Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Omen nie był najnormalniejszym kotem do natrafienia na ziemiach niczyich, chociaż przynajmniej daleko było mu do bycia okrutnym kotem. Samolubnym? Oczywiście. O niepokojących zainteresowaniach? Definitywnie. Ale nadal były w nim wpojone przez Nowy Świt wartości. Przyjmowanie potrzebujących, nie krzywdzenie bez powodu... Nie żeby to był jego dom ani nawet jego terytorium by w ogóle go szczerze obchodziło, że ktoś tutaj tak o sobie przyszedł, ale... Może sobie zagrać miłego gospodarza, ciepło przyjmującego obcych do swojego domu. Czemu by nie. Potencjalnie to umili interakcje z burym kocurem, bo czy takie małe kłamstwo jest niby takie złe, gdy nie robi nikomu krzywdy?
Skinął mu głową i uśmiechnął się czarująco. Nie żeby normalnie się tak uśmiechał sam z siebie... Było to coś świadomego, wyuczonego; wiedział bowiem, że jego naturalny obojętny, chłodny wręcz wyraz pyska nie był najbardziej zachęcający — Nie martw się, nawet kompletnie niespodziewani goście są tutaj mile widziani... Z resztą, nie spędzam tutaj niesamowicie dużo czasu; wędrówki są mi zbyt bliskie by trzymać się tylko swojego domu, trochę samolubne więc by było z mojej strony nie przyjęcie gościa gdy faktycznie tutaj jestem... Jeśli chcesz, jak najbardziej możesz tutaj zostać. — powiedział, powoli podchodząc trochę bliżej, przytwierając swoje różowe ślepia trochę szerzej, by lepiej widzieć burego kocura i jego ruchy. Ot, tak o, by nie być zbyt nieuważnym.
Księżyce: 51 Mistrz: Błękitne Bajorko Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Wartki Potok Ojciec: Psie Serce ✝ Trwałe urazy: cienka, pozioma blizna pod lewym okiem
Wysoki, dobrej budowy, z zarysowanymi na ciele mięśniami, widocznymi przy krótkiej sierści.
Bury o pręgowaniu cętkowanym, bez białych znaczeń na ciele. Z cienką, długą blizną rozciągającą się poziomo pod lewym okiem.
Pysk zdecydowanie mniej ekspresyjny, niż kiedyś, teraz w większości neutralny lub utrzymujący na nim słaby, zmęczony uśmiech. Jasnoniebieskie oczy, większość czasu delikatnie zmrużone.
spokojny | uprzejmy | obowiązkowy | zmagający się ze stanami depresyjnymi
Szczerze — nawet, jeśli wiedziałby, że nieznajomy go okłamuje... Niewiele by się tym przejął. Co mu z kłamstwa pierwszego lepszego, napotkanego kocura na ziemiach niczyich? Założyć mógłby się, że już za parę wschodów słońca zapomni o tym, kim jest białofutry, a za kolejny obieg pór? Być może z jego głowy kompletnie wyleci fakt, że wizytował to miejsce.
— Dziękuję za twoją gościnność, z głębi serca. I bez zmartwień, nie zamierzam zostać tu na dłużej, ani spędzić nocy, zapewniam. Wybrałem się... na spacer, można by rzec. Zaczerpnąć świeżego powietrza. — Skinął głową nieznajomemu, nie wzdrygając się, gdy ten poruszył się, podchodząc odrobinę bliżej, zmniejszając odległość między nimi. Milczące Moczary nie zamierzał wykazywać agresywnych zachowań, póki co — nie czuł się zagrożony. I miał nadzieję, że to uczucie utrzyma się aż do momentu, gdy ponownie rozpłynie się gdzieś w oddali, powracając na tereny Klanu Cienia. — Wybacz, z tego wszystkiego nie przedstawiłem się odpowiednio... Nazywam się Milczące Moczary, miło mi cię poznać. — Skłonił głowę białofutremu kocurowi w oznace szacunku, grzeczności, uprzejmości, zwłaszcza, ponownie. Ten, który stał przed nim... był samotnikiem, najprawdopodobniej, ta opcja wydawała się być Moczarowi najbardziej możliwa. A nawet, jeśli był kotem wyjętym spod Kodeksu... byli na terenach neutralnych, aczkolwiek — Moczar był na jego... za zgodą. Jednakże nie było powodu, by narodziły się między nimi jakiekolwiek scysje.
ta niedzielajest jak film,tani klasy „b” facet się pałęta w nimw nieciekawym tle scenarzysta forsę wziął,potem zaczął pić i z dialogów wyszło dno,zero, czyli nic
wszyscy święcibalują w niebie złoty sypie się kurz a ja włóczę się znówbez ciebie i do piekła mamtuż
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Nie była pieszczochem. Nigdy nie zamierzała się nawet zniżać do takiego poziomu, ale musiała przyznać, że stajnia była miejscem dobrze odizolowanym od zimna, a w taką pogodę – głupio było narzekać. Stawy czasami skrzypiały, a plecy bolały… nie Onyks, ale zgadywała, że inne koty w jej wieku marnie sobie radziły. Ona wykorzystywała ludzi. I jeśli ktoś zamierzał oskarżać ją o usuwanie szkodników w postaci myszy to się mocno mylił, bo to kurki, czy inne gospodarcze żyjątka były na jej celowniku. Myszy często puszczała luzem, byleby ludzie wściekali się jak następny worek z żytem kończył rozdarty, a szkodniki nie znikały. Ups.
Przechodziła się spokojnie między boksami, aż jeden konkretny zwrócił jej uwagę – gniady koń wyglądał właśnie i przyglądał jej się uważnie. Wskakując na stołek obok kontemplowała. Czy podrapać ciekawski nosek, czy może nie? Nie zależało jej aż tak na chaosie jak kiedyś, ale ostatecznie czuła pustkę. Nie mogła wrócić do Kukułki. Mysz też nie znalazła. Kwiaty zabierze na osiedlu i dopiero wtedy odwiedzi grób, aktualnie sprawdzała swoje opcje. No i Sekretariat jak na wiecznie chodzącego wyżej w chmurach, zabawiał ją jak błazen na dworze. Nie żeby był zabawny, ale jak czasami udało się go namówić do mówienia to sprawiał wrażenie niezwykle zarozumiałego. Może to przez tabun kotek, które bez powodu szalały za zwykłym marginesem społecznym?
Trzmielojad
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Obieg pór czy dwa temu zapewne uznałby to za jeden ze swoich genialnych pomysłów, dzisiaj skłaniał się raczej ku degrengoladzie. Towarzystwo zapraszane przez Sekretariat nie było śmietanką towarzyską, a oriental pokusiłby się o stwierdzenie, że nie było nawet zapomnianym kefirem pod tylną ścianą lodówki. Ale Orion nie przychodził tu dla fascynujących osobistości i ożywiających konwersacji. Potrzebował jedynie szumu w tle, który będzie zakłócał formowanie głębszych myśli w jasnej głowie. Skarbiec gospodarza z pachnącymi ziołami, również przyczyniał się do osiągnięcia tego celu, nie było powodów by wybrzydzać.
Ale nie to było jeszcze degrengoladą. Degrengoladą był fakt, że rozłożył się na jednej z belek podtrzymujących dach, nad bawiącym się towarzystwem, przytulając do siebie kilka skradzionych wcześniej listków. Degrengoladą był fakt, że nie znalazł się wśród reszty, słuchając o tym jak tamten czekoladowy oriental przeżywał swój miniony związek, albo nie próbował pomóc kręconemu gostkowi w rozwiązaniu języka i podzieleniem się tak pieczołowicie skrywaną wiedzą bez żadnej przysługi ze swojej strony.
Szum rozmów pozwolił nie skupiać się na tej myśli, więc Orion ułożył się nieco wygodniej. Cisza rano zawsze była jakaś znośniejsza.
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
Rzadko wychodziła tak daleko poza tereny Klanu. Nie miała problemu z nieco oddalonym polowaniem, tak samo nie przeszkadzała jej drzemka od czasu do czasu w opuszczonej norze na Ziemiach Niczyich. Nigdy jednak jeszcze nie była na Siedlisku Koni, i choć wcale nie miała zamiaru przychodzić tu jeszcze wczoraj, dzisiaj obudziła się z nieprzyjemnym snem o pogoni własnej przeszłości. A przecież ten przygłup musiał gdzieś być. Oni oboje.
Weszła do drewnianego budynku z niechęcią, zaalarmowana, ze spiętymi mięśniami, gotowa się obronić przed ewentualnym atakiem, ale w środku zastała jedynie pustkę i słabe zapachy wielu kotów. W żadnym z nich nie wyczuła znajomych woni, a to sprawiło, że sen pozostał jedynie snem, a na jawie była zupełnie, kompletnie sama. Z gardła wydobył się krótki, żałosny warkot, który zaraz ustąpił płaczliwemu jękowi.
— Psia mać — zaklęła pod nosem, uderzając łapą o leżący na podłożu śmieć. Nie miała ochoty wracać do obozu, oddychała ciężko, w oczach zaczynały wzbierać się łzy. Powinna się najpierw ogarnąć, uspokoić, ale na domiar złego dopadło ją poczucie bezsilności. Złapało za kłaki jak wichura drzewo, i nie puszczało, a Róży robiło się słabo. Znowu pomyślała o Trufli. Swojej jedynej obecnej rodzinie, której nienawidziła.
Usiadła ciężko na środku ze spuszczoną głową, wbijając pazury w drewnianą podłogę.
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Obudził się... na jakimś etapie dnia. Następnego, jeśli miał zgadywać, chociaż częściej niż rzadziej zdarzało im się ze sobą zlewać w pewien sposób. Jeśli tylko oriental osobiście nie wyszarpywał z nich bardziej zapadających w pamięć konwersacji, były jednolitą masą. Chociaż ostatnio każdy z nich coraz dłuższy, zostawiający więcej okazji do ruszenia się i znalezienia czegoś. Jednak w przeciwieństwie do niektórych, posiadających jasno nakreślony cel poszukiwań, Orion nie miał pojęcia za czym się rozglądał. Wiedział jedynie, że gdy już na to trafi, będzie wiedział.
Nie był przytomny, ale też nie spał, gdy najpierw w stajni rozległ się warkot, jęk i przekleństwo. Dość intuicyjny zestaw, jeśli miałby oceniać. Zamiast tego podniósł łeb i wychylił znad belki, by zobaczyć kogo tam przywiało. Uderzył go w nos Gromowy zapach, ale sama sylwetka mówiła mu tyle co nic. Poprawił nieco swoją pozycję, tak by nie musieć wyciągać szyi i zwiesił cynamonową kitę. Nie chciał przerywać, ale...
– Głowa do góry, następnym razem się nie spóźnisz – rzucił w dół, przejeżdżając językiem po łapie. Po chwili namysłu dodał. – Zresztą wiele nie straciłaś.
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
Głos nieznajomego utkwił jej w głowie, gdy chwilę siedziała zesztywniała, w tej samej pozycji, nie będąc pewną, co właściwie powinna była zrobić. Nie brzmiał na kogoś, kto miałby się zaraz na nią rzucić z pazurami, ale mówił od rzeczy. Szaleniec? Nie spotkała do tej pory żadnego, może on byłby pierwszym.
— Nie wiem o czym pleciesz — zmarszczyła brwi, gdy w końcu się ruszyła z miejsca, by wstać i unieść wzrok nad siebie. Światło nie dochodziło tak wysoko, więc spora część jego osoby była dla niej kompletnie niewidoczna z takiej perspektywy. Za to ogon dostrzegała bez problemu. — Szukam kogoś. Rudawy, brązowe cętki, krótki kłak. Debilny wzrok. Widziałeś takiego?
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
A więc nie przeżywała spóźnienia na... czymkolwiek było wczorajsze spotkanie. Jakby nie było – dobrze dla niej. Zderzenie z rzeczywistością mogłoby ją zabić, gdyby miała jakiekolwiek oczekiwania. Chociaż nie żeby jej reakcja była dużym zaskoczeniem, ale to swoją drogą, że punkt zaczepienia rozmowy jak każdy inny.
Nieznajoma jednak nie traciła czasu na luźne pogaduszki. Zakołysał lekko cynamonową kitą i podniósł się nieśpiesznie. Przeciągnął się, zebrał skradzione listki i zeskoczył na ścianę jednego z boksów, a następnie na siano. Wygrzebując się z niego, zadbał o to by strzepnąć z siebie możliwie dużo przesuszonego trawska, ale ewidentnie ogon będzie wymagał staranniejszej pielęgnacji. Wreszcie, stojąc czterema łapami na kamiennej posadzce, wrócił uwagą do nieznajomej.
– Krótki kłak i debilny wzrok by się zgadzał, ale nie kojarzę by wczoraj pojawił się tu kot w pełni pasujący do rysopisu – pokręcił lekko łbem na boki. – Umówiliście się tu czy po prostu ciągnie go w takie miejsca i byłaś pewna, że tu się zawieruszył?
Pytanie miało z subtelnością tyle wspólnego co Orion z lojalnością względem Wichru, ale jeśli nie chciała marnować czasu, mogłaby też wybaczyć, że samotnik darował sobie większą finezję.
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
Zniżyła brwi, przyglądając się kocurowi. Teraz widziała go w pełnej krasie, choć nie była do końca pewna, co miałoby to zmienić. Dobrze było jednak widzieć swojego rozmówcę, bo kto wie, co mogłoby mu strzelić do łba. Róża trzymała się na baczności, cofając kilka kroków od kocura. Na wstępie położyła już uszy do tyłu by je chronić, resztą zajmie się jeśli będzie taka potrzeba.
— Nie interesuj się — mruknęła. — Jak nie pasuje to nie pasuje, nie było go tu — odwróciła na moment wzrok. Myślała, gdzie Mroczek mógł poleźć, jak daleko. Jeśli kręcił się w okolicy, była gotowa mu odgryźć ogon, jeśli jednak wywiało go gdzieś dalej...Może dałaby mu szansę się wytłumaczyć, zanim dostanie od niej po pysku. O ile się kiedykolwiek znajdzie. — A inny? Szarawy, ciemne cętki, wysoki.
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Oj, czyżby poszukiwania szły aż tak mizernie? A może sytuacja z serii tych nawracających i kotka nie miała już cierpliwości do zaginionych? Ewentualnie najnudniejsza opcja – taki miała nieprzychylny charakter.
– Mhm, wczoraj go tu nie było, ale mogłem spotkać go innego dnia. Albo wpadnę na niego jutro. Jeśli to większe poszukiwania i faktycznie liczysz, że trafisz na coś, polecałbym zmianę strategii. Sama całego lasu nie przeszukasz, co tu mówić o dalszych terenach – rozwinął swoją wypowiedź, szukając miejsca na dzierżone listki. W przeciwieństwie do Gromiaczki, na próżno było szukać w jego sylwetce jakichkolwiek oznak spięcia. Czy to kwestia wrodzonej lekkomyślności, czy efekt działania sił zewnętrznych – nie miał problemu przed tym by obrócić się bokiem czy stracić na moment rozmówczynię z zasięgu wzroku. – No, chyba że wyszli rano, wrócą przed wieczornym patrolem, a tobie zależy na zdzieleniu ich po pyskach już teraz. Wtedy zwracam honor, obecna strategia dobra jak każda inna. W najgorszym wypadku przemoc poczeka do kolacji – ułożył listki tak by wychodzące konie ich nie podeptały, a następnie odwrócił się do kotki. – To jak? To nieoczekiwane zniknięcie, czy spodziewana, ale frustrująca sytuacja? Interesuję się, bo staram się pomóc, możesz wziąć to pod uwagę.
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
Nie przypominała sobie, żeby ruszając w pogoni za snem, szukała przy okazji kazań ze strony podstarzałego samotnika. Opuściła nieco powieki i patrzyła na niego jakby z przymusu musiała rozmawiać z kociakiem, którego nie lubi. W sumie wiele się od takowych nie różnił, wyszczekany jak każde z nich, myśli że pozjadał wszystkie rozumy, równie irytujący i niewychowany. Staram się pomóc. — Czemu? — wtrąciła mu się w słowo. — Wspaniałomyślność u samotników nie jest podstawową cechą, właściwie dość rzadką — mruknęła, choć w rzeczywistości nie znała zbyt wielu kotów poza granicami Klanów. Co najwyżej kotkę, która się nią zajęła, gdy Róża uciekła z Klanu jeszcze jako mały szczeniak, ale jej braku wspaniałomyślności nie mogła przypisać, nawet gdyby bardzo chciała w imię racji.
— Nie szukam. Rozglądam się tylko przy okazji — dodała, poruszając wąsami. — Lepiej dla nich żebym ich nie znalazła.
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mówisz? Fakt, nie spodziewałbym się jej zbyt często uświadczyć, raczej nie jest to cecha sprzyjająca przetrwaniu. Ale zakładanie, że u klanowych występuje częściej, jest naiwnością. Koty raczej z natury są egoistyczne, jedne to lepiej ukrywają, inne osłonią ciebie własnym ciałem przed psem. Ale czy w tym geście nie ma egoizmu? Nie pytają czy ty tego chcesz, wiedzą jedynie, że one nie chcą żebyś umarła – jeśli Gromiaczka nie chciała dostawać filozoficznych wywodów, mogła ich nie prowokować. Proste. – Ale wracając do twojego pytania. Z ciekawości. Nie chcialbym żebyś odniosła mylne wrażenie, że po chwili rozmowy zaczął obchodzić mnie twój los. Ale ciekawość? Tej się nie wyprę. Chyba, że wymagasz pełnego zaangażowania emocjonalnego w sprawę, zanim kogokolwiek dopuścisz do pomocy. To może być odrobinę problematyczne.
Czy drwił? Może nieznacznie. Kotka sprawiała wrażenie jakby miała zjeść własną łapę nim zgodzi się przyjąć jakąkolwiek pomoc.
– Ach, no chyba, że tak. To jak to nie poszukiwania tylko poboczne rozglądanie za okazją do pobicia to chyba uprzejmiej będzie solidaryzować z nieobecnymi.
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
Księżyce: 55 Mistrz: Wężowa Gwiazda ✝, Puszczykowy Huk ✝ Płeć: nonbinary [afab] Zaimki: ona/jej Matka: ??? ✝ Ojciec: Płonący Liść ✝ Trwałe urazy: naderwane prawe ucho, rozcięcie na prawym uchu,
ślady pazurów na prawym policzku,
ślady psich kłów na lewej przedniej łapie,
ugryzienie na szyi od bobra
zgarbiona, niska, przysadzista o grubych, dobrze zbudowanych nogach || krótka czarna sierść || białe palce prawej przedniej łapy, dwie plamki po lewej stronie brzucha || rozety || bladożółte oczy ||
Straciła zainteresowanie światem, przestała wesoło patrzeć na otaczający ją Klan i jedyne co ją raduje to samotne polowania, gdzie może się wyżyć i zrobić coś pożytecznego przy okazji. Obrażona na los, zła na rodzinę i kompletnie odcięta od wszelkich ciepłych uczuć. Chłodno podchodzi do innych, traktuje współklanowiczów na dystans i nie pozwala sobie zbliżyć się do nikogo w strachu przed porzuceniem.
— Bredzisz — skrzywiła się. Czy miał rację czy nie to był zupełnie inny temat, nad którym nie miała ani siły ani chęci dywagować, choć to ubodło ją bardziej niż myślała. Młoda Pąsowa Łapa z chęcią by przysiadła do takiej rozmowy i ostatecznie stwierdziła, że śmieszniej będzie porzucać kamieniami w belki stajni. — Mhm. Z ciekawości mi wystarcza — wzruszyła barkami. — Dopatruję się po prostu niecnych zamiarów u nieznajomych. Kwestia przetrwania. Czy coś tam — dodała jeszcze, kręcąc głową na swoje własne wyjaśnienia, których wcale a wcale nie musiała mu tłumaczyć! A jednak się odzywała i to sprawiało, że żołądek wykręcał jej się na drugą stronę.
— Uprzejmiej będzie nie wtrącać się jak ci nie pasuje.
«Iledałbym,byzapomniećCię» wszystkie chwile te, które są na nie . . . . . .┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈ b o . c h c ę
b o . c h c ę ┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘. . . . . . 「 nie myśleć o tym już 」. . . . » zdmuchnąć » wszystkie wspomnienia. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . niczym zaległyk u r z TAK JUŻ,po prostunie pamiętać. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . s y t u a c j i, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .. . . . w których serceklęka 「 wiem, nie wyrwę się 」. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .╰┈➤ chociaż bardzochcę mam nadzieję, że to wiesz i Ty x — x — x ┌┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┐ Znowu staniesz p r z e d e .m n ą,zawsze robisz mi to we śnie
Będę patrzył jak odchodzisz, chociaż chciałbym się odwrócić └┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┈┘
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wzruszył jedynie barkami z uśmiechem, w którym nie było krzty skruchy. Może bredził, może nie. Nie jemu to oceniać. Faktem pozostawało, że kotka nie wyszła jeszcze ze stajni, a na dowód, że jakoś zostawały z nią jego słowa mógł posłużyć jej następna odpowiedź.
– Pewnie słusznie. W egoistycznym świecie nie ma co pokładać nadmiernej ufności w obcych. Czasem nawet i w bliskich – zgodził się z nią. Ostatnio coś zbyt często mu się to zgadzało, a nie żeby kiedykolwiek jego własne poglądy dyktowały mu, po której ze stron stanie w dyskusji. Nie mógł więc usprawiedliwiać się tym, że coraz częściej trafiał na koty o podobnej perspektywie.
Ale też... czy ktokolwiek znał Oriona na tyle by go z tego rozliczać? Gwiazdy od zawsze były milczącą widownią, wszystkie komentarze zachowywały dla siebie. Jego największy krytyk, poza nim samym, był już prawdopodobnie obgryzioną przez mrówki stertą kości.
– Hm, to w takim razie dobrze się składa, że daleko mi do uprzejmości – skwitował. Kotka była zabawna, nie pozbędzie się go tak łatwo. A przynajmniej nie z jego decyzji. Machnął na nią ogonem, kierując się w stronę wyjścia. – Chodź, wiemy już, że w środku ich nie ma. Pora rozejrzeć się przy okazji na zewnątrz, spytać kogoś mimochodem.
Nie oglądał się za siebie. Jak Gromiaczka nie skorzysta z oferty – jej strata.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wschód słońca temu zostawił coś w stajni. Na jednej z kanciastych belek podtrzymujących sufit, więc miał szczerą nadzieję, że żadna kocia sroka nie zdążyła zainteresować się wysoko schowanym świecidełkiem. To był tylko głupi kawałek metalu z popsutym mechanizmem, nie powinien stanowić żadnej wartości dla przypadkowego kota. Dla Oriona również, tak po prawdzie, ale niestety. Tak jak wolałby po prostu wzruszyć barkami, gdy zorientował się, że czegoś mu brakuje i kontynuować swój dzień, tak zawrócił od razu. Czując jak serce próbuje podejść mu do gardła, miał ochotę się zaśmiać. Absurd, nawet lis kłapiący zębiskami tuż przed ceglastym noskiem nie wzbudzał takich emocji.
Wślizgnął się zgrabnym ruchem do środka. Konie były na pastwisku, żadna grupa kotów nie urządzała sobie pogawędki na sianie. Panował półmrok.