Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Zaczęło się dobrze, nawet bardzo, bo wydawać by się mogło, że kocur trochę się ogarnął, a nawet zaczął wykazywać jakieś maniery, które jej kompletnie zaczynały umykać wraz ze zdobywanymi księżycami, gdy to nie miało się na co dzień do kogo pyska otworzyć, a właściwie to ktoś do pogadania zdarzał się rzadziej, niż dwie zdobycze na jednym polowaniu zimą. Ale... potem zaczęło się robić coraz śmieszniej. I być może gdyby była inna, to obraziłaby się na te słowa, ale ją one rozbawiły. I to bardzo.
- Och, nie nie, w porządku, rozumiem, koty klanowe i te z lasu po prostu faktycznie nie należą do zbyt... hm, jak to się mówi? Elokwentnych? Ale co zrobię, nie odpowiadam za moje urodzenie, nie? Mogę mieć tylko problem do rodziców, że mnie zrobili akurat w takich warunkach, co nie? - zachichotała, zerkając na kocura kątem oka, by zobaczyć jego reakcję.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: mama Świt! (biol. Owca) Ojciec: Kura (biol. Kordian)
malutki || biało-niebieskie krótkie i kręcone futro || niebieski płaszcz pokrywający grzbiet, boki, łapy i ogon || niebieskie plamki na brodzie i kilka nad nosem || niebieskie lewe ucho || biało-niebieskie prawe ucho || okrągłe, żółte oczy || czarny nos
delikatny kwiatuszek || rozmarzony i łatwowierny || esteta, dla którego piękno jest istotnym elementem życia || rodzinny
Kurza Łapa (W), Kłopotliwa Łapa (W)
Jak bardzo można zboczyć z kursu i jak bardzo można kręcić się w kółko? Szczurek nie znał na to pytania odpowiedzi, mimo że był w tym już ekspertek. W każdym razie na swojej drodze z Łanu Rzepaku, z której doszedł prawie na Topiołki, aby zgubić trop i ponownie zacząć podążać w przeciwnym kierunku, w końcu znalazł się właśnie tu: koło OLBRZYMIEJ, największej jakiej kiedykolwiek widział drewnianej struktury.
- Ojej - wymamrotał, kiedy końskie parsknięcie sprawiło, że żółte ślepka padły na stworzenie może nie równie wielkie jak sama budowla, ale również zaskakujące rozmiarami.
xxx
xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx I'd like tomake myselfbelieve That planet Earth turns s l o w l y It's hard to say that I′d ratherstay awakewhen I′m asleep 'Causeeverythingis never as it seems
′CauseI'd get a thousand hugs From ten thousand lightning bugs As they try to teach me how to dance
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Ostatnimi czasy był przygnębiony, normalnie jak nie on. Wszystko za sprawą odejścia Goblina. Może nie do końca wierzył we wróżkę, a to za sprawą tamtego burego wojownika, ale było mu zwyczajnie przykro samemu. Gdy tak rozmyślał, na horyzoncie zamajaczyła mu sylwetka. Dziwnie powykręcana, przez co znajoma. - GOBLIN?! -Zawołał rozradowany, biegnąc w stronę domniemanego brata. Wyszczerz jaki pojawił się na jego pyszczku szybko jednak zniknął, gdy okazało się, że kocur którego namierzył, był mniejszy niż jego brat i miał zupełnie inne umaszczenie. Zwolnił tempa, zatrzymując się przed nieznajomym z rozczarowaniem.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: mama Świt! (biol. Owca) Ojciec: Kura (biol. Kordian)
malutki || biało-niebieskie krótkie i kręcone futro || niebieski płaszcz pokrywający grzbiet, boki, łapy i ogon || niebieskie plamki na brodzie i kilka nad nosem || niebieskie lewe ucho || biało-niebieskie prawe ucho || okrągłe, żółte oczy || czarny nos
delikatny kwiatuszek || rozmarzony i łatwowierny || esteta, dla którego piękno jest istotnym elementem życia || rodzinny
Kurza Łapa (W), Kłopotliwa Łapa (W)
Kocur aż podskoczył, kiedy nagły wrzask oderwał go od przyglądania się jak zahipnotyzowany w nieznane mu dotąd stworzenie. Poderwał łebek do góry, rozglądając się szybko na boki, aż w końcu żółte ślepka dostrzegły na horyzoncie biały,, puchaty punkt. Tym razem się nie nabrał! Wiedział dobrze, że nie był to obłoczek, a kot z krwi i kości. A do tego znajomy! - Pan Chmurka! - Zawołał, pociągając zakatarzonym nosem i nieomal biegiem ruszył w jego kierunku. Błąkając się od kilku wschodów słońca, nawet pyszczek który znał ledwie od uderzenia serca, wydawał się pociesznie znajomy. - Czemu sobie poszedłeś? - Zapytał będąc jedynie w odległości jedynie kilku lisich ogonów od kocura.
xxx
xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx I'd like tomake myselfbelieve That planet Earth turns s l o w l y It's hard to say that I′d ratherstay awakewhen I′m asleep 'Causeeverythingis never as it seems
′CauseI'd get a thousand hugs From ten thousand lightning bugs As they try to teach me how to dance
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Cofnął się o krok, gdy kocur się zbliżył. Przeważnie daleko mu było do stronienia od bliskości, ale w tym momencie był zwyczajnie skołowany i przybity swoją pomyłką. - Że kto? -Przechylił głowę, nie bardzo rozumiejąc co nieznajomy miał na myśli. Gdy jednak z jego pyszczka wyszło pytanie, wszystko mu się rozjaśniło. Była to sytuacja podobna do ostatniej, z tą różnicą, że kolega o kręconym futrze się na niego nie rzucił.- Pewnie masz na myśli mojego brata, to jego musiałeś spotkać. Wygląda tak samo, tylko ma zielone oczy. -Wyjaśnił, robiąc przy tym nieco przygnębioną minę. Samo wspomnienie brata było nieprzyjemne.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: mama Świt! (biol. Owca) Ojciec: Kura (biol. Kordian)
malutki || biało-niebieskie krótkie i kręcone futro || niebieski płaszcz pokrywający grzbiet, boki, łapy i ogon || niebieskie plamki na brodzie i kilka nad nosem || niebieskie lewe ucho || biało-niebieskie prawe ucho || okrągłe, żółte oczy || czarny nos
delikatny kwiatuszek || rozmarzony i łatwowierny || esteta, dla którego piękno jest istotnym elementem życia || rodzinny
Kurza Łapa (W), Kłopotliwa Łapa (W)
Spodziewał się, że kocur przeprosi, albo znowu się zezłości, albo no czegokolwiek innego, tylko nie tego pytania. Zamrugał zszokowany powiekami, rozdziawiając przy tym mordkę. No bo jak można tak bardzo popluć się o to, że pomyliło się czyjąś płeć - a Szczurek nie myślał, że to jakaś ważna sprawa - a potem zupełnie zapomnieć. I przecież znał jego imię! Może teraz jedynie udawał, bo nie chciał z nim rozmawiać?
Dopiero, kiedy kocur ponownie się odezwał, mógł odetchnąć z ulgą. Jednak nie halucynował przez trawiące go przeziębienie a po prostu były w lesie aż dwa tak bardzo podobne do siebie koty! - Och! Rozumiem... - odparł kiwając powoli głową. Zbieg okoliczności, chodź niemal nieprawdopodobny, w samym Szczurze nie wzbudził żadnych podejrzeń. - Ym… To może ty też jesteś moim starszym bratem? -Zagadnął zachrypniętym głosem, przekrzywiając łebek i pokonując dzielącą ich odległość już powolniejszym krokiem. Tak, zdecydowanie drugi Pan Chmurka wyglądał bardzo podobnie do niego samego i jego sióstr. - Znaczy... nie wiem nawet, czy twój brat nim był, ale wyglądacie zupełnie jakbyście byli!
xxx
xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx I'd like tomake myselfbelieve That planet Earth turns s l o w l y It's hard to say that I′d ratherstay awakewhen I′m asleep 'Causeeverythingis never as it seems
′CauseI'd get a thousand hugs From ten thousand lightning bugs As they try to teach me how to dance
Karykaturalnej budowy ciało utrzymywane jest na długich, chudych nóżkach. Z tyłu niemalże zawsze uniesiony powiewa z zadowoleniem równie długi, równie chudy ogon. Pyszczek Gremlinka jest kanciasty, wykrzywiony w wiecznym uśmiechu. Na szczycie głowy wyrasta para dużych uszu, a poniżej nich znajdują się błękitne ślepia, z czego prawe posiada bardziej wyblakły odcień tego koloru.
Białe futro kocura nieskalane chociażby jedną pręgą jest krótkie, kręcone i często placzą się w nim różnego rodzaju gałązki i liście przyniesione znad dworu, a łapy niemalże zawsze są brudne od ziemi, czy to znad dworu, czy domowych doniczek. Kąpiele z udziałem szamponu są częstym elementem gremliniego życia.
Głośny, energiczny, ciekawski, nie brakuje mu empatii - po więcej zapraszam do kp!!
Teraz to on zamrugał z zaskoczeniem. Czy to oznaczało, że Goblin przedstawił się nieznajomemu jako jego straszy brat? Nie brzmiało to jak coś w jego stylu, ale właśnie to wynikało ze słów niższego kolegi. Oh.. jednak nie. Fałszywy alarm! Jednak nie wiedział! - W sumie wszyscy troje mamy kręcone futerka. -Przekręcił głowę na bok z zaciekawieniem, żeby przyjrzeć się kocurowi. Futerka mieli tak samo kręcone, jak już wspomniałe, oboje byli powykrzywiani, tylko, że Gremlin był wyższy i calutki biały. Jak (hehe) chmurka! Wtem do głowy przyszła mu nagła myśl. Nieco straszna, nieco ekscytująca. - O RAJU! Mama postarała się o drugi miot i to tak szybko?! Ile ty masz księżyców? -Wziął to na poważnie, oj wziął.
Księżyce: 50 Płeć: kocur Matka: mama Świt! (biol. Owca) Ojciec: Kura (biol. Kordian)
malutki || biało-niebieskie krótkie i kręcone futro || niebieski płaszcz pokrywający grzbiet, boki, łapy i ogon || niebieskie plamki na brodzie i kilka nad nosem || niebieskie lewe ucho || biało-niebieskie prawe ucho || okrągłe, żółte oczy || czarny nos
delikatny kwiatuszek || rozmarzony i łatwowierny || esteta, dla którego piękno jest istotnym elementem życia || rodzinny
Kurza Łapa (W), Kłopotliwa Łapa (W)
Przytaknął energicznie łebkiem, na słowa kocura, zupełnie zapominając o tym, że było mu zimno i samotno i głodno. Bo ten trafił w punkt! Szczurek nigdy nie widział kogokolwiek innego z kręconym futerkiem poza mamą Owcą i swoimi siostrami. Musieli być więc rodziną! Była to jedyna logiczna konkluzja, prawda? - Ymmmm? - Zamyślił się próbując sobie przypomnieć swój dokładny wiek. - Dwadzieścia...osiem? Albo... dziewięć - odparł niepewnie. Nie miał pojęcia ile księżyców minęło od jego zgubienia się z klanu, więc to ilemiał, choć nigdy nie myślał że byłoby to możliwe, pozostało dla niego zagadką. - Szybko? Więc jesteś tylko niedużo starszy? - Zagadnął a końcówka jego ogona zadrgała z podekscytowania. Zawsze chciał mieć starszego brata! A i Świerk się na pewno ucieszy!
\\ wygasla bo Gremlin porzucon
xxx
xxx xxx xxx xxx xxx xxx xxx I'd like tomake myselfbelieve That planet Earth turns s l o w l y It's hard to say that I′d ratherstay awakewhen I′m asleep 'Causeeverythingis never as it seems
′CauseI'd get a thousand hugs From ten thousand lightning bugs As they try to teach me how to dance
Nienasycony głód nowych przeżyć zaprowadził Rybkę w okolice dziwnych, ludzkich budowli, o których do tej pory słyszała jedynie z opowieści matki lub przyjaciół. I choć nie miała podstaw, by nie wierzyć w istnienie łysych stworzeń na dwóch nogach, tak w to, że byli w stanie własnymi rękoma budować takie dziwy nie chciało jej przejść przez głowę bez cichego głosiku, który uparcie to negował. Teraz jednak, gdy stała twarzą w twarz z drewnianą stajnią, nie mogła się nadziwić, że to rzeczywiście istnieje.
Wskoczyła na płotek, podnosząc się i przednimi łapami opierając o ścianę budowli, nie mogąc pojąć jej wielkości.
- Niesamowite - wyszeptała do samej siebie. - Niewiarygodne! - dodała nieco już głośniej, nie mogąc oderwać wzroku.
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nie kojarzyła tego miejsca, ale czy było to dziwne? Wróciła po śladach kota, który śnił jej się od jakiegoś czasu, jakby prowadzona za łapę znalazła się w miejscu gdzie nigdy nie była. Przesiadywała na Osiedlu gdzieś kryjąc się najczęściej w miejscach z mniejszą ilością ruchu, nie lubiła kiedy jedyne co można było usłyszeć to głośne samochody i piski opon, szczekania psów i zlewające się ze sobą głosy ludzi. Dzisiaj coś ją zaprowadziła tutaj - wewnętrzny głos? - a może raczej los, kiedy została przegoniona przez jakieś wielkie psisko. Aktualnie odpoczywała zdyszana po tak długim i wymagającym biegu, chociaż łapy dawały o sobie znać, a ból w klatce piersiowej nie przypominał tego, która nawiedzał ją od czasu do czasu. Była słaba, szczególnie kiedy wymagało coś od niej o wiele więcej siły, niż po prostu przeżycie.
– Agh hgh – charknęła porządnie, a następnie wypluła zawartość śliny na ziemię. Kręciło jej się w głowie.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Wciąż zachwycając się budowlą usłyszała dziwne charczenie dopiero po chwili, gdy zaczęło jej to przeszkadzać. Była pewna, że jakieś chore lub umierające zwierzę uznało za dogodne, by zakończyć swój żywot właśnie w okolicy Ryby. Z jednej strony nie miała nic przeciwko, z drugiej czuła, że może lepiej byłoby dobić ranne stworzenie.
Zeskoczyła z płotku, bo obejść za drewniany winkiel stajni, szukając cierpiącego zwierzęcia, choć widok przeraził ją bardziej niż jakiekolwiek zwłoki.
- Ojej! - pisnęła, widząc marną poczwarkę kota. Była niska, chuda, wyglądała gorzej niż jej własny cień. - Um.. - Ryba kroki stawiała ostrożnie, powoli kierując je ku nieznajomej, choć trzymając odpowiedni dystans. Wyglądała, jakby się miała rozpaść albo zaprowadzić Sreberko na drugą stronę żywota. - Nic ci nie jest? Potrzebujesz pomocy?
Odrobinę wychudzona, koścista; drobna, niewysoka; czekoladowo-biała; sierść krótka, brudna, nieulizana, chociaż bardziej zadbana niż kiedyś; oczy żółte (prawe jak słońce, lewe jak piasek), wiecznie zmęczone i obojętne; czekoladowy nosek; uszczerbiona końcówka prawego ucha.
- art by tuszka -
Obojętna i oschła; opanowana do czasu; nie pamięta większości kotów, wszyscy zlewają jej się w jedną masę; jest ostrożna podczasów rozmów, nie zdradza za wiele; ataki paniki nadal są częścią jej życia, ale z innego powodu; nie jest już strachliwa; nie jest przyjazna, ale nie jest też niemiła - dopóki ktoś też zachowuje do niej szacunek.
Nieznajomy głos, a wzrok podążył w stronę dźwięku, pazury zaś zareagowały pierwsze i wysunęły się na wszelki wypadek, gdyby coś mówiącego było czymś zagrażającym życie. Żółte tęczówki nie zarejestrowały jednak niczego strasznego, a widok młodszej kotki i pytanie zapewniające o chęć pomocy z nutką zmartwienia sprawiły, że napięcie w barkach Padliny ustąpiło.
– Nic. Nie potrzebuję – odpowiedziała bez większych emocji i zamknęła na chwilę oczy. Było jej trochę słabo. Dotknęła językiem podniebienia i odliczyła do trzech. – Wody. Potrzebuję wody. Wiesz gdzie znajdę? – zapytała ostatecznie, starając się zużywać jak najmniej energii na układanie poprawnych zdań. Nie wiedziała, czy powinna ufać samotniczce, nie zamierzała ślepo iść za nią, ani oddać swoje życie w jej łapy, ale skoro zaproponowała to mogła chociaż wykorzystać ją do tej pomocy. W trakcie wybadać, czy ufanie jej miało sens.
⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Przecież gorzej być nie może ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼ ♦ Diabeł też mi nie pomoże ♦ ⤸ Lecę w dół ▼▼ lecę w dół ⤹ ♦ Spadam wolno w czarną dziurę ♦ ▼▼ Lecę w dół ⤸⤹ lecę w dół ▼▼
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Był wojownikiem. Mógł wychodzić na trochę dłużej, bez konkretnego powodu. I gdzie chciał.
Wracając... zapoluje. Tak, złowi parę piszczek, by urozmaicić nimi stos zwierzyny w centrum Klanu Cienia. W tym zatrutym do szpiku kości klanie, którego... nie potrafił opuścić. Klanie, w którym się urodził i w którym żył od zawsze, swoim imieniem związany z jego terenami. Był cienistym w każdej komórce swojego organizmu. Cienistość... która jego samego zatruwała od środka. Potrząsnął głową — szybki spacer poza rozmokłe tereny, które znał jak tył swojej łapy. Był po treningu z Polną Łapą, otrzymała dzisiaj kolejną dawkę wiedzy, więc tę kwestię miał załatwioną. Porządne wyszkolenie córki Dziczego Dołu było obowiązkiem, który cenił sobie najbardziej. Zależało mu na niej jako mistrzowi. Chciał, by nawet w zalanym juchą i trucizną Klanie Cienia zdołała sobie poradzić. By nie miała pszczół we łbie, jak jej, pożal się Gwiezdny Klanie, kompletnie zmanipulowana siostra. Przy tym również martwił się o Błękitne Bajorko... Coraz ciężej było mu utrzymywać maskę.
Spacer na chwilę, tak. Nawet, kiedy cieniste tereny zostawały coraz bardziej w tyle, a Siedlisko Koni przybliżało się, nim lodowatym oczom Milczących Moczarów ukazała się stajnia — lub, jak na jego mniemanie, teren dosyć dziwny i niecodzienny, z równie... specyficznymi stworzeniami w środku. Konie? Tak nazywały się te zwierzęta?
Spojrzał raz jeszcze na zachodzące słońce — zbliżała się noc, miał jednak zwyczaj porzucania snu na rzecz patroli lub całonocnych polowań, często nie mogąc zasnąć przez natrętne myśli. Dzisiaj wcale nie było inaczej.
Zakręcił się w okolicy stajni, po czym zadecydował się wejść do środka dziwnego miejsca i rozejrzeć — może sama niecodzienność tego miejsca sprawi, że choć na chwilę jego głowa stanie się lżejsza od ciążących w jego umyśle problemów.
// omen!
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Podróże w tę i we w tę od dawna były dla niego codziennością. Nawet teraz, gdy zdecydował się zatrzymać się na stałe w najbliższych okolicach, zaliczał do nich nawet osiedle i siedlisko koni. I to właśnie na siedlisku koni, a tak dokładnie to w stajni, zatrzymał się czekając na wieczór by nie spalić się na słońcu. Miał właśnie już się zbierać - mając wyjście na widoku skończył myć pysk po zjedzeniu tłustego gryzonia, którego drobne kości zdążył już jakiś czas temu zakopać. Jego prawe, słyszące ucho poruszyło się jednak, wyłapany wcześniej nie towarzyszący mu odgłos zbliżających się kocich kroków zwiastował co miało się za moment wydarzyć.
Bury kocur zawitał w stajni. Klanowy zapach... Jakimś cudem brakowało u nich zwierzyny latem? Może znudzenie codziennością? Ciekawość? Nie ważne - towarzystwo zdawało się same mu pchać pod łapy, to kim on jest, by odmówić? Noc jest wystarczająco długa, a wyjście ze stajni mogło na niego chwilę zaczekać.
— Witaj — jego głos zabrzmiał, by dać znać o swojej obecności. W końcu mimo wszystko stajnia ma swoje specyficzne zapachy, a jeszcze nieprzyzwyczajony nos niekoniecznie musiał od razu wyłapać wśród nich zapach obcego samotnika. Nie zamierzał na razie podchodzić; wolał na razie przetestować wody.
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Ah. Naiwnym byłoby myśleć, że tylko on przechadzałby się w tym miejscu. Choć zważając na porę dnia — rzeczywiście mogło być to trochę zaskakujące.
Milczące Moczary nie znał dużo kotów spoza Klanu Cienia, nie — co najwyżej niebieski samotnik, którego spotkał na granicach, gdy był jeszcze terminatorem, a poza nim... Syn Grząskiego Bagna nie mógł przypomnieć sobie, by w jego głowie zawitał kiedykolwiek jeszcze ktoś inny, niż sami cieniści. Hah, co za ironia, trucizna Klanu przesiąkała nawet jego życie towarzyskie, odcinając go od reszty lasu. Powinien zacząć wychodzić częściej, może zobaczyłby trochę świata... poznał normalne koty. Jakiekolwiek by nie były, nie mogły być tak bezmyślne i okrutne, jak ojciec.
— Dobry wieczór. — Wypowiedział jako odbicie piłeczki przywitania, po czym skinął głową. Sam stał w odległości, bezpiecznej — nie dyskryminował nikogo za bycie samotnikiem, w żadnym razie, z nich właśnie składał się po części Klan Cienia. Choć sądził, że tym samotnikom, którzy niezwiązani byli łańcuchami Klanu, żyło się zdecydowanie lepiej. — Czy to twój dom? Przyjmij proszę moje przeprosiny, jeśli wtargnąłem na twoje terytorium... Nie było to celowe, w żadnym przypadku. — Schylił trochę głowę, okazując nieznajomemu, że nie miał złych zamiarów, ani zalążków agresji czyhających w jego umyśle — oczywiście, póki to samotnik pierwszy nie wyciągnie wobec niego pazurów.
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż