Logo Artemidy
Kolczasty Bez
Bratkowa Łąko, nie udawaj takiej nieśmiałej i po prostu powiedz, jakie masz umiejętności! Wróbelek nie mogła uwierzyć w jej słowa, wciąż uparcie twierdząc, że mogłaby ją czegoś nauczyć. Choćby patrząc na rzekę na ich terenach – było tam wiele wodnych zwierząt, na pewno potrafiła na nie polować! O, albo pływać. Imponująca umiejętność.
– Czyyyyżby? – cmoknęła, kiwnięciem głowy zaś zasugerowała jej, aby spojrzała w kierunku Bobrowej Tamy, która znajdowała się całkiem blisko. No, po prostu nie mogła uwierzyć, że kot, który pochodzi z klanu RZEKI nie miałby na co dzień z nią do czynienia. W istocie, mogła służyć im po prostu jako wodopój, ale kto by w to uwierzył? No właśnie! Niebieska kotka po prostu zgrywała takie beztalencie, ale zapewne w rzeczywistości mogłaby niejednego powalić swoimi różnorakimi umiejętnościami.
Zmarszczyła nosek, zastanawiając się nad odpowiedzią, co przyprawiło ją o niezły ból głowy! Nieczęsto wysilała swoją mózgownicę, więc musiała się teraz bardzo zastanowić, żeby dać swojej przyjaciółce satysfakcjonującą i wyczerpującą odpowiedź.
– Lubić kogoś... to znaczy, że nie boimy się być z tym kotem szczerym, swobodnie czujemy się w jego towarzystwie i po prostu lubimy spędzać z nim czas. Można jeszcze kogoś lubić lubić... i wtedy w grę wchodzą motylki w brzuchu, nierzadko zdenerwowanie, stres, ale w takim pozytywnym sensie – stwierdziła, cały czas spoglądając w niebo. Patrzenie na bezchmurne sklepienie pozwalało jej się skupić, trochę poddać kreatywności... i rozluźnić. Wzdychnęła, powracając spojrzeniem na mordkę swojej przyjaciółki i trąciła ją lekko noskiem w nosek, lekko się przy tym uśmiechając. Czy czuła się przy niej swobodnie? Mogła tak powiedzieć. Nie znały się jakoś bardzo długo, ale kotka była dla niej naprawdę ważna i samotniczka cieszyła się, że ją spotkała. Czuła się przy niej szczęśliwa. Nie były do siebie ani trochę podobne, ale jak to mówi znane przysłowie: „przeciwieństwa się przyciągają”, i tak również było w ich przypadku.
– Nie, nie chcę robić ci więcej kłopotów. Ale to z Ziemiami Niczyimi to prawda... może dałabyś się skusić na spacer, w całości zaplanowany przeze mnie? Za parę dni – zaproponowała, puszczając jej oczko, chociaż jej głos był znacznie spokojniejszy, niż zazwyczaj. W jej głowie zaczęły tlić się pomysły odnośnie takiego spaceru. Mogłaby jej pokazać masę miejsc, spędziłyby miło czas. Z przemyśleń wyrwał ją ruch przyjaciółki, a raczej uczucie wbijania łapy w pierś, na co zareagowała cichym, głuchym śmiechem. Nie była jej dłużna i zrobiła coś podobnego – mianowicie wyciągnęła przed siebie przednie łapy, by położyć je na szyi towarzyszki, następnie… lekko ją poddusić. Zastanawiała się reakcji swojej przyjaciółki, a przede wszystkim ciekawiła się, na ile wojowniczka jej pozwoli. Nie chciała jej robić krzywdy, w żadnym wypadku, ale skoro już była na górze, to powinna korzystać.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Umiem, ee, łowić i pływać. Ale tylko w teorii, nie praktykuje tego zbyt często — wymamrotała w końcu, nie za bardzo mając do wyboru inną niesamowitą umiejętność. Nie wyróżniała się zbytnio...ale chyba nie było kota, który umiałby coś innego. Umiejętności wytrenowanych wojowników były do siebie do bólu podobne. Jedyne, co je odróżniało, to ilość doświadczenia, wyćwiczenie mięśni. Mimo swojego drobnego wyglądu Bratek chowała pod futrem trochę bicków, których czasem nie umiała dobrze kontrolować. Wskutek tego często lądowała na ziemi (gdy na przykład zeskakiwała z drzewa) bardzo głośno, tak samo ze skakaniem na zwierzynę.
— Kochać? — zdziwiła się, gdy zaczęła mówić o "lubieniu-lubieniu", motylkach w brzuchu i...stresie i zdenerwowaniu? Zawsze wyobrażała sobie, że gdy się kogoś kocha, to czuje się przy nim swobodnie, spokojnie. Wróbelek szybko jednak naprostowała sprawę...albo tak właściwie to nie, ani trochę jej nie naprostowała. W pozytywnym sensie? Stres w pozytywnym sensie? — Ale...jak w pozytywnym. To nie jest w takim razie jakieś podekscytowanie? — zapytała więc niczym niewinne kociątko rozmawiające z wojownikiem, dopytujące się o szczegóły. Pąk chciała rozumieć tak wiele...a nie rozumiała nic. — Ty chyba miałaś motylki w brzuchu jak ci powiedziałam, że masz najładniejsze futerko, jakie widziałam, nie? — skojarzyła z delikatnym uśmieszkiem. Czuła się jakby właśnie była terminatorem Wróblicy i czerpała z tego jakąś radość, gdy łączyła pewne fakty, gdy pytała ją o ten nieznany jej temat, a ona odpowiadała. Z Głogowym tak nie było. A to było...naprawdę przyjemne. Rozmawianie z Wróbelek było czymś zupełnie innym niż to, czego do tego czasu doświadczyła. Była pierwszą osobą, z którą gadała tak...swobodnie, przy której nie czuła, że robi się niezręcznie czy brakuje tematów. I myślała o niej coraz częściej, nawet podczas wykonywania klanowych obowiązków. To było takie dziwne.
