Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
- Hmm nigdy nie widziałem na oczy Grzmiącej Ścieżki, a tym bardziej przez nią nie przechodziłem... Cóż skoro to ja wychodzę z prośbą, to ty wybierz gdzie wolisz się spotkać. Dotrę tam, nawet gdybym musiał wędrować przez pięć wschodów słońca - dorzucił ciepło pół żartem. W praktyce, gdyby na tyle zniknął, to na pewno pan Gwiazdka nie pozwoliłby mu wrócić do klanu, albo mistrzyni wyrwałaby mu wszystkie wąsy. Ale czego się nie robi dla spędzenia miło czasu. - A co do kiedy... Tak się składa, że podpadłem Gwieździe i mam karę na podwójne patrole i sprzątanie obozu, ale jakoś za dwa księżyce powinna minąć. Co powiesz na wtedy? - zarzucił ciepło. W końcu kiepsko, gdyby się umówili i dzień przed się okazało, że Listek nie może, bo ma nadmiar obowiązków. A nie widziało mu się żyć z tą karą dodatkowy obieg pór.
- O! I spokojnie, nie ma. A nawet gdyby była, to nikt nie musiałby się dowiedzieć - znów rzucił pół żartem, ale tym razem szczerząc lekko ząbki. Oh a mogli być partnerami w zbrodni, to by tak świetnie brzmiało! Plus łamanie kodeksu z kimś po cichu było wyśmienitą zabawą, w końcu wycieczka z Czaszką była super. A przynajmniej super do momentu, w którym Szyszka ich nie znalazł.
- Obiecuję, że przypilnuje, by nic ci się nie stało. To jak, idziemy? - A mówiąc to wstał, rozciągnął szybko łapy i już był gotowy, by wyjść z tego dusznego miejsca.
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Księżyce: 72 Mistrz: Oszroniony Patyk!! Płeć: kocur Matka: Śnieżny Płatek [NPC] Ojciec: Warczące Gardło [NPC] Trwałe urazy: rozległa blizna na lewym poliku, blizna po ugryzieniu na szyi (ta druga calkowicie zakryta futrem)
sporych rozmiarów, o długim, czekoladowym futrze, białe skarpetki na przednich łapach oraz drobne plamki na piersi, pyszczku, brodzie, czole i nad nosem, prawe oko zielone, lewe - niebieskie
– Pięć wschodów słońca ci to chyba nie zajmie..! Tak mi się wydaje przynajmniej. I niech będzie od strony Klanu Gromu w takim razie. Raczej rozpoznasz rzekę, jak ją zobaczysz – ta opcja wydawała się rozsądniejsza... bezpieczniejsza przede wszystkim. Nigdy nie przechodził przez Grzmiącą Ścieżkę, ale samo stanie obok niej wywoływało ciarki na plecach. Czymkolwiek było to, co się nią poruszało, niewątpliwie mogłoby zabić kota. – Dwa księżyce! – poruszył uszami zaskoczony. – Co musiałeś zrobić, żeby aż tak mu podpaść? Ale tak, będzie w porządku.
Jemu samemu nie zdarzyło się otrzymać żadnej kary odkąd opuścił Chruśniak, nie wspominając w ogóle o takiej od samej Gwiazdy. Trzymał się zasad, obowiązki wypełniał czasem aż nazbyt gorliwie, słowem starał się robić wszystko tak, jak wzorowy obywatel powinien. – Aaah- ale że teraz w sensie, tak? - zmieszał się, bo w którymś momencie założył z tyłu głowy, że po drzewach sobie połażą również kiedy indziej, może tego samego dnia, kiedy spotkają się na pływanie? W tym momencie pogoda nie do końca nastrajała do wspinania się jeszcze bliżej słońca...no ale dobra! Jeszcze wyjdzie na tchórza przy nowym koledze. – W porządku, w takim razie prowadź.
Również wstał i wychynął spod krzaka, biorąc wdech suchego, ale przynajmniej świeżego powietrza, i zerknął na Listka z delikatnym uśmiechem w oczekiwaniu na dalsze instrukcje.
Chudy, całkiem wysoki, długowłosy, klasyczny bury z małą ilością bieli o zielono-żółtych oczach. Dba o swoje futerko, chodzi z wyprostowaną głową, a na mordce widnieje cały czas szarmancki uśmiech.
Robi to co mu się żywnie podoba, a wszystko spływa po nim jak po kaczce. Uwielbia to co piękne i interesuje się drobnostkami. Skrycie uważa się za lepszego od innych. Stara się nie pokazywać swoich prawdziwych emocji, wszystko chowa za uśmiechem.
- To jesteśmy umówieni - rzucił ciepło. Oj oby tylko nikt w jego klanie pełnym sztywniaków się nie uczepił, że Listek zniknął gdzieś na dzień czy dwa... Pozostało tylko mieć nadzieję, że rzeczywiście ta wyprawa potrwa krótko, a nie jak rzucił w żartach pięć dni, bo wtedy na pewno ktoś by się skapnął, że coś jest nie tak.
- Spokojnie nikogo nie zamordowałem... - chciał dorzucić pół żartem jeszcze, ale się powstrzymał. - Po prostu jako kociak wraz z bratem urządziłem sobie wycieczkę poza obóz i nas nakryli. Nic się nie zadziało, jedynie krótką chwilkę sobie połaziliśmy i tada, zostaliśmy skazani na dziesięć księżyców sprzątania obozu i podwójnych patroli! - wyjaśnił rozbawiony, choć gdzieś tam w jego głosie można było wyłapać irytację. Czaił, że zrobił źle, ale rety, taka kara to lekka przesada...
No skoro był gotów, to wraz z Kasztanem podszedł do pnia Czterech Dębów i wyjaśnił mu co nieco o wspinaniu. Pierw powiedział o dwóch sposobach, szybkim i wolnym, ale też o schodzeniu i oczywiście, pokazał mu to wszystko w praktyce. Po ćwiczeniach może i nawet posiedzieli sobie na szczycie, popatrzyli na tereny Rzeki i Cienia... Oczywiście jeśli Kasztan by chciał. Tak czy siak, Listkowi podobał się ten miło spędzony czas.
//zt x2 <3
we arethelife,we arethelight we arethe envyof thegodsabove x I'mfeelingdeviousxxxxxxxxxxx xxxxxxyou'relookingglamorous let'sgetmischievousxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxandpolyamorous x wineandwomenandwonderfulvices welcometo thecultofDionysus ˖‧₊˚♡˚₊‧˖
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Miał porozmawiać z Jałową Łapą na temat informacji o niej, które do niego dotarły, ale terminatorka zaczęła unikać nie tylko niego, ale najwyraźniej i każdego innego w klanie. Czy zniknęła z niego całkiem? Nie był jeszcze pewny, ale nie chciał by tak się to skończyło – jako nierozwiązana sprawa, której sensu nigdy nie zrozumie.
Póki jednak nie mógł nic z tym zrobić, pozostawało mu zajęcie się czymś innym – jak na przykład chodzeniem na swoje zwykłe spacery po okolicy. Tym razem trafiając znów w okolice Czterech Dębów. Kiedy mogło zostać przy nich zwołane kolejne zgromadzenie? Czy w ogóle miało to nadejść jeszcze za jego życia? Nie zamierzał umierać w najbliższym czasie, nawet do przejścia do starszyzny pozostawała mu długa droga, ale na to, by przywódcy postanowili się znów tu spotkać również nic nie wskazywało. I tak nie było to najbardziej interesujące, co według Muchomora mogłoby się wydarzyć w tej okolicy – wszystkie elementy wokół mogły być równie fascynujące, wystarczyło się tylko im przyjrzeć. W tym momencie zatrzymał się przy krzaku bzu, teraz pozbawionym kwiatów, zresztą, jak większość roślin szykującym się teraz na ten dziwny czas, gdy pozostaną z niego pozbawione liście gałęzie. Co było samo w sobie bardzo interesującym zjawiskiem.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion raczej rzadko kiedy zapuszczał się na obszar Czterech Dębów. Niczyje (bądź wspólne, zależy jak spojrzeć) tereny otoczone przez granice czterech klanów sprawiały raczej dość klaustrofobiczne wrażenie. A były samotnik był wolnym kotem, lubił gdy horyzont nie należał do nikogo. Był jednak też towarzyskim kotem, więc nie zamierzał sobie odpuszczać takiego miejsca spotkań jedynie ze względu na delikatny dyskomfort.
Słońce znajdowało się w zenicie, gdy minął kamień, na którym ostatnim razem spotkał zabawną Gromiaczkę. Nie stawiła się już na kolejne spotkanie, więc możliwe, że ktoś jej wbił nieco rozumu do głowy – szkoda. Nie sądził by faktycznie mieli kiedyś wspólnie utopić podejrzanego przez nią kota, ale chętnie przecież pociągnąłby trochę dalej ten żart. Zamiast Jałóweczki, chociaż nie był tego zbiegu okoliczności świadomy, spotkał dzisiaj jej mistrza. Bury stał przy łysiejącym krzewie, obserwując jego pozbawione kwiatów gałęzie. Raczej był za stary na wciskanie kitu, ale jak zostawić Orionowi opcję wyboru, zawsze preferował mniej standardowe powitania.
– Aj, jak przyszedłeś z pytaniami to trochę poczekasz. Tylko z kwiatów bzu można wyczytać odpowiedzi na dręczące ciebie sprawy, a obawiam się, że jest już trochę po sezonie dla nich. – posłał kocurowi sympatyczny uśmiech, jakby faktycznie współczuł mu tej zbędnej wędrówki.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
Najwyraźniej w miejscu takim jak to nie dało się przebywać samemu zbyt długo i ktoś z innego klanu musiał się pojawić. Co nie było złe, szczególnie, gdy wiązało się to z dowiedzeniem się o czymś całkiem nowym. - Wyczytać z nich odpowiedzi? W jaki sposób? Nigdy o tym nie słyszałem, a brzmi całkiem interesująco. – Widział już w swoim życiu kwitnące bzy, ale przecież były tylko kwiatami, takimi jak inne. I o ile można było się zastanawiać nad tym, jak to się dzieje, że mają taki zapach czy kolory, albo obserwować przysiadające na nich owady, to czy można było z nich dowiedzieć się czegoś specjalnego?
A może sprawa była inna. Co jeśli specjalną umiejętnością klanu Wichru (bo jak domyślał się po zapachu, stamtąd musiał pochodzić ten kocur) było właśnie rozmawianie z roślinami, przynajmniej niektórymi? Brzmiało dziwnie, ale skoro o tym wspomniał, być może było prawdziwe. - Nazywam się Muchomorowy Bór. Z klanu Gromu. – Dodał po krótkiej chwili, podobnie jak wcześniej, mówiąc zwykłym dla niego, całkowicie spokojnym głosem. Wzrok przeniósł na chwilę z krzaka w stronę kota, by przyjrzeć się osobnikowi, z którym przyszło mu rozmawiać, jednak nie zatrzymywał się na nim zbyt długo, wracając do oglądania także wszystkiego, co znajdowało się wokół nich.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kiwnął krótko łbem.
– Nie jestem zdziwiony, pamięć o tym rytuale coraz bardziej zanika, szczególnie wśród kotów nieobeznanych z kwiatami. – stwierdził rzeczowo. Może miał przed sobą prawdziwego specjalistę od roślinek (chociaż czy taki by nie zwietrzył kłamstwa od razu?), ale to ryzyko na które był gotów. – Nie wiem na ile jesteś zainteresowany szczegółami tego procesu, więc w skrócie... Wypowiadasz swoje pytanie przed kwitnącym krzewem, zrywasz jedną z wiech, obrywasz kwiatki, rzucasz i czytasz odpowiedź z kształtów.
To brzmiało jak niewinna zabawa, w przeciwieństwie do topienia Innych. Niska szkodliwość społeczna czynu.
– Mm, Wędrujące Światła, z Klanu Wichru. – przedstawił się, sprawdzając przy okazji jak mu leżało klanowe imię na języku. Jak kolejna rola do odgrywania, taki był werdykt.
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
To, o czym mówił wojownik wciąż brzmiało na tyle dziwnie, by Muchomorowy Bór wątpił, czy rzeczywiście mogło zadziałać. Jednak czy mógłby dojść do takich zdecydowanych wniosków, najpierw nawet tej metody nie próbując? Należało się zawsze upewnić, nim cokolwiek się stwierdzało, a w tym przypadku – mógł jedynie zapamiętać te słowa i poczekać na bardziej odpowiednia porę, nim znajdzie się okazja do ich wypróbowania. - To jakiś zwyczaj pochodzący z klanie Wichru? W Gromie rzeczywiście nigdy nie słyszałem, by ktoś robił coś takiego. Znasz jeszcze jakieś kwiaty, które miałyby specjalne właściwości? – Póki co jednak mógł spróbować wyciągnąć jeszcze więcej informacji. Jeśli Wędrujące Światła był specjalistą w tym temacie i chciał się tą wiedzą podzielić, nie można było zmarnować takiej okazji. Wiele kotów z innych klanów nie było chętnych do dzielenia się swoimi sekretami, trafienie na kogoś, kto sam z siebie zaczął mówić o czymś całkiem interesującym była wręcz rzadkością.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Istniały dwie opcje. Albo kocur faktycznie uwierzył w słowa orientala, albo z grzeczności nie podważał prawdziwości, jak to sam określił, tego zwyczaju z terenów Wichru. Orion miał szczerą nadzieję, że nie była to druga możliwość. Nie ze względu na brak wiary, a zupełnie zbyteczną grzeczność. Nie potrzebował takiej litości, a wręcz zachęcał do jej braku.
– Tak i nie. – odparł odrobinę enigmatycznie, chociaż nie zamierzał pozostawiać Muchomorowego Boru w niepewności zbyt długo. – Faktycznie, spośród Czterech Klanów, najłatwiej spotkać Wichrzaka obeznanego z tematem, ale sam zwyczaj nie narodził się w tym klanie. Jest starszy niż ten podział, starszy niż kodeks. Więc nie można powiedzieć, że Wicher ma go na wyłączność. – uśmiechnął się do burego, obrzucając go krótkim, zaciekawionym spojrzeniem. Co zagości na jego pysku po dowiedzeniu się, że rytuał nie był pochodzenia klanowego? Technicznie był samotniczego, ale starszy niż leśne grupki, czy to cokolwiek zmieniało? Ale hej, jeszcze druga część. – Ach, jak najbardziej znam. Temat specjalnych właściwości kwiatów to tak naprawdę temat rzeka, można by mówić o nim do zachodu słońca. Ale hmm... słyszałeś kiedyś o kwiatach składanych w ofierze księżycowi?
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
To również było całkiem interesujące, ale jak i przy większości otrzymywanych faktów, nie można się było spodziewać konkretnej reakcji ze strony kocura – wciąż wyglądał na całkowicie spokojnego. - Dobrze o tym wiedzieć, pewnie znalazłoby się trochę pytań, na które odpowiedzi chciałbym poznać. Jak chociażby co się stało z moją terminatorką, która zniknęła niedawno. – Nie było sensu wymieniać od razu, o kogo dokładnie chodziło, bo jakie w ogóle były szanse na to, że Wędrujące Światła miałby znać Jałową Łapę, a tym bardziej móc wiedzieć, gdzie poszła? Bardzo małe, o ile nie w ogóle praktycznie nieistniejące. Chociaż prawdopodobnie, nim pojawią się tu kwiaty i tak przestanie o tym myśleć wystarczająco, by rzeczywiście pytać akurat o to. - Nie, nic nie wiem. – Przyznał od razu i przy kolejnym wymienionym rytuale. Ile takich rzeczy, z którymi nie spotkał się wcześniej, mogło być praktykowane gdzieś dalej? Jak dobrze, że spotkał kogoś tak mądrego. - Często opowiadasz o takich rzeczach kotom z innych klanów? - Nie było pytaniem może najważniejszym, ale jakoś przyszło akurat na myśl Muchomorowego Boru. Czy jakieś inne koty z Gromu także mogły znać sekrety takie lub podobne, czy może miał być jedynym, który się o nich dowie?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Nie zostawiła po sobie żadnych śladów? Mało który terminator potrafi rozpłynąć się w powietrzu. – trzepnął przydużym uchem, jakby chciał odgonić natrętną muchę. Nie była potrzebna magia kwiatów do określania takich rzeczy, jedynie odrobina zmysłu detektywistycznego i dobrych chęci. Albo znajomość realiów, chociaż ta nie zawężała możliwości do jednej ścieżki, jedynie podsuwała prawdopodobne tropy, gdzie w gestii szukającego było ustalenie, który z nich prowadził do odpowiedzi.
I już miał opowiedzieć o astrowych ofiarach dla księżyca, gdy padło jeszcze jedno krótkie pytanie. Oriental zreflektował się, zamknął pysk i przechylił lekko głowę, przyglądając się rozmówcy. – A sprawia to jakąś różnicę? Kto jeszcze o tym wie i z jakich klanów?
Należy do kotów szczupłych i raczej delikatnych, ale da się już stwierdzić, że zaczyna już wyrastać na dość wysokiego kocura. Pokrywa go krótkie, gładkie futro, na mniej więcej połowie powierzchni białe, a w pozostałej części bure. Biel widoczna jest na jego brzuchu, szyi i części pyszczka, gdzie tworzy wychodzącą kawałek ponad nos strzałkę, a także na dolnej części każdej z czterech łap. Na grzbiecie, reszcie głowy, górnych partiach boków oraz kończyn i ogonie obecna za to jest brązowa sierść, przecinana ciemniejszymi pręgami. Oczy niedawno zmieniły kolor z kocięcego błękitu na zielony.
- Niewiele. Całkiem możliwe, że specjalnie unikała rozmowy ze mną, a potem ucieka, to wszystko była… dość dziwna sytuacja. – Tak naprawdę wciąż nie do końca rozumiał, co się wydarzyło. Jednak nie była to sytuacja taka jak wiele innych, gdy jakiś młody kot po prostu wychodzi na spacer i nigdy nie wraca, tu istniały dodatkowe czynniki – być może takie, którym mógł zapobiec nim było za późno. I dlatego myślał o tym trochę więcej niż pewnie robiłby w większości innych, może z pozory podobnych sytuacji. - Właściwie nie. Ale przy tym, że nigdy wcześniej o tym nie słyszałem, nie spodziewam się, by wiedziało to zbyt wiele kotów. Jakie kwiaty składa się w ofierze księżycowi? – wrócił do pytania, które sam Wędrujące Światła zadał chwilę wcześniej, a później nie dał na nie żadnej konkretnej odpowiedzi. Skoro już zaczynał jakiś temat, to wypadało go dokończyć, a Muchomorowy Bór nie zamierzał tego tak po prostu pozostawiać.
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Śnieg, jak ona UWIELBIAŁA ŚNIEG!!!
Wybrała się teraz na Cztery Dęby, mając nadzieję, że spotka któregoś ze swojego rodzeństwa lub może nawet mamę? Śmiesznie by było spotkać Iskrę. Więc sobie usiadła pod krzaczkiem, bawiąc się śniegiem i turlając sobie kuleczki ze śniegu. Widziała, jak kocięta dwunogów tak robią podczas jak spadnie śnieg. Więc i ona, utuliła sobie kuleczkę ze śniegu i rzuciła w losowym kierunku.
Urodziła się jako kocię dość małe i szczupłe, a wszystko wskazuje na to, by i w przyszłości miała osiągnąć rozmiary kota mniejszego niż przeciętny. Jak na razie objętości dodaje jej tylko dość puchate futerko, które jednak w przyszłości, nawet jeśli wyrośnie całkiem długie, zacznie bardziej przylegać do ciała, nie nadając już sylwetce Gąszcz dodatkowej wielkości. Za to zarówno teraz, jak i w przyszłości będzie można podziwiać na nim kilka łączących się ze sobą kolorów. Biel obecna jest na szyi, pyszczku, nad którym biegnie długim, wąskim paskiem między oczami i każdej z czterech łap – na przednich tworząc skarpetki sięgające nad stopę, z kolei na tylnych trochę dalej, obejmujące około dolną połowę każdej nogi. Drugą składową w tej mieszance jest kremowa barwa, którą można dostrzec na prawym policzku, nad lewym okiem, plamce na czole oraz rozrzuconą w niewielkich ilościach na tułowiu i kończynach. Pozostała, największa część kotki jest pokryta futerkiem w niebieskawym odcieniu, poprzecinanym również ciemniejszymi pręgami układającymi się w klasyczne wzory. Między tym wszystkim widoczne też oczy – póki co typowe dla kociąt i szaroniebieskie, a w przyszłości jasnozielone.
Pierwszym, na co można zwrócić uwagę w charakterze Gąszcz jest fakt, że jest zdecydowanie spokojniejsza od przeciętnego kociaka. Trudno zainteresować ją większością zabaw, nie mówi zbyt dużo, a gdy to robi, wydaje się uważać na swoje słowa. Można by przez to pomyśleć, że jest nieśmiała, ale to szybko okazałoby się być nieprawdą – jednocześnie bowiem sprawia wrażenie pewnej siebie, jeśli na czymś jej zależy, nie boi się bronić swojego zdania, a także jest gotowa iść w stronę niebezpieczeństw, gdy tylko widzi w tym jakiś cel. Poza tym istotną cechą jest duża ambicja, pchająca ją w stronę zastania w przyszłości najlepszą wojowniczką, a być może nawet kimś więcej. Zależy jej również na opinii innych kotów, przed którymi stara się prezentować w sposób jak najbardziej dostojny i poważny, niezależnie od rzeczywiście odczuwanych emocji. Zależy jej na trzymaniu się zasad, jednak tylko tych, w których sama widzi sens, a zanim dojdzie do wniosku, czy którąś za taką uważa – musi ją dokładnie przeanalizować. Zresztą ogólnie dużo myśli i zastanawia się nad sensem wszystkiego, co ją otacza, przy czym sceptycznie podchodzi do wszystkiego, co nieznane, w szczególności spraw nadprzyrodzonych, takich jak Gwiezdny Klan.
Siedzenie w Obozie bywało dość nudne, szczególnie, gdy prawie wszystkie jej kroki były teraz kontrolowane. Co wystarczało, by Ciernista Łapa miała dość tego stanu. Pod pretekstem zbierania ziół zabrała Wielką Stopę na całkiem daleki spacer, aż pod same Cztery Dęby. Przynajmniej tutaj może nikt nie słyszał o tym, kim była i co zrobiła. Zawsze chciała rozgłosu, bycie kimś, kogo inne koty będą rozpoznawać. Ale teraz, gdy stało się to akurat z tego powodu, wcale nie było to aż tak przyjemne.
Odeszła kilka kroków od wojownika, wciąż jednak ją obserwującego, by rozejrzeć się, czy i tu nie znajdzie czegoś interesującego, gdy tuż obok niej roztrzaskała się śnieżna kulka. Czyli najwyraźniej i tu nie mogła żyć bez ciągłych ataków w jej stronę. - A to za co? – Spytała kotki, od której pocisk najwyraźniej musiał pochodzić.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx and does it get your blood boilin' xxxdoes it make you see red? xxxxxxdo you wanna destroy it? xxxxxxxxdoes it get in your head? 'cause it gets my blood boilin' and I’m coming unglued
it would eat you like poison if you knew what I knew you would be angry too
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Nagle usłyszała nieznany jej głos. Podniosła łeb trochę wyżej, zauważając koteczkę, która patrzyła się prosto w jej stronę. Futerko delikatnie stanęło dęba, a rdzawa kocica wstała prędko.
- Oh, ja najmocniej przepraszam! - zakwiliła. - Po prostu jak byłam samotnikiem to podglądnęłam jak kocięta dwunogów tak robią ze śniegiem, nie spodziewałam się, że w kogokolwiek trafię!