Logo Artemidy
Góra Wysuszonych Roślin
#1
Na zewnątrz, niedaleko schronienia koni oraz ich pastwiska, znajduje się ogromna góra stworzona z położonych na sobie bel słomy, którą wyścielane są legowiska wielkich zwierząt. Struktura od góry pokryta jest nieprzyjemnie szeleszczącym na wietrze materiałem, ale uniemożliwia deszczowi oraz wiatrowi dostęp do wysuszonych roślin. Jest to znakomita kryjówka dla kotów, gdyż przez szpary stworzone przez bele z łatwością można się przecisnąć. Czasami mogą grasować tu myszy czy inne mniejsze gryzonie w poszukiwaniu jedzenia, szczególnie w chłodnych porach obiegu pór roku.
im ciemniejsza noc, tym jaśniejszy dzień
światło ma moc i nie zgasi go cień
światło ma moc, ciemność jej nie ogarnia
choć cienie są zawsze po drugiej stronie światła
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#2
...Buk! Jej syn, widziała go przed sobą, kilka metrów przed nią, patrzył na nią, wyglądając dokładnie tak jak w dniu, w którym się rozstali. Był piękny, był jednym z dwóch najlepszych kotów, które istniały na świecie, owoców jej i jej ukochanego partnera, och, był piękny, był cudowny, był jej synem... zawołała go, cicho, bo głos uwiązł jej w gardle, jednakże chwilę potem, kiedy czołgając się opuściła kojec... zaczął uciekać. Oczy rozszerzyły się jej szeroko, ale on... biegł. Biegł dalej, a kiedy odkrył, że nie jest w stanie iść, że tylko czołga się po lekko przypruszonej śniegiem ziemi jak niegdyś jej bratanica, Pchełka... zaczął iść, zatrzymując się co jakiś czas i zawsze zachowując dystans kilku lisich długości od niej.
...Buk!
Parła przed siebie, nie wiedząc nawet, dokąd zmierza, prosto za Bukiem, Bukiem, którego obraz rozmywał się nieco na krawędziach sylwetki, zupełnie, jakby widziała go w snach. Nawet, jeśli to był tylko sen... musiała dotrzeć do własnego syna. Musiała. Nie wiedziała, ile to trwało, jednakże w końcu, nadal płacząc, znalazła się w pobliżu żółtych, rozmazanych krztałtów. Nie widziała wyraźnie - łzy przysłaniały wszystko, jednakże...
Buk!
Zniknął. Zniknął gdzieś pomiędzy tymi żółtymi kształtami, ale przecież tam był, był tam, był tam, był...!
Cichy pisk.
Zaczęła drzeć pazurami słomę znajdująca się najblizej. Buk! Buk! On gdzies tam był, słyszała wyraźnie jego piski, jej maleńki syn... był tam, byl! I piszczał cicho, domagając się mleka. Z płaczem próbowała go odszukać, pokrywając się kurzem i pojedynczymi źdźbłami słomy.
- Buk... Buk, synu, syneczku, Buczek... Gdzie jesteś, Buczek...? - głos zapłakanej kotki niósł się cicho powietrzem chłodnego poranka, ale piski zdawały się być bliskie, coraz bliższe... do momentu, w którym że stosu zamiast jej ukochanego syna wydostała się... mysz. Mysz, która w wielkim pędzie pognała, uciekając jak najdalej od białej kotki...
A Buka nie było. Tylko cisza, chłód i zimne promienie słońca chłodnego poranka Pory Nagich Drzew.

/ Iskierek
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#3
Wymknąłem się z obozu wraz z rozpoczęciem nocy, dołączając się na odczepkę do patrolu złożonego z Lodowej Skóry, który po moim dzieciństwie miał mnie serdecznie dosyć oraz z innych, mniej ważnych członków klanu. Odłączyłem się od nich będąc na styku granic terenów wolnych oraz Klanu Cienia, przekraczając rzekę w dogodnym miejscu, aby nie zmoczyć swojej długiej sierści. Wyruszyłem ponownie na zwiedzania terenów, tym razem chcąc dojść dalej niż Pierzasty Lat. I tak oto lekko po poranku dotarłem do Siedliska Koni, robiąc sobie przerwę w gęstym zagajniku na posiłek. Polowanie dla siebie ma takie plusy, że możesz upolować tylko jedną zwierzynę i się nią na kawałek czasu najeść. Rozejrzałem się dookoła, jednak żadnych dużych zwierząt nie było. Być może dlatego, że panował lekki przymrozek i dwunogi zdecydowały się dzisiaj nie wypuszczać swoich dużych podopiecznych, głównie z powodu braku stabilności podłoża. Ciekawiło mnie to, co by się stało, gdyby takie wielkie stworzenie padło na ziemię. Jak wstałoby? Czy zostawiłby po sobie jakiś ślad? Czy coś by mu się poważniejszego stało? Moje rozmyślania przerwał rozpaczliwy głos wołający o Buku. O kochanym syneczku. Poczułem zaciekawienie sytuacją, w której znalazł się ten koty, dlatego otworzyłem szerzej oczy, przybierając na pysk zaniepokojony wyraz, po czym ruszyłem w stronę źródła i ujrzałem naprawdę niską, białą... Chyba białą kotkę, płaczącą przy dziwnych stosach. Pomimo, że one też mnie zaciekawiły, zdecydowałem się podejść bliżej nieznajomej, starając się aby mój wyraz pyska był ciepły, ale jednocześnie zmartwiony i zaniepokojony.
- Hej... Wszystko w porządku? - zapytałem cichym, ciepłym głosem, przekrzywiając głowę w bok. Wyglądała na... Okropnie zaniedbaną. Futro miała posklejane błotem i Gwiezdny Klan raczy wiedzieć, czym jeszcze, oczy były lekko zaropiałe i bardzo spuchnięte. Sam nie bardzo wiedziałem, jakiej jest barwy, bo równie dobrze mogła być jasnoszara lub biała. Albo i jasnobrązowa.
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#4
Nie było go. Nigdzie go nie było, zniknął, zniknął, zupełnie, jakby rozpłynął się w porannej mgle. Z frustracją przerzucała kolejne fragmenty strerty, nawet, jeśli wiedziała, że jej syna już tu nie było. Nie było go, nie było, nie było!
-... Buczek! - krzyknęła przyłamanym od długiego płaczu głosem, dalej szukając. Syneczku... gdzie jesteś, synu! Dlaczego z tobą nie ma Buka, do robisz tak daleko od Potworów i dlaczego... dlaczego zniknąłeś?
Z przerażeniem zorientowała się, że takie małe kocie nie dałoby rady tu dotrzeć, że... że to nie jest możliwe. Więc... czy to był sen? Czy to był sen od... od Gwiezdnego Klanu? Czy jej syn, jej ukochany syn... nie żył? Nie żył i przyszedł do niej we śnie, żeby przyprowadzić ją... tu?
Tylko że... po co? Dlaczego?
Buczek?
Rozejrzała się wokół siebie, szukając p o w o d u. Dlaczego jej syn przyprowadził ją akurat tutaj? Błękitne oczy rozwarły się na widok stojącego obok kocura. Nie dosłyszała jego słów, ich znaczenie rozmyło się w chłodnym powietrzu, ale... wszędzie rozpoznałaby ten uśmiech, te ciepłe, pełne miłości oczy i te piękne, czarne pręgi na brązowym futrze.
- C... Cicha Łapa? - spytała się cichutko. Był tu, odnalazł ją, przyszedł... przyszedł do niej. - S... Stało się c-coś strasznego... - powiedziała cicho, jąkając się, podczas, gdy z jej oczu zaczęło cieknąć jeszcze więcej łez.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#5
Oczekiwałem cierpliwie na odpowiedź, utrzymując na pysku zaniepokojony wyraz i czekałem na odpowiedź, gdy w końcu kocica zdecydowała się na mnie spojrzeć i jej oczy niemal rozbłysły ogromem gwiazd gdy mnie zobaczyła. Stłumiłem lekkie zdziwienie reakcją prawdopodobnie jakiejś pieszczoszki, nie wypadając z odgrywanej przez siebie postaci.
- Co takiego? - zamruczałem, starając się brzmieć ciepło, ale również dodałem do swojego głosu nutkę zatroskania. Zmierzyłem starszego kota dyskretnym wzrokiem, a gdy uznałem, że prawdopodobnie nie będzie mieć nawet siły, by łapę na mnie unieść w razie czego zdecydowałem się podejść o krok bliżej, próbując złapać z szaro-biało-brązową kontakt wzrokowy. Nie przeszkadzało mi, że prawdopodobnie pomyliła mnie z kimś, kto nazywa się Cicha Łapa... Może to i lepiej dla mnie? Większość roboty przy rozwijaniu relacji zrobił za mnie nieznajomy, do którego byłem na tyle podobny, że kocica mnie z nim pomyliła... Ewentualnie to mógłby być kolejny wytwór jej wyobraźni. Po scenie, gdzie szukała swojego syna, a mój wzrok ani węch nie natknął się na żadnego innego kota wszystko było możliwe.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#6
Musiała... musiala mu powiedzieć. W końcu to były też jego kocięta, jego kochane, cudowne kocięta, które miał kiedyś poznać a z których jedno, Buk, jej ukochany Buczek... już nie żyło. Tak bardzo bała się to mu powiedzieć, tak bardzo się bała, co powie, ale... ale musiał wiedzieć, musiał pomóc je jej odnaleźć, naprawdę musiał to zrobić, w końcu tak bardzo chciał je odwiedzić, tak bardzo chciał je poznać, kiedy tylko podrosną wystarczająco, żeby mógł to zrobić w ukryciu, tak bardzo, bardzo chciał... Była mu to winna, naprawdę była. I naprawdę... naprawdę musiała.
- Po-orwali... Chmielograb... o-oni... oni ich p-porwali - powiedziała, drżąc cała i patrząc na niego z przerażeniem. Cicha Łapa... Czy to był już sen, czy nadal nim nie był? Nie była w stanie tego określić, ale był tu, znalazł ją, przyszedł, przyszedł do niej... i miała nadzieję, że to nie sen, że jej sen nie trwa już dalej, bo to by znaczyło, że i jej syn, i jej partner, jej ukochany partner również umarł. A to przecież nie było możliwe. Odrzucony przez wszystkich na podstawie jakichś pogłosek, niekochany przez świat, przez wszystkich, oprócz niej, niezrozumiany, obwiniany przez każdego napotkanego kota, który znał jego imię... Łzy ponownie poleciały większym strumieniem, a ona sama... chyba już nie mogła się opanować.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#7
Moje wewnętrzne zdziwienie narosło jeszcze bardziej, gdy usłyszałem imię mego ojca. A więc to Chmielograb był ojcem kociąt nieznajomej, tak? Czyli miałem przyrodnie rodzeństwo, żyjące sobie gdzieś... No właśnie, gdzie? Nie będę przecież chodził po ogromie terenów, jakie zamieszkiwały cztery klany i ziem poza nimi by znaleźć tych, z którymi dzielił ojca. Aż tak ciekawy swojej rodziny nie byłem.
- Dzieci, które urodziłaś, tak? Buka? Gdzie on teraz jest? - zadawałem rozgorączkowane pytania, podchodząc z jakby przestraszonym pyskiem oraz nerwowym krokiem bliżej, jednak nie zdecydowałem się na żadne złapanie brudnej kocicy w swoje objęcia. Nie chciałem, żeby zbyt szybko wyczuła, że coś jest nie tak. Dopóki mogę wyciągnąć interesujące mnie informacje nie chciałem zdradzać, kim naprawdę jestem. Ponad to, jak zareagowałaby, gdyby się dowiedziała, że jestem synem prawdopodobnie jej partnera? Czy popadłaby w jeszcze większy obłęd czy może próbowałaby się na mnie rzucić w przypływie gniewu i agresji, chociaż wyglądała bardziej na taką, co położyłaby się i zaczęła rozpaczać. Nigdy jeszcze nie poznałem osoby, która była tak blisko postradania zmysłów, ciekawiły mnie bardzo jej reakcję i świetnie się bawiłem, gdy udawałem swojego ojca.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#8
Nie podszedł do niej, nie przytulił jej, zachowywał się inaczej, zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy go poznała, ale... ale chyba nie był na nią zły. I... i musiał jej pomóc, nie mówiąc już o tym, że... że chciał to zrobić, jej ukochany, cudowny Chmielograb, jej Cicha Łapa, jej... jej życie i śmierć, jej wszystko, ale to nie miało znaczenia, nie, dopóki nie było przy nich Dęba i Buka, a Buk przecież... Buk przecież nie żył.
- Z-zostali z n... z nimi - powiedziała, dygocąc na chłodzie roztaczające go się wokół nich poranka. Porwali ich. Porwali jej syna, porwali Buczka i Dęba... Dęba też porwali. I nawet nie mogła nic zrobić. Nic! Ale... ale Chmielograb, jej ukochany Chmielograb był z nią i obiecał, że jej pomoże, martwił się, widziała to na jego buro-białym pysku, widziała... widziała wyraz, którego nie dostrzegła na jego pysku od prawie całego obiegu pór. On się zmieniał, naprawdę się zmieniał, ojcostwo go zmieniało... zmieniało go na lepsze. - A B... Buk... - urwała, nie mogąc powiedzieć ani słowa więcej, bo "umarł" nie przechodziło jej przez gardło, nie, nie, nie, przecież to nie mogło tak być, to nie mogło tak się skończyć. - On... on p-przyszedł d-do mnie, p-przyszedł d-do mnie we... we śnie...
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#9
- Oh... - mruknalem jakby rozczarowany słysząc, że tajemniczy Buk prawdopodobnie nie żyje. Nie bardzo mnie to obchodziło, w końcu nawet kociaka nieznajomej nie znałem, tak samo jak jej. Uśmiech zszedł mi z pyska, a zastąpił je najpierw wyraz bardzo chwilowego smutki, by potem zmienić się na zmarszczony w złości wyraz. Zacisnąłem zęby, biorąc cięższy oddech przez nos zanim rozluźniłem szczękę i zdołałem wydać z siebie jakikolwiek głos.
- I pozwoliłaś im je sobie odebrać? - zadałem pytanie smutnym tonem, a kiedy ponownie podniosłem wzrok złotych ślepi na brudną pieszczoszkę, widać w nich było połyskujący smutek. Po chwili odwróciłem wzrok kierując go gdzieś na horyzont, przy okazji sprawdzając porę dnia i to, ile pozostało mi jeszcze czasu na tę eskapadę, chociaż pysk tkwił w kamiennym wyrazie.
- Jestem... Jestem bardzo rozczarowany. Powierzyłem ci swoje dzieci, krew z mojej oraz twojej krwi, myślałem że będą z tobą bezpieczne... - zacząłem mówić grobowym głosem, urywając w połowie zdania, by zacisnąć szczęki i jakby chcąc zapanować nad wkradającym się na mój pysk wyrazie bezsilnej złości. Ciekaw byłem, jak teraz kocica zareaguje. Czy mnie przeprosi? A może będzie błagać przytulona do ziemi, żebym nie był na nią zły, oferując mi w zamian co tylko zechce? A może kompletnie zostanie dobita, przez co dalszą rozmowa z nią będzie bezcelowa...? Tyle istniało ciekawych wersji wydarzeń jak się rozmawia z osobą niezbyt zdrowa psychicznie, a dodatkowo szansa na wystąpienie poszczególnych z nich jest identyczna. No i jeszcze przecież jej umysł krył wiele niespodzianek przede mną, a ja chciałem go poznać. Im bardziej sie w niego zagłębiam, tym więcej wiem o postępowaniu z takimi kotami.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#10
I pozwoliłaś je sobie odebrać?
Był taki... smutny. Smutniejszy niż nawet wtedy, kiedy opowiadał mi o tym, jak został potraktowany przez swój klan, wtedy, gdy twierdził, że jest niewarty tego, by urodziła jego kocięta. Ale teraz... teraz zachowywał się zupełnie inaczej, zupełnie, jakby twierdził, że to JEJ wina!!! Jej, JEJ, w momencie, w którym broniła je własnym ciałem, w którym kawał jej sierści i skóry został wyrwany, po czym chyba nadal nosiła blizny, ale nie, oczywiście, to była JEJ wina, że odebrano jej kocięta!
- Niepozwoliłam! - aż podskoczyła, odwracając się w jego stronę i lądując na wszystkich czterech łapach. Że co, że niby to JEJ wina? Że to ONA porwała własne kocięta? - Myśliszżechciałam, żeby zostały porwane, myślisz, że nie próbowałam walczyć, że niechciałamich OCHRONIĆ, naprawdę sądzisz, że bym tak zrobiła, że skazałabym ich na ten los, gdybym mogła, tak właśnie myślisz, co (?), podczas, gdy ja musiałam wyrywać je ze szponów samego Wężowej Gwiazdy i jego pomocników, co, wydaje ci się, że tak łatwo pokonać trzy koty, z których jeden ma dziewięć żyć, Naczelny Potwór, na czele innych potworów, myślisz, że łatwo było mi walczyć o nie SAMOTNIE, podczas, gdy ta zdradziecka żmija jedynie patrzyła, jak zabierają najlepsze, tak, n a j l e p s z e kocięta w klanie i dają je jej, jak się cieszyła, myślisz, że przyjemnie było mi patrzeć na to, jak moja matka, moja ciotka, jak wszyscy jedynie patrzyli, patrzeć, jak moją siostrzenicę rozrywają na strzępy, a mojej całej rodziny pozbywają się po cichu, naprawdę tak myślisz? - patrzyła na niego, oddychając ciężko. Nie, nie... to nie jest jej Chmielograb. To nie jest jej Cicha Łapa bo on... on by się tak przecież nie zachował, a to nadal jest sen, to sen, to wszystko to tylko sen, sen, sen...
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#11
Kiedy obserwowałem kocice, która nagle podskoczyła i zaczęła wypluwać z siebie słowa z niewiarygodną prędkością, przypominala mi psa dwunogow uwięzionego w legowisku swojego właściciela, który wściekłe ujadał na grupę kotów obok niego przechodząca, a jednocześnie śmiesznie podskakiwał w rytm swojego głosu. Próbowałem wydostać coś z jej słowotoku, jednak zrezygnowałem już gdzieś w środku wypowiedzi pieszczoszki, mrużąc przy tym slepia błyszczące jakby uczuciem, a następnie skierowałem parę kroków w jej stronę z poważną, kamienna miną.
- Wiem jak to jest, gdy przeciwko tobie jest cały klan, a ty jesteś sam jeden. Wiem, jak to jest, gdy rodzina się od ciebie odwróci. I dlatego chciałem stworzyć taką z tobą, w nadziei że kiedyś zdołam poznać to, co zrodziło się z uczucia między nami. Dlatego jestem zły i rozczarowany... Ale nie powinienem tak reagować, bo na pewno zrobiłaś wszystko, co mogłaś - mruknalem w odpowiedzi na jej słowa, zaczynając pierwszym słowem niemal od razu po zakończeniu ostatniego zdania, by ponownie nie zaczęła swojej litanii, ale potem zwalniając, czasami więcej powietrza wciągając przez nozdrza i jakby się uspokajając, a moje lico zelżało i stało się trochę cieplejsze niż było poprzednio. Odczekalem, aż ostatnia nuta mojego głosu ucichnie między nami, a zanim powstałaby niezręczna cisza, w której zastanawiałem się, czy coś powiedzieć jeszcze, kierując wzrok złotych oczu na chwilę, dyskretnie na bok, by w końcu ponownie powrócić do jej błękitnych oczu.
-Myślałem o tobie praktycznie cały czas. I doszedłem do wniosku, że Klan Cienia nie zasługiwał na taką matkę, jak ty. Ale ja... Chciałbym, żebyś miała szansę wychować nasze kocięta. Teraz... Teraz nikt by ci ich nie odebrał - podarowałem jej propozycje, chcąc dać jej to, czego tak bardzo pragnęła. Potomkow, o których myślałby, że są mojego ojca. Bardzo bawiła mnie wewnętrznie ta sytuacja, ale powinna przestać, bo w końcu nie pierwszy raz mylono moje czyny z czynami Chmielograba. Klan Wichru robił to nagminnie. Utrzymywałem cieply ton, a na koniec posłałem jej znaczące, intensywne spojrzenie w oczekiwaniu na jej odpowiedz.
a toast to the night_______
a toast to romance_______
to .those .unafraid_______
of taking a chance_______
________[Obrazek: toYgrbf.gif]
______why should you settle for less, dear
___________________when there's more?
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#12
Przerażona, milcząc, patrzyła się na niego z na wpół otwartym pyszczkiem. Kiedyś mama mówiła jej, że to nie ładnie, że nie wypada, że tak nie powinna, ale teraz to nie miało żadnego znaczenia, bo jej matka nie zrobiła NIC, dosłownie NIC, żeby ją obronić, żeby obronić JEJ kocięta, nawet nie chciała się nimi zająć NIE, po prostu pozwoliła na to wszystko, na walkę, na wygnanie, na porwanie jej kociąt, na to, żeby umarły z gło...
Przecież one naprawdę umarły. Dąb i Buk. Buk i Dąb. Oni naprawdę nie żyli, przecież się dowiedziała, że...
Zapomniała?
Nie zapomniała?
Pamiętała, jak biegła w kierunku, w którym, jak myślała, leżały ziemie Klanu Cienia, a potem okazało się, że kręciła się w kółko, powracając do punktu wyjścia. I jak znalazła się ponownie pod Kojcem, jak leżała tuż przed nim, jak obudziła się w środku... Połowa słów Chmielograba nawet do niej nie dotarła, nie usłyszała ich... nie była w stanie. Myślami była zupełnie gdzie indziej.
- N-nie. Nie, nie, nie, nienienienienienienienienie - zaczęła powtarzać, przerażona. Nie, nie, nie, nie. Nie będzie kolejnych kociąt. Nigdy. Żadnych. Nie zabiją jej kolejnych synów, nie odbiorą jej Dęba i Buka, nie zrobią tego, nie będą mogli tego zrobić, nie pozwoli im na to, nigdy im na to nie pozwoli, nie ma mowy, nie ma mowy, nie ma mowy, niemaniemaniemamowy, nie, nie, nie, NIE!!!!! - W-wtedy, te k-kilka księżyców t-temu... to był b-błąd, b... błąd, BŁĄD! N-nie, n-nigdy więcej, n-nie... G... G-gdzie t-to w ogóle b-było? C-Cicha Ł... Łapo? - przerażona tym, że mogłaby skazać kolejne istoty na śmierć zaczęła się gubić we własnych słowach. Nie, nie, nie, NIE. Żadnych kolejnych kociąt nie będzie. Już nigdy, nigdy, NIGDYWIĘCEJ. Mówiła cokolwiek, bez przerwy, żeby tylko sobie nie poszedł, ale też... nie chciała, żeby znalazł się bliżej. Już kiedykolwiek. Popełnili błąd. Straszny, straszny, STRASZNYBŁĄD.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#13
Obserwowałem, czując w środku nie tyle satysfakcję, co chorą fascynacje danym zjawiskiem. Kocica zaczęła powtarzać jedno słowo, a potem gubic się we własnych słowach, na co zareagowałem jedynie zmruzeniem ciepło wyglądających, złotych ślepi.
- Ja wiem, że gdyby nie te potwory to wychowałabyś naszych synów na wspaniałe koty. Dlaczego nie dasz nam jeszcze jednej szansy? Teraz jesteś daleko od nich... Daleko od Wężowej Gwiazdy. Tu ci nikt ich nie odbierze- zapytałem łagodnym, ciepłym tonem, pozwalając sobie na cichy pomruk na koniec, który miał za zadanie uspokoić znerwicowana kocice, chociaż bardzo mnie ciekawiło, jaki efekt osiągnie przy niespełna rozumu kocicy. Wydawało mi się, że przy osobie, która nie postradała zmysłów moje słowa by działały, a tutaj? Wszystko jest jedną słodką niespodzianką, która przykryta jest kolejnymi warstwami ziemi.
- Przecież to nie była twoja wina. Zasługujesz na to, żeby wychować synów. I wiem, że zrobisz to jak najlepiej, bo przecież ty kochasz mnie, a ja kocham ciebie - dodałem ciepłym głosem, zaczynając cicho mruczeć, aby mój głos zadziałał na nią niczym kołysanka, która kocice śpiewają do snu swoim dzieciom. Nie znałem przeszłości kocicy, ale prawdopodobnie w większości przypadków ten gest jest kojarzony z miłością i bezpieczeństwem. Jak będzie w tym przypadku? Byłem bardzo zaciekawiony, jak zareaguje na moje deklaracje, jednak trochę się obawiałem tego, że wybudzi się z dziwnego transu i odkryje, że nie jestem jej Chmielograbem.
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#14
Tu ci ich nikt nie odbierze. Tak, wiedziała, że nie zostaną jej odebrane, wiedziała to, oczywiście, że tak, ale wiedziała też, doskonale wiedziała, że wtedy będą żyć na łasce ludzi, albo oddadzą je INNYM, a ona sama nie będzie miała nawet opcji aby cokolwiek w związku z tym zrobić, nie, nie, zamiast tego po prostu... zamiast tego po prostu będzie patrzeć, jak ZNOWU odbierają jej kocięta, jak zanoszą je nie wiadomo gdzie, będzie świadoma tego, że cierpią, że tęsknią, nie, nie, NIE, NIENIENIE!
- N-nie odpowiedziałeś mi wcale, Cicha Łapo, n-nie odpowiedziałeś, a ja ci zadałam pytanie, dlaczego mi nie odpowiadasz na to, o co pytam, skoro cię przecież pytam, no, dlaczego, odpowiedz mi, odpowiedz, ODPOWIEDZ! - krzyknęła, jeżąc swoją sierść przy każdym wypowiadanym zdaniu, wysuwając pazury, po czym po wydaniu ostatniego krzyku usiadła na ziemię, jakby przytłoczył ją ogromny ciężar i zaniosła się jeszcze rzewniejszym płaczem. Jej synowie nie żyli. Dąb i Buk... oni nie żyli. W ogóle. Byli martwi, gdzieś tam, na Srebrnej Skórce, a Buk... Buk nawet przyprowadził ją tutaj, mimo wszystko, na chwilę pozwalając, żeby zapomniała, że... - P...przepraszam... - Cicha Łapa zawsze był dla niej miły, zawsze był dla niej dobry, zawsze... to nie była jego wina, nie, nie, nie powinna na niego krzyczeć, to była wina POTWORÓW, tych POTWORÓW, wina NACZELNEGO POTWORA, RUDEGO POTWORA I BUREGO POTWORA, to była ICH. WINA. - Ja... ja ciebie t-też, a-ale... ale mi odpowiedz, g-gdzie to było, p-proszę...
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
LVL 4 5 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#15
Przeczekałem jej wybuch złości, na chwilę otwierając pysk, jednak po chwili go zamykając i patrząc na kotkę ze smutkiem i żalem, że mnie w taki sposób traktuje. Jednocześnie intensywnie myślałem, gdzie mój ojciec mógłby jej zrobić kocięta. Na pewno w miejscu, gdzie nikt by ich nie zauważył. Na terenach wolnych. Jednak gdzie dokładnie? Gdzie spotkałem najbardziej tajemniczego kota, a zarazem jedynego samotnika, przez którego mój strachliwy brat zdecydował się w końcu przełamać i wykrzyczeć w jego stronę, aby się ujawnił?
- To ja przepraszam. Nie chciałem pominąć twojego pytania - powiedziałem, kręcąc wcześniej głową na jej ostatnie słowa, po czym odplynalem jakby w krainę fantazji, kierując rozmarzone spojrzenie ku niebu, a delikatny uśmiech rozświetlił mój pysk. Zanim zacząłem mówić, westchnalem błogo, może tym gestem nieco prowokując brudna nieznajomą do ponownego wysunięcia pazurów i chęci uderzenia mnie nimi.
- To było zanim cię wyrzucili z Klanu Cienia, pamiętasz? Nagle jakby swiat przestał istnieć, czas zwolnił, pozostawiając czas tylko dla nas dwójki. Naokoło panowała cisza, jakby las nas otaczający rozumiał, że jej potrzebujemy, a przerywana była jedynie przez nasze jęki pełne rozkoszy. Pamiętasz, jak nam było wtedy błogo? - zapytałem, kierując roziskrzone spojrzenie na sylwetkę kocicy, mówiąc pełnym pasji głosem znizonym do niskiego pomruku. Wybrałem najbardziej bezpieczna opcje: las. Zagajniki otaczały praktycznie wszystkie zewnętrzne granicę Klanu Cienia, więc był to najbardziej prawdopodobny strzał. Myślę, że nawet szalona kocica nie ryzykowałaby wyprawa na Siedlisko Koni czy nad Topiolki, gdy należy do klanu. Nie była w końcu mną, który nie czuł przywiązania do klanu, a kocica najwyraźniej byla bardzo z nim związana, szczególnie że czuła bardzo silne rodzinne więzi, które były jedynie jednostronne.
LVL 4 75 / 300
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości