Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Normalnie by zaprzeczyła, chociażby z odruchu i część winy wzięła na siebie. Teraz jednak... mimo świadomości, że problem nie leżał jedynie w tym, że wyrwał się z tematem (może nawet wcale się nie wyrwał, po prostu dla Iskry zawsze to byłoby za wcześnie), że gdyby zareagowała inaczej to konwersacja potoczyłaby się płynniej, mimo tego wszystkiego... jakoś tak nie potrafiła otworzyć pyska i zaprzeczyć.
I dobrze przypuszczała, nie zrozumieli się. Nie rwała się jednak do ponownego rozgrzebywania tych kwestii, skoro dopiero co je zaczęli niedbale zakopywać pod stertą stęchłych liści.
– Tak, tak, przyjaźnić się jak najbardziej. Znaczy chyba bym zrozumiała gdybyś nie był w stanie, ale... uh, byłoby ciężko, tak. – odparła od razu, bo do tego nie potrzebowała wiele namysłu. Zaoferowała nawet wątły uśmiech, chociaż prędko zniknął z pyska, gdy poczuła jak dzisiejsze śniadanie podchodzi jej do gardła. A przynajmniej wydawało jej się, że podchodzi. Zakopany pod liśćmi temat już zaczynał jej śmierdzieć. – Um... to ten, tak spytam, dla pewności, skoro tak rozmawiamy... na czym stoimy? Przyjaźnimy się dalej, tak? – I co dalej? Co poza tym? Nie była pewna jak o to spytać, odpowiednie słowa nie cisnęły jej się same na język. Ich dużo bardziej niezręczny substytut jak najbardziej. – Jak kocięta spytają co u ojca to mogę im opowiadać co u ciebie, tak...?
Odruchowo cofnął uszy i świadomym wysiłkiem postawił je z powrotem. Na wyrażone przez nią zwątpienie — chociaż nie był pewien, czy wymagające od niego jakiejkolwiek odpowiedzi — delikatnie potrząsnął łbem. On? Nie byłby w stanie? Do tej pory wyśmienicie wychodziło im przyjaźnienie się, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Jeżeli właśnie tego chciała, to przecież...
— Jasne. Nic się nie zmieniło — zapewnił ciepło. Uśmiech na nowo zagościł na jasnym pysku, starannie omijając oczy. — Ani między nami, ani w związku z kociętami. Mam nadzieję, że kiedyś, jak nieco podrosną, przyjdziecie na granicę razem! Trzeba będzie przedstawić im naszych tutejszych, dobrych znajomych. — Spojrzał w trawę, ale oczywiście nie uświadczył widoku mogącej wesprzeć go teraz żabki.
Bredził. Byle odejść kilka kroków od tematu, byle móc odetchnąć świeższym powietrzem. Głowa zrobiła mu się dziwnie lekka, myśli zaszły za mgłą, osłabło jego połączenie z rzeczywistością. Nagle odnalezienie się tu i teraz stało się niesamowicie trudne, jakby cały dzień spędził na gonieniu za zającem i teraz potrzebował wyłącznie odpoczynku.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Odetchnęła z ulgą, chcąc wierzyć, że to nie były jedynie czcze zapewnienia. Ale czy faktycznie mogła? Już pierwsze zdanie było kłamstwem, niemożliwe by nic się nie zmieniło. Całe to spotkanie było na tym dowodem, szczególnie atmosfera tak gęsta, że ciężko było oddychać. Bura starała się jednak tego po sobie nie okazywać, wymiana gazowa nigdy nie była prostsza i te sprawy, stabilność pełna.
– Och, koniecznie! – chętnie podłapała zejście z niewygodnego tematu. Może nieco zbyt chętnie, zbyt szybko, ale tym się będzie martwić przed snem. – Mam nadzieję, że się dogadają ze sobą. To by była prawdziwa tragedia, gdyby nie... toż to prawie jak rodzina, nie? Tacy wujkowie i ciocie, może też kuzyni. Tak, zdecydowanie trzeba będzie przedstawić im kuzynów i liczyć, że znajdą wspólny język. – snuła z determinacją, nawet jeśli w chwili obecnej nie miała ani odrobiny chęci na wielkie, rodzinne spotkanie. Czy raczej nie miała na nie zupełnie sił, liczyła że to się zmieni na przestrzeni paru kolejnych księżyców, ale teraz... teraz już nawet wolałaby wrócić do siebie niż zaoferować sparing. A to było coś, zważywszy na to, że z każdym mętlikiem w głowie radziła sobie przy pomocy wysiłku fizycznego, nie zamykając w ścianach legowiska.
Nie spodziewał się, że Roziskrzona Noc nie przystanie na zmianę tematu, ale... wielu rzeczy się dzisiaj nie spodziewał, a jednak, więc kiedy podłapała rzuconą przez niego w akcie desperacji próbę, przynajmniej pojedynczy kamyk spadł mu z zawalonego głazami serca.
Ich spotkanie nie trwało dużo dłużej — krótko po prowizorycznym zakryciu widma niefortunnej rozmowy pogawędką o niczym (nie chciał przecież uciekać z miejsca zdarzenia niczym kryminalista) wymigał się obowiązkami i zawrócił do rzecznego Obozu. Nie wątpił, że akurat w jednym mogli się ze sobą zgodzić; szkoda, że była tym chęć rozejścia się w swoje strony.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Nie było tajemnicą, że Roziskrzona Gwiazda nigdy nie należała do najbardziej spostrzegawczych kotów, wyczulonych na każdą zmianę w zachowaniu rozmówcy. Ale nawet ona musiałaby być w stu procentach ślepa, żeby nie dostrzec, że od tamtej niefortunnej rozmowy z Łabędziem wszystko się posypało. Wbrew zapewnieniom, że nic się nie zmieniło, ciężko było doszukiwać się jakichkolwiek podobieństw w interakcjach przed i po tamtym dniu. Chyba jedynie miejsce spotkań pozostawało bez zmian, a bura szczerze zazdrościła żabkom ich niewiedzy.
Drugą najlepszą opcją było przeczekanie problemu. Logicznie rzecz ujmując, zmiana była nieunikniona, była częścią natury i to oczywiste, że pierwsze spotkania były skazane na niezręczność, Iskra była w stanie to znieść, mając na horyzoncie obietnicę poprawy. Tylko że liście opadły z drzew, śnieg pokrył cały las, zdążył się nawet roztopić, a łąki zazielenić ponownie i poprawy nie było. A jeśli była to niesatysfakcjonująca. Straciła już brata, nie mogła pozwolić sobie również na utratę przyjaciela.
Szczególnie że konfrontacja z niebieskim pointem przerażała ją dużo mniej. Tutaj przynajmniej nie czuła się w pełni winna sytuacji.
Mimo że Żabie Schronienie powitała z silnym postanowieniem konkretnej rozmowy zamiast tego niezręcznego tańca, który ciągnął się za nimi od księżyców, nie poprosiła żadnego Rzeczniaka o wezwanie przywódcy. Jeśli by tak uczyniła, Łabędź z pewnością zdążyłby się zestresować jeszcze przed zjawieniem tutaj. Czas nie naglił jej aż tak, mogła poczekać trochę. Mogła przyjść jutro czy pojutrze.
Lubił przechadzki — oficjalne i te mniej — wzdłuż granicy z Klanem Wichru. Zawsze była to okazja na przypadkowe (albo i nieprzypadkowe) spotkanie z którymś z jego dzieci... albo natknięcie się na Roziskrzoną Gwiazdę, oczywiście. Tego dnia jednak nie wypatrywał znajomych mordek po drugiej stronie terenów, oddany dość mechanicznie odbywanemu patrolowi. Myślał o Cykucie. Myślał o swojej nowej, niezwykłej terminatorce, a także o jej bracie. Myślał o Słonym Wietrze (Gwiezdny Klan wie, ile czasu mu pozostało)... i myślał o Słonej Łapie. Starał się myśleć o czekającym na swoją medyczną wyprawę Harmonijnej Łapie i komforcie, jaki wiązał się z posiadaniem dwóch medyków w Klanie, ale myśl o Szepczącej Sadzawce zaprowadziła go do myśli o własnej śmiertelności.
Dużo tego było i nijak nie przygotowało Łabędzia na widok pewnej dobrze mu znanej, burej sylwetki. Uśmiechnął się do niej z daleka.
— Roziskrzona Gwiazda! Dobrze cię widzieć — powiedział, znalazłszy się bliżej. Nadal nie przywykł w pełni do tego imienia, ale w pewien sposób pasowało. Rzecz jasna pięknie leżało na godnej następczyni Lawendowej Gwiazdy, ale nie w tym rzecz. Było w nim coś... nieuchwytnie obcego. — Co słychać?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Jednak zdanie się na los i przychylność Gwiezdnych nie było takim złym pomysłem. Zesłali Łabędzia w stronę Żabiego Schronienia. Na barkach Iskry pozostawała teraz jedyna ta gorsza część, właściwa rozmowa. Lwia część jej motywacji do konfrontacji wynikała jednak z irytacji chociażby. I innych brzydkich emocji, które się nie potrafiły jej faktycznie trzymać, gdy miała przed sobą niebieską mordkę.
– Łabędzia Gwiazdo. – przywitała go, odwzajemniając uśmiech, chociaż używanie pełnych imion jedynie utwierdzało ją w przekonaniu, że zwiększająca się między nimi przepaść nie była jedynie wytworem jej wyobraźni. Nim zdążyła się zebrać, Rzeczniak już zaoferował bezpieczną rozmowę o niczym. Kusiła, ale... Roziskrzona zbyła ją machnięciem ogona. – Nic ciekawego. Słuchaj. Musimy pogadać. – nie czekała na reakcję, nie dawała ani uderzenia serca na odwrót i ucieczkę. Jedynie wzięła głębszy wdech. – Szczerze, jesteś zadowolony z tego jak wygląda nasza relacja?
Gdyby szedł, to teraz gwałtownie wyhamowałby w miejscu, trafiony metaforycznym gromem. Tak się czuł — trafiony, zatopiony. Nie miał powodu przypuszczać, że Roziskrzona Gwiazda nie podłapie jego zaczątku do rozmowy, że zbędzie go kategorycznym stwierdzeniem o konieczności rozmowy. Pierwsza myśl — coś stało się z którymkolwiek z kociąt. Druga myśl — Gwiezdny Klanie, tylko nie ponowne wałkowanie tematu ich relacji. Może trochę ironicznie, patrząc na to, kto zaczął tę pierwszą, ale... Ale to właśnie argument przemawiający za tym, żeby nie robić tego po raz drugi. Nie było źle, mogło być gorzej, po co to psuć?
Może nie zatrzymał się jak rażony, natomiast nie oszczędziły go mniej spektakularne efekty szoku — na całe ciało napłynęła fala gorąca, w głowie zrobiło mu się chwiejnie, niczym po spędzeniu zbyt wiele czasu na otwartym słońcu.
Odchrząknął.
— Co... masz na myśli? — spytał słabo, niepewny, jak ugryźć to pytanie. Co przemawiało przez Roziskrzoną Gwiazdę, kiedy je zadawała? Nie był pewien, czy chciał poznać odpowiedź akurat na to.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Może to było okrutne z jej strony, ale nie mogła nie poczuć lekkiego ukłucia satysfakcji, gdy Łabędzia pokonała ta zmiana tematu, gdy mu odebrała poczucie stabilności, tak jak on uczynił to księżyce temu. Trwało to jednak maksymalnie parę uderzeń serca, bo już pomijając że oglądanie niebieskiego pointa z taką miną było bolesne, to jeszcze zmniejszało szanse na rozmowę, z której faktycznie coś wyniosą.
