Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Robiło się coraz zimniej, coraz mniej przyjemnie, ale jeść trzeba było. Trzeba jeść i polować. Chociaż coraz częściej Zguba przyłapywało się na słodkiej jak Miejsce Gdzie Brak Gwiazd, które oczywiście nie istnieje, i strasznej jak jutrzenka myśli o tym, by zasnąć, zatrute jakimś ziołem nasennym, w oddalonej od wszystkich i wszystkiego norze, i nigdy więcej...
Musiało polować. Polowanie jest proste. Odrobinę trudniejsze od nieskończonej podróży. Wystarczyło szukać zwierzyny, tak jak to robiło teraz, krążąc po Siedlisku Koni.
mg
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Płeć: kocur Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Niski, chudy o tygrysio-pręgowanym szorstkim, burym futrze i niewyrobionych jeszcze niebieskich oczach kocur.
Aż zbyt miły, aż zbyt pewny siebie, aż zbyt bardzo dostosowuje się do innych, aż zbyt przyjemny. Zawsze tam gdzie potrzebny, choć niewidoczny gołym okiem dla żadnego kota. Nie rozumie, że już pożegnał ten świat i zrozumieć nie ma zamiaru.
Polowanie jest proste. Zguba miało w tym wypadku absolutną rację, bo wystarczył krótki spacerek i już - do jeno nosa trafił świeży, przyjemny zapach przyszłej zdobyczy. Kuropatwa, średnich rozmiarów, kroczyła między źdźbłami obumarłej trawy, ciesząc się wieczornym spokojem. Ptaszyna nie była w każdym razie tak znów głupia, by ryzykować swoim życiem i chodzić na jakieś odległe wycieczki. Trzymała się blisko krzaków, do których dałaby nura w razie jakiegoś niebezpieczeństwa. O ile, rzecz jasna, Zguba nie będzie szybsze.
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Im dłużej krążyło bez celu, tym głośniejsze stawały się myśli. Natarczywy głos, że nie umie nawet znaleźć zwierzyny i najlepiej byłoby, gdyby...
Udało się. Na widok kuropatwy natychmiast wrócił im szczątkowy wigor. Odpędzając złe myśli, przyjęło pozycję łowiecką i ruszyło na ptaka, co chwila zatrzymując się lub ukrywając za okolicznymi przeszkodami, gotowe w odpowiedniej chwili zaatakować.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Płeć: kocur Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Niski, chudy o tygrysio-pręgowanym szorstkim, burym futrze i niewyrobionych jeszcze niebieskich oczach kocur.
Aż zbyt miły, aż zbyt pewny siebie, aż zbyt bardzo dostosowuje się do innych, aż zbyt przyjemny. Zawsze tam gdzie potrzebny, choć niewidoczny gołym okiem dla żadnego kota. Nie rozumie, że już pożegnał ten świat i zrozumieć nie ma zamiaru.
Chwila spokoju i cierpliwości popłacała. Zguba nie musiało się długo męczyć, by złapać kuropatwę. Ta bowiem nie zdążyła nawet podjąć prób ucieczki czy obrony. Jedynie wydała żałosny okrzyk o pomoc, który nagle został przerwany wraz z jej śmiercią, wypełniając okolicę nieprzyjemną ciszą. Ale hej - przynajmniej teraz było co jeść, co nie?
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Powstrzymało się od pożarcia ptaka na miejscu. Zamiast tego pospiesznie wykopało pod pierwszym lepszym krzakiem dół, schowało zdobycz i przysypało ją cienką warstwą ziemi. Przez chwilę jeszcze stało, wpatrując się martwo w swoje dzieło.
Głosy znowu zakłębiły się w ich czaszce.
Ruszyło dalej, wciąż węsząc za zwierzyną.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Płeć: kocur Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Niski, chudy o tygrysio-pręgowanym szorstkim, burym futrze i niewyrobionych jeszcze niebieskich oczach kocur.
Aż zbyt miły, aż zbyt pewny siebie, aż zbyt bardzo dostosowuje się do innych, aż zbyt przyjemny. Zawsze tam gdzie potrzebny, choć niewidoczny gołym okiem dla żadnego kota. Nie rozumie, że już pożegnał ten świat i zrozumieć nie ma zamiaru.
Zabicie kuropatwy było słodkim rozpoczęciem polowania. Zguba mogło być bowiem pewne, że będzie mogło zjeść przynajmniej cokolwiek... I na ten moment nie zapowiadało się, że będzie szansa zjeść coś innego. W okolicy było pusto jak makiem zasiał, aż w końcu - do uszu kota wpadło charakterystyczne fukanie. Jeżyk, z na wpół nastroszonymi igiełkami, szedł w swoją stronę, niespecjalnie przejęty kotem. W najgorszym wypadku zwinąłby się w kulkę, żeby go nikt nie próbował zjeść!
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Pokonanie sporego dystansu nie było nowością dla kocicy. Już raz próbowała wrócić na tereny swojego "klanu". Niestety Nowy Świt zaginął, a ją znów zabrały dwunogi. Tym razem uciekła im nieco szybciej. Tym razem lepiej rozpoznawała okolicę. Tym razem musiała otworzyć się na nowe perspektywy. Jednak sama do końca nie wiedziała jak. Co ją tam czekało? Czy ktoś ją przyjmie? Czy zostanie przegoniona jak ostatni pieszczoszek? No cóż... Nikt nie znał niczyjej przyszłości, a Ścieżka musiała coś zadecydować.
Chwilowo przysiadła sobie nad brzegiem Grzmiącej Rzeki. Wreszcie mogła zaczerpnąć nieco tchu oraz poukładać swoje myśli. Mogła spacerować dłuższą drogą. Natomiast przejście po pniu znacznie skróciłoby dystans. Ścieżka mogła zaryzykować i przejść właśnie tutaj. Zamknąć symboliczny rozdział w swym kocim życiu. Pokazać samej sobie, że jeszcze umie, może, potrafi. Jednak instynkt kazał zachować czujność.
-Jeden zły krok i będę pływać z rybami...- Mruknęła do siebie pod nosem. Wreszcie westchnęła cicho i położyła się wśród trawy. Najpierw faktycznie odpocznie...
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
Najczęściej przebywał w pobliżu rzeki, gdyż była ona jedynym co przypominało mu o morzu, choć w porównaniu z jego wielkością była śmiesznie mała. Nie miał jednak co wybrzydzać, w końcu lepsze to niż mikroskopijne zabłocone kałuże powstałe po deszczu.
Szedł właśnie wzdłuż rzeki pysk mając zwrócony w stronę zbiornika, gdzie wypatrywał najmniejszego wybrzuszenia, które świadczyłoby o ponownym ożywieniu ryb. Mógł przysiąść, że właśnie widział ruszająca się taflę i już miał zbliżyć się do brzegu, żeby lepiej się przyjrzeć, ale właśnie wtedy jego łapa napotkała coś miękkiego, ale zarówno i ciężkiego. Potknął się upadając na bok, a jego pysk zwrócił się w stronę... innego pyska? Wstał szybko zaskoczony, spojrzenie wbijając w kotkę leżąca przed nim. - Patrzcie tylko, pierwszy raz w życiu mam okazję zobaczyć pokryty futrem korzeń. Niebywale, zaiste intrygujące. -Rzucił dość sarkastycznie, po czym otrzepał się energicznie z kurzu.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Pozorny spokój dość szybko został zakłócony przez pojawienie się nieznanego kocura. Właściwie Ścieżka sama sobie była winna. Po pierwsze, a najważniejsze zignorowała potencjalne zagrożenia. Ucieczka od dwunogów, to tylko połowa sukcesu. Istniały bardziej niebezpieczne drapieżniki, choroby czy brak jedzenia albo picia.
Generalnie kocica również zareagowała zaskoczeniem. Zaraz odskoczyła kawałek, ale finalnie opanowała emocje. Nie zamierzała krzyczeć, kłócić się czy dochodzić swoich racji. Musiała oszczędzać energię na dalszą podróż.
-Bardzo zabawny żart...- Ścieżka mruknęła cicho, jednocześnie próbując wybadać nieznajomego. Niestety nie kojarzyła jego charakterystycznej mordki. Zapach też bardziej sugerował wolnego kota niż pieszczocha dwunogów. Najwyraźniej to ten z ferajny pod tytułem "...pomożemy, ale nie pomożemy... powiemy, ale nie wiemy konkretnie".
-O ile wiem, to ziemia niczyja. Chyba koty mają prawo sobie tutaj przyjść i się napić. A może wiesz coś, co powinnam usłyszeć?- Kocica trochę blefowała, ale cóż jej pozostało. Może kocur opowie jej jakąś historię albo mimowolnie zdradzi kto tutaj jeszcze buszuje oprócz niego. Pożyjemy, zobaczymy...
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
- Byłby lepszy, ale raczej trudno o dobre poczucie humoru zaraz po spotkaniu mordy z glebą. Piach szczypie w kły. -Rzucił bez większych emocji, po czym przysiadł zaczynając przejeżdżać językiem po łapie, żeby zaraz potem zacząć nią czyścić ucho. Możliwe, że było to głupotą stojąc w obliczu innego samotnika, ale nie był nauczony przestrogi przed innymi kotami, zresztą kocica na pierwszy rzut oka nie wyglądała, jakby miała mu się zaraz rzucić do gardła. - A wyglądam na kogoś kto odbiera ci to prawo? -Uniósł brew, po czym opuścił łapę.- Bez nerwów. To co tutaj robisz to nie moja sprawa, tak długo jak nie wchodzimy sobie w drogę. Chociaż na to raczej już za późno... Tak samo jak na moją rybę. -Odwrócił pysk w stronę rzeki rzucając jej tęskne spojrzenie, znów będzie musiał zadowolić się piżmowym smakiem myszy.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Orka miał prawdziwe szczęście w nieszczęściu. Ścieżka może i była samotnikiem, ale dość pokojowo nastawionym. Wolała unikać awantur, bójek czy przesadnego udawadniania swojej racji. Dlatego nieco jej ulżyło, gdy kocur zaczął pucować futro. Nawet lekko się uśmiechnęła. Oczywiście tak po kociemu. Skoro już się spotkali, to postanowiła mu dotrzymać nieco towarzystwa. Szczególnie, że ostatnie słowa brzmiały dość ciekawie.
-Przepraszam. Trochę mnie poniosło, ale niektóre koty lubią przeganiać pozostałe z miejsca na miejsce.- Kocica postanowiła zacząć jeszcze raz, ale bardziej ugodowo. Owszem umiała przepraszać, gdy wymagała tego sytuacja! Zresztą momentami zmęczenie dawało o sobie znać. Obecnie córka Raniuszka spoglądała zaciekawiona na nowego znajomego. Dopiero po chwili skierowała wzrok w stronę rzeki.
-Rybę? Hmmm... Czyli umiesz je łowić? Umiesz też pływać?- Ścieka zadała pytania już spokojniejszym tonem. Szczerze? Była pod wielkim wrażeniem. Niecodziennie kot przyznawał się do ryzykowania życia. Skąd Orka znał takie przydatne sprawy? Czy ktoś mu pokazał? Czy sam się nauczył? Kotka była naprawdę zaintrygowana tym tematem. Sama jadła ryby, ale te puszkowe od dwunogów.
Księżyce: 111 Płeć: Kocur Trwałe urazy: Łysy placek nad ogonem po ugryzieniu lisa
Orka podobnie do zwierzęcia, po którym otrzymał imię jest czarno-biały. Czerń okala większość jego postaci, z kolei biel ulokowana jest pod brodą, piersi i na całym brzuchu, nie nachodzi jednak na jego boki. Biel znajduje się również w postaci dwóch plamek nad oczami kocura, na palcach u wszystkich jego łap oraz w postaci pojedynczych włosków na jego ogonie. Czerń na jego grzbiecie również nie uniknęła wybielenia, gdyż po środku rozciąga się plama, jakby ktoś śmignął mu pędzlem po grzbiecie. Z kolei pod brodą dla odmiany znajduje się nie biała, a czarna łatka.
Jego futro jest gładkie, gęste, a przede wszystkim długie, idealnie prezentuje się na umięśnionej sylwetce. Należy również do kotów ponadprzeciętnego wzrostu. Tym co wyróżnia się na czarno-białym tle są lodowo-błękitne ślepia.
Przez swój tryb życia, od dłuższego czasu nie miał kontaktu z drugim kotem, dlatego też może wydawać się niezręczny, a już na pewno zdziwaczały. Daleko mu jednak do bycia odludkiem, wręcz przeciwnie, towarzystwo jest przez niego jak najbardziej poszukiwane, a już szczególnie takie, które wysłucha jego zażaleń, albo lepiej opowiastek. Orka jest osobnikiem niebywale pewnym siebie, żeby nie powiedzieć dumnym. Dodatkowo mówi szczerze co mu ślina na język przyniesie, dlatego na pierwszy rzut oka może wydawać się dość szorstki w obyciu. Uwielbia wszystko co ma związek z wodą i co przypomina mu o tym od czego został oddzielony. Nie znosi za to zasad, a co za tym idzie stworzeń, które je wytaczają, bo niby dlaczego ktokolwiek miałby zarządzać cudzym życiem. Czy można go nazwać anarchistą? Cóż, możliwe.
- Kolejna, która ma nie ma dobrych wspomnień z tymi całymi klanami? -Co prawda nie spotkał się jeszcze z innym samotnikiem, który byłby wobec niego wrogo nastawiony, spotkał za to takiego, który nie wyrażał się o wspomnianych grupach przychylnie, stąd właśnie taki wniosek.- Ale nie mam za złe. -Dorzucił jeszcze, po czym zaczął czyścić drugie ucho.
Na zadane pytanie niemalże wyprostował się z pewną dumą.- Oczywiście! To powinna być podstawowa wiedza każdego kota. Nie rozumiem dlaczego wy, lądowe koty tego nie potraficie. Jestem przekonany, że gdybyś tylko zanurzyła się wśród tych chłodnych fal to od razu byś to pokochała. -Wprawdzie nieznajoma nie powiedziała wprost, że sama tego nie umie, ale tak mu się rzuciło na pysk, skądś to pytanie musiało wypłynąć. Zresztą on sam nigdy nie widział w tym niebezpieczeństwa, skoro coś się potrafi i jest się pewnym swoich obowiązków to nie ma czegoś takiego jak ryzyko, a jedynie brak wiary w samego siebie.
Księżyce: 59 Mistrz: lisia czaszka Płeć: kocur Ojciec: smoła Trwałe urazy: drobne zadrapania na ciele, ledwo widoczne pod sierścią
Żylasty, patykowaty, suchy, wszystkie te określenia poprawnie opisują biednego Wymoczka. Sam kocurek jest chorobliwie wręcz chudy i niedożywiony, o wyraźnych krzywiznach żeber, a wzrostem ledwie sięgając do średniej poprzeczki i to jak stanie na koniuszkach swoich palców. Generalnie wszystkie jego krawędzie są ostre, kanciaste. Aż dziw, że te chude łapy trzymają jakkolwiek jego wąski korpus w pionie! Jego sierść jest zupełnie białą, jednak bardzo zaniedbana, przerzedzona w kilku miejscach, stercząca na wszystkie strony i brudna przez brak pielęgnacji, a gdzieniegdzie, przy uważniejszym przyjrzeniu się, dostrzec można niewielkie zadrapania, głównie po bokach i w okolicy piersi. Oczy ma w kolorze błękitu, jak niebo podczas bezchmurnego dnia.
Zdziczały. Brakuje mu przez to ogłady i umiejętności ugryzienia się w język, szczególnie, kiedy górę biorą emocje. Panikuje z byle powodu, boi się dużych i masywnych kotów, które mogłyby stanowić dla niego potencjalne zagrożenie. Przez wychowanie na osiedlu, pośród gangusów, jest czujny i podejrzliwy wobec każdej napotkanej osoby. Kieruje się tym, co mu jego instynkt podpowie i najczęściej jest to po prostu ucieczka w bezpieczne miejsce, poza zasięg niebezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, kiedy zostawił go ojciec, Wymoczek zdaje się zupełnie nie ufać nikomu i niczemu, jedyne, o czym marząc, to aby znaleźć swój własny, bezpieczny kąt.
XXXXBył spanikowany. Szukał ojca już od dobrej godziny, ale ani widu, ani słychu. Czy to możliwe, że... go zostawił? Ciężko mu było w to uwierzyć, choć, jaki mógłby mieć cel w wyprowadzaniu go z osiedla do lasu? Matka, o ile w ogóle go chciała, raczej pozostała wśród murów, płotów, ludzkich domów i samochodów, bo kto chciałby mieszkać tutaj? Początkowy zachwyt nad otoczeniem szybko przerodził się w przepotężny lęk, przez każdy szelest i szmer wydawało mu się, że ktoś go obserwuje i lada moment wyskoczy zza krzewów, chcąc go zabić. Ze zjeżoną sierścią, kręcił się po okolicy, choć tak naprawdę robił kółka, mijając co chwila to samo drzewo, ale nie zorientował się. XXXXW pewnym momencie, szum, jakby woda, czy on z ojcem przechodził w okolicy wody? Chyba tak, a może nie? Ruszył za dźwiękiem, stawiając krótkie, nerwowe kroki, ze zjeżoną sierścią docierając do powalonego drzewa. Otworzył szerzej oczy. Nie ma mowy. Nie potrafił pływać, bał się wody, nawet kałuże budziły w nim wstręt, od kiedy był w nich taplany przez starsze koty dla ich własnej rozrywki. Położył się pod gęstym krzakiem, wcześniej upewniając się, a przynajmniej wmawiając sobie, że jest sam, i owinął ciasno swoje chude ciałko jeszcze chudszym ogonem, obserwując.
Księżyce: 91 Mistrz: zabawne i intrygujące Płeć: nie (zapach kocura) Matka: Śpiewająca Knieja (Gwiazda)
Zmieniło się o tyle, że jeszcze się wyciągnęło, urosło. Ma strasznie długie uszy, wibrysy, ogon z postrzępioną końcówką, łapy, grzbiet. Porośnięte jednolicie białą wypielęgnowaną sierścią i umięśnione Widmo przypomina alabastrowy posążek. Wrażenie to podtrzymuje sam kot, poruszając się - gdy nie poluje i nie walczy - niezmiernie rzadko i minimalnie, a oddychając płytko. Widmowy pysk nie nabrał z biegiem czasu nie wi[a]domo jak dorosłego wyrazu, raczej zachował młody, iście panieński wygląd, który sprawia, że łatwo dać mu mniej księżyców niż w rzeczywistości ma na karku, albo pomylić dziecię Śpiewającej Kniei z nieopierzoną terminatorką. Na smukłej w zasadzie mordce goszczą oczy w kolorze błękitu, okalane gęstymi rzęsami. Niżej jasnoróżowy i wydatny nos. Zjawiskowe kości jarzmowe, przy których policzki sprawiają wrażenie zapadniętych. Wysokie to, przestrzenne, orientalnej budowy, uformowane z planet i posypane kosmicznym pyłkiem.
Choć koty to stereotypowo rutyniarze, Widmo z każdym przebudzeniem jest czymś trochę innym w większym lub mniejszym stopniu. Nie wypracowało żadnej rutyny, czy upodobań (również odnośnie innych kotów), więc to ten typ, z którym nigdy nic nie można wziąć za pewnik. Wróg i przyjaciel w jednym, wdzięczny słuchacz i wcale nie gorszy mówca. Nawet nieproszone lubi szukać towarzystwa i dziur w całym. Zdarza się, że reaguje nieadekwatnie do sytuacji, jest splątane, co wydarza się gdzieś zupełnie ponad nim, poza jego kontrolą. Żyjąc w świecie bez zasad, nauczyło się co mówić, jak negocjować i jak grozić, aby przetrwać.
Gdzieś rozlało się mleko i z pierwszej partii wyszło Widmo, a jak już się skwasiło, to kilka pokoleń później wypuścili na rynek Wymoczka. Bez dwóch zdań białe niebieskookie koty rodziły się takimi właśnie seriami, ale też seriami wpadały w tarapaty w młodym wieku - jakimś sposobem gubili swoich dorosłych, albo to dorośli gubili ich.
Było przekonane o kłopotach nieznajomego kocurka, bo po pierwsze wyglądał jakby ostatni raz jadł coś przed narodzinami, a po drugie kręcił się wyraźnie poddenerwowany, agresywnie szukał kogoś lub czegoś, być może wyjścia z nieciekawej sytuacji, a być może swoich mleczaków. Widmo nie potrzebowało do szczęścia znajomości z kimś, kto i tak zaraz odejdzie w zaświaty, zostawiając po sobie na tym łez padole smutny szkielecik, ale ciekawość przepchnęła je przez trawy, za którymi się do tej pory maskowało; wyszło prosto przed oblicze anemicznego podrostka. Starało się iść w jego kierunku wolno, unosiło głowę, odsłaniało pierś, nie czaiło się, żeby przypadkiem nie zostało sklasyfikowane jako kolejne zagrożenie. Tych raczej nie brakowało w panoramie jego młodszej, lecz dużo uboższej wersji.
- Zgubiłeś się? Potrzebujesz pomocy? - wymruczało, zbliżając się i nie spuszczając wzroku z pyszczka, na którym wydawał się napięty każdy mięsień, a nawet wąs. Wyraźnie akcentowało każde słowo, głaskało po uszach głębią własnego głosu, tak by obok czytelnych ruchów również jego spokojny ton stanowił deklarację pokojowych zamiarów.
Księżyce: 59 Mistrz: lisia czaszka Płeć: kocur Ojciec: smoła Trwałe urazy: drobne zadrapania na ciele, ledwo widoczne pod sierścią
Żylasty, patykowaty, suchy, wszystkie te określenia poprawnie opisują biednego Wymoczka. Sam kocurek jest chorobliwie wręcz chudy i niedożywiony, o wyraźnych krzywiznach żeber, a wzrostem ledwie sięgając do średniej poprzeczki i to jak stanie na koniuszkach swoich palców. Generalnie wszystkie jego krawędzie są ostre, kanciaste. Aż dziw, że te chude łapy trzymają jakkolwiek jego wąski korpus w pionie! Jego sierść jest zupełnie białą, jednak bardzo zaniedbana, przerzedzona w kilku miejscach, stercząca na wszystkie strony i brudna przez brak pielęgnacji, a gdzieniegdzie, przy uważniejszym przyjrzeniu się, dostrzec można niewielkie zadrapania, głównie po bokach i w okolicy piersi. Oczy ma w kolorze błękitu, jak niebo podczas bezchmurnego dnia.
Zdziczały. Brakuje mu przez to ogłady i umiejętności ugryzienia się w język, szczególnie, kiedy górę biorą emocje. Panikuje z byle powodu, boi się dużych i masywnych kotów, które mogłyby stanowić dla niego potencjalne zagrożenie. Przez wychowanie na osiedlu, pośród gangusów, jest czujny i podejrzliwy wobec każdej napotkanej osoby. Kieruje się tym, co mu jego instynkt podpowie i najczęściej jest to po prostu ucieczka w bezpieczne miejsce, poza zasięg niebezpieczeństwa, zwłaszcza teraz, kiedy zostawił go ojciec, Wymoczek zdaje się zupełnie nie ufać nikomu i niczemu, jedyne, o czym marząc, to aby znaleźć swój własny, bezpieczny kąt.
XXXXBiałe uszy wyłapywały każdy, nawet najcichszy szelest, jednak nie spodziewał się, że zza wysokiego trawska wyjdzie kot. Kot, który szedł prosto w jego stronę. Spiął mięśnie, a sierść na karku stanęła dęba. Podniósł się, choć wciąż opadał dość nisko na drżących łapach. Nie wiedział, co ma robić, uciec? Po tym drzewie? Może w las? A może jak zastygnie w bezruchu to nieznajomy uzna, że nie żyje? Cofnął uszy, a jego białe, cienkie i słabe kiełki wyszczerzyły się ostrzegawczo. XXXX– Ić stont! Ić! – wrzasnął, odskakując do tyłu, aż nie uderzył zadkiem o usypany, kreci kopczyk, który go zatrzymał. – Syszysz? Ty pa…paszu… paszusz… paszczurze, o! Ić! I mnie zostaw – fuknął, wysokim głosikiem, licząc na to, że w ten sposób biały upiór da mu spokój. Nie potrzebował pomocy, sam znajdzie drogę na osiedle. Żeby tylko to podziałało, żeby kocur sobie poszedł, daleko. Spięte, drobne ciałko w każdej chwili było gotowe do ucieczki, jeżeli obcy okaże się mieć wobec niego niemiłe zamiary.