Zaśmiał się lekko, gdy Roziskrzona Noc powtórzyła na głos szepty jego podświadomości. Czyżby łączyła ich kolejna rzecz? Bezpodstawna obawa, że cisza i spokój nie mogą trwać długo, sielanka zaraz zostanie przerwana pierwszej klasy kataklizmem, aż to całe cieszenie się beztroską przybiera postać wyczekiwania na następny cios. Chociaż czy to było tak bezpodstawne, jak chciałoby się wierzyć? Przecież życie było splotem dobrych i złych wydarzeń; czasami przeważały pozytywy, innym razem wpadało się w spiralę negatywności, ale w ogólnym rozrachunku dostawało się i jedno, i drugie, nie istniała droga ucieczki. Co najwyżej mogli się zastanowić, na ile rozsądnie jest wyglądać katastrofy, zanim jej cień zjawi się na horyzoncie.
- Trochę tak jest - przyznał. - A ledwo przywykniesz do spokojniejszego tempa, to zaraz znów coś się dzieje. Ciekawe, co nas czeka tym razem.
Spojrzał na nią ze zrozumieniem. Dynie, no tak. Kto by przypuszczał, że okażą się tak kuszące? Jego wysyp piszczek nie kusił aż tak, jeżeli polowanie na nie miało oznaczać kręcenie się przy Grzmiącej Ścieżce. Był tchórzem, w przeciwieństwie do wichrowej wojowniczki.
- Pewnie nie. Na swoje nieszczęście.
I z tym wesołym akcentem znaleźli się na ich sparingowym kawałku ziemi. Łabędź czuł się coraz pewniej zarówno w drodze, jak i na Ziemiach Niczyich. No, bez przesady, nie był zatrważająco daleko od rzecznego terytorium, ale mimo to... Nie przypuszczał, że jest w stanie poczuć się komfortowo gdziekolwiek poza terenem Klanu Rzeki. Że któreś z obcych miejsc może przestać być obce.
- Dzisiaj ty zaczynasz - uprzedził Roziskrzoną Noc, odsuwając się od niej na kilka kroków. Nie uciekł daleko, w razie gdyby chciała kontynuować rozmowę, lecz wystarczająco daleko, by dać znać o swojej gotowości.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Już nic nie odpowiedziała, bo nieco zagubiła się we własnych myślach, gdy zaczęła rozważać co ich może czekać w przyszłości. Było... wiele opcji, na tyle wiele, że zwyczajnie zapomniała, że jest w środku rozmowy, a nie spaceruje samotnie wzdłuż granic, jak jej się zresztą często zdarzało. Z powrotem na ziemię dopiero sprowadziło ją stwierdzenie, że to ona dzisiaj zaczyna. Chwila, ale że co niby? I tak właśnie w dwa uderzenia serca odzyskała kontakt z rzeczywistością i rozeznała się w sytuacji. Dotarli do ich kawałka ziemi między drzewami, ona miała zaczynać dzisiaj sparing.
- Dobra, to gotowy? - rzuciła, ustawiając się, chociaż pozycja Łabędziej Szyi mówiła sama za siebie. Więc nie czekając też na werbalne potwierdzenie, ruszyła do ataku. Skoczyła w stronę pointa, chcąc wylądować nie bezpośrednio przed nim, a nieco z prawej i zamachnęła łapą, by strzelić go w nos.
Był gotów na odskoczenie od Roziskrzonej Nocy usiłującej pozbawić go równowagi, ale tym razem ich sparing najwidoczniej nie miał zacząć się od ich standardowego ruchu. Kotka momentalnie z lekka zamyślonej wskoczyła w tryb sparingowy i mimo że Łabędź zawczasu postanowił spróbować szczęścia w uniku, to zarówno szybkość ataku jak i fakt, że doskoczyła do niego od boku wygrały z jego refleksem. Owszem, postąpił krok do tyłu, natomiast nie pozwoliło mu to na całkowite uniknięcie ciosu, jedynie go osłabiło. Tak czy siak, trzepnięcie po nosie do miłych nie należało i kocur pokręcił mordką, a dopiero potem przystąpił do rewanżu.
Odbił na lewo, za cel obierając sobie imponującą kitę oponentki. Po cichu liczył na to, że wyminięciem wichrzaczki, a co za tym idzie - wielu punktów aż proszących się o atak - zyska element zaskoczenia. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, doskoczy do burego ogona i pochwyci go w pysk, zaciskając kły bardziej na kłaczkach niż skórze.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Widząc jak Łabędzia Szyja uskakuje w bok, Roziskrzona Noc już dałaby sobie łapę odgryźć, że zaraz przypuści atak na jej bark, więc szykowała się do skoku w przód. I co? I by teraz nie miała łapy, bo celem pointa był jej długi ogon. Zawahała się na uderzenie serca, w swoim zdziwieniu i mimo że pierwotny unik nie potrzebował żadnych modyfikacji, został wykonany za późno. Robiąc sus do przodu, poczuła chwyt na ogonie, który nieco ją przyhamował. Bardziej z obaw rdzawej wojowniczki przed utratą kłaczków niż rzeczywistej siły manewru.
Odwróciła się do rzepa na ogonie i wyciągnęła łapę, by oprzeć o szarawą mordkę i odepchnąć, tak aby uwolnić znowu potarganą kitę.
Udało mu się wziąć w niewolę bury ogon wojowniczki, ale to nie miało być długie zwycięstwo. Nie zdążył wypluć futra i, korzystając z korzystnie skróconego dystansu, wykonać ataku, gdy zobaczył przed oczami rozmyty prędkością ruch. Przez pierwszy ułamek sekundy po tym, jak łapa Roziskrzonej Nocy znalazła się na jego pysku, czuł w głównej mierze jej teksturę. A już w kolejnym ułamku, zupełnie jakby do tej pory kończyna napastniczki kumulowała energię i teraz następowało wyładowanie, ból rozpierzchł się od wibrysów aż po policzek. Głowa Łabędzia nie opierała się sile uderzenia i dała się odepchnąć w bok, niby w naiwnej wierze, że niestawieniem oporu zaskarbi sobie jej litość.
Łapa wróciła do swojej właścicielki, on natomiast przed kilka uderzeń serca trzymał głowę nisko, z brodą przytuloną do szyi, nadstawiając na ewentualną powtórkę z rozrywki nie wrażliwy pyszczek, a czaszkę. Ból wreszcie zaczął odpuszczać, kolejnych ciosów nie było, zatem kocur uniósł łeb. W następnej chwili podskoczył ku wichrzaczce w próbie powtórzenia jej ataku: chciał zdzielić ją po pysku.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Gdy udało się odepchnąć Łabędzia i uratować ogon, gdy obserwowała jego reakcję, w głowie Roziskrzonej Nocy pojawiła się myśl, że chyba przesadziła. Nie doceniła swojej siły i przez to teraz biedny point widzi takie dwie wichrowe wojowniczki, zamiast jednej. Więc nieco zbita z tropu, swoim poczuciem winy, czekała aż kocur w pełni wróci do świata żywych, zamiast go niecnie dobić i zakończyć sparing w ekspresowym tempie.
Łabędzia Szyja chyba nie załapał (albo nie docenił) jej przyjaznych intencji i zamiast poinformować, że już może kontynuować, po prostu zaatakował. Kotka spóźniła się o uderzenie serca ze swoją ucieczką przed rozpędzoną łapą. Oberwała prosto w ceglasty nosek, aż zaszkliło jej momentalnie oczy, w ten frajerski sposób, gdy przecież wcale nie bolało aż tak by wywołać płacz, ale zdradliwy organizm i tak reagował po swojemu, bez konsultacji z resztkami godności błąkającymi się gdzieś po rdzawej głowie.
Zamrugała dwukolorowymi oczami, potrząsnęła łbem i z następnym uderzeniem serca, rzuciła się w stronę przeciwnika. Nieco pokracznie i bez finezji, ale chciała uderzyć bokiem o bok i przewrócić Łabędzia jak żuczka.
Podjęta próba ataku była raczej desperacka niż przemyślana - jeszcze moment wcześniej doprowadzał swój wstrząśnięty mózg do porządku, i gdyby nie świadomość ciążącego nad nim niebezpieczeństwa w postaci wichrzaczki, pewnie dałby sobie kilka uderzeń serca więcej. Natomiast sparing trwał i Łabędź, nauczony tym, jak kończyły chore, ogłuszone bądź zwyczajnie nieostrożne piszczki, musiał zacząć się bronić. A wiadomo, że atak to najodpowiedniejsza forma obrony, zwłaszcza gdy chodzi nie o ratowanie życia, a utrzymanie sparingu, tak by nie zakończył się na korzyść Roziskrzonej Nocy już po jej dwóch wprawnych ruchach.
Mimo średniego przygotowania i skupienia, trafił w nos. Nie tak silnie, jak ona jego w pysk, ale przyniosło to efekt. Jakiś. Niewielki, bo niemal od razu po tym, jak kotka potrząsnęła łbem, rzuciła się ku niemu i biedny Łabędź nie miał najmniejszych szans na ucieczkę. Uderzenie bokiem bez trudu zmiotło go z łap, jakby był ledwie tumanem kurzu. Przewrócił się na bok pozbawiony tchu, a kiedy udało mu się zaczerpnąć kolejny haust powietrza, to chyba tylko po to, żeby wydać z siebie cichy jęk. Podniesienie się do pionu kosztowało go wiele silnej woli, musiał zignorować nieprzyjemny ból, który nie zdążył zelżeć, jednak jego mimika nie zdradzała oznak cierpienia, kiedy próbował wcielić w życie kolejny atak. "Treningi" z wichrową przyjaciółką jak widać nie poszły w las i syn Płonącego Świtu zyskał na wytrzymałości.
Skoro przewracanie powróciło do łask, on zamierzał to wykorzystać. Nie żałując impetu skoczył w kierunku Roziskrzonej Nocy, aby - w założeniu - pchnąć ją barkiem w bark.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Najwyraźniej brak finezji i pokraczność wyśmienicie się sprawdzały, bo burej udało się zachwiać równowagą przeciwnika i posłać go na glebę. Uśmiechnęła się triumfalnie, chociaż spojrzenie miała serdeczne, gdy Łabędzia Szyja wił się po ziemi. Nie traciła na czujności i była gotowa na kontratak, a przynajmniej tak jej się zdawało, bo skubany musiał ćwiczyć poza ich sparingami.
Nim się obejrzała, niebieski point już skakał w jej stronę, a Roziskrzona Noc podjęła szybką decyzję, że najlepszą opcją nie będzie pośpieszna ucieczka przed uderzeniem. Więc zamiast uskakiwać jak wiewióreczka, wręcz się nachyliła w stronę nadciągającego wojownika i naprężając mięśnie czekała na przyjęcie na siebie całego impetu ataku. I nieco przeceniła swoją siłę, bo nie dość, że przypłaciła ten manewr obolałym barkiem to jeszcze musiała się cofnąć parę kroków. To nie miało być tak, w jej wyobrażeniach to sama stała w miejscu twardo jak skała, a Łabędź odbijał się od niej jak kulka mchu od ściany w kociarni. Więc trochę rozmijało się to z rzeczywistością.
Korzystając ze skróconego dystansu, zdecydowała się na (poniekąd) powtórkę z rozrywki. Chciała pośpiesznie chwycić pyskiem za puchatą kryzę nim ucieknie poza jej zasięg, by nastepnie pociągnąć pointa do ziemi i przygnieść swoim ciężarem.
Tego dnia gwiazdy nie były po stronie Łabędzia. Chyba w ogóle nie zerkały w jego kierunku. Albo to, albo wyśmienicie bawiły się patrząc, jak jest miotany z boku na bok. Nie dowiemy się, jak było naprawdę.
Nawet jego własny atak, choć udany, nie pozostawił go bez konsekwencji. Przywalił barkiem w bark Roziskrzonej Nocy, a siłą i prędkością wygrał z obronną pozą kotki, posyłając ją o kilka kroków w tył, acz "spotkanie" z obróconą w kamień wojowniczką poskutkowało obolałą łopatką. No nie powiedziałby, że było warto, krótko mówiąc.
Miał się co do tego tylko upewnić, kiedy w następnej turze został chwycony za kryzę i sprowadzony do parteru, w który, swoją drogą, przywalił spektakularnie - gdyby w pobliżu grasowały myszy, to po tym wyczynie nie zostałby po nich ślad, to na pewno. Zęby zadzwoniły mu w paszczy, a świat zawirował przed oczami... Do tego stopnia, że zamknąwszy je, wciąż nie mógł wyzbyć się dezorientacji. Na domiar złego, poczuł na sobie ciężar i to z rodzaju tych trudnych do pozbycia się. Leżąc tak na ziemi jak smętny placek, docenił przyjacielską formę ich pojedynku; w walce na serio miałby teraz nie lada zmartwienie.
To byłby idealny moment na przyznanie się do sromotnej klęski, ale przecież na dobrą sprawę dopiero rozpoczęli sparing. Ciągnął przyjaciółkę aż tutaj po to? Zmotywowany, wojownik spróbował zebrać siły do kupy, skumulować je w łapach, aby szarpnąć się ku górze jak najgwałtowniej i, niczym byk na rodeo, pozbyć się okupanta.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Iskra była w dobrym humorze, najwyraźniej mały zastój w treningach nie wpłynął negatywnie na jej zdolności bojowe, a może wręcz przeciwnie. Mała przerwa pomogła w regeneracji wiecznie przeciążanego organizmu i jakkolwiek sparingi z Łabędziem zawsze były sympatyczne, tak tym razem, z łapką na sercu mogłaby przysiąc, że pierwszy raz czuła czystą radość. I nawet pasmo niepowodzeń nie zasiałoby gorzkiego ziarna w jej samopoczuciu, które tak bardzo lubiło kiełkować... zwykle bez powodu. Nie potrzebowało żadnych specjalnych warunków do rozwoju, a pierwsze listki wypuszczało już przy pierwszej porażce.
Czuła się lekko, chociaż przygniatany do ziemi niebieski point raczej by się z tym nie zgodził. Rozbawienie w dwukolorowych oczach tylko na moment przyćmiło zdziwienie, gdy została niespodziewanie podrzucona w górę. I Gwiezdni jej świadkiem, że prawie do nich dołączyła w tamtej chwili, no zero wyolbrzymiania, była o włos od lotu na orbitę, a wiadomo że stamtąd prosta droga na Srebrną Skórkę i rozpoczęcie życia po życiu jako iskierka na nocnym niebie. Jednak Przodkowie najwyraźniej nie chcieli jej w swoich szeregach, bo jednak wylądowała w pobliżu Łabędzia. I to nawet na czterech łapach! Przez krótki moment rozważała ustąpienie i pozwolenie przyjacielowi na wykonanie kolejnego ruchu, w ramach rekompensaty za to obijanie o grunt. Ale wtedy puchata kita zwróciła jej uwagę i wszelka uprzejmość Iskry ulotniła się pośpiesznie. Kotka doskoczyła do przeciwnika, próbując pochwycić szarawy ogon.
Łabędź nie był jednym z tych, co zwątpią w Gwiezdnych przy pierwszej lepszej okazji - na przykład w czasie trwania sparingu, gdy obrywa raz za razem i niewiele może na to poradzić - a jednak myśl o niełasce przodków musiała wzbudzić u mieszkańców Srebrnej Skórki wyrzuty sumienia, może żal dla biednego szarego żuczka tak wiernie patrzącego ku górze. Z powodzeniem pozbył się ciężaru z pleców, czego na tym etapie bynajmniej się nie spodziewał, natomiast skrzętnie skorzystał z okazji i zebrał obolałe cielsko do pionu. Roziskrzona Noc w podobnej chwili musiała przygotować się do ataku, gdyż wystarczyło z jego strony jedno kontrolne spojrzenie, by dojść do wniosku, że znów znalazł się pod ostrzałem. Wojowniczka chyba pamiętała, jak niegodziwie złapał ją za ogon i w ramach zemsty zrobiła to samo. Kocur odwrócił łeb ku niej. Zobaczył szarą mordkę zatopioną w ciemnej sierści. Raczej nie planowała tak łatwo mu odpuścić, należało jej w tym pomóc. Zamachnął się łapą w celu zdzielenia burej po głowie.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Chwytając za szarawy ogon mogła się przewidzieć, że manewr ten jest wysoce nieopłacalny. Nie mogła nic zrobić ze swoją zdobyczą, bo ciągnięcie i szarpanie odpadało skoro nie chciała uszkodzić przeciwnika. A na dodatek jej głowa stawała się idealnym celem dla łap Łabędzia (czego już w ogóle mogła się spodziewać po tym, że wcześniej sama go tak potraktowała, gdy tylko pojawiła się okazja). Ale no co mogła poradzić skoro tak ją naszło i ciężko było się oprzeć super pomysłowi?
No i teraz ponosiła tego konsekwencje, bo oczywiście zamiast puścić ogon i ratować swój łeb to bura tępo patrzyła na zbliżającą w jej stronę łapę. No. Bo. Przecież. Nie. Puści.
A jednak puściła, gdy ból rozlał się od centrum czoła aż dotarł po uszy. Cofnęła się parę kroków, by świat przestał wirować i wraz z pierwszą stabilizacją obrazu skoczyła w stronę Łabędzia, biorąc spory zamach łapą i celując w jego głowę. Z sympatii! Takie ładne gwiazdki zobaczyła po jego ostatnim uderzeniu, że chciałaby się z nim podzielić tym radosnym widokiem. To nie tak, że wciąż jej się nieco kręciło w głowie i musiała ograniczyć się do prostych rozwiązań.
Oko za oko, ząb za ząb. Złapanie za ogon zaliczyli oboje, sprawiedliwości musiała stać się zadość również w kontekście ciosów w głowę, jak widać. A Łabędź, jako szanujący się obywatel, kot o nieskazitelnej moralności i głębokim poczuciu uczciwości, zaakceptował swój los bez sprzeciwu. W porządku, aż tak szlachetny to on nie był, wcale nie chciał nadstawiać policzka, raczej po prostu nie docenił (po raz kolejny zresztą! Gdzie tutaj wyciąganie wniosków, uczenie się na błędach?) szybkości, z jaką Roziskrzona Noc dochodziła do siebie oraz przystępowała do kontrataku.
I mu się za to oberwało, tak w stu procentach dosłownie. Po zetknięciu białej łapy z jego głową położył po sobie uszy i instynktownie odsunął się o krok od morderczej wojowniczki. Na szczęście cios nie był oszałamiający i szybko opanował tchórzliwe odruchy. Podskoczył do szyi kotki, chcąc uwiesić się na bujnej kryzie. Gdyby mu się udało, rozluźniłby mięśnie i pozwolił sobie lec na ziemię, ciągnąc ku upadkowi swoją towarzyszkę.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Rzep na szyi był czymś nowym. Tym bardziej, że to był taki całkiem pokaźnych rozmiarów rzep i sporej wagi, więc gdy zrezygnował ze wsparcia własnych łap, opieranie się sile grawitacji poskutkowałoby łysym plackiem na szyi. Pozostawało więc tylko pozwolić sobie upaść wraz z Łabędziem. Przy zetknięciu z ziemią, chwyt na kryzie osłabł, a w zasadzie zupełnie zniknął i w pierwszym odruchu kotka chciała się zerwać na cztery łapy i... no właśnie, pewnie by próbowała znowu przewrócić przeciwnika, więc równie dobrze mogła nie wstawać od razu. Ale musiała szybko działać by z tego cokolwiek wyszło, więc przeturlała sie na bok tak by widzieć Łabędzia, a następnie wymierzyła w jego stronę kopniaka z tylnych łap.
Chyba lubił sobie komplikować życie, w przeciwnym razie nie podejmowałby się tak bezsensownych ataków. Nie tyle co wytrącił wichrzaczkę z równowagi czy oszołomił nagłym uderzeniem, a zwyczajnie poprowadził ją po dżentelmeńsku na łysy płat ziemi i... I na tym inwencja twórcza Łabędzia się skończyła, ruchy także. Obdarowany dodatkowymi uderzeniami serca namysłu niewątpliwie wykrzesałby z siebie pomysł, jak nie sensowniejszy od poprzedniego, to przynajmniej jakiś. Szkopuł w tym, że Roziskrzona Noc mu czasu nie dała. Sama zdawała się doskonale wiedzieć, co zrobić, i całkiem sprytnie wykorzystała kolejną lukę w rozumowaniu przeciwnika. Bowiem syn Płonącego Świtu legł na boku i w tej pozycji zastygł, zwinnie przegapiając moment, w którym mózg powinien podnieść alarm: broń brzuch, masz odsłonięty brzuch. A każde kocię wie, jak nieprzyjemnie jest dostać kopniaka w tę wrażliwą część ciała... Łabędź wrócił do nauki podstawowej otrzymawszy właśnie taki cios. I to bezlitośnie silny, aż z leniwie rozłożonego półksiężyca przybrał kształt pełni, tym razem skutecznie blokując dostęp do miękkiej tkanki. Rychło w czas.
Niechęć do zdania się po raz kolejny na łaskę burej sprawiła, że z cierpiętniczym wyrazem mordki dźwignął się na przednie łapy. Z tej pozycji, zrezygnowawszy z wstawania, pokracznym ruchem podskoczył do wojowniczki. Chciał oprzeć się łokciami na jej barku i tym samym unieruchomić... Przód. Chociaż przód.