Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Chwilę to trwało nim poczuł, że kocur w pełni oddaje się uściskowi, a on mógł odetchnąć z ulgą, że jednak nie przekroczył granicy między nimi, bo te granice klanowe to miał w tym momencie głęboko w poważaniu. A raczej zwyczajnie o nich zapomniał. Westchnął cicho na ten moment, który się właśnie między nimi dział, spodziewał się smutku i że może być emocjonalnie, ale kiedy jego futro zaczęło moknąć, a rzeczniak zaczął szybciej oddychać przez płacz… cóż. Można powiedzieć, że tego akurat Korzeń nie przewidział. Było mu jeszcze bardziej przykro teraz, że przyjaciel tak po prostu olał swoją sytuację, gdy ewidentnie potrzebował czegoś innego.
– Jak potrzebujesz o czymś powiedzieć to śmiało mów. Wygadaj się mi, okej? Nie gryzę – szepnął cicho, a następnie zaczął delikatnie poklepywać kocura po grzbiecie, by dodać mu więcej otuchy. Nie było dobrych słów na śmierć kogoś bliskiego. Nie było. Sam dobrze to wiedział.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Fakt, Jaśminek również zapomniał o klanowych granicach gdy tylko niebieski go objął. Nie przeszkadzał mu też w najmniejszym stopniu dotyk Korzenia, nawet sam by go uścisnął na starcie gdyby no, był chociaż troszkę bardziej śmiały. Szkoda że tak ciepły moment został zepsuty przez łzy Jaśminka. Łaciatek wrócił na ziemię gdy tylko usłyszał pytanie wojownika, a co za tym idzie skapnął się że robi z niego mech do wycierania swoich mokrych oczu, więc bardziej odruchowo niż umyślnie wyślizgnął się z uścisku i wytarł łapką swój pyszczek.
- Po prostu... Sporo ostatnio się dzieje. Większość bliskich mi kotów odeszła albo zniknęła. Myślałem, że ty też... T-troche mnie poniosło. Przepraszam - przyznał siadając przed kocurem z wzrokiem wbitym gdzieś na bok, ogonem owijając swoje łapt. Było miło przez chwilę, ale teraz czuł się jak idiota, że dał się aż tak ponieść emocjom, gdy od śmierci Świetlik minęło już sporo czasu, a poza tym... To nic wielkiego się nie zadziało.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Korzeń odczuł brak ciepła drugiego kocura jakoś dziwnie mocniej, niż mogłoby mu się wydawać, że odczuje, ale oprócz delikatnego poprawienia pozycji siedzącej - nie powiedział nic. Westchnął tylko cicho na widok Jaśmina, ponieważ wiedział, że nie mógł tak naprawdę nic więcej zrobić, nie umiał dobrać słów, a skoro przyjaciel dopiero co stracił tyle kotów i jeszcze dostał więcej obowiązków na głowę…
– Nigdzie się aktualnie nie wybieram… – zapewnił spokojnie i bez większego przemyślenia po prostu złapał puchatym ogonem ogon Jaśmina. – Chociaż też cały czas obawiam się, że nie będziesz chciał się spotkać, bo długo mnie nie ma na granicach i ogólnie nie mamy jak rozmawiać... ale mam nadzieję, że się to zmieni. Możemy spróbować częściej się spotykać… i przede wszystkim umawiać na jakieś spacery, co Ty na to? Nie musisz wychodzić poza tereny Rzeki, mogę iść wzdłuż Twoich granic. Dzięki temu będziemy się widywać częściej albo chociaż wysyłać kogoś żeby poinformował jak nie możemy akurat przyjść – rzucił w sumie jedno wyjście z sytuacji jakie mu akurat przyszło do głowy. Aktualnie bardziej wyglądało jakby liczyli na jakiś cud od Gwiezdnych albo czekali aż gwiazdy ułożą się w idealny sposób, by akurat udało im się spotkać… przynajmniej tak się czuł, szczególnie jak co chwila coś się działo z jego strony. Dlatego miał nadzieję, że Jaśmin chciałby zrealizować taki pomysł… ale Korzeń miał też na uwadze, że łaciaty był Opiekunem (właśnie, miał o tym pogadać z mamą) i nie wychodził ogólnie zbyt często.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Nigdzie się nie wybiera… Usłyszenie tych słów było wyjątkowo komfortowe. Nawet jeśli Korzeń nie mógł obiecać niczego w stu procentowej pewności, w końcu wypadków nie da się przewidzieć i całkowicie uniknąć, nie ważne jak bardzo się starało… Ale jeszcze milsza była propozycja częstszego widywania się. Chciał coś powiedzieć o tym, że nie ma opcji by nie chciał się więcej spotkać z Korzeniem, ale nie wiedział jak to ubrać w słowa które przeszłyby bez zawstydzenia mu przez gardło, więc zrezygnował.
- Chętnie… Nie byłoby raczej problemu, gdybym wychodził co jakiś czas na granicę, tak… w ramach odpoczynku od kociarni. Mógłbym nawet spotykać się jakoś regularnie. Tak co drugi, trzeci dzień o konkretnej porze… Chciałbym nawet i codziennie, a-ale to chyba byłoby zbyt kłopotliwe. Albo możemy po prostu się umawiać po każdym spotkaniu na kolejne. I mógłbym się wtedy dostosować do ciebie, bo no, nie mam patroli i treningów które by mi komplikowały planowanie… Jedynie kocięta do pilnowania, ale w kociarni jest oprócz mnie parę opiekunów, więc, um, no - przyznał, już trochę czując się lepiej po tym nagłym rozklejeniu. Wciąż czuł się trochę… Przytłoczony? Tym ile zadziało się przed chwilą i ilością emocji szalejącą mu w głowie, ale szczęście z powodu rozmowy z przyjacielem wygrywało. - Mógłbym wyjść poza granice… Raz tylko wybrałem się na taki spacer i nie wspominam go jakoś… dobrze, ale myślę że z tobą dałbym radę. Nie mam też dwunastu księżyców, wstyd bać się świata poza klanami w takim wieku - prychnął zamieniając swoje zawstydzające wyznanie w żarcik. Ostatnio fakt, wychodził z obozu dość rzadko. Jedynie na spacery z Warkotem czy okazjonalne polowania, gdy w chruśniaku nie było nic do roboty, ale nie przeszkadzałoby częstsze wychodzenie, jeśli ich powodem byłyby spotkania z Korzeniem.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Prawdopodobnie nie było to ostatnie czego można było się spodziewać po Korzeniu, ale na pewno nie było też czymś co robił często po dorośnięciu - jego łapska nagle zaczęły dreptać w miejscu z podekscytowania na każde słowo kocura; oczy pełne szczęścia i ogólnie jakby cały rozpromieniał.
– Podobają mi się te pomysły bardzo! Nie wiem, czy jest szansa na codzienne spotykanie, ale na pewno jak najczęściej mi pasuje. – Zaśmiał się. – Możemy się umawiać pod koniec spotkań, tak. Będę miał wtedy też pewność jak ustalać treningi i patrole – przyznał spokojnie, potakując, a po chwili przytulił mniejszego od siebie łaciatka jeszcze raz. – I wtedy będę też miał pewność, że jest u Ciebie lepiej.. oraz czy coś się dzieje – stwierdził cicho obok ucha przyjaciela i puścił go po chwili, nie chciał się narzucać też z tym przytulaniem. Był po prostu szczęśliwy i zmartwiony, okay! Trochę emocje mu szalały również… nie miał w sumie nigdy (no.. poza klanem) nikogo z kim spotykałby się regularnie na rozmowy, a to brzmiało miło… po prostu. – Wszyscy się czegoś boimy – rzucił od razu, lekko ruszając barkami po tym jak już rozsiadł się kawałeczek dalej, by dać Jaśminowi przestrzeń. – Jeśli jesteś pewien to chętnie gdzieś się z Tobą wybiorę, skoro nie możemy chodzić po… własnych terenach – wyjaśnił lekko zakłopotany. W sumie chętnie pokazałaby łaciatakowi sadzawkę na terenach Wichru i piękną polanę pełną kwiatów, czy wzgórza, które szumiały wraz z podmuchami wiatrów. Może i nie wszystko było piękne, niektóre rzeczy przypominały mu o przykrych sytuacjach czy kotach, ale ostatecznie nadal po coś siedział w Wichrze i widział piękno w niejednej rzeczy. – Mógłbym pokazać Ci jedno małe jeziorko za moim klanem… w sumie to chyba jest jeziorko, ale mógłbym je pokazać! – Zapodał od razu pomysł. – Jest tam naprawdę ładnie i żabki miło rechoczą, chociaż czasami aż za głośno – przyznał zamyślony.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Nie spodziewał się, że taka propozycja wzbudzi aż tyle ekscytacji u Korzenia. Widział go raczej jako kogoś spokojnego, kto ma cały czas emocje na wodzy, a tu proszę ekscytował się jak świeżo mianowany terminator. Miło było zobaczyć inną stronę przyjaciela, że nie mógł powstrzymać uśmiechu wkradającego się mu na mordkę. Kolejne przytulenie również, było bardzo miłe i Jaśminek tym razem nie odsunął się jako pierwszy, wysłuchał reszty słów Korzenia i rety, nie wiedział co odpowiedzieć. Jego głos był taki delikatny i przyjemny dla ucha, że aż się zawiesił na chwilę, aż do momentu gdy niebieski go nie wypuścił. - To… Tak zróbmy - uśmiechnął się i odpowiedział byle czym, by nie pojawiła się między nimi jakaś niezręczna cisza.
