Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Ach, oczywiście, nie byłaby sobą, gdyby zapominała o jakichś elementach polowania. Podczas treningu z Wysoką Falą zdarzało się to nagminnie, teraz zaś, kiedy była wojowniczką, sytuacja nie uległa zmianie. Zwłaszcza w momencie, kiedy dane polowanie trwało długo, tak, jak to teraz, co, cóż, oznaczało, że coraz trudniej było się Deszczówce skupić.
Stłumiła przepełnione irytacją westchnienie, patrząc na odlatującego ptaka. Chciała już odnieść zwierzynę na stos i udać się na drzemkę, a zamiast tego musiała męczyć się z uganianiem się za jedzeniem. Próbując utrzymać skupienie dosłownie ostatnią resztką swojej siły woli, powoli ruszyła w kierunku ptaka, starając się wykorzystywać przy tym naturalne osłony. Kierowała się pod wiatr, ciężar ciała przeniosła na tylne kończyny, starała się zachowywać ciszę poprzez ściszenie oddechu, uważanie, by nie deptać szeleszczących elementów podłoża i, oczywiście, próbowała utrzymywać głowę i ogon w jednej linii, jednocześnie nie szurając niczym po poszyciu tak, jak to zrobiła wcześniej. Ach, no i, oczywiście, starała się dość nisko trzymać tułów. Pamiętając o tym, by nie szurał.
Starała się podejść jak najbliżej do krzewu, by następnie, gdy uznała odległość za odpowiednią, wyskoczyć w kierunku ptaka, wysunąć pazury i spróbować przyszpilić go łapami do podłoża, podczas tego procesu jednocześnie łapiąc zwierzę w zęby i dusząc je.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Tym razem o niepowodzeniu Deszczowej Doliny zadecydował zwyczajny pech. Choć uważała na wszystko i dopilnowała wszystkich zasad – a nawet kilku bonusowych, które w tym wypadku nie były potrzebne – wiatr niespodziewanie zmienił kierunek i przywiał jej zapach prosto do ptaka. Ups. Tym razem udało jej się jednak podejść dość blisko, a ptaszek jak na razie leciał dość nisko, więc może gdyby się pospieszyła i za nim pobiegła, miałaby szansę, żeby go złapać?
Deszcz: S: 10 | Zr: 13 | Sz: 2 | Zm: 2 | HP: 65 | W: 29-2=27/45
» przerzuty: 0/1
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
I ponownie - ptak, którego chciała złapać, uciekł. I to pomimo braku jakiegokolwiek błędu z jej strony! Stłumiła ziewnięcie i powstrzymała się od przewrócenia oczami, by gwałtownie skręcić - z tym nie miała problemów, była wszak dość zwinna - i ruszyć w pogoń za ptakiem. Z tym, niestety, mogła mieć znacznie większy problem. Miała szczupłe ciało i długie łapy, nie czyniło ją to jednak sprinterką; pointka zawsze preferowała długie dystanse i wytrzymałość, czego świadectwem były chociażby jej trwające dość długi czas wędrówki.
Pogoń za ptakiem nie była tym, czego od tego polowania oczekiwała; osobiście liczyła na szybko zrealizowany plan złapania kilku zdobyczy i powrotu do obozu. Dopóki nie napotkała tego ptaka, wszystko odbywało się zgodnie z planem, teraz jednak...
Nie wspominając już w ogóle o fakcie, że czuła się tym wszystkim coraz bardziej zmęczona i że coraz trudniej było jej utrzymać skupienie. Zamierzała dopaść ptaka, skacząc w jego kierunku w momencie, gdy znajdą się w odpowiedniej odległości od siebie; chciała wysunąć pazury podczas lotu, by następnie wbić je w ciało skrzydlatej ofiary i rozszarpać jej gardło.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Rzuciła się w pogoń, ale niestety nie było to takie łatwe. Ptak okazał się całkiem szybki, a atutem Deszczowej Doliny szybkość zdecydowanie nie była. W dodatku miał przewagę w postaci skrzydeł. Odlatywał coraz dalej i wzlatywał wyżej, jednak jeszcze nie wydostał się poza zasięg wojowniczki. Kocica wciąż miała jakąś szansę, żeby go dogonić, choć z pewnością była już tym wszystkim zmęczona.
Deszcz: S: 10 | Zr: 13 | Sz: 2 | Zm: 2 | HP: 65 | W: 27-3=24/45
» przerzuty: 0/1
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Niepowodzenie trwało, a ona, cóż, była coraz bardziej zmęczona. Podejrzewała, że nie miała zbytnio szans na złapanie uciekającego przed nią ptaka, co, oczywiście, nie oznaczało, że zamierzała odpuścić. Wiedziała, że jeśli tak zrobi, później będzie wyrzucać sobie zaistniałą sytuację. Nie, musiała kontynuować swoje polowanie, choć zdecydowanie bardziej wolałaby wybrać odniesienie zdobyczy do obozu, drzemkę trwającą do momentu, w którym się nie ściemni, a następnie wyruszenie w podróż, dzięki której nie będą widzieć jej w okolicach klanu przez następne kilka dni.
Nie była szybkim kotem - bazowała przede wszystkim na wynikającej z jej budowy zręczności. Pogonie nie były dla niej czymś łatwym, choć sprawiały, że wzdłuż kręgosłupa przechodził jej dreszcz ekscytacji. Zamierzała kontynuować pogoń, by, w momencie, w którym uzna za dogodny, wyskoczyć w górę, wysuwając pazury, a następnie spróbować zrzucić ptaszysko na ziemię, przyszpilić je do niej i zębami rozszarpać mu gardło.
Wysoka (jedna z najwyższych w Cieniu, jak nie w całym lesie), dobrze zbudowana, długowłosa ruda pointka o głębokich, niebieskich oczach. | KP
Co kryje się pod powłoką powagi i lodowatym spojrzeniem? Równie zimny i twardy charakter, można by rzec, choć wcale nie do końca. Płomykówka nie jest dobrym towarzystwem, jeśli szuka się kogoś do dobrej zabawy i pogaduszek. Chociaż potrafi mówić całkiem dużo i tłumaczyć całkiem dobrze, kiedy jest taka potrzeba, na ogół woli się za wiele nie odzywać. Ogranicza się do zwięzłych komunikatów i prostych przekazów, a przy rozmowach zwykle ma jakiś konkretny cel. Jaki? Najczęściej dowiedzenie się czegoś. Uwielbia badać i testować koty, zbierając informacje i tworząc sobie w głowie ich obraz. Nigdy nie wiadomo w końcu, kiedy i jaka wiedza mogłaby jej się przydać. Zadanie to ułatwia z pewnością fakt, że Płomykówkowy Lot jest kocicą inteligentną, która szybko się uczy i z łatwością zapamiętuje rzeczy. O sobie stara się mówić jak najmniej, często w niejasny sposób, pozostawiając wiadomości do odczytania między wersami. Nie czuje się komfortowo z rozmawianiem o sobie otwarcie. Uważa, żeby nie okazać niczego, co można by naznaczyć jako jej słabość i wykorzystać. Bardzo dba o swoją opinię, stąd też zwraca uwagę na każdy detal. Szczególnie ukrywa swoje uczucia. Traktuje je jak największą słabość, więc zazwyczaj nie da się wyczuć ich w jej głosie czy zobaczyć na jej pysku, chyba że celowo daje innym coś odczytać. | KP
Niestety Deszczowa Dolina opadała z sił, zaś wróbelek... Cóż, chyba jasne było, że nie będzie się wiecznie trzymał w jej zasięgu. Wznosił się coraz wyżej i wyżej, aż w końcu wzniósł się tak wysoko, że nawet w pełni sił nie dałaby rady do niego doskoczyć. Zniknął gdzieś między drzewami – i tyle by było z pogoni.
Deszcz: S: 10 | Zr: 13 | Sz: 2 | Zm: 2 | HP: 65 | W: 24-3=21/45
» przerzuty: 0/1
» celność obniżona ze względu na spadek W o 1/3
<table><td><br>if everynightI goto sleepknowing<br>that.I.gave.everything.that.I<br><br>.............「HADTOGIVE」<br><br>≡then it's allI could'veasked for≡<br>I've.been.standing.u p.beside <br>e v e r y t h i n gI'veeversaid, but<br><br>OH,IT'SSATURDAYNIGHT,YEAH </td>
<td><img src='https://i.imgur.com/GtMW6L7.png' height='169px'><br></td></table>
Wysoka tak samo, jak i rodzice. Ma drobinę dłuższy od przeciętnego trójkątny pysk o prostym profilu, nisko osadzone, nieco dłuższe od przeciętnych uszy, smukła szyja, bardzo szczupła ( niemalże przesadnie! ) sylwetka, długie, bardzo chude łapy, długi, bardzo wąski ogon. Większość ciała jasna; pysk, uszy, łapy i ogon szaro-bura z czarnymi pręgami, sierść na grzbiecie z widocznym zarysem tygrysich pręg, nieco ciemniejsza od tej na bokach. Oczy w kształcie migdałów, o barwie lodowego błękitu odziedziczonej po ojcu.
O ile w wypadku wyglądu większość cech odziedziczyła po matce, o tyle charakter Deszczyk przypomina bardziej ten posiadany przez ojca, nie przez matkę. Na całe szczęście nie jest takim gburem, jak on - ma jednak raczej pesymistyczne nastawienie do świata i często nie ukrywa go przed światem, czasem bez jakiegokolwiek taktu - nierzadko ironicznie - komentuje jednak brak logiki w cudzych działaniach, ma też tendencję do podważania cudzych decyzji. W przeciwieństwie do ojca nie unika jednak kontaktów z innymi, inaczej bowiem nie mogłaby się z nich od czasu do czasu żartobliwie natrząsać. Najprawdopodobniej w przyszłości nie będzie także unikać walki - pokojowe zachowanie za wszelką cenę wydaje się jej bowiem nie dość, że naiwne i głupie, to jeszcze ją drażni, niemniej jednak nie wygląda na to, by miała rzucać się na innych praktycznie bez większego powodu
Porażka na polowaniu... cóż, zmęczyło ją to bieganie, z drugiej jednak strony... nie był to czas stracony, w końcu Deszcz należała do kotów, które biegać lubiły. Ostatecznie w końcu udało się jej przecież coś złapać, a wróbel, za którym goniła, stanowił jedynie ekscytujące wyzwanie, takie, jakie stanowić będą dla niej - miała nadzieję - spotkani tej nocy samotnicy. Jedynym problemem był fakt, że przed wyruszeniem w świat musiała zebrać wszystkie zakopane trupki i zanieść je do obozu - najchętniej już teraz wyruszyłaby w świat, zostawiając za sobą klan daleko w chwilę. Cóż, przynajmniej na krótki okres czasu.
Przez chwilę patrzyła na odlatującego ptaka, jednocześnie ziewając - taka obserwacja była bardzo utrudniona, niemożliwa wręcz, jako, że podczas ziewania łzawiły nieco oczy. Dopiero po zamknięciu swojego pyska faktycznie odwróciła się, ruszając w kierunku pierwszej ze znajdujących się pod ziemią zdobyczy i licząc na to, że ta faktycznie będzie się znajdować tam, gdzie wydawało się jej, że jest.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Ostatnie wydarzenia brutalnie pokazały Goryczy, że koty, które zaszczycała swoim przywiązaniem prędzej czy później umierały, natomiast te przez nią nielubiane jak na złość cieszyły się nieskazitelnym zdrowiem. Skutki owych mrocznych refleksji były raczej opłakane, choć dla postronnego obserwatora w żylastej kotce nie zaszły żadne zmiany. Po pogrzebie zniknęła na cały wschód słońca, a potem wróciła do obozu jak gdyby nigdy nic, by przemykać między klanowiczami z położonymi po sobie uszami oraz kwaśną miną, czyli dokładnie tak jak zwykle. Szpony żałoby sięgały jednak głęboko do jej serca. Księżycowy Pył nie żyła, ale na jej cześć Goryczka chciała, by Królikarnia funkcjonowała jak zawsze, sprawnie i bez zarzutu. Barwna Łapa miał teraz na głowie rozmowy z władzą i trening, a ona... nic, dlatego zdecydowała, oczywiście bez porozumienia z kimkolwiek, wziąć na siebie ciężar uzupełnienia rzecznego składziku. W niecne plany wtajemniczyła jedynie Skrę, uznawszy, że Duży Brat pewno będzie chciał ją osłaniać, zwłaszcza po tym, jak Chochliczka się na niego wściekła o rzekome trzymanie strony Świetlikowego Zagajnika i trzeba było jakoś zakopać między nimi ten wojenny topór.
Rodzeństwo ruszyło do wschodniej części Ptasich Krzewów, bogatych jak się zdawało o tej porze dnia i roku tak w zwierzynę, jak i roślinki. Milczała, ale Skrzące Słowo mógł wyczuć, że bije od niej spokojna gotowość do działania - rozglądała się uważnie za jakimikolwiek medykamentami znanymi jej z Królikarni...
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Martwił się o siostrę. Czuł, że na pogrzebie Księżycowego Pyłu coś było nie tak i chciał zapewnić Goryczce wsparcie, nawet jeśli wydawała się tego nie potrzebować, ale nie mógł jej znaleźć. Udało mu się to dopiero wtedy, gdy, cóż, kocica sama do niego podeszła i zaproponowała wspólny wypad. Oczywistym było dla kocura, że się zgodzi, chcąc osłaniać chochliczkę przed ewentualnymi niebezpieczeństwami, skoro nie miała żadnej wiedzy na temat tego, jak należy się bronić. Zresztą, zrobiłby to nawet, gdyby walkę miała w małym paluszku, bo była jego siostrą i jego obowiązkiem było ją chronić. To samo tyczyło się Płonącego Nieba i Gęsiej Łapy.
— Jeśli cokolwiek zobaczysz, coś się zaatakuje, cokolwiek się stanie, krzycz. Cały czas będę w pobliżu — oznajmił od razu po dotarciu na miejsce. Zamierzał cały czas być blisko niej, by nie umknął mu żaden szelest krzaków, żadne jej nawet najmniejsze piśnięcie. Nie zamierzał dopuścić do tego, by spadł jej choć włos z głowy.
— I mam nadzieję, że porozmawiasz ze Świetlikowym Zagajnikiem w najbliższym czasie, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś. Twój trening nie może stać w miejscu — dodał jeszcze, nie licząc na żadną odpowiedź. Po prostu ruszył pod wiatr na ugiętych łapach i szukał zwierzyny, licząc na nieco bardziej owocne łowy niż te ostatnie, które tak zapadły mu w pamięć.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Bura, żylasta koteczka długo nie musiała szukać ziół, bo minęło ledwo parę uderzeń serca a w oczy Goryczki mogła rzucić się wysoka, owłosiona łodyżka przyozdobiona liśćmi których spód był pokryty meszkiem. Dodatkowo kotka mogła zaobserwować, że ów łodyga ma nie tylko liści, ale i kilka różowo-fioletowych kwiatków.
Skrzące Słowo nie miał tyle szczęścia co jego siostra w kwestii poszukiwań ziół. Mimo skupienia i odpowiedniej pozycji do jego nosa nie trafił żaden zapach...chociaż? Nie, czekaj! Coś było. Kocur najpierw wyczuł woń jakiegoś ptaka, a później mógł usłyszeć trzepot skrzydeł. Leciała nad nim sroka, która trzymała malutki pakunek w łapkach, aż...Cóż, puściła go z zaskoczonym skrzekiem. Ów pakunek z cichym świśnięciem leciał w dół, aż w końcu uderzył w głowę Skrzącego Słowa. Co to było? Cóż, sroka najwyraźniej pokusiła się by zabrać mały, świecący kamyczek z nieznanego miejsca. Po tym jak upuściła swoją zdobycz zwiała najszybciej jak mogła i tyle ją kocur widział. Przynajmniej kamyczek został...Szkoda tylko, że nie dało się go zjeść!
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Kiwnęła Skrze pyszczkiem, przyjmując jego propozycję robienia za ochroniarza, nawet jeśli krzyk na widok niebezpieczeństwa wykraczał poza to, co była sobie w stanie wyobrazić w swoim wykonaniu. Na odchodne brat spróbował wytrącić ją z równowagi, ale olała go całkowicie, pochłonięta rozglądaniem się na boki. No już nie bądź taką męczybułą.
Goryczka przechyliła trójkątną główkę, kiedy jej uwagę przykuła włochata łodyżka przyozdobiona fioletowymi kwiatuszkami. Oczywiście przystanęła, a następnie zmarszczyła czoło i uruchomiła fotograficzną pamięć, usiłując ustalić, czy widziała kiedyś podobną roślinę w Królikarni. Ależ tak. Wprawdzie nie znała z nazwy owego medykamentu, lecz to nie zaważyło w żadnym razie na goryczkowych intencjach, które obejmowały zerwanie roślinki i dołączenie jej do zbiorów. Zwłaszcza znajomo wyglądały liście, ale dla pewności postanowiła złapać ząbkami za łodygę i urwać ją z całym dobrodziejstwem inwentarza, a więc również z kwiatkami. Nie zignorowała nawet korzeni - je również chciała wyłuskać, dlatego przekopała łapkami nieco ziemi. Dopiero rozgrzebawszy podłoże Chochlik ostrożnie spróbowała wyciągnąć roślinkę, jak już była o tym mowa wcześniej - w całości.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Czy spodziewał się czegoś innego? W sumie to tak. Spodziewał się całkowitej ciszy i posuchy, która przerwana będzie dopiero po czasie, a tu proszę, już na starcie dostał kamykiem w głowę. Był to jednak, mimo wszystko, dobry znak bo kamyk ten upuściła zwierzyna, co oznaczać mogło, że takich ptaszków mogło być w okolicy więcej. Szedł więc dalej przed siebie na ugiętych łapach i pod wiatr, i szukał dzielnie czegoś, co mógłby dorzucić na stos.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Gorzka Łapa nie cackała się w tańcu i postanowiła zanieść Barwnej Łapie nie same liście czy kwiatki, a całą łodyżkę! Może nawet i korzenie, bo kto tam wie - może i one na coś się przydadzą. Zatem na wykopanej łodyżce znajdowało się oprócz kilku różowo-fioletowych kwiatków, dokładnie cztery cenne listki znalezionego medykamentu. Dobry początek można rzec.
Najpierw kamyczek, teraz nic. Sroka najwyraźniej zwiastowała swoim n=przypadkowym atakiem coś więcej niż to, że Ptasie Krzewy zawdzięczają czemuś swoją nazwę. Skrzące Słowo krążący niedaleko Goryczki nie mógł niczego znaleźć, nawet ptaka, który w swej złośliwości rzuciłby w niego kolejnym kamieniem.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Wspaniale. Coś ładnie wyrwała z korzonkami, a co konkretnie, to już niech się Barwinek martwi, JEJ tam nazewnictwo nie było w ogóle do niczego potrzebne - interesowało ją wyłącznie zastosowanie, goła praktyka. Zamknęła delikatnie swój chudy pyszczek na łodydze, rzecz jasna tak, żeby niczego nie uszkodzić, po czym spacerowym krokiem ruszyła dalej. Jej duże uszy wprawnie łowiły najdrobniejsze szelesty wydobywające się z leśnych trzewi, podczas gdy sokoli wzrok przedzierał się przez podszycie. Szukała innych medykamentów, jednak mimo krążącego kawałek od niej Skry wolała pozostawać wyczulona nie tylko na lokalną florę, ale też na grasujące drapieżniki. Pociągnęła noskiem z płonną nadzieją, że być może doleci do niej znajomy i opisany ustami Księżycowego Pyłu zapach - mięty bądź lawendy...
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Czy kocur zamierzał się zniechęcać dalszym niepowodzeniem? Skądże. Wręcz przeciwnie, zamierzał szukać dalej, idąc na ugiętych łapach pod wiatr. Wyostrzył każdy swój zmysł, licząc na jakąś zwierzynę, ale i starał się pilnować tego, by nie odejść od siostry za daleko. Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby coś jej się teraz stało.