Księżyce: 136 Mistrz: Sofia Płeć: kocur Matka: Meretrix Ojciec: NN Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
Księżyce: 136 Mistrz: Sofia Płeć: kocur Matka: Meretrix Ojciec: NN Trwałe urazy: ubytek w policzku po ugryzieniu lisa: zagłębienie w pysku, podłużna, szpetna blizna, zniekształcony wyraz pyska, lekkie upośledzenie mimiki twarzy od strony dziury
wysoki, chudy biały kocur z czarnymi plamami o kręconym, przerzedzonym futrze i pomarańczowych oczach
Pełen determinacji do obranych celów. Otwarty zarówno na nowe doświadczenia, jak i na nowe znajomości. Towarzyski, choć zwykle umiarkowanie lubiany ze względu na unikatowy sposób bycia. Zasadom i autorytetom podporządkowuje się tylko w dwóch sytuacjach: kiedy ma z tego jakąś wyraźną korzyść, a także kiedy z tymi autorytetami i zasadami się zgadza.
Mimo wyznaczonych jasno celów, nawet w ich interesie zdarza mu się nie znaleźć w sobie śmiałości do pewnych zachowań. Ze względu na to, że większość jego życia była dotąd walką o przetrwanie, zdarza mu się stchórzyć i uciec w sytuacjach bardziej napiętych i stwarzających dla niego zagrożenie. W takich też momentach jego tiki bardzo się nasilają, a wraz z tym rośnie chęć ucieczki, która to powoduje nasilenie się tików i… błędne koło się zamyka.
Pomimo tego jest kotem pełnym optymizmu i ogromnych zasobów dobrej, pozytywnej energii. Ma dystans do siebie i swojej przypadłości. Zwykle ma. Okrutne żarty z tików zwykle bardzo go ranią, a on nigdy nie odpowiada agresją, a wyłącznie zamykaniem się w sobie i ucieczką.
Ma w sobie pewne poetyckie zacięcie, a całe życie i wszystkie wydarzenia traktuje jak wyzwania, którym musi stawić czoła aby osiągnąć spełnienie i całe to mityczne szczęście, do którego dąży.
Tundra, Gronostaj (NŚ)
- Jam jest innego zdania bo żem jak jaszczurka jest zwinny i niczym ona też chudy. Łusek co prawda brak ale jęzorem też umiem wywijać. - odparł Stopa tonem kota, który podobne zdanie musiał wypowiadać wcześniej już kilka razy, jakby wiele kotów przed Bielikiem zadało mu podobne pytanie. Taka była prawda, bowiem Stopa zwykł przedstawiać się w podobny sposób już od jakiegoś czasu. - Byłeś w klanie? Widzisz, to się dobrze składa przeto Stopa o tych klanach szuka wiedzy. Chciałby do jednego z nich się przyłączyć i prowadzić tam badania nad leczniczym działaniem ziół coby leczyć kotów wszelkie raciczki i szczękoczółki. - powiedział pełen entuzjazmu kocur, poruszając zawzięcie wąsami. - Opowiadaj no szybko, jak to tam wygląda. - poprosił, rozsiadając się wygodniej na belce, komunikując tym samym całkowitą gotowość do słuchania tego, co liczył, że uda mu się wyciągnąć z Bielika.
w kosmicznejmikroskali naszświatjesttakimały posłusznitylkoSTOPIEdonieba wznosimygłowy ✈xxx✈xxx✈xxx✈xxx✈ stałemsiętymxkim jestemxpokory uczy świat w genachmamhumoryzmiennetak jakwiatr ✖xxx✖xxx✖ ZWIEDZAMŚWIATZWIEDZAMCAŁYŚWIAT toczęsięjakchmurymieszkańcywielkichmiast
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Dotarli tutaj. Kamień, nadal czasem myśląc o imieniu, nadal w połowie będąc na ziemi, niewiele mówił. Czasem coś odmrukiwał Nurt, innym razem po prostu pytał o rzeczy... jakiekolwiek, nie raz zupełnie oderwane od tematu. Cały czas, aż doszli do Stajni. Tutaj dopiero pozwolił sobie skupić się na otoczeniu w zupełności.
Obcy zapach, nieco ostry, ale... miły. Przyjemny. Inny niż ten, który był w obozie. Oczywiście, jeśli oddzieli się go od smrodu gnoju, który dźgał go nieprzyjemnie. Słoma, pasza i inne tego typu rzeczy w każdym razie... tak, bardzo mu się podobały. Dźwięki również były tu inne. Obce, ciężkie, dziwne. Nie uważał ich w każdym razie za przeszkadzające.
I w końcu, uwidział wysoką postać... A właściwie jedynie jej pysk, z długą, czarną grzywą. Żarła słomę, nie zdawała się przejmować rodzeństwem. Rudy trzepnął ogonem, zaraz szukając miejsca, na które mogliby wskoczyć i... wejść do boksu. Ale o tym jeszcze nie mówił, bo nie warto. - To jest ten koń? - rzucił krótko, nadal wodząc wzrokiem tu i tak... aż wreszcie! Wskoczył na drzwiczki, które odgradzały konia od nich. I stamtąd spojrzał na nią. Nie bał się obcego zwierzęcia, co ma mu zrobić? Przecież Kamień to Kamień. Nic go nie zabije.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nurt nadrabiała za ich dwoje. Podczas drogi prawie cały czas trajkotała Kamieniowi nad uchem, nie potrzebując od niego zbyt wielu odpowiedzi, by kontynuować bez końca swoją paplaninę. Nawijała o koniach, mijanych widokach, zastanawiała się głośno nad tym, jak to będzie na Osiedlu, raz czy dwa wspomniała o klanie, który pewnie powoli budził się z nocnego snu. Sama odczuwała coraz większe zmęczenie, odzywał się delikatny ból łap i głód, jednak tym nie czuła potrzeby się dzielić. Mogła i chciała iść dalej, na przerwę przyjdzie czas później! Na pewno nie przed końmi.
No i dotarli. Siedlisko Koni ni trochę nie wyglądało jak w wyobrażeniach kotki. Jaskinia, do której weszli, nijak nie przypominała znanych jej rzeczy. Najbardziej kojarzyła się z jaskinią właśnie, lecz czy rzeczywiście nią była? Dziwnie wysoka, zabawnie kształtna, pozbawiona kamienia i ziemi. Nie wiadomo, z czego była zrobiona. W niektórych miejscach dało się rozpoznać jakby drzewo, tyle że nienaturalnie płaskie i gładkie. A jeszcze dziwniejsze było to, za czym schowane były konie.
Ale, ale - konie! To na nich przede wszystkim skupiła uwagę gromiaczka. Z zachwytem wymalowanym na mordce uniosła wysoko głowę, tak by móc zobaczyć te gigantyczne stworzenia. Były naprawdę potężne! Miały długaśne pyski, dłuższe od Wężowego Błysku czy Oriona, a gdy dołączyła do brata na wyżynach, mogła zaobserwować, że ich ogony były nieadekwatnie do reszty ciała puchate, nie wspominając o sierści na głowie i szyi! A łapy! Łapy to dopiero miały zabawne. I wzbudzające respekt, ona z całą stanowczością nie chciałaby zostać przez takową zaatakowana. Giganty jednakże nie przejawiały morderczych skłonności, wobec czego nie bała się siedzieć tak blisko jednego z nich. Przyglądała mu się z zachłanną ciekawością.
- No ba! - Nie mogła poświadczyć w stu procentach, gdy zasadniczo o koniach wiedziała niewiele. Ale to wydawało się logiczne. Jak nie koń, to co to by mogło być?! - Widzisz te łapy?! Myślisz że potwory też takie mają? Bo jak potwór po tobie przebiegnie to kiepsko z tobą, a te tutaj wydają się mega ciężkie i twarde! Czy one w ogóle mają opuszki?
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Kamień podziwiał z zachwytem, ale ekscytacją raczej mniejszą niż ona. Nie miał potrzeby komentować wszystkiego, a jedynie - po swojemu - milczał i przesuwał wzrokiem z jednej części ciała zwierzęcia na drugą, raz na jakiś czas wydając pomruk, który jedynie mógł sygnalizować, że w ogóle żyje i jest tutaj za równo ciałem, jak i duchem. - Sprawdzę - rzucił krótko po jej wywodzie, nie odpowiadając póki co nawet na pytanie co do potworów. Nie widział nigdy żadnego, nie umiał go sobie nawet wyobrazić. No, i nie były teraz aż tak ważne, jak koń. Jednym susem znalazł się na dole, teraz mogąc dokładnie przyjrzeć się kopytom. Nie ruszał ich, tkwiły mocno na ziemi. - Mam je podnieść?
Rzucił w stronę siostry. Nie, aby się bał, po prostu nie warto było tracić siły i energię, jeśli jej nie zależało aż tak na dowiedzeniu się czy konie mają poduszki, czy nie!
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nawet nos miały niecodzienny. Dziurki były tak rozstawione, że w zasadzie ciężko było jednoznacznie określić, czy to jeden nos czy dwa, ale... pojedyncze? No, dziwna sprawa ogólnie! Z oczami sprawa się miała podobnie. Jak one widziały? Niemożliwe, że widziany obraz się łączył, musiały widzieć dwa oddzielne! Szkoda, że nie mogli z nimi porozmawiać i poznać szczegółów dotyczących codziennego funkcjonowania koni... Z tego wszystkiego o mały włos Nurt pominęła odpowiedź Kamienia. Oraz jego reakcję, której przegapić zdecydowanie nie należało!
Brat bowiem zeskoczył z pseudo-gałęzi, na której siedzieli, i znalazł się jeszcze bliżej zwierzęcia. A ona myślała, że i tak ryzykownie mocno się zbliżali!
- O rany, czekaj! - miauknęła za nim i podniosła się z siadu, by balansując na balustradzie mieć baczenie na rudego. - Nie podnoś, no co ty, wkurzy się! I cię kopnie! Widziałeś ty ten wielki łeb??? Nie chcesz wiedzieć, jakie ma zęby!
Niewielki (w porównaniu) Kamień, tym bardziej w swoim ostatnio nienajlepszym stanie, wyglądał krucho przy potędze kopytnego i kotka wolałaby widzieć go z powrotem przy swoim boku, a nie na kocięcy krok od nogi konia. Bo czy to wiadomo, co takiemu strzeli do głowy? Jednocześnie straszliwie kusiło ją zeskoczyć i przekonać się na własne oczy, jak to jest z tymi opuszkami i teraz wierciła się w miejscu, popatrując w dół z mieszaniną niepewności i podekscytowania.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
- To co? - uniósł brew do góry. No... poboli go i minie. Jedynie co, szkoda by było marnować czas na szukanie ziół, ale co za problem ewentualnie przechodzić z paroma rankami czy siniakami aż wrócą do obozu? Nic by mu nie było. Byle głupie skaleczenia nie były niczym dla takiej osobowości jak Kamień. - Nie bój się, przecież to ja jestem na dole, nie ty. Chyba nie jest aż tak głupi, żeby gryźć byle co mu podejdzie pod paszczę!
A jeśli jest, współczuć bestii. Kiedyś zeżre coś, co ją zatruje i co wtedy? - To sprawdzać? - powtórzył luźno, dźwigając kąciki ust ku górze. On się nie bał. Nie miał przecież czego.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
- Jak to to co??? Czym ja ciebie tutaj opatrzę niby, sianem?! O ile będzie jeszcze co opatrywać! - rzuciła wzburzona.
Gorsze od ewentualnego grzebania przy końskich kopytach było podejście Kamienia. Wyglądał, jakby w ogóle nie brał pod uwagę, że koń może się zdenerwować i przystąpić do ataku! A Nurt nie znała możliwości zwierzęcia, nie ufała, że brat będzie szybszy i uda mu się uniknąć ciosu. Zdecydowanie wolałaby się sama narażać, niż pchać jego w niebezpieczeństwo. To było niemoralne! Widziała, jak byle jaszczury potraktowały Żubrzą Gwiazdę. Z jakimi obrażeniami wrócił z polowania Słony Wiatr. To jasne, że narażanie się na starcie z gigantem nie mogło być rozsądne; nawet ona to wiedziała!
- Wracaj, nie ma potrzeby niczego sprawdzać - zapewniła po chwili, i aby odwrócić uwagę od wyzwania, któremu ryży mógł się nie oprzeć (zrozumiałaby to aż zbyt dobrze), dodała, wskazując głową za siebie: - Hej, w sumie całkiem tu miło i przytulnie... Myślisz że możemy odpocząć przed dalszą drogą?
No chyba, że on nie zamierzał odpoczywać wcale. Jednak szczerze powiedziawszy, oczy Nurtowej Łapy ciążyły coraz bardziej. Ładnie tu pachniało, wydawało się bezpiecznie (o ile nie pchało się do koni!!)... Emocje dnia dzisiejszego zaczynały opadać i zmęczenie stawało się dotkliwsze. Nie takie nie do zwalczenia, ale kto wie kiedy nadarzy się kolejna taka okazja? Gotowe legowiska mieli praktycznie pod nosem!
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
- Pozbierasz mnie i będę cały - wzruszył barkami. Owszem, jego podejście było... no, tragiczne. Kamień nie myślał trzeźwo. Widząc siebie jako niezniszczalną, nader silną postać w tym świecie, stanowił zagrożenie dla siebie i innych. I sam o tym nie wiedział, bo skąd miał? Nikt mu nie wmówi, że jest inaczej. Jeśliby ktoś spróbował, zostałby nazwany głupcem. - Pshh...
Pokręcił oczami, gdy ta jednak się rozmyśliła z oglądania kopyt konia. Żeby ona tchórzyła? Przecież nawet nie było jej tam na dole! Nic by się jej nie stało, a on by zdobył co najwięcej siniaka i tyle! Głupota, tak się nakręcać na coś a później rozmyślać. Niechaj jednak będzie, łaskawie wrócił na wyższy punkt, patrząc teraz tylko na konia, zupełnie jak poprzednio. Czego by się w nim bać?
A później otworzył szerzej oczy. O czym ona bredziła? Chciała tu zostać? Tutaj? Rozumiał, że podobały się jej konie, ale...? Żeby aż tak? Maszerowali przecież nie aż tak długo, aby już odpoczywać. Ile to przeszli? Dwie długości od obozu do Gromowej granicy? Przecież to praktycznie nic! - Jesteśmy moment od Klanu. Chcesz odpocząć czy po prostu pobyć przy nich? - nie oceniałby jej w żaden sposób, a był po prostu... ciekawy, co mu powie. Jeśli chciałaby po prostu móc studiować konie, machnąłby na to łapą. On szukałby czegoś do zjedzenia czy innych kotów, co by to mogły mu powiedzieć więcej o tym miejscu. A jeśli serio chciała spać... po prostu by zapolował i przy niej czuwał. Nic więcej.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Doceniała wiarę Kamienia w jej umiejętności, aczkolwiek sama nie była nastawiona równie pozytywnie. Co innego w obozowym zaciszu, gdzie miała cały składzik ziół pod łapą, w dodatku mogła liczyć na pomoc doświadczonej medyczki i Powojnikowego Pędu, a co innego w zupełnie obcym miejscu, bez żadnego wsparcia! Niby wiedziała, gdzie powinna szukać niezbędnych do opatrywania ran i stłuczeń medykamentów, ale czy rzeczywiście chciała ryzykować krzywdę brata dla głupich końskich opuszek? Na pewno nie! Musiałaby go zostawić samego i modlić się do Gwiezdnych, że prócz wiedzy, będzie miała też szczęście i znajdzie zielska. I pajęczynę, o którą niby nietrudno, a jak przychodzi co do czego, to jest problem, Truskawkowy Gąszcz mówiła! O nie, nie ma głupich. Z ulgą powitała Kamienia z powrotem na wyżynach. Pacnęła go ogonem w bok.
- Nie możemy ryzykować, że będziemy musieli wracać, nim zaczniemy naprawdę szukać! - oznajmiła stanowczo, patrząc mu w oczy. Ale nie wytrzymała długo, zaraz znów gapiła się na konia, niewzruszonego ich gadaniną. Może obawiała się na wyrost? Jak na takie duże zwierzę, zachowywał się dość flegmatycznie. I majestatycznie. Trochę jakby był ponad ich wszystkich i nie przejmował się sprawami malutkich stworzeń. Byli dla niego takimi... myszami!
Zjeżyła się subtelnie. W jej uszach uwaga brata brzmiała jak zarzut o bycie słabeuszem i Nurt prędko pożałowała swojej propozycji. Jak on to robił, że nie był zmęczony ani trochę? Może tak go te samotne wycieczki zahartowały! Ale w takim razie ona też powinna być niewzruszona jak skała, a nie czuć się tak, jakby pierwszy raz tak daleko zaszła. No, mimo że to była prawda.
- Nie wyspałam się przed wyjściem - miauknęła defensywnie i z zażenowaniem przeciągnęła językiem po klatce piersiowej, by uniknąć kontaktu wzrokowego. - Ale to nic takiego, nieważne, tak tylko spytałam, bo nie wiem, jak to będzie spać na Osiedlu! Możemy iść dalej. Tylko przejdźmy się jeszcze i zobaczmy resztę koni, one są różne!
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Nurt miała paskudnie dużo szczęścia, nie dzieląc się na głos wyższością konia ponad nich. Kamień nie zrobiłby wiele, ale na pewno by powiedział jej co myśli o tym... i na pewno nie było to ni trochę pochlebne! Konia miał za tak mało znaczącego, nieważnego jak wszystko wokół siebie. Stąd się go nie bał, stąd był gotów wskoczyć mu pod kopyta i ewentualnie nawet z nim walczyć. Bo przecież dla niego takie zwierzę było absolutnie niczym. Wyrośniętą mrówką, której żywot był mierniejszy od usychającego liścia. - Strasznie - skomentował krótko. Na osiedlu byli obcy, będzie hałas, gangi, ludzie, samochody i śmietniki. Każdy zakamarek był dla nich absolutnie groźny i nie powinni tam opuszczać gardy ni na moment. Oblizał pysk. - Możemy tu zostać. Jedna noc nie zmieni wiele.
Rzucił jej krótkie spojrzenie. Co na to?
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Łypnęła na niego niepewna, czy powiedział to w formie żartu, czy śmiertelnie poważnie. Głos miał poważny, już wcześniej nie lekceważył gangów, ale... Uderzał ją ten dziwny dysonans - do konia podchodził z przerażającą wręcz lekkością, a osiedlowe życie uważał za coś, na co powinni uważać...? To jak bardzo źle tam naprawdę było, według niego? Nie chciała zgadywać. Wolała nie dopytywać. Niedługo przekona się osobiście, co nie?
- No to... zostańmy. Nie na długo! - zdecydowała powoli, bez większego przekonania przez sceptycyzm, jakim wykazał się Kamień jeszcze moment wcześniej. Nie zamierzała się upierać, skoro jednak dawał jej wybór... I mogła poprzebywać wśród koników nieco dłużej... Lista kuszących powodów jedynie się wydłużała! No i nie oszukujmy się, zmęczenie owszem, odczuwała, ale prócz tego ciekawiła ją stajnia. Rozumiała, że to legowisko kopytnych i tak dalej, ale jak one niby stąd wychodziły? Przecież nie siedziały w miejscu cały czas? Jakieś polowania, patrole? Czy coś? Nie wyglądało na to, by były w stanie wyskoczyć przez te szpary, ale kto wie? - Trochę się prześpimy, zjemy i będziemy gotowi na Osiedle! Czujesz te myszy??? Chyba jest tu ich z tysiąc, nawet na stosie tak intensywnie nie pachnie! Aż ślinka cieknie! ...I potem od razu idziemy dalej, bez przystanków.
Tego ostatniego nie mogła obiecać. Co mogła obiecać, to że postara się nie dać odwrócić swojej uwagi kolejnymi ciekawymi rzeczami. Siedlisko Koni odhaczyli, chyba w drodze na Osiedle żadne cuda ich nie czekały?
Wyciągnęła szyję i wibrysy w stronę konia, który bacznie jej się przyglądał. Albo nie? Naprawdę ciężko ocenić po tych ślepiach! Ponownie mu się przyjrzała (dopiero teraz zauważyła, że miał takie śmieszne, dłuższe włoski przy oczach!!), rozejrzała się wokół i zeskoczyła, by zacząć rozglądać się za dogodnym miejscem do spania.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Co do tysiąca myszy - wątpił. Nie myślał, że może być ich gdziekolwiek aż tak wiele. Niemniej, faktycznie, słyszał i czuł że piszczków jest tu więcej, niż w lesie. Odetchnął cicho, uśmiechnął się delikatnie. Jego wzrok wędrował za siostrą, która już poszła czegoś szukać. On, w tym czasie, siedział i myślał jak zawsze. Dopiero po chwili weszła w niego odrobina życia. - Pójdę zapolować. Umówmy się, że spotkamy się w tej jaskini - bo nie wiedział jak inaczej stajnię nazwać. - Jeśli spotkasz kogoś... nie mów mu jak masz naprawdę na imię ani skąd jesteś. Traktuj każdego raczej z ostrożnością i dystansem, bo nigdy nie wiadomo na kogo trafimy. Im mniej ktoś o nas wie, tym trudniej będzie mu nas później znaleźć.
Choć szansa na spotkanie gangusa tutaj była niemal zerowa, Kamień już popadał w skrajność. W tym wypadku chyba jednak była słuszna i zrozumiała, po co im kłopoty? Obecnie mieli wystarczająco dużo na głowie, aby dokładać sobie problemy. Po tym zeskoczył w dół, posłał jej ostatnie spojrzenie i poszedł w swoją stronę. Później tu wrócą, pogadają, odpoczną... I pójdą dalej.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Odwróciła się do niego i odsłoniła ząbki w uśmiechu. A teraz to się przejmował!
- Aha. No przecież nie jestem głupia! - zapewniła go z machnięciem ogona. - Nic mi nie będzie. Ale nie włócz się nie wiadomo ile, bo będzie mi głupio, że tylko ja odpoczywam.
I to była prawda. Poza tym nie miała w sobie przekonania, że Kamień będzie rozsądny i nie będzie testować limitów swojego ciała. Że niby tamte popękane poduszki to wina pogody? Ta, jasne, już ona wiedziała swoje.
I jeśli jej nie zatrzymał, poszła zająć się dalszym eksplorowaniem stajni. Oczywiście głównym celem było znalezienie im ciepłego kącika, w którym będą mogli zjeść upolowane przez kocura myszy i się zdrzemnąć, ale do tego należało najpierw się upewnić, że jest bezpiecznie, co nie? Zajrzeć do pozostałych koni, bo może nie każdy był taki... zablokowany w swoim legowisku. I w ogóle. Może od nadmiaru nowych zapachów nie wyczuli obecności nieznajomego kota, tak też mogło być!
Inna rzecz, że całkiem spora część jej myśli wędrowała już w stronę zwinięcia się w kłębek, zakrycia nosa ogonem i udaniu się w sen...
Trujący Liść jest kocurem o iście szczurzej urodzie. Długie i szerokie u nasady uszy, długi ogon, a także klinowaty, wręcz iście orientalny pysk to zaledwie część tego, czym wojownik może się pochwalić. Oczy kocura są intensywnie bursztynowe. Nie należy do najbardziej umięśnionych kotów, jest dość szczupły, zdawać by się mogło, że wręcz wychudzony. Mogłoby się zdawać, że natura go pokarała, ale nie, jego braki w tężyźnie fizycznej wynagrodziła w postaci nieprzeciętnego wzrostu. Czekoladowe futro kocura jest gładkie, jedynie na końcówce ogona dopatrzyć się można paru wystających kosmyków. Posiada blizny na szyi zdobyte w starciu z borsukiem.
Charakter kocura jest twardym orzechem do zgryzienia. Czasem wydaje się impulsywny i pochmurny, jakby w poduszeczkę łapy wbił mu się jakiś ostry cierń. Czasem jest jednak wręcz przeciwnie i wojownik zachowuje się uprzejmie, potrafi nawet rzucić jakimś żartem. Przeważnie jednak woli przebywać w samotności, choć nie oznacza to, że stroni od towarzystwa na wszelkie możliwe sposoby. Na pierwszy rzut oka może wydawać się marudny i leniwy, ale jak się go bliżej pozna, to jak to ktoś zauważył to potrafi być miękki niczym zwilżony meszek. Bardzo lubi droczyć się ze swoją siostrą Fiołek. Do kotów starszych i wyższych od niego rangą stara się zwracać z szacunkiem.
Przeciągał się właśnie na prowizorycznym posłaniu z siana, po czym przeszedł do pielęgnacji swoich łap. Rozstawił palce i rytmicznie przejeżdżał po nich językiem, z dokładnością pozbywając się pozostałości słomy spomiędzy nich. Zazwyczaj starał się unikać dwunożnych i wszystkiego co było z nimi związane, jednak tym razem wszystko potoczyło się z goła inaczej. W lesie dalej panował okropny skwar, a zadaszona stajnia wydawała się dobrym miejscem na spędzenie nocy. Wadą był jedynie smród końskich odchodów i samo ich rżenie. Nie było to jednak coś, czego kocur nie mógł przeboleć. Tym bardziej, że dwunodzy, którzy tutaj przychodzili zupełnie się nim nie przejmowali. A ten właściwie dobrze wiedział dlaczego. Powodem były myszy, które bez żadnych oporów buszowały w ziarnie. Wiedział że dwunodzy ich nie znoszą, więc podejrzewał, że łyse stworzenia przyjęły jego wizytę z radością wręcz. To nie tak, że chciał tu spędzić resztę życia. Nie, wręcz przeciwnie. On po prostu korzysta z tego, co dała mu ta stodoła. Wyniesie się stąd za dzień, lub dwa. Kiedy ten smród doszczętnie mu zbrzydnie.
Zeskoczył z siana, żeby załapać się na małe śniadanko. Miał szczęście, że tutejsze gryzonie były na tyle głupie, że niemal same wpadały w łapy. Przeszukiwał właśnie jeden z worów z ziarnem w poszukiwaniu pisczków.
//Żar!
WHENyouthinkthatitcannotb e w o r s eanymore,startb a n g i n gTHE boardwithy o u rLEGYouwillsee H O Wrelievedyouf e e lwhenyou S T O P
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Księżyce: 151 Mistrz: Mknąca Zawierucha Płeć: kocur Matka: Kruchy Listek Ojciec: Sucha Kora Trwałe urazy: trzy podłużne blizny od lisich szponów na prawym barku, naderwane lewe ucho i cztery długie, rozciągające się od lewego ucha do prawej żuchwy blizny po kocich pazurach na pysku
Wojownik jest chudej, drobnej postury, trochę mniejszej niż u przeciętnego kota. Futerko ma krótkie o niebieskiej barwie, a około połowy jego powierzchni zajmują białe znaczenia. Charakterystyczną cechą kocura jest to, że owe znaczenia omijają miejsce nad nosem i pod bródką. Uszy są trochę spore a nosek wręcz przeciwnie - mały i różowy z szarą plamką u góry. Oczy o nienasyconym, zielonym kolorze.
Cichy. Tym jednym słowem można opisać większość jego charakteru. Nie wyróżnia się w tłumie, zawsze siedzi gdzieś tam na uboczu niezauważony. Nie jest najlepszym rozmówcą, jednak jest za to dobrym słuchaczem. Uwielbia zdobywać różnego rodzaju informacje, czy to te bardziej przydatne, czy też po prostu... pierdoły. Zniechęcić może jego wiecznie obojętny pyszczek i znudzone oczy. Rzadkością jest w nich zobaczyć jakieś wyraźne emocje, przez co trudno zgadnąć co mu siedzi w głowie.
Mmm niebieski też nie przepadał za upałem, który teraz szalał na zewnątrz. Za mrozem w sumie też nie, ale na osty i ciernie, mieli przecież późną porę zielonych liści. Miał nadzieje, że ci, co odpowiadają za pogodę nie zapomnieli o jej zmienianiu, bo ta ilość dni bez deszczu przestawała być śmieszna. Dlatego też, gdy tylko mógł zatrzymywał się na dłużej w znanych mu chłodnych miejscówkach i stajnia właśnie była jednym z nich. Tylko no trzeba było zdzierżyć ten smród i wieczny hałas, ale wciąż było to lepsze niż ten nieznośny skwar.
Kocur właśnie spacerował sobie w poszukiwaniu jakiegoś legowiska do odpoczynku. Polowania tutaj były rzeczywiście bardzo owocne, może nawet zbyt owocne? Niebieski niepotrzebnie złapał aż trzy zwierzyny. Jedna pewnie by mu starczyła, może dwie, gdyby się postarał, ale trzy to za dużo. Owszem, mógłby zostawić ją sobie na śniadanie czy coś, ale nie. Wolał se zdobyć coś świeżego, jeszcze ciepłego niż jeść resztki ze wczoraj, szczególnie gdy zostawał w tak obfitym o zwierzynę miejscu. Jednak jego rozmyślenia musiały poczekać, bo kątem oka dostrzegł ruch w jednym z worków, a ze środka wystający… ogon. O! I w ten oto sposób jego problemy zostały rozwiązane… oby - Hej ty, szukasz zwierzyny? Złapałem trochę za dużo i nie mam co z tym zrobić... Chcesz? - ledwo wyrzucił z pełnym pyskiem.
⋆ ✦ ☁ ✦ ⋆ the citysleepsxxxx xxxxxxxwithautumleaves on thesidestreets,uninvitingnever g onna givei spendmy daysin asummerhaze xxxby the pine trees