Stan w jakim znalazł się Sroczy Ogon złamał Barwinkowi serce bardziej, niż rozłąka z nim na Gwiezdny Klan wie ile księżyców. On sam już przestał liczyć księżyce - kiedyś liczył dni, ale w końcu odpuścił, bo przestawał łudzić się, że Kapustka w ogóle żyje. Bał się spytać przodków, czy wciąż żyje, bo był niemal przekonany, że dołączyłby do kotów ze Srebrnej Skórki w momencie w którym Księżycowy Pył potwierdziłaby, że tak, Kapustka nie żyje... ale, och, wrócił, ale w jakim stanie, w jak opłakanym stanie.
Barwna Woda zatrzymał się ledwie kilka maleńkich kroczków od łaciatego kocura, nie powstrzymując łez które zaczęły płynąć po jego policzkach, nawet o tym nie myślał. Oddychał drżąco; głos i wyraz pyska Kapustki kompletnie roztrzaskał mu serce, przebił je lodowym cierniem. Medyk przełknął głośno ślinę i nie myśląc dłużej zrobił krok, dwa kroki do przodu, siadając przed Sroczym Ogonem i zaczął wylizywać zmierzwione, zabłocone futerko, bardzo czule, bardzo starannie. I płakał. Pociągał nosem, wtulał mordkę w sierść drugiego kocura.
- Przepraszam - za co? Za co przepraszał? Za to, że nie było go przy Kapustce, za to, że znowu pozwolił mu odejść, za to, że nie szukał go wystarczająco długo, wystarczająco starannie... czy przepraszał za samego siebie, za to, w jakim on stanie się znalazł? Nie wiedział, ale czuł, że musiał przeprosić. - Zabieram Cię do domu. Twoi rodzice oszaleją ze szczęścia, ja- tak tęskniłem, Kapustko, t-tak tęskniłem... tak się cieszę, że- - Barwinek pociągnął nosem donośnie, wciskając mordkę w białą sierść Sroczego Ogona i rozryczał się już bez opamiętania. - Kocham Cię, kocham Cię tak bardzo. Wróć ze mną do domu. Ogrzeję Cię, przyniosę ci coś ze stosu i- - chciał jeszcze coś powiedzieć, ale słowa ugrzęzły mu w gardle. Został tylko szloch.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Patrzył przez parę długich chwil na łapy kocura, nie mając odwagi spojrzeć mu w pyszczek. Nie pamiętał już, czy dawał mu wcześniej słowo, że nigdy nie odejdzie; że będzie na zawsze. Nie pamiętał, czy mu to powiedział. Wiedział jednak, że miał zamiar już na zawsze pozostać w Klanie Rzeki, zestarzeć się w nim, obok Barwinka. Łamanie niewypowiedzianych obietnic bolało tak samo, jak gdyby kiedykolwiek wybrzmiały. Sroczy Ogon wstydził się niesłowności. Zdrady. Dlatego nie podniósł wzroku do niebieskich oczu, bojąc się ujrzeć konsekwencje swojej niekompetencji. Przecież miał być bezpieczny i na siebie uważać...
Ponownie przymknął powieki, czując napór ciała przyjaciela, jego ciepły oddech, szorstki język. Oh, jak znajome i bliskie to było. Tak strasznie za tym tęsknił! Zwłaszcza po tym, gdy po powrocie byli niemal nierozłączni. Westchnął z ulgą, czując jak ciężar na jego barkach zaczyna się kruszyć. Niewiele, jednak spotkanie z Barwinkiem trochę mu ulżyło.
— Przepraszam — powtórzył za kocurem, trochę mniej emocjonalnie, kładąc na nim swój policzek. Nie miał siły. — Przepraszam. Kocham cię. Też. — Wtulił łeb w gęste futro, zaciągając się pomału zapachem. Bał się tak to nazwać - "miłością". Często przed snem zastanawiał się, że hej, pewnie są po prostu naprawdę dobrymi przyjaciółmi? Ale nieważne, jak bardzo próbował to usprawiedliwiać (już nawet nie tym, że Barwinek był medykiem), prawdziwa odpowiedź boleśnie kłuła w łaciate serce. Ignorował ją. Udawał, że jej nie ma. I jeśli drugi kocur zdecydowałby, że przecież nigdy nie było tego wyznania - zapomniałby o nim. — Proszę zabierz mnie stąd, chcę się z tobą zdrzemnąć — wyszeptał łamiącym się głosem, zaciskając mocno szczękę. Nie chciał płakać.
Chciał pytać co się stało. Co się stało, czemu tak długo go nie było - i gdzie był, czy nic mu nie jest; w pierwszym odruchu Barwinek pomiędzy liźnięciami zaczął oglądać ciało kocura, szukając potencjalnych znaków choroby, jakichkolwiek ran, ale Sroka był w jednym kawałku. Przynajmniej fizycznie, bo psychicznie, zdaje się, oboje byli w podobnie opłakanym stanie, oboje mniej lub bardziej, ale trzymali się na ślinę, wolę Gwiezdnego Klanu...
I chyba tylko i wyłącznie uczucie do siebie. Barwinek na pewno. Załamał się kompletnie gdy Sroczy Ogon z dnia na dzień znowu wyparował.
Barwna Woda rozpłakał się intensywniej gdy z pyska Kapustki wypłynęło to samo wyznanie. Kocham Cię, powiedział, a medyk zalał się łżami już zupełnie, obiema przednimi łapami obejmując wychudłe, wyliniałe ciało swojego przyjaciela. Swojego ukochanego, swojego Sroki za którym tak tęsknił i o którym ciągle myślał. Kochał go, od tak dawna i tak żałował, że mówi mu o tym dopiero teraz, po tak długim czasie.
- Znalazłem- barwinki. Znalazłem barwinki - roześmiał się przez łzy, językiem układając białe futerko na boku szyi kocura. - Przepraszam, że b-bez Ciebie. Same wpadły mi pod łapy- mam je w legowisku. Chodź. Chodź, wracamy do domu. Już jesteś bezpieczny. Już dobrze. Kocham Cię, Kapustka, bardziej niż kogokolwiek - bardziej niż cokolwiek, bardziej niż Klan Rzeki, bardziej, niż samego siebie.
Obszedł kocura dookoła, finalnie opierając się bokiem o jego bok i mrucząc uspokajająco, powoli zaczął kierować się z powrotem do obozu Klanu Rzeki. Nie myślał teraz o reakcji klanowiczów na powrót Sroczego Ogona. Lisi Ogon i Lśniące Futerko się ucieszą. Nie myślał o tym, co powie babcia gdy przyprowadzi kocura który zniknął na Gwiezdny Klan wie ile, po raz drugi.
To nieistotne. Nie zamierzał stracić Kapustki po raz kolejny.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Trudno oczekiwać po wysokich rodzicach niskiego kociaka, zatem Kapustka, zgodnie ze wszystkimi zasadami taki nie jest. Wysoki, przeciętnej budowy, wychudzony. Pokryty jest białym, krótkim futerkiem (które po pobycie u dwunogów znacznie zmatowiało) z nielicznymi plamami czerni, z czego najbardziej w oczy rzuca się ta największa, ciągnąca się od nasady do samego czubka ogona. Następnie kleksy na obu piętach tylnych nóg i ten na prawym nadgarstku. Potem prawe ucho i pyszczek, zwieńczony mniejszymi łatkami na brwiach, sprawiając, że Sroczka wygląda na wiecznie zmartwionego bądź zdziwionego, oraz pod osmolonym nosem, dając mu mało eleganckiego, nierównego wąsa z bródką. Całość dopełniają złote, okrągłe oczy, obojętnie patrzące na otaczający zmęczonego wojownika świat.
Minęło JESZCZE więcej czasu, od kiedy Sroczy Ogon był terminatorem i spokojnie żył w Klanie Rzeki, tak odległego dla łaciatego łba. Porwania skutecznie utemperowały kocura, spychając w kąt jego żywiołowość i życzliwość. Wprawdzie nie zmienił się w zgorzkniałego starca, jednak widać znaczącą różnicę. Nieco mniej się udziela, nieco mniej pierwszy wyciąga pierwszy łapę do pomocy, nieco mniej chce zmieniać świat na lepsze. W końcu ile można poświęcać czasu na innych, kiedy samemu ma się na karku strach przed kolejną tragedią? Oczywiście, jeśli ktoś poprosi, to z mniejszym lub większym entuzjazmem pomoże, nie można się jednak spodziewać, że zrobi to z szerokim uśmiechem na pysku. Zwyczajnie wypustoszał, czując skrawki radości jedynie na myśl o Barwnej Wodzie i rodzicach.
Ah. Barwinki i kapustki. Uśmiechnął się sztywno i niezauważalnie na myśl o kocięcej obietnicy. Przez chwilę o niej zapomniał, zaślepiony chęcią powrotu do domu. Priorytety. Nie mógł pamiętać o wszystkim, zwłaszcza w takim stanie, kiedy głowę zajmowały mu jedynie proste rozkazy. Wrócić do Rzeki, zobaczyć rodziców i Barwinka. Nie mógł więcej.
— Nie przepraszaj. Chcę je zobaczyć — mruknął, parę razy przeczesując językiem po srebrzystym futrze. Medyk nie powinien go przepraszać, w końcu jak miałby uniknąć spotkania kwiatuszków? Chodzenie z głową w chmurach nie kończyło się dla dzikich kotów dobrze. — Cieszę się, że cię widzę — uniósł głowę, wreszcie patrząc w oczy drugiemu kocurowi. Wiedział, że nie będzie na niego zły. Nie leżało w naturze Barwinka, obrażać się, czy robić wyrzuty. Jeśli ktoś miał w tej relacji obwiniać o coś Srokę, to byłby to sam Sroka - co też robił, jednak pierwsze onieśmielenie widokiem przyjaciela w końcu minęło i tęsknota za jego pyszczkiem przebiła jakikolwiek wstyd. — I też cię kocham. Bardzo.— Wstał, ocierając policzek o jego bark i ruszył do przodu, starając się nie opierać całej wagi na towarzyszu. Był zmęczony, ale nie chciał męczyć. Udało się.
/zt x 2
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Ranna Łapa spędzał dnie na pomaganiu w obozie. Było to według niektórych kotów dosyć nudną czynnością, jednak on chętnie się tym zajmował… kiedy już się rozbudził i znalazł w sobie trochę energii. Jako kot który spędził w legowisku Medyka całe księżyce, Raniuszek potrafił docenić większość czynności które wykonywał. Wszystko miało jakiś cel, a on czuł się spełniony robiąc cokolwiek, co miało pomóc innym. Tamtego dnia jak zawsze przyszedł do Brązowego Pyska, zobaczyć jak kocur się czuje i ogólnie porozmawiać… a potem dopytać co powinien dziś zrobić w obozie. Jako, że jego trening nie zdążył jeszcze porządnie ruszyć…
Nie spodziewał się, że będzie to pierwszym razem, gdy wyjdzie z obozu. Zobaczyć tereny, tak jak powiedział to Brązowy Pysk - w końcu musiał się oswoić z terytorium własnego Klanu. Miało to sens, choć dla jasnego kocurka wiązało się to z pewnym rodzajem stresu. Na zewnątrz czekało tyle niebezpieczeństw… To tam zniknęło jego rodzeństwo!
Ranna Łapa wyszedł z obozu, bardzo spięty. Niby słuchał Brązowego Pyska, a jednak myślami wędrował gdzieś daleko, gdzieś w kierunku swojego ukochanego rodzeństwa i tego, co mogło się z nimi teraz dziać… Sam z siebie nie oddaliłby się tak od obozu, ale był z kimś doświadczonym i to wystarczyło. Niestety jednak, Raniuszek chyba za bardzo się zamyślił, i gdy dźwięk ptaka wzbijającego się w powietrze przywrócił go do rzeczywistości… Brązowego Pyska nie było obok.
Terminator skarcił się w myślach za to, że znów odleciał w ten sposób. Gdyby się skupił, na pewno poszedłby dobrą drogą i nie zabłądził… a co to?
Kocurek podszedł do dziwnego krzaka i obwąchał go, po raz pierwszy zwracając uwagę na to, ile dziwnych zapachów było wokół niego. Stwierdził, że się boi, więc usiadł w miejscu i zaczął czekać na Brązowy Pysk. On na pewno zaraz po niego wróci.
xxPodczas gdy Ranna Łapa gubił się przy rzecznej granicy, wśród gęsto rosnących krzewów Kłującego Gąszczu mknęła kremowofutra istota, zwinnie omijając wszelkie przeszkody i skacząc przez kolczaste gałęzie. Czy coś goniła? Może przed czymś uciekała? Można było tak powiedzieć, jednak nie było to nic fizycznego. To były myśli i uczucia, które od czasu do czasu potrzebowały znaleźć ujście z ciała samotniczki, która nie znała do tego żadnych zdrowych metod. Biegła, chcąc się zmęczyć i wyładować wszystkie niechciane emocje. Nie chciała czuć samotności. Nie miała do tego nawet prawa. Sama wybrała dla siebie drogę, którą podążała. Samotnie. Z resztą nie potrzebowała nikogo, tylko by ją spowalniał. I ranił. Musiała być silna. Musiała dać sobie radę. xxPrzyspieszyła, tracąc orientację w terenie i nieświadomie zmierzając wprost w stronę granicy z Klanem Rzeki. Gdy wyczuła graniczną woń, było już za późno. Co Gwiezdnemu Klanowi winny Ranna Łapa mógł w tamtym momencie zobaczyć to wyskakujący z gąszczu duży, kremowy kot, poprzedzone tupotem łap i szelestem ściółki. Rosa wylądowała kocięce kroki przed rzecznym terminatorem, jednak niestety śliski, ośnieżony grunt sprawił, że zrobiła drift, koniec końców wpadając na kocura i przewracając ich obu. O nie. Onie onie onie. Błyskawicznie podniosła się i odskoczyła w tył, jeżąc w strachu ogon i otwierając szeroko złoto-zielone oczy. xx— ... — otworzyła pyszczek, chcąc się wytłumaczyć, że nie chciała naruszyć granicy, że to niechcący i że przeprasza, ale nie mogła wydusić z siebie słowa. Zamarła.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Ranna Łapa nie był pewien, w którym kierunku odszedł Brązowy Pysk. Zresztą to niewiele by mu pomogło nawet gdyby wiedział, bo aktualnie bał się ruszyć z miejsca. Czy był na granicy? Czuł oznaczenia Klanu Rzeki, a także wiele obcych zapachów… Naprawdę miał nadzieję na to, że niedługo starszy kot po niego wróci.
Słysząc tupot łap i szelest, na początku kocurek pomyślał że to właśnie Brązowy Pysk do niego biegnie, ale trwało to najwyżej jedno uderzenie serca. Ten ktoś biegł nie z tej strony. To ktoś inny. Obcy. Właśnie biegł w jego kierunku a Raniuszek nawet nie zdążył zareagować, gdy wpadła na niego zupełnie obca kotka.
Upadł na ziemię wraz z nią, czując jak jego futro nasiąka śniegiem, a także zapachem nieznajomej - równie dziwnym co ona sama, zupełnie obcym. Czy Ranna Łapa naprawdę natrafił na kogoś spoza Klanu Rzeki? Poczuł, jak jego serce przyspiesza i natychmiast zerwał się na równie łapy, choć zrobił to nieco chwiejnie, ślizgając się trochę na lodzie pod swoimi łapami. I stanął w miejscu, strosząc lekko w emocjach futro na karku, i wpatrzył się wyjątkowo szerokimi oczyma w nieznajomą.
Na pewno jej nie znał. Nigdy nie widział takiej kotki, był tego pewien - zapamiętałby. To połączone z jej dziwnym zapachem utwierdziło kocurka w przekonaniu, że miał do czynienia z kimś spoza Klanu… i ta świadomość nieco go przeraziła.
- Kto ty jesteś? Co tu- co tu robisz? - wymamrotał nieco piskliwie, odsuwając się jeszcze jeden krok w tył. Wziął głęboki oddech. - Nie jesteś z Klanu Rzeki, prawda?
Co powinien zrobić w takiej sytuacji? Walczyć o honor Klanu z tą nieznajomą, dużą kotką? Uciekać? Nie chciał być tchórzem, ale na tą chwilę miał ochotę uciekać. Oh, Gwiezdny Klanie, oby Brązowy Pysk zaraz tu wrócił…
xxWpatrywała się wielkimi oczami w rzecznego terminatora jak sroka w gnat, oddychając przy tym ciężko, ponieważ dopiero co biegła. Stojący przed nią kot był zdecydowanie z Klanu Rzeki, co poznała po zapachu. Był duży, jak ona, też z długim futrem, ale w ładnych kolorach bieli i srebra. Stroszył futro na karku i wyglądał na równie wystraszonego, co ona sama. To dobrze, pomyślała, bo nie wyglądał przynajmniej, jakby chciał zacząć z nią walczyć za to, że wkroczyła na rzeczne terytorium. Gdy nieznajomy się odezwał, Rosa została wyrwana z zamrożenia. Opuściła nieco wciąż napuszony ogon, szukając odpowiednich słów. xx— N-nie, nie jestem... jestem samotniczką... — odpowiedziała, po czym przełknęła ślinę. Od tego dyszenia zrobiło jej się sucho w gardle. A może to ze stresu? — Ja... ja nie chciałam tu wpaść, przekraczać granicy... mogę stąd już pójść, jeśli... — Zaczęła się tłumaczyć w zakłopotaniu, skacząc wzrokiem między oczami rzeczniaka a pokrytą śniegiem ziemią przed nim. Nie chciała kłopotu, jeśli musi się stąd wynosić to to zrobi. Tak na prawdę była prawie że na granicy, więc teoretycznie nie musiała być iść daleko. Chyba. Może zostanie wygoniona jak najdalej stąd za takie łamanie prawa. Nie chciała, uważała, że ma całkiem dobre relacje z klanowymi kotami. Chociaż to może wkrótce się zmienić.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie chciał walczyć, oh nie chciał. To było ostatnią rzeczą której chciał w tej chwili - tak naprawdę to najchętniej odszedłby prędko do obozu i starał się o całym spotkaniu zapomnieć… ale problem polegał na tym, że kocurek nie wiedział gdzie jest obóz Klanu Rzeki. Nie pamiętał drogi aż tak dobrze, żeby w stresie tam wrócić. W dodatku aktualnie z emocji ledwo stał na łapach, drżąc lekko. Czego się tak bał? Krzywdy ze strony kotki? Tego, że nie da rady obronić terenów Klanu? Hm. Czy w ogóle była potrzeba na obronę, skoro kotka póki co nie wyglądała na agresywnie nastawioną? Chyba wpadła na niego przez przypadek.
- Oh. Samot-samotniczką… - miauknął cicho, wyraźnie nieco zaskoczony. Nigdy wcześniej nie spotkał kogoś spoza Klanów, takiego samotnika. Nie wiedział, czego się po kotce spodziewać, tak naprawdę.
Widział zakłopotanie kotki i zrobiło mu się jej nieco szkoda. Chyba naprawdę nie chciała sprawić żadnego problemu, nie chciała rozpocząć konfliktu. Raniuszek westchnął cicho, wpatrując się w jej pyszczek szeroko otwartymi oczami.
- Nic się nie stało. - odpowiedział szybko, i sam wyglądał na zaskoczonego swoimi słowami. - Skoro nie masz złych zamiarów, to przecież… przecież nic ci nie zrobię.
Czy wygnanie jej stąd było teraz jego obowiązkiem? Nie był tego pewien, ale nie chciał być niepotrzebnie wrogi względem kogoś, kto nie był wrogi ku niemu. Kotka wyglądała na wystraszoną, może nawet nieco zagubioną. Kto wie, skąd tu przyszła i co ją wcześniej spotkało? Może potrzebowała pomocy? Raniuszek zamruczał coś pod nosem w zamyśleniu.
xxGdy rzeczny nieznajomy zakomunikował, że nie ma zamiaru jej wyganiać ani nic jej robić, Rosa mogła się nieco uspokoić. Opuściła ogon, pozwalając sierści na opadnięcie. W sumie spodziewała się innej reakcji na samotnika przekraczającego granicę. Z tego co dowiedziała się do tej pory, takie zachowanie nie było dopuszczalne, dlatego też spodziewała się jakiegoś rodzaju konsekwencji. Może jednak to zależało od sytuacji? W końcu nie zrobiła tego celowo lub z wrogich przyczyn. Spojrzała uważnym wzrokiem na rzeczniaka, jakby próbując wyczytać z jego pyska, czy rzeczywiście mówi prawdę. Póki co jednak nie zdawał się kłamać. Oblizała nerwowo nos. Rzeczniak chyba zamruczał coś pod nosem, ale nie była w stanie wysłyszeć, co. Dopiero następne słowa padły wyraźnie. xx— Rosa. — odpowiedziała, poruszając powoli na boki końcówką ogona. — A ty? — spytała zaraz. To spotkanie nie zaczęło się najlepiej, ale chyba nie szło tak źle. Mimo to samotniczka wciąż nie była całkiem spokojna, nie czuła się pewnie tak na czyimś terenie. Miała nadzieję, że póki ma błogosławieństwo nowo poznanego towarzysza, nic jej nie grozi. Rozejrzała się na boki, sprawdzając, czy może w okolicy nie ma kogoś więcej, jednak wygląda na to, że byli tu sami.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Nie miał zamiaru atakować kotki, ani nic takiego… Nieważne, czy weszła na granicę specjalnie czy nie. Nie wyglądała jakby miała jakiekolwiek złe zamiary, i choć niby mogła kłamać i udawać… Raniuszek postanowił jej zaufać, bo po prostu nie widział dla siebie innej opcji. Nie umiał walczyć. Nie wiedział nawet jak zachować się w takiej sytuacji.
Jednak widząc jak kotka nieco się uspokaja, sam minimalnie się rozluźnił, pozwalając sierści na karku aby opadła.
Rosa… Tak krótkie imię, brzmiało jak imię kociaka. Czy Rosa należała kiedyś do Klanu? Czy może po prostu samotnicy mają takie nietypowe imiona? Nie wiedział, ale musiał przyznać, że to ładne imię. W jego guście.
Kiwnął łebkiem, jeszcze trochę niepewnie, nieco nieufnie przyglądając się samotniczce… i nie ruszył się z miejsca, nadal zbyt podejrzliwy i wystraszony, mimo wszystko. Był tu zupełnie sam, z obcą kotką spoza Klanu…
- Ranna Łapa. - skinął jej łebkiem raz jeszcze, starając się nie zająknąć. A potem przechylił głowę na bok, przyglądając się nowo poznanej. Czy powinien w ogóle nawiązywać w tej sytuacji rozmowę? Nie był pewien, ale musiał się czegoś dowiedzieć odkąd o tym pomyślał. - Dlaczego biegłaś? Potrzebujesz pomocy?
xxGdyby tylko potrafili czytać sobie w myślach, dawno przestali by się bać siebie wzajemnie. Niestety telepatia nie była umiejętnością, jaką mogą posiąść koty, więc pozostawało jedynie zaufanie. Zaufanie, które być może za bardzo wzajemnie sobie dawali, w końcu nie wiadomo, na jakie koty się trafi w życiu. Rosa zapewne miała szczęście, że trafia na Ranną Łapę, być może inny rzeczniak dawno by ją przegonił. xx— Ranna Łapa? — powtórzyła za terminatorem, unosząc jedną brew do góry. To imię było... ciekawe. — Że od rany? — spodziewała się różnych imion klanowych, ale żeby kogoś nazwać od urazu? No chyba, że źle zrozumiała to imię. xx— Oh, nie, nie potrzebuję pomocy... — pokiwała głową na boki. — Po prostu... — miała się spowiadać Rannej Łapie czy może wymyślić jakąś niewinną wymówkę? — ...czasem lubię pobiegać... ale trochę zabłądziłam... — powiedziała w końcu, falując puszystą kitą. Przejechała językiem kilka razy po futrze na barku, mając nadzieję, że takie wytłumaczenie starczy. Nie miała ochoty zagłębiać się w jej emocjonalne życie.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
Oh tak, jemu zdecydowanie przydałaby się umiejętność czytania w myślach. Oszczędziłoby mu to wiele stresu i niepewności, tak jak na przykład w tej chwili. Nie mógł znać faktycznych intencji nowo poznanej kotki i to co robił mogło okazać się wielkim błędem…Co, gdyby okazała się być niebezpieczna? Albo gdyby ktoś ich zobaczył razem i pomyślał, że Raniuszek koleguje się z kimś spoza Klanu? Tak… chyba nie wypada. Sam nie był pewien. Ale nie widział też sensu w byciu niemiłym dla Rosy.
Jego wąsy drgnęły lekko na słowa kotki, w mieszaninie zmieszania i lekkiego rozbawienia. Faktycznie, jego imię może brzmieć jakby pochodziło od słowa rana, ale… prawda była inna. Nie chciałby nazywać się w tak dziwny sposób, a prawdziwe pochodzenie jego imienia przynajmniej brzmiało… przyjemnie i pozytywnie.
- Nie, nie… - wymamrotał cicho, kręcąc łebkiem. - Jako kociak nazywałem się Raniuszek. To taki ptak… Stąd moje aktualne imię. - wytłumaczył to, jak sam rozumiał sytuację. No i cóż, według niego miało to nieco więcej sensu… W końcu czemu miałby nazywać się od rany skoro takowej nie miał, ani nawet nie potrafił nikomu zadać?
Właściwie jemu samemu ulżyło na wiadomość, że Rosa nie potrzebowała pomocy. Nie wiedziałby jak jej pomóc, nieważne co by się działo - przecież on nie wiedział nic o świecie poza obozem! A w każdym razie takie miał przeczucie.
- Tak, właściwie to jesteśmy na granicy, więc… Zgaduję, że nie bywasz tu często. Gdybyś trafiła na innego kota, mogłoby być mniej przyjemnie… - zauważył, i rozejrzał się wokół, prawie jakby szukał kogoś wzrokiem. Zastanawiał się, czy Brązowy Pysk jest niedaleko. Na pewno zauważył już, że zgubił mu się terminator. - Gdzie mieszkasz, jeśli- mogę spytać? Nigdy wcześniej nie rozmawiałem z samotnikiem… - nie był pewien czy zdradzać swój sekret, czyli to że to jego pierwszy raz poza obozem. Nie sądził, żeby to było właściwie aż tak istotne, ale… Nie chciał też opowiadać i sobie zbyt dużo.
xx— Ohh... ma sens... — Ranna Łapa nie od rany, a od Raniuszka. Czyli w tym sensie. Poczuła lekkie zmieszanie tym, że zupełnie nie zgadła. Ale w sumie skąd mogła wiedzieć. Oblizała nos i spojrzała gdzieś w bok, starając się nie wyglądać na zakłopotaną. xxGdy szynszylowy terminator znów się odezwał, Rosa wróciła wzrokiem na jego pyszczek, słuchając jego słów. Poczuła nieprzyjemne mrowienie gdzieś w brzuchu na myśl o scenariuszu, gdy trafia na kogoś, kto traktuje ją jako wroga. Nie chciałaby tego. Słowa Raniuszka też niejako utwierdzały ją w przekonaniu, że nie jest on zagrożeniem i rzeczywiście nie ma zamiaru jej skrzywdzić. Póki ona nie skrzywdzi go pierwsza oczywiście, czego absolutnie nie zamierzała. xxNa zadane pytanie zastrzygła uszami, uwagę skupiając na szykowaniu odpowiedzi w głowie... jednak coś innego zbiło ją z tropu. Nie była pewna, czy może źle usłyszała, ale Ranna Łapa użył formy męskiej w swoim zdaniu? Była przekonana, że rozmawia z kotką, czuła zapach kotki od szynszylowego terminatora. Nic jednak nie powiedziała, chociaż lekkie zawahanie i wyraz zaskoczenia na mordce Rosy mógł zdradzić jej wątpliwości. xx— Oh, um... obecnie w zasadzie nigdzie konkretnie... jestem od niedawna na tych terenach i nie znalazłam sobie jeszcze jakiegoś lokum... — odpowiedziała, a puszysty ogon zakołysał się na boki kilka razy. Swoją drogą, może powinna rozejrzeć się za jakimś własnym miejscem, skoro zamierza zostać tu na dłuższy czas? Będzie musiała pomyśleć o tym później. Przechyliła lekko głowę, przyglądając się Rannej Łapie. xx— Od dawna jesteś terminatorem? — nie wiedziała, w jaki sposób ma zapytać o wiek rzeczniaka, więc zapytała o tak. Zgadywała, że był on dość młody, taki się wydawał.
Masywny, wysoki kocur. Zdecydowanie mógłby uchodzić za groźnie wyglądającego gdyby nie fakt, że cały czas chodzi zgarbiony, z niepewnością bądź znużeniem w jasnozielonych oczach. Ma długie futro, z dużą ilością bieli na pysku, klatce piersiowej, łapach i brzuchu – tak naprawdę biel przeważa w kolorze jego sierści. Zaś srebrne łaty przecinane ciemniejszymi włosami (niebieski srebrny cieniowany) pojawiają się na jego głowie i uszach, plecach i ogonie, wraz z niedużą plamą nad różowym nosem.
Raniuszek jest, przede wszystkim, wiecznie rozmarzonym kotem. Jest naiwny, wierzy tylko w to, w co chce mu się wierzyć i ma swoje własne pojęcie o świecie, po którym stąpa tak jakby przez połowę czasu spędzonego na jawie był pogrążony we śnie. Łatwo pada ofiarą stresu, lęków i innych negatywnych emocji – często bywa przygnębiony i lubi się nad sobą użalać. Jest też leniwy, choć kłóci się to z jego silną chęcią bycia przydatnym i należenia do zgranej grupy, rodziny. Otóż Raniuszek, choć może na takiego nie wyglądać, bardzo lubi towarzystwo i poznawanie nowych kotów, nieważne z jakim stresem może się to wiązać. Jest przyjacielski i stara się być jak najbardziej pogodnym, pozytywnie nastawionym kocurem. Wychodzi mu to różnie. Poza tym niezwykle łatwo przywiązuje się do innych, a gdy już do tego dojdzie, staje się nadopiekuńczy i, uwaga, jeszcze bardziej emocjonalny.
Pajęcza Łapa (KW), Śmierć (KC) | Cykająca Łapa (GK)
To prawda - Rosa nie miała jak wiedzieć. Nie pochodzi z Klanu, najwyraźniej, więc mogła w ogóle nie znać tradycji nadawania takich a nie innych imion, a w dodatku mogła przecież nie wiedzieć o istnieniu ptaka takiego jak raniuszek. Nie każdy zwracał uwagę na takie rzeczy, i Ranna Łapa to szanował. Nie często spotyka się koty, które tak bardzo żyją w swoim własnym świecie, na to wygląda - wszyscy inni zdawali się nieco mniej spostrzegawczy jeśli chodzi o rzeczy takie jak rodzaje ptaków czy motyli. Pewnie wychodziło im to na lepsze, bo nie zamyślali się bez sensu na głupie tematy, tak jak zrobił to na przykład teraz terminator z Klanu Rzeki.
Pokiwał głową na realizację kotki, uśmiechając się delikatnie. Cieszył się, że z tego spotkania wynikło już coś pozytywnego i Rosa zdobyła jakąś nową informację. Wyglądała na naprawdę pozytywnie nastawioną kotkę, dlatego sam się minimalnie rozluźnił.
- Ah. Rozumiem... - odpowiedział, jakby zamyślony. - Czyli trafiłaś na granicę przypadkiem? Nie chciałaś dołączyć do Klanu...? - spytał jeszcze, z czystej ciekawości. Nie wiedział jak to aktualnie w Klanie Rzeki wygląda i co pomyślałyby inne koty o przyjęciu samotniczki takiej jak Rosa... Ale był ciekaw tego, czy rozmówczyni na pewno znalazła się tutaj czystym przypadkiem. Chyba powinien dowiadywać się takich rzeczy od kogoś, kto naruszył granicę, prawda?
Zauważył to zawahanie u kotki i szczerze mówiąc nie był pewien, z czego konkretnie to wynika. Z samej treści jego wypowiedzi, czy z faktu że mówił o sobie jako kocurze? Znał tą reakcję, bo widywał ją często księżyce temu, gdy dopiero zaczął rozumieć to kim jest. Nie winił Rosy za taką reakcję - sam był początkowo zmieszany. Wciąż nie był jednak pewien tego, czemu samotniczka zareagowała w taki sposób, więc jedynie uśmiechnął się do niej niepewnie, trochę krzywo, przestępując z łapy na łapę. Czy powinien jej to wytłumaczyć?
- Zgaduję, że nie łatwo jest być samotnikiem i radzić sobie ze wszystkim samemu. - dodał nieco ciszej. Nie chodziło tu tylko o rzeczy typu polowanie i szukanie schronienia, ale też o to, co robi taki samotnik gdy na przykład zachoruje? Przecież wtedy nie da się nic robić, tylko trzeba leżeć!
- Nie, od niedawna. Właściwie to jestem świeżo mianowany. - odparł niepewnie, ale zaraz nieco się rozluźnił. Przecież Rosa nie była agresywna, mógł z nią porozmawiać! - Widzisz, spędziłem wiele księżyców u Medyka bo chorowałem. Dlatego też zostałem mianowany na terminatora później niż inne koty w moim wieku. To... początek mojego treningu, a niektórzy rówieśnicy pewnie są już wojownikami...! - uśmiech nie zniknął z jego pyszczka, choć stał się nieco nerwowy gdy kocurek zorientował się, że... cóż. Znów zwierza się obcemu kotu ze swojego nieszczęścia. I po co to Rosie wiedzieć?
- Roso, a ty skąd tutaj przybyłaś? Skoro jesteś tu od niedawna... to pewnie przyszłaś z daleka? - zgadł, niepewny czy powinien o to w ogóle pytać.