– Wiesz co mam na myśli. – oznajmiła z przekonaniem, którego wcale nie miała. Po prostu... Wolała tego nie tłumaczyć. Szczególnie gdy wciąż istniał ten nikły cień nadziei, że sobie to wszystko ubzdurała w jakiś sposób. Ale w ten sposób nigdzie nie dotrą. Zamknęła na moment oczy i wzięła głęboki wdech nim znowu spojrzała na Łabędzia. Albo gdzieś obok. – Czy ci pasuje jak to teraz wygląda. Bo miało się nic nie zmienić. A zmieniło się dużo. To pewnie... To pewnie było nie do uniknięcia... czy coś. Dlatego pytam czy jesteś zadowolony z tego jak to teraz wygląda. Szczerze.
Nie wiedział. Nie do końca, w każdym razie. Oczywiście, nie był ślepy na zmiany, które nastąpiły po tamtym feralnym dniu, ale dlaczego Roziskrzona Gwiazda teraz do tego wracała? Co to miało na celu? Dlaczego nagle poczuł się, jakby stąpał po polu pełnym jeży? Jeden zły krok i przebije sobie opuszki.
— Jest... w porządku, prawda? — zaczął ostrożnie. Łapa postawiona na ziemi, pozostaje przekonać się, czy wyląduje na miękkim gruncie. — Nie jest tak samo, ale z czasem to wypracujemy. Tak myślę. Ty nie jesteś zadowolona? Chciałabyś coś zmienić? Ja... chyba nie wiem co. I jak. Ale jestem otwarty na sugestie.
Uniósł wzrok. Nie dosięgnął dwukolorowych oczu przyjaciółki, zatrzymał się tuż pod nimi.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
I po cieniu nadziei – niczego sobie nie ubzdurała, faktycznie nie było tak samo. Co prawda, gdyby Łabędź zaczął zaprzeczać i tłumaczyć, że przecież totalnie było tak jak zawsze, żadnych niespodziewanych komplikacji po drodze, które wywróciły relację do góry łapami i zdusiły wszelki komfort wspólnego towarzystwa to... no chyba by się zdenerwowała na niego.
Chociaż teraz też była zirytowana jak go słuchała. Chyba. Nie bardzo wiedziała co teraz czuje, ale irytacja była dobrą opcją. Mogła się jej trzymać, brzmiała lepiej niż zupełna niewiadoma.
– Nie jestem zadowolona. – stwierdziła krótko. I aż samą siebie tym zaskoczyła. Nie spodziewała się po sobie takiej reakcji, brzmiała okrutnie, jakby wcale jej celem nie było znalezienie rozwiązania, a obarczeniem całej winy niebieskiego pointa. Zacisnęła zęby, kolejne słowa starała się dobrać minimalnie rozważniej, chociaż ze wszystkich kotłujących się w niej emocji, to wciąż irytacji dawała się prowadzić przez tę burzę. – Nie wydaje mi się by czas działał na naszą korzyść. Może dwa, albo trzy obiegi temu można by mieć jeszcze nadzieję, że z czasem to wszystko się ułoży. Ale teraz? Próbowaliśmy, minęły księżyce i czuję, że nic nie wypracowaliśmy. – poczekają kolejny obieg pór i okaże się, że wyprawy na granice to już za wiele dla ich starych stawów. Ale tego na głos nie powiedziała. – Niby się spotykamy, niby rozmawiamy, ale jest inaczej. W zły sposób. A ja po prostu nie chcę stracić przyjaciela, czaisz? Tylko... nie wiem co teraz. Co faktycznie możemy zrobić.
Wrócić do tamtego tematu, teraz już na spokojnie. To była jej jedyna sugestia, ale liczyła jeszcze na sympatyczniejsze rozwiązanie, którego sama nie dostrzegała.
Nie przebił sobie opuszek, ale chyba wszedł w pokrzywy. Może to powiewające dramatyzmem stwierdzenie, ale Łabędź odnajdywał marną pociechę w atmosferze, która w przeszłości bywała między nimi gorsza, kiedy z pyszczka Roziskrzonej Gwiazdy padały słowa, na jakie nie miał satysfakcjonującej odpowiedzi. Jakkolwiek w kontekście ich relacji chętnie wróciłby się o ponad obieg pór i nigdy nie doświadczył tej przepaści spowodowanej osunięciem gruntu po dwóch, może trzech burzliwych spotkaniach, tak nie był w posiadaniu magicznego sposobu na tę sytuację. Nie dało się jej po prostu wymazać. Nie mogli cofnąć czasu (wiedział, że z taką możliwością w łapie nawet by się na to nie zdobył), mogli tylko iść przed siebie w stronę przyszłości. I co jeżeli przyszłość nie miała przynieść im już niczego dobrego? Co jeśli dochodzili do ściany, o którą mogli oprzeć czoło, ale nie zdołają się przez nią przebić?
— Ja też nie chcę stracić przyjaciółki. — Ledwie udało mu się ocalić głos przed złamaniem do żałosnego półszeptu. Tylko co z tego, że nie chciał, skoro nie widzieli rozwiązania? — Może... powinniśmy się zastanowić. Co się zmieniło, co dałoby się zmienić teraz. Och, sam nie wiem. — To brzmiało tak żałośnie. Jak opatrywanie rany cienkimi źdźbłami trawy. Imitacja leczenia dla zachowania pozorów. Nie czymś takim były ich ostatnie spotkania?
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Nie odnajdywała oparcia w Łabędziu, wręcz przeciwnie, czuła się jakby w każdej chwili sam miał paść. Więc uważnie wypatrywała momentu, gdy zawiodą go jego własne łapy, bo oczywiście, że nie pozwoliłaby mu przywalić o ziemię. Cały szkopuł w tym, że nie dużo pewniej by się odnalazła w sytuacji, gdzie faktycznie problem leżałby w tej fizycznej, materialnej części rzeczywistości. Jakby starczyło w porę zerwać się z miejsca i tyle.
Ale oczywiście, że to byłoby zbyt proste. A Iskra musiała odnaleźć się jednocześnie w rolach kota, którego priorytetem było dobre samopoczucie rozmówcy, ale też tego, któremu zależało na znalezieniu rozwiązania, bez względu na wyrządzone szkody w drodze do celu. Czy to w ogóle było wykonalne??
– Dobrze, zastanówmy się. – zgodziła się. Usiadła teraz czy już wcześniej siedziała? Ciężko jej było to określić, świadomość otoczenia znajdowała się teraz żałośnie nisko. Prawdopodobnie nie zauważyłaby borsuka dopóki jego pazury nie wbiłyby się jej w rdzawy bok. Wzięła głęboki wdech. Oboje wiedzieli co się zmieniło, ale czy było co liczyć na to, że to Łabędź powie te słowa na głos? Raczej nie, kolejny ciężar na jej barkach. Bo nie wierzyła, że uda im się rozwiązać problem, jeśli będą odwracać od niego wzrok. Musieli spojrzeć, jakkolwiek by nie raził. – Nie zmieniło się przez ciążę i kocięta. Znaczy, może trochę zmieniło, ale to nie jest ta zmiana. Jasne, jest przez nie inaczej, ale nie powiedziałabym, że gorzej? – przynajmniej wtedy. Teraz ciężko było nie powiązać ich z przyczyną całej sytuacji. Iskra nie chciała mówić, że żałowała ich, bo niczym nie zawiniły, kochała je, ale jednocześnie... ugh. Potrząsnęła łbem. – Powiedziałeś, że zakochałeś się we mnie. Od tego spotkania poszła zmiana. I myślę, że musimy o tym porozmawiać. Znowu. Bo bez omówienia tego... hm, uh... wydaje mi się, że nie odkryjemy co możemy zmienić teraz bez tej rozmowy. Jak myślisz?
A raczej – czy był gotowy porozmawiać o uczuciach jakoś sensownie? Chociaż o to już nie spytała, nie była pewna jak normalny kot ująłby takie pytanie. Podejrzewała, że normalne koty nie oczekiwały sensownych rozmów o uczuciach.
Usiadła, a on chętnie uczynił to samo, dysponując znikomym zaufaniem do własnych łap. Raczej nie spodziewał się przydzwonić nosem o grunt — nie takie rzeczy przeżył bez dramatycznego omdlenia, i tym razem zniesie z godnością cokolwiek go czekało — ale już utrata równowagi brzmiała dużo prawdopodobniej i lepiej było uniknąć ryzyka, zwłaszcza że szykowała im się poważna rozmowa.
Rozmowa, do której kompletnie nie wiedział, jak podejść. Ani odrobinkę. Dawno nic takiego mu się nie przydarzyło, taka nieznośna pustka w głowie. Oczywiście, mógł się z burą zgodzić — choć dla niego osobiście zmiana zaszła wcześniej, bo zaczęła się od niego, to jego chlapanie jęzorem obnażyło podejście Roziskrzonej Gwiazdy do ich relacji, a obie te rzeczy razem doprowadziły do rewolucji w dynamice ich znajomości. On od tamtej pory starał się zachować rozsądny dystans i nie wywierać cienia presji, by nie dawać jej powodów do podważania jego intencji, ona z kolei... Cóż, mógł tylko zgadywać. Miał kilka hipotez. Może czuła się oszukana, zapędzona w kozi róg, jak gdyby Łabędź od samego początku udawał przyjaźń, w głowie mając co innego. Może straciła do niego zaufanie — w końcu ich rozmowy przestały sięgać głębszych partii życia i przemykały po bezpiecznej powierzchni. Może nie wiedziała, jak się zachować, nie mogąc pozbyć się świadomości, że patrzą na siebie zupełnie inaczej. Może było jej niekomfortowo.
Ale żadnej z tych rzeczy nie dało się naprawić rozmową o jego uczuciach. Co miał do dodania? Jak rozgrzebywanie tego miałoby nie pogorszyć sytuacji? Mogło pomóc jedynie zakładając, że coś w nim uległo zmianie.
Tyle że był beznadziejnym kłamcą, który potykał się już na etapie omijania przeszkody w postaci moralności.
— Jeśli uważasz, że to może pomóc... W porządku, spróbujmy. Ja... hm. — Odchrząknął. Jego głos drżał, niedobrze. Odetchnął. — Nie wiem, co to dla ciebie oznaczało wtedy, i co myślisz teraz, ale nie chciałem cię wprowadzić w dyskomfort. Ani dawać poczucia, że moje uczucia to twoja odpowiedzialność, jeżeli tak to odebrałaś. Stary dziad ze mnie, a chyba nadal siedzi we mnie beznadziejny romantyk. — Uśmiechnął się z politowaniem dla samego siebie. — Czułem... jakby łączyło nas coś specjalnego, coś rzadkiego. Porozumienie dusz sięgające wysoko ponad przyjaźń czy coś równie naiwnie brzmiącego. I przez moment wydawało mi się... nie wiem, chyba po prostu myślenie życzeniowe przesłoniło mi mózg, ale czułem, jakbyś miała tak samo. To, że tak nie jest... To nic. Bywa. Serce nie sługa; chce tego, czego chce, trzeba uszanować jego wolę. I naprawdę, całkowicie szczerze życzę ci tego, byś znalazła kogoś, z kim poczujesz coś takiego. A przy okazji ten ktoś może nie będzie tchórzem zza granicy, to byłoby całkiem pozytywne. — Zaśmiał się, z każdym słowem minimalnie bardziej rozluźniony. — I kiedy mówiłem, że nic się nie zmieni... Nie zmieniło się, jak bardzo mi na tobie zależy. Na naszej przyjaźni. Nie zmieniło się, jak bardzo cenię twoje towarzystwo, nasze spotkania, sparingi i rozmowy o wszystkim i niczym. Jesteś dla mnie ważna, wiesz? Ty, a nie to, co moglibyśmy albo nie moglibyśmy mieć. Przykro mi, jeśli sprawiłem, że we mnie zwątpiłaś. Chciałbym to naprawić, powiedz tylko, co mogę zrobić.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Czego Iskra się spodziewała? Ciężko powiedzieć. Raczej miała nadzieję, że uda się podejść chłodno do tematu, porozkładać wszystko na czynniki pierwsze i uważnie przyjrzeć. Ostatnio nie wyszło ze względu na to, że uczucia Łabędzia były świeże (i przez to odrobinę przytłaczające), więc nawet jeśli Iskra byłaby gotowa do uważnego planowania strategii, nic by z tego nie wyszło, bo do takiej rozmowy trzeba dwojga. Ale teraz, gdy już temat odstał swoje w kącie, można było spokojnie go omówić. W to wierzyła parę chwil wcześniej, to jej przyświecało, gdy w ogóle zaczynała rozmowę.
A już uderzenie serca później poczuła się jak obieg pór temu. I że może nie była tak racjonalna i szczelnie odgrodzona od uczuć jak by sobie życzyła. Położyła uszy po sobie, odrobinę zawstydzona, że gdy niebieski point mówił o porozumieniu dusz, miała wrażenie, że rozumie o co mu chodzi. Albo przynajmniej, że chciałaby, żeby to właśnie było prawdą w ich przypadku, co chyba było jeszcze bardziej niezręczną opcją.
Gdy skończył mówić, nie miała pojęcia jak zareagować. Na tym etapie powinna już przywyknąć do tego uczucia, towarzyszyło jej tak często, że było jej równie znajome co biel na łapach. A jednak za każdym razem dawała się temu zaskoczyć. Każdorazowo odkrywała ze zdziwieniem, że nie istnieje odpowiednia reakcja, ani tym bardziej odpowiednie słowa. Za każdym razem kusiło wycofanie się. Uznanie, że jednak nieważne, bo to chyba jednak kwestia ponad jej kompetencje. Bo nie przerabiała tego na treningu, który miał ją przecież przygotować do życia. Czy cisza trwała parę uderzeń serca, czy pół dnia – Iskra była ostatnim kotem, który byłby w stanie udzielić poprawnej odpowiedzi.
Chociaż, tym razem, obstawiała pierwszą opcję, przez pół dnia musiałaby wpaść na jakieś rozwiązanie.
– Ja... hm... pytałeś co to dla mnie wtedy oznaczało. Nie mam na to gotowej odpowiedzi chyba, przepraszam. Ale mogę powiedzieć co wtedy pomyślałam, to chyba w miarę... obok. Podobne, o. – zaoferowanie swojej perspektywy, z dużym opóźnieniem, było jedynym na co ją było w tym momencie stać. – Widzisz... w związku z tym kiedy to wyszło czasowo to, hm... ciężko było uwierzyć, że faktycznie chodzi o mnie, czy o nas, rozumiesz? Miałam wrażenie, że ci się wszystko pomieszało. Tak w pewnym sensie, wybacz. W sensie... w sensie wiesz... były kocięta. Była ta hm... nie rodzina, ale myśl o rodzinie? Bo nie chodzi mi o samą rodzinę, bo w sumie byliśmy i jesteśmy dalej chyba taką, nie wiem. Ale chodziło mi o taką myśl w sensie... jak można sobie marzyć i to marzenie jest na wyciągnięcie łapy tak? – w przeciwieństwie do Łabędzia, z każdym kolejnym słowem, mogła czuć się najwyżej coraz bardziej spięta. – Tylko, że w sumie wcale nie było. Znaczy już pomijając, że odniosłam wtedy wrażenie, że kochasz tę myśl o rodzinie, ale mylisz to z miłością do mnie, bo przypadkiem jestem akurat częścią tej myśli, to problem był w tym, że hm. Ta myśl nie działała tak do końca? Bo byliśmy, w sumie dalej jesteśmy, w różnych Klanach, nie dało się tego przeskoczyć i no. Rzeczywistość by się okazała zupełnie inna od myśli i byś się prędko rozczarował. Więc no jakoś tak sobie mniej więcej pomyślałam wtedy.
Tak przynajmniej pamiętała tamtą rozmowę.