Raczej podporządkowany Psiej Gwieździe i jego ideom z wygody | pewny siebie | są równi i równiejsi | dba o swój wygląd | flirtuje dla zabawy | dumny | zadufany w sobie | edgy
Jego trening był już blisko końca, czuł to. A to wiązało się z tym, że będzie musiał zacząć wprowadzać plan swój i Jaskini w życie. Przed tym musiał jednak obmyślić wszystko dokładnie, nie może działać pochopnie. Już raz tak zrobił i skończyło się jak się skończyło...
Najlepiej myślało się podczas wędrówek w samotności, dlatego wybrał się na patrol w pojedynkę. Jego spokój nie trwał niestety za długo, bo przy Dzięciolim Drzewie kręciła się jakaś kotka. Wydawała się dość zamyślona, dlatego powinien przywrócić ją do porządku, jeszcze przekroczy granice, a wtedy już nie będzie miły.
— Hej, co robisz Wichrzaczko, zaraz przekroczysz granicę. — Powiedział donośnym tonem, gotowy wytłumaczyć jej sytuacje w każdej chwili, nawet przy użyciu pazurów.
The OPTIONWASN'T EVEN OPEN to me It's NOTlike I CAMEBECAUSE I WANTED to If I HAD to GIVEA REASON, it's 'cause I'M OPPORTUNISTIC I WENT with the FLOWand FOUNDa good place to STOP In a PLACE I didn't thinkI HAD anyEXPECTATIONS FOR
Księżyce: 34 Mistrz: Kwaśna Grubaśna czy jak jej tam Klacz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Śmierdzący Śledź [NPC] Ojciec: Śmierdzący Śledź [NPC] i Monte Christo [NPC] Rodzic: Śmierdzący Śledź [NPC]
Księżyce: 34 Mistrz: Kwaśna Grubaśna czy jak jej tam Klacz Płeć: kotka Zaimki: ona/jej Matka: Śmierdzący Śledź [NPC] Ojciec: Śmierdzący Śledź [NPC] i Monte Christo [NPC] Rodzic: Śmierdzący Śledź [NPC]
budowa standardowa | długie futro | bimetaliczny niebieski szylkret | pręgowanie dzikie | biel pokrywa całego kota oprócz wewnętrznego palca lewej przedniej łapy | błękitne oczy
Ulubieniec nauczycieli, który bije inne dzieci, gdy dorośli nie patrzą.
Drgnęła, gdy ciszę przerwał donośny głos. Nie przestraszyła się, przez głowę wcale nie przewinęła jej się lista potencjalnych drapieżników i zagrożeń, które mogły ją zdjąć za uderzenie serca z tego świata. Nieznajomy jedynie delikatnie ją zaskoczył. Tak to będzie sobie później tłumaczyć, gdy już wieczorem będzie mogła jeszcze raz, z nowej perspektywy, spojrzeć na wydarzenia tego dnia. Teraz jednak brakowało jej tego dystansu. W mig do niej dotarło, że głos należał do innego kota i pierwotny niepokój prędko przerodził się w oburzenie. Rzuciła w stronę nieznajomego krótkie, niezadowolone spojrzenie.
– Ciszej, spłoszysz go zaraz. – upomniała Cienistego. Pierwsze co przyszło jej do głowy, chociaż prawie zdążyła zapomnieć o poszukiwanym dzięciole. Końcówka białego ogona drgnęła. – Nie przekroczyłabym granicy, mam sprawny węch i doskonale sobie zdaję sprawę z tego gdzie się znajduję. Nie muszę do tego patrzeć pod łapy. – przyjrzała mu się pokrótce. Wydawał się być w podobnym wieku do niej. A przynajmniej nie starszy o obiegi pór. Trzepnęła jeszcze raz ogonem i przechyliła delikatnie głowę by wyłożyć propozycję. – Jak będziesz milszy to zastanowię się nad powiedzeniem co robię. Na początek mógłbyś się przedstawić.
Trzeba było wybadać z jakim typem kota miała do czynienia.
Raczej podporządkowany Psiej Gwieździe i jego ideom z wygody | pewny siebie | są równi i równiejsi | dba o swój wygląd | flirtuje dla zabawy | dumny | zadufany w sobie | edgy
Prawie przekroczyła ich granice i jeszcze miała czelność go uciszać. Niech chociaż wąsem przekroczy granice, a on już jej pokaże. — Sprawiałaś inne wrażenie, ja tylko wykonuję swoją rolę. — W przeciwieństwie do kotki, która chyba była na jakimś spacerze, a nie prawdziwym patrolu.
Zuchwałość wichrzaczki, powoli zaczynała grać mu na nerwach. Do wszystkich pozostałych rzeczy, doszło jeszcze sugerowanie, że interesuje, go co robi, niedoczekanie.
— Cóż, gdy widzę potencjalne zagrożenie z reguły najpierw reaguję. Przedstawianie się, to ostatnia rzecz jaką miałbym w planach. [/b— Wzdycha cicho, ma ochotę przewrócić oczami, ale powstrzymuje się.
— [b]Ale dobrze, skoro nie planujesz łamać kodeksu — Zmierzył ją wzrokiem, po czym przyjął dla siebie, pełną pychy postawę. — jestem Cienista Łapa. A ty?
//zt
The OPTIONWASN'T EVEN OPEN to me It's NOTlike I CAMEBECAUSE I WANTED to If I HAD to GIVEA REASON, it's 'cause I'M OPPORTUNISTIC I WENT with the FLOWand FOUNDa good place to STOP In a PLACE I didn't thinkI HAD anyEXPECTATIONS FOR
Czarno-rudy szylkret z bielą; zielone oczy; oriental z krótką, kręconą sierścią; wysoka, szczupła, atletyczna
Świnka jest tą poważniejszą z rodzeństwa, tą która kieruje się zasadami i tą która krzywo patrzy na tych, co tego nie robią. A przynajmniej stara się taka być - jej mama jest zastępcą, a to zobowiązuje. Starania te są jednak często płonne, bo kotka bardzo łatwo się rozprasza, ma milion myśli w głowie. W jednej chwili może komuś tłumaczyć, dlaczego opuszczanie obozu w tak młodym wieku jest zabronione, żeby w nastepnej przypatrywać się przelatującej obok biedronce, bo przecież policzenie jej kropek jest bardziej zajmujące niż jakieś tam pouczanie. Nie lubi tego braku skupienia, ma wrażenie, że przez to nikt nie weźmie jej na poważnie. Do tego dochodzi jeszcze pechowa przypadłość mówienia do siebie. No dobra, łatwiej jest jej zebrać myśli jeśli wypowie je na głos, ale przecież nie będzie powtarzać słowo w słowo tego co właśnie zostało jej przekazane. Och Świnko i co ty masz biedna zrobić?
Była na patrolu z Chrabąszczowym Pancerzykiem. Kotka jak zwykle pozwoliła się terminatorce oddalić na komfortową odległość, powiedziała też, że gdyby udało jej się spotkać kogoś na granicy to przymknie na to oko, byle nie za długo.
Świnka jednak bardzo nie chciała nikogo spotykać. Ostatnio nie skończyło się zbyt dobrze. Trafiły na jakiegoś buca, który ich zwyzywał, a teraz kiedy kręciła się tutaj sama, bez wojowniczki u boku. Chciała więc szybko oznaczyć granicę i się ulotnić.
//Potężna łapa <33
Sesja jest w pobliżu Czarnego Ogona, granicę obu klanów były zajęte a zależy nam na byciu blisko wody i nie wychodzeniu poza terytorium
Ostatnio miało miejsce sporo śmierci w Klanie Wichru. Rozwleczone w czasie, ale ostatecznie stracili kilkoro wojowników, dwójkę starszych, a Bójka nie miał pojęcia, jak miał się z tym czuć. Było mu przykro, było mu szkoda, nawet jeśli z żadnym nigdy jakoś bardziej nie rozmawiał, tak czuł ciężkość na sercu i potrzebował się wyrwać z obozu, mimo potencjalnego niebezpieczeństwa.
