Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kiwnęła głową. No, skoro legowisko nie znajdowało się bardzo daleko to problem malał. Przynajmniej dopóki skupić się jedynie na kwestii znalezienia drogi do niego – wyłączając z tych poszukiwań jego lokatorów. A to jednak oni byli ważniejsi niż miejsce.
– O. – zareagowała niezwykle elokwentnie na przedstawienie się przez Wyderkę, bo... mogła nieco zapomnieć o konieczności przedstawienia się. Znaczy oczywiście wmawiała sobie teraz, że wcześniej nie było do tego dobrej okazji, bo istniały ważniejsze tematy do omówienia i że oczywiście podzieliłaby się swoim imieniem już zaraz. Ale istniała szansa, że jej to zwyczajnie wyleciało z głowy. Jakby nie było, łeb miała pusty, łatwo o przeciąg w takich warunkach i co chwilę myśli uciekały bezpowrotnie. – Ja jestem Roziskrzona Noc. Ale starczy po prostu Iskra. A nawet będzie lepiej niż Roziskrzona Noc.
Przy pierwszym pytaniu starczyło skinąć łbem. Przy trzecim technicznie również, ale w jego wypadku przydałoby się konkretniejsze zapewnienie. Zresztą zostawało też drugie pytanie, które wymagało otworzenia pyska.
– Wiesz... nie mam pojęcia ile ich jest dokładnie, ale na pewno więcej niż masz palców w łapach. Ale tak, wszyscy się tam spokojnie mieszczą, więc i dla ciebie znajdzie się miejsce. I oczywiście, że nikomu nie będzie to przeszkadzało. A nawet podejrzewam, że się ucieszą z twojego towarzystwa. – mogła zapewnić całkiem szczerze, bo akurat tutaj wątpliwości żadnych nie miała. Będzie musiała tylko poinformować Lawendową Gwiazdę o wszystkim, ale nie stresowała się tą rozmową. Dałaby sobie łapę odgryźć, że przywódczyni nie będzie mieć nic przeciwko kilkudniowej obecności kociaka. Ani dłuższej, w razie gdyby faktycznie jej matkę i brata spotkało jakieś nieszczęście.
– O widzisz. To akurat znajdujesz się aktualnie na granicy z Klanem Wichru. I właśnie do Wichrowego obozu się wybierzemy. – trochę niepokojące, że wspomniała o klanach w dalekim sąsiedztwie skoro legowisko miało znajdować się blisko, ale to problem na później, o! – Ale to jak? Co powiesz na wycieczkę do obozu? Masz w ogóle siłę by iść?
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Roziskrzona Noc. Wyderce aż zabłyszczały oczy. Co za piękne i nietypowe imię! Teraz z chęcią zwracałaby się do niej w ten sposób, ale... przytaknęła głową na informację, że wystarczy Iskra. No bo mogła się zachwycać, ale prawda była taka, że prędzej czy później pełne imię wypadłoby jej z głowy i była tego w pełni świadoma. Już Niedźwiadek wydawał jej się niekiedy przydługi, przez co niejednokrotnie skracała go do Dźwiadka, a imię Iskry? Było nawet dwuczłonowe! Co ona dotychczas wiedziała o przydługich imionach?!
Spuściła wzrok na łapki, przyglądając się swoim kolorowym palcom. – No to faktycznie dużo jest tych kotów – skwitowała, nim przeniosła wzrok z powrotem na Iskrę. Ten cały obóz brzmiał... ekscytująco. Trochę przerażająco, bo nie miała zbytnio kontaktu z innymi kotami, ale przede wszystkim ekscytująco. Kotka miała znaleźć dla niej miejsce, a do tego nikomu nie będzie przeszkadzało jej towarzystwo? A nawet ucieszą się, gdy ją spotkają?? Niesamowite! Kuna i Niedźwiadek mogli przeżywać swoje przygody, ale na pewno szczęka im opadnie, gdy usłyszą o tym, co sama przeżyła, gdzie była i kogo poznała! Och, już nie mogła się doczekać! – Granica z Klanem Wichru. Jasne – powtórzyła, nim przekrzywiła głowę. No, tylko mama mówiła wyraźnie o klanach w liczbie mnogiej! Była wszystkiego niesamowicie ciekawa, a Iskra odpowiadała na każde jej pytanie. Zamierzała więc z tego skorzystać, tym bardziej iż otwartość kotki dodawała jej pewności siebie. – A są jakieś jeszcze?
Kiwnęła głową i wreszcie podniosła się z miejsca, by spróbować rozprostować kości. Szybko jednak odczuła nieprzyjemne zmęczenie. Tylko że już się napłakała jak skończony kociak, więc wypadałoby przejść się kawałek o własnych siłach, by pokazać się z trochę lepszej strony. Więc co zrobić? Przestąpiła z łapy na łapę. – A daleko jest ten wichrowy obóz? Bo tak szczerze... to sama nie wiem. Trochę mnie łapy bolą i w ogóle, ale jak to niedaleko, to mogę spróbować sama dojść!! – Pytanie tylko, co znaczyło daleko, bo jak już Iskra zdążyła się przekonać... Wyderka sama nie wiedziała.
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kiwnęła tylko łbem. Kotów było dużo, to fakt, chociaż obecnie jakby mniej... znaczy legowisko wojowników czy terminatorów dalej pękało w szwach, ale kociarnia świeciła pustkami. Szczególnie, że z niewiadomych względów kocięta Różanego Pędu mieszkały w lecznicy. Ostatnim miejscu nadającym się dla kociąt.
– Są jeszcze trzy inne. Najbliżej stąd jest Klan Rzeki, mocno go czuć rybami, więc ciężko przegapić. Poza tym jest Klan Cienia i Klan Gromu. – wyjaśniła w okrojony sposób, bo w połowie wypowiedzi do niej dotarło, że jeśli to wszystko było dla Wyderki nowe to nie było co dzielić się z nią każdą najmniejszą informacją, bo jeszcze jej mózg wyparuje od nadmiaru nowości. Można było więc odsunąć w czasie to czym śmierdziały pozostałe Klany.
– Hm... wiesz, powiedziałabym, że nie jest zbyt daleko? Ale zawsze możemy się zatrzymać gdzieś po drodze, gdyby łapki odmawiały posłuszeństwa. Albo mogę spróbować ciebie zanieść też. – wymieniła ich opcje, chociaż faktycznie z odległością było... średnio. Nie miała pojęcia ile to jest niedaleko w tym momencie dla szylkretki. Ale szczerze wierzyła w to, że awaryjnie mogłaby się wpakować na ciemny grzbiet Iskry i na nim dotrzeć na miejscu. Może i była już w wieku terminatorskim, ale mięśnie córki Jodłowej Igły nie były tylko na pokaz, ok. Chociaż ginęły w futrze. A młoda mogła okazać się cięższa niż koścista sylwetka by wskazywała.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
A mózg Wyderki był bardzo podatny na parowanie. Niby była ciekawa, jakie są te inne klany, ale... jedna informacja całkowicie przyćmiła pozostałe, w wyniku czego w uderzenie serca zapomniała o jakimś tam Gromie i Cieniu, a nawet umknęło jej spytanie, czym śmierdzi ten cały Klan Wichru, bo może ciekawie. Za to z podekscytowania aż zadrżał jej ogon! – Ojej, rybami?! Bardzo lubię ryby! Mama czasami, w sumie bardzo rzadko, ale no zdarzało się, że przynosiła nam rybkę do legowiska! To było super, jadłaś kiedyś jakąś? Są naprawdę dobre!!! – wypaliła jak z karabinu, rozweselona wpatrując się w Iskrę. Och, uwielbiała rybki! Sama niestety nie miała przyjemności żadnej nigdy złowić, bo Kuna obiecała, że nauczy ją, gdy trochę podrośnie i do tego się ociepli, żeby się nie pochorowała. Także dotychczas musiała czekać niecierpliwie, pocieszając kubki smakowe innymi piszczkami, ale fakty były takie, że nic nie było tak pyszne, jak rybka.
Skinęła głową. No to skoro nie jest zbyt daleko, to może iść. Chociaż... zerknęła kątem oka na grzbiet Iskry – wyglądał kusząco w obliczu już bolących łapek. Co za dylematy! Ale poza sporą przygodą, to czekał na nią też niezły kawał wyzwań, więc musiała być dzielna i jak najbardziej samodzielna. Postawiła ogon na sztorc i poczyniła pierwszy krok. – No to możemy iść! – A przynajmniej przez jakiś czas, bo całkiem szczerze... planowała w najbliższym czasie skorzystać z propozycji. Przystanek przystankiem, ale nie rozmrozi jej łapek w przeciwieństwie do miękkiego futerka Iskry!
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– A jadłam! – potwierdziła energicznie, zadowolona że atmosfera już nie była taka przytłaczająca. – Znajoma nauczyła mnie łowić, więc czasem jakąś złapię. Chociaż ostatnio raczej rzadziej, bo woda jest za zimna. Ale jak je bardzo lubisz to mogę spróbować później jakąś złowić, co ty na to? Masz jakąś ulubioną? – co prawda na gatunkach znała się jak na życiu poza Klanem, ale cicho liczyła na jakiś... bardziej obrazowy opis. Chociaż i tu miała wrażenie, że połowa ryb wyglądała niemalże identycznie. Ale jakiś temat był. Zresztą ryby były jednak bardziej pożywne niż lądowe piszczki, więc może to nie był taki zły pomysł by złowić parę dla tego szkielecika małego?
– Super, no to w drogę! – zarządziła nim podniosła się i z machnięciem burej kity rozpoczęła marsz przez Wichrowe tereny. Starała się dostosować tempo do Wyderki i nie zdziwiła się nawet jakoś bardzo, gdy parę łąk później łapki szylkretki zbuntowały się i trzeba było przejść do planu B.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
No tak, woda jest za zimna; Kuna mówiła dokładnie to samo... Nie ostudziło to jednak entuzjazmu szylkretki, która z przyjemnością wspominała każdą spożytą przez nią rybę, aż niemal ją rozsadziło, gdy usłyszała propozycję Iskry. Ten dzień zaczął się absolutnie najgorzej, a obecnie? Najchętniej by zaczęła mruczeć i kręcić się w kółko, nie posiadając się ze szczęścia. Przeżywała wyjątkową przygodę przez poznanie nowego kota, który nie tylko miał pomóc jej ze znalezieniem rodziny – przecież tak dawno niczego nie jadła, że żołądek robił jej fikołki, a miała najeść się jej ulubioną piszczką. Jak wspaniale! – Jak to nie będzie dla ciebie problem!!! – prawie że wykrzyczała z oczami wielkimi jak pięciozłotówki i niemal od razu, bez większego zastanowienia zaczęła wymieniać: – Moja ulubiona to płotka! Taka srebrna, mama mówiła, że raczej nie ma problemu, żeby ją znaleźć! Ale nie jestem wybredna, jadłam ich całkiem sporo i różnych, raz nawet taką dziwną z ostrymi płetwami, więc trzeba było uważać, żeby sobie krzywdy nie zrobić! A innym razem, to już w ogóle było super, mamie udało się złowić jakąś taką bardzo dużą, że każdy z nas się najadł!! A jak szczęście dopisywało, to nawet mi samej przypadała jakaś mała rybka, więc z nikim nie musiałam się dzielić i to też było super...
Im dłużej tak mówiła, tym bardziej odczuwała, że jest strasznie głodna. W końcu więc poddała się i nieśmiało poprosiła Iskrę, by ją poniosła. Nie tylko pozwoliło to odpocząć zmęczonym łapkom, ale i przyspieszyło dotarcie do Klanu Wichru, w którym czekała wspaniała niespodzianka – stos zwierzyny, nad którym wręcz wyła z zachwytu.
/zt
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Wieszczek uważał, że to zabawne, że tereny Klanu Rzeki od terenów Klanu... cóż, innego, oddzielała dosłownie rzeka. Przynajmniej w tym konkretnym miejscu przy granicy. Jak było dalej kocurek nie wiedział, bo nie miał czelności zapuszczać się wgłąb Klanowych ziem. Wędrował za to wzdłuż ich krawędzi, przekroczył wodę i szybko się zorientował, że zapach się nie zgadza. No tak, Klanów było więcej niż jeden, ale jak się nazywały? Nie pamiętał. Zapatrzył się za to na zieleniące się pagórki i zaczął zastanawiać się jakie imię nadałby grupie na podstawie tego widoku.
Śpiew jest kotką dobrze zbudowaną, raczej niewysoką, wpasowującą się w średnią wielkość klanowych kotów. Charakteryzuje ją krępa sylwetka i stosunkowo krótkie łapy. Jej ciało okryte jest długą, gęstą sierścią o umaszczeniu niebiesko-kremowym szylkretowym pozbawionym pręg czy bieli, choć przez przejaśnienia na piersi i bokach można odnieść inne wrażenie. Posiada długi, puszysty ogon, z którego jest bardzo dumna. Jej mordkę zdobią sporej wielkości uszy oraz oczy, obecnie błękitne, które w wieku czterech księżyców przybiorą barwę wiosennych liści.
Charakter koteczki dopiero się kształtuje, a dzieciństwo na pewno będzie miało na nią niemały wpływ. Obecnie Śpiew jest ciekawską, beztroską, optymistyczną i odrobinę naiwną personą, na której łatwo wywrzeć pozytywne wrażenie... a także wmówić jej, że myszy latają. Śpiew ma nawyk wierzenia we wszystko, co powiedzą jej starsi, nie nauczyła się jeszcze odróżniać prawdy od kłamstwa. Jak większość kociaków jest energiczna, lubi się bawić, zadawać dorosłym mnóstwo pytań, a z rodzeństwem dokazywać. Jest towarzyska i przyjazna, acz jednocześnie bywa marudna, gdy ktoś jej czegoś odmówi, ponadto źle znosi niewygody i przeciwności losu. Miewa problemy z brakiem wiary w siebie pomimo dużego wsparcia rodziców.
Śpiew właśnie przechodziła w okolicy. Lubiła samotne spacery i kręcenie się po własnych ziemiach. Lubiła czuć promienie słońca na grzbiecie i wiatr przeczesujący jej długie futro, a już szczególnie wielbiła widoki. Tereny jej klanu były odsłonięte, z pagórków roztaczał się dobry widok na okoliczne ziemię. Nic zatem dziwnego, iż prawie od razu dostrzegła sylwetkę obcego kota na horyzoncie. Zmrużywszy oczy prędko oceniła, że nie kojarzy tego osobnika. To obcy!
Kocica ruszyła w jego kierunku z zainteresowaniem strzygąc uszami, a przy okazji nasłuchując, czy w pobliżu nie kręcą się kolejni samotnicy.
- Heeej. Znajdujesz się na klanowej granicy i dalej nie wolno Ci iść... Ale mniemam, że węch masz dobry i sam zorientowałeś się już w sytuacji, dlatego oszczędzę Ci standardowej klanowej gadki - miauknęła zaskakująco lekkim tonem głosu, w którym brakowało ostrych, ostrzegawczych nut. Terminatorka zatrzymała się nieopodal nieznajomego i oceniła go wzrokiem.
- Co tu robisz, zgubiłeś się czy czekasz na kogoś?
Pierwsze co można o nim powiedzieć: buja w obłokach. Pasjonują go historie, zarówno te wymyślone przez niego, jak i opowiadane przez innych. Nie stąpa zbyt twardo po ziemi i dużo patrzy w niebo, więc często się potyka. Nie unika towarzystwa, ale potrafi stracić koncentrację w połowie rozmowy. W jego głowie zaciera się granica pomiędzy rzeczywistością, a fantazją, a może po prostu widzi coś więcej niż inni? Jest ciekawski, ale bywa zapominalski, dość sympatyczny, ale nie zawsze mówi to co wypada.
Wyjątkowo Wieszczek nie zapatrzył się w przeciwnym kierunku, a dzięki otwartej przestrzeni mógł dostrzec sylwetkę drugiego kota ze sporej odległości. Skorzystał z tej możliwości i śledził jak popielaty kształt zbliża się ku niemu, nabierając szczegółów z każdym pokonanym krokiem. Jednak westchnął cicho, gdy nieznajomy się odezwał - było coś smutnego w tym jak każda rozmowa z Klanowiczami rozpoczynała się od tych samych słów. Szczęśliwie, ten chyba się zorientował, że Wieszczek ma nos na miejscu i prawdopodobnie wie, że znajduje się na granicy i jakby zamierzał ją przekroczyć już by to zrobił.
- Tak, dziękuję. - Odpowiedział grzecznie. Klanowicz podszedł do niego uprzejmie, więc też zamierzał tak się zachowywać. - Spacerowałem wzdłuż granicy Rzeki. - Wyjaśnił. A przynajmniej jemu wydawało się to wystarczającym wyjaśnieniem. - Nie mam celu, więc mogę porozmawiać, jeżeli chcesz. Czy macie jakąś własną nazwę na tę łąkę? - Wskazał łapką na rozpościerającą się za Śpiewającą polanę.
Śpiew jest kotką dobrze zbudowaną, raczej niewysoką, wpasowującą się w średnią wielkość klanowych kotów. Charakteryzuje ją krępa sylwetka i stosunkowo krótkie łapy. Jej ciało okryte jest długą, gęstą sierścią o umaszczeniu niebiesko-kremowym szylkretowym pozbawionym pręg czy bieli, choć przez przejaśnienia na piersi i bokach można odnieść inne wrażenie. Posiada długi, puszysty ogon, z którego jest bardzo dumna. Jej mordkę zdobią sporej wielkości uszy oraz oczy, obecnie błękitne, które w wieku czterech księżyców przybiorą barwę wiosennych liści.
Charakter koteczki dopiero się kształtuje, a dzieciństwo na pewno będzie miało na nią niemały wpływ. Obecnie Śpiew jest ciekawską, beztroską, optymistyczną i odrobinę naiwną personą, na której łatwo wywrzeć pozytywne wrażenie... a także wmówić jej, że myszy latają. Śpiew ma nawyk wierzenia we wszystko, co powiedzą jej starsi, nie nauczyła się jeszcze odróżniać prawdy od kłamstwa. Jak większość kociaków jest energiczna, lubi się bawić, zadawać dorosłym mnóstwo pytań, a z rodzeństwem dokazywać. Jest towarzyska i przyjazna, acz jednocześnie bywa marudna, gdy ktoś jej czegoś odmówi, ponadto źle znosi niewygody i przeciwności losu. Miewa problemy z brakiem wiary w siebie pomimo dużego wsparcia rodziców.
- Rzeki, mówisz? Odkrywca z Ciebie! - zażartowała. Czyżby kocur zamierzał przejść się po granicy każdego z klanu i poznać kilka pysków? Cóż, gdyby Śpiew była samotnikiem pewnie zrobiłaby to samo, a właśnie za samotnika wzięła nieznajomego. Słysząc jego pytanie mimowolnie odwróciła się, co było bardzo głupie - przecież to mogła być sztuczka w celu odwrócenia jej uwagi i natychmiastowego, zdradzieckiego ataku! A jednak Śpiew nie przyszło to do głowy.
- Pewnie. To jest akurat Bzycząca Polanka. A to miejsce, które styka się z rzeką, nazywamy Podmokłym Brzegiem. - Niejeden wojownik dałby jej w tej chwili po uszach, lecz z perspektywy barwnej koteczki nie robiła nic złego, tylko zdradzała kilka nazw, które i tak nic nie znaczyły.
- Ale ale, powiedziałam Ci aż dwie rzeczy, więc czas na Ciebie. Jak się nazywasz? Zawsze zastanawiało mnie jak nazywacie się Wy, samotnicy! - miauknęła, a jej oczy zaświeciły się, jak gdyby oczekiwała nie lada ekscytującej odpowiedzi. Na nieszczęście jej rozmówcy był on pierwszym kotem spoza jakiegokolwiek klanu z jakim Śpiew miała styczność.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Ile to już minęło od kiedy zostałam Terminatorem? Nie wydawało mi się, że jakoś dużo, a mimo to odwiedziłam już tyle terenów i poznałam wiele nowych krzaczków czy kamyczków; dziś pierwszy raz w życiu szłam wzdłuż Grzmiącej Ścieżki. Pierwsze zetknięcie z zapachem było dla mnie niemałym szokiem, zabolał mnie nos i praktycznie zaczęły łzawić mi oczy, ale im dłużej siedziałam przy ścieżce tym lepiej było. Nie mogłam też uwierzyć jak nagrzany był wielki czarny kamień, który robił właśnie za tę ścieżkę, praktycznie spaliłam sobie łapkę, a podobno po tym normalnie potwory jeździły! Akurat ja miałam tego pecha, że żaden się nie pojawiał i nie chciał zaszczycić mnie swoim majestatycznym pokazaniem się, bym mogła doświadczyć również tego widoku pierwszy raz w życiu.
– Och, dzień dobry! – rzuciłam przechodząc akurat bliżej granic z Wichrem, gdy zauważyłam ładną kolorową istotkę.
Wyderka
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Korzystając z tego, iż Ukryty Pagórek był wspaniałym punktem widokowym, Wyderka wypatrywała jakichś ciekawych kryjówek czy może potencjalnej zdobyczy – zanim jednak cokolwiek wpadło jej w oko, usłyszała wołanie. Odwróciła pysk w kierunku zbliżającej się rudej kotki, nie rozpoznając w niej nikogo znajomego. Oczywiście, nie było to nic złego; niby miała swoje plany, ale chętnie odstawiła je na bok, lubiąc poznawać nowe twarze.
Podniosła się, nie otrzepując z wplecionych w jej futro liści i osiadłego nań kurzu, przyjmując od razu szeroki, sympatyczny uśmiech. Nieznajoma musiała w końcu wiedzieć, że jest mile widziana! – Cześć! – powiedziała od razu, wlepiając w nią swoje żółte spojrzenie. – Nazywam się Wyderka! A ty?
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Uśmiechnęłam się pogodnie na miłe przywitanie i wesołe nastawienie do mojej osoby, znałam tylko jednego wichrowego kota i powoli nabierałam wrażenia, że każdy był tam bardzo miły! Jednak co innego, gdy kotka była dla mnie kochana, a co innego kocur i może gdyby istniała we mnie jakaś odrobina nieśmiałości (możliwe, że istniała, ale tylko do starszych i niesamowicie nadzwyczajnych kotek) to byłabym onieśmielona teraz tym faktem, ale jedyne co się wydarzyło to odwzajemniony entuzjazm.
– Jestem Trufla! Chociaż niby Truflowa Łapa, ale kto by na to zwracał uwagę, prawda? – odpowiedziałam z żartobliwym tonem i podeszłam kawałek bliżej nowopoznanej Wyderki, której oczka pięknie się dziś skrzyły złotem.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Księżyce: 98 Mistrz: Węgorzowe Gardło / Płotkowy Potok Płeć: fajna [amab nb] Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: mutyzm wybiórczy
Przeciętnego wzrostu, chude, słabo umięśnione. Futro ma długie, srebrne czarne, klasycznie pręgowane. Na lewym boku pod futrem skrywa się długa blizna. Oczy zielone, nos ceglastoczerwony.
Melancholijny włóczęga o bardzo fragmentarycznej pamięci i łagodnym usposobieniu. Pogrążone w anhedonii, niepewne tego, czego samo chce, nawiedzane mrocznymi wspomnieniami, ukojenie odnajduje w syceniu swojego stałego wanderlust.
Chodziło tam, gdzie tylko chciało – byle nie na północ, na Odległe Osiedle. Byle nie tam, gdzie ostatni raz widziało gang. Byle dalej od nich, byle dalej od cienia, który śledził ich od księżyców.
... Oczywiście, nie mogło wykluczyć, że pewnego dnia, nawet jeśli wciąż będzie uciekać, znowu zetknie się z wędrownym gangiem. A wtedy już nie okażą im litości.
Podróż pozwalała odrywać myśli od zagrożenia. Od strachu. Te piękne, szerokie łąki, łagodne wzgórza – pełne trawy schnącej w promieniach słońca – co za cudowne miejsce.
somepeopleSMILE attheendoftheday 𝘀𝗼𝗺𝗲 𝗽𝗲𝗼𝗽𝗹𝗲 𝗹𝗮𝘂𝗴𝗵, 𝗶 𝘀𝘂𝗽𝗽𝗼𝘀𝗲 but to me there’s nothing
but gloom and despair that’sjusthowthestorygoes
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Wybrał się na jedną z wycieczek, dzięki którym mógł poznać kolejne tereny, nawet jeśli wciąż nie oddalał się od Wichru za bardzo. Wciąż łatwiej było wracać do Obozu każdego dnia, bo nie znalazł jeszcze idealnego miejsca w które postanowiłby się wyprowadzić.
Tym razem jednak, zanim zdążył przejść w miejsce nowe i niezwykłe dostrzegł sylwetkę kota, którego zupełnie nie kojarzył. Interesujące. Na tyle, by od razu zdecydował się skierować kroki w stronę nieznajomej osoby, chociaż nie przyspieszając kroku, by nie wzbudzać wrażenia, że ekscytuje go jakkolwiek to spotkanie.
Ostatni samotnik, którego napotkał okazał się być dziwny. Co było pewnym rozczarowaniem, miał nadzieję, na poznanie kogoś cudownego, a tu nic. Czy tym razem miało być lepiej? Bo jeśli nie, to czy oznaczało to, że wszyscy tacy byli? W klanie nikogo normalnego, poza najwyraźniej również, zupełnie jakby on sam był jedynym porządnym kotem na całym świecie. - Wiesz w jakim miejscu się znajdujesz? – spytał głosem spokojnym, chociaż z nutą zainteresowania, zatrzymując się w bezpiecznej odległości kilku kroków. Nie chciał brzmieć jak ktoś szczególnie przejęty patrolowaniem własnych granic i nie wpuszczaniem za nie nikogo obcego, ale jednak czuł jakąś potrzebę sprawdzenia, ile to tajemnicze stworzenie wiedziało.