienia psa na barku; trzy wąskie szramy przechodzące po prawym oku; ślepota prawostronna Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 78 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Trwałe urazy: cienka, pionowa blizna na grzbiecie nosa; ślady po kocich pazurach na lewym boku; ślady ugryzienia psa na barku; trzy wąskie szramy przechodzące po prawym oku; ślepota prawostronna Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Pomimo upływu księżyców, kocica wciąż jest solidnie zbudowana. Jakże mogłaby nie być? Część jej mięśni niestety zastąpiło się tłuszczem, a stres narastający i przesiadujący na stałe w jej organizmie odbił się na jej kondycji i ogólnej posturze, jednak wciąż pozostała mocna, choć nie tak, jak niegdyś. Rysy jej pyska nie są delikatne, nos jest garbaty, łapy nieco beczkowate, kark gruby, grzbiet mocny, ogólnie rzecz biorąc jest dość... baryłkowata, a i wzrostem sięga tylko nieco ponad górną granicę. Pokrywa ją krótka, bura sierść z ciemnym pręgowaniem na głowie, kończynach i ogonie (ticked). Biel pojawia się w śladowych ilościach jedynie na żuchwie, niewielkim kawałku podbrzusza, gardle i pod ceglastoczerwonym nosem. Spód ciała w nieco jaśniejszym, ciepłym odcieniu, stopy zaś od spodu są w zupełności czarne, podobnie cała końcówka grubego i dość krótkawego ogona. Ślepia, intensywnie żółte, niegdyś bystro spoglądające, wyszukujące najdrobniejszych szczegółów, teraz jakby zmęczone, zmarnowane, ze zmarszczkami w kącikach. Prawe oko zupełnie ślepe, z okolicą pokrytą szramami i nie do końca odrośniętym futrem.
Zmęczona. Drogą, którą przeszła, stresem, który nią włada i uczuciami, których nie potrafi opisać. Oddzielenie od Klanu i rodziny podłamało ją na tyle, że przez większość czasu ciężko było jej zebrać jej jakiekolwiek uporządkowane myśli. Wciąż jednak jest prosta i bezpośrednia, choć większość tego, co uważa zachowuje dla siebie, a język trzyma za zębami, miarując słowa, jakie opuszczają jej pysk. Wiara w niej pozostaje jednak silna, na tyle, na ile może ona silna być, choć brak szczęścia i zwyczajny pech wciąż ją doświadcza. Niczym klątwa, której nie może się pozbyć, która zawisła nad nią i pomimo pozornego spokoju - wciąż się nad nią unosi. Jakaś iskra nadziei wciąż jednak tli się w jej sercu, może jest głupia, naiwna w swoim myśleniu, może rzeczywiście wciąż wierzy, że potrafi naprawić to, co niegdyś zepsuła - w końcu gdyby nie ona, Cień nie zostałby do takiego stopnia zniszczony.
XXXXGranica z Klanem Rzeki jako tako ich nie dotyczyła. Cztery Dęby skutecznie izolowały Cień od swądu ryb, co było jej na łapę, bo nie musiała go znosić, a stykała się z nim jedynie wtedy, kiedy patrolowała okolicę miejsca zgromadzeń i tak było też tym razem. Była sama, bo hej, po co zbędne towarzystwo. Sama zrobi to szybciej i skuteczniej, bez jakiegoś balastu, na który musiałaby również skupiać swoją cenną uwagę, a jednak mimo wszystko wolała skoncentrować się tylko na obowiązkach. XXXXKrążyła po terenie, uważnie rozglądając się i nasłuchując. Mimo wszystko miała nadzieję, że nikt jej nie przeszkodzi. Nie miała ochoty na konfrontację z innymi kotami, a zwłaszcza z tymi z Rzeki. Wicher jeszcze by przeżyła, może przy odrobinie szczęścia znów spotkałaby Mamroczącą Łapę, ciekawe, co u niej, może została już wojowniczką? A może dalej gniła z rangą terminatora? Cóż, nie wiedziała.
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Pierwsze wyjście poza obóz było iście dziwnym przeżyciem, którego nie potrafił dokładnie opisać. Czuł się swobodnie, wolno. Nie był osaczony spojrzeniami wszystkich tych głupich śmieci, które teoretycznie nazywały się jego klanowiczami. Niestety by nazwać kogoś “klanowiczem”, trzeba najpierw było uważać go za równego sobie, a tutaj nie było szans na takie śmieszne słowa. On był ponad cały Klan Rzeki. Nie myślał jeszcze nigdy, czy zasada dotyczyła również innych kotów, ale właśnie chyba coś dawało mu szansę przekonać się co do swojej wyższości. Zapach. Dziwny. W sumie mieszał się strasznie ze wszystkim od tych… zajęcołapów i kamieniozjadaczy, a to co intensywniej docierało mu do nozdrzy wydawało się być mokre i śmierdzące. Może to były te brudasy? W końcu tylko z nimi klan Rzeki nie graniczył, a Śnieżny Płatek była na tyle dobrą rodzicielką, że chociaż potrafiła mu przekazać podstawową wiedzę. Wszystko inne to paplanie o Ciemnej Mordce.
— Sama się tak utuczyłaś? — zapytał niemiło, widząc jakąś… coś. — Czy po prostu szukali ofiary do zjedzenia, bo chociaż będzie co zjeść, gdy nikt w klanie nie posiada umiejętności łapania zwierzyny? — Pewny siebie uśmieszek wszedł mu na mordę, chociaż sam nawet nie umiał polować, ale oczywiście nie było opcji, że mogło to być dla niego trudne.
Księżyce: 78 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Trwałe urazy: cienka, pionowa blizna na grzbiecie nosa; ślady po kocich pazurach na lewym boku; ślady ugryzienia psa na barku; trzy wąskie szramy przechodzące po prawym oku; ślepota prawostronna Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 78 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Trwałe urazy: cienka, pionowa blizna na grzbiecie nosa; ślady po kocich pazurach na lewym boku; ślady ugryzienia psa na barku; trzy wąskie szramy przechodzące po prawym oku; ślepota prawostronna Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Pomimo upływu księżyców, kocica wciąż jest solidnie zbudowana. Jakże mogłaby nie być? Część jej mięśni niestety zastąpiło się tłuszczem, a stres narastający i przesiadujący na stałe w jej organizmie odbił się na jej kondycji i ogólnej posturze, jednak wciąż pozostała mocna, choć nie tak, jak niegdyś. Rysy jej pyska nie są delikatne, nos jest garbaty, łapy nieco beczkowate, kark gruby, grzbiet mocny, ogólnie rzecz biorąc jest dość... baryłkowata, a i wzrostem sięga tylko nieco ponad górną granicę. Pokrywa ją krótka, bura sierść z ciemnym pręgowaniem na głowie, kończynach i ogonie (ticked). Biel pojawia się w śladowych ilościach jedynie na żuchwie, niewielkim kawałku podbrzusza, gardle i pod ceglastoczerwonym nosem. Spód ciała w nieco jaśniejszym, ciepłym odcieniu, stopy zaś od spodu są w zupełności czarne, podobnie cała końcówka grubego i dość krótkawego ogona. Ślepia, intensywnie żółte, niegdyś bystro spoglądające, wyszukujące najdrobniejszych szczegółów, teraz jakby zmęczone, zmarnowane, ze zmarszczkami w kącikach. Prawe oko zupełnie ślepe, z okolicą pokrytą szramami i nie do końca odrośniętym futrem.
Zmęczona. Drogą, którą przeszła, stresem, który nią włada i uczuciami, których nie potrafi opisać. Oddzielenie od Klanu i rodziny podłamało ją na tyle, że przez większość czasu ciężko było jej zebrać jej jakiekolwiek uporządkowane myśli. Wciąż jednak jest prosta i bezpośrednia, choć większość tego, co uważa zachowuje dla siebie, a język trzyma za zębami, miarując słowa, jakie opuszczają jej pysk. Wiara w niej pozostaje jednak silna, na tyle, na ile może ona silna być, choć brak szczęścia i zwyczajny pech wciąż ją doświadcza. Niczym klątwa, której nie może się pozbyć, która zawisła nad nią i pomimo pozornego spokoju - wciąż się nad nią unosi. Jakaś iskra nadziei wciąż jednak tli się w jej sercu, może jest głupia, naiwna w swoim myśleniu, może rzeczywiście wciąż wierzy, że potrafi naprawić to, co niegdyś zepsuła - w końcu gdyby nie ona, Cień nie zostałby do takiego stopnia zniszczony.
XXXXDlaczego zawsze w momencie, kiedy chciała być sama, pojawiał się jakiś kot? W tym wypadku jeszcze taki rozwydrzony kot? Jakiś... chłystek, na to by jej wyglądało, zmarszczyła brwi, słuchając jego paplaniny. Ocho, ktoś tu się chciał popisać swoim jakże genialnym, błyskotliwym rozumkiem. XXXX– Na osty i ciernie, ależ mnie twoje słowa zraniły, nawet nie masz pojęcia. Prosto w serce – prychnęła, machnąwszy ogonem luźno. Co za niewyparzona morda. – Niezła gadka, jak na kociaka. Wymknąłeś się z obozu, młody? Może się zgubiłeś? Biedaczku, pomogłabym ci wrócić, ale na wasze tereny łapy nie postawię. Dziwne, że nic cię nie zżarło po drodze – dodała, mierząc go wzrokiem. Chuchro małe, ale pewnie szybkie i zwinne, dlatego się wymknął, bo szczerze mówiąc nie ma opcji, że ten młodzik był jakkolwiek już ogarnięty życiowo, ledwo co odrastał od ziemi, a i język miał cięty, czyli jeszcze chyba nikt mu porządnie nie przywalił ani nie nauczył moresu.
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Udało jej się pewny siebie uśmiech… nie zszedł mu z pyska (niespodzianka), jedynie zmienił się w bardziej… zadowolony. Wredny, acz zadowolony. Nie popłakała się od razu. Nawet ją to nie ruszyło. Sól w tym momencie już zginałoby w pół, a on musiałby wysłuchiwać gróźb karaln… gróźb o tym jak mu życzy śmierci i nikt nie widziałby w tym problemu. Śmieszne w sumie. On podnosi łapę na siostrę i jest okropny i zły, ale ona może mu grozić, a tu nadal brak reakcji.
— Nie muszę się wymykać z obozu będąc terminatorem. Może w Waszym klanie koty w moim wieku są jakieś ogłupiałe, ale ja się trzymam bardzo dobrze… Kto by Ci w ogóle pozwolił postawić łapska na innych terenach? — Pewnie on. Nie dbał o granice. W ogóle o nic nie dbał. Nie miał ustalonego planu działania, bo przecież był najlepszy i jedynie wystarczyło doszlifować jego umiejętności… chociaż może jedynym powodem dlaczego jeszcze dosłownie nie skakał do każdego był ten zdrowy rozsądek, który przysłaniała mu aktualnie duma. Przecież zanim pokonał siostrę jeszcze go używał… no i ta pokraczna Mistrzyni jednak coś tam go tknęła w myślenie. Dobieranie sobie przeciwnika pod swoje umiejętności też pewnie jest oznaką inteligencji… ale czy chciał w to wierzyć?
Księżyce: 78 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Trwałe urazy: cienka, pionowa blizna na grzbiecie nosa; ślady po kocich pazurach na lewym boku; ślady ugryzienia psa na barku; trzy wąskie szramy przechodzące po prawym oku; ślepota prawostronna Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 78 Mistrz: psie serce Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Trwałe urazy: cienka, pionowa blizna na grzbiecie nosa; ślady po kocich pazurach na lewym boku; ślady ugryzienia psa na barku; trzy wąskie szramy przechodzące po prawym oku; ślepota prawostronna Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Pomimo upływu księżyców, kocica wciąż jest solidnie zbudowana. Jakże mogłaby nie być? Część jej mięśni niestety zastąpiło się tłuszczem, a stres narastający i przesiadujący na stałe w jej organizmie odbił się na jej kondycji i ogólnej posturze, jednak wciąż pozostała mocna, choć nie tak, jak niegdyś. Rysy jej pyska nie są delikatne, nos jest garbaty, łapy nieco beczkowate, kark gruby, grzbiet mocny, ogólnie rzecz biorąc jest dość... baryłkowata, a i wzrostem sięga tylko nieco ponad górną granicę. Pokrywa ją krótka, bura sierść z ciemnym pręgowaniem na głowie, kończynach i ogonie (ticked). Biel pojawia się w śladowych ilościach jedynie na żuchwie, niewielkim kawałku podbrzusza, gardle i pod ceglastoczerwonym nosem. Spód ciała w nieco jaśniejszym, ciepłym odcieniu, stopy zaś od spodu są w zupełności czarne, podobnie cała końcówka grubego i dość krótkawego ogona. Ślepia, intensywnie żółte, niegdyś bystro spoglądające, wyszukujące najdrobniejszych szczegółów, teraz jakby zmęczone, zmarnowane, ze zmarszczkami w kącikach. Prawe oko zupełnie ślepe, z okolicą pokrytą szramami i nie do końca odrośniętym futrem.
Zmęczona. Drogą, którą przeszła, stresem, który nią włada i uczuciami, których nie potrafi opisać. Oddzielenie od Klanu i rodziny podłamało ją na tyle, że przez większość czasu ciężko było jej zebrać jej jakiekolwiek uporządkowane myśli. Wciąż jednak jest prosta i bezpośrednia, choć większość tego, co uważa zachowuje dla siebie, a język trzyma za zębami, miarując słowa, jakie opuszczają jej pysk. Wiara w niej pozostaje jednak silna, na tyle, na ile może ona silna być, choć brak szczęścia i zwyczajny pech wciąż ją doświadcza. Niczym klątwa, której nie może się pozbyć, która zawisła nad nią i pomimo pozornego spokoju - wciąż się nad nią unosi. Jakaś iskra nadziei wciąż jednak tli się w jej sercu, może jest głupia, naiwna w swoim myśleniu, może rzeczywiście wciąż wierzy, że potrafi naprawić to, co niegdyś zepsuła - w końcu gdyby nie ona, Cień nie zostałby do takiego stopnia zniszczony.
XXXX– Zdesperowana ta Rzeka, skoro takie narwane dzieciaczki mianuje terminatorami – stwierdziła. Czy był kocięciem, czy nie, mało ją to obchodziło, ale nie zamierzała się tym też przejmować, w końcu to problem Rzeki, nie jej, nie obchodził ją jego los, mogłoby go coś zaatakować, mógłby tu nawet i konać tak na dobrą sprawę, a skoro był niby terminatorem, to nawet nie musiałaby mu pomagać, kodeks mówił tylko o kociętach, reszcie mogłaby skrócić cierpienie. XXXX– No nie wiem, jakiś odklejony od rzeczywistości kot? Co to nie ma jakiejkolwiek świadomości o tym, czym są granice? Wygląda na to, że jednak nie jesteś terminatorem, skoro tego nie wiesz – powiedziała kąśliwie, wzruszając następnie barkami. Może w Rzece były jakieś inne kryteria, inne priorytety. W sumie dobrze, że z nimi bezpośrednio nie graniczyli.
najzwyklejszej wielkości kocur (nie za duży, nie za mały) / biały krótkowłosy z plamami czarnego na uszach i końcówce ogona / prawe oko niebieskie, lewe oko złote / wredne spojrzenie
Zmora jest kocurem, który wszystko bierze sobie do serca - no chyba, że dana narracja mu w ogóle nie pasuje - dlatego też, gdy tylko pojął znaczenie swojego imienia, nie mógł odpuścić okazji, by dać najlepszy pokaz jakie jest jego prawdziwe znaczenie.
Zaśmiał się lekko słysząc słowa kotki, nie żeby interesował go honor Rzeki, ale jego własny? Trochę co innego, więc nic dziwnego, że śmiech jaki z siebie wydobył był gorzki, a nie rozbawiony. Czy naprawdę próbowała mu zrobić przykrość?
— Narwane? Stwierdziłem fakt. — Oczami pobłądził po całej okazałej sylwetce kotki z lekkim grymasem obrzydzenia. — Nie sądzisz, że lekko Twoja reakcja jest… zbyt emocjonalna? — zapytał jakby delikatnie zawiedziony z przekrzywioną głową. Nie sądził, że jest narwany, co prawda nie był miły, ale czy od razu narwany? Może gdyby szukał przyjaciół to naszłaby go refleksja, że powinien zaczynać rozmowy trochę milej, ale dlaczego? Nikt nie był godny przyjaźnienia się z nim. Nikt. Chociaż musiał przyznać, że kotka wydawała się bardzo intrygująca i o wiele ciekawsza, niż jego całe rodzeństwo i wnuki Ciemnej Mordki razem wzięci.
— Co? — Zaśmiał się w głos. O czym ona właśnie mówiła? Jej słowa nie miały żadnego sensu, ale mógł jej wybaczyć to potknięcie jak wróci na właściwe ścieżki z myśleniem. Bawiła go. — Jaki odklejony od rzeczywistości kot? O czym Ty mówisz? Co Ty zmyślasz? Myślałem, że wyzywamy siebie i swoje klany, a nie jakieś wymyślone koty — stwierdził z uśmieszkiem na pysku, który poprzedzony był cynicznym tonem. Naprawdę spodziewał się po niej czegoś więcej, ale może powinien jednak zapamiętać, że nikt nie jest na tyle inteligentny i wygadany co on sam? Och, teoretycznie szkoda. W końcu samotnie jest być na szczycie… ale po chwili zastanowienia ile tu miejsca, prawda?
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
***
Zwinna Łapa wytrzymała kilka wschodów słońca bez samodzielnego wyjścia z obozu. Uznała, że jeżeli spędzi w tej nudzie jeszcze jeden dzień, zacznie tracić rozum. Nie mogła rzecz jasna na to pozwolić, w byłaby to strata jej w zasadzie jedynej silnej strony. Dlatego właśnie, kiedy obudziła się któregoś dnia, przytłoczona wizją kolejnego bardzo nudnego dnia, zjadła mysz na śniadanie i wyruszyła w drogę. Może to jej chudość sprawiła, że nikt nie zwrócił na nią uwagi.
Po prostu szybkim truchtem skierowała się w stronę… jakąkolwiek. Niezbyt rozsądnie zwyczajnie szła przed siebie, ciesząc się zmianą środowiska po raz pierwszy od… od kiedy przyszli do klanu Wichru z Kurzą Łapą. Splunęła pod nogi, kiedy przeszedł przez jej głowę w postaci przelotnej, krótkiej myśli.
Dotarła wreszcie do miejsca, w którym mieszało bardzo wiele się zapachów. Czy przekroczyła granicę klanu Wichru? Bez wątpienia. Czy weszła na teren innego klanu? Miała nadzieję, że nie.
Usiadła pod kwitnącym krzakiem bzu, zupełnie obojętna na jego piękno. Lizała rudą łapę i zastanawiała się. To… którędy tu przyszła?
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Skłonność do tułaczki płynęła w żyłach miotu Gasnącego Tchu. Tak przynajmniej można było podejrzewać, biorąc pod uwagę, że już niedługo po mianowaniu jedno z jej dzieci postanowiło dołączyć do spaceru matki i skorzystać z wiedzy wojowniczki na temat terenów Klanu Cienia. Jak chyba każdy terminator Psiej Gwiazdy, który nie miał w sobie zbyt dużej ilości pewności siebie, czuł, że musi wyprzedzać swój trening przynajmniej o krok, przynajmniej o znajomość kawałka granic. Tym bardziej, jeśli chciał nie tylko przetrwać trening, a także pomóc siostrze, pomóc rodzeństwu, pomóc... klanowi? I choć ból brzucha nie mijał, a wymioty męczyły, to Okruszek i tak postanowił zrealizować pomysł.
Ale nawet ciężar na pstrokatych barkach nie powstrzymał Okruszka przed spontanicznym podążaniem za pierwszym dostrzeżonym motylkiem. Ba, być może to on sprawił, że kocur zatrzymał się dopiero na widok nieznajomej kotki o obcym zapachu, znajdującej się w miejscu o obcym zapachu. Bo poczuł, jak z biegiem oddala się od swoich zmartwień - tylko na krótką chwilę, za którą poczuł się paskudnie, ale jednak. Tak, miał świadomość, że jego matka jest gdzieś w pobliżu (chyba? Taką miał nadzieję!) i mimo wszystko wiedział, w jaki sposób dotarł do tego miejsca... Ale i tak spanikował, a jego sierść nieco się najeżyła.
- O Gwiezdny Klanie! Znaczy... przepraszam, cześć! Tak, cześć! - zawołał w ogłupieniu, procesując docierające do niego bodźce.
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
Wstała. Króciutkie futro na grzbiecie i barkach uniosło się zupełnie bez wiedzy i pozwolenie jego właścicielki, a wydarzyło się to na widok równie zjeżonego, obcego kocura z innego klanu. Nie wiedziała rzecz jasna, z jakiego, jej zdolności kończyły się na świadomości, że z jakiegoś na pewno był.
Cienki, jak gałązka grzbiet wygiął się w łuk, to jednak szybko się zmieniło, kiedy osobnik przemówił. Nie brzmiał, jak zagrożenie. Zlustrowała go ostrożnie skośnymi, zmrużonymi oczyma i lekko, tylko nieznacznie, się rozluźniła. Młody kocur, mniej więcej w jej wieku. Dziwny, bo szylkretowy, jak ona. Kolejne pociągnięcie nosem upewniło ją jednak w przekonaniu, że w istocie jest kocurem. W zasadzie jej to nie zaskoczyło. Znała koty, które były kotkami, mimo że tak nie pachniały. Ten tutaj w zasadzie jej nie zaskoczył.
- Zwinna Łapa, nie Gwiezdny Klan - padło ostrożnie z jej pyska. Rzecz jasna, wiedziała, że młodzik nie nazwał w ten sposób jej samej, wyraził raczej w ten sposób pewne targające nim uczucia (których terminatorka jednakże nie była w stanie rozpoznać). Wysiliła się na ten dziwaczny żart, nie zmieniając przy tym niemal kamiennego wyrazu pyska, przez co efekt ostateczny mógł być dość niemrawy.
Swoją drogą, własne imię wypowiedziała z pewną błogością. Był to pierwszy raz, kiedy mogła się nim przedstawić i zrobiła to z wielką satysfakcją. - Jak… masz na imię? - zapytała, zawiesiwszy lekko głos na początku zdania, rozważając, jak ubrać w słowa to, co chciała powiedzieć. Jakiego dokładnie sformułowania użyć.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Dobrze, chyba nie trafił na zagrożenie jego życia, sądząc po reakcji kotki, zupełnie lustrzanej do niego - najpierw przestraszona, później przyjazna. Mimo to odwrócił się jeszcze na chwilę, by pociągnąć nosem, upewniając się, że gdzieś tam nadal jest jego mama - miał nadzieję, że niezbyt zmartwiona. W końcu zawołał do niej, że niedługo wróci i że chce podążyć za motylem... A Gasnący Dech prawdopodobnie po prostu podążyła za synem w tempie wystarczającym, by w razie czego zadbać o jego bezpieczeństwo, ale szanując pewien stopień indywidualności kocura. Bo kto, jak nie ona?
Roześmiał się głośno, milknąc w połowie, mając nadzieję, że ani nie przestraszył kotki, ani nie przyciągnął do nich żadnego drapieżnika. Bo w końcu znajdowali się na terenie, który Okruszkowi całkowicie kojarzył się z niebezpieczeństwem! Nowo znalezione towarzystwo delikatnie koiło ten strach, ale postawione na baczność uszy i drgający ogon wskazywały jawnie na czujność kocura.
- Szkoda, bo wiesz, tak się modlę do Gwiezdnego Klanu i nic mi nie odpowiada, więc jakbyś była Gwiezdnym Klanem, to byłoby fajnie! - nie miał co prawda pewności, czy kotka wcześniej żartowała, ale on z pewnością nie przepuściłby okazji do przyjaznego śmiechu. - Zwinna Łapo, ja jestem Skruszona Łapa... z Klanu Cienia! A ty? Znaczy, z jakiego klanu jesteś? - przedstawił się, ponownie wciągając powietrze nosem, by jakoś powiązać zapach kotki z jej pochodzeniem. Miał przynajmniej nadzieję, że będzie to tak proste.
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
Jego głośny śmiech nie przestraszył jej, byłby jej nawet dość obojętny, gdyby nie fakt, że… wywołał go jej własny, wypowiedziany w zasadzie mimochodem żart. Z zaskoczeniem uznała, że to całkiem przyjemne uczucie. Dlaczego? Tego już córka Owcy nie była w stanie zrozumieć. Uśmiechnęła się bardzo delikatnie, a coś w jej oczach poweselało.
Tak więc Skruszona Łapa. Imię było nieco dziwne, ale nie do tego stopnia, by koteczka uznała, że musi to komentować. W zasadzie, po chwili zastanowienia uznała, że słyszała ich już tyle, o kotach żyjących i umarłych, że to akurat jej nie dziwi. Ulżyło jej również, kiedy kocur dał jej znać, że sam również nie rozpoznaje jej klanu po samym zapachu.
- Z Wichru - odpowiedziała tonem dość obojętnym, nie czując szczególnej dumy ani przywiązania do klanu, do którego Kurza Łapa przyciągnął ją i jej rodzeństwo, bo wiedział, że sam nie poradzi sobie z wychowaniem kociąt. - A Ty? I czemu się tak obracasz ciągle? - rzuciła Szybko dwoma pytaniami, nie zdejmując jednak spojrzenia ze swojego szylkretowego rozmówcy.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Kocurowi z pewnością zrobiłoby się miło, gdyby dostrzegł ten delikatny uśmiech na mordce kotki, tym bardziej w przypadku, w którym miałby świadomość, że on go spowodował. To znaczy - zarejestrował w jakiś sposób to, że pyszczek, do którego się zwracał, stał się jakoś milej nastawiony, ale był trochę zajęty stresem związanym z przebywaniem tak daleko od obozu - i to po raz pierwszy, o Gwiezdni! - i przez to jeszcze nie zdołał skupić się na Zwinnej mimice.
O ile nie miał jeszcze możliwości poznać zapachów klanów, o tyle ich nazwy, oczywiście, znał. Wielka Stopa i Gasnący Dech zdecydowanie przyłożyli się do wstępnej edukacji swoich kociąt, przynajmniej na tyle, na ile pozwalały im obowiązki wojownicze. Gorzej, że Okruszek niekoniecznie miał się czym popisać w temacie znajomości zwyczajów czy czegokolwiek, co mogłoby zostać docenione przez Wichrową terminatorkę.
- No, z Klanu Cienia! - powtórzył jeszcze raz nazwę miejsca, z którego pochodził, uśmiechając się przy tym pogodnie, żeby nie speszyć kotki. Tak jak w przypadku Zwinnej Łapy, świadomość, że może oboje nie znali się jeszcze tak dobrze na świecie zewnętrznym, była trochę pocieszająca dla Skruszonej Łapy. - Wiesz, no... Trochę głupio, ale pierwszy raz w ogóle jestem, no wiesz, tak na zewnątrz! Więc jakoś tak wolę patrzeć, czy nic nas nie zje! Znaczy, żartuję oczywiście, na pewno nie zje! Gdzieś tam... - machnął głową za siebie - jest moja mama, pokazywała mi trochę terenów. Tylko się jakby... Zgubiłem. - przyznał rozbrajająco, z lekkim zawstydzeniem. Odetchnął po dłuższej wypowiedzi, starając się zapomnieć również o towarzyszącym mu bólu brzucha. Pogoń za motylem na chwilę uciszyła dolegliwość, zastąpiona problemami z łapami, ale nudności nadal nie opuszczały terminatora.
Czarna srebrna szylkretka z bielą z prawą łapą białą, a lewą rudą, z białymi skarpetkami. Futro krótkie, karbowane. Bardzo wątła, chuda i mizerna, o płaskiej głowie i miodowo-złotych oczach
w trakcie aktualizacji!
Krucza Łapa [Cień], Paszcza [Samotnicy]
Przeszedł ją lekki dreszcz na myśl, że gdzieś tam w krzakach siedzi (i z pewnością ją obserwuje) dorosła kocica z innego klanu. Nieco niepokojąca była ta świadomość. Za nią nikt nie stał, a jedyny kot, którego mogła nazwać jakąś formą swojego rodzica miał ją głęboko w poważaniu. Cóż,, nawet jeżeli nie miał, Zwinna Łapa nie chciała mieć z nim więcej wspólnego, niż było to konieczne przez należenie do jednego klanu. Mógł równie dobrze jutro się przekręcić, a ona nawet by nie zapłakała. Tak przynajmniej uważała w tamtym momencie. Fakty były takie, że niezależnie od tego,, jaki był Kurza Łapa,. Zwinna Łapa i jej rodzeństwo zawdzięczali mu życie. Czy uda jej się zebrać na wdzięczność w jego stronę? Wątpliwe. Był wyjątkowo trudny do lubienia.
Uch,, znowu marnowała na niego energię. Znowu, nie chcąc poświęcać mu uwagi, poświęciła mu jej bardzo dużo. Mysi móżdżek. Potrząsnęła głową i spojrzała trzeźwiej na Skruszoną Łapę.
- Trochę nie łapię. Zgubiłeś się ale byłeś z mamą? - zapytała,, marszcząc brwi. - Mniejsza. Słuchaj, jak to jest w klanie cienia? Znaczy… wiem że nie wiesz jak to jest być w innym klanie ale… jak się nazywa wasz przywódca zastępca i tak dalej? - może uda jej się zdobyć podczas tej rozmowy chociaż kilka informacji, które poprawią jej pozycję na treningu,, pozycję kotki, która nie przeszła nauk i w ogóle niewiele wiedziała o czymkolwiek.
Księżyce: 67 Mistrz: Psia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Gasnący Dech Ojciec: Wielka Stopa Trwałe urazy: Zespół Klinefeltera
Skruszone Serce co prawda dawno wyrósł już z etapu tyciego kociaka lub zupełnie tyczkowatego terminatora, ale jego rozmiary dalej nie imponują - jest kocurem przeciętnego wzrostu o szczupłej budowie ciała. Pasuje to jednak do energicznego, skocznego sposobu, w jaki się porusza. Wprawne oczy mogą zauważyć w jego krokach i przybieranych pozycjach pewną specyficzną manierę, jakby ostrożność, wynikłą z bólu łap.
Ma krótką, buro-rudą sierść z białymi znaczeniami występującymi od podbródka do brzucha i na wszystkich łapach - jako skarpetki oraz drobne miejsca od wewnętrznej strony kończyn. Bura sierść dominuje na bokach i ogonie, ruda - na tylnych łapach, przedniej prawej łapie oraz po prawej stronie pyszczka.
Oczy Okruszka - bo w jego spojrzeniu, wciąż dość naiwnym, dalej najłatwiej odnaleźć kocięcy pierwiastek - są bladozielone, nos - w znaczącej większości różowy, a wąsy białe.
Ktoś mógłby pomyśleć, że w ciele wojownika nadal mieszka kocię. Albo młody terminator. Cóż, kocur nie jest jakoś wybitnie stary, ale wyróżnia się z tłumu swoją ciężką do złamania wiarą w świat i równie trwałym optymizmem, z innej perspektywy nadającym się do nazwania raczej naiwnością. Nie żyje jednak w zupełnej iluzji - urodził się i wychował w Klanie Cienia, ciężko o lepsze miejsce do pozbycia się ślepej wiary w dobro świata - ale dalej najbardziej ceni sobie okazywanie wszystkim dobroci i próby dawania kotom komfortu psychicznego, jakiego potrzebują. Chce uparcie ulepszać świat, w którym żyje, stara się zmieniać myślenie kotów na takie, które pasuje do nieco idealistycznej wizji świata.
Jednocześnie jednak jest bardzo otwarty na ten świat i na innych, próbując respektować ich przestrzeń na tyle, na ile może. Póki nie zapomni akurat o postawionej mu granicy lub o jakimś istotnym elemencie - pomimo wszystkich dobrych cech, nie jest bowiem najostrzejszym pazurem w łapie, często bywa też zapominalski. Stara się jednak, a to, co niektórzy nazwaliby głupotą, nadrabia umiejętnością wprowadzenia nieco bardziej pozytywnej atmosfery, może nawet poprawy cudzego humoru.
Nie jest mimo wszystko wybitnie pewny siebie - często czuje, że traci grunt pod nogami i zaczyna się jąkać albo uciszać, niechętny, by jakkolwiek sprawić komuś przykrość albo popełnić błąd. W takich momentach pomaga mu powrót do podstaw własnego charakteru i uparte trzymanie się swoich wartości oraz próba otwartej, szczerej komunikacji. Jak wykorzysta te cechy rozmówca - to już inna kwestia.
Czy Gasnący Dech obserwowałaby swojego syna z ukrycia, mając świadomość, że nie zabrał się za nic niebezpiecznego? Ostatecznie raczej nie. Zalety matki ceniącej swoją niezależność, dzięki spacerowi łapiącej okazję na przemyślenie pewnych wydarzeń w klanie, tak samo, jak robił to ostatnio Okruszek. Kocur czuł się trochę bezpieczniej, mając świadomość, że w pobliżu tych nowych, obcych terenów kręci się gdzieś wojowniczka, której ufał. Ale tak, mogło to powodować dyskomfort Zwinnej Łapy, najwyraźniej walczącej w myślach ze swoim przybranym opiekunem, przy nieświadomym niczego ledwo mianowanym kociaku z Klanu Cienia.
- No bo trochę odbieg- a, dobra, okej! - chciał wyjaśnić kotce, zostało mu to jednak uniemożliwione pytaniem, które sprawiło, że nieco zesztywniał.
Och. W zasadzie to o to samo chciał zapytać ją, jak się tak zastanowić. Dowiedzieć, czy do Psiej Gwiazdy kiedykolwiek przyjdzie któryś z Gwiezdnych, aby nakazać... poprosić... zasugerować... uświadomić? Aby, cóż, sprawić, że przywódca stanie się nieco przystępniejszy wobec członków klanu. Chyba, że życie w Wichrze wyglądało tak samo, i to jednak cieniści wojownicy i terminatorzy stanowili problem.
- Hm... Nasz przywódca to Psia Gwiazda. Zastępca... ech... Niedźwiedzi... Niedźwiedzi ktoś, przepraszam, mam okropną pamięć do imion. I mamy medyków, tak, to... Huraganowy Szept, Rwąca... Zawieja i Bobrzy... tu też zapomniałem, ale- - zatrzymał się na moment. Powinien w ogóle rozmawiać w taki sposób z kotką? Co, jeśli to był jakiś rodzaj zdrady wobec Klanu Cienia? Nie, przecież i tak uczyli się takich spraw na treningu! - A w Klanie Wichru? Czy jest tam... dobrze?