Strach przed ziemiami niczyimi był wielki, w końcu najdalej gdzie się zawędrował to na parędziesiąt lisich długości, więc wyprawa za tereny Klanu Wichru brzmiała nooo, jak ogromny krok poza strefę komfortu, ale też chęć spędzenia czasu z przyjacielem w jakiejś nowszej scenerii była równie wielka. A nawet większa. - Brzmi fajnie. Nie znam wielu miejsc blisko Klanu Rzeki… Jedynie słyszałem o ogromnym Łanie Rzepaku, co wydaje się chyba fajne, ale tak poza tym to, um, nic - przyznał, również podrzucając jakiś pomysł. Gdyby mógł z wielką chęcią by pokazał Korzeniowi Makową Polankę albo Kwiecistą Łąkę czy same Błyszczące Głazy, ale no, zasady to zasady. Miło by było żyć w jednym klanie, eh…
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Szczerze mówiąc też nigdy nie opuszczałem za bardzo terenów Klanu, raczej siedziałem w Wichrze i tyle, zdarzyło mi się gdzieś tam wyjść parę razy, ale raczej rzadko. Nie dlatego, że mam obawy, a dlatego, że nie widziałem w sumie w tym większego powodu? No, teraz trochę częściej mi się zdarza wywędrować poza tereny, bo czasami oczy pragną nowych widoków, a poza tym czasami potrzebuję odpocząć – Przedstawił swoją wersję postrzegania wychodzenia poza granice. – Ogólnie jestem za tym, by trzymać się swoich terenów… Kiedyś przysięgałem wierność i chyba tak mi zostało. – Wiedział też, że jeśli zawędrowałby za daleko sam to nigdy by już nie wrócił do Wichru. Nie dlatego, że nie kochał tego miejsca i przede wszystkim kotów wichrowych, ale dlatego, że nie wiedział, czy do końca nie zmarnował życia na gonienie ambicji, które nigdy mu nie wyszły. Może też po prostu poszedłby poszukać Huby? Ciężko stwierdzić. Wiedział, że raczej nie miał szans jej znaleźć, ale chyba czasami się łudził. – Chodź, przejdziemy się trochę, co? Oczyścimy umysły i odpoczniemy, hm? – zapytał łagodnie wstając i przechodząc obok Jaśminka tak by otrzeć się o niego bokiem. Nie chciał już ciężkich tematów, chciał aby przyjaciel odpoczął od tego co działo się teraz u niego, chociaż na te parę uderzeń serca.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Oh. Czyli mogliby razem odkrywać tereny poza ich klanami... Taka przygoda brzmiała trochę jak wycieczka dwóch terminatorów podekscytowanych niekończącym się światem, ale z Korzeniem na pewno byłaby bardzo przyjemna.
- Też mi się nie śpieszy, by uciekać gdzieś poza klan. Ale z... - Ugryzł się w język. Nie mógł mówić żadnego ale, w końcu on też ślubował wierność klanowi... Plus chyba by się zapadł pod ziemię, gdyby dokończył to co chciał powiedzieć. Gwiezdni, za dużo emocji jak na jeden dzień.
- Chętnie - odpowiedział z uśmiechem. Najchętniej to by się po prostu położył obok, poobserował gałęzie Czterech Dębów, czy wyłączył na chwilę myśli. Albo pogadał o pierdołach. W sumie cokolwiek by zrobili, wszystko Jaśminkowi wydawało się fajne, bo w końcu robiliby to razem.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Korzeń usłyszał to dziwne zatrzymanie się w połowie zdania, raczej trudno było go nie zauważyć i zastanawiał się, czy chciał poruszyć ten temat. Czy powinien ciągnąć Jaśmina za język… czy w sumie było tam coś bardzo poważnego czego kocur bał się wypowiedzieć na głos? Może poczułby się lepiej mówiąc to komuś? Czasami sekrety z samym sobą były cięższe do przeżycia przez to jak samotnie potrafiło się czuć. A mimo to zamilkł, patrzył tylko na Jaśmina łagodnym spojrzeniem, a kiedy się ocknął to aż pomachał głową dla otrząśnięcia. Może nie speszył go bardzo? Oby!
Zgoda kocura dodała mu tylko energii, a kiedy ruszyli przed siebie jakoś nawet nie pomyślał o tym, że nadal stoi bardziej na terenach Rzeki, ani o tym, że jego ciało cały czas lekko stykało się z ciałem łaciatego… a już na pewno nie myślał o tym, że jego ogon niebezpiecznie często zahaczał o ogon przyjaciela.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Na szczęście Korzeń nie wyłapał tego dziwnego zatrzymania w pół zdania. Albo postanowił nie naciskać Jaśminka by się odezwał. Całe szczęście...
Podróż do Czterech dębów była również ciężka. Nawet przez jego głowę nie przeszło, że Korzeń mógł przekroczyć granice. Może nawet samemu niechcący zdarzyło się zboczyć z trasy... Bo jego łaciatą głowę zajmowały jedynie myśli o tym, jak często czuł na swoim boku długowłose futro i jak często ich ogony się plątały. Ale nie powiedział nic, bo Korzeniowi najwidoczniej to nie przeszkadzało, a samemu Jaśminowi całkiem... podobało.
//zt <3
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
Kolejna wyprawa na ryby i kolejne niepowodzenie. Tym razem łapy zabrały ją bardziej na północ, niż na wschód, ale zanim na dobre dotarła do rzeki zderzyła się z granicą. Powinna pamiętać, że tutaj biegnie, ale prawdę mówiąc, nie pamiętała. Czy to tędy szli tego upalnego dnia? Nie bardzo chciała wracać myślami do tamtego czasu, ale myśli już wybiegły naprzód, niczym spłoszone zające. Westchnęła i usiadła, przodem do niewidzialnej granicy. To dokąd teraz? Rozejrzała się wokół, szukając... czegoś. Co by odwróciło jej uwagę od treningu, na przykład.
Wraz z wiekiem wyrosło bardziej, zapowiadając się na to, że nie tylko z koloru sierści przypominać będzie Jęczmienne Ziarno, ale ze wzrostu również. Chude, wysokie, o szczupłych łapach.
Choć urodzili się cali biali, ten wygląd nie pozostał przy nich na długo — mordka i ogon ściemniały, przyjmując kolor czerni, a grzbiet oprószony został płaszczem o barwie kości słoniowej, sięgającym do barków i bioder. Środek pyszczka przyozdobiony bielą między oczami, rozchodzącą się do połowy policzków.
Co natomiast odziedziczyło po Srebrzystym Jeziorze to kształt oczu: zgrabne, migdałowe, o błękitnej barwie, która niewiele zmieni się w przyszłości. Mordka wykończona różowym noskiem.
Najchętniej najwięcej (a nawet i wszystkie) rzeczy robiliby sami i w samotności spędzali też czas — inne koty to zbędny balast w życiu, trzymający kota przy ziemi i w ryzach, jakimi są międzykocie relacje i ustosunkowywanie się do uczuć innych, ugh! Ma problem z nawiązywaniem relacji, które są dla niej jak ciężar, służący wyłącznie temu, by być upierdliwą częścią dnia codziennego. W dodatku wredne to, złośliwe i szybko denerwujące się, a zwłaszcza, gdy coś nie idzie po jej myśli, gdy nie są w czymś najlepsi od razu po pierwszym spróbowaniu danej czynności, lub gdy innemu kotu idzie lepiej od niej. Ambitna i potrafiąca być chorobliwie zazdrosna o osiągnięcia innych.
Ciężko im wczuć się w czyjąś sytuację, a poziomy odczuwania empatii u nich są krytycznie niskie — i, ugh, nie wycieraj swoich łez w ich futro! Nie wiesz, jak długo je układali do perfekcji i jak obrzydliwe będzie zmywanie twoich... smarków z jej sierści!? Zawsze uważa, że to oni mają rację. A nawet jeśli nie mają, to będą specjalnie wkręcać i drążyć, byle druga strona się sfrustrowała i zdenerwowała całkowicie. Zdaje się być okropnie wybredna — tu grunt pod łapami jest nietaki, niewygodny, to futro nagle przeszkadza na całym ciele, tu posiłek ma w sobie chrząstki i żyłki, które trzeszczą pod zębami, że aż odechciewa się jeść... Przynosząc sobie pamiątki z przygód w kociarni i poza nią, cały czas upewnia się, że wszystkie ułożone są prosto, w rzędzie, a żadne z nich nie leży krzywo.
Pyskata, nie da sobie w kaszę dmuchać — a jak będzie trzeba, to i prosto w pysk przywali, a zwłaszcza, jeśli chodzi o obronę jej honoru. Nawet, jeśli chodzi o najmniejszą pierdołę.
Nie chciało im się siedzieć w obozie, nie teraz, gdy już totalnie legalnie mogli wychodzić poza obóz, na granice i wszędzie, gdzie tylko im się zamarzyło! Hm, prawie, gdyby nie fakt, że wciąż w większości przypadków potrzebowała wychodzić z towarzyszącym wojownikiem, jeśli chodziło o patrole, a jeszcze to ostrzeżenie Łabędziej Gwiazdy, że tereny były niebezpieczne, czy coś takiego i tak dalej... Ale później będzie jeszcze gorzej, będzie jeszcze więcej deszczy, a jeszcze później będzie śnieg i co, tyle będzie z przyjemnego zwiedzania!
Dlatego też zapewniła Rześką Pszczołę, że wszystko będzie dobrze, tak, jak w najlepszym porządku — wyruszyły obie na patrol, a Śledzik udało się ugnieść ją na tyle, że szylkretka pozwoliła dziecku Srebrzystego Jeziora rozejrzeć się na własną łapę w okolicy granic ("Może poznasz kogoś nowego!"), wciąż jednak będąc w odległości na tyle bezpiecznej, że w razie okrzyku Śledź, że jest zagrożenie, wojowniczka zdąży uratować jej tyłek. Idealnie.
I oh, najwidoczniej Rześka Pszczoła miała rację, bo tyle co pointka wystrzeliła do przodu, rozglądając się przy (jak usłyszała) Wichrowej granicy, już ktoś tam czekał!
— Siemka! — Zawołało grzecznie, uprzejmie, tak jak należało odzywać się do obcych i nieznajomych, którzy byli starsi od niej. Chyba nie przyniesie wstydu mistrzowi, nie? Będzie zachowywało się odpowiednio, tak. Nawet na chwilę zapomni, że w sumie to nie lubi przebywać z innymi kotami. Ale jakieś plotki, ploteczki zza granicy... — Śledzik jestem! Śledziowa Łapa, znaczy się, nie? A ty... Hm, z tego co mi powiedzieli, to powinnaś być z Wichru, nie? Zgadłam? — Przekrzywiło łeb, stojąc w odległości od granicy, by przypadkiem jej nie przekroczyć. To dopiero byłby przypał.
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Hej! - Odpowiedziała. Jej bure myśli momentalnie się rozpierzchły gdy skupiła się na rzecznej rakiecie. Ewidentnie jeszcze młodzik, więc uśmiechnęła się do niej szeroko. - Mrówczy Szlak, albo po prostu Szlak - i tak, jestem z Wichru. - Potwierdziła. - A ty z Rzeki, co nie? Pierwszy raz na granicy?
Powiodła wzrokiem po okolicznych krzakach, ale nigdzie nie widziała mistrza Rzeczniaka. Czyżby samotne zwiedzanie?
Wraz z wiekiem wyrosło bardziej, zapowiadając się na to, że nie tylko z koloru sierści przypominać będzie Jęczmienne Ziarno, ale ze wzrostu również. Chude, wysokie, o szczupłych łapach.
Choć urodzili się cali biali, ten wygląd nie pozostał przy nich na długo — mordka i ogon ściemniały, przyjmując kolor czerni, a grzbiet oprószony został płaszczem o barwie kości słoniowej, sięgającym do barków i bioder. Środek pyszczka przyozdobiony bielą między oczami, rozchodzącą się do połowy policzków.
Co natomiast odziedziczyło po Srebrzystym Jeziorze to kształt oczu: zgrabne, migdałowe, o błękitnej barwie, która niewiele zmieni się w przyszłości. Mordka wykończona różowym noskiem.
Najchętniej najwięcej (a nawet i wszystkie) rzeczy robiliby sami i w samotności spędzali też czas — inne koty to zbędny balast w życiu, trzymający kota przy ziemi i w ryzach, jakimi są międzykocie relacje i ustosunkowywanie się do uczuć innych, ugh! Ma problem z nawiązywaniem relacji, które są dla niej jak ciężar, służący wyłącznie temu, by być upierdliwą częścią dnia codziennego. W dodatku wredne to, złośliwe i szybko denerwujące się, a zwłaszcza, gdy coś nie idzie po jej myśli, gdy nie są w czymś najlepsi od razu po pierwszym spróbowaniu danej czynności, lub gdy innemu kotu idzie lepiej od niej. Ambitna i potrafiąca być chorobliwie zazdrosna o osiągnięcia innych.
Ciężko im wczuć się w czyjąś sytuację, a poziomy odczuwania empatii u nich są krytycznie niskie — i, ugh, nie wycieraj swoich łez w ich futro! Nie wiesz, jak długo je układali do perfekcji i jak obrzydliwe będzie zmywanie twoich... smarków z jej sierści!? Zawsze uważa, że to oni mają rację. A nawet jeśli nie mają, to będą specjalnie wkręcać i drążyć, byle druga strona się sfrustrowała i zdenerwowała całkowicie. Zdaje się być okropnie wybredna — tu grunt pod łapami jest nietaki, niewygodny, to futro nagle przeszkadza na całym ciele, tu posiłek ma w sobie chrząstki i żyłki, które trzeszczą pod zębami, że aż odechciewa się jeść... Przynosząc sobie pamiątki z przygód w kociarni i poza nią, cały czas upewnia się, że wszystkie ułożone są prosto, w rzędzie, a żadne z nich nie leży krzywo.
Pyskata, nie da sobie w kaszę dmuchać — a jak będzie trzeba, to i prosto w pysk przywali, a zwłaszcza, jeśli chodzi o obronę jej honoru. Nawet, jeśli chodzi o najmniejszą pierdołę.
O, no i świetnie — tajemnicza nieznajoma po drugiej stronie granicy wydawała się być dosyć pozytywnie nastawiona do równie tajemniczej nieznajomej, która pochodziła z Rzecznej strony granicy, oddzielającej tereny ich Klanów. Uf, o tyle dobrze, nie natrafiła na jakiegoś sztywniaka, co to by od razu ich wyganiał, lub co gorsza — zaczął grozić!
— O, Mrówczy Szlak? Super imię! Miło poznać, nie? Przypominasz mi... w Rzece jest ktoś podobny do ciebie, w sensie... też ma taki ciekawy, o, pysk! I w ogóle, teraz jeszcze urodziły jej się kocięta to w ogóle, wszystkie mają takie mordki. Ale domyślam się, że to nie jakaś dalsza część twojej rodziny? — Skoro nosi takie pełne, oficjalne imię, to nawet nie musiało pytać, czy jest wojownikiem, nie? Co z tego, że rzeczywistość była inna! Nie było sensu uwieszać się na takich szczegółach, choć może... byłyby to całkiem ciekawe ploteczki, nie mogło zaprzeczyć. Ale nah, nie teraz! Okazało się, że to Wichrzaczka z krwi i kości, może nie do końca, ale czego Śledzik nie wie, tego sercu nie żal, prawda? A poza tym, Mrówczy Szlak przypominała jej trochę Kormoranią Szyję, z tego egzotycznego wyglądu, i w ogóle! — Mhm, Rzeka! Aż tak capi ode mnie rybami, że można się domyślić...? Nie no, żartuję, i tak, pierwszy raz tu jestem, parę...naście wschodów słońca temu była dopiero moja ceremonia, nie? Ale żeby nie było, jestem tu z kimś, hm, dorosłym, więc w razie czego mnie pilnuje. O, tam, gdzieś za krzakami jest, pewnie. A ty? Zgaduję, że to nie twój pierwszy raz na granicy, chyba, co? — Śledzik? TO Śledzik, takie rozgadane? Niemożliwe. Ale przed nią stał ktoś naprawdę interesujący, nie jakiś losowy nudziarz z Klanu Rzeki, poza tym, mogła już nigdy więcej tej szylkretki nie spotkać — to musi zebrać jak najwięcej informacji, możliwie, a później nawet jak już nigdy się nie spotkają, to może nawet i lepiej, bo Śledź to nie najlepsza w relacje międzykocie była. Ale kto wie!
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
Księżyce: 46 Mistrz: Wędrujące Światła (i Żbikopręga) Płeć: kotka? Zaimki: ona/jej, inne też ok Rodzic: Wędrujące Światła, Gwiezdny Nurt [najlepsza ciocia na świecie]
orientalny krótkowłosy; czarno-rudy szylkret z przewagą czarnego, pomarańczowe oczy
ten współpasażer który zabawia pięciolatka siedzącego za tobą w samolocie żeby przez całą drogę nie kopał w twoje siedzenie
Babie Lato [S], Orzechowa Łapa [KW], Pies. [GK]
- Haha, dziękuję! - Zamachała ogonem dwa razy, a dokładniej zaszurała nim po błotnistej ziemi zahaczając przy okazji o okoliczną roślinność. - Serio macie kogoś podobnego? - To przykuło jej uwagę, bo oczywiście oprócz... Zajęczego Ucha i Śledzia nie widziała dotąd nikogo innego o długim pysku i wielkich uszach. Jeszcze mniej spodziewała się ich w Rzece, a jeszcze jeszcze mniej - kociaków. Ciekawe czy wyglądały jak ona, z nieproporcjonalnie długimi łapkami które plączą się przy każdym kroku. - Nie, to nie moja rodzina. Chyba że jakaś daleka, o której nic nie wiem. - Ledwie zdążyła jej opowiedzieć, a terminatorka już gnała dalej.
- Nie no, tylko troszkę. - Stwierdziła ze śmiechem. Nie pachniała gorzej niż stos piszczek pośrodku ich obozu, a na pewno nie gorzej niż ten sam stos piszczek po trzech dniach upałów. Szlak robiła co mogła bo lubiła ryby, ale mogłaby przysiąc, że przybywało ich szybciej niż nadążała je zjadać. - Gratulacje zostanie Terminatorem w takim razie! Nie zazdroszczę ci tej pogody, ja sama ćwiczyłam w tych wcześniejszych upałach i to też było nieprzyjemne. - A, miała nie myśleć o treningu, racja. - Nie, to nie mój pierwszy raz. Chciałam spróbować łowienia ryb, ale myślałam że rzeka biegnie bliżej granicy i nie jest tak zarośnięta, widzisz. Tutaj to prędzej trafię żabę albo traszkę. Będę musiała się wybrać na tereny pozaklanowe, ale to już nie dzisiaj. - Westchnęła. Nie do końca rozumiała wzmiankę o mistrzu terminatorki przebywającym gdzieś w krzakach, ale nie chciała poruszać tego tematu głośno. Czyżby relacje międzyklanowe były tak złe, że czuła się w obowiązku ją poinformować, że będzie trudna do porwania? Gwiezdni, miała nadzieję że nie. Może to po prostu standardowa procedura, żeby nie wzięła zagubionego terminatora pod opiekę i nie odstawiła głębiej na tereny Rzeki. Czy coś. Czy to w ogóle było legalne? Któż to wie, na pewno nie ona.
Hm, a właściwie jak już była mowa o Rzece...
- Skoro już rozmawiam z Rzeczniakiem, to wiesz może jak tam u was wygląda sytuacja z Medykami? - Zaczęła, a potem zorientowała się jak idiotycznie to brzmi. Co jej ma powiedzieć, że lubi okazjonalnie zbierać wiedzę medyczną? - Terminatorem nie jestem i pewnie nigdy nie będę, ale chciałabym się dowiedzieć więcej o ziołach, a u nas to tak wygląda, że Medyk zmarł. Więc nie bardzo mam kogo zapytać. - Brnęła w tłumaczenia dalej, mając szczerą nadzieję że to naprawdę nie brzmi tak źle jak jej się wydawało. - I no, tak pomyślałam, że może w innym klanie ktoś mógłby mnie nauczyć...