Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Dostrzegł zakłopotanie w spojrzeniu i gestach Ostrej. W pierwszej chwili przez myśl mu przemknęło, że go podpuszcza, jednak… chyba tym razem tak nie było. Końcówka jego ogona po raz kolejny zadrżała, kiedy usłyszał jej głos. Tak bardzo znajomy, a miał wrażenie, że słyszał go całe wieki temu. Zmrużył powieki i ruszył za szylkretową wojowniczką, postanawiając towarzyszyć jej z jej lewej strony, idąc krok w krok, równiutko z nią. Zapachy lasu dostały się do jego ceglastego, wrażliwego nosa, przemieszane z wonią kwiatów płynącą z futra Ostrej powodowały, że błogi spokój wlał się na mordkę Cienistego zastępcy. – Mhmm, czyli mam rozumieć, że wszystko jest na spontanie, ta? Jak zawsze? – wymruczał z uśmiechem. Doskonale pamiętał, że wszystkie ich spotkania to była czysta improwizacja, wymyślanie wszystkiego na szybko, bez wcześniejszego zastanawiania się i to właśnie chyba uwielbiał najbardziej w ich relacji. Była dynamiczna, w jednym momencie mogli z siebie żartować, w jeszcze innym chlapać się w Czarnym Ogonie niczym rozwydrzone kocięta, a w kolejnym przeprowadzać poważną rozmowę na tematy, o których nie mieli najmniejszego pojęcia. Nie chciał, aby teraz ta rozmowa wyglądała jak… no właśnie, jak nie rozmowa. Nie chciał sztywności i nudy, nienawidził tego. – Ta, mam nadzieję, że uda nam się znaleźć trochę więcej czasu na takie… wypady – przyznał, wciąż podążając naprzód, w stronę Łabędziego Gniazda. To była sama przyjemność, poza tym, musieli korzystać z pięknej pogody. Już niedługo liście z drzew zaczną żółknąć i opadać na ziemię, a razem z nimi jasne stanie się to, że nadejdzie Pora Opadających Liści. Z resztą, już teraz co jakiś czas nawiedzały ich deszcze, mniej lub bardziej obfite. – Spokojnie, nie musisz mi tego tłumaczyć, wszystko rozumiem, serio – odpowiedział, uspokajającym tonem i szturchnął ją delikatnie łokciem w bok. Ostatnie wydarzenia sprawili, że znacząco oddalili się od siebie. Dodatkowo Polny miał wrażenie, że Ostra zachowuje się nieco inaczej, nie potrafił tego określić i nazwać, ale coś mu nie pasowało. Chciał z nią rozmawiać, bardzo chciał, bo często to właśnie ona rozumiała go najlepiej i potrafiła dać najlepsze rady do problemów, z jakimi się zmagał, choć zazwyczaj te problemy były jedynie drobnostkami i błahostkami, a teraz… teraz były czymś, co spadło na jego barki jak grom z jasnego nieba. I teraz też miał nadzieję, że Ostra mu pomoże, może nie zamierzał prosić jej o to bezpośrednio, ale sama jej obecność go uspokajała i dzięki niej mógł jakoś zapomnieć o całym tym stresie. – W porządku, nie jestem na ciebie zły – dodał, nie chcąc oglądać szylkretowej zadręczającej się czy obwiniającej o cokolwiek, co stało się z ich relacją. To była wina obojga. – Właściwie to… korzystając z okazji chciałem zapytać, jak było na wyprawie. Szara Łapa powiedziała mi, że drogę wam wyznaczył motylek – specjalnie zaakcentował ostatnie słowo i uśmiechnął się wyżej jednym kącikiem ust, marszcząc jednocześnie ciemne brwi. Nie, żeby nie wierzył swojej terminatorce, ale chciał poznać zdanie Ostrej na ten temat, uważała to za przypadek, czy może za znak od Gwiezdnego Klanu?
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Nie wiedziała jak ugryźć rozmowę więc ucieszyła się w duchu kiedy to właśnie Polny złamał tą blokadę, której sama nie potrafiła przełamać. Za dużo działo się w jej głowie jak i w sercu. Musiała na chwilę się uspokoić, oczyścić umysł, nie myśleć za bardzo o tym co było.
Uśmiechnęła się szeroko do kocura gdy tylko się odezwał. - A jak! Brak planu to najlepszy plan. - machnęła wesoło ogonem i poczuła ogromną radość która przebiła się przez wszystkie te emocje, które czuła przez ostatnie księżyce. Znów czuła, że jest sobą. Mogła być szczęśliwa.
I to racja, że każdy ich wypad był robiony na spontanie. Zwykle gdzieś tam się spotykali i robili różne głupie rzeczy. Nie zastanawiali się długo co wyrabiają, po prostu cieszyli się swoim towarzystwem i bardzo to lubiła. Może dla kogoś wydawać się to głupie i dziecinne ale to był ich własny pomysł na wykorzystanie razem czasu. I nikt nie mógł im zabronić robienia tego co chcą. - Jeżeli nasz wspaniały zastępca będzę miał taką ochotę to znajdę dla niego wolny czas na kolejny wypad. - zaśmiała się i uśmiechnęła się subtelnie. Dla Polnego zawsze miała czas. Nigdy nie odmówiłaby rozmowy z nim. Był jej najbliższym przyjacielem i bardzo lubiła spędzać z nim czas. Czuła się przy nim wolna i radosna a jednocześnie też bezpieczna. Przy nim mogła się otworzyć i pokazać swoje prawdziwe oblicze. Nie przeszkadzało mu to, że niekiedy była za głośna lub zachowywała się jak kociak. Nie musiała po prostu być poważna i taka jak większość kotów w klanie Cienia.
Naprawdę doceniała to, że kocur zrozumiał to co wszystko mu teraz powiedziała. Naprawdę chciała z nim pogadać ale po prostu się nie dało. Nie było takiej możliwości ale na szczęście teraz mogli sobie pozwolić na chwilę swobody i cieszyć się chwilą.
Czując szturchniecie ona postanowiła oddać kocurowi tym samym. Nie będzę mu przecież nic winna.
Słysząc pytanie o wyprawę Ostra uśmiechnęła się do kocura zadziornie z przymróżonymi lekko ślepiami. - A co nie wierzysz swojej terminatorce? - mruknęła zaciekawiona. Oj Polny, Polny więcej wiary w swoich uczniów!
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Nienawidził nudy, nienawidził stagnacji i tej okropnej monotonii. Bał się, że po objęciu stanowiska zastępcy czeka go właśnie taki los, że to wszystko, co do tej pory robił zleje się w jedną wielką szarą masę i, że przestanie odczuwać satysfakcję z Klanowej służby, ale… chyba nie mogło być aż tak źle, prawda? Może dramatyzował i stresował się za bardzo, ale nie mógł nic z tym zrobić. Ach, dość tych rozmyślań. Szli przez las, a Polny był spokojny o ich bezpieczeństwo. Psy zniknęły z okolic ich terenów, wobec czego nie miał aż tak ogromnych obaw przed wyjściem z obozu. Poza tym nie był tu sam, więc w razie ewentualnych problemów poradzą sobie na spokojnie. Oboje nie należeli do chucherek, które złamałyby pierwszy lepszy podmuch wiatru, oboje mieli siłę w łapach i oboje mogli zrobić z owej siły porządny użytek. – Nasz wspaniały zastępca będzie z tego powodu na pewno bardzo zadowolony i pewnym jest, że doceni twoje zacne towarzystwo – zapewnił ją z uniesioną wysoko brwią i przebiegłym uśmiechem. Samotność była teraz ostatnim, czego potrzebował, a towarzystwo Ostrej czasami zdawało się wręcz działać cuda, choć on sam nie do końca zdawał sobie z tego sprawy. Nie wiedział, czemu tak szybko załapał z nią tak świetną relację, ale nie narzekał, nie śmiałby tego robić. Mógł się jedynie cieszyć i jeszcze bardziej zacieśniać tą znajomość. Znał ją bardzo dobrze, tyle czasu z nią spędził, jakby miał to podsumować to… chyba nawet więcej, niż z Topniejącym Lodem, o którym na razie nie chciał myśleć. W całości poświęcał się temu spacerowi, pozwalając sobie zapomnieć o całej reszcie. Słysząc pytanie szylkretowej wojowniczki, zamilkł na moment, choć uśmiech z jego pyska ani na chwilę nie zniknął. Spojrzał przed siebie, unosząc włochaty ogon wysoko do góry, a jego końcówka opadła lekko na grzbiet przyjaciółki. – Ty to powiedziałaś, nie ja – stwierdził otwarcie. On nigdzie nie powiedział, że nie wierzy Szarej Łapie. Chciał jedynie potwierdzić jej słowa, a kto zrobi to lepiej od drugiej uczestniczki wyprawy? No właśnie. Czy droczył się z nią? Może trochę. – Chociaż przyznasz chyba, że to brzmi troszeczkę absurdalnie, prawda? Motylek wskazujący drogę przyszłej Gwieździe do Szepczącej Sadzawki. Chociaż w sumie to nie mnie oceniać. Och i… jak radziła sobie Szara Łapa? Martwiłem się o nią –nie, żeby o resztę nie. Droga była długa, musiały przejść przez Grzmiącą Ścieżkę, co wiązało się z ogromnym niebezpieczeństwem i ryzykiem, ale na szczęście cała trójka wróciła bezpiecznie. Czekał na jej odpowiedź, wciąż patrząc przed siebie, aby przez przypadek o nic się nie potknąć czy nie wleźć w jakiś dół, których w lesie przecież nie brakowało, podobnie, jak wystających korzeni czy leżących gdzie popadnie kamieni.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Nuda, stagnacja to nie tylko mogło spotkać zastępcę, również i wojownika. Ostra niekiedy się nudziła na tych polowaniach i patrolach, dlatego też żeby jakoś urozmaicić sobie czas sporo rozmawiała z innymi. Jednak największą frajdę miała gdy spędzała czas z Polnym i jeżeli kiedykolwiek kocurek poczuje nudę to Ostrą z chęcią gdzieś go wyciągnie bądź po prostu pogadają razem w obozie. Na razie pogoda dopisywała więc wszystkie ich spotkania najczęściej były poza obozem ale jak wkrótce będzę zimniej to będą musieli znaleźć jakiś sposób na nudę także w obozie.
Słysząc odpowiedź od kocura, wojowniczka uśmiechnęła się do niego również zadziornie. - No mam nadzieje, że doceni, bo drugiej takiej kotki nie znajdzie w klanie ani poza nim. - wyprostowała się dumnie i machnęła delikatnie ogonem. Ostra miała wysoką samoocenę. Uważała się za ładną i fajną kotkę. Dlatego też Polny Chwast musi docenić jaką perłe miał przy swoim boku!
Na kolejne słowa, Ostra przekręciła zabawnie oczami. Na dotyk kocura starała się nie zareagować jakoś dziwnie. Udawała spokojną ale czuła jak serce od razu przyspiesza i przechodzą po niej przyjemne dreszcze. To był tylko dotyk. Nie nakręcaj się tak Ostra! Mimo wszystko jakoś to opanowała i nadal była rozluźniona. Lubiła dotyk kocura ale teraz jak ją nawet dotknął trochę ogonem to poczuła jakby małe iskierki przechodziły przez jej ciało. - No niestety, Gwiezdni przysłali nam motylka a nie coś lepszego jak... Orzeł. Dobrze przynajmniej, że nam czegoś gorszego nie dali. Najwidoczniej nie potrafią zrobić dobrego wrażenia. - prychła lekko śmiechem. Nie wiedziała czemu motylek im wskazał drogę ale tak było i tyle mogła powiedzieć.
Słysząc pytanie o Szarą Łapę, wojowniczka przymrużyła nieco oczy. Hoho tylko o swoją terminatorkę się martwił? Miło słyszeć. -Phi nie miałeś się o co martwić, nie poszła tam z jakimiś słabiakami. Pilnowałam ją jak swojego oka w głowie by nic się jej nie stało. Ale Szara Łapa mimo wszystko dała radę i nie było konieczne ratowanie jej skóry. Podsumowując, była grzeczna. - uśmiechnęła się dumna z siebie bo dopilnowała wszystkiego na wyprawie i nic się jej ani terminatorce nie stało. Jednak jej mina drastyczne się zmieniła. Popatrzyła się w bok obrażona. Oczywiście udawała bo jakże by inaczej. - Ale najwidoczniej tylko się martwiłeś o swoją terminatorkę... - pokręciła nosem i udając obrażoną patrzyła się w bok z wysoko podniosoną głową.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Pory Nagich Liści miały to do siebie, że były zdradzieckie, ostatnia, jaką Polny pamiętał - była słaba, śniegu nie było tyle, jak opowiadali o wiele starsi członkowie Klanu, kiedy to ledwo można było się poruszać po zaspach, co kompletnie nie pasowało do obrazu tego, co widział. Białego puchu było tyle, co kot napłakał, a i temperatura sprawiała, że zwierzyna nie hibernowała w swoich norach przez aż tak długi okres czasu. Nie mogli narzekać, ale buro-biały naprawdę chciałby kiedyś zobaczyć taką prawdziwą Porę Nagich Drzew, czy będzie miał okazję? – A no, jestem pewien. Nie ma drugiej takiej, co wali kwiatami, że aż z drugiego końca obozu czuć – parsknął i pchnął ją łokciem w bok, tym razem nieco mocniej, ale wciąż w przyjacielskim geście. Czuły nos wykrył kwiecistą woń bardzo szybko i syn Iglastego Grzbietu był absolutnie pewien, że nie była ona przypadkiem. Czyżby Ostra miała jakiś konkretny plan na to ich dzisiejsze spotkanie? Aż strach pomyśleć, co wymyśliła. Zmrużył powieki, słuchając tego, co miała mu do powiedzenia i co chwila unosił wyżej brwi. W końcu uśmiechnął się, wyszczerzając białe, lśniące zębiska. – Jakby zesłali orła, to jestem absolutnie pewien, że uciekałybyście jak spłoszona na polowaniu mysz – odpowiedział kpiąco i nieco przyspieszył kroku, bo nie chciał się tak guzdrać. Z natury był energiczny i pełen entuzjazmu, z teraz, w towarzystwie szylkretki, mógł to wszystko wyładować bez żadnych obaw. Puchaty ogon znów uniósł się końcówką ku niebu, a kiedy usłyszał o Szarej Łapie, wyraz jego pyska wyraźnie złagodniał i stał się cieplejszy. – No i dobrze. W ogóle jest pojętna i szybko się uczy, wiesz? Będzie dobrą wojowniczką, tylko trzeba jej jeszcze trochę czasu – doskonalenie wszystkich umiejętności i powtarzanie materiału mogło trochę zająć, a Polny nie zamierzał dopuszczać kogoś do rangi wojownika tak bez pewności, że zrobił już wszystko, co mógł zrobić i, że przekazał jej wszystkie niezbędne do przetrwania i funkcjonowania w Klanie umiejętności. Kiedy córka przywódczyni zaczęła coś burczeć pod nosem i kręcić łbem obrażona, cofnął uszy, udając wielce przejętego jej wypowiedzią, nawet otworzył pysk w geście zaskoczenia. – No wiesz ty co, oskarżasz mnie o takie coś? Obrażasz mnie, sugerując, że nie martwiłem się o członków mojego własnego Klanu podczas ich wyprawy! – wybronił się zręcznie, bo bądź co bądź nie odpowiedział konkretnie na jej pytanie, ale w pewnym stopniu jednak to zrobił, choć może nie tak, jak Ostra by tego oczekiwała. – Wstydź się – prychnął głośno, prostując się i wypinając białą, puszystą pierś. Wzrok wbił przed siebie, sprawiając wrażenie wyraźnie dotkniętego słowami jego przyjaciółki.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Słysząc komentarz odnośnie jej zapachu Ostra przymrużyła swoje ślepia a następnie pacnęła go łapą w nos. Specjalnie tyle poświęciła czasu na przyszykowanie się i taką dostaje od kocura nagrodę? Zero poszanowania! - Głupek. - burknęła pod nosem a następnie wzdychnęła. Że musiała w takim głuptasie się zauroczyć. Może to go nauczy, że niektórych rzeczy się nie mówi kotką, zwłaszcza kiedy starały się wyglądać jak najlepiej. Myślała, że Polny lubił zapach kwiatów, może trochę przesadziła z tym wszystkim? Właściwie to po co się tak szykowała? Przecież nie miała żadnego planu na to spotkanie. Chyba jedynym powodem było to, że chciała jakoś zaskoczyć kocura ale chyba nie zaskoczyła go tak jakby chciała żeby było. Przynajmniej plus jest taki, że zauważył, że inaczej pachniała. - Ha! Chciałbyś! Nie boję się jakiegoś tam ptaszka! - machnęła mocniej ogonem. Ostra nie była tchórzem i nie lubiła gdy ktoś jej to sugerował. Była odważna i nie była się walki. Ba! Ona wręcz się cieszy jak na okazję trochę powalczyć. - W to nie wątpię. Ma zadatki na dobrą wojowniczke i dobrze, że trafiła na dobrego mistrza. Chętnie przyjdę na jej ceremonie. - uśmiechnęła się delikatnie. Polubiła Szarą Łapę i uważała, że będzę z niej dobra wojowniczka. Oczywiście też uważała, że jej przyjaciel był dobrym nauczycielem i nie zamierzała ukrywać swojego zdania przed kocurem.
Oczywiście nie usłyszała tego co chciała usłyszeć a jakże by inaczej. Słysząc jego słowa spojrzała się na kocura i podniosła jedną brew do góry. Tak już chce się bawić? Jej mimika pyska od razu zmieniła się na bardziej pokorny. Obniżyła swoje uszka i smutno się popatrzyła na kocura. - Och wybacz moje oskarżenia wspaniały, wielki, silny zastępco. Nie godna jestem nawet patrzeć na twoje oblicze. - popatrzyła się aktorsko w bok ale niechcący wymskło jej się parsknięcie. Następnie jednak znów popatrzyła się na burego kocura. - Co mogłabym zrobić by przeprosić jaśnie zastępcę?-zapytala grzecznie.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Cofnął prędko uszy, obawiając się, że łapa Ostrej zahaczy o jedno z nich i urwie kawałek małżowiny, czego zdecydowanie nie chciał przeżywać po raz drugi. Na szczęście jednak oberwał prosto w ceglasty nos, na co zareagował głuchym, stłumionym prychnięciem. Odskoczył w bok, jakby coś go poparzyło, a sierść na jego karku wniosła się nieznacznie. Chyba trochę przesadził. – No żartuję przecież! Bardzo ładnie pachniesz! Zdradzisz mi może, co to były za kwiaty? – zapytał, nie mogąc dokładnie rozróżnić, których gatunków roślin Ostra użyła, aby nanieść na swoje kolorowe, barwne futerko takie przyjemne dla nosa zapachy, a jednocześnie chcąc jakoś ją udobruchać, żeby się tak nie obrażała i nie spinała, choć i tak najpewniej robiła to w żartach… chociaż kto wie. Potrafiła tak świetnie udawać i grać, że czasami Polny naprawdę nie miał pojęcia, czy focha się tylko na pokaz, czy naprawdę ją w jakiś sposób, niechcący uraził. Kiedy machnęła mocniej ogonem, aż uchylił się, aby nim przypadkowo nie dostać. – Ach, no tak, zapomniałem, że rozmawiam z nieustraszoną Ostrą, która mogłaby nawet dwunogowi skoczyć do gardła – parsknął i powrócił do standardowego tempa, z jakim się poruszali, z ekscytacją domyślając się, gdzie coraz bardziej, nieuchronnie się zbliżają. Czyżby szylkretka prowadziłą go w stronę Zarośniętego Brzegu? Jego białe, powykręcane we wszystkie strony świata wibrysy zadrżały na tą myśl. Oby tylko znowu nie wypatrzyła na dnie jakiegoś kolorowego, pięknego kamyczka, po którego będzie musiał się zamoczyć po łokcie w wodzie. Samo łowienie może nie było aż takie trudne, ale wymagało ostrożności, bo nie potrafił pływać, a więc gdyby wpadł do takiej toni, mógłby bardzo szybko i łatwo… cóż, utonąć, gdyby oczywiście dno nie było wystarczająco płytko, ale z wodą to nigdy nie wiadomo, szczególnie, jeśli była ciemna i mętna. Brr. – No mam nadzieję. Chociaż wiesz co? Będziesz mnie teraz zawsze widziała na ceremoniach, zastępca siedzi na gałęzi poniżej przywódcy. Będziesz mogła mieć na mnie oko – mruknął i puścił do niej oczko. Zazwyczaj siedział z Topniejącym Lodem, ale ich relacja od dłuższego czasu praktycznie wisiała na włosku i Polny nie był pewien, co z tym począć, a teraz, cóż, nie będzie miał problemów, u czyjego boku spocząć, całkiem duży plus awansu. – Pff – prychnął, choć jednocześnie miał niezłą zagwozdkę, o co mógłby Ostrą poprosić. – No nie wiem, nie wiem… muszę się dobrze zastanowić – odparł tajemniczo z półuśmiechem na mordce. Kolejna gra aktorska, smutek, żal, próba przeprosin, och, jak dobrze to znał. I jak dobrze wiedział, że to wszystko to jedno wielkie, choć dobrze udawane kłamstwo.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostra jeszcze nie była jeszcze tak obrażona na kocura, żeby chcieć mu urwać cześć ucha. Jak na razie nie zasłużył na taką karę ale jeżeli tylko nadepnie Ostrej na odcisk to mógł się liczyć z takimi groźbami. Byli przyjaciółmi to prawda ale niekiedy i też przyjaciele się sprzeczają o jakieś błahostki. A u nich takie sprzeczki trwają chwilę bo szybko o tym albo zapominają lub się szybko godzą.
Popatrzyła się na niego spod przymróżonych powiek. Hoho teraz to za późno na takie słówka. - Nie zasłużyłeś żeby wiedzieć. - powiedziała złośliwie a następnie wystawiła mu język. Szybko jednak ta złośliwość minęła bo nie potrafiła się jakoś długo złościć na Polnego.
Słysząc następnie słowa wojownika, Ostry Kwiat szturchnęła go łapą w bok. Co jak co ale odwaga to nie znaczy, że będzę skakać do gardła każdemu. Potrafiła ocenić swoją siłę i szanse na zwycięstwo.
Zbliżali się ku pewnemu miejscu. Jakoś Ostra w połowie drogi uznała, że tam będzie dobrze się zatrzymać z pewnych względów. Jednak nadal nie mówiła kocurowi gdzie szli. Uznała, że to będzę o wiele śmieszniejsze. - A żebyś wiedział, że będę mieć na ciebie oko żebyś jakiś głupot nie zrobił. - zaśmiała się pod nosem. Kto tam wiedział co ten kłak miał w głowie. Ostra będzę musiała go mocno pilnować żeby jej wstydu nie zrobił. - Zastanów się porządnie bo masz tylko jedną prośbę... - machnęła ogonem i spojrzała się na kocura tajemniczo a następnie uśmiechnęła się pod nosem widząc jak przed nimi ujawnił się Zarośnięty Brzeg. - No dawaj pospiesz się! Wleczesz się jak ślimak! - zaśmiała się głośno a następnie zaczęła biec w stronę brzegu.
Gdy w końcu znaleźli się oboje na miejscu, Ostra uśmiechnęła się zadziornie do kocura. - Wracają wspomnienia co? - oj ona dobrze pamiętała co tutaj oboje razem wyprawiali i nie wiadomo co dziś tutaj zwojują.
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Kiedy usłyszał jej odpowiedź, szczęka mu opadła i przybrał prawdziwie zbulwersowaną minę. I jeszcze ten język! Kłapnął zębiskami tuż przed jej pyskiem, żeby pokazać jej, że takie wystawianie ozora nie jest specjalnie bezpieczne. Jeszcze ktoś przez przypadek jej go dziabnie. – Aha, no dobra, spoko – burknął, odwracając zdegustowany łeb, widocznie wyraźnie obrażony jej słowami. Nie zasłużył? Spełniał praktycznie każdą jej zachciankę, chodził z nią tam, gdzie chciała, czego dowodem był nawet właśnie ten tu spacer! Wyławiał jej kamyczki z wody ryzykując własne, drogocenne życie i to było nic? Cóż za niewdzięczność! Cofnął uszy, zupełnie nie zwracając na nią uwagi, jakby jej nie było, jakby była jedynie powietrzem, albo niewidzialną materią. Oczywiście tak naprawdę wiedział, że to nic poważnego, ale od udawania jeszcze nikt nie umarł. – Ja nigdy nie robię głupot, a już na pewno nie na oczach całego Klanu – parsknął całkiem poważnie. Zawsze starał się robić… dużo, aby inni uważali go za kogoś rozsądnego, a nie głupiego i nie potrafiącego zachować się dorośle, szczególnie teraz, kiedy w pewnym sensie przyszło mu reprezentować swój Klan. – Najwyraźniej za słabo mnie znasz, Ostry Kwiecie – odpowiedział, patrząc na nią kątem zielono-żółtego oka. Znali się przecież od tak dawna, wpędzili ze sobą tak wiele księżyców. Kąciki jego ust uniosły się nieznacznie, kiedy do zakończonych czarnymi pędzelkami uszu dotarł kolejna wypowiedź szylkretki. Myślał i myślał, ale… czy musiał mówić to teraz? Nic takiego nie było wspomniane, dlatego buro-biały z góry założył, że nie ma terminu w jakim chciałby coś w zamian od Ostrej za to wielkie, okropne zniesławienie jego porażającego majestatu. – ...zachowam sobie tą prośbę na kiedyś, kiedy akurat będę w potrzebie – odpowiedział w końcu, a wypowiedzi tej towarzyszyła wręcz lisia, chytra mina. Wykorzysta sobie to na… no właśnie, kiedyś. As w rękawie zawsze spoko. – Ja ci dam tak mówić na swojego zastępcę – parsknął za nią i ruszył pędem w jej ślady, choć Ostra była zdecydowanie szybsza od niego, jako, że miała nieco drobniejszą budowę, choć nigdy w życiu nie nazwałby jej szczerze chuderlakiem, albo patykiem. Czasem mówił jej, że przypomina raczej koło, aniżeli kwadrat, ale oczywiście wcale tak nie myślał, jej kondycja była, cóż, nie co zakwestionowania. – Ta… po co mnie tu zaciągnęłaś? Chyba nie chcesz mnie zabić, a mojego ciała schować w szuwarach, prawda? – zagaił i uniósł brew, z zaciekawieniem oglądając wystające z wody pałki i trzcinę, czy tam inne chaszcze, nie do końca był pewien, nie znał się na roślinach, nie był Szczypiącym Mrozem. Dla niego wszystkie takie długie i ostre trawy przy zbiornikach wodnych to trzcina.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Widząc jak kocurek kłapie przed nią zebiskami, od razu schowała swój język. O ten niegrzeczny! Jeszcze by jej go urwał i co by było wtedy?! Jednak zobaczyła jak kocurek znów się oburza. Nie wiedziała czy robił to na serio czy udawał. Coraz lepszy był w te klocki. Nawet jeśli udawał to postanowiła jakoś go udobruchać. - No już nie obrażaj się tak. - mruknęła a następnie otarła się policzkiem o jego policzek. Mógł dzięki temu bardziej poczuć woń kwiatów. - Mieszanka rumianku i lawendy. - mruknęła ciszej jakby był to jakiś sekret a następnie się zaśmiała. Miała nadzieję, że chociaż trochę przestanie się złościć. Dopiero potem zrozumiała, co zrobiła i popatrzyła się na chwilę w bok próbując uspokoić swoje bijące serce. - Oj ależ ja cię dobrze znam Polny Chwaście ale jak to mówią... Władza zmienia kota. Mam nadzieję, że ta władza nie uderzy ci do głowy i nadal będziesz tym samym Polnym co zawsze. - Nie chciała żeby się zmieniał. Nie chciałaby żeby Polny nagle stał się takim sztywniakiem i gburem jak niektórzy w klanie.
Słysząc słowa kocura powoli zaczynała żałować, że brnęła w to dalej. Eh no cóż taka była ich gra. Raz ona wygrywała raz Polny. Przynajmniej nigdy nie było nudno.
Zaśmiała się jeszcze głośniej jak usłyszała odpowiedź na to żeby kocurek przyspieszył tempa. Pffff kiedy byli sami jego ranga zastępcy mało co się liczyła.
No ale po tym wszystkim wreszcie byli na miejscu i nie spodziewała się tego co jej przyjaciel powiedział. - Hmmm chyba bym nie dała rady sama tego zrobić. Jesteś za ciężki dla mnie i nie dałabym rady schować ciała. - wzdychnęła aktorsko a następnie zadziornie się uśmiechnęła do wojownika. To wszystko się prosiło tylko o jedno. Podeszła bliżej tafli wody i posłała buremu kocurowi chytry uśmiech. - Zaciągnęłam ciebie tu... żeby Cię ciut... - zatrzymała się i nagle łapą uderzyła tafle wody w kierunku kocura. -SCHŁODZIĆ! - zaśmiała się głośno. Widać było, że kocur przez cały czas w obozie czuł się spięty a jego głowa nie mogła przestać myśleć o wszystkich tych obowiązkach, które grzały jego umysł!
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Kiedy otarła się swoim policzkiem o jego policzek, z jego białego gardła mimowolnie wyrwał się ciche pomrukiwanie, którego nijak nie był w stanie powstrzymać. To był… przyjemny gest, który na moment spowodował szybszą pracę serca. Słysząc nazwy konkretnych roślin, kiwnął subtelnie łbem na znak, że usłyszał i przyjął tą informację do wiadomości, och, no tak, jak mógł nie rozpoznać woni lawendy, tak cudownie uspokajającej i kojącej, teraz już wiedział, dlaczego się tak odprężył, czyżby to też było celowe zagranie ze strony Ostrej? – Zawsze będę tym samym Polnym – zapewnił ją z serdecznością w głosie. On nie był z tych, którzy po czasie melancholii i nudy kompletnie zmieniali swoje zachowanie, nawet, jeśli przez jakiś czas mógł wydawać się bardziej przybity, wszystko powoli wracało do normy, każdy czasem miał słabe i chwiejne momenty, każdy mógł mieć doła i być przybity, ale ważne było, aby się nie zniechęcać i nie poddawać złym emocjom. Jego przyjaciółka mogła być pewna, że nie straci przyjaciela, a jeżeli już miałby się zmieniać - to tylko na lepsze. – Skąd mam wiedzieć, że ktoś się nie czai w krzakach, aby ci pomóc? – zagaił podejrzliwie i zaczął rozglądać się intensywnie po zaroślach, wyciągając łeb jakby chciał namierzyć jakiegoś gagatka, który chowa się zza jednym z drzew, krzewów, albo tych wystających z toni wodnej trzcin. Sama Ostra na pewno nie dałaby rady unieść Polnego, ale z czyjąś pomocą nie stanowiłoby już takiego problemu. Ruszył w jej ślady, podchodząc do brzegu i wpatrując się we własne odbicie w tafli. Trzepnął rozerwanym uchem, a potem skierował spojrzenie na córkę przywódczyni, wysłuchując tego, co ma mu do powiedzenia z nadzieją, że dowie się, po co go tu przyprowadziła i jaki był cel tego spaceru.
Kiedy jej biała łapa walnęła w wodę i posłała w jego kierunku ogrom przezroczystej cieczy, przed którą nijak nie potrafił się schować - zjeżył futro na całej długości kręgosłupa i odskoczył do tyłu, podnosząc przednie łapy do góry, a odbijając się tylnymi, instynktownie uchylając się od strumienia. Niemniej czuł, że jest mokry, czuł płynącą po jego głowie i piersi wodę, która kapała mu z kosmków, z brody i żuchwy, a nawet pędzelków uszu. Czyn, którego się dopuściła był absolutnie niewybaczalny, a Ostra miała szczęście, że pogoda była słoneczna i ciepła, w przeciwnym wypadku naraziłaby zastępcę swojego Klanu na przeziębienie.
Nie było jednak czasu na oburzenia i fochy - Polny błyskawicznie doskoczył do szylkretki i niczym pies po spacerze w deszczu - zaczął trząść swoim ciałem w taki sposób, aby ostała na jego gęstym futrze woda poleciała prościutko na nią. Niech ma za swoje. Na jego pysk po raz kolejny wpełzł lisi uśmiech, nie minęła chwila, a wyprostował się, a potem walnął obiema przednimi kończynami między łopatki Ostrej, nie na tyle mocno, aby ją skrzywdzić oczywiście, ale wystarczająco, aby powalić ją na ziemię i przycisnąć łapę do jej grzbietu, by nie mogła wstać. Niech przeprasza.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Nie uciekło jej uwadze, że ten drobny gest spodobał się Polnemu, od razu poczuła jak jej się zrobiło cieplej pod futrem. Ucieszyło ją to i poczuła nagle jakiś dziwny przypływ energi skłaniającej do działania.
Słysząc zapewnienie ze strony burego kocura, Ostra kiwnęła głową i uśmiechnęła się ciepło. Oj nie chciałaby żeby się zmieniał bo właśnie takiego kocura a nie innego polubiła tak mocno. Jeszcze z żadnym kotem nie miała takiej relacji. Była ona energiczna, szalona ale jednocześnie miła i ciepła. Czuła się dobrze w obecności zastępcy mimo iż czasem zachowywał się jak głupek ale ej, Ostra też miała swoje wady! Zapewne mogłabyć niekiedy ciut irytująca bądź męcząca ale jakoś się dogadywali mimo swoich wad. To było piękne.
Słysząc obawy wojownika, Ostra parsknęła śmiechem. No tak, może jeszcze ten kot wciągnie go do wody! Polny miał rozbujaną wyobraźnię. - Gdyby ktoś tutaj był już dawno byś go wyczuł swoim nosem. - i kocur zapewne nie mógł wyczuć w pobliżu żadnego zapachu innego kota. Czyżby zapomniał o swoich innych zmysłach? Ojoj nie powinien o tym zapominać zastępca.
Widząc jak kocur obrywa porządnie wodą, poczuła ogromną satysfakcję. Idealnie go uderzyła wodą! Widok jego miny był obłędny i wojowniczka nie mogła przestać się śmiać. Przez to też nie spodziewała się ataku kocura. Poczuła jak krople wody spadają na jej futro. Pisknęła gdyż woda była chłodna i delikatnie się skrzywiła. Ojoj ta zniewaga krwi wymaga! -Osz ty- - nie dokończyła swojego zdania bo poczuła jak bury kocur szybko ją orzygniata do ziemi. Chciała już szybko uciec ale Polny przewidział to i przytrzymał ją łapą przez co nie mogła się ruszyć. Czuła się jakby przed chwilą Polny Chwast ją upolował. Prychnęła i zaczęła się zastanawiać co zrobić by się uwolnić bo przepraszać ani jej się nie śniło! Zerknęła na wojownika i zobaczyła jego typowy lisi uśmiech, który tak często widziała gdy był z nią na jakimś spacerze. Niech się jeszcze nie cieszy bo jeszcze nie wygrał.
Założyła łapę na łapę by nie wyglądać jak zdechlak. Machnęła ogonem i mruknęła cicho. Czas rozkręcić ich grę. - Oh jaki z ciebie okrutnik żeby tak traktować najładniejszą kotkę w klanie. - mruknęła subtelnie a następnie podniosła delikatnie swój ogon i przejechała nim powoli po brzuchu kocura. Trzeba było wykorzystać swój urok osobisty żeby przetrwać. Serce biło jej jak szalone ale była dobrą aktorką i potrafiła ukryć swoje emocje i niepewność w ruchach. Jednak mimo wszystko nie mogła zapanować nad sercem, które biło tak głośno że sama słyszała jak jej szybko bije serce. Kiedyś potrafiła bez problemu dotknąć Polnego i nic przy tym nie czuć a teraz? Eh...
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Parsknął głośno, wciąż instynktownie rozglądając się w poszukiwaniu potencjalnych niebezpieczeństw. Nie chodziło mu już tylko o jakiś wyimaginowanych partnerów w zbrodni, współpracujących z Ostrą w zabójstwie zastępcy Klanu Cienia. Wypatrywał realnych zagrożeń, nasłuchiwał i węszył, upewniając się, że nic i nikt im nie przeszkodzi w rozmowie, żaden lis, samotnik, borsuk, jastrząb czy inne nieproszone licho. Musiał w końcu dbać o bezpieczeństwo swoje, jak i Ostrej, która była nie tylko jego przyjaciółką, ale przede wszystkim współklanowiczem. Gdyby coś jej się stało na jego warcie - nie wybaczyłby sobie tego.Czuł się za nią odpowiedzialny, choć może było to głupie, bo był od niej mimo wszystko nieco młodszy, niekoniecznie pewien był, o ile księżyców, ale kilka na pewno. Mimo to nie odczuwał tej różnicy wieku, zachowywali się ku sobie podobnie, jak młodzi, nie dorośli jeszcze terminatorzy.
Przyciskał ją do ziemi masywnym łapskiem, w pewnym momencie, aby było mu wygodnie, podniósł tylną łapę i przerzucił ją przez grzbiet szylkretowej wojowniczki, dzięki temu teraz ta była idealnie pod nim. Zrobił to przede wszystkim po to, aby nie stracić równowagi, co było bardzo ważne, bo jego przyjaciółka na pewno nie pozwoli się tak poniżać przez zbyt długi czas. Kiedy poczuł jej puszysty ogon na swoim brzuchu, zacisnął zęby i wstrzymał oddech, czując, jak jego serce dostaje palpitacji i przyspiesza do takiego tempa, że miał wrażenie, iż zaraz wyskoczy mu z piersi. Nie spodziewał się takiego ruchu z jej strony, dlatego był szczerze zaskoczony i nie miał zielonego pojęcia, jak ma zareagować i co powiedzieć. W pewnym sensie spodobało mu się to, co zrobiła, ale chyba nie powinno było. Cofnął uszy, podnosząc lewą tylną kończynę i odsunął od siebie jej gruby ogon, z powodzeniem, albo nie. Jego mięśnie spięły się wyczuwalnie, co córka Krogulczej Gwiazdy mogła wyczuć po większym nacisku na swój grzbiet, choć wciąż nie na tyle silnym, aby odczuwała ból, nie miał zamiaru jej go sprawiać. – Jeszcze raz tak zrobisz, to ci uszy pourywam – szepnął jej spokojnie, nieco drżącym głosem do ucha i kłapnął zębiskami tuż obok, praktycznie łapiąc w siekacze kilka malutkich włosków, a może i odrobinkę małżowiny usznej. Nie mógł przecież powiedzieć, że to, co zrobiła mu się podobało, prawda? Nie wiedział, czy to co robi było poprawne, czy nie przekraczał właśnie jakiejś magicznej, prywatnej i mentalnej granicy, ale… mało o tym myślał tak naprawdę? Kwiecisty zapach, który dostawał się do jego nozdrzy sprawił, że przymknął powieki i zamilkł, trzymając wciąż pysk przy jej uchu i łaskocząc je swoimi powywijanymi wibrysami.
Księżyce: 119 Mistrz: Pluskający Potok [*] Płeć: kotka Matka: Krogulczy Szpon [*] Ojciec: Wiewiórczy Ogon [*] Partner: Polna Gwiazda Trwałe urazy: mała blizna na pysku, długa blizna wzdłuż lewego boku i odgryziony kawałek lewego ucha
Wygląd się zbytnio nie zmienił od czasów kocięcych. Jedynie jej oczy już w pełni wybarwiły się na kolor zielony. Mimo, że urosła to nadal nie zaliczała się do wysokich kotów. Uważa swój wzrost jako wadę dlatego więc próbuje odwrócić uwagę kotów czymś innym jak na przykład swoim pięknym i lśniącym futrem które zawsze jest ułożone i czyste. Szylkretka przybrała kobiece kształty i stała się na pewno atrakcyjniejsza. Wręcz jej wygląd był przeciwieństwem jej zadziornego charakteru. (więcej w KP)
Ostra po utracie swojego ojca nieco się zmieniła. Na początku nie było to widoczne ale po kilku księżycach można zauważyć, że stała się lekko buntownicza. Nadal była wesoła jednak potrafiła zadzierać nosa. Jest młodą aktoreczką która kiedy chce zagra każdego. Była mądrzejsza i nie zachowywała się jak mały kociak. Stała się w końcu dojrzałą kotką która chciała pokazać się w jak najlepszym świetle. (więcej w KP)
Ostra również kilka razy sprawdziła swoimi zmysłami teren. Nie po to wyciągnęła poza obóz kocura żeby go coś zjadło bądź porwało. Nie wybaczyła by sobie gdyby coś mu się stało przy jej obecności. Dlatego się ucieszyła, że jak na razie dookoła nie było żadnego zagrożenia i mogli razem porozmawiać. O ile ich wygłupy można nazwać rozmową.
Nikt nie spodziewał się tego co tutaj się działo. Ostra została przygniecona łapą kocura i próbowała w jakiś chytry sposób się wydostać. Nie mogła jednak się wydostać fizycznie z uścisku wojownika więc musiała użyć magi słów by jakoś sprawić by się jego uścisk się poluźnił. Myślała, że to zda test i zaraz się uwolni i już miała taki zamiar kiedy poczuła jak Polny Chwast ustawia ją pod sobą i jeszcze bardziej zaciska uścisk, tym razem ze wszystkich stron.
Wojowniczka nie spodziewała się tego. Była w szoku. Myślała że zaraz się uwolni a zamiast tego Polny postanowił się nie poddawać. Czuła jak jej serce jeszcze mocniej przyspieszyło, wydawałoby się że zaraz miało ono wyskoczyć. Nie wiedziała co odczuwać ale były to mieszane emocje. Nie wiedziała jaka była najbardziej teraz wyczuwalna.
Nagle usłyszała jak bury kocur szepcze jej w prost do ucha. Czuła jego obecność blisko jej głowy i wydawało jej się że zaraz eksploduje. Nie spodziewała się kompletnie jego ruchu. Słysząc groźbę i klapnięcie zębów koło jej ucha poczuła jak przyjemne dreszcze rozchodzą się po jej całym ciele. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czuła. To było... Niesamowite. Podobało jej się to wszystko, nie można tego ukryć. Przełknęła z trudem ślinę i próbowała się jakoś uspokoić by nie zacząć się jąkać z tego wszystkiego. Nie odganiała kocura, pozwalała na każdy ruch. W końcu gra się rozpoczęła i trzeba grać dopóki sztuka się nie skończy prawda?
Chwilę pomyślała co powiedzieć a następnie uśmiechnęła się subtelnie mając przymrużone do tego oczy. - Ale, że to? - zapytała, mrucząc przy tym a wypowiadając tego słowa ponownie przejechała delikatnie ogonem po brzuchu wojownika. - Nie mógłbyś zranić swojej współklanowiczki, co klan sobie pomyśli jak się dowie, że wojowniczka straciła uszy przez ich wspaniałego zastępcę... - powiedziała trochę to ciszej by tylko kocur mógł to słyszeć a podczas mówienia podniosła swoją lewa łapę i musnęła rzuchwę wojownika. Nie wiedziała co się teraz działo ale nie chciała teraz uciekać z uścisku Polnego Chwasta...
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
Dostrzegł to, że jej ciało raz się napinało, a raz odprężało. Czy to przez niego? Chyba. Obniżył łeb, oddychał głośno, a Ostra mogła czuć każdy jego oddech na swoim policzku i skroni. W końcu przysunął swój ceglasty nos do policzka i otarł się o niego delikatnie, właściwie to prawie nie dotykając skóry, a jedynie kolorowej sierści.
Jej słowa sprawiły, że cofnął uszy i uchylił pysk. Znów poczuł jej gęsty ogon na swoim brzuchu, co wprawiło go w lekkie, aczkolwiek zimne i przyjemne dreszcze wzdłuż całego kręgosłupa, ale nie odsunął go swoją łapą, nie tym razem. Jej ucho momentalnie znalazło się między dwoma rzędami lśniących, białych zębów, które zacisnęły się na jej małżowinie, jednak nie na tyle mocno, aby ją zranić, przerwać czy po prostu ugryźć. Nadgryzł je tylko i pociągnął ku sobie, chcąc pokazać, że nie żartował. Puścił je szybko, a potem wysunął szorstki, różowy język, którym przejechał po nim w kojącym geście, jego ogon zadrżał kilkakrotnie, a serce wciąż biło jak oszalałe i miał wrażenie, jakby nawet Ostra słyszała każde jego uderzenie, co oczywiście było jedynie jego przekonaniem, a nie faktem. Nie mógł powiedzieć, że mu to nie odpowiadało, podobał mu się stan, w jakim aktualnie się znajdował, podobała mu się reakcja kotki, podobało mu się do tego stopnia, że z jego gardła zaczęło wydobywać się ciche mruczenie.
Postanowił zdjąć łapę z jej grzbietu, pozostawiajac jej wybór. Mogła wysunąć się spod niego, mogła przekręcić się na bok albo na grzbiet, mogła zrobić cokolwiek tylko chciała, Polny nie zamierzał trzymać jej tu na siłę i do czegokolwiek zmuszać, choć widział, że jej się podobało, gdyby tak nie było, na pewno nie zachowywałaby takiego spokoju i opanowania. To było… inne od tych wszystkich ich przepychanek i wspólnych mocowań, czuł się inaczej, ale nie potrafiłby powiedzieć, dlaczego. Ostatnimi czasy był o wiele bardziej stoicki, więc może i teraz zachowywał się dojrzalej, co sprawiało, że zaczął myśleć o Ostrej zupełnie inaczej, niż do tej pory. Matka wielokrotnie mówiła mu, że zachowują się jak partnerstwo z tymi swoimi wypadami i bliskim kontaktem fizycznym, który w ogóle im nie przeszkadzał. Czy Jaskółczy Głos mogła mieć w tym trochę racji? Nie wiedział, mało na czym z zewnątrz teraz się skupiał. Spoglądał z góry na szylkretowe, pachnące futro w oczekiwaniu na jej reakcję. Szczerze mówiąc, nie chciał, aby od niego uciekała, chciał, aby została blisko niego.