Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Ciemne uszy wystrzeliły do przodu, gdy Łabędzia Szyja się odezwał, a na kolorowy pysk wpełzł ciepły uśmiech. O! Czyli jednak oczywista rada mogła się na coś zdać. No chyba, że przyjaciel wyczuł jej dyskomfort i teraz tylko próbował jakoś pozbierać cały swój smutek, by go na powrót ukryć. Nie taki był jej cel i na szczęście udało jej się prędko odgonić tę myśl.
– No dokładnie. – potwierdziła chętnie, kiwając energicznie łbem. – Z pewnością się rozglądają i mogą coś wiedzieć. Ale sama też coś rzadko wpadam na samotników. Ostatnio spotkałam jedną, akurat sama kogoś szukała i brzmiała nawet jakby była na całkiem solidnym tropie. Nie wiem, wydaje mi się, że warto popytać. Też mogę spróbować popytać jak na jakiś wpadnę. Popytam ich też czy coś wiedzą, dobrze? – miała świadomość, że te wypowiedź dałoby radę skrócić do dwóch zdań. Może trzech. Ale słowa opuszczały jej pysk bez jakiejkolwiek konsultacji z mózgiem i jakkolwiek było jej nieco głupio z tego powodu, nie uważała by było to do końca złe. Przynajmniej zapełniały ciszę, nie? Dopóki nie przesadzi z ich ilością nie powinny skończyć jako biały szum w Łabędziej głowie.
Tym bardziej cisza nadeszła dopiero moment później, gdy musiała się uczciwie zastanowić nad usłyszanym pytaniem.
– Miałam. I to nie raz. – przyznała, chociaż jej powody zawsze były błahe. Więc nie zamierzała się w nie zagłębiać i skupiła uwagę na drugiej części tej historii. – Ale zawsze mnie wtedy ciągnęło nad Czarny Ogon. Tak wiesz, żeby pójść wzdłuż niego, dotrzeć do źródła. – im dłużej się nad tym zastanawiała tym mniej podobieństw w obu sytuacjach dostrzegała. Więc nie dała też Łabędziowi zbyt wiele czasu do namysłu i szturchnęła go przyjaźnie w bark. – Ale może nie stójmy tak w miejscu, co? Jeszcze żaby zaczną się denerwować.
Chociaż sama się nie ruszyła ani o krok po tych słowach, nie chcąc narzucać marszu.
- Mam nadzieję, że udało jej się znaleźć tego, kogo szukała - powiedział cicho, wzrok spuszczając na własne łapy. Miał zerowe pojęcie o tym, kim była ta tajemnicza samotniczka, kogo wypatrywała i dlaczego, ale z marszu zapałał do niej sympatią, mimo że tak naprawdę nie wiedział nic o jej sytuacji. Skoro jednak zaczepiała koty i podążała za tym swoim tropem, to musiało jej zależeć, prawda? To najważniejsze. Łabędź uniósł głowę i machnął ogonem, podświadomie licząc chyba, że żywszy ruch z jego strony zamaskuje ogólny wygląd zbitego psa. Nie mógł zobaczyć siebie z pozycji drugiej osoby, ale przez to tracił na pewności siebie i umacniał się w przekonaniu, że musiał chociaż po części zdradzać wyglądem to, co działo się w jego wnętrzu. Niezręczne stanie w miejscu nie pomagało w uzyskaniu lepszej prezencji, mógł co najwyżej stosować tanie chwyty. - Dzięki. Będę zobowiązany.
Nadstawił uszu przy następnej wypowiedzi przyjaciółki. Była z lekka enigmatyczna, jeśliby pytać Łabędzia o zdanie. Już miał otwierać pysk i się odezwać, ale Roziskrzona Noc wyprzedziła go szturchnięciem w bark i propozycją przechadzki.
- Tego byśmy nie chcieli - zgodził się i ruszył, gdzie go łapy poniosły. A będąc precyzyjnym, podążył ich typową trasą graniczną prowadzącą na Ziemie Niczyje. Nie poświęcił tej decyzji uderzenia serca namysłu, to po prostu wydawało się właściwe. Normalne. Odpowiednie. Przecież zawsze tak szli. A obecnie to nie był dobry czas na dodatkowe zachwiania stabilizacji, nawet w tak błahej kwestii jak spacerowe zwyczaje. - Nad Czarny Ogon? - spytał z zaintrygowaniem, jak już nadał tempo i kierunek ich krokom, a myślami wrócił do jej słów. Wiedział, czym był Czarny Ogon, aczkolwiek nigdy nie widział go na własne oczy. Co było w nim takiego, co przykuwało uwagę wojowniczki? - Z jakiegoś konkretnego powodu akurat tam?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Skinęła tylko łbem, nie odzywając się już. Również miała taką nadzieję, bo mimo że cała interakcja z kotką była dość niezręczna to sprawiała wrażenie sympatycznej. A Iskra też nie miała w zwyczaju nikomu źle życzyć, a już w szczególności bez powodu.
Ruszyli tą samą trasą co zawsze, co nie było takie zaskakujące zresztą. Bardziej by się zdziwiła, gdyby Łabędzia Szyja zarządził marsz w przeciwnym kierunku. Starała się skupiać spojrzenie na trasie, bo nie oszukujmy się – przyjaciel wyglądał jak smętna lisia zabawka. A czuł się pewnie jeszcze gorzej, bo starczyło iść w jego towarzystwie by za pomocą dyfuzji podłapać klimat zadręczających go myśli. Albo starczyły do tego dwie szare komórki i minimum empatii. W każdym razie bura wojowniczka starała się mu nie przyglądać (pozwalała sobie jedynie na przelotne spojrzenia), by mogli razem udawać, że żyją w milszej wersji rzeczywistości, w której postawa pointa nie wzbudza niepokoju. Chociaż Iskra czuła się jakby szła koło kota z dwoma ogonami i siłą umysłu próbowała sprawić by nadprogramowa kita zniknęła. I to tak by jej właściciel nie zorientował się, że ją w ogóle zauważyła. To był ten rodzaj zabawy.
Wrócił temat Czarnego Ogona, a że wszystkie formy odwrócenia uwagi od problemu wydawały się Roziskrzonej Nocy dobre, to chętnie się go podjęła. Mimo że zahaczał o uzewnętrznianie się.
– Widzisz, sam Czarny Ogon to rzeczka jak każda inna, co najwyżej płytsza i mniej imponująca od Grzmiącej Rzeki. Ogólnie to nie widziałam zbyt wiele rzek w życiu, ale jestem pewna, że ta nie wyróżnia się niczym specjalnym. – zaznaczyła na wstępie, by Łabędzia Szyja nie wyobrażał sobie nie wiadomo czego. Przecież prawdopodobnie nie widział nigdy Czarnego Ogona. – I w sumie nie kryje się za tym żadna porywająca czy długa historia. Po prostu, w czasie mojego treningu... a to szczerze mówiąc był średni okres w moim życiu, pełen mniejszych i większych problemów na które szkoda strzępić język teraz. – mimo że większość z nich wciąż pozostawała nieprzepracowana – Istotne jest to, że nie było zbyt wesoło. I po prostu, w czasie jednego z treningów, gdy dotarliśmy nad brzeg Czarnego Ogona, mój mistrz mi powiedział... przyznał się? Że gdy u niego w życiu nie było zbyt wesoło to często chodził wzdłuż Czarnego Ogona. Dalej niż sięgały granice Klanu Cienia, ale nigdy nie dotarł do źródła. I jakoś tak... jakoś tak to ze mną zostało. I czasami przychodzą takie dni, gdy do mnie wraca ta rozmowa. – nie zamierzała precyzować w jakim stanie znajdowała się jej psychika w takie dni, bo łatwo było się domyślić jeśli się chciało. Chyba. – I jakoś wtedy mnie ciągnie by się przekonać, gdzie się zaczyna Czarny Ogon, ale no. Nigdy tam nie dotarłam jeszcze. Nawet na koniec terenów Cienia nie.
Doceniał to. Doceniał te obustronne próby udawania, że problemu nie ma, Łabędzia nic nie trapi, generalnie sielanka i spacer jak każdy inny. Oboje wiedzieli, jak było naprawdę, ale liczyło się to niewypowiedziane na głos zrozumienie, jakie się między nimi zalęgło. Umowa, której oboje zgodzili się dotrzymać. Nie przywykł do roztkliwiania się publicznie nad własnymi rozterkami. Kojarzyło mu się to ze zdarciem z siebie całej szaty, pokazania wszem i wobec, co pod nią, z jednoczesnym oczekiwaniem, że druga osoba poczuje się zobowiązana uraczyć go ciepłem własnego futra. Absurd. Jasne, mógł (i robił to chętnie) opowiadać o trudnościach, gdy były już zamkniętymi rozdziałami w jego życiu i wyciągnął z nich jakąś lekcję do podzielenia się, bądź akurat pozwalały mu nawiązać nić porozumienia z rozmówcą na bazie łączących ich doświadczeń. Wówczas z łatwością pozbywał się grubej warstwy niezręczności, bo nie było mowy o żadnym pocieszaniu. Jednak to nie była ta sytuacja.
Ciekawe, czy do zniknięcia Mętlik będzie kiedyś potrafił się zdystansować. Mówić o tym na chłodno. Obecnie czuł się tak, jakby każde wspomnienie o niej powodowało ucisk w sercu i ból, który uniemożliwiał mu oddychanie. I szczerze powiedziawszy, wolał, aby tak zostało. Mógł z całą pewnością powiedzieć, że przechodził najgorszy okres w życiu i nic z wariujących w nim uczuć nie leżało nawet obok przyjemności, ale chyba nic nie mogło być gorsze od zobojętnienia. Bał się go. Mętna Łapa zbyt wiele dla niego znaczyła, nie mógł tak po prostu pójść ze swoim życiem dalej, prawda...? Nieważne, czy minął dzień, czy pełen obieg pór bez niej.
Zresztą, nawet teraz, wysłuchując wyjaśnień Roziskrzonej Nocy, nie potrafił nie patrzeć na jej wypady nad Czarny Ogon inaczej, niż - w pewnym sensie przynajmniej - przez pryzmat własnych przeżyć. Nie musiał bezpośrednio myśleć o ukochanej. Wystarczyła iskierka zastanowienia, jakie sytuacje inspirowały wojowniczkę do samotnych spacerów. Co za emocje nią targały, gdy stawiała krok za krokiem wzdłuż rzeczki i szukała źródła. Zrobiło mu się nieadekwatnie do sytuacji żal burej. Spojrzał na nią krótko, rozumiejąco. Choć Gwiezdni świadkiem, jak mało rozumiał.
- To pomaga? Te przechadzki? - spytał, wzrokiem błądząc gdzieś przy ziemi. Nie dlatego, że nagle za wszelką cenę chciał uniknąć kontaktu wzrokowego, po prostu dostrzegł między trawami przemykającą żabkę. Zniknęła tak szybko, jak się pojawiła, i Łabędź uniósł spojrzenie na kolorową mordkę wichrzaczki. - Dawno miałaś ostatni raz, kiedy tak cię ciągnęło nad Czarny Ogon?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Nie potrafiła od razu odpowiedzieć na zadane pytanie. Szczerze mówiąc nie wiedziała czy te przechadzki rzeczywiście pomagały skoro niechciane myśli nawracały jak niedoleczony biały kaszel. Albo nawet i z większym uporem, ponieważ Roziskrzona Noc nie znała magicznej kombinacji ziół, które by wyleczyły jej dolegliwości. Spacery wzdłuż Czarnego Ogona najwyraźniej jedynie maskowały objawy, pozwalały zapomnieć na krótki moment o ich uciążliwości, ale nie docierały do ich źródła. Nim poukładała myśli w głowie na tyle by udzielić składnej odpowiedzi, dotarło do niej drugie pytanie.
– Na pewno nie tak dawno jak bym sobie życzyła. – uśmiechnęła się kwaśno. – Ale szczerze mówiąc nie pamiętam dokładnie. Bo wiesz, czasem to się nie dzieje, bo coś się właśnie zdarzyło. Czasem przypominam sobie rzeczy i łapie mnie nagły impuls. – chociaż wtedy zwykle nie wychodziła nawet poza granice Klanu Wichru. – Ale wydaje mi się, że przechadzki pomagają. Wiesz. W pewnym sensie... oczyścić głowę i w ogóle? Bo oczywiście nie rozwiązują problemu, ale pomagają na moment o nim zapomnieć. – zepchnąć na kolejny dzień.
Westchnął krótko, tknięty nagłą myślą, że jak zwykle skupiał się wyłącznie na sobie. Mętlik, Kosowa Gwiazda, kolejne problemy jego i Klanu Rzeki. Kim, na dobrą sprawę, była Roziskrzona Noc, aby musieć o tym wysłuchiwać? Kiedy był ostatni raz, jak to ona zwierzała się jemu? Należałoby spytać raczej o jakąkolwiek taką sytuację z przeszłości; Łabędź miał trudności z przywołaniem choć jednej. Z ich dwójki to on był ten marudny, narzekający, wysysający całą pozytywną energię z konwersacji, której resuscytacja przypadała później wichrzaczce. Co sprawiało, że wnętrze burej wołało o oddalenie się z obozu i przejście się brzegiem Czarnego Ogona? Nie wiedział. Nie wiedział, czy powinien wiedzieć. Czy mógłby, gdyby był dla niej lepszym przyjacielem - takim, jaka ona była dla niego.
- A jak jest teraz? Wszystko u ciebie w porządku? - spytał po chwili milczenia, podczas której przetwarzał usłyszane słowa i dokonał krótkiej autorefleksji. Nie chciał naciskać, ale krótkie pytanie wynikające z troski nikogo jeszcze nie zabiło, prawda? Tak sądził, był tego pewien, a i tak wypowiedzenie go wiązało się z podwyższonym ciśnieniem.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Kolejne pytania Łabędzia uświadomiły Iskrze, że prawdopodobnie popełniła błąd zaczynając temat Czarnego Ogona. Przecież z ich dwójki to nie jej była potrzebna teraz taka rozmowa! Najgorsze, że teraz nie potrafiła nawet określić co ją skłoniło do zmiany tematu. Chciała odwrócić uwagę przyjaciela, bo czuła, że myślenie o tym go wgniata w ziemię? Czy może chciała na swój sposób go pocieszyć poprzez pokazanie, że ona również... no właśnie, co? Miała problemy? To był zupełnie inny kaliber problemów. Czego dotyczyła rozmowa w tamtej chwili?? Nie miała pojęcia, więc ostateczny wniosek był taki, że zmiana tematu nastąpiła pod wpływem egoistycznego impulsu. A nawet jeśli to nie był jej cel – tak wyglądały skutki. Bo nie dość, że Łabędziowi ciążyły jego własne zmartwienia, to jeszcze Iskra dokładała mu właśnie swoich trosk.
– Nie mam powodów do narzekania! Nie musisz się mną przejmować. – zapewniła pośpiesznie, może nieco zbyt entuzjastycznie. Nie miała pojęcia jak w naturalny sposób nawrócić rozmowę na pierwotne tory, więc rozejrzała się subtelnie dookoła w poszukiwaniu nowego koła ratunkowego. Ciemne uszy wychwyciły szum wody, zębatki w głowie zgrzytnęły i zaraz burą olśniło, więc zarzuciła lekkim tonem. – A właśnie, co tam z naszymi lekcjami pływania?? Chyba już jest wystarczająco ciepło, co?
Aż nazbyt entuzjastyczna odpowiedź przyjaciółki powiedziała mu wszystko. To jest, bynajmniej nie to, że Roziskrzona Noc czuła się, jakby zagarniała całą uwagę dla siebie i swoich problemów, a raczej, że z Łabędzia marny powiernik życiowych bolączek czy w ogóle... bardziej prywatnych spraw. Cóż, chyba nie powinien być zdziwiony, na pewno niesprawiedliwie czuć związane w tym ukłucie w sercu. Nie mógł mieć burej za złe braku zaufania. Na zaufanie trzeba sobie zasłużyć.
Uratował ich szum wody. Kocur nie zwrócił nań najmniejszej uwagi, ale wojowniczka owszem i powróciła do dawno zapomnianego tematu nauki pływania. Niebieski point zamrugał, odwrócił łeb w kierunku rzeki i patrzył na nią tępo, dopóki pytanie nie zagościło na dobre w jego umyśle, przepłaszając poprzednie myśli. Och! Tak, to mógł zrobić. I nawet mu się ten pomysł spodobał, wszak nadarzyła mu się właśnie okazja, by coś dać, a nie brać, brać i brać bez końca. Wyprostował szyję i spojrzał bystrzej na rozmówczynię.
- Ale wiesz, że zawsze możesz się do mnie zwrócić, prawda? Z czymkolwiek, kiedykolwiek - rzucił najpierw. Mogła nie skorzystać, proszę bardzo. Niech chociaż wie, że był tu dla niej, niechby równolegle sypało mu się życie; to nie osłabiało troski o nią. - Myślę... myślę że powinno być dobrze. Chciałbym móc zaprosić cię na tereny Rzeki, mamy tam taki fragment, gdzie rzeka jest wyjątkowo płytka. Idealne miejsce do nauki, ale... Tutaj też będzie w porządku. Pływałaś kiedyś? Próbowałaś? Ktoś ci coś mówił na ten temat?
Wszedł w rolę mentorską psychicznie, a fizycznie przystąpił te kilka kroków bliżej wody wychodzącej na Ziemie Niczyje.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Gdyby wiedziała w jaki sposób przyjaciel odebrał jej słowa to by z miejsca poszła się utopić. Całe szczęście Gwiezdni nie obdarzyli jej zdolnością czytania w myślach, więc nie świadoma kolejnej katastrofy w dniu dzisiejszym (i to takiej, w której brała czynny udział) mogła w stu procentach skupić się na rzece, pływaniu i innych takich sympatycznych odwracaczach uwagi.
Znaczy się... nie do końca mogła. Mimo że coś się zmieniło w spojrzeniu Łabędzia i przez uderzenie serca łudziła się, że to zachwyt dla totalnej ucieczki od tematu, prędko się okazało, że niebieski point wcale nie zamierzał zostawić go w ten sposób. Iskra oklapła nieznacznie, a następnie szturchnęła przyjacielsko puchaty bark, licząc na to że pierwszy gest umknął niespostrzeżenie.
– Jasne, że wiem, nie bój żaby! – zapewniła z szerokim uśmiechem. To że nie zamierzała to swoją drogą, żaden z jej problemów nie był na tyle poważny by obciążać nim Rzeczniaka. – Ale mam nadzieję, że wiesz, że to działa w obie strony, nie? W razie potrzeby nie wahaj sie i wal śmiało. – nawet jeśli dopiero co dała tragiczny popis swoich umiejętności. Miała nadzieję, że to nie zniechęci Łabędzia do przyszłych zwierzeń.
– No niestety tam raczej ciężko by było wyjaśnić moją obecność... ale no. Nigdy nie pływałam, nie próbowałam i nie rozmawiałam o tym z nikim poza tobą. Ale spokojnie, myślę że szybko załapię. – w ślad za swoim nowym instruktorem pływania ruszyła w kierunku wody. Na szczęście fazę niecierpliwego terminatora miała już dawno za sobą, więc nie wyrywała do przodu.
Uśmiechnął się, nie do końca dlatego, że wierzył, że to coś więcej ponad puste zapewnienia, byle nie było mu przykro, a dzięki niewinnemu "nie bój żaby", które odebrał jak drobny ukłon w stronę ich przyjaźni. I rozmowa od razu stała się nieco sympatyczniejsza, gdy Łabędź poczuł wiążący ich element. Nie były to rozmowy o życiu, wnikanie w prywatne sfery uczuciowe, a niewinne, kumkające żabki, towarzyszące im niezmiennie w drodze na Ziemie Niczyje, skąd zwykle przystępowali do sparingu. I tak też było w porządku. Więcej niż w porządku - cenił sobie przyjaźń Roziskrzonej Nocy, jej niestandardowość również.
- Się rozumie - przytaknął weselej, acz nieznacznie nieobecnym głosem, ponieważ myślami był już przy kolejnym zagadnieniu.
Pływanie, pewnie. Nigdy nikogo nie uczył pływania. Nie pamiętał, jak Płonący Świt uczyła jego. Wydawało mu się, że miał tę umiejętność zakodowaną w genach, urodził się z nią i nie potrzebował rozkładać jej na czynniki pierwsze.
- Przede wszystkim musisz zwracać uwagę na to, gdzie wchodzisz. W niektórych miejscach rzeka jest spokojna, a w innych nurt jest porywisty i nawet najwprawniejszy pływak będzie miał kłopoty z utrzymaniem głowy na powierzchni. Nie zawsze są dobre warunki do pływania, z siłami rzeki nie ma co zadzierać. A jak już mamy przyjemny fragment, taki jak tutaj... Chyba nie zdziwi cię jak powiem, byś trzymała brodę wysoko? Uważaj na pysk, nos i oczy, one nie powinny się zanurzać. Co dalej... Łapy pracują o tak - to mówiąc, Łabędź przeturlał się na plecy i z uniesionymi kończynami zaprezentował powolne, płynne ruchy, różniące się od chodzenia tempem, zamaszystością i charakterystycznie rozcapierzonymi palcami. - Widzisz? Bicie się z wodą to najgorszy możliwy pomysł. Koty jak zaczynają panikować, wykonują mnóstwo gwałtownych ruchów i to sprowadza je na dno. Powoli, rytmicznie, pracuj całymi barkami. I nie spinaj się za mocno. Ogon zawsze trzyma się na linii wody, pomaga sterować.
Wstał i otrzepał się z drobinek trawy. Jedną z nich musiał zdmuchnąć sobie z nosa, gdy jeden upierdliwiec wylądował dokładnie tam.
- Gdyby zaczynało cię zalewać, staraj się wstrzymać oddech i brać go wtedy, jak masz moment przed kolejną falą. I... to na tyle, chyba - zakończył z niepewnością. Ciężko mu się myślało. Naprawdę chciał się skupić, w imię spędzenia miło czasu z przyjaciółką, a przede wszystkim dla jej bezpieczeństwa. Mętlik zjawiała mu się w myślach zbyt często jak na poruszany temat. - Mogę ci najpierw pokazać, jak ja to robię, chociaż raczej zbyt wiele nie zobaczysz. Ale może taka obserwacja coś pomoże?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Czy wierzyła w zapewnienia Łabędzia? Chyba równie mocno co w swoje własne, jednak w obecnej chwili liczyło się najbardziej to, że atmosfera się rozluźniła. Tylko gdzieś z tyłu głowy Roziskrzonej Nocy pozostawała nadzieja, że rzeczywiście w razie potrzeby przyjaciel nie będzie sam stawiał czoła problemom, tylko przypomni sobie, że bura zawsze chętnie mu pomoże na tyle na ile będzie w stanie. Gdzieś w ślad za tą myślą pojawiły się kolejne, te złośliwe, podpowiadające jej, że point nie będzie musiał na niej polegać, bo w przeciwieństwie do pewnych porażek społecznych, na pewno ma sporo przyjaciół w swoim klanie. Nie będzie pierwszym wyborem.
Potrzasnęła łbem, by rozgonić zbierające się chmury i skupiła na tłumaczeniach.
– A skąd mam wiedzieć, gdzie nurt jest za silny? To widać na pierwszy rzut oka, czy czasem wydaje się, że jest spokojnie, ale jakiś mały szczegół pozwala określić, że to pułapka? – spytała najpierw, żeby się upewnić. Jasne, wiedziała że pchanie się do wzburzonej wody do idiotyzm, jednak skoro miała okazję dowiedzieć się więcej to chciała rozbudować swoja wiedzę teoretyczną najlepiej jak się dało. – Jasne, brzmi sensownie. – dodała na znak, że rozumie te zasady.
Uśmiechnęła się pod nosem, widząc prezentację ruchów pływackich, bo w pewnym sensie niebieski point przypominał żuczka, który nieudolnie próbował przewrócić się z powrotem na brzuch. Powstrzymała jednak ogólne rozbawienie, by rzeczywiście przyjrzeć się ruchom łap, ułożeniu palców i wszystkiemu ogólnie. W pierwszym odruchu skojarzyło jej się to z truchtem, jednak w miarę przyglądania dostrzegała coraz więcej różnic. Tak samo chłonęła wszelkie dalsze wskazówki. Powoli, rytmicznie. Nie bić się z wodą. Ogonem sobie pomagać przy sterowaniu.
– Jak trudno w sumie... jest nie zacząć panikować, gdy zaleje ciebie woda? Bo w teorii to prosta rada, ale zastanawiam się jak to jest w praktyce. Czy to rzeczywiście osiągalne pozostać spokojnym, gdy nagle znajdzie się pod wodą. – podzieliła się z Łabędziem swoimi przemyśleniami, chociaż (szczerze mówiąc) nie spodziewała się usłyszeć nic konkretnego w odpowiedzi. – Wiesz, nie wiem czy, albo na ile, pomoże, ale z pewnością nie zaszkodzi, więc jeśli mógłbyś...
- Raczej wiadomo na pierwszy rzut oka. Jeśli woda wyraźnie się pieni, nawet nie próbuj wchodzić. W niektórych miejscach widać falę i to wygląda trochę groźnie, przy pływaniu trzeba użyć więcej siły, ale jak się naprawdę potrafi pływać, to nie jest niebezpiecznie. Jak nie jesteś pewna, czy będziesz czuć się wystarczająco pewnie, pomóż sobie łapą - jak ją zanurzysz, to łatwiej będzie ci ocenić, niż tak po prostu patrząc z lądu. Spójrz tutaj, wydaje się, że rzeka praktycznie stoi... - urwał na moment i wsadził palce do chłodnawej wody, a na tafli ujawnił się charakterystyczny kształt tworzony przez sunący nurt. - A teraz? Widzisz te drobne zawirowania? Nic strasznego, ale już wrażenie nieco inne, prawda? Inaczej sprawa ma się z wirami - wyjął łapę i spojrzał na Roziskrzoną Noc. - Istnieją pułapki, które ciężko spostrzec, dopóki nie jest za późno. Ale to raczej nieczęste. Tak mi się wydaje, nie widziałem ani nie słyszałem o takim przypadku... Po prostu wiem, że rzece nigdy nie wolno ufać w stu procentach, nawet kiedy sprawia wrażenie spokojnej.
Mimo że rzeczniacy znaczną część czasu spędzali w wodzie, to szczęśliwie nie mieli na koncie (biorąc pod uwagę długość życia Łabędzia) wielu śmiertelnych wypadków z rzeką w roli głównej. Syn Płonącego Świtu nie nabrał przez to zuchwałości i chciał być z przyjaciółką szczery, że różnie bywało, aczkolwiek nie miał ogromnych obaw. W porę nagich drzew, może. Wówczas było zimno i samo to osłabiało pływaka. Teraz było łatwiej.
Gdy wyraziła swoje wątpliwości, spojrzał na nią ze zrozumieniem. Fakt, było czym się przejmować. Bo czy ktokolwiek mógł znać swoją reakcję, zanim dojdzie do kryzysowej sytuacji? On sam nie wiedział, jak by się zachował. Zdarzały mu się drobne wypadki - ot, na przykład zanurzył pysk odrobinę za mocno - ale nigdy nie wojował z siłami natury, nie był do tego zmuszony.
- Myślę że świadomość gra tutaj dużą rolę - podzielił się swoją opinią. - Kiedy wiesz, co się dzieje i jak sobie poradzić, to pomaga przezwyciężyć pierwszą falę paniki. No, wiadomo, gwarancji nie ma, że zachowasz zimną krew, ale chyba... To trochę jak przy wspinaczce? Też może się łapa omsknąć, jednak kiedy wspinało się już wiele razy i ma się doświadczenie, pierwszym odruchem jest próba opanowania sytuacji, nie paniczne wymachiwanie łapami.
A skoro bura zechciała demonstracji, to Łabędź zaczął powoli wchodzić do wody. Przyzwyczajenie się do chłodniejszej temperatury nigdy nie należało do przyjemnych, ale nie trzeba było czekać długo, a zaczął wprowadzać własne rady w życie. Znalazłszy się po szyję w wodzie, wykonywał wcześniej zaprezentowane ruchy, niespiesznie sunąc przed siebie. W pewnym momencie obejrzał się na Roziskrzoną Noc, bo może chciała o coś jeszcze zapytać?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
– Dobra, zapamiętam. – rzuciła z uśmiechem. Chyba najważniejsza była ostatnia myśl. By nie ufać rzece w stu procentach, nawet jeśli pozornie wydawała się być bezpieczna. Oczywiście nie zamierzała odrzucić reszty rad, chociaż przez brak pytań powiązanych, postanowiła je jedynie zapamiętać, a nie rozkładać teraz na czynniki pierwsze.
– Ach, to rzeczywiście ma sens. Pamiętam ile razy mi serce podeszło do gardła na początku przez zwykłe omsknięcie jednej łapy. – jakby w tym samym czasie pazury trzech innych nie trzymały się stabilnie kory drzewa. Nawet jeśli ten drobny błąd nie niósł za sobą opłakanych skutków dla reszty procesu wspinaczki, tak za każdym razem przyprawiał ją o zawał. Ta myśl ją nieco uspokoiła i bura była nawet skłonna się łudzić, że w razie zachłyśnięcia wodą będzie w stanie nie spanikować. Prezentacji praktyki przyglądała się w ciszy, chociaż rzeczywiście niewiele z niej wyciągnęła poza tym, że Łabędzia Szyja rzeczywiście mógł trochę przypominać ptaszysko, po którym został nazwany, gdy pływał. Żadne pytanie z jej strony nie padło, ale też Roziskrzona Noc nie ruszyła się ze swojego miejsca ani o włos. To chyba był ten moment, gdy sama powinna spróbować pływania, ale... może mogła to jeszcze przeciągnąć o kilka uderzeń serca. Zebrać siły.
A on nie ważyłby się Roziskrzonej Nocy pospieszać. Wciąż miała czas do namysłu, mogła się rozmyślić i uznać, że na ten moment teoria wystarczy jej do szczęścia. Dla kogoś, kto nigdy nie był w aż tak bliskim kontakcie z wodą, pływanie nie musiało kojarzyć się z niczym dobrym czy naturalnym, a początkowa ciekawość mogła z łatwością przeistoczyć się w lęk. Płynął więc niespiesznie wzdłuż wyznaczonego przez siebie odcinka rzeki, silnymi ruchami łap przemieszczając się dalej, i czekał, aż przyjaciółka się odezwie. Nie odzywała się, toteż w końcu zawrócił i równie powolnym tempem zaczął wracać - nie chciał przecież oddalić się od niej na długość drzewa, jedynie... dać nieco przestrzeni na posiedzenie z własnymi myślami. Skutkiem ubocznym było to, że i on na chwilę odciął się od świata, zapomniał o tym, gdzie był i po co, oddawszy się zamyśleniu. A tam spotkała go Mętlik, jak zresztą zawsze. Przypomniał sobie ich wspólny wypad na ryby z Kornikowym Konarem i Szafirkiem. Kiedy to było...?
Znalazłszy się na powrót przy wojowniczce, Łabędź ociężale wylazł z rzeki i otrzepał się, brutalnie posyłając w stronę burej fontannę kropel. Nawet po tym woda nie przestała ściekać z długiego futra, ale nie czuł się już, jakby niósł na sobie drugiego kota. Stanął u jej boku, po czym skierował na nią pytające spojrzenie. Gotowa? Odpuszczamy?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Obserwując pływającego Łabędzia, przypadkiem odcięła się od rzeczywistości. Jednakże, gdy deszcz kropel przywrócił ją do świata żywych, nie mogła sobie przypomnieć co za myśli ją dopiero co pochłonęły. Z łapą na sercu nie pamiętała. Zamrugała kilkukrotnie i spojrzała na Łabędzia.
– No to chyba pora na mnie teraz. – rzuciła w odpowiedzi na nieme pytanie i podniosła się. Będąc Dwunogiem z pewnością by klasnęła głośno o swoje nogi przy tym, jednak jako kot jedynie machnęła burą kitą. Ruszyła raźnym krokiem do brzegu, chociaż w jej ruchy wkradła się ostrożność, gdy już zbliżyła się do wody – była zimna. Może wręcz lodowata, gdyby Iskra miała skłonności do dramatyzowania (nie miała, nie w takich sytuacjach). Stopniowo zanurzała się w wodzie, bez pośpiechu, ale też bez nadmiernego ociągania i znajdując się blisko głębokości, gdzie ciężko już było sięgać łapami do dna, odepchnęła się tylnymi kończynami od piachu i zmówiła błyskawiczną modlitwę do Gwiezdnych, a następnie zaczęła ruszać łapami. Rozcapierzyła palce i zadarła brodę w górę i... o matko, nie szła na dno. Daleko jej było do płynności urodzonej pływaczki, a w jej ruchach wyraźnie dało się zauważyć chaotyczność i brak synchronizacji, jednak udawało jej się utrzymać łeb nad powierzchnią. Minusy były takie, że musiała wkładać więcej energii niż by się spodziewała by się nie zanurzyć po uszy.