Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Dzień jak co dzień w życiu wojownika, oprócz tego, że było potwornie zzzzimno. No ale to żadna nowość, bo ostatnio było coraz zimniej i zimniej... A obowiązki trzeba wypełniać bez względu na pogodę. Jaśminek został przydzielony akurat do popołudniowego patrolu granic i gdy ekipa miała się zebrać do obozu, ten postanowił się od niej odłączyć i zostać tutaj, w pobliżu Błotnistych Ścieżek. Może dalej od obozu będzie więcej zwierzyny...? Fajnie by było, bo tym krócej poza ciepłym legowiskiem tym lepiej.
Akurat szedł za jakimś tropem i pech chciał, że ślad po gryzoniu ciągnął się i ciągnał... Aż się dociągnął za granicę. Zrezygnowany Jaśminek westchnął i usiadł, wpatrując się w głąb wichrowych terenów. Może maluch zawróci i będzie mógł go złapać...? A jak już to chwila przerwy nikomu nie zaszkodzi. Tak więc owinął łapki ciasno ogonkiem w marnej próbie utrzymania większej ilości ciepła.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Mysz w pędzie skacząca mu w sumie pod łapy była dosyć dziwnym i niespotykanym widokiem, nie żeby narzekał, ale też nie był pewien czy sam powinien uciekać, czy co. Niezależnie co pomyślał podczas uderzenia serca, pierwsze co zrobił to szybkim susem upolował wspomnianą wyżej zwierzynę, a potem dopiero rozejrzał się w poszukiwaniu potencjalnego zagrożenia. W końcu wcześniej nic nie słyszał, ani nawet żadnego zapachu nie było czuć. Totalna cisza. Jedyne co to… myszka pachniała lekko i niezbyt mocno klanem Rzeki, co go zaintrygowało, bo nie był daleko od granicy, ale też czemu by uciekała w takim pośpiechu.
Widząc siedzącego kota, tęsknie patrzącego w głąb terenów Wichru chyba nawet połączył kropki, a zdobycz która wpadła mu prosto w łapy miała niesamowicie dużo sensu w tym momencie.
– To chyba Twoje – zagaił kiedy poszedł na tyle blisko, że czarno-biały mógł bez problemu sięgnąć do myszy, którą Korzeń przed chwilą upolował. Nie żeby było to przeciwko Kodeksowi, prawda? Nie ma tam nic o prezentach w postaci zwierzyny. Szaraczek sam dobrze wiedział jak irytujące czasami było polowanie kiedy zwierzyna tak po prostu mogła przekraczać granice.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Już miał się zbierać, gdy na horyzoncie zjawił się... ktoś. Pierw pomyślał, że to również patrol, ale nie mógł dostrzec nikogo więcej. A co ciekawsze ten tajemniczy ktoś niósł w pysku mysz. OO! Jaśminek się uśmiechnął. Może nie udało mu się jej złapać, ale przynajmniej inny klan się naje, więc ta się nie zmarnuje. A przynajmniej tak myślał, bo zamiast zatrzymać ją dla siebie, tajemniczy ktoś chciał ją oddać.
- O! Tak, właśnie za nią węszyłem i uh, uciekła mi za granicę... Ale ty ją złapałeś, nie ja, więc jest twoja - wyjaśnił, bo no, nie mógł jej zaakceptować! Zapoluje po prostu troszkę dłużej i nadrobi tę myszkę. - A i Kwitnący Jaśmin jestem, a ty? - przedstawił się grzecznie z uśmiechem na łaciatej mordce. Niesamowite, że kiedyś takie o rozmowy z kotami spoza jego klanu go przerażały... Może wciąż czuł lekki stres, ale on się stresował prawie że cały czas.
Gdzieś w międzyczasie zawiał mocniejszy podmuch wiatru, a przez ciało łaciatka przeszedł dreszcz. Brrr, zimno. Jak on w takich momentach zazdrościł kotom mającym długie futerko...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Jakby każdy tak myślał to polowalibyśmy dla siebie, a nie dla wszystkich – odpowiedział przechylając łeb na lewą stronę . – Nie polowałem dla nikogo konkretnego, ale zdecydowałem, że chcę ją oddać Tobie, więc będzie mi miło jeśli ją przyjmiesz – wyjaśnił wesoło z delikatnym uśmiechem, bo taka była prawda! Przyniósł tę zdobycz bez większych intencji, ale na pewno chciał być przyjazny, a rzeczniak wydawał się miły, więc na pewno było to dodatkowym atutem tego, że Korzeń nie przestraszył się podejść i naprawdę spróbował nawiązać znowu jakiś kontakt. Teraz miał Oriona w obozie, ale ogólnie nadal czasami chciałby z kimś pogadać kiedy to cynamonowego nie było w pobliżu, a więc dodatkowi znajomi brzmieli… no miło. Poza tym im więcej kotów tym lepiej, potrzebował innych. Chciał wrócić do bycia dawnym sobą. – Korzenna Woń, miło mi poznać – przedstawił się równie grzecznie i kiwnął głową radośnie na znak szacunku do nowo poznanego.
– Chyba trochę marzniesz, prawda? – zapytał po tym jak kolejny raz już wyłapał jak ciało łaciatego potrząsa się wraz z podmuchem wiatru, którego on sam jakoś nie czuł. Znaczy nie żeby był na tyle głupi, że nie wiedział do czego służy jego długie futro, ale najwyraźniej niektóre krótkowłose koty jeszcze gorzej przeżywały nadchodzącą Porę Nagich Drzew, niż przypuszczał.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
O? Awwww, nie spodziewał się zupełnie tego. Tak bardzo, że z jego łaciatej mordki niechcący wydostał się lekki, ciepły chichot. Ta logika była trochę pokręcona, ale dla Jaśminka miała aż nadto sensu, więc no nie miał innego wyjścia niż tylko przyjąć myszkę. - Dziękii, kiedyś na pewno się odwdzięczę!! - zapewnił i pozwolił sobie zgarnąć gryzonia na rzeczną stronę granicy. Nie chował go jeszcze ani nie zwijał się polować dalej, po prostu położył go obok siebie. W końcu chwila rozmowy nie zaszkodzi, nie? Łaciatek też potrzebował z kimś pogadać, szczególnie przez zniknięcie Kostka i fakt, że Szpon miał tylu znajomych i był bardzo często zajęty... ajajaj.
- Trochę... Ale nic poradzić na to nie mogę, polować trzeba, a szczególnie gdy zwierzyny na terenach coraz mniej. Gdybym miał tak puchate futerko jak ty, pewnie bym w ogóle nie czuł tego zimna - pozwolił się odrobinkę poużalać nad sobą. Bo chciał mieć długie futro od... no zawsze. No ale to nie od niego zależało, jaki się urodził. A szkoda, bo w sumie wiele by w sobie zmienił...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Chichot z pyszka biało-czarnego był dosyć niespodziewany, chociaż Korzeń nie mógłby skłamać, że trochę to ociepliło jego spojrzenie na rzeczniaka, bo złego zdania o nim nie miał, ale było neutralne… a teraz! A teraz to inna bajka. Było pozytywne. Miło było spotkać na swojej drodze kogoś kulturalnego, wesołego i uroczego, nieczęsto miał taką przyjemność.
– Zapamiętam, może się będę upominać, uważaj – zażartował z cichym śmiechem, który sprawił, że cała kryza mu lekko podskakiwała. Nie wiedział czy jego drobny żarcik zostanie odebrany jako delikatna doczepka, czy może właśnie popsuł całą relację, ale! może to tylko takie pesymistyczne myślenie i wcale nie będzie tak źle.
– Pewnie tak, ale mogę za to zaproponować spacer wzdłuż granicy byś się chociaż mógł rozgrzać. Zakopiesz swoją zdobycz i możemy iść… oczywiście o ile byś w ogóle chciał. Zawsze mogę Ci znaleźć jakieś wygodne krzaczki by Cię chroniły przed chłodem – rzucił żartobliwie, a uśmiech nie schodził mu z płaskiej mordki, bo naprawdę dawno rozmowa nie kleiła mu się tak dobrze i to w dodatku tak… koleżeńsko. Nie czuł niezręczności, ani nawet braku komfortu, mógł mieć jedynie nadzieję, że Kwitnący Jaśmin czuł się tak samo. – Och, racja. Możesz mi mówić Korzeń! Do Ciebie zwracać się pełnym imieniem? – spytał spokojnie, bo zamierzał uszanować każdą decyzję rozmówcy, przecież nie będzie kogoś nakłaniać do czegoś, czy wymuszać ziomkowania.
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
Upominać... Hmm byłoby to raczej niewygodne. W końcu co jak znów spotkają się przypadkiem? Wtedy Jaśminek może nie być przygotowany... - Too, byśmy byli kwita, jutro znów zapoluję i przekażę zwierzynę patrolowi, by przekazała ją tobie? - zaproponował pół żartem, bo tak to brzmiało mniej oficjalnie, niż gdyby miał zapraszać go na kolejne... W końcu dopiero co się poznali i no, głupio tak. Chociaż jednocześnie głupio było wplątywać w to osoby trzecie, hmmmmm.
- O! Chętnie, w takim razie daj mi sekundkę - zarzucił i wstał, po to, by od razu wziąć się do roboty. Sprawnie schował myszkę pod pobliskim, charakterystycznym karłowatym drzewkiem. Następnie otrzepał się i od razu wrócił do wichrzaka. Zresztą, Jaśmikowi też rozmowa się podobała!! Czuł się może troszkę niezręcznie, ale to akurat normalka u łaciatego. Przynajmniej puchatemu się nie udzielało.
- Jak chcesz, tylko jak już to mów mi Jaśmin, nie Kwitnący - zarzucił, już troszkę rozgrzany przez zakopywanie myszy, ale wciąż było no, zimno, więc spacer nie powinien nikomu zaszkodzić!
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Oj… żartowałem – powiedział lekko zakłopotany. – Nie musisz mi się w ogóle odwdzięczać, nie podarowałem Ci piszczki, by coś zyskać – dodał już bardziej spokojnie, niż przed chwilą, spięcie mniej więcej opuściło jego ciało. Tak sądził, że może zostać źle odebrany, ale chyba nie da się skreślić relacji jednym nieporozumieniem i potknięciem? Czemu poznawanie kotów wydawało się takie trudne? Szkoda, że stracił młodość i teraz nie miał takich umiejętności jakie powinien mieć każdy kot w jego wieku. Wydawało się niesamowicie trudne być pewnym siebie w chwili kiedy naprawdę chciało się zdobyć jakichś przyjaciół.
Skinął łbem na zasłyszaną zgodę co do spacerku, a kiedy łaciaty oddalił się kawałek szaraczek wziął głęboki wdech i wypuścił powietrze. Musiał się uspokoić, bo nieważne jak wielki by nie był to czuł się zestresowany głupim spacerem! Naprawdę starał się jak mógł by być sobą i mieć nadzieję, że nie zniechęci tym drugiej strony.
– Jasne, zapamiętam. – Uśmiechnął się wesoło do Jaśminka i ruszył wzdłuż granicy prowadzącej w stronę Czterech Dębów. W sumie miał szczęście, że nie robił dziś nic takiego, bo jeszcze łapa zaczęłaby boleć w złym momencie i co wtedy? – Jak się miewasz? Tak ogólnie? Zwierzyna Ci ucieka, ale mam nadzieję, że chociaż w innych aspektach jest dobrze. – zadał najbardziej podstawowe pytania z nadzieją, że od tego jakoś rozmowa już popłynie, bo no! jak się prowadziło pogawędki?
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Ale!! Głupio będę się czuł jeśli się nie odwdzięczę, no. Ale okej, to w takim razie jak kiedyś nadarzy się okazja to ci też coś podaruję, hm? - spróbował pójść na jakiś kompromis. Bo przy takim rozwiązani nie musieliby się uganiać za sobą i może, jeśli los się uśmiechnie, to natrafią na siebie ponownie gdy to łaciatemu uda się coś upolować w tej okolicy! Ale no, mowa też tu o Jaśminku, do niego los nigdy się nie uśmiecha, więc może być ciężko.
Ruszył za nim wzdłuż granicy i już pierwsze, padło niby zwykłe, luźne pytanie, ale dla wojownika było ono no, dość trudne. Chwilkę zastanowił się co dokładnie chce powiedzieć, być szczery czy może jednak trochę skłamać i nie psuć tej miłej atmosfery. Miał teraz okazję by się wyżalić, więc, um, może troszkę skorzysta...? - Jest... okej, chociaż szczerze idealnie nie jest. Trenuję teraz jedną terminatorkę, z którą się całkiem dogaduje... Nie spodziewałem się, że mistrzowanie może być no, całkiem fajne! Zawsze się tego obawiałem... Ale też ostatnio mój, um... chłopak się gdzieś podział. Przebywał ogólnie ostatnio mało w obozie, ale któregoś dnia nie wrócił po prostu i się martwię. Ale poza tym to, uh, jakoś leci. A u ciebie? - zapytał dość ciepło, mimo wcześniejszego troszkę smutnego tonu głosu. Kostek może nie był idealnym partnerem, ale... no nim był. Chciał spędzać czas z łaciatym i w ogóle, więc jego zniknięcie no, zabolało.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Przytaknął na zgodę, bo taki układ brzmiał już luźniej i przyjemniej, niż sztywne przynoszenie sobie czegoś byleby się odwdzięczyć. Mógł na to przystać, tak. Może dzięki temu nie byłoby takiej niezręczności przy następnym spotkaniu? Naprawdę złapał rytm z łaciatym, więc utrzymanie znajomości wydawało się… miłe. Miał nadzieję, że kocur też chciałby przedłużyć znajomość, a nie zostać jednorazową pogadanką na granicy. Uszanować, uszanowałby jego życzenie, ale nadal byłoby przykro!
– Nigdy nikogo nie trenowałeś? – zapytał zdziwiony. – Nie żebym oceniał. Ja sam miałem mnóstwo, a nikogo do końca nie wytrenowałem – dodał od razu zakłopotany. Reszta wypowiedzi Jaśmina… była zbyt realna do jego własnych przeżyć, które wszystkie wróciły ze zdwojoną siłą, a lekkie westchnienie wydobyło się z jego pyska. Milczał tak parę uderzeń serca, patrząc przed siebie zamglonymi oczami, bo nie był pewien co powiedzieć. – Wiem co czujesz. Może... nie jest to dokładnie taka sytuacja jak moja, ale… rozumiem. Mój… przyjaciel zaginął już dawno temu, a mimo to nadal o nim myślę i tęsknie. Chociaż teraz jest to raczej spowodowane tym, że odkryłem to, że hah… po prostu był mi bliższy, niż przyjaciel. Nigdy nawet nie przeszło mi przez głowę, że mogłem go kochać, a to odkrycie trochę zaburzyło mi wszystko co czułem ogólnie. Pogodziłem się ze stratą, ale wspomnienia zostały. Szczególnie jak wszystko zawsze kręciło się w moim życiu tylko w obrębie klanu. Dużo miejsc i rzeczy mi o nim przypomina. – skrzywił się lekko. – Nie żebym już skreślał powrót Twojego chłopaka! Mam nadzieję, że wróci i będziesz mógł przestać się martwić, bo ciężko na sercu przez to – dodał pospiesznie chcąc uratować wszystko co papla, bo przecież nie ma złych intencji! Dobieranie słów tylko trochę słabo mu wychodziło, szczególnie jak byli jeszcze sobie obcymi kotami! Mogło zabrzmieć to no źle… – U mnie? Hm… w sumie jest stabilnie. Mam dwóch terminatorów, którzy się trzymają i sądzę, że uda mi się obu wytrenować… w końcu. Nauczyłem się być bardziej elastyczny co do tego. Trochę za sztywny byłem na samym początku mistrzowania i do dziś pamiętam jak załamałem się przez to. O! Okazało się, że w końcu nawiązałem z kimś przyjaźń i dawno nie czułem się tak swobodnie. Księżyce temu wygłupiałem się bardzo często, a teraz… nie miałem z kim, ani po co. Jest to coś z czego mogę się cieszyć, bo myślałem, że po prostu z wiekiem wyparowała ze mnie kocięca chęć zabawy… jakkolwiek to nie zabrzmi – opowiedział wesoło i uśmiechnął się delikatnie w stronę rzeczniaka. Naprawdę dobrze mu się żyło ostatnio. Gdyby mógł to częściej by się ganiał z Orionem, czy… – O właśnie! Moja terminatorka ostatnio przypomniała mi jak bardzo brakuję mi takiego zatrzymania się na chwilę. – W tym momencie się zatrzymał. – Zamknięcia oczu. – Zamknął oczy. – I wzięcia głęboookiego wdechu. – Wziął głęboki oddech i wypuścił po chwili. Otwierając oczy, spojrzenie ulokował na kocurze. Może miał trochę nadzieję, że Jaśmin go będzie naśladował i również odetchnie rześkim, chociaż trochę mroźnym powietrzem? Nie było powiedziane, że tego na co dzień nie robił, ale niebieskiemu o wiele lepiej było dzięki temu, może trochę by pomogło na problemy, o których przed chwilą wspomniał? Nie jest to medykament, ale chociaż coś!
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
A w sumie też chciałby!! W klanie było coraz mniej kotów w jego wieku i poza Szponem to w sumie też jakoś przyjaciół specjalnie nie miał... Trochę smutno, więc może od dzisiaj, będzie mógł być dumny, że nie jest aż takim przegrywem.
- Znaczy... Teoretycznie trenowałem, ale cała trójka moich poprzednich terminatorów zniknęła, zanim zdążyliśmy porządnie zacząć trening... Niektórzy nie zjawili się nawet na pierwsze spotkanie - wyznał lekko smętnie, choć no proszę, w sumie byli w tym też podobni... Dlatego zaraz po tym, na łaciatą mordkę wrócił delikatny uśmiech.
- Dzięki... I mam nadzieję, że twój przyjaciel też wróci i by coś może z tego wyszło - zarzucił ciepło, bo Korzeń miał w sumie racje... To, że zniknął, nie znaczy, że oznacza to najgorsze. Chociaż no, Jaśminek coś podejrzewał, że jeśli Kotek gdzieś poszedł to z własnej woli... Pewnie znudził go obóz albo co gorsza, sam Jaśminek. Tego się również trochę obawiał i mimo bolącej tęsknoty, gdzieś tam z tyłu głowy była cicha nadzieja, żeby jednak nie wrócił. Bo prawda może okazać się jeszcze gorsza.
Cała historia kocura była ciekawa, a jednak najciekawsza okazała się część z krótką przerwą. Jaśminek zatrzymał się w tym samym momencie i zaciekawiony spojrzał na kocura. Wydawało się to takie trochę... Niepotrzebne i może wstydliwe, by robić to w obecności innych, ale jednak mimo lekkiego poślizgu, powtórzył następne dwa kroki. Spokojnie zamknął oczy, wyciszył umysł i wziął głęboooooki wdech. Powietrze było zimne, ale miało ten charakterystyczny zimowy zapach... No i trochę smród granicy, ale poza tym było to całkiem przyjemne. Po kilku uderzeniach serca zachichotał lekko i otworzył oczy. - Przyjemne to było w sumie!! Nigdy chyba tak... Przerwy sobie nie robiłem. Dzięki, zapamiętam!! - wyrzucił radośnie, a następnie, jeśli Korzeń był gotów, to zaczął iść dalej wzdłuż granicy.
- To miło! Ja za to księżyce temu bałem się strasznie wszystkiego... Chociażby taka o rozmowa z kimś na granicy była przerażająca, walka i polowanie też. Wciąż jest wiele rzeczy, które chcę w sobie poprawić, ale chyba jakieś małe kroczki do przodu robię - dodał ciepło na sam koniec. Tu też byli podobni... Mieli może inne problemy i żale do siebie, ale oboje je na swój sposób pokonywali...
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Och, czyli to nie tylko moi terminatorzy – odpowiedział ze smutnym uśmiechem, bo dobrze zdawał sobie sprawę jak wyglądały treningi i jak łatwo było stracić ucznia, zanim ten jeszcze w ogóle przywitał się na Wyjących Wzgórzach. Życie jednak płynęło dalej, prawda?
Przytaknął Jaśminowi na te słowa, chociaż nie było w tym energii, ani nawet większych emocji, wraz ze zrozumieniem własnej orientacji, nagle potrafił pogrzebać Orła gdzieś w odmętach umysłu i powoli poukładać swoje emocje. Nie kochał już bengala to było pewne. Czy byłaby możliwość, że stałoby się to ponownie? Nie mógł powiedzieć, że nie, ale na ten moment wspominał go jedynie jako najlepszego przyjaciela, który… po prostu zniknął. Żałoba była ciężka, ale tak samo nauczył się żyć z tym samym smutkiem, który odczuwał po zniknięciu Huby. Musiał. Nie mógł zostawić reszty rodziny.
– No widzisz! – roześmiał się, aż mu oczy zabłysły, a gdy wcześniej obserwował jak powoli biało-czarny idzie w jego ślady to aż mu wzrok złagodniał. Cieszyło go, że kocur posłuchał jego słów i spróbował nowej metody na uspokojenie myśli wśród chłodnego wiatru.
– Na pewno robisz! Nie dość, że dziś polowałeś to jeszcze ze mną rozmawiasz, a jak walkę zaliczysz to wszystko czego się bałeś zrobiłeś jednego dnia! – powiedział wesoło, idąc spokojnym krokiem obok Jaśmina. Oboje trochę pokonali swoje lęki, naprawdę byli podobni, mimo iż żyli kompletnie innymi… no życiami! I w kompletnie innych klanach. – Cieszę się w sumie, że do Ciebie zagadałem. Jesteś naprawdę super kotem i do tego przemiłym – rzucił luźno i puścił przyjacielskie oczko w stronę… hm… kolegi?
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
O... Czyli oboje dzielili smutny los znikających terminatorów. Ale fakt, życie płynęło dalej i jedyne co można było, to żyć z nadzieją w sercu, że jednak ci któregoś dnia wrócą...
Tutaj też, mogliby sobie przybić piątkę, bo jak Korzeń nie kochał już swojego przyjaciela, to Jaśmin nie wiedział, czy no, w ogóle kiedykolwiek darzył Kostka uczuciem. Był to trochę rollercoaster myśli, raz łaciaty spoglądał na jego długą mordkę z uśmiechem, a kiedy inaczej, czyli w sumie zazwyczaj, po prostu nie czuł się jakby no, był na miejscu. Że jednak nie są sobie przeznaczeni czy coś. Ugh, skomplikowane te uczucia. Wolał zdecydowanie gadać o technikach oddychania!!
Cicho parsknął, odwzajemniając w ten sposób ciepłą reakcję Korzenia. - Jeeeednak wolałbym ominąć punkt z walką. Sparing jest okej, ale chodziło mi raczej o taką walkę walkę - przyznał, bo o może poza pokonaniem jakiegoś kunowatego na terenach raz czy dwa, to poza tym nigdy w życiu się nie bił...
O Gwiezdni, słysząc następne słowa Korzenia poczuł jak się mu robi ciepło pod futrem. Jaśminek nie był przyzwyczajony do otrzymywania komplementów, a szczególnie takich ciepłych. Przecież ledwo się znali, a niebieski takie teksty rzucał!! - E, ehm, dziękuję?? Ja też się cieszę, że jednak zdecydowałem się tu zapolować. I ten, uhhh, ty też jesteś super i przemiły i ummmm masz ładne futerko - palnął. Nie miał pojęcia co jeszcze powiedzieć, więc wyrzucił pierwszą losową rzecz która przyszła mu do głowy. Teraz miał ochotę zapaść się pod ziemię, ale postanowił po prostu spróbować zachować spokój i udawać, że nic dziwnego nie powiedział.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– No to w takim razie walki-walki bym nie polecał, tak… Można powiedzieć, że jestem przykładem kota, który wpakowuje się w walki i nigdy nie wychodzi z nich bez uszczerbku na zdrowiu, więc! Sparing brzmi o wiele lepiej – przyznał z lekkim rozbawieniem, bo nieważne jak bardzo przerażające wszystko jest w takich momentach z czasem zawsze godził się z tymi sytuacjami. Walki z ptaszyskami zawsze były zaszczytem, chociaż nie mógł się poszczycić niesamowitymi wynikami w nich, tak chociaż mógł być częścią obrony klanu. Obrony rodziny.
Zakłopotanie kocura było no… urocze? Tak sądził, że… sądził. W końcu delikatny uśmiech cały czas zaszczycał rzeczniaka swoją obecnością, a pomarańczowe oczy ciepło oglądały całą sytuację. Aż sam poczuł się zakłopotany, że wywołał takie emocje… nie chciał nikogo zawstydzać! Było to śmieszne uczucie, ale nie chciał odstraszać nowego znajomego, bo co jak się zamknie przez coś takiego?
– Och… dziękuję i za hm… komplement o moim futrze, też dziękuję – zaśmiał się cicho pod nosem, cały czas patrząc w stronę biało-czarnego. – Twoje zawinięte ucho dodaje Ci uroku – Odwzajemnił komplement względem wyglądu, bo w sumie czemu by nie! Może trochę chciał zawstydzić Jaśmina przez jego uroczość? A może przez własną głupotę, bo nie potrafił się zdecydować co innego powiedzieć? Żeby on sam wiedział! Jednak teraz starał się zachować powagę i spokój, bo co jak już jednak przesadził? Ech!
Krótkowłosy, czarno-biały kocurek z przewagą bieli. Znajduje się przy dolnej granicy średniego wzrostu, jednak nadrabia dość pulchnymi kształtami. Małe oliwkowe oczka i różowy nosek z czarną kropką wybijają się na prawie całkowicie białej mordce.
Na pierwszy rzut oka - nieśmiały, mało rzucający się w oczy. Po krótkim poznaniu jednak na wierzch wychodzi przyjazny, gadatliwy i pełen energii kocur, choć wciąż bardzo niezręczny. Chce się pokazać od jak najlepszej, najprzyjaźniejszej strony. Uwielbia obwiniać siebie za różne przewinienia, rzadko znajdując winę u innych.
- Och, serio? Musi to znaczyć że trafiasz na ciężkich przeciwników... Choć żadnych blizn nie widzę, więc pewnie nie mieli z tobą szans. Ale, um, wciąż, uważaj na siebie, proszę - zarzucił ciepło, choć z lekkim zmartwieniem w głosie. Takie ranienie się na każdej walce nie brzmiało, uch, jak dobry pomysł. Znaczy, Korzeń na pewno nie robił tego specjalnie, ale wciąż lepiej czasem uciec niż walczyć ze świadomością że się przegra. Choć musiał przyznać, obrona rodziny była dobrym powodem, by jednak zaryzykować.
Próbował zachować spokój na zewnątrz, choć w środku czarno-białej główki plątało się wiele myśli. Po prostu szedł dalej, udając jakby nigdy nic. Aż tu nagle miły dla uszu kolejny chichot i kolejny komplement który... Uch... Jaśminek nie do końca wiedział jak odebrać. Chętnie chciałby się z niego cieszyć, ale trafił akurat w cechę, którą no, łaciaty w sobie nie lubił. Wszyscy mu mówili że było urocze, dodawało mu wyjątkowości i charakteru, ale... No nie mógł się przemóc. Kocurek zniżył głowę. - Dzięki, choć szczerze... Czasami nawet myślałem, by je urwać. Nie lubię, jak inni się na nie patrzą, wspominają o nim, czy czasem i nawet przez nie mówią mi kłapouchy... Po prostu go nie lubię - przyznał szczerze, skupiając się na drodze przed nim. Czuł się głupio trochę że zepsuł taki ciepły moment, ale wolał powiedzieć co mu leży na sercu niż udawać, że nic się nie dzieje.
‧₊˚❀༉‧₊˚. howlonghave Ibeenout oftown? 'causesometimesI wonderif I hadkissedher howdifferentlifewould beright now IsmilewhenI cryto hidewhat I felt xxx "I'mdoin'fine" speakforyourself xxx I should'vejustaskedfor help xxx