— Och? Jasne. Za ile dokładnie, i o jakiej porze? — dopytała zaintrygowana tym, jak mógłby wyglądać ten spacer. Była ciekawa, jakie ładne miejsca mogły znajdować się na terenach samotników. — Jeśli miałabym sama coś proponować, to wieczorem byłoby mi wygodnie — dodała jeszcze. Nikt raczej by jej w nocy nie szukał i nie potrzebował do czegoś.
Trzymała swoje łapska na jej piersi jakby była w jakimś transie, dopóki nie poczuła dotyku na szyi. Zaśmiała się cicho, ale po chwili poczuła, jak bure paluszki samotniczki ją wręcz duszą. Gdzieś z tyłu głowy poczuła niepokój, ale szybko zdała sobie sprawę, że ucisk nie był za bardzo silny i córka Jaskółki tylko się z nią droczy.
— Kurczę, rozumiem że lubisz podduszanie, ale nie sądzisz, że jeszcze za wcześnie? — jęknęła wręcz rozbawiona. Może tym razem Wróbelek załapie, chociaż Pączek w to raczej wątpiła. Czuła po prostu...jakąś dziwną ochotę na rzucanie takich żartów w jej towarzystwie. Nie wiedziała czemu. Uznała, że to po prostu znowu coś z emocjami. A skoro jej godność odleciała w chol##ę w momencie w którym zaczęła się z nią miziać, to uznała, że tym razem pokieruje się nimi.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tak, właśnie podejrzewała, że umiejętności wojowników nie różnią się znacząco, ale z drugiej strony, doskonale wiedziała, że koty z klanu Rzeki potrafią to i owo, czego nie potrafią koty z innych klanów, więc chciała to ze swojej przyjaciółki wycisnąć. I poszło gładko.
– No, to mi więcej nie mów, że nie masz oryginalnych umiejętności! Więcej wiary w siebie – miauknęła i wystawiła zaczepnie jezyk, uśmiechając się do niewiele starszej od siebie kotki. Mogła mieć tajemnice, ale nie przed nią. Nie na jej warcie. Musiała naprawdę w samotniczkę nie wierzyć, jeśli sądziła, że ta tak łatwo jej uwierzy. Nie ma szans. Od początku wiedziała, że potrafi łowić i pływać, po coś tę rzekę na terenach mieli. – A w sumie to na czym łowienie polega? Wskakujecie do wody i gonicie ryby? – spytała, całkiem poważnie, bo naprawdę w tej kwestii była zielona. Jakoś nie wpadła na to, że wypadałoby, no nie wiem, użyć ogona jako przynęty. To już wymagało za dużo myślenia.
Pokiwała przecząco głową na pytanie kotki. Nie, to nie było to samo co kochać. Kochać… to było odważniejsze słowo. Lubienie-lubienie mogła porównać bardziej do zauroczenia, takiego wczesnego zauroczenia, które niewiele różni się od przyjaźni. W miłości nie było już miejsca na stres, miłość czuło się wtedy, gdy było się pewnym, że chce się z tym kotem iść przez życie.
– Nie. Między lubieniem-lubieniem a kochaniem jest różnica. To bardziej takie... zauroczenie, o. A zdenerwowanie dlatego, że w tym stadium nie dostrzegamy jeszcze wad drugiego kota, naiwnie wierząc, że jest idealny i dlatego się stresujemy, bo chcemy wypaść przed nim jak najlepiej. Ale podekscytowanie też jest... ach, aż mi się łezka w oku zakręciła, tak szybko się uczysz – zaśmiała się. Ona również dobrze czuła się w towarzystwie swojej przyjaciółki i bardzo lubiła spędzać z nią czas. Czuła się przy niej swobodnie i nie udawała kogoś, kim nie jest; pomińmy kwestię, że nigdy nie udawała. – Tak, czułam, ale nie dlatego, że się w tobie zauroczyłam, po prostu było mi miło od twoich słów – wyjaśniła, żeby była jasność. Motylki w brzuchu czuło się w wielu przypadkach, nie tylko wtedy, gdy widziało się kota, którego darzy się uczuciem, ale do tego tematu jeszcze dojdą. Skupmy się na podstawach.
Uśmiechnęła się podświadomie, gdy kotka przystanęła na jej propozycję. Były małe szanse na to, że nie chciałaby, ale gdzieś z tyłu głowy samotniczka obawiała się, że niebieska się nie zgodzi. Na szczęście się pod tym względem myliła i byla umówiona na miły spacer! Tylko… tylko dlaczego wieczór? Poczuła, jak drży jej cały grzbiet, gdy przywołała sobie obraz ciemnego, niemal czarnego nieba. Trochę się bała. Nie dość, że było wtedy zimno, nawet jak na Porę Młodych Liści, to na dodatek noc kojarzyła jej się z grozą… i krwiożerczymi puchaczami. Ale skoro jej przyjaciółka tak chciała, nie miała nic przeciwko. – No dobrze, więc wieczór.
Sprawdzała, na ile kotka jej pozwoli, ale rzeczywiście jej ufała. Po krótkiej chwili wzięła z niej swoje łapy, pozwalając jej złapać oddech i przekrzywiła zdziwiona głowę, gdy ta się odezwała. Za wcześnie…? Spojrzała na niebo, które faktycznie było dość jasne i westchnęła. Nie wiedziała, że tak bawić można się tylko w nocy, ale kot uczy się całe życie.
– Ach, a więc dlatego chcesz się spotkać wieczorem? Już wszystko jasne! – powiedziała rozbawiona, chociaż wbrew pozorom naprawdę tak sądziła. Cóż, nie myślała w sprośny sposób, tak jak jej przyjaciółka, co musiała jej wybaczyć. Dźwignęła się wreszcie na cztery łapy i zeszła ze starszej kotki, przy okazji się rozciągając. Było tak wygodnie… ale musiały wreszcie się stąd ruszyć, bo jeszcze naprawdę ktoś je zauważy. – Kto pierwszy na granicy wygrywa! – I ruszyła biegiem, nic nie robiąc sobie z tego, że wojowniczka prawdopodobnie nie zdążyła jeszcze wstać.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Ale to nie jest nic oryginalnego. Prawie cały Klan Rzeki to umie — odparła. W sumie nie zdawała sobie sprawy, że przecież dla kotów spoza jej klanu ryby i pływanie były czymś niezwykłym, niespotykanym, a nawet obrzydliwym. Bratek też uważała to za obrzydliwe, tak nawiasem mówiąc, dlatego rzadko to robiła. Za to na kolejne słowa bengalskiej parsknęła. — Nie, nie. Siedzisz przy wodzie, uważając żeby twój cień nie padał na wodę, nie wydajesz z siebie żadnego dźwięku, a jak podpłynie ryba, to szybko uderzasz w wodę, łapiesz ją pazurami i wyrzucasz na brzeg. A potem szybko zabijasz, bo są obślizgłe i szybko mogą wyrwać się z powrotem do wody — wyjaśniła. Gdy tłumaczyła to Wróblicy to było to o wiele przyjemniejsze, niż uczenie Węgorzowej Łapy. Zaczęła się zastanawiać, czemu tak było. Nie różnili się za bardzo ilorazem inteligencji i mówili w podobny sposób, raczej. Może po prostu...lubiła ćwir-ćwir bardziej? Jak tak myślała, to rzeczywiście o to mogło chodzić. Lubiła ją, więc traktowała ją lepiej, niż inne koty i robiła dla niej wyjątki. To normalne? Doszła do wniosku, że sama się tego nie domyśli.
— To normalne, że jak kogoś lubię, to traktuje go inaczej niż inne koty? Nawet nieumyślnie, po prostu ten ktoś mnie mniej denerwuje, nawet jeśli zachowuje się tak samo jak ten obcy — zapytała więc, mniej więcej tłumacząc, o co jej chodzi.
— To głupie, być zauroczonym. Lubienie kogoś nie powinno zabierać umiejętności obiektywnej oceny — skomentowała, nieco...obrzydzona tym konceptem. Kierowanie się emocjami było dla niej słabością, czymś niezwykle głupim, więc taki opis zauroczenia nie był dla niej czymś przyjemnym i uroczym, a zwyczajnie idiotycznym. Czy jak ona się zauroczy, to też tak nagle będzie?
Dla niej wieczór był niczym strasznym. Jasne, było nieco ciszej i ciemniej, ale co oprócz tego? Nikt ci wtedy nie przeszkadzał, a na Srebrnej Skórce świeciły gwiazdy. Tak samo Bratek uwielbiała poranki, kiedy jedynym dźwiękiem było wesołe ćwierkanie ptaków, a ciepłe światło powoli rozjaśniało leśną połać.
I...nie załapała. Ale zamiast przesunąć łapą po pysku, niebieska tylko zaśmiała się cicho do siebie i wstała, czując jak schodzi z niej ciężar Wróbelek. I od razu została zmuszona do ruchu! Od razu jak załapała, o co chodzi, zaczęła biec za cętkowaną. W końcu dotarła do granicy...jako druga, no chyba, że córka Jaskółki postanowiła się zatrzymać po drodze czy coś. Westchnęła.
— To...do następnego? Chyba, że chcesz jeszcze ze mną posiedzieć — mruknęła z uśmieszkiem, odbierając wrócenie na granicę jako zakończenie spotkania. Była ciekawa, co przygotuje dla niej ćwir-ćwir na następnym spotkaniu...na spacerze.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Prawie cały klan Rzeki to umie, bla bla bla… uderzyła ją lekko w pierś, chcąc jej zakomunikować, że teraz skupiają się na niej, a nie na innych kotach z klanu. Dla Wróbelek taka umiejętność była oryginalna, bo sama tego nie potrafiła. Czy taki argument wystarczy?
– O, serio? To mniej zabawne, niż z początku sądziłam. W gonieniu ryb byłoby więcej frajdy! A może połowimy kiedyś razem? Będzie super! – zaproponowała z entuzjazmem, słodko trzepocząc rzęsami, jak gdyby to miało zachęcić wojowniczkę do przyjęcia jej oferty. Miała już tyle planów na ten spacer… ach! A czasu do ich zrealizowania mogło im zabraknąć. W sumie to nie będzie ich ostatnie spotkanie, jeszcze wszystko zdążą ze sobą zrobić, poznać, zwiedzić… ta wizja sprawiała, że w kotce narastała większą radość, dopiero teraz mogła na własnej skórze dowiedzieć się, czym jest przyjaźń, jak wiele szczęścia potrafi ofiarować; czuła się wreszcie kompletna.
– Taak? W sensie, gdy kogoś lubimy, ten ktoś od razu robi się dla nas mniej denerwujący, mamy do takiego kota więcej cierpliwości... i po prostu nie patrzymy na to w ten sam sposób, co na spotkanie z innym kotem, bo gdy spędzamy czas z kimś, kogo lubimy, głównie skupiamy się na tym, że no, jesteśmy razem i to daje nam szczęście – wytłumaczyła, nie zliczyłam, ile razy w tym zdaniu zdołał zaplątać się jej język; pytania jej przyjaciółki były coraz trudniejsze i chociaż były dla samotniczki swego rodzaju wyzwaniem, czuła radość, gdy mogła rozwiać jej wątpliwości, pokazać jej swój punkt widzenia, nauczyć ją czegoś, zwłaszcza że zdawała sobie sprawę z jej problemu z emocjami, którego przecież obiecała jej się pomóc pozbyć. Właśnie to czuła w jej towarzystwie. Cierpliwość. Na ogół była cierpliwym kotem, ale i jej mogłaby się ona wyczerpać, gdyby ktoś ciągle zasypywał ją ciężkimi tematami; w przypadku Bratkowej Łąki tak nie było – czuła uciechę, że może ją czegoś nauczyć. Dla niej robiła wyjątki, bo cóż, po prostu ją lubiła.
– Wiesz, zdarzają się koty, które przechodzą przez to inaczej, najczęściej takie, które znają się bardzo długo i już zdołały wcześniej poznać swoje wady, nim się zauroczyły, ale zauroczyły już w całym kocie: zarówno w jego wadach, jak i zaletach – powiedziała, wzdychając cicho pod nosem. Zastanawiała się, jak ona zachowywałaby się, zakochując się w jakimś kocie. Dałaby się oślepić miłości? A może podchodziłaby do tego mądrze? Był to tak rozległy temat, że nie potrafiła sobie odpowiedzieć, nie mogła być pewna, co ona by w takiej sytuacji czuła, to było… zadziwiające, tak, zadziwiajace, jak jedna emocja potrafiła tyle namieszać, ale było to również jedno z najwspanialszych uczuć na ziemi. A przynajmniej jej zdaniem, jako iż była takim typem kota, który najchętniej cały czas chodziłby z głową w chmurach.
Zaczęła biec, tylko raz się odwróciła, żeby zauważyć szybko nadbiegającą za nią wojowniczkę, ale się nie zatrzymała, więc wygrała z racji nieuczciwego zagrania. Czasami się zdarza.
– Co, już się mnie pozbywasz? – zachichotała, spoglądając przez ramię kotki na malujące się tereny Rzeki, na których jeszcze przed chwilą stała jej łapa. Zrobiła coś nielegalnego, ale czuła się z tą myślą wyśmienicie. Nikt ich nie zauważył, a ponadto spędziła z kotką miło czas. Zdecydowanie nie żałowała. – Co ty na to, żeby wejść na drzewo? Zobaczymy, czy jest lepszym punktem obserwacyjnym od ciebie – zażartowała, spoglądając pytająco na kotkę, tym razem dając jej wybór, zamiast od razu narzucać jej działanie.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
— Gonienie ryb nie ma sensu, bo są w wodzie. Nie da się biec w wodzie, bo robi taki opór. Ale...tak, możemy połowić kiedyś razem — mruknęła w odpowiedzi. Nie lubiła łowić, ale może z Wróbelek byłoby to minimalnie ciekawsze. — Macie jakieś zbiorniki z wodą na Niczyich, prawda? — dopytała, bo średnio orientowała się w geografii terenów innych niż rzeczne.
— Mn — odparła krótko — W takim razie spotkania z tobą są mniej denerwujące niż z Węgorzową Łapą i resztą Klanu Rzeki — parsknęła z delikatnym uśmieszkiem. Co prawda nie każdy w Klanie Rzeki był taki zły (patrz: Biała Burza, Pajęcza Łapa), ale zdecydowana większość była denerwująca lub po prostu Bratek nie umiała się z nimi dogadać i pociągnąć rozmowy. Wróbelek tak szybko i wesoło znajdowała nowe tematy do rozmów, rzeczy do robienia, była...inna. Nawet jeżeli w Klanie Rzeki były wesołe i rozmowne koty, to rozmowne wydawały się tylko gdy rozmawiały z kimś tak samo zaangażowanym w konwersację. Czereśnia i Rabarbar chociażby.
Zauroczenie się w wadach wydawało się Pąk nielogiczne i dziwne, ale nie chciała już dłużej zamęczać Wróblicy głupimi pytaniami. Może kiedyś sama tego doświadczy - bo tak najlepiej poznawała rzeczy, robiąc je w praktyce.
— Nie — mruknęła i chciała wytłumaczyć, że po prostu już nie wie o czym ma rozmawiać, ale bengalska juz wyskoczyła z kolejnym pomysłem, jakim była...drzewna wspinaczka. Na początku była średnio przekonana do tego pomysłu - no bo po co miałyby to robić, skoro za niczym nie gonią ani nic w tym stylu - ale gdy ćwir powiedziała 'Zobaczymy, czy jest lepszym punktem obserwacyjnym od ciebie', to niebieska poczuła pewną chęć rywalizacji...z drzewem. O bycie punktem obserwacyjnym. Gdyby mogła, to przesunęłaby w zażenowaniu samą sobą ręką po twarzy.
— Dobra — odparła więc, irracjonalnie zdeterminowana udowodnić, że...że w sumie to co? Drzewo jest gorszym punktem obserwacyjnym? Przecież wiedziała, że z drzewa na pewno widać więcej, niż z niej. Cóż, nie myśląc za wiele wbiła się z pazurami w korę drzewa i zaczęła się podciągać na całkiem silnych łapach, by w końcu usiąść na jednej z wyższych gałęzi.
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wspólny połów brzmiał wspaniale i już nie mogła się go doczekać. Może zrobią to na tym spacerze, na który się umówiły. O ile oczywiście znajdą czas… Wróbelek miała na niego wiele pomysłów i obawiała się, że nie wszystkie zdołają zrealizować. To była zarówno jej wada, jak i zaleta – myślała bardzo dużo, do jej głowy cały czas wlatywały coraz to nowsze pomysły, a potem na dodatek nie miała kiedy ich wykorzystać. Ale chociaż jej przyjaciółka nie nudziła się w jej towarzystwie… a przynajmniej taką żywiła nadzieję, w końcu nie mogła wkraść się do jej głowy i wyczytać jej myśli.
– Nie... będziemy musiały użyczyć sobie waszej rzeki – powiedziała gorzko, zasmuconym tonem, bo ponowne wtargnięcie na cudze terytorium nie brzmiało zbyt przyjemnie… a następnie wybuchnęła śmiechem, bo jak to mogliby żyć bez wody? – Oczywiście, że mamy, głuptasie. Z tego co kojarzę, to chyba nawet skrawek waszej wypływa na Ziemie Niczyje, ale możemy pójść bliżej mojej miejscówki, przy okazji pokażę ci jaka paskudna w dotyku jest ulica – zaproponowała i uśmiechnęła się promiennie. Chciała pokazać jej tyyyyle miejsc! Może kiedyś nawet wybrałyby się gdzieś dalej? Byłoby wspaniale. Takie myślenie nad temat tego, jakie nowe miejsca odwiedzą, było cudowne; mogła nie przestawać.
– W takim razie czuję się zaszczycona! Ale pewnie są u was jakieś podobne do mnie koty, co? – Byłoby to co najmniej podejrzane, że jej dosyć zwyczajne usposobienie jest jednocześnie tak wyjątkowe. Na pewno istniał ktoś taki, a Pąk zwyczajnie z nim nie rozmawiała, wobec tego teraz uważała rozmowy z samotniczką za ciekawe. Oczywiście ucieszyłaby się, gdyby okazała się jedyna w swoim rodzaju, aczkolwiek wiedziała, że jest to po prostu niemożliwe. Przy okazji zastanawiała się, w jaki sposób wyglądałaby jej pogawędka z kimś do niej tak rażąco podobnym… zapewne byłoby interesująco; nie zabrakłoby również mnóstwa zabawy. Gdyby tak się zastanowić, z kocurem z klanu Cienia rozmawiało jej się całkiem miło i nie byli od siebie jakoś bardzo różni. To wciąż nie zmieniało faktu, że mimo wszystko nie chciała zaprzyjaźniać się z nikim innym, najważniejsza w tym momencie była dla niej rzeczna wojowniczka i ich wspólne spędzanie czasu. Jej pierwsza, najprawdziwsza przyjaciółka.
– No, a już się bałam! To znaczy, wiesz, jak chcesz żebym poszła to pójdę, ale... bardzo cieszy mnie twoja obecność – miauknęła dosyć cicho, lekko przybitym głosem; za chwilę jednak uśmiechnęła się delikatnie, by zaraz dodać do tego jeszcze zabawne wyszczerzenie zębów. Na szczęście kocica za chwilę również zgodziła się na wspinaczkę, z czego samotniczka bardzo się ucieszyła. Zaczekała, aż tamta wespnie się pierwsza, a dopiero w momencie, w którym zasiadła na jednej z wyższych gałęzi, Wróbelek zaczęła wchodzić na drzewo. Podjęła się tego dość zwinnie, nie minęła dłuższa chwila, a już siedziała obok swojej przyjaciółki, lekko łaskocząc ją w łapy swoim chudym ogonem. Przez sekundę wpatrywała się rozmarzona w swoją towarzyszkę, ale dosyć szybko odwróciła głowę, kierując go na nagie niebo, niezasłonięte przez ani jedną chmurę. Tak, stąd było widać zdecydowanie więcej. Dostrzegła nawet grupę ptaków lecącą w którąś stronę, choć co bardziej przykuło jej uwagę, to majacząca się w tle kropka, niemalże gwiazda, która pozostawiała za sobą biały ślad. Szturchnęła lekko barkiem siedzącą obok kocicę, nie spuszczając przy tym wzroku, i uniosła delikatnie przednią łapę, chcąc zwrócić jej uwagę na ten dziwny kształt płynący po niebie. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziała i szczerze wątpiła, aby był to element dzikiej przyrody, a nie coś związanego z ludźmi. Oczywiście mogła się mylić, ale… nie zdawało jej się.
– Jak myślisz, co to? Widziałaś już coś takiego? To się rusza, pacz! – zakomunikowała i uniosła jedną brew wysoko, widocznie zaciekawiona tym dziwnym światłem. Chociaż wyglądało podobnie do gwiazdy, na pewno nią nie było. To oczywiście samolot, o czym kocica nie miała pojęcia. Z zaciekawieniem wymalowanym na pysku i z błyskiem w oczach obserwowała, jak z każdą chwilą coraz bardziej się oddała, aż wreszcie znika. Lekko się uśmiechnęła. Była właśnie świadkiem czegoś bardzo intrygującego, a na dodatek wraz ze swoją przyjaciółką! Nie mogła wyobrazić sobie takiej chwili inaczej. Odetchnęła, cała podekscytowana tym przeżyciem. Ot, nie było to nic szczególnego, ale gdy miało się obok odpowiedniego kota… wszystko zdawało się być inne, lepsze.
[Obrazek: emo0uSQ.png]


LVL 3 15 / 200
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
7
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Gdy Wróbelek jej odpowiedziała, zmrużyła oczy i zmarszczyła delikatnie brwi. Zaczęła myśleć, jak by to rozegrać w takim razie, kiedy przypomniała sobie, że w sumie kiedyś była przy jakiejś wodzie, gdy chodziła po Ziemiach Niczyich. Czyli Wróbelek musi po prostu nie znać tego miejsca. Ale coś jej znowu nie pasowało, bo przecież one muszą coś pić. I akurat wtedy, gdy o tym pomyślała, to bengalska uświadomiła ją w tym, że tylko żartowała.
— A — mruknęła tylko w odpowiedzi i odetchnęła z ulgą, chociaż czuła się trochę głupio z myślą, że się na to nabrała. Ale przynajmniej nic nie powiedziała, więc można było uznać, że wiedziała od początku! Dlaczego ją to w ogóle tak obchodziło? Ugh, chyba z wiekiem robi się coraz głupsza. — Chętnie zobaczę ulicę...czyli Grzmiącą Ścieżkę, ta? I tą twoją miejscówkę. — dodała.
— Z charakteru tak, znam kilka, ale raczej za mną nie przepadają, bo nie umiem z nimi rozmawiać. Z wyglądu żaden, ale to już chyba wiesz — odparła. Jasne, był Węgorzowa Łapa, Rabarbarowa Łapa, Czereśniowa Gałązka i mnóstwo innych wesołych kotów, ale z żadnym nie potrafiła się dogadać tak, jak z Wróbelek. Chyba to po prostu kwestia tego, że w klanie praktycznie nic się nie dzieje i nie ma o czym rozmawiać, a z samotniczką? Ich życie różni się w tak wielu kwestiach, nie widzą się codziennie, zawsze znajdzie się temat do rozmowy.
— Um, dzięki? Też lubię twoją obecność, tak mi się wydaje — powiedziała nieco zmieszana. Cętkowana mówiła to tak...prosto, bezpośrednio, nie miała problemu z określeniem swoich odczuć i ubrania ich w słowa. Bratkowa jej zazdrościła. Wielu rzeczy jej tak właściwie zazdrościła. Miała piękne futerko, uroczy charakter i wolność samotnika - nie była ograniczona do klanowych reguł. Niebieska czasem myślała nad tym, co by było, jakby odeszła z Klanu Rzeki...ale z jakiegoś powodu to był niewygodny i dziwny dla niej koncept. Chociaż nie była patriotką miesiąca, to przyzwyczaiła się do życia tutaj, do całego systemu. Miała przynajmniej jakieś zajęcia - patrole, polowania, treningi. Może jako samotnik mogłeś robić co chcesz, gdzie chcesz, ale to musiało być zwyczajnie nudne.
Siedziała na gałęzi i śledziła wzrokiem wspinającą się niżej Wróbelek, aż końcu gdy dotarła na górę, odsunęła się i zrobiła jej miejsce. Rzeczywiście, ładny widok. Siedziała tak w ciszy i wpatrywała się w niebo, las i wszystko, co było widzialne z tej wysokości, dopóki nie przerwał tego głos ćwir-ćwir.
— Co? — mruknęła zdezorientowana, dopóki nie zwróciła uwagi, na co patrzy Wróbelek. Białe coś pozostawiające smugi na niebie...widziała to już kilka razy, czy to w obozie, czy na polowaniu. Nigdy nie zastanawiała się bliżej co to może być i stwierdzała, że po prostu jest i jest czymś podobnym do gwiazd.
— Widziałam, często pojawiają się na niebie. Ale nie wiem co to, raczej nic nie wpada mi do głowy — wymamrotała więc. Przez głowę przeszła jej myśl, że może to coś służy do tworzenia chmur, w końcu zostawia za sobą takie małe chmurki...ale to brzmiało naprawdę głupio.
Siedziały i podziwiały różne rzeczy na niebie jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu zaczynało się nieco ściemniać. Zeszły, pożegnały się i odeszły w swoją stronę, wyczekując ich kolejnego spotkania, które miało być spacerem.

zt razy dwa
[Obrazek: 20051648_VWRqemYa7hggJ7L.png]
LVL 3 180 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ostatnie dni dla kotki były cóż... ciężkie. Nie dość, że pół księżyca temu zmarła jej ciocia, to jeszcze dostała dziwnego terminatora w swoje łapki. Spodziewała się czegoś bardziej... mniej pyskatego i milszego, ale cóż. Terminator to terminator, jakoś sobie z nim poradzi. Tak więc dzisiejszego dnia zdołała znaleźć dłuższą chwilę dla siebie. Trening z podopiecznym zakończyła dość wcześnie, patrząc na to, że zaczęli o porze górowania słońca. Odesłała go do obozu pod pretekstem pójścia na samotne polowanie i proszę! Tak oto zgarnęła dla siebie calutki wieczór. Słońce jeszcze nie zachodziło, choć było bliskie, by zacząć zmieniać kolor nieba na karmazynowy. Miała jeszcze sporo czasu aż zapadnie całkowity mrok, tak więc postanowiła przejść się do granic. Od kilku dni chciała spotkać jakiegoś samotnika, porozmawiać i sprawdzić, czy rzeczywiście są oni tacy źli. Choć ostatnio w ogóle nie miała szczęścia do nich i wracała rozczarowana do obozu. Może to z drugiej strony dobrze? Znaczy, że klan nie nachodzą żadne obce koty, które mogłyby tylko zaszkodzić. Tylko coraz bardziej jej się nie chciało szukać tych złych samotników...
Dzisiaj postanowiła przejść się do jednego z bardziej rozpoznawalnych miejsc przy granicach, a mianowicie bzu. Pamiętała, gdy jeszcze drzewo miało kwiaty, a teraz... Wszystkie uschły i zostały same liście. A szkoda... Poza tym czekało ją tutaj kolejne rozczarowanie, żadnego zapachu samotnika. Zamiast pójść dalej, postanowiła, że zrobi sobie krótką przerwę pod liśćmi tego drzewa. Może jakiś samotnik w międzyczasie ją zaskoczy... kto wie.

// Morwowa Łapa
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jeśli Płotka liczyła na spotkanie wrednego, groźnego samotnika, to bardzo się zawiedzie. Chociaż z drugiej strony powinna dziękować Gwiezdnemu Klanowi, że nie spotka się z takim niebezpieczeństwem. No chyba, że lubi się narażać i czuć adrenalinę. Morwa nie lubi, więc nie ma co liczyć na walkę. Sam obiecał sobie, że nie bęzie się w takie coś pakował. Za każdym razem zadawał sobie w głowie to samo pytanie, a mianowicie ''po co nabawiać się niepotrzebnych ran''. No właśnie, po co? Może gdyby miał medyka, tak jak klanowe kicie, to inaczej by do tego podchodził. Rzecz w tym, że nie ma i raczej nie będzie miał. No... Co prawda jeden kot mówił mu, że w razie niebezpieczeństwa może mu pomóc, ale po pierwsze- nie zna się na ziołach zbyt dobrze, po drugie- raczej szybko zacznie irytować się Morwą i jego towarzystem. Bo raczej nikt nie wytrzymałby z nim dosyć długo. Może to i lepiej? Przynajmniej nie musi się martwić zbędnym towarzystwem.
Tego dnia zapuścił się dosyć daleko swojego legowiska. O ile mógł nazywać je swoim. Coraz rzadziej w nim przebywał, był tam tak właściwie tylko dla Kuny. Ale mniejsza. Nie wiedział co go skłniło do przyjścia aż tutaj. Chęć poznania nowych kotów? Najpewniej tak. No bo czego innego mógłby szukać na granicy? No... Jeszcze obicia mordy, bo przecież jest intruzem. Oczywiście miał nadzieje, że do żadnej walki nie dojdzie. Oby. Gdy tylko zauważył, że znajduje się niemalże przy granicy oraz, że niedaleko jest kot z klanu Rzeki, zatrzymał się. Co powinien zrobić? Nie miał złych zamiarów. Spojrzał w stronę kotki i zrobił krok, aby znaleźć się trochę bliżej. Jeśli już mają rozmawiać, to z normalnej odelgłości, bo po co krzyczeć? A no i jeśli w ogóle dojdzie do rozmowy, bo jeśli Płotka jej nie zacznie, to raczej długo tutaj nie posiedzą.
[Obrazek: jYFXncw.png]
LVL 2 65 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
I w końcu los się do niej uśmiechnął! Do nozdrzy kotki dostał się dziwny zapach kota... Nie był to zapach kota z obcego klanu ani również kogoś, kto zamieszkiwał jej klan. Zupełnie inny i dziwny... To musiał być samotnik! Nie widziała jeszcze, kto przybywa w jej stronę, ale wiedziała już, że poszukiwanie powiodło się. W końcu gwiezdny klan zesłał jej jakiegoś wygnańca do pasjonującej rozmowy! Chociaż czekaj Płotka, bo nie wiadomo co tam na ciebie czeka. Przecież koty nie są samotnikami z byle powodu, więc istnieje duża szansa, że trafi na jakiegoś gbura, który zaatakuje ją bez powodu. Rozmyślała tak przez krótką chwilę, aż się zorientowała, że samotnik ją dostrzegł i... zrobił krok w jej stronę. Odruchowo ona również zrobiła krok, ale w przeciwnym kierunku.
- Eee... To ten. Jeżeli nie masz zamiaru mnie zaatakować czy użyć jakiegoś dziwnego samotniczego podstępu na mnie to... Może chciałbyś pogadać? - To było najbardziej żenujące przedstawienie się przed pierwszym samotnikiem w życiu. Nie dość, że pozwoliła sobie postawić krok w tył, to jeszcze w ogóle nie brzmiała przekonująco, ani dumnie, niczym inne koty z jej klanu. Chociaż nie wszystko stracone! Tuż po tych słowach stanęła twardo na ziemi, by następnie wypiąć lekko swą pierś. Gdyby zaczęła jakoś poważniej to wszystko, to może ta dumna poza by w czymś jej pomogła, a teraz... wyglądało to trochę komicznie. Oj Płotka...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cofnięcie się kotki wcale nie zrobiło na Morwie wrażenia. No... To było do przewidzenia. Przecież byli sobie zupełnie obcy, żadne z nich nie mogło wiedzieć co ich czeka. Ona postąpiła w dobry sposób, a on? Trochę nieodpowiedzialnie. Mógł trafić na kogoś, kto będzie wrogo nastawiony. Ktoś, kto za takie zbliżenie byłby w stanie go zaatakować. Jest intruzem i wiadomo, że nie powinno go tu być, tak blisko granicy. To niebezpieczne... Strata życia w tak młodym wieku nie była dla niego czymś fajnym. Spojrzał kocicy prosto w oczy, gdy się odezwała. Eh, skoro już zaczęła rozmowę, to wypadałoby tu zostać, chociaż chwilę. Może będzie w stanie udowodnić, że nie każdy samotnik to groźny i silny cham.
-Samotniczego podstępu?- spytał, podnosząc jedną brew do góry. Zastrzygł uszami. O co mogło chodzić nieznajomej? Nigdy nie słyszał o samotniczych podstępach, czy to kolejny wymysł klanowych kotków? Pewnie tak. W sumie to zbytnio się tym nie przejmował. Według niego, klan to stan umysłu, patologiczne blokowisko, do którego on nie miał zamiaru należeć. -Aaaa, jeszcze mam czas żeby cie zaatakować- dodał po chwili, z namysłem. Czy chciał to robić? Nie. Ale czy ona musi o tym wiedzieć? też nie. Chociaż może lepiej byłoby, gdyby wiedziała, że nic jej nie grozi...
[Obrazek: jYFXncw.png]
LVL 2 65 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Kotka również ceniła swoje życie, więc nie chciała, by ciekawość jej pozwoliła na nieostrożność. Chociaż również nie miała zamiaru trzymać się na dwie długości lisa od kocura, bo wtedy w ogóle nie mogłaby z nim porozmawiać. Ale bycie blisko przy nim, jak w normalnej rozmowie, również nie wchodziło w grę. Tak więc nie była do końca pewna, jak ma podejść do tego samotnika, by być jednocześnie bezpieczną i miło jej się prowadziło rozmowę.
- Właśnie! I tego nie zrobisz... racja? - Mimo swojej dumnej postawy dalej czuła się bardzo niepewnie. Zupełnie nie wiedziała czego oczekiwać po pierwszym samotniku w jej życiu. Z jednej strony sam fakt, że nie należał do żadnego z klanów, brzmiał strasznie, ale z drugiej... Na razie jej nie zaatakował i nie syczał na nią. Więc może nie będzie tak źle? Gdyby miał zaatakować, zapewne zrobiłby to, gdy kotka bezbronnie leżała.
- I nazywam się Płotkowa Łapa. Jestem dumnym wojownikiem Klanu rzeki. - dodała, by kocur wiedział, że mimo młodego wieku kotka nie jest wciąż terminatorem, tylko w pełni wyszkolonym wojownikiem, którego nie wolno lekceważyć! Nawet miała swojego terminatora, co dowodziło, że była godna tego tytułu, ale nie miała zamiaru jeszcze wyjawiać tej informacji. Przynajmniej nie sama z siebie. A poza tym liczyła, że po przedstawieniu się kocur również zrobi to samo. Może powie, z którego klanu pochodzi? Bo tego akurat nie mogła wyczuć. Choć była pewna, że na pewno nie był to klan rzeki.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Niepewność wojowniczki była dla niego czymś normalnym. Rzuciło mu się w oczy, że klanowe kicie różnie traktują samotników. Niektórzy właśnie z taką rezerwą i niepewnością. Czy tak samo podchodzą do kotów z innych klanów? No wiesz, na granicach, gdy na kogoś natrafią. W sumie to sam nie wiedział, niekoniecznie chciał o to pytać. Niekoniecznie ją. Dopiero co się poznali i takie nagłe pytanie mogłoby być dziwne. Albo podejrzane co gorsza, a on nie chciałby być o coś posądzony. Ma tyle problemów, że nie chciałby mieć na ogonie klanu Rzeki. Chociaż... Takie uciekanie mogłoby być ciekawe. Przez jakiś czas...
- Nie zrobie. Po co miałbym cie atakować? -spytał, patrząc na nią tym swoim dziwnym wzrokiem. To zadziwiające, jak bardzo się zmienił, a mimo to, zostało w nim to typowe spojrzenie. Takie... Smutne, pomieszane z dozą obojętności i nieufności? Chyba. Zbyt trudne, aby to opisać. I takiego spojrzenia nie zobaczysz nigdy. Czy to właśnie sprawia, że koty zapamiętują Morwę? Sam nie wiedział. Nigdy nie zwracał na to zbytniej uwagi.
-Płotkowa Łapa, wojowniczka Klanu Rzeki- powtórzył po niej. Coś mu się nie zgadzało. Wojowniczka z członem ''Łapa'' w imieniu? Czy Rzeka żyje na innych zasadach? Tak w ogóle można? -Z tego co mi wiadomo, to jako wojowniczka powinaś mieć jakieś kreatywniejsze imie- mruknął, patrząc na nią z lekkim zdziwieniem. Zwykła pomyłka, czy kryje się za tym coś głębszego? Chętnie by się dowiedział...
[Obrazek: jYFXncw.png]
LVL 2 65 / 150
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
5
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
//przepraszam najmocniej za zaleganie!

- Byś... E... Pokazał, że samotnicy są groźni i nie powinnam się do nich zbliżać - No. To teraz płotka zaprzeczyłaś samej sobie. Wyczekujesz samotnika, a później szukasz jakiś słabych wymówek, że jednak powinno się ich bać. Może była trochę zestresowana przez ten dziwny charakter rozmówcy, ale to też nie było dobrym wytłumaczeniem.
Czy ona powiedziała Płotkowa Łapa? Teraz to już w ogóle osiągnęła mistrzostwo w poniżaniu samej siebie. Mogła się przedstawić nawet kocięcym imieniem, wtedy to by było wiadomo, że chce, by się do niej zwracał mniej oficjalnie, ale łapa... To najgorsze przedstawienie się, jakie mogło być.
- Potok! Płotkowy potok... Dość niedawno miałam ceremonię i wszyscy zwracają się do mnie Płotka, więc nie do końca się przyzwyczaiłam do tej zmiany... - Spróbowała jakoś naprostować swoją pomyłkę i się poprawić. Nie miała zamiaru zostać pośmiewiskiem przez pierwszego napotkanego samotnika. Dodatkowo miała nadzieję, że mimo trudności na początku ich rozmowy, kocur jednak okaże się dość miły i zapomni o tych kilku dziwnych wpadkach... Oj jak miło by było zacząć teraz od nowa.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości