Logo Artemidy
Błotniste Ścieżki
Nie wiedział, czy można było nazwać wszystkich ciężkimi przeciwnikami, raczej przez braki w zręczności jakie posiadał trochę pozostawały do życzenia w walkach, które go spotykały. Powoli starał się nad tym pracować, no ale też - jak? Treningi, patrole, polowania, czasami jeszcze trzeba było pomóc komuś, przejęło się za kogoś obowiązek, czy chociażby odpoczęło. No i sama łapa nie pomagała mu w poprawie sprawności. Musiał jednak przyznać, że Jaśmin był naprawdę kochany, skoro ledwo się znając już martwił się o jego zdrowie… było to hm, miłe? Zazwyczaj starał się nie być kimś o kogo trzeba się martwić, ale cóż niektóre rzeczy za nim ewidentnie chodziły (ptaszyska).
– Szczęśliwie tylko jedna blizna… chociaż czy aż tak szczęśliwie? Trudno stwierdzić – powiedział po chwili zastanowienia. Zatrzymał się i delikatnie łapą odgarnął futro na prawej kończynie ukazująć wspomnianą “nagrodę”. – Walka z pelikanem. W sumie oprócz dania się złamać to nie zrobiłem wtedy nic – prychnął sucho pod nosem. Wolałby pochwalić się prawdziwą wygraną, ale cóż nie można mieć wszystkiego, prawda?. – No, ale cóż! Najważniejsze, że przeżyłem – przytaknął sobie wesoło, bo nie miał z tym wszystkim już takich problemów jak te księżyce temu. Mógł jedynie dążyć do doskonalenia siebie, bo siedząc w ciągłym padole porażek zakopał się w nich tak poważnie, że ledwo z nich wypełzł. Chyba tylko wola walki jaką w sobie miał dała mu komfort i siłę na poradzenie sobie z całym światem i jego wewnętrzną walką, teraz wiedział, że oczywiście miał rodzinę - na której mógł polegać, ale również i Oriona. Mógł się na kimś oprzeć. Nie musiał być ciągle dla wszystkich i ciągle najbardziej umiarkowany we wszystkim, mógł chodzić na ugody, ale nie musiał, mógł stawiać na swoim, a mógł ulegać, jeśli sytuacja tego wymagała. Potrafił nawet nawigować.
– Hm… jeśli Twoim zmartwieniem jest, że będę Ci mówił kłapouchy to nie musisz się obawiać – zaczął delikatnie z uśmiechem, patrząc prosto w oczy kocura. – Nie polecam jednak urywania go, bo na pewno będzie bolało. A co do wspominania, czy patrzenia… – przerwał na chwilkę zastanawiając się jak dalej to pociągnąć. – nie mogę pomóc z innymi, ale jeśli mam o nim nie wspominać to nie będę… patrzeć też nie będę, o! Nawet mogę zamknąć oczy byś miał pewność – stwierdził wesoło i przymknął pomarańczowe ślepia, stając w końcu w miejscu z uśmiechem. Wywalenie się jednak nie było w jego planach! A dzięki głupiemu pomysłowi, kto wie może uda mu się rozpogodzić atmosferę ponownie? Jeśli to nie starczy to wywalić też się może, bo jednak on wspomniał o kompleksie biało-czarnego, trzeba naprawić sytuację.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zatrzymał się w tym samym momencie co kocur i z zaciekawieniem spojrzał na łapę. Czekaj, złamanie??? O gwiezdni, sam złamał łapkę w swoim życiu parę razy, ale jeszcze nie aż tak potężnie by pozostała po tym blizna. Mimowolnie położył uszy i zmarszczył brwi... Nawet nie chciał sobie wyobrazić, jak to musiało boleć. Dobrze, że po starcu została jedynie blizna...
Gdy jednak wichrzak skończył mówić spróbował się lekko uśmiechnąć, choć uszy dalej były opuszczone. - Tez złamałem kiedyś swoją łapę, nawet dwa razy i to dwa razy z tego samego powodu. Spadłem z drzewa - zachichotał cicho zawstydzony. Głupio było o tym gadać, ale chciał, chociaż w ten sposób rozweselić Korzenia. Oboje byli frajerami. - Ale wiesz... Gdyby nie ty, to ktoś inny by mógł skończyć ze złamaną łapą, albo w ogóle, bez łapy - dorzucił jeszcze, podnosząc już uszy. Już nie mówiąc o tym, że mając wsparcie kogoś tak, hm, ogromnego po swojej stronie na pewno reszta gromady czuła się pewniej. No i racja, najważniejsze, że przeżył a zagrożenie zostało zażegnane.
Oh. Takich słów zupełnie się nie spodziewał. Zwykle koty po tym, jak wspominał o swoim kompleksie próbowały go pocieszyć, mówili mu, że uszko do niego pasuje, nigdy nie spotkał się jednak z taką reakcją. Poczuł się na pewien sposób zrozumiany i o Gwiezdni, jak mu się miło zrobiło. Aż mu oczka się delikatnie zaszkliły. Ale Korzeń z tego powodu zamykać oczu nie musiał!! Jaśminek zaśmiał się szczerze, przynajmniej teraz będzie mógł zwalić załzawione oczy na rozbawienie. - Nie musisz aż tak daleko się posuwać!! Ufam ci, że nie będziesz, a jak już to przecież nic wielkiego się nie stanie. Ale mm, dziękuję, serio - zapewnił wdzięcznie, gotów już iść dalej. Chociaż początkowy powód, dlaczego spacerują znikł, bo Jaśminkowi przestał marznąć i zrobiło się mu naprawdę ciepło, a w szczególności na sercu.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewał usłyszeć, że Jaśmin również miał przygodę ze złamaną łapą… nawet więcej razy, niż on sam. Nie bardzo miał jednak pewność jak powinien zareagować na tę informację, było mu… mało do śmiechu, ale chyba ofiara upadków z drzew nie rozpamiętywała już tego? Tak mu się wydawało skoro do niebieskich uszu dotarł cichy chichot, a sam biało-czarny jedynie lekko się speszył.
– Uważaj na siebie też, hm? – zaproponował kocurowi z łagodnym uśmiechem, bo najwyraźniej drzewa były jego mocnym przeciwnikiem. – Jest taka możliwość… Ogólnie nie mówię, że nie cieszę się, że wypadło akurat na mnie… W sensie… wolałbym by takie rzeczy działy się mi, a nie komuś innemu. Szczególnie, że były tam dla mnie ważne koty i tak… rozumiesz – stwierdził na sam koniec lekko zakłopotany swoim wywodem, bo był w sumie bardziej personalny, niż pewnie powinien. Nie chciał psuć atmosfery swoimi słowami, ale prawdą było wszystko co powiedział. Zawsze się poświęcał dla innych i czasami żałował, szczególnie tego jak bardzo zaniedbał swoje własne życie dla klanu… czy zrobiłby cokolwiek inaczej? Nie wiedział. Byłby tym samym kotem co teraz? A może straciłby więcej ważnych członków klanu? Gdybanie, nigdy nie działało na niego dobrze. Nie powinien gdybać. Nigdy więcej.
Zamknięte oczy uniemożliwiły mu zobaczenie poruszenia ze strony kolegi, ale za to słodkiego śmiechu nie musiał [i[widzieć[/i] to też sam się uśmiechnął na ten w sumie… niespodziewany dźwięk. W sensie jasne, że chciał rozśmieszyć Jaśmina, ale nie wiedział, czy mu się uda także poczuł się dumny. – Mmm jesteś pewien? – zapytał otwierając jedno oko, by po chwili otworzyć też drugie, cały czas z wielkim uśmiechem na pyszczku. – Cieszę się, że udało mi się Cię rozśmieszyć – rzucił wesoło i ruszył znowu wzdłuż granicy skoro zielonooki był gotowy iść dalej. Chyba się dogadają. Tak mu się wydawało! Nie chciał zapeszać, ale aktualnie nadawali na dokładnie tych samych falach. Przyjemna odskocznia… tak czuć się sobą? I to nie tylko przy Orionie, a przy kimś innym również.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Oj było to dość dawno temu, nic mu się nie stało, łapka się zrosła dwa razy bez problemu, więc czemu miałby się wstydzić? Szczególnie że chciał się podzielić z nowym znajomym? Przyjacielem? Faktem, że no, nie był sam ze swoim pechem. Ale mimo rzucenia tego faktu w pół żarcie niebieski też mu powiedział, by był ostrożny. Miło tak.
- Racja... Też bym wolał - dorzucił ciepło tylko tyle. Nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, w której w ogóle miałby okazję kogoś bronić, ale zdecydowanie wolałby zostać samemu rannym. Zresztą, sam widok jakiegoś z jego przyjaciół w lecznicy był wystarczająco bolesny i dawał Jaśminkowi myśli, czy gdyby wybrał się wtedy wraz z nim, to może by się obyło bez niepotrzebnych ran.
- Tak tak, jestem pwien - zapewnił radośnie niemalże od razu. Rety, serio świat się nie rozpadnie, jak kilka razy zerknie!! Poza tym to wina głównie Jaśminka, że był aż tak przewrażliwiony na tym drobnym punkcie, Korzeń nie musiał się aż tak starać. Na wzmiankę o rozśmieszaniu jedynie odwzajemnił ciepły uśmiech i ruszył dalej.
Kto by się jednak spodziewał, że tak szybko dotrą do czterech dębów. To... Hm. Co teraz...? - Nie jest mi już zimno... Chcesz może, m, usiąść pod Dębami i pogadać? Czy może zawracamy? Chyba że masz obowiązki i musisz wracać do obozu, to też okej - wymusił na mordkę lekki uśmiech, nie będąc do końca pewien co w ogóle wybierze wichrzak... Sam by chętnie posiedział, trochę pożartował, pogadał o pierdołach czy cokolwiek, ale... No nie chciał się narzucać. Już wystarczająco czasu zjadł przyjacielowi.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zapewnienie rozweselonego Jaśmina sprawiło, że już na pewno zaufał jego słowom, ale przede wszystkim ucieszył się, że cała sytuacja przerodziła się w coś o wiele bardziej komfortowego dla nowego znajomego. Nie chciałby żeby pierwsze spotkanie skończyło się źle, a czasami brakowało mu słów i umiejętności pocieszania, także ucieszył się również wewnętrznie, że naprawił atmosferę.
– Możemy usiąść. Mój patrol będzie zaczynał się od granicy z Cieniem, także jakby co to nawet jestem w lepszym miejscu – mruknął łagodnie i podążył kawałek w głąb Czterech Dębów, by znaleźć jakieś miłe miejsce między krzaczkami, co by może nie wiało jednak tak bardzo. Jemu było obojętne, miał długie futro, ale nadal miał z tyłu głowy krótkie futerko Jaśmina. – Miałeś coś konkretnego na myśli jak zaproponowałeś pogadanie, czy tak o po prostu? — zapytał luźno z delikatnym uśmiechem i przysiadł w miejscu, wlepiając spojrzenie pomarańczowych oczu w sylwetkę kocura.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
O. A jednak chyba nie miał żadnych obowiązków. Wciąż, znaczyło to, że Łaciatek musiał zawrócić na same Błotniste Ścieżki, by zgarnąć zwierzynę, która na samym początku mu uciekła... Ale to już zmartwienie na później. Oby tylko nikt jej nie ukradł w międzyczasie, aj.
Podreptał za Korzeniem i pozwolił mu wybrać miejsce. Dziwne to było, że podczas tej całej wędrówki i teoretycznie odkąd się poznali dzieliła ich granica, a teraz mogli łazić po całej okolicy Czterech Dębów jak chcą... Taka miła odmiana.
- Tak po prostu... Czasem w klanie zbyt dużo się dzieje, by mieć czas pogadać z kimś tak o, o pierdołach. Albo po prostu nie ma z kim... - przyznał i zasiadł również obok. Niby miał paru znajomych, ale Szpon ostatnio mało czasu spędzał z Jaśminem... Ogólnie mało go jest w obozie, eh. A poza tym w klanie ostało się mało osób w jego czy podobnym wieku, a gadanie z młodzikami to nie to samo. - Wspominałeś, że masz dwóch uczniów? Jak w ogóle sobie radzisz z no, organizacją czasu dla nich? - zagadał nareszcie z ciekawością w głosie, bo on na przykład nie wyobrażał sobie, że potrafiłby aż tak żonglować swoim czasem... Trening, patrole, polowanie. Uh za dużo tego.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Rozumiał to w sumie, aż troszkę za dobrze. Całe dzieciństwo i nastolenie życie spędził u bok jedynego przyjaciela… kogoś kto najwyraźniej sprawił, że jego serce biło szybciej z innego powodu, niż kiedykolwiek przypuszczał. A potem zniknął. I nie było nikogo. Został sam. Jakimś sposobem utknął pomiędzy obowiązkami, a chęcią bycia odpowiedzialnym i dobrym Wojownikiem, który zawsze stawia klan na pierwszym miejscu. I nigdy nie wykształcił głębszych relacji z innymi.
– W sumie śmiesznie, że pytasz o to zaraz po tym jak powiedziałeś, że nie ma za z kim rozmawiać – wyznał sucho rozbawionym. Nie była to ciężka suchość, ale była. – Nie zrozum mnie źle! Bardzo dobre pytanie tylko… hm… właściwie to nie radziłem. Miałem jedynie Orła obok siebie jako przyjaciela… którego zresztą kochałem – wyszeptał ostatnie słowa jakby speszony tymi słowami, bo już o tym wspominał, ale akurat no… znowu jakoś temat około bengalowy. – Ekhm… no i jak zniknął to okazało się, że nie mam nikogo. Obowiązki zawsze stawiałem na pierwszym miejscu. Wicher był moim oczkiem w głowie. Zaprzepaściłem dla niego sporo życia, po prostu poruszając się w tle, by wypaść jak najlepiej. Nie wiem czy chciałem coś udowodnić… czy sobie? Czy innym? Ale no nie byłem dobry w organizowaniu swojego czasu – opowiedział zmęczonym głosem, kiwając głową na boki z niedowierzania. – Teraz… skupiam się przede wszystkim na terminatorach. Czasami wymieniam się z kimś patrolami, by móc jakoś lepiej zgrać sobie dzień, a czasami robię sobie wolne od uczenia obu. Trening im nie ucieknie, a mi chęci mogą. Raz myślałem o odejściu, ale to chyba już dawno za mną – zdradził… swój sekret. Myślał o tym, by wszystko porzucić. Odejść. Znaleźć Hubę? Wyruszyć gdzieś? Po prostu zniknąć. Ale został. I nie żałował. Bywało ciężko, ale takie było życie, prawda? Przynajmniej miał dla kogo żyć, a przede wszystkim czuł, że żył również dla siebie.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ooh, słysząc odrobinę więcej historii o dawnej miłości Korzenia aż Jaśminowi zrobiło się trochę przykro... Nie dość, że zaginiona miłość to jeszcze w najbliższym przyjacielu. No i jedynym przyjacielu. Jaśminek w sumie chyba nie miał nikogo kogo mógłby zaszczycić tym tytułem... Może Szpona, ale on to raczej był przyjacielem każdego z kim się dogadywał. A z Kostkiem nie byli nawet tak blisko. Więc ciężko mu było sobie wyobrazić jaki ból musiał czuć niebieski po zniknięciu Orła... Dlatego wolał przemilczeć temat dawnego przyjaciela Korzenia i skupić się na jego dalszych słowach.
- Oh, ja szczerze nigdy nie miałem takiego popędu... By udowodnić coś klanu. Staram się jednak wypaść jak najlepiej, chociaż też mógłbym siebie określić jako poruszającego się w tle. Ale mi nigdy by przez myśl nie przeszło, by odejść... Może to by rozwiązało kilka problemów, czy zmartwień, ale jestem zbyt przywiązany do Rzeki i rodziny, by móc tak o odejść. Plus tereny poza klanami są straszne. Znając moje szczęście po jednym dniu padłbym pokonany przez lisa albo skręciłbym łapę potykając się o kamień - przyznał z drobnym parsknięciem na końcu, by chociaż na chwilkę ocieplić atmosferę. Może był to kiepski żart, ale nie planował nigdy więcej wystawić łapy za granicę, więc nie ma się o co martwić. Miał już coś jeszcze dodać o swoim cykaniu się, by nawet zrobić dzień wolny... Ale już nie chciał nad sobą się aż tak użalać. Niech Korzeń też ma swoją chwilę i się nie martwi znajomym.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ciężkie tematy, ale może będzie im lepiej na duszy dzięki takiemu wygadaniu się komuś? Dopiero się poznali, Korzeń trochę sam nie był pewien, czy powinien tak po prostu rozmawiać o swoim całym życiu, ale jednak nie czuł się niekomfortowo, co najwyżej miał wątpliwości. Lekkie.
– Hmm, możliwe, że miałem ukryty motyw, bo jednak nie jestem klanowym kotem z krwi, ale uważam się za wichrzaka w każdej końcówce swojego włoska – stwierdził roześmiany i wsłuchał w resztę wypowiedzi czarno-białego, która w sumie weselsza też się nie stawała, ale nie do końca. – Rodzina jest dla mnie bardzo ważna, nie wyobrażam sobie bez nich żyć, tak samo w sumie bez klanu, są dalszą rodziną. – Wicher od zawsze i na zawsze już zostanie jego bezpiecznym miejscem. Nawet jeśli cudem, by się go wyrzekli. – Także rozumiem Cię w pełni… aleeee jeśli masz umierać na Ziemiach Niczyich to jednak wolałbym byś został na terenach Rzeki – mruknął rozweselony z ciepłym uśmiechem. – Nie chce tracić od razu pierwszego rzecznego znajomego, szczególnie jak nie jest gburem… – przerwał na chwilę i zajojczył głośno. – Ooooj raz mi się weszło na Wasze tereny, ale żeby od razu tak się na mnie patrzeć to ja nie wiem! Nie pamiętam nawet jego imienia, ani jakoś szczególnie wyglądu, ale pamiętam jak się wstydu najadłem kiedy jeszcze dodawał powagi wszystkiemu… byłem już wtedy Wojownikiem, a on Terminatorem to już w ogóle – wypowiedział roześmiany, bo nie zamierzał przecież na poważnie psioczyć na klan kolegi, ale hej chociaż lekka przepychanka mogłaby być zabawna na rozluźnienie atmosfery… chyba?
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— — —

Ostatnio nie miał zbyt wiele szans na spotkanie się z rzecznym przyjacielem, ciągle coś mu wyskakiwało, a potem jakoś nie mógł się doprosić nikogo o przekazanie informacji, że czeka lub że chciałby się spotkać. Krótko mówiąc - słabizna. Dzisiaj jednak przyszedł na granicę z dobrą myślą oraz nadzieją, w końcu się musiało udać spotkać Jaśmina, prawda? Chciał się dowiedzieć co u niego i jak się czuł, brakowało mu takiego spokojnego kogoś w życiu, który rozumiałby go na sporej ilości płaszczyzn.

Jaś
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jaś za to nie mógł narzekać na brak czasu... Gorzej ze znalezieniem sił na taką długą wędrówkę. Dla oczyszczenia myśli przychodził co jakiś czas na granicę z Wichrem, licząc może na jakiś drobny cud... Bo poproszenie patrolu by przyprowadzili Korzenia było zbyt stresujące, nie ma mowy. W międzyczasie jego życie znów się trochę ustabilizowało. Wyszkolił pierwszego i w sumie ostatniego terminatora, przeniósł się do chruśniaka i jego uczennica spodziewała się kociąt! Och jak nie mógł się doczekać, aż małe bąbelki przyjdą na świat.
Nie polował dzisiaj, jedynie co chciał to zebrać jakieś kwiatki w drodze powrotnej... No i nie mógł się powstrzymać, znalazł jakąś ładną kępkę mleczy i splótł z nich drobny wianek, którym zasłonił swoje pechowe uszko. Będzie musiał zrobić drugi dla Świetlik, ale to już jak wróci z granicy.
No i... Nie spodziewał się szczerze, że dzisiaj się spotkają. Rozpoznał to niebieskie futerko z daleka, korzeń! Miał ochotę do niego podbiec, ale um, co jeśli za długą przerwą w spotkaniach kryło się coś? Co, jeśli Jaśminek powiedział wtedy coś czego nie powinien, albo zachowywał się dziwnie? I wojownik specjalnie go unikał... Uh, jeśli nie podejdzie to się nie przekona. Podniósł łapkę w ten sposób witając się na odległość i z uniesionym ogonkiem podszedł do kocura.
- Cześć Korzeń, co u ciebie słychać? - zaczął ciepło od chyba najzwyklejszego w świecie pytania, próbując przy okazji wychwycić reakcję giganta na obecność łaciatka.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Spędził chwilę w miejscu, zastanawiał się czy może więcej szans miałby gdyby chodził po całej granicy z Rzeką, ale też trochę nie chciał sobie przypominać miejsca, z którego ukradł zwłoki jakiegoś rzeczniaka. Wystarczyło, że śniło mu się od czasu do czasu jak na jego plecach znowu pojawia się ciężar, łapa zaczyna boleć, a kocur na jego plecach sztywnieje i zimnieje. Przerażała go ta myśl, ale przecież nie było to coś nowego prawda? Już widział trupy, swoich własnych klanowiczów… a mimo to nie zapuszczał się za często na granice z Rzeką. W tamto miejsce szczególnie. Także został w tym konkretnym miejscu i po prostu czatował jak na milczącym czuwaniu. Taki powrót do naprawdę starych wspomnień… aż naszła go ochota na położenie się i wylegiwanie w słoneczku… ale nim to zrobił coś mignęło mu w kącie oka i och! Gwiezdni! Jaśmin! Uśmiechnął wstąpił mu na pysk, a barki rozluźniły kiedy patrzył jak kocur podchodzi do niego.
– Cześć! Już się obawiałem, że nie uda mi się Ciebie złapać. U mnie w sumie dosyć po staremu, Terminator tylko daje w kość, ale nic nadzwyczajnego. A co u Ciebie? – zapytał wesoło, powstrzymując chęć podejścia i otarcia się o przyjaciela. Złapał z nim taki kontakt, że jakoś wszystkie bariery się między nimi załamały… przynajmniej z jego strony. W końcu na pierwszym spotkaniu opowiedział mu dosyć sporą część swojego życia i tak jak chwilę czuł się winny, zastanawiając czy na pewno powinien tak po prostu komuś opowiadać wszystko… tak Jaśmin wzbudził w nim tyle zaufania, że szybko mu wątpliwości minęły. – Ładny wianek. Nigdy się nie nauczyłem jak się je robi – stwierdził nie odrywając wzroku od kwiatków.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
O jak dobrze, Korzeń nie brzmiał na zirytowanego, znudzonego, a wręcz przeciwnie, jakby się też cieszył z kolejnego spotkania. Miło było zrzucić z siebie, chociaż odrobinę niepotrzebnego stresu. O ile no, wichrzak nie udawał, ale raczej nie sprawiał wrażenia kogoś takiego...
- Oh, u mnie się tyle zadziało, że nie wiem od czego zacząć... - rzucił z radosnym prychnięciem na końcu. Mógłby się podzielić dosłownie wszystkim, ale chyba nie ma co psuć dobrej atmosfery użalaniem się - Ale z takich ważniejszych rzeczy to wytrenowałem aż dwójkę terminatorów! Znaczy, u jednego po prostu dokończyłem prowadzić trening, ale też jednego w pełni wyszkoliłem. Oh i niedawno przeniosłem się do kociarni i jestem teraz opiekunem - dodał szczerze szczęśliwy z tego co udało mu się osiągnąć. I to wszystko zadziało się w ciągu sześciu księżyców... Oh czas mógłby trochę zwolnić tempa, łaciatek by się nie pogniewał.
Dopiero na wspomnienie o wianku przypomniał sobie o nim. Na krótko spojrzał w górę, jakby chcąc się dowiedzieć, o czym Korzeń w ogóle gada. - A! Tata mi kiedyś pokazał jak je się robi... Jest to o dziwo bardzo proste, mogę cię nauczyć, jeśli chcesz - zaproponował z entuzjazmem. Lubił robić wianki, a szczególnie lubił je robić z innymi... Eh szkoda, że w klanie nie było już tylu kotów zainteresowanych takimi rzeczami.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Widzenie tak ożywionego Jaśmina było raczej czymś nowym (jednak nie mieli zbyt dużo spotkań), ale to mogło dwie rzeczy - 1. dobrze czuł się w obecności Korzenia, 2. były to dobre rzeczy? Także jeśli była to prawda to wichrzak byłby po prostu wniebowzięty, raczej trudno się nie cieszyć z sukcesów ważnych kotów.
– Aż dwóch? Fiu fiu! No to szybko mnie wyprzedziłeś w ilości wytrenowanych Terminatorów – zaśmiał się przyjaźnie. Nie uważał tego za rywalizację, także chyba lekkoduchy żarcik nie był zły? Z Orionem mogli sobie na wpakować piachu do pyska i żadne z nich by się nie obraziło, ale też widział jak delikatny był rzeczniak… chociaż może bardziej niepewny? – Op… opiekun? Co to za ranga? – zapytał zdziwiony przechylając głowę na bok i przyglądając się kocurowi jakby odpowiedź miał wymalowaną na futrze, pyszczku? Łapach? Znaczy trochę rozumiał, że miało to coś wspólnego z Kociarnią, ale w Kociarni były Matki? Znaczy nie dyskryminował, ale czy jak kocur nie idzie do Kociarni to też nie zostaje Matką? – A w sumie bardzo chętnie, może mi się kiedyś przyda? – zapytał retorycznie z cichym śmiechem. Nie przyda. – Tylko mogę mieć dwie lewe łapy, także… nie denerwuj się na mnie szybko – rzucił żartobliwie.
LVL 7 120 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och dobre rzeczy to do końca nie były... Po prostu zatrzymał złe wieści dla siebie oraz no, był podekscytowany spotkaniem ze znajomym po tylu księżycach.
Słysząc śmiech olbrzyma aż sam lekko zachichotał. - Po prostu miałem szczęście, że trafiłem na uczniów, którzy byli chętni do nauki i nie zniknęli nigdzie. Chociaż mój trening ze Strumykiem przebiegł strasznie wolno... Był mianowany jako ostatni z rodzeństwa. Ty byś go pewnie wyszkolił o wiele szybciej - dodał, czując się kiepsko w tej całej rywalizacji, nawet jeśli była na żarty i wygrywał. W końcu nie czuł, że zasłużył nawet na takie zwycięstwo. Każdy kot, który by włożył choć odrobinę wysiłku w trening Strumyka i Świetlik byłby w stanie wyszkolić ich szybciej niż łaciatek. Byli przecież wspaniałymi uczniami.
- Ah, to po prostu ranga Matki, tylko zmienili jej nazwę na Opiekuna. Czyli no, po prostu opiekuję się kociarnią i kotami, które w niej są - rozjaśnił, zapominając całkowicie, że takie coś w ogóle miało miejsce... Aż dziwne, że inne klany nie poszły za śladem Rzeki i również nie zmieniły nazwy tej rangi. W końcu to niby taka drobna zmiana, ale robiła różnicę.
- O! W takim razie... Możemy zacząć od znalezienia kwiatów. Najlepiej, jeśli mają długie łodygi - zaproponował na początek - Oh nie martw się, jak ja to załapałem to ty na pewno też dasz radę - spróbował pocieszyć kocura na swój sposób. Jeśli Korzeń miał dwie lewe łapy to Jaśminek miał cztery lewe tylne stopy.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości