Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Świerk zrobiła wielkie oczy słysząc słowa kotki. Poczuła się urażona i poniekąd poniżona. Owszem, jest młoda, ale potrafi zrobić użytek z pazurków i ząbków. Zmierzyła nieznajomą wzrokiem i stwierdziła, że rzeczywiście pomiędzy nimi nie ma dużej różnicy wieku. W dodatku kotka ma wyjątkowe umaszczenie, nie to co ona i jeszcze futerko nieco dłuższe. Miss piękności... - Kogo? Jestem terminatorką!- pospieszyła z odpowiedzią marszcząc brewki. Nie jest żadnym dzieciakiem, cokolwiek to znaczy! - Na to wygląda. Jestem Świerkowa Łapa, a ty?- przedstawiła się grzecznie zmieniając ton rozmowy.
Bury cętkowany szylkret z bielą na łapach, brzuchu, kryzie i żuchwie. Biała kropa nad nosem. Oczy leszczynowo-morskie.
Średniego wzrostu, lecz duża. Ogon jak u ojca, krótszy od normy w klanie.
Nie gada dużo, a po porwaniu przez dwunożnych nasiliła się w niej arogancja i wrodzona nieumiejętność budowania relacji.
Niepewna siebie, szara mysz, która szuka za niewiadomym, by tam oddać swą lojalność dla tego, kto się nią zaopiekuje. Wiele jej do szczęścia nie trzeba, co bywa destrukcyjne.
Wielkie ślepia nie zrobiły na Rokitnik wrażenia, jedyne co to... Bingo.
Trafił w czuły punkt, jak piłeczka do dziury. Najwyraźniej, lecz jeszcze zobaczy, jakie reakcje wyjdą z tej klanowej dziewuchy. Troche szkoda, myśli sobie. Za ładna na ich standardy. Tylko się tam zmarnuje.
-Ha. Czyli to, co mówie. Dzieciak. Czy to dla mnie, czy dla klanu. - Mruczy z gardzieli delikatnie.
Wie, że stąpa po cienkim lodzie, lecz...Czego nie zrobi, nie powie, szylkret wie - wie, że ma rację. Jak inaczej można nazwać kota, który w ich wieku był jeszcze łapą?
Dlatego Rokitnik uciekło.
Niekończące się treningi były jak zmora każdego, kto gotowy był, by robić swoje - wyjść na swoje, przedewszystkim.
Chyba, że piękność z wiatru utkana należała do tych, bez w oleju w głowie...Rokitnik nawet tak wolało nie myśleć.
Nie źle o kimś takim.
-Jeśli ci teraz powiem, to jaka będzie z tego frajda? -
Rzuca oczkiem, po czym wylizuje łapę.
-Grzecznością powiem, że nie jestem zagrożeniem. Możesz do mnie mówić...Przyjaciel, o.-
Innego wyboru w tym momencie Rokitnik nie dawał.
Taki typ.
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Wychodzi na to, że dzieciak to odpowiednik kociaka, tylko brzydko ujętę. Jeśli tak jest, to koteczka może przybić piątkę Kurzej Łapie, który jest mistrzem nieładnych wyrazów. Sama się ich mnóstwo nasłuchała, ale jest na tyle kulturalna, że w ogóle ich nie używa. - Jak chcesz- odparła wzruszając barkami. Skoro nieznajoma nie chce się przedstawić to nie. Poznanie imienia za dużo nie zmieni. Pewnie prawdopodobieństwo, że utrzymają jakiś stały kontakt jest niskie. - Dobrze, Przyjacielu. Co Cię tu sprowadza? Nie należysz do Klanu, musisz być Samotnikiem- powiedziała i przechyliła łepek. Jeśli śliczna koteczka nie ma złych zamiarów to może z niej wyciągnąć parę ciekawych informacji. O ile będzie współpracować, a z tym może być ciężko.
Bury cętkowany szylkret z bielą na łapach, brzuchu, kryzie i żuchwie. Biała kropa nad nosem. Oczy leszczynowo-morskie.
Średniego wzrostu, lecz duża. Ogon jak u ojca, krótszy od normy w klanie.
Nie gada dużo, a po porwaniu przez dwunożnych nasiliła się w niej arogancja i wrodzona nieumiejętność budowania relacji.
Niepewna siebie, szara mysz, która szuka za niewiadomym, by tam oddać swą lojalność dla tego, kto się nią zaopiekuje. Wiele jej do szczęścia nie trzeba, co bywa destrukcyjne.
Rokitnik zaczyna z nud lizać swoje łapy.
Może nie z nudów, a ze zwykłego mrowienia w nich, bo gdy nie ma nic ciekawego, tak nawet najzwyklejsze ruchy stają się zbawieniem dla mięśni w stagnacji.
Cofnij, może klanowa dziewucha była ciekawa, lecz jej lojalność już mniej.
Żadnej tu zabawy dla Rokitnik.
-ZGRRRRZY- - Pazurem przejeżdża po pobliskim kamieniu.
-Błąd. Nie jestem samotnikiem. -
Mówi wprost, a puszcza oczko do biało-ognistej.
-Samotna? Może już bardziej. Nie pogardze kompanem do rozmowy od czasu do czasu. Albo czegoś więcej. -
Unosi Rokitnik łeb i uśmiecha się zadziornie.
-A przychodze w szybkim rozeznaniu terenu. Dawno mnie nie było tak daleko. Sprawdzam rów ścieżki potworów, tam, dalej.-
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
Po co ten cały teatrzyk? Nie można normalnie powiedzieć, że nie jest się Samotnikiem, tylko Pieszczochem? Swoją drogą to bardzo intrygujące! Pieszczoszek, tutaj! Tak daleko od osiedla, wow! Niestety, kolejne zdanie zbiło Świerk z tropu. Nieznajoma nie potwierdziła swojej rangi tylko stwierdziła, że jest samotna. Też coś! Każdy może być samotny, nawet mrówka w mrowisku jak nie ma z kim dzielić języka! Świerkowa Łapa w ramach odwetu wyciągnęła pazury i przejechała nimi po ziemi. Oczywiście podczas tego ruchu nadziała się na wiele liści. Poczuła, że jej pazurki są jak szaszłyki i nawet nie chce na nie spojrzeć. - Czegoś więcej powiadasz? Masz pewnie na myśli jakieś sparingi? O beztroską zabawę w liściach bym Cię nie podejrzewała- odpowiedziała z lekkim przekąsem. Jak na swój wiek to nieznajoma jest bardzo przebiegła. Dobrze panuje nad rozmową i jest bardzo tajemnicza, co jest frustrujące, jeśli chce się czegoś konkretnego dowiedzieć.
Kolejne zdanie wszczęło alarm w głowie Świerk. Skoro kotka robi rozeznanie to znaczy, że coś planuje, a że jest blisko Granic to na pewno musi być napaść! Na tę myśl podopieczna Kurzej Łapy przełknęła głośno ślinę. Nie może na to pozwolić, musi dowiedzieć się jak najwięcej szczegółów. - Słyszałam, że bywały tam różne ciekawe rzeczy. Pewnie one Cię interesują?- starała się jakoś dobierać pytania, aby uzyskać jakiś obraz zamiarów kotki. Może i dziś nie jest zagrożeniem, ale kto wie czy jutro?
Bury cętkowany szylkret z bielą na łapach, brzuchu, kryzie i żuchwie. Biała kropa nad nosem. Oczy leszczynowo-morskie.
Średniego wzrostu, lecz duża. Ogon jak u ojca, krótszy od normy w klanie.
Nie gada dużo, a po porwaniu przez dwunożnych nasiliła się w niej arogancja i wrodzona nieumiejętność budowania relacji.
Niepewna siebie, szara mysz, która szuka za niewiadomym, by tam oddać swą lojalność dla tego, kto się nią zaopiekuje. Wiele jej do szczęścia nie trzeba, co bywa destrukcyjne.
Rokitnik nie należał do kotów o ciętym języku, a napewno nie tym krótkim. Lubił patrzeć, co koty myślą na temat jego głupoty, na której granicy balansował.
-A byś się zdziwiła. - Wyszczerza kiełki. -Zabawa w liściach również może być przyjemna. Może pomogła by niektórym klanowym gburom się rozluźnić, raz na jakiś czas, hm? -
Posyła oczko, oh, Rokitnik wie, że nieważne jaki klan, tak zawsze w każdym znajdzie się niszczyciel dobrej zabawy, morderca kocięcych uśmiechów.
Zauważył momentalne, jakby sekundowe spięcie w oczach i mięśniach białej piękności, na co parsknął.
-W rowie to tylko chore dwunogi czasami leżą, takie interesujące rzeczy jak żółty śnieg, ale czasami noszą fajne fanty. - Sugestia leży w słowach, bo Rokitnik nigdy nie pogardzi posiadaniem ładnej rzeczy przy sobie. Los chciał, że Świerkowa Łapa była niedostępna. Ugh.
-Moge ci kiedyś skołować co nie co. Co ty na to?-
Futerko Świerk jest prawie całe białe, prawie. Posiada wyjątkowy rudy ogon z charakterystyczną czarną kropka, która z pewnością dodaje jej wdzięku. Na grzbiecie rozgościły się u niej dwie rude plamki oraz parę mniejszych na głowie. Oczy na razie są koloru niebieskiego, ale z czasem zmienią się w prawdziwe bursztyny. Ma szczupłą sylwetkę i jest kotką standardowych rozmiarów.
Świerk z racji bycia kociakiem jest ciekawa świata, troche nieśmiała, więc przełamanie pierwszych lodów jest dla niej trudne, ale kiedy się rozkręci jest wesołą i szczerą kotką. Energii i pomysłowości pozazdrościłby jej nie jeden kot, za to kocięca naiwność jest u niej poważną wadą. Więcej o niej powiedzieć ciężko, ponieważ jej charakter dopiero się kształtuje. Co z niej wyrośnie to życie pokaże.
Tnąca Zawieja, Lawendowy Kwiat [GK]
To prawda, Świerkowa Łapa się zdziwiła. Kotka zdawała się być poważna i emanowała pewnością siebie. Zupełnie do niej nie pasowało hasanie w liściach. Może ona stwarza tylko takie pozory? Gdyby się zaprzyjaźniły pewnie pokazałaby inne oblicze. Sama też teraz stwarza inne pozory. Przynajmniej taką ma nadzieje, że wydaje się być dojrzalsza niż jest w rzeczywistości. - Nie jednemu by się przydało- odparła i zaśmiała się. Takiej Jelonek by nie zaszkodziło, również Zakurzonej Ścieżce. Od razu rozluźniłyby poślady. Dla niej takie zabawy są bezcenne. Dają mnóstwo frajdy i pozwalają choć na chwilę oderwać się od codziennej rutyny.
Świerkowa Łapa zrobiła wielkie oczy z niedowierzania. Patroluje Granice od Pory Nowych Liści i jeszcze nie wypatrzyła w rowie Dwunoga, mało tego, nigdy go nie widziała. Z kolei żółty śnieg to fujka. Podopieczna mistrza Kurzej Łapy zamrugała parokrotnie oczami. Skąd nieznajoma będąc od niej nieco młodsza ma takie doświadczenie? Czy w ogóle jest szansa, że pamięta śnieg? Może lepiej nie wnikać. Jest Samotniczką, Pieszczochem czy tam Włóczęgą, więc wiele mogła widzieć, nie to co ona zamknięta w Klanowych terenach. - Ojej! Naprawdę? Będę bardzo wdzięczna!- zareagowała z ekscytacją. Jejku, jak będzie to coś fajnego to wszyscy będą jej zazdrościć! Ale fajnie! Już nie może się doczekać co to będzie! Na pewno coś co przerośnie jej najśmielsze oczekiwania! - Bardzo lubię stroić legowiska. Nie dawno odkryłam to w sobie! Jeśli to by była jakaś ozdoba to zaszczytem będzie ją przyjąć! Jeśli coś innego, pożytecznego to też!- zaczęła otwierać się przed kotką. - Też robisz coś, co sprawia Tobie dużą satysfakcję?- zapytała o zainteresowania szylkretowej koteczki.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXX Dwójka kotów zatrzymała się w okolicy Ukrytego Pagórka, po przeciwległej stronie granicy. Starszy, przestał opierać się o córkę i zsunął się ostrożnie, żeby usiąść. Musiał odpocząć i dać odsapnąć Kolczastej Łapie, która brała na siebie większość jego ciężaru. Niewiele brakowało, a przyniołaby go tu całkiem na barana, ale na to Pszeniczny Kłos nie chciał się zgodzić. Noga bolała, a utrzymanie równowagi bez ogona było trudne, ale nie na tyle, żeby nie był w stanie iść o własnych siłach. XXX Byli już blisko, jednak w każdym z nich budziło to zupełnie inne uczucia. Liliowy kocur czuł ogromną ulgę, że cała ta przeprawa była już za nimi, że udało mu się sporowadzić swoje dziecko z powrotem. Cieszył się, że za chwilę zobaczy członków swojej rodziny i przyjaciół, którzy pozostawali w klanie. Niespecjalnie zdawał sobie sprawę z tego ile czasu upłynęło od jego ostatniego razu tutaj i że nastroje trochę się zmienił od tamtej pory. XXX Terminatorka natomiast doskonale pamiętała moment, kiedy postawiła łapy na wichrowych terenach. Myśl o tym była jak igła wbijająca się w opuszek, której nie jesteś w stanie wyciągnąć. Powinna zostać, walczyć o swoje, ale to zakończyłoby się bezsensownym rozlewem krwi, bo Traszka nie chciała ustąpić. Puchaty ogon przeszył powietrze, a ona sama wbiła czujne spojrzenie w okolice, próbując wypatrzyć nadchodzący patrol.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka nawet ledwo co zdążyła sobie swoje życie jako tako poukładać, tak na ślinę w sumie trochę, ale dalej, mimo wszystko coś poszło w tę chyba raczej lepszą stronę, kiedy wszystko znowu miało się zmienić i runąć. Czarno-biała szła akurat na patrol z Wędrownymi Światłami... który nawet nie zarejestrowała za bardzo jakim gwiezdnym cudem w ogóle się stał, ale skoro już się stał to niech będzie. W sumie nie było to chyba jakoś tak nie wiadomo jak dziwne, skoro z cynamonowym pointem już nie raz udało im się wybrać na jakieś wspólne polowania? Patrol był raczej jeszcze łatwiejszy, bardziej jak taki spacer, eh, Jodła powinna przestać dopisywać sobie do wszystkiego teorie i po prostu iść przed siebie.
I wtedy jej żółte ślepia ujrzały coś, czego wojowniczka myślała, że już nigdy nie ujrzy. Dwa bardzo znajome koty na granicy. Kolec i-... tego drugiego postanowiła zignorować. I to zignorować całkowicie. Niech sobie siedzi na tej ziemi i czeka na swoją kolej, może się doczeka.
-Kolec! -Jodła zawołała i podbiegła do córki najszybciej jak tylko potrafiła, przysiadając przed kotką i biorąc jej pysk pomiędzy łapy, żeby następnie przyjrzeć się czy to na pewno nie halucynacje jakieś, ale nie, Kolczasta Łapa była jak najbardziej prawdziwa- Oh, dzięki Gwiezdnym! Myślałam, że nigdy cię już nie zobaczę! -zawołała, ignorując kompletnie egzystencję Pszenicznego Kłosa, jakby go tutaj w ogóle nie było.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Zdecydowanie Jodła powinna uspokoić się ze swoimi teoriami spiskowymi, Orion w żaden sposób nie ingerował w dzisiejszy skład patrolu. Toć wynikał jedynie z uprzejmości Donośnego Krzyku. I nagłej niedyspozycji Słonecznego. Jeśli monochromatyczna wojowniczka chciała na kogoś patrzeć podejrzliwie, powinna skierować swoje oczy w stronę złotego i jego przeświadczenia, że wyświadczał przysługę kiełkującej miłości. Oriental był jedynie winny tego, że nie wyprowadzał Słonecznego z błędu niepotrzebnie – jeśli chciał wierzyć, że dobrze połączył kropki i był świadkiem próby zdobycia serca Jodły, proszę bardzo. To mogło się kiedyś przydać. Albo chociaż być zabawne.
A na chwilę obecną było jak najbardziej wygodne.
Szczególnie, gdy okazało się, że nie czekał ich kolejny standardowy patrol, a dwa koty na granicy. I tak jak czarno-białe futerko nie skojarzyło się z nikim konkretnym z początku, tak już liliowe ciężko było z kimkolwiek pomylić. Słoneczny Brzeg, sympatyczny ziomek, nie otrzymał zawczasu powiadomienia, że Pszenica znalazł się na liście ignorowanych i zepsułby całe przedsięwzięcie.
Orion nie zerwał się do biegu, dotarł do tego zjazdu rodzinnego lekkim krokiem drobną chwilę za Jodłą. Jej postawa zasługiwała na pochwałę, chociaż nie ulegało wątpliwości, że ze strony cynamonowego jej nie uświadczy. Jasne, mentalne chapeau bas mógł jej posłać, ale tak na głos...
– Och, nie przesadzaj, twoje najbardziej kompetentne dziecko, a ty myślałaś, że już go nie zobaczysz? Gwiezdnym za spotkanie dziękujesz? – pokręcił łbem z dezaprobatą, zatrzymując się obok. Czy potrafił powiedzieć ile pasożytów wypadło z Jodły? Otóż nie. Ale pozostała w klanie dwójka nie prezentowała się zbyt kompetentnie, zaś inne nie wróciły... z braku konkurencji tytuł przypadł Kolec. Tylko po to by Orion mógł się wtrącić, nie ze względu na jej zasługi.
I tak jak popierał postawę monochromatycznej całym sercem, tak sam nie pisał się na stuprocentowe ignorowanie Pszenicy. Spojrzał na niego z typowym dla siebie uśmiechem i jeśli udało się złapać na moment uwagę liliowego, przechylił lekko łeb, poruszył brwiami i zaraz przeniósł całą uwagę na wzruszający obrazek ponownego spotkania matki z córką.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXXPszeniczny Kłos również nie był zachwycony koniecznością zatrzymania się, zwłaszcza gdy tuż przed ich oczami rozpościerały się Wichrowe tereny. Dla wojownika wszystko, co mu się przytrafiło było tylko jakiś surrealistycznym, długim snem, z którego właśnie się wybudził. Nic z tego, przez co przeszedł, nie miało już znaczenia — byli tu oboje i to się liczyło. W jego głowie nic się nie zmieniło, wszystko było po staremu. Właściwie nawet stracił rachubę czasu ile księżyców minęło. Nawet spojrzenie na dorosłą już Kolec nie sprawiało, że do liliowego kocura docierała myśl, że nie było go długo. O wiele za długo. Jedynymi (dość bolesnymi) oznakami zmian był urwany ogon i łapa, która teraz zmusiła ich do chwilowego odpoczynku. XXXKocur usiadł na ziemi, prostując obolałą nogę i pozwalając, żeby to Kolczasta Łapa pozostała na warcie. Nie wydawało mu się to konieczne, ale córka nabawiła się dużej nieufności do wszystkiego, co ją otaczało. Na pewno z tego wyrośnie! Była przecież młoda, całe życie przed nią! Kotka dostrzegła patrol pierwsza — gwałtownie się podnosząc i jeżąc futro na grzbiecie, gdy zbliżające się postaci były jeszcze zbyt daleko, żeby mogła potwierdzić ich tożsamość. Reakcja Pszenicy była natomiast zupełnie inna. Od razu rozpoznał w mknącej w ich kierunku czarno-białej sylwetce kota najbliższego jego sercu. Kota, którego brak przy swoim boku doskwierała mu najbardziej. Chciał wtulić zimny nos w puchate futerko, poczuć jej bliskość, ciepło, zapach. Przytrzymać mocno łapami, żeby już nigdy nie wypadła spoza jego zasięgu. Podniósł się, żeby złapać partnerkę w objęcia, jednak ta... Minęła go bez słowa, skupiając całą swoją uwagę na ich córce. XXXPomyśleć by można, że to sprawi, że w małym łebku rozwinie się jakiś zalążek myśli, przebłysk, choćby nić podejrzenia. Nic. Oczywiście, zachowanie Jodły spotkało się z początkowym zdziwieniem, ale kocur szybko doszedł do wniosku, że to o Kolec martwiła się bardziej i to z nią chciała przywitać się najpierw. Normalna sprawa. Korzystając z chwilowego zamieszania, skinął delikatnie łbem w kierunku Oriona, posyłając mu delikatny uśmiech na powitanie. Naprawdę było go dobrze widzieć. — Jodełko, tak tęskniłem... Wróciliśmy, teraz wszystko już będzie dobrze - powiedział, robiąc krok w stronę kotek. Wierzył w swoje słowa. Pokonał wszystkie przeszkody na swojej drodze, uratował córkę i sprowadził ją z powrotem do domu. Tak jak należało.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Jodłowa Gałązka machnęła tylko łapą na słowa Wędrujących Świateł, skupiając się przede wszystkim na Kolczastej Łapie i tym, że ta wróciła cała i zdrowa... a to że wróciła z nim to już trochę inna sprawa. Jednak kiedy usłyszała słowa Pszenicznego Kłosa, jej futro zjeżyło się, a ona spojrzała na kocura chłodnym aczkolwiek ostrym spojrzeniem żółtych oczu.
-Nie "Jodełkuj" mi tutaj -burknęła do niego- Nie masz prawa mówić, że cokolwiek będzie dobrze po tym jak sobie bez miauknięcia zniknąłeś na księżyce! Zostawiając mnie samą ze wszystkim! Nawet się do mnie nie odzywaj! Nie odezwałeś się wtedy, nic nie powiedziałeś, to w takim razie teraz też nie musisz się do mnie odzywać! -wysyczała do swojego byłego partnera, tak, byłego, bo nie zamierzała go nazywać partnerem po tym co zrobił. Nie ważne jaką wymóweczkę sobie przygotował, ona nie zamierzała się do niego zwracać życzliwie, nie ważne co jej tutaj powie, z czym jej tutaj zaraz wyskoczy i jak to nie będzie przygnębiony. Ona już dawno zadecydowała, że Pszeniczny Kłos był dla niej martwy i to się łatwo zmieniać -jeśli w ogóle- nie zamierzało.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Duża. To z pewnością pierwsze słowo, które przychodzi na myśl spoglądając na Kolczastą Łapę i nie chodzi tu wyłącznie o wzrost. Kotka jest postawna, posiada szerokie łapy, a spory puchaty ogon - niemal zawsze uniesiony ku górze - tylko potęgują to wrażenie. Czerń i biel na długim, wypielęgnowanym futrze rozchodzą się niemal po równo. Biała barwa obejmuje dolną część mordki, z wyłączeniem charakterystycznej małej plamki na brodzie, okala kark, brzuch oraz łapy. Czerń zaś obejmuje niemal całą głowę, część karku, plecy, ogon, a także pojawia się na prawej pięcie i po wewnętrznej stronie lewej łapy. Szeroki pysk często zdobi skwaszona mina, co nawet współgra z jadowicie zielonymi oczami.
Bardzo poważna i zdeterminowana. Do utraty tchu pracuje nad tym żeby nie zostać w tyle, żeby już nikogo nie zawieść. Nie stroni od towarzystwa, ale zdecydowanie nie odnajduje się w sytuacjach społecznych. Podatność na zaczepki też tego nie ułatwia. Czarno-biała jest bardzo drażliwa, przez co łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a co gorsza jedyny argument jaki zna to siła.
Pszeniczny Kłos, Słoneczna Łapa
XXXTrzymała wartę i wpatrywała się z uporem w kierunku Wichrowej granicy - ciężko powiedzieć, czy bardziej z obawą, czy ze zniecierpliwieniem. Skoro już musieli zatrzymać się na granicy, to dobrze byłoby złapać jakiś patrol. Tylko nikomu się wybitnie nie spieszyło. Porażka, nie klan. Tak pilnowali granic? Byle lis mógł wparować prosto do obozu przy tak rzadkim obchodzie, tsk. XXXZielone spojrzenie wyłapało dwie sylwetki, w końcu. Obecność pierwszej przyjęła do świadomości i pewnie skupiłaby na niej więcej uwagi, gdyby nie ta druga. Point o... w sumie ciężko powiedzieć - ni to rudej, ni to brązowej - barwie. Futro Kolczastej Łapy uniosło się momentalnie, kojarząc podobny wygląd z ostatniej wizyty na Wichrowych granicach. Nie chciała się widzieć z kuzynką za żadne skarby, wciąż czując złość po tym jak została potraktowana. Dopiero chwilę później dostrzegła więcej szczegółów, które niekoniecznie się ze sobą pokrywały. Wysokość i długie futro? Tak. Smukła sylwetka i idealnie przylizane kłaczki? Nie. To nie ona. Uświadomienie sobie tego jednak nie sprawiło magicznie, że mogła w pełni cieszyć się ponownym spotkaniem z mamą. Nie mówiąc już o tym jak nieprawdopodobne było spotkanie wojowniczki właśnie teraz. Może to ich ostatnia okazja, żeby się zobaczyć i porozmawiać? XXX— Mamo... — przywitała się, opierając na moment czoło o głowę kotki. Chciała jej tyle opowiedzieć, o tym co się stało, jak bardzo tęskniła... przeprosić. Słowa ugrzęzły w gardle, nie wiedziała, od czego powinna zacząć. I czy w ogóle. Może lepiej nie mówić nic. Słowa koleżki Jodłowej Gałązki skwitowała lekkim zmrużeniem ślepi i zerknięciem w jego stronę. Kim on w ogóle był? Nie znał jej, nic o niej nie wiedział. Po co komentował? Żeby się przypodobać Jodle? Kolczastej Łapie nie podobał się ten typ. XXXWybuch mamy, który nastąpił chwilę później, był... niespodziewany. To była jej wina, że ojciec porzucił klan i była mu wdzięczna za ratunek. Jednak decyzja należała wyłącznie do liliowego i to on musiał wziąć na klatę wszystkie związane z tym konsekwencje. Tak samo, jak i Kolec. Być może już nigdy nie będzie mogła nazwać Klanu Wichru swoim domem. Sytuacja zrobiła się co najmniej dziwna - niespecjalnie miała ochotę być świadkiem kłótni rodziców. W poszukiwaniu jakieś mentalnej drogi ucieczki, raz jeszcze położyła swój wzrok na koledze mamy, jak na jakimś niepasującym elemencie układanki.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orionowi prawie było szkoda Pszenicznego, z naciskiem na prawie. Biedaczek nie wyczuł aluzji ze strony Jodły, nie zapaliła mu się żadna lampka na ten brak uwagi skierowanej w jego stronę. I o ile może ratowanie go byłoby konieczne, gdyby monochromatyczna rzuciła się na niego z żądzą mordu za samo pojawienie się przed jej oczami, tak teraz? Gdy sam się prosił o kłopoty? Kolega był sam na polu walki. Jego przeciwniczka nie była w nastroju na dawanie forów – i dobrze. Oriental popierał ten brak litości dla niczego niespodziewającego się kocura.
I może jak raz odprężyłby się w roli obserwatora, klaszcząc jedynie przy bardziej widowiskowych ciosach ze strony czarno-białej, ale zielone spojrzenie wywiercało mu dziurę w schludnie ułożonym futrze. Może jednak nie dane mu było kiedykolwiek zaszyć się na widowni, z taką aparycją był skazany do życia na scenie.
– Och, ale w sumie już było dobrze, chciałbym zauważyć. – wtrącił się głośno. Nawet nie po to by aktywnie uczestniczyć w dyskusji, a by posłużyć za ten cichy głosik przy czarnym uszku wojowniczki. – Jodła doskonale radziła sobie sama. W sytuacji, o którą nigdy nie prosiła. Twierdzenie, że teraz będzie dobrze, bo się wróciło jest odrobinę... śmieszne. Nie jesteś potrzebny żeby było dobrze. – spojrzał kątem oka na zielonooką. – Oczywiście, wyłączając z tego ciebie, twój powrót z pewnością jest w stanie podnieść jakość życia matki.
Chyba. Znaczy kocięta to były same problemy, ale skoro Jodłę cieszył widok córki to jasne.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXXCzułe powitanie, o którym marzył, nie nadeszło. Pszeniczny Kłos już sobie wyobrażał, jak obejmuje kotkę, zasypuje ją liźnięciami, wtula się w jej futerko. Już czuł jej ciepło i zapach w nozdrzach. Lecz zamiast tego otrzymał gradowe spojrzenie i syk. Nie rozumiał. Szok spowodowany tym nagłym zachowaniem wojowniczki sprawił, że liliowy nawet nie cofnął się o krok, nie drgnął ani uchem, ani nawet powieką. Stał niczym słup, wpatrując się z niedowierzaniem w Jodłową Gałązkę. To nie było do niej podobne. Szumiało mu w głowie, gdy próbował zrozumieć, co właściwie zaszło w tym momencie. XXX— Jodełko... — powtórzył uparcie, pomimo ostrego zakazu, jakim przed chwilą oberwał. Co by nie powiedziała, dla niego zawsze będzie Jodełką - jego przyjaciółką i partnerką, jak mógłby myśleć o niej inaczej? Nie rozumiał skąd ta nagła wrogość. — Przecież mnie znasz, wiesz... Wiesz, że nie zostawiłbym Cię, ani naszej rodziny bez słowa. Ja... Nie miałem na to wpływu, oni zabrali Kolec niemal na moich oczach, nie mogłem nic zrobić... Gdybym nie wyruszył od razu, może nigdy bym jej nie znalazł — próbował się wyjaśnić, jednocześnie nadal starając się jakoś poukładać sytuację, w jakiej się znalazł. Zrobił krok do przodu. XXX— Wierze, że było ci ciężko samej z naszymi dziećmi i przepraszam. Naprawdę przepraszam... Nie planowałem tego, to nie tak miało być — mimo wszystko pamiętał, że to jemu marzyła się rodzina z prawdziwego zdarzenia. Jodła natomiast podchodziła do tematu dość sceptycznie, niepewna czy poradzi sobie w roli matki. Miał ją w tym wspierać, a zamiast tego... To o to chodziło? W takim wypadku miała prawo być zła. Mówiąc to wszystko, spoglądał czarno-białej prosto w oczy. Nie kłamał. Musiała mu uwierzyć. — ... ale musisz zrozumieć, że nigdy bym sobie nie wybaczył, gdybym zostawił naszą córkę na pastwę dwunogów... A tobie, Orion, dziękuję. Cieszę się, że Jodła mogła polegać na kimś jak Ty — dodał szczerze, spoglądając na koniec w stronę Oriona i unosząc kąciki warg w słabym uśmiechu. Słowa, które point rzucił w jego kierunku, bolały, ale... nie mijały się z prawdą. Jodłowa Gałązka była silna, na pewno dobrze sobie radziła i bez niego. Nie chciał jej umniejszać w żadnym wypadku. Po prostu dla niego dobrze to była znów cała rodzina w komplecie. Egoistycznie założył, że dla Jodełki również...
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam