wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Przez chwilę dała się nabrać na to, że Orion się z nią zgadza przez ten jego wstęp. Jednak jego kolejne słowa wybiły jej z głowy pomysł, że cynamonowy point mógłby się z nią zgodzić w jakimkolwiek przypadku. Chyba zawsze znalazł by coś jeszcze, żeby tylko wrzucić do rozmowy. Na dodatek metafora której użyła Orionowi jak widać również kompletnie nie odnalazła się w głowie, bo wyglądało na to, że wziął atakowanie na poważnie i dosłownie. Westchnęła cicho w duchu na tę obserwację.
-Nie zamierzałam dosłownie atakować tematu -odparła, stawiając w tym momencie odpowiedź na pytanie o tezę na drugi plan- To było tylko takie wyrażenie, a nie faktyczny zamiar. Nie jestem taka głupia, żeby podejść do niej z marszu i zaatakować ją tematem klątwy, o której pewnie i tak nie chciałaby rozmawiać z jakąś tam terminatorką -po tych słowach przeszła z kolei do pierwszego zagadnienia jakie poruszył Orion w swojej wypowiedzi, o, taka zamieniona kolejność się zrobiła trochę- Zamierzam udowodnić -nawet jeśli tylko dla siebie- że nie ma czegoś takiego jak klątwy. Tylko jeszcze muszę pomyśleć jak dokładnie, bo wolę nie rzucać żywymi eksperymentami -postanowiła trochę zażartować w ostatniej części swojej odpowiedzi. Ciekawe czy chociaż to załapie cynamonowy samotnik.
Słuchała, a w czasie wyjaśnień Oriona, odwróciła odruchowo głowę w stronę, w którą daleeej daleeej znajdowała się granica Klanu Cienia. Ciekawe, naprawdę ciekawe. Może kiedyś uda jej się zaczepić tę interesującą personę, jednak jak na razie chyba postanowiła, że spróbuje dowiedzieć się czegoś u źródła... nawet jeśli tak nie do końca legalnie niczym na pogrzebie swoich braci.
-A o czym rozmawialiście? Może pozwoli mi to ją jakoś rozpoznać? -zapytała, wracając wzrokiem do Oriona.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Przewrócił oczami. Wiedział, że tak będzie, reakcja kotki go nie zaskoczyła, jednak nie mógł sobie odmówić tego drobnego gestu.
- Nikt nie atakuje tematów dosłownie. Ale już z samym wyrażeniem jest problem, bo każe przypuszczać, że jednak brakuje ci tej delikatności niezbędnej do tej rozmowy. To że na wstępie pogadacie parę chwil o pogodzie nim przejdziesz do meritum, nie oznacza jeszcze, że ona się zacznie chętnie zwierzać. - przeciął powietrze ogonem, dla podkreślenia swojej racji. - Musisz zadbać o każdy szczegół, żeby to się powiodło i to się zaczyna od takich małych rzeczy jak opowiadanie o planach. - tak było po prostu profesjonalniej. A akurat teraz, przy dzisiejszym układzie gwiazd na niebie (chociaż o tej porze jeszcze nie było ich widać) Orion był wielkim fanem profesjonalizmu. W sumie w normalnych warunkach również, dopóki nie był przymusem dla jego osoby, która najlepiej czuła się w zwykłej improwizacji.
- Ach, ale to powodzenia w udowadnianiu. Chociaż wiesz, eksperymenty na żywych organizmach byłyby szybsze. I bardziej wiarygodne. - rzucił z krzywym uśmiechem, ciekaw czy kotka to weźmie za poważną radę czy wyczuje nutę przyjaznej kąsliwości. Chociaż nie zdziwiłby się również gdyby uznała to za czystą drwinę. Każdy interpretował jego intencje jakby na drodze losowania z kapelusza z jakąś szmatką na oczach. Zero reguły, sto procent losowości.
Ale nie przeszkadzało mu to. Było zabawne.
- Hm, wątpię, w jaki sposób tematy naszych rozmów miałyby bardziej pomóc niż opis gdzie ją spotkać i jak wygląda? Zapewniam, że nie da się jej pomylić z losowym kotem. - przechylił lekko czerep w bok. Nie żeby w jego tonie czaiła się podejrzliwość, prędzej życzliwa ciekawość. Ta, tak to nazwijmy, ładnie brzmiało.
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
-Oh Gwiezdny Klanie -powiedziała do siebie zwieszając głowę w geście beznadzei. Mówił do niej jakby ona tego normalnie nie wiedziała. Chyba każdy kot, który miał chodź trochę oleju w głowie to wiedział. Nawet bardziej rozgarnięty kociak po pierwszej próbie takiej rozmowy by się skapnął co zrobił nie tak- Mówisz jakbym tego nie wiedziała, a jeśli tak uważasz to jesteś w błędzie, wiesz? -odparła spokojnie.
-Wątpię, żeby takie eksperymenty były przyjemne i mile widziane -odpowiedziała na tę całą orionową zaczepkę czy inną kąśliwość. Nawet jeśli mogłaby być to w jakiś sposób czysta docinka to Jodłowa Łapa sama ten temat tak przedstawiła, więc nie powinna się czepiać tonu samotnika- No... ale jak chcesz się zgłosić na ochotnika... -pociągnęła dalej swój żart.
-No dobra... a to samotniczka była czy klanowy kot?
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
- Nie wiem, bo widzisz, zasadniczo nie znam ciebie. Zakładanie, że czegoś nie wiesz jest bardziej optymalne niż zakładanie, że wiesz. - wyjaśnił prosty fakt, niezbyt przejęty. Policzył zrobił wykresy, krzywe i diagramy kołowe. Wnioski były proste. W kontaktach z leśnymi kotami bezpieczniej było zakładać braki i spotykać się z ich potencjalnym gniewem, niż zakładać, że wiedzą i przeżywać później rozczarowanie w zderzeniu z rzeczywistością.
- Och, oczywiście, że nie są. Ale nauka wymaga poświęceń, gdyby wszyscy trzymali się tego co mile widziane to by nie było postępu. - trzepnął cynamonowym uszkiem, wpadając w teatralne zamyślenie, nim dokończył wypowiedź. - Zależy... a ile oferujesz za udział w eksperymentach?
Żarty żarcikami, ale Orion byłby w stanie wziąć udział w dziwnym eksperymencie dla zabawy. Gdyby wydał mu się wystarczająco interesujący. Na litość, przecież cynamon dla rozrywki by dyskutował z lisami o ekonomii, gdyby tylko nie były tak bezdennie głupie. I krwiożercze, chociaż to kwestia drugorzędna.
- Klanowa, to nie ulega wątpliwości. Sam do tego podchodziłem sceptycznie, ale przynależy do klanu, mimo swojej odmienności. - wyjaśnił, nim nowa myśl zaświtała mu w głowie. - Słuchaj, a Jaśniejący był już na tym swoim obchodzie po granicach dzisiaj? Orientujesz się? Widziałaś żeby się tu kręcił jak siedziałaś na gałęzi?
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Westchnęła kiedy usłyszała orionowe stwierdzenie. Dla niej osobiście to było raczej bardziej obraźliwe założenie, zwłaszcza w takich sprawach oczywistych. Pokręciła głową do samej siebie, a potem spojrzała przez chwilę tęsknie w głąb lasu. Chyba miała już powoli dosyć tej dość niezręcznej konwersacji.
Zdecydowanie nie spodziewała się tego rodzaju odpowiedzi. Spodziewała się raczej, że cynamonowy point wycofa się albo żartobliwie odpowie, a on brzmiał całkiem serio, a przynajmniej tak Jodle się wydawało. Ona z kolei nie zamierzała przeprowadzać eksperymentów na żywych organizmach. Żadnych. Przynajmniej w tym momencie tak sobie postanowiła, co będzie później w jej kolejnych księżycach życia to się zobaczy.
-Zastanowię się nad tym -powiedziała taktycznie, żeby oddalić gdzieś tę wizję.
Chociaż tyle dobrze, że była to klanowa kotka. Łatwiej będzie ją odnaleźć jeśli przyjdzie co do czego. W końcu Klany tak naprawdę żyją ze sobą w jako takiej symbiozie.
-Huh? -zaskoczyło ją trochę to pytanie. Czyli ten samotnik znał jeszcze kogoś innego z Wichru. Zastanowiła się chwilę, a potem odpowiedziała- Nie widziałam, więc pewnie jeszcze nie.
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orion nie urodził się wczoraj i był w stanie rozpoznać kiedy rozmówca wycofuje się z tematu. Z tematu, którym sam zarzucił. No jak to nie było rozczarowaniem dnia, to oriental nawet wolał się nie przekonywać co nim będzie. Nie zamierzał jednak tego wypominać kotce, skoro prowadzili kulturalną konwersację, jeśli taka teoretyczna-ale-realistyczna dyskusja budziła w niej dyskomfort to... no po prostu nic z tym nie zrobi. Przecież postanowił nie naprawiać obcych, co nie? Nie wszyscy są w stanie rzucić się z drzewa żeby udowodnić, że nie są zjawą (chociaż jakkolwiek imponujące poświęcenie, Orion nie chciałby żeby jego wcale-zjawie coś się stało). Tak samo jak nie wszyscy są najwyraźniej w stanie rozmawiać o eksperymentach.
- O. To korzystnie. - zdecydował moment po otrzymaniu odpowiedzi. Bo musiał się zastanowić w zasadzie co wolałby usłyszeć. Że ten niezbyt zabawowy typ już spełnił swój obywatelski obowiązek i teraz poluje na drugim końcu terenów, czy zajmuje się czymś innym, ale równie potrzebnym dla dobra klanu? Czy właśnie, że jeszcze nie był po tej stronie granic i będzie wniebowzięty na widok pewnego orientala? Druga opcja wygrała. Nie mógł się doczekać jego reakcji. Czy to będzie pełne zdegustowanie?? Uprzejma obojętność?? Udawana radość?? No ciekawe czym go zaskoczy. - To ja sobie na niego poczekam. - oznajmił Jodłowej Łapie, żeby nie patrzyła zaraz na niego krzywo dlaczego jeszcze nie zabrał swoich samotniczych czterech liter gdzieś z dala od granic. Bo nie. Bo czeka na swoją psiapsi. Nagle się ożywił, gdy mu wpadła nowa myśl do głowy. - Ooo, a może powinienem przynieść mu jakiś prezent, jak myślisz? - jego zdaniem wyśmienity pomysł, przecież tak robią przyjaciele nie?? Och, Jaśniejący zdecydowanie byłby wtedy bliski zgnicia w środku!
wysoka; jedna z najwyższych, szczupła, czarno-białe gęste futerko sterczy na różne strony niczym igły, biała szyja, pierś, cała przednia prawa łapa i cała lewa tylna łapa, posiada intensywnie żółte oczy
spokojna, zwykle neutralnie nastawiona, więcej słucha niż mówi, ciężka do zirytowania, jeśli nie zostanie wywołana do tablicy to udaje że nie istnieje; chyba że nie ma wyboru, otwarta na poglądy, lubi przysłuchiwać się konfliktom, nie umie podejmować decyzji "na wczoraj"; woli na spokojnie je przemyśleć
Nie rozumiała co Orion ma na myśli, mówiąc że to korzystne. Czy cynamonowy point knuł coś, że był zadowolony iż wichrowego wojownika tutaj nie było? Jodłowa Łapa uniosła jedną brew w podejrzliwym geście, jednak potem machnęła tylko na to łapką w myślach. Dopóki samotnik nie zamierzał wchodzić na wichrowe tereny to i tak nie mogła mu nic zrobić, więc zajmowanie się tym raczej nic nie da. Jakby co zawsze może porozmawiać o tym z Jaśniejącym Płomieniem kiedy będzie w obozie. Od niego uzyskałaby chyba jakieś bardziej wiarygodne informacje niż od tego… szczególnego… samotnika.
-Nie wiem, pewnie byłoby miło jeśli nie widzieliście się przez jakiś czas -odpowiedziała ostrożnie, nie wiedząc jaka tak naprawdę relacja jest między tą dwójką- Ale ten prezent to już wyczaić musisz poza terenami Klanu Wichru -podkreśliła na koniec swojej wypowiedzi- A jak chcesz na niego czekać to czekaj, ja pójdę już dalej -odparła i pomachała Orionkowi na pożegnanie, a potem poszła w stronę obozu.
//zt
Don'tknow what'swaiting downbelow ⛧Thewolfpack lurks,awaitingyou⛧ -Tofollow,tobleed- It'stime for youtoreturn,they decide ⛧Oh no,oh no, thewolfpack'swaiting for them⛧ Too calm,you'll see -Below thesurfacewaits for you-
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
- Mhm, jasne, jasne, wiem przecież. - trzepnął tylko niedbale uchem na jej zastrzeżenia co do tego, gdzie ma na poszukiwania prezentu się udać. To oczywiste, że na terenach klanowych szukać nie będzie, ale nie dlatego że jakaś Wichrowa terminatorka poleciła mu tak nie robić, a dlatego że jeszcze tego mu brakowało, żeby Jaśniejący wyczuł jego zapach po niewłaściwej stronie granicy i miał pretekst do obicia mu jego ślicznej mordki. Nie, oriental musiał się trzymać tych wszystkich durnych zasad jeśli nie chciał żeby ta zabawa się szybko skończyła. Pomachał Jodle na pożegnanie rzucając jakieś miłego czy inne uniwersalne do kiedyś, bardziej skupiony na swoich planach niż na kotce idącej w głąb terenów. Zresztą chwilę później sam ruszył na te swoje poszukiwania.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Ostatecznie Orion nie wrócił tamtego dnia pod wichrową granicę. To nie tak, że poszukiwania pochłonęły go aż tak, że zagubił się w czasie i przestrzeni, po prostu nieco wykoleiły mu się plany, gdy trafił przypadkiem na Kąkola i uznał, że to jednak słaby dzień na denerwowanie ulubionego łańcuchowego pieska. Za to z dwa czy cztery księżyce później, przyglądając się zaschniętym kwiatkom poutykanym w gniazdo, w którym spał, przypomniał sobie o swoim fajnym, ale dawno porzuconym planie. Co prawda teraz, gdy świat był przykryty śniegiem, jeszcze ciężej było o jakiś prezent, ale przecież liczy się myśl i gest, nie? Zresztą co za różnica, nie żeby to rzeczywiście robiło jakąś różnicę co oriental przyniesie. Więc wyskubał kilka ususzonych polnych kwiatków, które zachowały się w lepszym stanie i tak uzbrojony ruszył przez zaspy.
Po dotarciu znalazł sobie jakieś sympatyczne miejsce w pobliżu granicy, odłożył kwiatki i zajął się układaniem futerka. Jeśli buras nie zjawi się nim skończy pielęgnację to jego strata, Orion nie będzie tu całego dnia tracił.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Splątany Wąs i Gładki Grzbiet, jedyna (normalna) para, która pozwoliła wziąć Korzenia na doczepkę, mimo iż każdy wolałby spędzić ten czas w dwójkę. Niewiele trzeba było czekać, gdy kochane zakochane gołąbki zajęły się sobą, a On został w końcu sam tak trochę niezauważony. Splątany Wąs oczywiście co jakiś czas zerkała w Jego kierunku, w końcu siedział w kociarni, gdy ona sama miała swój miot, ale Korzeniowi to nie przeszkadzało. Rzucał niewinne uśmiechy i szedł dalej tak jakby Go tam nie było. Mógł pozwiedzać i nie czuć się obserwowanym cały czas tylko co jakiś czas, a to już coś!
– Hej Ty tam, taki sierściowo ciekawy! – krzyknął wesoło, chociaż dość cicho do dziwnego dużo-uszego-długo-pyskiego kota i podszedł bliżej granicy, kątem oka widząc, że parka w przeciwieństwie do Niego nie zauważyła myjącego się kota i po prostu poszła dalej. Idealnie. – Co tu robisz? Czemu mrozisz dupę w śniegu i akurat tutaj się myjesz? – zapytał z lekkim uśmiechem.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Umówmy się, że szata Oriona praktycznie zawsze była w nienagannym stanie, więc poprawianie kłaczków nie było zajęciem na długie godziny. Raczej czystą formalnością, tu parę liźnięć, tam pozbycie się kilku grudek śniegu nim same się rozpuszczą i skołtunią mu włos. Więc może nieco specjalnie przeciągał to zajęcie, spoglądając co jakiś czas na biały horyzont. Ale nic rdzawego się na nim nie pojawiało, no rozczarowujące.
Gdy był skupiony na pielęgnacji jasnych paluszków prawej łapy, dotarło do niego jakieś wołanie obcego głosu. Zastrzygł uszami i oderwał spojrzenie od zgrabnej kończyny by dostrzec, że zbliża się do niego szary puchacz. I to z pytaniami, co prawda standardowymi, ale nie żeby spodziewał się usłyszeć co innego niż co tu robisz od klanowego kota widzącego obcego na granicy.
- Ciężko nie mrozić dupy na śniegu, gdy cała okolica jest nim przykryta. - zauważył na początek, z asymetrycznym uśmiechem. No i fajnie, jak już to wytknął nieznajomemu to mógł przejść do rzeczy. - Ale akurat tutaj siedzę, bo czekam na kogoś z tych terenów. - omiótł spojrzeniem potarganego dzikusa. No tłumaczenie mu dlaczego koty się myją brzmiało jak strata czasu, przecież i tak nie zrozumie, więc tylko potrząsnął lekko łbem. - Myję się dla zabicia czasu, bo się typ spóźnia. Niezwykle nieuprzejme z jego stony. - westchnął teatralnie. - A ty co? Ważne klanowe obowiązki? Kontrola graniczna? - raczej nie skoro się uśmiechał i w ogóle zamiast przeganiać samym spojrzeniem? Ale przezorny zawsze ubezpieczony i w ogóle, więc kontynuował. - Jak coś to mną się przejmować nie musisz, mam zgodę i błogosławieństwo jednego z waszych wojowników na takie podchodzenie do granic. Wszystko ustalone, zero powodów do zmartwień. - zapewnił. No, nie do końca tak sprawy się miały, ale tak właśnie je zinterpretował Orion, a to chyba najważniejsze, nie?
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Cała okolica jest nią przykryta, a Ty zamiast się ukryć mrozisz ją... Bo na kogoś czekasz, więc musisz się zdecydować – odpowiedział wesołym głosikiem i wystawił lekko język w geście przekomarzania się.
W dalszą część wsłuchał się już bez wtrąca swoich trzech groszy i aż przechylił głowę w bok na ostatnie słowa. Nie miał pojęcia o czym ten kot mówił.
– Okay, co? – zapytał najpierw, parę razy mrugając oczami. Trudno było zrozumieć takie dziwne słowa w takim dziwnym potoku słów. – A czemu miałbym się Tobą przejmować? Knujesz coś? – Rozbawienie mogło być widoczne w płomienistych oczach, aczkolwiek minę starał się zachować poważna. – No i racja, patroluje dzisiaj granicę i oprócz takiego jednego gagatka jak Ty to nikogo nie spotkaliśmy. A Ty na kogo czekasz, może go znam? – dodał z ciekawością. Chętnie się dowie kto to tam się spotyka na granicach z nieznajomymi.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
- A czy ja ci wyglądam na borsuka czy innego jeża, żeby na całą zimę się schować w jakiejś norze? - spytał przechylając lekko głowę, aż końcówki przydużych uszu podskoczyły. W jego bezbarwnym tonie brakowało chociażby cienia irytacji, ale... no innych emocji też niedobory, nie? To z tego zimna, z którego tak usilnie nie chciał zejść do jakiejś przytulnej norki.
- A nie, nie, powodów do przejmowania nie ma żadnych, nic niecnego nie knuję. - zapewnił zaraz, z lekkością i przekonaniem przysługującym akwizytorom tłumaczącym, że ten model odkurzacza jest innowacyjny i warty zakupu. Rzucił tylko okiem w stronę łąk pokrytych śniegiem, by zobaczyć tych innych, z którymi popielaty był na patrolu, ale oczywiście nic znajomego. - Należycie do jednego klanu, ciężko chyba by było nie znać jego członków nie? - w sumie nie wiedział, nie miał pojęcia jak liczne były klany, więc nie mógłby być bardzo zdziwiony zaprzeczeniem. Ale dobra, do rzeczy. - Ale no wiesz, taki trochę niby ciemnorudy, niby nie. Z ładnym futerkiem. Kojarzysz? - bo mówienie wprost, z imienia, to opcja dla frajerów, oczywiście, że lepiej bawić się w niezbyt szczegółowe opisy.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
– Wyglądasz jak nietoper przez te wielkie uszyska, więc widziałbym Cię raczej na gałęzi do góry nogami – powiedział przyjaźnie zaczepiająca nowo poznanego, może kolegę. Nie kłamał! Kolega miał wielkie uszy i śmieszny pyszczek, który od razu rzuca się w oczy, musiał przyznać, że w pewien sposób podobał mu się nowo poznany. Nie wiedział tylko czemu i niby dlaczego?
Biały nietoperek wydawał się mu dziwnie przyciągający, jakby jego obecność była pobudzająca, ale nie mógł zrozumieć, z której strony, czemu i po co???
– I tak Cię będę miał na oku – odpowiedział pewny siebie, chociaż w pewnym sensie wydawało się to Korzeniowi dwuznaczne. Nie sądził, że kocur mógłby się mu spodoba! Ha! Są tylko pary między kocurem i kotką, a nie jakieś... kocury z kocurami, bo jak to tak? Przecież nigdy nie widział to nie istnieją, co nie?
– No nie wiem, większość jedynie widzę na Ceremoniach, a nie znam osobiście, za dużo zachodu, by poznać każdego. – Szczerze to nawet nie wiedział, że pewnie nie powinien mówić o liczebności klanu, może nawet o tym co robią, jak się spotykają, ile mają zwierzyny... W końcu nie znał... nieznajomego. Uwierzył mu od razu, nawet coś dziwnego poczuł, ale... czy powinien być uważniejszy? Może jest tym złym kotem? Nie wiedział, ale aktualnie nie stanowił zagrożenia, mógł dać mu szansę!
– Dobry opis! Zgadnij co ja opisuję, ma nos, parę rudych uszu i często kryje się po krzakach. – Minę miał poważną, a z Jego odpowiedzi, aż wylewał się sarkazm, oczy same w sobie pytały „serio gościu?”. – A tak już na poważnie coś więcej? Jakieś oczy? Czy coś? Bo może nie kojarzę wszystkich w klanie, a jedyny kocur jaki mi przychodzi na myśl to ma dwukolorowe ślepia. – dodał już grzeczniej i odgarnął trochę śniegu łapami, by nie musieć jak nowo poznany siedzieć dupą na śniegu.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Albo szaraczek był zabawny, albo przez obcowanie z klanowymi dzikusami Orionowi obniżyły się standardy jeśli chodzi o towarzystwo.
- No, tu mnie masz, pradziadek ze strony ojca był nietoperzem, genów się nie wyprę. Szkoda tylko, że zdolność lotu zniknęła z pokolenie temu. - rzucił na zgodę, z (typowym dla niego) asymetrycznym uśmiechem. Nie był na tyle przywiązany do swojego kociego jestestwa, by go bronić za wszelką cenę, nic nie stało na przeszkodzie, by pozwolić rozmowie płynąć swoim nurtem. Mógł być i świnką morską, byleby niezaprzeczalnie najpiękniejszą w swoim rodzaju. Bo właśnie to się w tym wszystkim najbardziej liczyło.
- Jasne, baw się dobrze. - odparł jedynie, puszczając oczko. Przyzwyczajony do spojrzeń skierowanych w jego stronę, mógł jedynie odpowiadać krótkimi uśmiechami i nie wypadać z roli. - Ach, niech będzie. - skwitował kolejne słowa i zrezygnował ze zwracania uwagi na to, że to średnie podejście. Że jak już się żyje w jakiejś społeczności to wypadałoby zadać sobie nieco trudu i poznać całe towarzystwo (dla wygody takich pytających Orionów później). Ale może jednak te klany były tak liczne, że nie dało się znać każdego (to w takim razie czemu jego mróweczka musiała pracować za czterech??).
- Wiewiórkę! - odparł bez wahania. Znaczy się, zastanowił się nad odpowiedzią, ale nie poświęcił ani sekundy na rozważenie, czy to dobry moment na udawanie ślepego na to spojrzenie wwiercające się w jego mordkę. Cynamonowe uszko drgnęło na wspomnienie dwukolorowych oczu i już chciał, po szczeniacku, przytaknąć i tyle. Ale się ugryzł w język - miał lepszy pomysł, rozejrzał się tylko najpierw czy na pewno nikt ich nie podsłuchuje.
Na poważnie i coś więcej?
A proszę cię bardzo, zabawny szaraczku. Przedstawienie czas zacząć.
- Tak na poważnie coś więcej to... hm... - zaczął powoli, podnosząc się z gruntu i strzepując z siebie śnieg ogonem. - Wiesz... jakby to ująć... - dobra, koniec tego wstępu. Zniknęło fałszywe zakłopotanie z jego mimiki, wiedział doskonale dokąd pójdzie z tym opisem. Zaczął powoli krążyć po swojej ośnieżonej scenie.
- Oczy jego, owszem, dwubarwne, natury dwoistej. Wiem, że czekają tylko na najmniejszy błąd mój. Że ten lodowaty błękit przy pierwszym potknięciu zabije mnie. Czuję, widzę przecież, że są nieprzychylne, krytyczne. Ale ja, naiwny, a rozsądek mi obcy. Za późno już dla mnie na ucieczkę. Już wpadłem w zasadzkę tego spojrzenia, już zgodziłem się na tę śmierć. Bo natury nie zmienię, całkiem bezbronny w jej obliczu jestem. I tylko jeszcze tli się we mnie nadzieja, że los znów się do mnie uśmiechnie. Że w zieleni odbije się najtkliwszy sentyment. Że, mimo iż, los mój przesądzony, gwiazdy raz jeszcze wysłuchają próśb gorących. Że wstawią się za mną, że wybłagają chociaż ten jeden, ostatni, cieplejszy rozbłysk w niechętnym błękicie, w oziębłej zieleni. - bawił się wyśmienicie, więc nie zamierzał tak szybko rezygnować z tej rozrywki. - Liście berberysu oddały mu swą barwę. Włos jego muskany płomieniami, a jednak długi, falisty, jedwabny. Tak przerażająco piękny, że na pożarach brzozowych lasów natura wzorować musiała. Ta szata to prawdziwe dzieło, nawet wiatrem targana, popielatym pyłem pokryta, zachowuje doskonałość, której samo słońce zazdrości. Bo płomień to najszlachetniejszy, swoim blaskiem gwiazdy przyćmiewający. To ten sam ogień, ktory zgubą dla ciem jest. Ale teraz, gdy i ja dostrzegłem jego piękno, jego elegancję, już nigdy nie zaśmieję się, że ćmy głupie i naiwne. Rozsądek umarł, tu panują zmysły. Serce oślepione blaskiem co go dotknął, złapane w obłędną pułapkę. - króciutka, malutka przerwa, jakby chciał poświęcić parę sekund ciszy na żałobę nad swoim marnym losem, ale zaraz kontynuował to przedstawienie, już ostatni akt, bo mu wena uciekała, potrzebował zakończenia. - I tylko czasem, gdy lód spojrzenia przypomina mi o mej śmiertelności, wyłania się myśl jedna. Skąd tyle piękna i tak nieziemskiego w jednym kocie się wzięło? Skąd najwyższe cechy zjawiskowego dzieła? Czy to wciąż jeden z nas, czy boska piękność, która jaśnieje jak gwiazdy wspaniałe w noc czarną? ...może ci się wyda przesadny ten podziw. Myślę jednak przeciwnie. Że godny jest jeszcze wznioślejszego uznania, że pochwała ma za słaba. Jednak każde oczy co go widziały potwierdzą. Że żadne znane słowa nie starczą. Że wręcz uwłaczają doskonałości.
Parę sekund po zakończeniu klapnął sobie na swoim poprzednim miejscu beztrosko i odkaszlnął by wrócić do normalnego tonu. - No czaisz, coś w tym guście, raczej za wielu takich nie macie, nie?