Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- To, czego nie ma, jest, czyli nie ma - odpowiedział melancholijnie nieznajomy kocur, potrząsając głową i rozsiewając wokół siebie jeszcze bardziej charakterystyczną woń. - Spoczywa tam, na ziemi, rozsypane i lśniące. W oczekiwaniu na tego, co ma przyjść, błyska się na ziemi, jak gwiazdy, księżyc, słońce - wskazał łapą niedaleką kępę drzew, w której to zapewne znajdowało się owo gwiezdne światło. Na następne pytanie odpowiedź była prosta. - Znak o mym przeznaczeniu! - zakrzyknął rozpaczliwie, widocznie nie umiejąc znaleźć rymu do tak trudnego słowa.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Przez moment analizowała pierwsze słowa kocura w głowie, a jej mina wyrażała istne zmieszanie.
- To w końcu jest czy tego nie ma? - Spytała. To, czego nie ma, jest, czyli nie ma. To zdanie ją zupełnie wybiło i nie wiedziała, co ono ostatecznie oznacza. Kłoda, nie myśl tyle, bo Cię głowa rozboli, jasne?
- Ale co ma przyjść? - Miauknęła niepewnie. - O Twym przeznaczeniu? - Powtórzyła. Nie miała bladego pojęcia o co mu chodzi. Może to i lepiej? Ale chętnie by się dowiedziała... Chociaż nawet, jak wskazał miejsce, gdzie to gwiezdne światło miało być, ragdollka trochę się bała tam podchodzić. Bo o Niebiosa... To może być coś groźnego!
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- A czy to ma znaczenie? - zaśmiał się dziwak smutno i dźwięcznie. Dziwaczny to był dźwięk, przypominający szemrzenie strumyka. - Nie co, lecz kto; mój kompan i przyjaciel, kamrat o sercu równie jasnym, co przejrzyste odbicie słońca w tafli spokojnego jeziora - wytłumaczył nieporozumienie Kłodzie, wyraźnie nieporuszony jej przypuszczalną omyłką. - O mym przeznaczeniu, o tym, czym się stać mam i czym chciałbym pozostać. Czy znasz przyszłość?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
- Nie wiem...? - Odparła szczerze na jego pytanie, mrużąc ślepia i siadając zadkiem w miejscu, w którym stała.
A przyjść ma... Jego kompan i przyjaciel... Kamrat? Takiego określenia akurat nie znała, ale domyśliła się, że oznacza prawdopodobnie to samo co dwa wcześniejsze, a nawet jeśli nie, to zapewne jest to coś bardzo podobnego do nich.
- No to chyba dobrze, nie? - Miauknęła, rzucając w stronę nieznajomego przyjazny uśmiech. Według niej to chyba było dobrze, że wraca... Chyba wraca, skoro przychodzi i już się znają, czyiś przyjaciel. Bo czemu miałoby to być złe... - Nie znam. - Rzuciła od razu, słysząc pytanie. Czy zna przyszłość... Jak ma niby znać przyszłość, na niebiosa? Przecież to niemożliwe, wiedzieć coś, co dopiero nadejdzie. Chyba... - A Ty znasz?
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- To przewybornie - odrzekł dziwak, niewzruszony i nadal wyraźnie frasobliwy, słysząc o tym, że Kłoda nie wie. Gdy ta skomentowała przybycie jego przyjaciela, sojrzawszy na Kłodę przymknął na chwilę otwarte, prawe ślepie, jakby w wielkim bólu, i pokiwał łbem.
- Pewne rzeczy z przyszłości są dla mnie jaśniejsze, niż przeszłość, i na odwrót - udzielił kolejnej dziwnej odpowiedzi.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Czyli... To dobrze, że nie wie, czy coś ma znaczenie? Chciał żeby nie wiedziała, czy o co mu chodziło?
Spojrzała się na kocura pytającym wzrokiem z nadzieją, że sam postanowi udzielić jej odpowiedzi na nie zadane przez nią pytanie, ale jeśli takowa nie nastąpi, no to eh, trudno. Najwyżej nigdy się tego nie dowie.
- Na przykład jakie? - Spytała zaintrygowana. Czy... On wiedział przyszłość? Czy jak to działało? Oj, dziwne rzeczy gada, ale z jednej strony... Trochę ciekawe. Trochę bardzo ciekawe.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Kocur tym razem rozejrzał się jedynym otwartym okiem na boki, jakby czegoś się obawiał. Potem dopiero odpowiedział, nadal tym samym niesamowicie smutnym, przepełnionym tęsknotą tonem. - Gdy niektórzy przepowiedzą ci dzień swojej śmierci, ja przepowiem ci dzień moich urodzin. Za to nikt nie przepowie ci, jak wiele trzeba cierpieć, nim osiągnie się szczęście, nikt, poza mną, i poza nim - rzekł z namaszczeniem, jakby faktycznie jego słowa miały jakikolwiek sens. - On mógłby mnie zakopać pod ziemią, a ja zmartwychwstałbym i pobiegł za nim, i kiedyś to zrobię, bo mój towarzysz go znał, i kiedy on wróci, to mój kamrat będzie pierwszym, którego zobaczy. A wraz z nim zobaczy mnie. I da mi swoje oko - zwierzył się; pod koniec spod powieki otwartego oka spłynęła gorąca łza i kapnęła w trawę.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Zamrugała zdezorientowana, również rozglądając się w te same strony, co kocur. Nic jednak nie dojrzała. Może to nieznajomy miał zwidy...? Albo usłyszał coś, czego Kłoda nie dosłyszała? Cokolwiek by to nie było, ragdollka raczej nie miała po co się rozglądać.
- Odkopałbyś się? - Dopytała. Zakopałby go pod ziemią...? Jaki przyjaciel zakopuje drugiego kota w ziemi? Przecież... Nie da się tam oddychać! I do tego się cały pobrudzi! Chociaż to nie jest akurat najgorsze, Kłoda mogła to z stwierdzić z czystym sumieniem. Gorsze mogłoby być... Gdyby ziemia wpadłaby mu do oczek! To jest chyba jedno z najgorszych, co może się przydarzyć, brr. Jej kiedyś zaledwie parę ziarenek piachu wpadło do oczek, a jak piekło! Pajęczyna musiała dosłownie pacnąć ją po główce, aby przestała piszczeć.
- Ojej, ale nie płacz! - Miauknęła zmartwiona, wyciągając łapę do Szlajaki, gdy zauważyła łzę. O nie, nie, nie chciała, aby ktokolwiek płakał!
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
- Tymi łapy! - zaświadczył kocur żarliwie, poglądowo rozkładając przednie kończyny. Wydawał się być doprawdy niezbyt zrównoważony. Drgnął, gdy Kłoda wyciągnęła w jego stronę łapę; uniósł nadzwyczaj delikatnie swoją i pogłaskał ją łagodnie po nadgarstku, jakoby w wyrazie wdzięczności. - Mógłbym ja- - zaczął, ale jego łzawy, melodyjny głos został zagłuszony przez wesołe i niezbyt trzymające się tonacji wołanie dobiegające zza jednego z krzaków. - Hej ho, a ty, Ofelia, co? Koperczaki sadzisz, a tu trzeba pracować! - z tymi słowy zza zarośli wynurzył się wychudzony, wysoki, i zapewne biały pod warstwą brudu kocur. - Aaa, przeserdecznie waćpanią witam! - spostrzegł Kłodę i uradował się na jej widok, po czym zwrócił się z łagodnym wyrzutem do Ofelii. - Płaczesz mi tu, a dzionek taki piękny, no jakżeż tak można? A waćpani stoi sama, i nie zaproponujesz jej nawet towarów!
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Kłoda na moment zawahała się, gdy ten drgnął kiedy ragdollka ruszyła łapą w jego stronę, jednak po chwili usłyszała jakiś inny głos.
- Uuh- Dzień dobry. - Również przywitała się, lekko unosząc brwi na określenie jej ,,waćpanią", ale nie skomentowała tego. - Towarów? - Powtórzyła lekko zdezorientowana, strzygąc lekko uszyma. Nawet już nie rozumiała, co tu się dzieje. Co to za koty? Czemu tak dziwnie mówią? Jakie towary? O niebiosa, co tu się dzieje?
- O co chodzi? - Spytała łagodnym, acz zmieszanym tonem, przekrzywiając łeb na bok i spoglądając to na tego pierwszego, który najwyraźniej miał na imię Ofelia (?), to na tego drugiego, którego imienia nijak mogła zgadnąć.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Nowoprzybyły spojrzał na Kłodę z wesołym wyrazem pyska. Miał sporo szczerb między zębami, a te z kłów, które mu pozostały, były pożółkłe i poczerniałe. Nadal jednak wydawał się być szczęśliwy, i to szczęście promieniowało z niego nawet spod blizn przecinających jego niezbyt piękny pysk. - Pozwoli waćpanienka! - i z tymi słowy wskoczył z powrotem w krzaki, by po chwili wrócić z zarośli i położyć przed nią zawiniątko w składzie: stosik liści i korzeni wydzielających silne, zmieszane zapachy, jakieś złote, płaskie krążki ozdobione dziwnymi symbolami, coś przypominające szmacianą karykaturę Dwunożnego o zupełnie przyjemnym pyszczku, jakieś dziwacznie poskręcane, metalowe paski układające się w nieregularny kształt, w którym uwięzione były jakieś dwa przezroczyste krążki z materiału, którego nie dało się zobaczyć, lecz przy dotknięciu okazywał się być twardy i solidny, choć na jednym z nich widoczne były pęknięcia. Zaprezentowawszy to wszystko, diler dumnie wyszczerzył się do Kłody. - Ja i Ofelia jesteśmy najlepsi przyjaciele! Chodzimy razem po świecie, i uszczęśliwiamy koty! - ogłosił wesoło. Ofelia aż tak radosny nie był, westchnął głęboko.
- Jedną ścieżkę wyznaczyła nam miłość do jednego kota, połączyła nas jego strata...
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
MUTACJA FIŃSKA (na czarnej bazie); szare futerko, ciemniejsze włosy w postaci pręg na czole, nierównych skarpetek na łapach, pasów na ogonie i całej reszcie ciała; niesymetryczna biel na łapach, piersi, szyi, pysku; czarna plama nisko na piersi; okrągła mordka, czarny nos, zielone oczy [szczegółowy opis w KP]
niepoprawna optymistka, żywiołowa, dobroduszna, lekkoduch, przerośnięte dziecko z ADHD
barwna woda [rzeka]; ambient, tsunami [nowy świt]
***
No dobra, dostała się z powrotem do lasu. Znaczy, nie, do lasu jeszcze nie, ale była BLISKO, bo czym innym były te dziesiątki drzew w jednym miejscu, jak nie lasem? O, i pamiętała płot i konie, teraz jak już tutaj była, tak, dobrze szła, na pewno! Pokręciła się chwilę w miejscu, podekscytowana tym, że jest na dobrym tropie, że wraca do domu; i przeciągnęła porządnie, rozejrzała.
Zaciągnęła się wonią lasu, suchej trawy. Tak, tu było przyjemniej, niż w mieście. Och, miała tyle wspaniałych historii do opowiedzenia mamie jak już wróci, będzie zachwycona! I tata pewnie też, i całe rodzeństwo, na pewno.
Rybitwa widziała las, widziała rzekę, ale nie pamiętała, w którą stronę powinna iść. - Hm - zamruczała sama do siebie, krocząc żwawym krokiem po pagórkach, rozglądając się za jakąś żywą dusza, którą mogłaby spytać o drogę. Miała dużo czasu! Tak długo jej nie było w obozie Klanu Wichru, kilka dni dłużej jej nie zbawi, prawda?
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Jeśli chodzi o znalezienie żywej duszy to Rybitwa miała dzisiaj najwidoczniej szczęście. Z powodu tego, że Artem akurat szwędał się w tej okolicy -jak na prawdziwego samotnika przystało- to w oddali mogła dostrzec kremowo-brązowe futro należące oczywiście do niego. Nie było jeszcze śniegu, więc nie kamuflowało się ono tak dobrze, co oznacza, że było go jako tako widać z większej odległości.
Artem z kolei nie zauważył kotki, która akurat pojawiła się w okolicy. Był zajęty zbieraniem roślin i innych cudów, którymi mógłby wyściełać swoją zaklepaną wcześniej jamkę, żeby nie była taka szaro-bura i zimna. W końcu zamierzał tam mieszkać raczej dłuższy niż krótszy czas to czemu miał by nie uprzyjemnić swojego miejsca pobytu? Miał już komiks, dla którego znalazł zastosowanie to czemu by tu nie pójść dalej, huh?
Ciemnobrązowy point wymamrotał coś do siebie niezrozumiale dla każdego słuchacza z zewnątrz przez to, że jego pyszczek był zajęty, jednak to mamrotanie nie brzmiało jakby był zły czy zirytowany. Bardziej brzmiało to jakby notował sobie coś w głowie dla samego siebie. Był w dobrym humorze, więc nie miał na co być zirytowany. Zwykle był raczej szczęśliwy kiedy mógł wyjść z Ukrytego Tunelu z rana, przez dzień odkrywać nowe dla niego tereny, może coś jeszcze zjeść po drodze, a potem wrócić do swojego legowiska wieczorem i położyć się spać. To był plan jego idealnego dnia, lubił się wałęsać nawet bez większego celu. Wałęsanie zwykle sprawiało, że zdarzało mu się poznawać ciekawe koty takie jak Antylopia Łapa, Pszczela Łapa czy Orion. Nie było na co narzekać.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.
MUTACJA FIŃSKA (na czarnej bazie); szare futerko, ciemniejsze włosy w postaci pręg na czole, nierównych skarpetek na łapach, pasów na ogonie i całej reszcie ciała; niesymetryczna biel na łapach, piersi, szyi, pysku; czarna plama nisko na piersi; okrągła mordka, czarny nos, zielone oczy [szczegółowy opis w KP]
niepoprawna optymistka, żywiołowa, dobroduszna, lekkoduch, przerośnięte dziecko z ADHD
barwna woda [rzeka]; ambient, tsunami [nowy świt]
Rybitwa jak dziecko we mgle krążyła po Wietrznych Wzniesieniach, przyglądając się każdemu ładniejszemu kwiatkowi, krzakowi czy chociażby wyjątkowo ładnie ułożonej kępce traw - raz po raz zerkała w niebo, uśmiechając się do szarych chmur. Szare jak jej futerko! Zacinała się i stała w miejscu przez kilka chwil a potem wracała do oglądania trawy i drzew nieopodal, zerkała w kierunku płotu za którym stały konie... hm. Nie wiedziała, którędy iść, więc zamierzała kręcić się w kółko, dopóki nie zdecyduje.
Aż nie dostrzegła pomiędzy pagórkami ciemnego kształtu. Nie był to pies, nie, był za mały na psa, to był KOT! Rybitwa podskoczyła w miejscu podekscytowana tym, że kogoś znalazła i żwawym, energicznym krokiem zaraz znalazła się przy nieznajomym, nie zważając na to, że tak nagłym podejściem do niego mogła go, cóż, wystraszyć, sfrustrować, zdenerwować - cokolwiek.
- HEEJ CZEŚĆ!!- zawołała radośnie już z pewnej odległości, w podskokach i kilku mało zgrabnych fikołkach po trawie skracając odległość pomiędzy sobą a pointem. Uśmiechała się od ucha do ucha, poruszała wysoko uniesionym w powietrze ogonem w ekscytacji. - Cześć!! Cześć, witaj, co tu robisz? Kwiatki zbierasz?!
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Uniósł szybko głowę kiedy usłyszał, że ktoś krzyczy, a potem spojrzał w tamtą stronę. Przez chwilę myślał, że ktoś może potrzebuje pomocy, a potem... potem zobaczył, że raczej nie za bardzo i ktoś do niego po prostu biegnie. Spiął się, bo nie wiedział jakie obcy kot ma zamiary. Mimowolnie rozluźnił się zdezorientowany kiedy widział te podskoki i fikołki, które nieznajoma kotka robiła kiedy skracała dystans między nimi. Nie wyglądała jakby chciała mu zrobić krzywdę.
-Mofna taf... -ciemnobrązowy point zaczął, a potem pokręcił głową do samego siebie. Nie mów z pełnym pyszczkiem, to nie zadziała pomyślał, a potem położył swoje zdobycze na ziemi przy swoich łapach i dopiero następnie zaczął dalej mówić- Można tak powiedzieć. Ogólnie to szwędam się, spaceruję. Poznaję nowe koty jak mi się uda. Szukam już poznanych, żeby zamienić z nimi znów parę słów, zobaczyć co u nich. A ty? Co tutaj robisz, huh? -zagaił przyjaźnie. Nie chciał wyjść na gbura, więc jego ton był przyjazny i nawet trochę beztroski... czyli Artem po zwyczajnemu.
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.