Wyszedł sam, kierując się ku Sadzawce na Wichrowych terenach. Chciał połowić ryby, a że robiło się coraz zieleniej i cieplej, czuł że mógłby spędzić tam tak pół dnia! Zanim jednak przystąpił do przyjemności, stwierdził że dobrze będzie sprawdzić przy okazji najbliższe granice, by z czystym sumieniem oddać się swojej pasji, a nuż przyniesie coś dobrego Mrówczemu Szlakowi i Donośnemu Krzykowi, które straciły bliską sobie przyjaciółkę. Choć, gdyby patrzył na to kto kogo stracił, to połowie Klanu by musiał coś złowić! Oczywiście by mógł, ale jak on się z tym zabierze?
Idąc wzdłuż granicy, poczuł obcą woń, więc przyspieszył kroku do twardego truchtu, by zdążyć złapać Cienistą kotkę. Jej kędzierzawe futerko wyglądało znajomo, ale gdy się widzieli ostatni, a zarazem pierwszy, raz to ich spotkanie nie było zbyt długie, pamiętał je trochę jak przez mgłę. Kojarzył jednak jej wygląd, była dość charakterystyczna, nigdy nie widział takiego kota, mimo że przypominała mu trochę Polny Wiatr i Konwojową Łapę.
— Dzień dobry — przywitał się, zwalniając kroku. — Lubisz ryby?
Czarno-rudy szylkret z bielą; zielone oczy; oriental z krótką, kręconą sierścią; wysoka, szczupła, atletyczna
Świnka jest tą poważniejszą z rodzeństwa, tą która kieruje się zasadami i tą która krzywo patrzy na tych, co tego nie robią. A przynajmniej stara się taka być - jej mama jest zastępcą, a to zobowiązuje. Starania te są jednak często płonne, bo kotka bardzo łatwo się rozprasza, ma milion myśli w głowie. W jednej chwili może komuś tłumaczyć, dlaczego opuszczanie obozu w tak młodym wieku jest zabronione, żeby w nastepnej przypatrywać się przelatującej obok biedronce, bo przecież policzenie jej kropek jest bardziej zajmujące niż jakieś tam pouczanie. Nie lubi tego braku skupienia, ma wrażenie, że przez to nikt nie weźmie jej na poważnie. Do tego dochodzi jeszcze pechowa przypadłość mówienia do siebie. No dobra, łatwiej jest jej zebrać myśli jeśli wypowie je na głos, ale przecież nie będzie powtarzać słowo w słowo tego co właśnie zostało jej przekazane. Och Świnko i co ty masz biedna zrobić?
Zatrzymała się raptownie, sztywno odwracając się w stronę granicy. Nie był to ten sam wulgarny osobnik co ostatnio, ale nie znaczyło to, że było lepiej, bo nie było. Kojarzyła kocura jako tego, przy którym się wygłupiła, a to chyba gorsze niż zostanie zwyzywanym. Może jeszcze mogła odwrócić się na pięcie i uciec... Ale już do niej zagadał... Ugh... - Nigdy nie jadłam. -Mruknęła niemrawo, grzebiąc łapą w ziemii. Poczuła dreszcz zawstydzenia przechodzący przez jej kręgosłup. Zachowywała się jak zganione kocie, nie poważny terminator. Wzięła głęboki wdech, zatrzepotała uszami, po czym spróbowała przybrać śmielszy ton. - Ej, ale zaraz, nie jesteś przypadkiem kotem Klanu Wichru? To brzmi jak coś o co zapytałby rzeczniak. -
Kiwnął głową w zrozumieniu. Bójka powoli się przekonywał do smaku ryb, przy czym zauważył, że wiele z nich smakuje inaczej. Zupełnie tak, jakby porównywać wiewiórkę do szczura, które też przecież miały zupełnie inny posmak. Do tej pory traktował karpie ze szczególną troską, ale zauważył, że smakowały mu najmniej.
— A łowiłaś? — spytał. — Łowienie to już coś innego. Też się dopiero przekonuję do ich smaku — dodał, uśmiechając się krótko do terminatorki. — Ryby nie są ograniczone tylko dla Klanu Rzeki, prawda? — spytał, poniekąd szczerze, bo tak jak nie słyszał o takiej zasadzie, tak może funkcjonowała ona, tylko Roziskrzona Gwiazda postanowił ją złamać? Nie był pewien, co by wtedy zrobił, bo był wierny Wichrowi, a nie Rzece. — Zgadza się jednak, że jestem z Klanu Wichru. Nazywam się Potężna Łapa.
Czarno-rudy szylkret z bielą; zielone oczy; oriental z krótką, kręconą sierścią; wysoka, szczupła, atletyczna
Świnka jest tą poważniejszą z rodzeństwa, tą która kieruje się zasadami i tą która krzywo patrzy na tych, co tego nie robią. A przynajmniej stara się taka być - jej mama jest zastępcą, a to zobowiązuje. Starania te są jednak często płonne, bo kotka bardzo łatwo się rozprasza, ma milion myśli w głowie. W jednej chwili może komuś tłumaczyć, dlaczego opuszczanie obozu w tak młodym wieku jest zabronione, żeby w nastepnej przypatrywać się przelatującej obok biedronce, bo przecież policzenie jej kropek jest bardziej zajmujące niż jakieś tam pouczanie. Nie lubi tego braku skupienia, ma wrażenie, że przez to nikt nie weźmie jej na poważnie. Do tego dochodzi jeszcze pechowa przypadłość mówienia do siebie. No dobra, łatwiej jest jej zebrać myśli jeśli wypowie je na głos, ale przecież nie będzie powtarzać słowo w słowo tego co właśnie zostało jej przekazane. Och Świnko i co ty masz biedna zrobić?
- Też nie. To nie jest umiejętność powszechnie znana w Klanie Cienia. -Wydała z siebie zduszony jęk, gdy tylko to powiedziała. Czy właśnie tak po prostu przekazała mu słabość Klanu Cienia? Znaczy skoro w Wichrze umieli łowić, a w Cieniu nie, to znaczy że był słabszy pod tym względem. O rany! I po co ona w ogóle otwierała pysk!
Na jego pytanie pokręciła głową. Lepiej będzie, jeśli nie będzie się odzywać, bo znowu mu coś wypapla. - Świńska Łapa. -Było jedynym co opuściło jej pysk. Chociaż powoli zaczynała wmawiać sobie, że i tego nie powinna mu zdradzać. Może rozpoznać ją jako jedno z kociąt Koziej Gwiazdy, porwać ją i... I sama nie wiedziała co!
Kiwnął głową w zrozumieniu. Dużo kotów nie potrafiło łowić, w Rzece pewnie każdy albo chociaż większość. W Wichrze teoretycznie duża część Klanu miała tę umiejętność, ale niekoniecznie z niej korzystała z różnych powodów. Niektórzy nie lubili po prostu łowić, inni uważali że to nudne i bardziej ekscytujące jest łażenie po terenach. Bójka łatwo się męczył, więc czatowanie przy wodzie to był jego konik.
— Miło mi — powiedział, posyłając jej krótki uśmiech. — Wybierałem się nad Sadzawkę, którą mamy na terenach, ale stąd jest całkiem blisko do Czarnego Ogona. Zechciałabyś mi towarzyszyć? — spytał, robiąc parę kroków w stronę wspomnianej rzeki. Niekoniecznie potrzebował towarzystwa, ale ostatnio coraz bardziej się łapał na tym, że faktycznych znajomych nie posiadał. Znał Pajęczą Łapę, ale to by było na tyle jeśli chodzi o bliższych przyjaciół. Tych dalszych mógłby zliczyć na palcach jednej łapy i zwykle ograniczali się do takich kotów jak Mrówczy Szlak lub Roziskrzona Gwiazda. Autorytety, które lubił, ale niekoniecznie mógł określić przyjaciółmi w jego wieku.
Czarno-rudy szylkret z bielą; zielone oczy; oriental z krótką, kręconą sierścią; wysoka, szczupła, atletyczna
Świnka jest tą poważniejszą z rodzeństwa, tą która kieruje się zasadami i tą która krzywo patrzy na tych, co tego nie robią. A przynajmniej stara się taka być - jej mama jest zastępcą, a to zobowiązuje. Starania te są jednak często płonne, bo kotka bardzo łatwo się rozprasza, ma milion myśli w głowie. W jednej chwili może komuś tłumaczyć, dlaczego opuszczanie obozu w tak młodym wieku jest zabronione, żeby w nastepnej przypatrywać się przelatującej obok biedronce, bo przecież policzenie jej kropek jest bardziej zajmujące niż jakieś tam pouczanie. Nie lubi tego braku skupienia, ma wrażenie, że przez to nikt nie weźmie jej na poważnie. Do tego dochodzi jeszcze pechowa przypadłość mówienia do siebie. No dobra, łatwiej jest jej zebrać myśli jeśli wypowie je na głos, ale przecież nie będzie powtarzać słowo w słowo tego co właśnie zostało jej przekazane. Och Świnko i co ty masz biedna zrobić?
Zaprosił ją na spacer. Nad Czarny Ogon. O Gwiezdni, jej scenariusz z porwaniem stawał się z każdą chwilą coraz bardziej prawdopodobny. A co jeśli chciał ją utopić, mogłoby wyjść na to, że byłby to tylko nieszczęśliwy wypadek, w końcu Klan Cienia wiedział, że nie umiała pływać. Gwiezdni... - Jasne, czemu nie. -NIE, CO TY MÓWISZ?! Wewnętrzna, ta mądrzejsza Świnka zaczęła panikować, podczas, gdy ta zewnętrzna już stawiała kroki w tym samym kierunku co kocur. Gwiezdni, jaka ona była głupia. Zamieniła się z myszą na mózgi, czy co? - Jeśli... Jeśli tylko nie wyjdziemy poza tereny naszych Klanów. -No tak, jeszcze go zdenerwuj. Świnka coraz bardziej nie rozumiała własnych decyzji. Dlaczego stres musiał tak na nią działać, że traciła rozum i poddawała się niebezpieczeństwu? Oh Chrabąszczowy Pamcerzyku wracaj szybko...
Uśmiechnął się szerzej na jej zgodę i faktycznie zaczął iść w kierunku rzeki. Póki co interakcja z dziwnie wyglądającą kotką szła sprawnie z obu stron, a przynajmniej tak mu się wydawało, co sprawiało, że było mu lżej. Miał tylko nadzieję, że nie okaże się dziwaczką, która zacznie na wszystko narzekać, gdy będą nad wodą, bo nie tylko spłoszy mu ryby, ale i zadziała na nerwy. Starał się być jednak dobrej myśli.
— Wykluczone, nie wolno mi wychodzić, póki nie zostanę wojownikiem — zgodził się z nią, co od razu mu się spodobało. Mieli podobne myślenie już na starcie, starał się dostrzegać każdy choćby najmniejszy pozytyw w Cieniaczce. — Jak się żyje w Klanie Cienia, jeśli mogę spytać? Mam na myśli po rządach Psiej Gwiazdy.
Czarno-rudy szylkret z bielą; zielone oczy; oriental z krótką, kręconą sierścią; wysoka, szczupła, atletyczna
Świnka jest tą poważniejszą z rodzeństwa, tą która kieruje się zasadami i tą która krzywo patrzy na tych, co tego nie robią. A przynajmniej stara się taka być - jej mama jest zastępcą, a to zobowiązuje. Starania te są jednak często płonne, bo kotka bardzo łatwo się rozprasza, ma milion myśli w głowie. W jednej chwili może komuś tłumaczyć, dlaczego opuszczanie obozu w tak młodym wieku jest zabronione, żeby w nastepnej przypatrywać się przelatującej obok biedronce, bo przecież policzenie jej kropek jest bardziej zajmujące niż jakieś tam pouczanie. Nie lubi tego braku skupienia, ma wrażenie, że przez to nikt nie weźmie jej na poważnie. Do tego dochodzi jeszcze pechowa przypadłość mówienia do siebie. No dobra, łatwiej jest jej zebrać myśli jeśli wypowie je na głos, ale przecież nie będzie powtarzać słowo w słowo tego co właśnie zostało jej przekazane. Och Świnko i co ty masz biedna zrobić?
Odetchnęła wewnętrznie z ulgą. Jeśli cokolwiek miałoby się wydarzyć, w obrębie własnego terytorium będzie mogła wezwać potencjalną pomoc. Może mogła się nieco rozluźnić...
Ta myśl odeszła tak szybko jak się tylko pojawiła, gdy zapytał o Klan Cienia. Świnka otworzyła pysk, żeby zaraz potem go zamknąć. Nie wiedziała co powinna powiedzieć, bała się, że znowu coś wypapła, ale jeśli nic nie powie, to kocur mógłby się na nią zezłościć. Ugh, myśl Świnko, myśl... - Klan Cienia ma się świetnie. -Zaczęła, sama chcąc wierzyć we własne słowa. Szybka śmierć Spopielonej Gwiazdy wciąż ją martwiła, a do tego wybryki jej rodzeństwa...- Po poplecznikach Psiej Gwiazdy nie ma nawet śladu o... o co zadbała nasza poprzednia przywódczyni. W dodatku jesteśmy silniejsi niż kiedykolwiek, ledwie parę dni temu mianowaliśmy aż czterech nowych wojowników, w tym dwójkę mojego rodzeństwa. -Uniosła wysoko pysk, żeby pokazać mu, że Klan Cienia był dumny i silny, i żeby nie myślał sobie o napadaniu na ich granice. Efekt szybko jednak się rozpłynął, bo o mały włos nie potknęła się o wystający z ziemii korzeń. Podskoczyła parę kroków do przodu, próbując złapać równowagę.- A-a jak się ma Klan Wichru? Co to za nagła zmiana w trójce klanowej? -Chciała zmienić temat, żeby zapomnieć o wpadce.
Nie patrzył się za bardzo na Świńską Łapę. Czasami zerkał, czy dalej mu towarzyszy w spacerze, ale głównie skupiał się na zerkaniu na mijane drzewa i utrwalaną trasę przy granicach. Czy któreś z tych drzew to był konwój?
— Przykro mi, że tak szybko straciliście Gwiazdę — skomentował, choć bardziej z powodu dobrych manier, niż faktycznego współczucia. Nie znał kotki i musiał przyznać, że nie mogła go obchodzić mniej, jednak nie chciał sprawiać Śwince przykrości, ani tym bardziej obrażać jej ani jej Klanu na samym początku. Oczywiście nie mówiłby złego słowa na temat Spopielonej Gwiazdy, wszakże nawet jej na oczy nie widział, ale może przemilczenie tematu byłoby źle potraktowane? Dużo kotów miało jakieś oczekiwania względem niektórych reakcji, których nie potrafił zrozumieć. — Gratuluję twojemu rodzeństwu — skinął głową. Przynajmniej ona miała kogoś normalnego w rodzinie. — Mój brat zrobił burdę na naszej ceremonii, zagroził poprzedniej zastępczyni śmiercią, a następnie uciekł — wyjawił. Póki mógł mówić nieprzyjemne, choć prawdziwe, rzeczy na temat Zasadzki, zamierzał z tego korzystać. — Następnie mój drugi brat nas zostawił. Zostałem sam z siostrą, z którą nawet nie rozmawiam — dodał, bo skoro już był na temacie rodziny to może faktycznie warto byłoby napomknąć również i o tym? Inaczej miałby poczucie że historia nie jest kompletna.
— Donośny Krzyk zrezygnowała ze swojej rangi. Nie wiem, czy ze względu na wiek, czy może dlatego że była lub planowała ciążę, ale niedawno urodziła młode. Nie mam jednak pewności, czy faktycznie chciała je mieć, relatywnie rzadko na nie patrzy jak na świeżo upieczoną matkę, i równie rzadko o nich wspomina — jego zdaniem było to całkiem sensowne, żeby nie musieć o nich mówić dużo, w końcu każdy kto chciał mógł do nich zajrzeć! Też potrafił zrozumieć chęć spędzenia czasu z innymi dorosłymi kotami, nie tylko pełzającymi maluchami. Ale widział głosy, że to nie jest faktycznie normalne. — Między nami, twierdzę, że tworzenie rodziny w tak późnym wieku nie jest do końca odpowiedzialne. Zanim te kocięta będą faktycznie dorosłe być może, że Donośnemu Krzykowi przejdzie się na Srebrną Skórkę. Czuję jednak do niej sympatię, więc nie mówiłem o tym głośno.
Czarno-rudy szylkret z bielą; zielone oczy; oriental z krótką, kręconą sierścią; wysoka, szczupła, atletyczna
Świnka jest tą poważniejszą z rodzeństwa, tą która kieruje się zasadami i tą która krzywo patrzy na tych, co tego nie robią. A przynajmniej stara się taka być - jej mama jest zastępcą, a to zobowiązuje. Starania te są jednak często płonne, bo kotka bardzo łatwo się rozprasza, ma milion myśli w głowie. W jednej chwili może komuś tłumaczyć, dlaczego opuszczanie obozu w tak młodym wieku jest zabronione, żeby w nastepnej przypatrywać się przelatującej obok biedronce, bo przecież policzenie jej kropek jest bardziej zajmujące niż jakieś tam pouczanie. Nie lubi tego braku skupienia, ma wrażenie, że przez to nikt nie weźmie jej na poważnie. Do tego dochodzi jeszcze pechowa przypadłość mówienia do siebie. No dobra, łatwiej jest jej zebrać myśli jeśli wypowie je na głos, ale przecież nie będzie powtarzać słowo w słowo tego co właśnie zostało jej przekazane. Och Świnko i co ty masz biedna zrobić?
Nie odpowiedziała. Spopielona Gwiazda powinna mieć dziewięć żywotów, umarła za szybko. Nikomu tego nie powiedziała, ale czasem zastanawiała się nad tym, czy przypadkiem nie miała czegoś za plecami i to Gwiezdni odebrali jej żywota, albo jej ojciec... - Przepraszam, co? -Spojrzała na niego tępo, wyrwana z zamyślenia. Dlaczego przekazywał jej takie informacje tak po prostu?! Kto normalny tak robi?!- I on może się teraz tak po prostu kręcić po lesie? On w ogóle byłby zdolny do wykonania swojej groźby? Jak on w ogóle wygląda? -Obsypała go pytaniami. Przecież taka jednostka przebywająca na wolności była niepokojąca. Przecież podobno jakiś samotnik zabił terminatora w Klanie Gromu.
Ah, więc to oto chodziło z Donośnym Krzykiem. Było to dla niej nieco dziwne, w końcu jej matka nie zrezygnowała z rangi, gdy miała kocięta. Ale w sumie... Z jakiegoś powodu nie pamiętała, czy jej matka urodziła ją i jej rodzeństwo przez, czy po zdobyciu stołka. Możliwe, że te czasy były jak za mgłą z powodu chorób jakie ją męczyły. - Nie żebym miała to oceniać, w końcu każdy ma prawo do poszerzenia rodziny, ale współczuję kociętom, mam nadzieję, że są jeszcze za małe, żeby zdawać sobie sprawę z widma jakie nad nimi wisi. A co z ojcem? Czy chociaż on wydaje się bardziej... czuły? -Zapytała z obawą. Miała nadzieję że miały chociaż figurę, która będzie z nimi na dłużej. Nie wiedziała co sama by zrobiła, gdyby jej rodzice mieli lada dzień odejść na Srebrną Skórkę. Aż się wzdrygnęła na samą myśl.
Spojrzał krótko na kotkę. — Jajco — odpowiedział z pełną powagę na mordce, choć ton miał lekki. Lubił jak się słowa rymowały, nie mógł zaprzepaścić takiej okazji. —Nie wiem, czy byłby zdolny. Zanim padła w ogóle taka groźba nie wierzyłem, że kot jest w stanie skrzywdzić innego kota. Widocznie dużo się myliłem, nie zamierzam więc teraz wyciągać wniosków na podstawie moich wierzeń — wzruszył barkami. Faktycznie nie myślał o Zasadzce jak o zagrożeniu, ale kto wie? Może Świńska Łapa miała rację, że się tym przejęła? — Ma długą, jasną sierść i ciemny pysk, uszy, nogi i ogon. Ma białą plamkę na brodzie i łapach — opisał brata. Może terminatorka przekaże informację w Cieniu i nie będą ufać temu co mówi, jeśli zamierzał rozpowiadać jakieś głupoty na temat Donośnego Krzyku. — Uciekł, bo dostał inne imię terminatorskie niż sobie zażyczył. Zrobiła się z tego kłótnia. Na następnej ceremonii już dostaliśmy inną zastępczynię —wzruszył barkami, dokańczając historię.
— Ojcem? — spytał, unosząc brew. — Skąd mam wiedzieć? Nie znam go — swojego też nie znał. Właściwie to ojciec w Klanie Wichru był pojęciem na tyle rzadkim, że wydawało mu się to normą.