Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Poszło mu doskonale - badylarka nawet nie pisnęła, gdy Mysz przygniótł ją do ziemi i zagryzł. Jedynym, co teraz mogłoby mówić o tej małej śmierci, była krew pozostająca na pyszczku i zębach terminatora.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mysia Łapa nie wygląda może i tak majestatycznie jak za kociaka. Nadal ma długie łapy i dosyć ładne kształty, ale nie jest zbyt chudy. Nie przywykł do ruchu co oczywiście owocuje jako iż jeść je. Na jego nogach zamiast ślicznych mięśni widnieje tłuszcz. Na jego całym ciele on widnieje. Nie utył jakoś bardzo, ale trochę mu brakuje do idealnego Wichrzaka. Jego futro jest śnieżno białe gdzie nie gdzie urozmaicone burymi łatami. Głównie są one na pysku, tyłku i niemalże całym ogonie. Utrzymuje się na dosyć drobnych łapach z różowymi poduszkami. Pod względem wzrostu góruje wśród kotów, bo jest bardzo wysoki. Jego pysk nadal jest gładki i lekko długi, ale na policzkach jest okrągły. Na jego brodzie zbiera się też po woli tłuszczyk, który w przyszłości zmieni się w podbródek, jeśli Mysia Łapa nie zacznie się ruszać. Jego oczy mają dwa kolory - prawe niebieskie, a lewe zielone. Na jego karku można nadal ujrzeć dwie blizny po ataku kruka.
Trochę taki dziwny ten Myszka. Taki cichy, dziwno wręcz milczący. Tak mało mówi, że czasem wręcz wychodzi na dziwaka. Nie potrafi wyczuć granicy. Ogląda, przygląda się, obserwuje. W jego towarzystwie można poczuć się łatwo niezręcznie. Kiedy tak się na ciebie gapi, ale zero odzewu. Czasem bywa, że się nawet uśmiechnie i zaśmieje, a ty nie wiesz o co chodzi. Ma jednak uczucia i to dosyć delikatne. Łatwo doprowadzić go do płaczu, rozweselić, zokochać w sobie. Generalnie lubi towarzystwo i jest milutki jak już się odezwie. Ani by mu do głowy przyszło sprawić komuś przykrość lub go obrazić. W swoich ruchach jest powolny i delikatny, nie lubi biegać. Nie lubił też zawsze uczestniczyć w zabawach w walkę. Po prostu nie rozumie czemu miałby kogoś bić. Woli na przykład przyglądać się kwiatom lub robaków. Tak na prawdę to jest bardzo leniwy i do niczego mu się nie śpieszy. Nawet do zostania terminatorem.
Nie ma to jak dobry początek polowania. Nie dość, że szybko znalazł badylarkę to równie sprawnie poszło mu jej złapanie. Wykopał malutki dołek i zakopał tam dumnie badylarkę. Oblizał pyszczek parę razy i ruszył dalej pod wiatr. Był ciekawy ile uda mu się dzisiaj upolować. Bo na razie zapowiadało się bardzo dobrze.
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx i'm a dumb teen boy ieatsticksandrocksandmud i don't care about the government ANDIREALLYNEEDAHUG xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Początek dobry, gorsza już kontynuacja. Teraz Mysz nie potrafił natknąć się już na nic, chociaż dzielnie węszył i rozglądał się wokół. Zwierzyna, spłoszona jego atakiem, teraz kryła się w swych norach, czekając na to, aż do lasu wróci spokój.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Mysia Łapa nie wygląda może i tak majestatycznie jak za kociaka. Nadal ma długie łapy i dosyć ładne kształty, ale nie jest zbyt chudy. Nie przywykł do ruchu co oczywiście owocuje jako iż jeść je. Na jego nogach zamiast ślicznych mięśni widnieje tłuszcz. Na jego całym ciele on widnieje. Nie utył jakoś bardzo, ale trochę mu brakuje do idealnego Wichrzaka. Jego futro jest śnieżno białe gdzie nie gdzie urozmaicone burymi łatami. Głównie są one na pysku, tyłku i niemalże całym ogonie. Utrzymuje się na dosyć drobnych łapach z różowymi poduszkami. Pod względem wzrostu góruje wśród kotów, bo jest bardzo wysoki. Jego pysk nadal jest gładki i lekko długi, ale na policzkach jest okrągły. Na jego brodzie zbiera się też po woli tłuszczyk, który w przyszłości zmieni się w podbródek, jeśli Mysia Łapa nie zacznie się ruszać. Jego oczy mają dwa kolory - prawe niebieskie, a lewe zielone. Na jego karku można nadal ujrzeć dwie blizny po ataku kruka.
Trochę taki dziwny ten Myszka. Taki cichy, dziwno wręcz milczący. Tak mało mówi, że czasem wręcz wychodzi na dziwaka. Nie potrafi wyczuć granicy. Ogląda, przygląda się, obserwuje. W jego towarzystwie można poczuć się łatwo niezręcznie. Kiedy tak się na ciebie gapi, ale zero odzewu. Czasem bywa, że się nawet uśmiechnie i zaśmieje, a ty nie wiesz o co chodzi. Ma jednak uczucia i to dosyć delikatne. Łatwo doprowadzić go do płaczu, rozweselić, zokochać w sobie. Generalnie lubi towarzystwo i jest milutki jak już się odezwie. Ani by mu do głowy przyszło sprawić komuś przykrość lub go obrazić. W swoich ruchach jest powolny i delikatny, nie lubi biegać. Nie lubił też zawsze uczestniczyć w zabawach w walkę. Po prostu nie rozumie czemu miałby kogoś bić. Woli na przykład przyglądać się kwiatom lub robaków. Tak na prawdę to jest bardzo leniwy i do niczego mu się nie śpieszy. Nawet do zostania terminatorem.
Drgał ogonem rytmicznie, gdy tak szedł i szedł i nie mógł nic znaleźć. Zawsze zastanawiał się wtedy gdzie zwierzyna się przed nim schowała! On niby miał na imię Myszka... ale nie wiedział co prawdziwe myszki robią by nikt ich nie znalazł! Musiałby się kiedyś jednej zapytać, ale zazwyczaj jest zbyt głodny by to robić. Lepiej złapać ją wtedy!!! No nic, szedł dalej skocznym krokiem, aczkolwiek stawiał cicho łapki. Wiatr wiał mu w pysk i był skoncentrowany na polowaniu.
• • •xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx i'm a dumb teen boy ieatsticksandrocksandmud i don't care about the government ANDIREALLYNEEDAHUG xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ ≡ ≡
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Szczęście nadal nie dopisywało. Mysia Łapa nadal nie potrafił natknąć się na żadną zwierzynę. Trzeba było szukać dalej.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXXZ błogiej, przedpołudniowej drzemki na wygrzanym kamieniu, wyrwał go dochodzący z oddali dziwny dźwięk. Na wpół jeszcze śpiąc stęknął rozdrażniony, żeby cokolwiek to było - uciszyło się. Na nic się to nie zdało, bo choć stłumione prychanie i parskanie ucichło na moment, szybko znów rozbrzmiało nad obozem Klanu Wichru, zmuszając terminatora do pobudki. XXXTerminator mlasnął z niezadowoleniem i uchylił zaspane powieki, szukając źródła hałasu, jeszcze nie do końca łącząc wątki. Jak okiem sięgnąć nie działo się nic podejrzanego. Co jest... Wstał, przeciągnął się leniwie, a następnie energicznie się otrzepał, żeby zrzucić z siebie resztki snu. Zauważył, że powracający z porannego patrolu wojownicy z ożywieniem relacjonują kolejnemu patrolowi, o tym, co ich spotkało. Liliowy kocurek zbliżył się do nich i podsłuchał wzmiankę o... koniu na ich terenach? Czy aby na pewno dobrze usłyszał? Czy to to zwierzę było tak głośne, że go aż obudziło. W takim razie... jak DUŻE musiało być? Wiedział, że gdzieś za terenami klanów znajduje się miejsce, gdzie takie żyją, ale co on robił tak daleko od swojego domu? XXXPszenicy wystarczyło tyle, aby z całego serca zapragnąć ujrzeć zbłąkana kobyłkę. No przecież nigdy w życiu nie nadarzy mu się podobna okazja! W dalszym ciągu nie mógł samotnie opuszczać obozu, więc rozejrzał się za kimś kogo udałoby mu się wyciągnąć na małą wycieczkę. Szczęście mu dopisywało - dostrzegł Jaśniejącego Płomienia wraz z Drewnianą Łapa, gdy byli o wąs od opuszczenia obozu. Musieli wybierać się na trening. Chyba nic się nie stanie, jak pójdą na tereny treningowe okrężną drogą, prawda...? Pszeniczna Łapa wykorzystał cały swój urok i dar przekonywania (nie było tego zbyt wiele), aby uprosić wujka na spacer śladem konia. Chyba jedynie sam Gwiezdny Klan wie, co skłoniło burego kocura na zgodzenie się na ten plan, ale terminator nie miał zamiaru narzekać. Wyszczerzył się wesoło do Drewnianej Łapy i ruszył przodem na miejsce, gdzie ostatni raz patrol widział zwierzę żywe.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
Matka mu powiedziała, że ostatnio po terenach klanów biegało... zwierzę. Koń - coś, co mieszkało rzekomo gdzieś poza terenami klanów, na tyle blisko, że niektóre koty czasami je widywały. Choć Drewno co nieco słyszał kiedyś o takich stworzeniach - głównie o ich rozmiarze oraz konieczności zachowania ostrożności wokół nich, były bowiem podobno bardziej płochliwe niż jakakolwiek zwierzyna, którą mogłoby się zdarzyć mu kiedyś podchodzić - nigdy nie widział żadnego na żywo. Prawdę mówiąc... mało jeszcze widział, choć wiekiem wcale nie stał w miejscu. Może gdyby nie słuchał się mistrza... może gdyby wychodził sam poza obóz... Miewał momenty, gdy takie myśli go nachodziły, zazwyczaj kiedy patrzył na Przepiórkę i jej terminatora wychodzących na treningi albo patrole. Nawet patrzenie na ojca, który lada dzień pewnie zamierzał przenieść się do starszyzny, sprawiało, że Drewniana Łapa czuł się... nieswojo. Miał wtedy wrażenie, że coś robił źle, gdzieś zawodził i dlatego nie był w stanie ukończyć swojego treningu tak szybko, jak siostra. Chciał, aby rodzice byli z niego dumni, ale nie wiedział, jak to osiągnąć; nie był w stanie znacznie przyśpieszyć swojego szkolenia, a nie chciał wyjsć w oczach Jaśniejącego Płomienia na niewdzięcznego terminatora, który marudzi, bo jego mistrz ma też inne koty do przypilnowania.
Myślał o tym wszystkim, gdy dreptał za Jaśniejącym Płomieniem na kolejny dzień treningu i wciąż nie do końca wyplątał się z tego strumienia przemyśleń, kiedy dobiegł do nich Pszeniczna Łapa. Nie wierzył, że Jaśniejący Płomień dał się namówić, ale kilka uderzeń serca później szedł żwawo za liliowym terminatorem, nie mogąc powstrzymać ekscytacji. Koń! Zobaczą konia!
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Jak to jest, że dwójce dzieciaków (no, w szczególności jednemu, wyjątkowo wygadanemu) udaje się owinąć go sobie wokół palca? Jaśniejący Płomień nawet nie uważa, że uganianie się za drącym się w niebogłosy koniem to doskonałe zajęcie dla jego terminatorów. Nigdy nie wiadomo, co wpadnie im do łbów - zarówno Drewnianej Łapie, Pszenicznej Łapie i samemu koniowi. Ale że nie będzie to nic dobrego, to więcej niż pewne.
Nieistotne, czy przyczyną obecnego stanu rzeczy jest wspaniałomyślność, zaćmienie umysłu, wiara w wagę zróżnicowanych doświadczeń życiowych czy osobiste zaciekawienie zwierzęciem, którego bury wcześniej na oczy nie widział, liczy się to, że we trójkę przemierzają wichrowe ziemie, prowadzeni przez Pszenicę w miejsce, gdzie ostatnio widziany był koń.
- Tylko żadnego rozdzielania się i wesołej samowolki - upomina zawczasu, słowa te kierując do obu kocurów, ale spojrzenie koncentrując na liliowym. - Jak któryś wlezie mu pod kopyta, to sam będzie targał swoje ciało pod Rozłożyste Drzewo.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Dzisiejszy poranek był bardzo przyjemny, a Korzenna Woń nie miał na co narzekać, ani szczególnie na co marudzić, bo obudziły go promienie słońca delikatnie muskające go w futerko. Inna sprawa, że było tam też rodzeństwo, które go napastowało, że ma się z nimi pobawić, było to już trochę mniej miłe od samej pobudki, ale przecież też nic złego. Ogólnie podsumowując bardzo udanie się zaczął i bardzo udanie trwał, ale obowiązki go nie omijały i właśnie zbierał się na popołudniowym patrol, który został mu przypisany z Orionem. Było to miłym akcentem, bo nie chciał mieć znowu patrolu z kimś kogo raczej słabo znał, a się tak składało, że ostatnimi czasy Zajęcze Ucho lub Księżycowe Wzgórze byli z nim bardzo często na patrolach. Wolał swojego ziomeczka Bociana, ale cóż takie życie, nie zawsze się miało co się chciało, ale dziś najwyraźniej Gwiezdni go wysłuchali!
Cisza trwała już od dawna, szli w spokoju, a Korzeń nie wyrywał się do rozmowy, zwyczajnie dobrze mu było tak jak teraz, gdy bark w bark sobie przemierzali granice z Klanem Rzeki, a jak się trafi temat to pogadają. Orion był tym typem kota dla szaraczka, z którym mógł iść w komfortowej ciszy i cieszyć się po prostu swoją obecnością, więc!
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion miał zwyczaj zwijać się w środku patrolu z przyczyn rodzinnych, losowych bądź osobistych, w zależności na to z kim akurat miał tę przyjemność pilnować niewidzialnego ogrodzenia dookoła ich skrawka trawnika. Gdy został przypisany na obchód w towarzystwie Korzenia, pojawił się dylemat moralny – jakoś ciężej go było porzucić niż takiego Zająca. I to nie z powodu wybitnego sprytu i szóstego zmysłu wyczuwającego ściemę orientala, bo tym to szaraczek się raczej poszczycić nie mógł, ale z sympatii. Cynamon lubił go wystarczająco by zastanawiać się jak bardzo niemiło byłoby zrzucić całą robotę na niego, zamiast po prostu się wykręcić i zniknąć.
Chociaż wciąż nie był w stu procentach przekonany, szczególnie gdy kolejne kroki mijały im w ciszy. Bo jakby nie było, Azalia nigdy nie był typem kota, który doceniał komfortową ciszę (w końcu to wciąż była cisza, nic ciekawego) i wcale się nie pisał na maszerowanie bez słowa. Z nudów zdechnąć można. Żeby chociaż było na co popatrzeć, ale akurat to nie był ten kot z rodziny, o którym by mógł układać wiersze. Westchnął ciężko nad swoim losem, szukając w głowie jakiś niegroźnych, kontrowersyjnych tematów na miłą, ziomkową dyskusję, gdy wpadł mu do głowy głupi pomysł na zaczepkę. Ale bawił, więc na pewno był warty zrealizowania.
– Geje mówią co. – mruknął pod nosem, licząc na to, że Korzeń faktycznie nie dosłyszy, czy po prostu wyrwany z zamyślenia odruchowo da się złapać w pułapkę.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Westchnięcie przez Oriona zostało jak najbardziej zarejestrowane przez Korzenia, ale nie miał pomysłu czego mogło dotyczyć, ani czy w ogóle powinien pytać, bo nie wydawał się w miejscu gdzie teraz byli. Może sam się później by otworzył? Powiedział co tam mu chodzi po głowie? Bo u samego Korzenia pustki, trochę myślał o rodzeństwie, trochę o przeszłości, trochę o mamie, wujku, a trochę o tym, że chciałby może jednak mieć jakąś przechadzkę do Osiedla Ludzi? Nie był pewien, teraz miał dla kogo być, ale czuł, że mu to nie wystarcza, czemu?
– Co? – zatrzymał się. – Czekaj… co? – wypowiedział zmieszany, bo co on właśnie powiedział? Cisza… Uh, niezręcznie. – Geje? – zapytał w końcu zdziwiony, a oczami skakał po całym pysku Oriona, bo zaraz… o co mu w sumie chodziło? Nie odezwał się już, czekał na wytłumaczenie, bo jakby sam śmieszek cynamonowego był dosyć zabawny, tak… nie do Korzenia. On nie był gejem, przecież.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Bingo.
Korzeń wpadł w sam środek pułapki Oriona. Nawet nie tyle co starannie zastawionej, a jedynie luźno rzuconej, bez większego wkładu pracy. A tu proszę, jakie zachwycające efekty. Takie radujące głupiego smarkacza, który wciąż egzystował w umyśle orientala i czasem jeszcze wychodził na światło dzienne. Więc Korzeń, szukając odpowiedzi na długim pysku, mógł natrafić jedynie na głupi, ale jakże zadowolony z siebie uśmiech, który tłumaczył raczej tyle co nic.
– Aha, geje mówią co. – powtórzył już normalnym tonem, wciąż nie oferując faktycznych wyjaśnień. Wierzył, że potwierdzenie szaraczkowi, że się nie przesłyszał pozwoli kabelkom w mózgu połączyć fakty i załapać istotę żartu.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Stał. Wiedział, że to robił. Nie rozumiał więcej, trochę Orion wziął go z zaskoczenia, bo… kiedy on ostatni raz rozmawiał z kimś o orientacjach? Chyba nigdy! Ha! Zresztą zawsze było jakoś tak niezręcznie mówić o gejach… Wszystko inne go nie obchodziło, jakby trzeba było to by rozmawiał, a tu… no właśnie. Ten jeden temat go uwierał.
– Haha… – zaśmiał się niezręcznie. – zabawne… – dodał odwracając wzrok i ruszając do przodu, zostawiając cynamonowego pointa samego ze sobą. Chwilę milczał, chwilę coś go użerało, ale zdecydował, że no nie może tak tego zostawić! Nie podobało mu się nazywanie go tak, bo nie było prawdą.
– Wiesz, ale sądzę, że byłoby zabawniejsze do kogoś kto serio jest gejem! Dobra próba na pewno! – Odetchnął z ulgą. Czemu ta myśl była taka dziwna i czemu nie mógł tego nie komentować? Teraz pewnie zabrzmiał jak idiota, ale… no niekomfortowo.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Zatrzymał się, gdy Korzenia najwyraźniej zamurowało z wrażenia. I obserwował jak myśli przeskakiwały mu po kolejnych kabelkach w mózgu, tę boleśnie niezręczną reakcję i ostateczny wniosek. I powiedzmy sobie szczerze – łapy opadały. Czy szaraczek nie pamiętał ich ostatniej rozmowy, gdzie pokrętnie wyznał, że jest gejem? Orion myślał, że już wszystko dogadane, nić porozumienia i te sprawy. Ale najwyraźniej jakiś zgrzyt w komunikacji miał miejsce. Szturchnął przyjaźnie barkiem Wichrzaka.
– Korzeń, Korzeń, ziomku, ziomeczku, na spokojnie, nie chcesz by wszyscy wiedzieli to przecież nie rozgadam, nie? Jak ci z takimi żartami niewygodnie to też mogę sobie odpuścić, nie ma sprawy. – zapewnił na wstępie, bo mógł uszanować takie podejście, nawet jeśli zupełnie go nie rozumiał. Tylko na jedno się nie chciał zgodzić. – Ale możesz sobie darować udawanie, że wcale nie jesteś gejem, hm? Już dawno przecież o tym rozmawialiśmy i twój sekret jest ze mną bezpieczny. Ale no właśnie, tu nikogo nie ma poza nami, nie ma po co się okłamywać.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Nie bardzo wiedział nawet co powinien powiedzieć, gdy Orion wyskoczył mu z takim oświadczeniem, jakby to wszystko było naprawdę, a nie tylko dla żartu! W sumie nim się szarak obejrzał na kocura to już słyszał następny potok słów, który sprawił, że stanął jak wryty. Było niedowierzanie, trochę złości, bo czemu mu coś się wmawia i jakieś dziwnie wiercące uczucie, że cynamon ma rację…? Ale przecież było to wręcz niemożliwe!
– Ja… – zaczął zaskoczony patrząc prosto w oczy, które kiedyś uważał przecież za ładne i w sumie… czemu uważał je wtedy za ładne? W sumie nigdy nie widział kotek w ten sposób, a kocurów były aż dwa… – Czekaj, bo ja… nie… – przysiadł. Usiadł. Klapnął. Wszystko na raz. Nie mógł przetrawić tej informacji, więc spuszczając wzrok na swoje łapy zaczął dodawać dwa do dwóch, aż w końcu wychodziło mu to cztery. – Chcesz mi powiedzieć, że ja serio jestem gejem…? Znaczy ja… nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Prawda, nie czułem nigdy nic do żadnego kotki, ale to… ja… Czyli ja do Orła czułem… coś więcej? To nie była przyjaźń? To chcesz mi powiedzieć? – zapytał, mając nadzieję na zaprzeczenie, że to tylko głupia pomyłka, a wynik wyszedł dobry, bo spojrzał źle na działanie.