Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Koniec.
Unosiłem się delikatnie, jedyną odczuwalną rzeczą były ruchy wokół. Było ciemno, jednak wraz z każdym uderzeniem stawało się coraz jaśniej. Czułem, że ciała, które dotychczas mnie otaczały zniknęły. Każde po kolei. Aż w końcu przyszła i kolej na mnie.
Początek?
Wyturlałem się z ciepłego miejsca wraz z ostatnim skurczem. Pierwszym, czego doświadczyłem było otaczające z wszystkich stron uczucie przeciwne do tego, które odczuwałem będąc jeszcze w środku z innymi ciałkami. To było mało przyjemne. Próbowałem coś zrobić, jednak byłem zbyt słaby. Czekałem z nadzieją, że coś mi pomoże, że coś doprowadzi mnie do jakiegoś ciepłego miejsca, podobnego do tego, w którym znajdowałem się przed chwilą. Jedyny ruch, jaki wykonywałem to lekkie drgania z zimna. W końcu jakaś ciepła, szorstka rzecz zaczęła mnie ogrzewać, co było pierwszą przyjemną rzeczą, jakiej doświadczyłem po opuszczeniu miłego miejsca. Instynkt podpowiadał mi, że muszę teraz spróbować wziąć oddech. Tak więc spróbowałem. Z początku były to urywane oddechy, nie dające mi za dużo powietrza. Z czasem jednak było coraz lepiej. Kolejną były pchnięcia przez równie ciepłą rzecz, co doprowadziło mnie do na razie najcieplejszej rzeczy. Poczułem wokół siebie ruchy futerek, które poznałem już wcześniej. Przyssałem się do ciepłej rzeczy i instynktownie zacząłem ssać, w ten sposób uspokajając swe ciało, które po chwili przestało drgać. Moment później znowu zaczęło, jednak tym razem delikatnie i równomiernie. Jakiś czas potem zasnąłem, wtulony między ciałka swoich towarzyszy.
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Rydzowa Łapa postanowił dzisiaj ponownie odwiedzić Jaskółkę. Wyszedł z obozu i skierował się w stronę granicy z Ziemiami Niczyimi. Dopiero kiedy truchtem przebiegł przez granicę wyczuł świeży zapach swojego brata, Lwiego Zewu. Zawahał się. To mogło znaczyć, że akurat miają ]nauki. Postanowił, że nie przeszkadzając wpadnie, przywita się z bratem, zostawi mały prezencik i wróci do obozu. Bardzo spodobał mu się ten plan. Trochę zajęło zanim zdążył coś złapać. W międzyczasie uciekła mu wiewiórka i kret. Ale nie poddawał się i po chwili trzymał w pyszczku bezwładne ciało sójki, która chwilę temu zleciała na ziemię, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. Ruszył wtedy za zapachem burego wojownika. Po jakimś czasie do jego nozdrzy również dotarł zapach kociąt. Przyspieszył kroku, podekscytowany tym czego zaraz będzie świadkiem i zahamował dopiero obok brata. Uśmiechnął się bardzo szeroko, widząc Jaskółkę i czwórkę malutkich kociąt.
-Ojej! Czyż one nie są cudne? Małe pędraczki! - powiedział, przyglądając się dokładnie maluchom. Zupełnie zapomniał, że cały czas w pysku trzymał sójkę, która wypadła kiedy zaczął mówić. Zaskoczony, podniósł zdobycz i położył ją obok rasowej kotki, która wyglądała na wyczerpaną. Ostrożnie trochę się zbliżył, żeby przyjrzeć się kociakom. On teraz w ogóle nie pomyślał jak brat, czy coś pomóc czy nie, ale przy jego pytaniu skinął głową, pokazując, że jego też to dotyczy. Chciał być kimś dla tych kociaków.
-Jakieś pomysły na imiona? - zapytał Jaskółkę, machając puszystym, rudym ogonem z ekscytacji. On po prostu musi wziąć któreś z nich na nauki. I właśnie przeszła mu przez głowę, niepokojąca myśl. Jeżeli dołączą do Klanu.
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Mijał czas, a żołądek małej koteczki był coraz pełniejszy, aż w końcu wcale nie czuła się, jakby chciała więcej mleka. W sumie było tak dziwnie, jakby nagle nie chciało jej się ruszać, ani nic. Tylko skulić się w tym ciepełku które było blisko... tak żeby było jak najbliżej ze wszystkich stron, bo wcale nie podobało jej się że z niektórych stron nie jest tak ciepło jak z innych. Zaczęła się wiercić, to w lewo, to w prawo, to naokoło, rozpychając się pośród ciałek rodzeństwa, czasami zahaczając pyszczki czy ogony braci i siostrzyczki łapkami, nie mogła jednak, ku swej nie do końca jeszcze uświadomionej frustracji, znaleźć sobie wygodnego miejsca. Zaczęła więc skarżyć się w jedyny sposób jaki umiała, popiskując tak głośno na ile jej maleńkie płucka pozwalały.
Niemożność znalezienia odpowiadającej jej pozycji, która dawałaby jej tyle ciepełka co w brzuszku mamy, rozbudziła małą koteczkę i otępienie spowodowane pełnym żołądkiem rozluźniło swój uścisk na jej umyśle. Coś jednak musiało je zastąpić. Tym czymś zaś była ciekawość, tym bardziej pobudzona, gdyż jakiś inny dziwny zapach nagle zaczął dochodzić z bliska. Zarzuciła na ślepo łapki do przodu, na jednego ze swoich braci, i próbowała się odepchnąć tylnymi by przeczołgać się nad tym ciepełkiem którym był w stronę nowego zapachu - którego źródłem był martwy ptak położony całkiem blisko kociaków, bo w zasięgu ich mamy.
Trochę dłużej niż dobra koordynacja ruchowa by przewidywała zajęło jej doczołganie się do obiektu jej ciekawości, a wyczuła go dotykając go noskiem, po czym spróbowała przycisnąć do tego pyszczek i zacząć to coś ssać - jednak dotykając jedynie pióra swoim językiem zaraz to puściła i głośnym pisko-krzykiem oznajmiła że to nie była miła niespodzianka! To było takie niedobreee! Ona chciała z powrotem do tego dużego ciepełka! Zaczęła więc niezgrabnie pełzać tam skąd dochodził zapach smacznego mleczka i znów zaczęła się wciskać między rodzeństwo. Była taka zmęczona... aż wreszcie nawet mimo że chłodne powietrze dotykało jej grzbietu którego nie okrywało futerko rodzeństwa lub mamy, zapadła w sen...
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Jaskółka nawet nie zauważyła, że w pobliżu znajdował się Lwi Ryk, toteż wzdrygnęła się, gdy usłyszała jego głos. Zajęta była już bowiem maluchami, a raczej tym dziwnym uczuciem, kiedy te się pożywiały i kompletnie zapomniała o czujności i pilnowaniu zagrożenia. Na całe szczęście był to jedynie znajomy kocur, który zdaje się ją w tym wyręczył i to on dbał o bezpieczeństwo w tym momencie.
Gdy zapytał, czy czegoś nie chce, kiwnęła delikatnie głową w geście zaprzeczenia. Tak właściwie, to by coś zjadła, ale wstyd jej było się do tego przyznać, dlatego wolała nic nie mówić. Na całe szczęście, niedługo potem zjawił się także Rydzowa Łapa, który położył przez świeżo upieczoną matką pożywienie. Zrozumiała, że to do niej, więc uśmiechnęła się delikatnie do rudzielca, aby podziękować, po czym ostrożnie zaczęła jeść, co chwila zerkając na piszczące maluchy.
W ogóle Jaskółka nie była dzisiaj zbyt rozmowna, toteż na komplement odnośnie wyglądu dzieci nie zareagowała, ale zaczęła zastanawiać się nad imionami, skoro syn Skaczącej Żaby już o tym wspomniał. Przez dłuższy moment trwała cisza, dla samotniczki raczej średnio niezręczna, a jej błękitne oczy przeskakiwały od malucha do malucha. Chciała nazwać je od czegoś, co kojarzyło jej się z lasem, żeby jakoś pasowały do klanu, jeśli Trzmiela Gwiazda zgodzi się je przyjąć, ale nie była pewna, czy nie użyje do tego jakiegoś słowa, którego leśne koty nie zrozumieją i wyjdzie na głupią. Postanowiła jednak zaryzykować - miała przy sobie pomocników, którzy ją poprawią w razie czego, choć wolałaby uniknąć ośmieszenia. Przełknęła więc głośno ślinę i zaczęła nazywać kocięta.
- Bogatka - mruknęła osłabionym głosem, przejeżdżając językiem po drobnym ciałku swojej pierworodnej. - Modrzew, Wróbelek i Mech - dodała także po chwili, po kolei tuląc każde maleństwo. Chciała mieć to za sobą, a były to pierwsze rzeczy, które przyszły jej do głowy. Spojrzała więc na znajdujących się nieopodal gromiaków i czekała... na jakikolwiek znak, że nie dała plamy. Że imiona są... w porządku, choć w gruncie rzeczy to przecież nie powinno ją obchodzić. To ona była matką. Ale... no, bała się.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Koteczka wierciła się we śnie, od czasu do czasu popiskując cicho, rozpychając rodzeństwo łapkami. Co jej się śniło? kto wie, nie znała jeszcze nawet pojęcia obrazu, a mimo wszystko zachowywała się jakby już przez sen była w walce lub pogoni. Jej płytki sen został przerwany kolejnym bodźcem jakim był ciepły język matki na jej futerku, wybudzenie jednak nie trwało za długo i senność znów ją zmogła. W końcu co innego takie kociątko mogło robić? Nie słyszało, nie widziało, większość pobocznych bodźców w ogóle umykało jej uwadze, poza zapachami do których się powoli przyzwyczajała...
~***~
Mijały dni, a kocięta, w tym Bogatka, przybierały na wadze, i objętości. Mała zaczynała się też więcej ruszać, częściej odpełzając od matki, by chwilę później przypełznąć z powrotem, lub też zostać przesuniętą przez mamę, która zapewne nie pozwalała jeszcze kociętom eksplorować w zbyt szerokim zasięgu. Co było przyczyną tej zwiększonej ciekawości świata? Nic innego jak nowe bodźce, gdyż oprócz zmiennych zapachów, koteczka zaczynała słyszeć. Jakieś szmery, szelesty a czasem głos matki i jeszcze jakichś dwóch innych kotów, które czasem były, a czasem znikały ze świata kociątka, jak na razie małego, ograniczonego do mamy i pobliskiego podłoża. Nie wiedziała gdzie te dwa koty znikały i czasami od kiedy jej uszka zaczęły pracować próbowała pełznąć w kierunku ich zapachu i dźwięku ich kroków, które poprzedzały ich pojawienie się, lecz też zniknięcie, jednak bez sukcesu w dotarciu do celu.
Tego dnia jednak zdarzyło się coś niesamowitego, gdyż jej oczka po raz pierwszy się rozkleiły i zorientowała się, że świat nie jest ciemny! Był ciągle, według niej, rozmazany, ale jasny i kolorowy! Poznając swoje otoczenie kolejnym zmysłem, najedzona koteczka zaczęła więc pełznąć w kierunku najjaśniejszego punktu, jakim była szpara między belami słomy, chybocząc się na niepewnych łapkach, nieprzystosowanych jeszcze do wędrówek, nie zdając sobie sprawy że pewnie i tak zostanie za chwilę zatrzymana, i nie przejmująca się tą ewentualnością. Po ciężkim okresie godzenia się z tym że od teraz to, a nie brzuch matki, jest jej światem, Bogatkę zaczęła wypełniać coraz silniej ciekawość tego nowego świata i nie zamierzała poddawać się w próbie zbadania tej nowej, jasnej rzeczy przed nią!
//time skip, za pozwoleniem Jaskó :)
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Rydzowa Łapa nie mógł się napatrzeć na wszystkie, piękne kocięta. Uśmiech nie znikał z jego pyszczka. Miał wrażenie, że zaraz się rozklei. Przypatrywał się zaskoczony jak jeden z pędraczków sunie w kierunku upolowanej przez Rydzowatego sójki. Coś mu nie pasowało, bo zaraz wróciło. Rydz nie znał się na kociakach. Nie wiedział nawet czemu mają zamknięte oczy. Nigdy bowiem nie widział małych, bardzo młodych kociaczków, ledwo narodzonych. Pokochał wszystkie maluchy od momentu kiedy je zobaczył. Ucieszył się, że ich wyczerpana matka coś je. Kiedy usłyszał imiona pędraczków, zastrzygł uszami. Mech, Modrzew, Bogatka i Wróbelek. Jakie piękne imiona. Nie zbliżał się jednak zbytnio do kociąt, nie chcąc naruszyć pewnej granicy i wprawić Jaskółki w dyskomfort.
-Dobry wybór z tymi imionami. Pasują do nich! - potwierdził z aprobatą. Po kolei obejrzał jeszcze raz każde z czterech kociąt. Nie miał pojęcia, które mogą być kocurkami, a które koteczkami. Po jakimś czasie może się dowie? Odwrócił się, żeby popatrzeć w kierunku granicy z Klanem Gromu. Potem zerknął na Lwiego Zewa.
-Dobra, na mnie już najwyższy czas. Wróć ze mną braciszku, chyba, że wolisz zostać. - zaproponował, po czym nieważne co postanowił bury brat, skinął samotniczce głową i odszedł w stronę terenów Klanu Gromu. Zrobił swoje. Zapolował. Zamierzał częściej odwiedzać te uroczą rodzinkę i może tak jakby stać się jej częścią?
Minęło trochę czasu. Kociaki rosły, a charaktery im się rozwijały. Rydzowa Łapa mniej więcej co drugi dzień, wymykał się z obozu Klanu Gromu, żeby polować dla swojej nowej "tak jakby" rodziny. Robił wszystko, żeby być kimś ważnym. Wiedział, że bury brat może czasem potrzebować trochę pomocy. Nie wątpił w jego zdolności. Po prostu każdemu przyda się wsparcie w wykarmianiu małych pyszczków. A ze względu na kociaki, Jaskółce zapewne ciężko było cokolwiek zrobić. Dla tego ich pomoc była tak ważna. I kocur nadal stawiał Klan na pierwszym miejscu, po prostu często dobrze było zobaczyć jak ma się samotniczka i jej kociaki. Zamierzał nawet o tym wszystkim opowiedzieć Zamarzniętej Łapie! Tylko... może innym razem? Dzisiaj pojawił się z martwą wiewiórką w pysku.
-Cześć, Jaskółko! Jak się miewasz? - przywitał się wesoło, kładąc zdobycz obok kotki. Rozejrzał się po maluszkach. Powoli zapamiętywał, które jest które, ale nadal to mu ciężko przychodziło. Zauważył, że jedno z kociąt odpełza gdzieś dalej. Szybko do niego podszedł.
-Hej, hej! Nie podróżujesz za daleko, Mod-Bogatko? - zapytał z szerokim uśmiechem. Prawie pomylił imię koteczki z jej bratem, ale mu się udało. Wtedy zobaczył, że... mała otworzyła ślepia. Tyle czasu widział pędraki z zamkniętymi oczami, że już zdążył się przyzwyczaić. Zamarł z zaskoczenia.
-Jaskółko...! Ona widzi! - oznajmił głośno, ale powstrzymał się od wrzasku, bo mógł zwrócić na siebie uwagę jakichś wrogów czy Lwi Zew wie czego...
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Płeć: Kocur Matka: Jaskółka Ojciec: Nie istnieje (Amor)
Mech jest kotem dość niskim, posiadającym nieproporcjonalnie długie łapy, które są teraz chude jak patyki. Ma trójkątne uszy z których wystaje niesfornie garstka śnieżnobiałych włosków. Ma długi, smukły pyszczek i duże, cyjanowo-błękitne oczy. Ma krótkie futerko, gładkie futerko, które jest na całym ciele takiej samej długości. Jest prawie cały w kolorze jasnokremowym, wyjątkiem jest pyszczek, łapki, ogon oraz na części grzbietu. W tych miejscach można zauważyć ciemniejsze futerko upstrzone pręgami oraz rozetami. Nos Meszka jest prawie czarny, nie licząc środka nosa, w którym znajduje się mały, różowy punkt. Nad nosem i wokół pyszczka ma bardziej rdzawo-brązowe futerko. Posiada białe, liczne i krótkie wibrysy sterczące w różne strony oraz jasno różowy język. Obroża kocura jest w kolorze cyjanowo-fioletowym.
Syn Jaskółki jest dość... specyficzny. Od czasu gdy mieszka z ludzmi, młodzik trochę się odstresował, nadal jednak czasami są bezsenne noce w trakcie których leży z wbitymi pazurkami z materiał, który jest na jego legowisku. Boi się. Jest lepiej niż w zimnej dziurze w której żył przez trochę czasu. Jednakże... Nadal. Nadal dręczy go poczucie winy i boi się spotkać kiedyś członka swojej rodziny. Jest nieufny i małomówny - nie żeby któryś z ludzi z nim rozmawiał. Byłoby mu lepiej, gdyby był tu z mamą i siostrami... Boi się powrotu.
Ja, w przeciwieństwie do rodzeństwa nie oddalałem się od ciepłej matki. Głównie spałem, ale zdarzało mi się czasem być przytomnym. Teraz odpoczywałem u boku matki, mając nadal zamknięte oczy. Ziewnąłem głośno, po czym zwinąłem się w kłębek. Poczułem ruch obok siebie. Była to moja siostra, która postanowiła iść zwiedzać. W tym samym momencie poczułem też obecność innego kota. Był to chyba jeden z tych dwóch kotów, co przynosiły mamie jedzenie. Dziwne to było. Byliśmy sobie sami, a potem ktoś przychodził i dawał jedzenie! Dla czego, tego jeszcze nie rozumiałem.
Był to chyba... Rydz czy jakoś tak. Mało mnie obchodził, dopóki nie przemówił do Bogatki. Odwróciłem głowę w jego stronę. Przetarłem łapami oczy, co spowodowało, że je otworzyłem i pierwszy raz spojrzałem na świat. Było tu tak... Jasno! Było tak dużo kolorów!
...czy nie za dużo?
Byłem ciekawy świata, ale z drugiej strony... Bałem się. Zdecydowałem, by na razie się nie oddalać od matki... Właśnie! W końcu muszę ją zobaczyć! Odwróciłem wzrok i spojrzałem na Jaskółkę. Wyglądała tak ładnie! Ciekawe, jak ja wyglądam? Obejrzałem się dokładnie, obserwując kolejne kolory, które zacząłem odkrywać. Zdecydowałem się w końcu spojrzeć na Rydza, popiskując, aby spojrzał również na mnie. Po drodze spojrzał jeszcze na Bogatkę, Modrzewia i Wróblelka. To było takie ciekawe doświadczenie, w końcu widzieć!
<center>maybe.. I'ma... get... a..little..anxious maybe.... I'ma.... get... a ....little ....shy
cause everybody's. trying .to be famous
and I'm just trying to find a place to hide
</center>
Jaskółka uśmiechnęła się blado na pochwałę ze strony Rydzowej Łapy. Czyli udało jej się trafić w klanowe standardy, co było dobrym prognostykiem. Pozostało jedynie liczyć na to, że uda im się dołączyć do klanu, że wszystko będzie dobrze.
Kotka powoli skubała przyniesioną zwierzynę, co chwilę zerkają na maluchy, jakby upewniając się, że nadal tam są, choć doskonale zdawała sobie sprawę z ich obecności. Czuła je, czuła, jak jedzą, jak leżą. Mimo to, bała się, że mogłoby im się coś stać, że gdzieś odejdą, że się zgubią. Czuła się jednak zmęczona, wykończona całym tym porodem i jedyne o czym marzyła, zaraz po zjedzeniu, to pójść spać. Na całe szczęście rudzielec wydawał się to zauważyć i odszedł. Skinęła mu na pożegnanie głową, a Lwa przeprosiła nieśmiało, po czym położyła głowę na ziemi i zamknęła powieki. Zasłużyła na odpoczynek.
***
Dni mijały, kocięta rosły, rozwijały się, każde w swoim tempie. Każdy ich najmniejszy sukces napawał Jaskółkę dumą, toteż jakie było jej zdziwienie, gdy zjawił się Rydz, a maluchy... otworzyły oczy. Najpierw chciała uświadomić kocura, że nie musi zatrzymywać Bogatki, bo dzieciaki często sobie pełzają niedaleko jej, ale nie zdążyła się odezwać, bo... no właśnie, maluchy zaczynały widzieć! Pierwsza była Bogatka, drugi był Mech, który skierował spojrzenie swoich błękitnych, niewybarwionych oczu na mamę, po czym zaczął piszczeć, by zwrócić na siebie uwagę wszystkich zebranych.
- O-oh - to jedyne, co była w stanie wykrzesać z siebie kocica. Nawet nie zwróciła uwagi, że nie przywitała się z rudym kocurem. Jakby... wyleciało jej z głowy.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Wiem, że coś mija, jednak do tej pory nie wiem co to jest. Czasami było jaśniej, a czasami ciemniej. Staję się ciągle z takim cyklem co raz silniejszy, co raz większy i bardziej ruchliwy. Nadal jednak brakuje mi jednej rzeczy. Jednego czynnika. Nadal nie wiem co to jest, jednak czuję że go brakuje....
Oprócz tego wiem jedną rzecz ktoś ciągle przebywa przy nas. Nie jest to moja mama czy rodzeństwo. Jest to ktoś obcy. Nie podoba mi się to. Czemu ktoś obcy ma tutaj przebywać? Po co to robi? Dobrze, że nie bierze mnie w powietrze, jak czasami robi to mamusia. Od razu bym się zaczął miotać na prawo i lewo. Nie pozwolę komuś takiemu siebie dotykać czy mojego drogiego rodzeństwa.
Jednak z tym na razie jest problem. Czuję, jak są koło mnie albo jak piszczą. Jednak nadal nie wiem gdzie dokładnie są. Nie wiem czy są do mnie swoim kuperkiem czy może pyszczkiem. Wiem, że są i to tyle w sumie. Zauważyłem jedną rzecz, że Bogatka zwiedza dość dużo, a Mech lubi być koło mamy Jaskółki. Ja...Ja wolę pełzać sam, jednak nie tak daleko, jak moja siostra. Staram się nie oddalać za daleko, ale na tyle żeby poczuć coś innego pod łapkami.
Ostatnio jestem na długich miękkich paskach czegoś. W smaku są okropne. Raz wziąłem taki pasek do buzi. Był to okropny smak. Jednak miejsca pod moimi łapkami się ostatnio zmieniły. Jedno nie miało już pasków a za to były jakieś grudki. Było ich pełno jednak nawet była ogromna. Musiałem ją wyminąć, jednak dość szybko mi to poszło.
Teraz..Teraz mnie swędzi pyszczek. Odesłałem się od mojej mamy i popełzłem kilka kroków dalej. Muszę chodź trochę się podrapać!
Auć! Jak tu jasno! Bardziej niż zwykle. Moje łapki! Pierwsze raz je widzę? MAMO czy Ty też widzisz moje łapki? Obrócę się do niej!
Moja mama jest NAJŁADNIEJSZA! Mech też koło niej jest! On też jest prześliczny! Ciekawe, jak ja muszę wyglądać? Też jestem taki ładny?
Ile tutaj jest kolorów. Te dziwne paski mają taki żywy kolor. U góry nade mną też są kolory. Auć! ten jeden boli, jak się na niego patrzy dobrze, że jest tylko taki jeden. Jest okrągły i niech tak pozostanie.
Teraz Bogatka..gdzie ona jest?
Czemu koło niej jest jakiś obcy? Czemu on się do niej odzywa? Czemu on w ogóle do niej mówi? Czemu mama nic nie robi? Czem-Czem?
Muszę jej pomóc! Idę Bogatko!
RUNboyr u n!ThisworldISnotmadef o rYOU RUNboyrun!They’ret r y i n gTOcatchYOU RUNb o yrun!RUNNINGisAVICTORY RUNb o yrun!BeautyLAYSbehindtheHILLS RUNboyrun!THEsunwillbeg u i d i n gYOU RUNb o yrun!they’redyingtoSTOPYOU RUNboyrun!ThisraceISaprophecy RUNboyrun!Breako u tFROMsociety TOMORROWisanotherday ANDyouwon’thavetohideaway You’llBEaman,boy! BUTforNOWit’stime TOr u n,it’sTIME TORUN!
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Pełzła sobie i pełzła, do tej jasnej szpary w żółtych snopkach zasuszonych roślin, gdy nagle... w świetle pojawił się cień, który przeszedł w rozmazany rudy kształt od którego mogła wyczuć zapach do którego się już przyzwyczaiła, to był jeden z tych pojawiających się i znikających kotów. Jaki on był kolorowy! Jak nic innego w ich gniazdku, zupełnie nowy kolor! Malutka przystanęła na chwilę, wędrując wzrokiem za nim jak podszedł do mamy. Jego obecność była normalna, więc po chwili jej uwagę ponownie zdobyło światło. Krok po kroczku i zaraz by dotarła! Gdyby nie to że kolorowy kocur znów znalazł się przy niej! Mówił coś, rozumiała że mówił do niej, bo powiedział jej imię. I rozumiała że chyba chciał żeby nie szła dalej. Mama też mówiła "Nie" i "daleko" jak chciała żeby Bogatka wróciła bliżej. Ale to jasne było takie ciekawe!
Z tego też względu parła w kierunku jasnego dalej, człap, człap, człap... ale że Rydz stał jej na drodze, wlazła na jego łapkę. Była prawie tak milutka jak brzuszek mamy! Ale nie tak miękka. W sumie, to jasne może poczekać, a ona się poprzytula do tej miękkiej łapki, mrucząc! Miał takie dziwne futerko po tylnej stronie łapki, puszyste, można było się w nie trochę zatopić!
Ocierając się o łapkę Rydza zobaczyła że jej braciszek do niej pełznie, Modrzew! Uśmiechnęła się do niego i pisnęła wesoło, chodź tu brat, zobacz jaki ten duży kocur milusi!
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Rydzowa Łapa nie mógł się napatrzeć na piękne oczy małej Bogatki. Zamrugał, żeby upewnić się, że dobrze widzi, ale jej matka też wyglądała na zaskoczoną. Wtedy jego uwagę przykuł pisk kolejnego kociaka. Był to Mech. Jego błękitne oczy też były godne uwagi, więc rudzielec odetchnął głęboko. Chciał podejść do Mchu, powiedzieć coś miłego, pokazać, że wcale nie jest gorszy od swojej siostry, ale wtedy poczuł coś małego co przyczepiło się do jego wielkiej, rudej łapy. Jego grzbiet przeszył dreszcz, terminator błyskawicznie spojrzał w dół. Nie był na to gotowy. To Bogatka wesoło bawiła się kończyną błękitnookiego. Kocur zamruczał i zaśmiał się. Teraz już nie mógł się ruszyć. Wtedy zobaczył Modrzews sunącego w jego stronę. Ten też miał ślepia szeroko otwarte. Wyglądał uroczo, mimo że chyba nie miał dobrych zamiarów.
-Wszyscy wyglądacie jeszcze ładniej z tymi cudnymi oczami! - pochwalił kocięta Jaskółki, patrząc kolejno na Mech, Bogatkę i Modrzewa. Wyjątkowo kochane maleństwa. Samotniczka i kot, którego nie znał mieli naprawdę wspaniałe potomstwo i Rydz czuł się dumny, że może je całe poznać. A wy poznajcie rudego wujka Rydza! Terminator nie mógł pozostać niespokojny, kiedy mała, biała kuleczka przykleiła się do jego łapy, kolejny puszysty kłębek obserwował go błękitnymi oczami, a jeszcze jeden srebrny kocurek pełznął w jego stronę. Dlatego teraz na jego pysku gościł promienny uśmiech.
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?
Wysoki kocur o masywnej budowie ciała. Bure futro, ktore zdobi jego posture jest długie i niekrótkie zawsze wygladzone przezp co nie raz widac na jego ciele kołtuny. Ponadto pysk ma dość masywny ozdobiony mlecznobiałymi wibrysami, które są proste i bez zagięć. Oprocz futra o burym kolorycie ważna częścią wyglądu stanowi biały i rozległy krawat, a także jaśniejsze znaczenia na pysku, dłuższe skarpety na tylnich łapach i krótsze na przednich. Ogon to część ciała, na której jest najdluższe futro i reprezentuje kocura w jego dostojności. Oczy samca posiadają heterochromię dlatego lewe oko jest jasnoniebieskie, a prawe w kolorze bursztynu.
Jeśli ktoś chciałby opisać Lwa prostymi przymiotnikami to byłyby to - honorowy, odważny, twardy i surowy. Jednak gdyby to rozwinąć każdy od razu zauważyłby w Lwie przede wszystkim jego brak uśmiechu. Bowiem uśmiecha się bardzo rzadko o ile w ogóle. Ponadto jest wytrwały i twardy. Nie można jednak określił jak zachowałby się w krytycznych chwilach takich jak śmierć bliskiego, bo takowej sytuacji nie było. Mimo to, że darzy rodzinę szczerym uczuciem i lojalnym to swą miłość okazuje w dziwny sposób - surowością i ochroną. Jednak Lew wykazuje się ogromną dozą sprawiedliwości - nie szanuje kota naginającego ją choćby był rodziną czy przyjacielem. Wytrwałość i wytrzymałość to jego kolejne ważne atuty, ale należy też wspomnieć o jego inteligencji, bo od najmłodszych lat potrafił wypowiadać się w sposób wykraczający poza jakiekolwiek ramy bycia ledwo co narodzonym kotem. Natomiast co można o nim złego powiedzieć to surowość przez którą jego stosunki z bliskimi mogą nie być tak zażyłe, a także podążanie do celu nawet po trupach oczywiście pod warunkiem gdy trup jest martwy przez swą głupotę i brak lojalności. Ogólnie rzecz biorąc - Lew to dobry kot, ale gdyby został przywódcą i musiałby skazać na śmierć czy wygnać z klanu brata (ponieważ na to zasłużył) zrobiłby to bez mrugnięcia okiem.
Wilczy Pomruk ; Krucza Łapa; Lisica
Dni mijały, a raczej wschody słońca. Lew krocząc z dorodną kaczką w pysku podszedł bliżej i położył piszczka obok Jaskółki. - Witajcie. - Odparł siadając obok i spoglądając na młode. Były malutkie i takie kruche. Lew miał nadzieję, że niedługo dołączą do Klanu Gromu i wszystko będzie dobrze. - Jak samopoczucie? - Zapytał spoglądając na młodą matkę. W sumie mogła być nadal wyczerpana i mocno zdezorientowana.
Owinął łapy ogonem przyglądając się kociętom. Były mocno podobne do matki i czuł również podobieństwo do nieznanego ojca. Oby nigdy mysiego bobka nie spotkali. Niech ten wyrzutek ma nadzieję, że nigdy nie spotka Lwa na swej drodze.
<div class="container">
<img src="https://i.imgur.com/smweOEF.png">
<div class="centered">Brothers everywhere Raiseyourhands into theair We'rewarriors Warriors ofthe world Likethunderfrom thesky Swornto fight and die We'rewarriors Warriorsof the world </div>
</div>
Modrzew jest kotem bengalskim o umaszczeniu srebrnym charcoal. Jest wysoki i ma bardzo dobrze zbudowaną klatkę piersiową. Wiadomo już teraz, że nie będzie żadnym chuderlawym i wątłym kotem. Jednak jego ciało nie jest pozbawione bengalskiej gracji, która podkreśla jego wspaniałą budowę.
Umaszczenie jest u niego srebrne niczym rtęć. Kiedy kocur wygrzewa się na słońcu, widać jak srebrne futerko delikatnie się błyszczy. Tak samo jak matka ma on czarne rozety na sobie, które są charakterystyczne dla jego wyjątkowej rodziny. Posiada też czarną pręgę, która rozciąga się wzdłuż kręgosłupa do samego czubka pręgowanego ogona.
Najbardziej przyciąga uwagę innych kotów jego pyszczek. Jest on smukły i ma dość ostre rysy. Jego nosek jest calutki czarny jednak same policzki są srebrne, tak jak cała reszta ciała. Ma też jasne obwódki dookoła swoich pięknych błękitnych oczu. Reszta pyska jest smagana czarnymi płomieniami na rtęciowym tle, które dają efekt maski na jego pyszczku.
Modrzew jest już od urodzenia bardzo ambitnym kociakiem. Chce udowodnić wszystkim, że jest godnym przyjacielem, ale też przeciwnikiem. Ma też zamiar pokazać, że jego rodzina jest idealna w każdej swojej wadzie. Swoje rodzeństwo i matkę ochroni za wszelką cenę. Uważa, że ma taki obowiązek. Modrzew nie jest ideałem, ma swoje wady a największą z nich jest łatwość wytrącenia z równowagi. Najłatwiej to zrobić poprzez powiedzenie chodź jednego złego słowa o członku jego rodziny. Taka sytuacja skutkuje najczęściej bójką, oczywiście bez pazurów. Modrzew, jak każde iglaste drzewo potrafi być dość kłujący i uszczypliwy. Kocurek nie uważa siebie za ideał, ale za to jego rodzinę za taki uważa i zrobi wszystko, aby ją ochronić.
Szepcząca Łapa {KW} Pstrąg {KR}
Jak mam obronić Bogatke? Nie mam nawet zębów!
Nie mogę się poddać teraz. Już tak daleko doszłem, że szkoda zawracać do mamy.
Mam pomysł! Jego kita zostanie zjedzona.
Znajdę go od tyłu, żeby się zbyt szybko niezorientował co się dzieje.
A jak się obrócić to zauważy, tylko kawałek ogona, który wystaje z mojego pyszczka.
Będzie przerażony i ucieknie!
Wspaniały plan, a teraz idealna realizacja.
Faza pełzania czas zacząć....
Po kilku promieniach słońca wreszcie mi się udało.
Teraz faza druga, czyli ogon.
Majta się jak oszalały. Nie mogę go nawet chwycić tymi łapkami. Raz. Dwa. Trzy! Mam go, teraz faza trzecia, czyli pyszczek.
***
Jak zawsze spokojnie leżę koło swojej ulubionej mamy. Znowu kulka świeci mi po pyszczku. Aaaa! Ale zmęczony jestem.
Bogatka o ile kiedy się urodziła to była przeciętna to teraz jest ciut mała. Nie odbiega jakoś strasznie dużo wzrostem, ale jednak. Jej łapy są wiotkie i chude, a z sylwetki jest po prostu szczupła i zgrabna. Ma normalnej długość uszy, które są stożkowate i szpiczaste. Pyszczek ma sliczniutki i malutki, który podkreśloby jest noskiem niczym różowy guziczek. Oczy ma raczej zwyczajne, ani duże, ani małe. Koloru nie zmieniły. Nadal są niebieskie, tylko trochę bardziej intensywne. Jej futro jest jedwabne i dobrze zadbane, krótkiej długości. Jej matka ma wspaniałe geny, które przekazała swoim pociechą. Bogatka jest Seal Lynx Pointem lub inaczej Snow Lynx Pointem. Oznacza to, że jest wspaniałym kotem bengalskim. Jest cała wręcz biała z typowymi rozetami w kolorze szarym, lekko brązowym. Ma też typowe dla pointów cieniowania, na pyszczku, uszach, łapach i ogonie. Jak już o ogonku mowa to jest on lekko długi. Pazurki ma drobne, ale za to ostre jak ciernie. Ma bliznę na grzbiecie.
Oj. Bogatka się bardzo zmieniła. Od kiedy się zgubiła na całe dwa księżyce już nie jest taka sama. Już nie jest taka odważna i pewna siebie. Czuła się zagubiona i stracona. Teraz trzyma się niczym kleszcz strasznego matki i rodzeństwa. Już zaczęła bać się świata. Nadal będzie się starać trzymać swojego zdania, ale wystarczy jedno zaprzeczenie. Jedno słowo, a ona już jest potulna jak baranek. W końcu sama wpakowała się w kłopoty i tyle bładziła. Gdyby się słuchała tak by nie było. Właśnie dla tego teraz jest takim lepem. Czuję się z każdej strony otoczona i zagrożona. Może kiedyś, ale na pewno nie w niedalekiej przyszłości, ale wróci do siebie. Ale są na to małe szanse.
Wujek Rydz na pewno nie będzie mógł się ruszyć jeszcze dłuższy czas, jeśli bawiące się przy nim kocięta czyniły go uziemionym, bo gdy Bogatka zauważyła, podczas tulania się o mięciutkie futerko na jego łapie, swojego braciszka Modrzewia, który również gdzieś pełznął, pisknęła wesoło i popełzła za nim, niezdarnie bo niezdarnie, ale nawet żwawo na tak małe kocię! Zobaczyła że brat bawi się z inną baaardzo puchatą częścią jaskrawo ubarwionego kocurka i postanowiła że się przyłączy, do łapania i podgryzania rudej kity, bo jak to jest, że rodzeństwo miałoby mieć jakąś świetną zabawę, a ona by w tym nie uczestniczyła?
***
Mijały dni, głównie spokojnie, kocięta już czasem wychodziły na dłuższe spacery z mamą, i rosły, bardzo szybko.
Bogatkę obudziły promienie jasnego słońca przebijające się przez szparę w snopkach słomy między którymi matka uwiła legowisko. Podniosła lekko pyszczek znad futerka Modrzewia, na którym to wcześniej się położyła i usnęła przy brzuszku mamy, gdy do jej młodych uszek dotarł dźwięk czyichś kroków. O, to ten wcale-nie-kolorowy kocur, jeden z tych dwóch którzy przychodzili i przynosili mamie jedzonko dorosłych!
-Wi-aaaj! - Spróbowała naśladować jego bardzo oficjalne przywitanie swoim piskliwym, dość głośnym kocięcym głosikiem. Można powiedzieć że jeśli jakieś z jej rodzeństwa jeszcze spało... teraz już raczej się obudziło.
Chciała podejść do tego co tym razem przyniósł kocur i to sprawdzić, było taaakie duże! Ale żeby tam pójść najpierw musiała przejść po grzbiecie braciszka. Na szczęście jej łapki były już dużo bardziej sprawne i nie wyglądało to tak pełzająco! Podeszła do kaczki która została położona przy łapach mamy i pacnęła ją delikatnie łapką. Co to? Nachyliła się, powąchała... pachniało jakoś dziwnie... wilgotnie, jak ta woda która spada z tego wielkiego błękitnego na górze czasami kiedy wszystko jest nią zmoczone!
<table>
<tr>
<td>
»E v e r y o n e' spushing« Everyone'sfighting STORMSareapproaching
There'sn o w h e r etohide
IfIs a ytheWRONGthing ORIwearthewrongoutfit They'llt h r o wmerightovertheside
Wysoki, masywny rudzielec z długim, pręgowanym tygrysio futrem i błękitnymi oczami.
Po zostaniu wojownikiem, Rydzowe Futro został zmuszony do zmienienia się, ale w pewnym sensie obszedł tę barierkę. Mimo, że na barkach ma odpowiedzialność za dwójkę terminatorów, przeważnie chodzi uśmiechnięty. Bardzo lubi sobie żartować i przekomarzać się z innymi. Za to nie pozwala sobie chodzić po ogonie i nie znosi kiedy ktoś go oszukuje. Czasami kiedy w pobliżu nie ma jego rodziny ani partnerki, potrafi mówić rzeczy, których później żałuje. Stres z powodu dużej wagi powierzanych mu zadań odbija się na nim głębiej, niż kocie oko mogło by wejrzeć i tylko czasami wychodzi na powierzchnię. Poczucie winy z powodu nie przyjęcia Jaskółki i jej kociąt do Klanu chodzi za nim jak ciemna chmura. Przywykł do udawania, że jej nie widzi, ale tak jak ze stresem, czasem znajomi mogą zobaczyć więcej niż by chciał. Każdy kto spotyka go w odpowiedniej chwili może stwierdzić, że Rydz jest szczęśliwym i wesołym kotem. Pozory często mylą.
Sowiooka(KC) Kwitnąca Łapa(KW)
Rydzowa Łapa oglądał zaciekawiony jak Modrzew próbuje do niego podpełznąć. Szło mu to raczej dosyć wolno, ale najwyraźniej się nie poddawał i zbliżał się do rudego ogona. Rydz uniósł brwi. Co ten pędrak takiego planuje? Zaczął poruszać rudą kitą na boki, a potem postanowił trącić ogonem kociaka. Ale synek Jaskółki zaczął ślinić końcówkę rydzowatego, pręgowanego ogona. Już ja ci pokażę. Wtedy rudzielec zauważył, że dołączyła się Bogatka. Co prawda Modrzew próbował ugryźć Rydzyka w samą końcówkę kity, gdzie terminator nie miał skóry, ale siostra atakującego zaczęła się dobierać do miejsca, gdzie kocur miał skórę. Oj, co za podły plan!
- Hej...!? Co to ma być? Dwóch na jednego? - zażartował, ale poczuł dziabnięcie Bogatki. Zerknął ma Mech i Jaskółkę, którzy chyba nic sobie nie robili z podgryzania terminatora. Rydz usiłował wyrwać swój ogon z pyszczków kociąt, ale one chyba wcale nie zamierzały się poddać. Westchnął i przysunął się do rodzeństwa, oficjalnie przyjmując miano "gryzaka"'. No bo co miał zrobić? Przecież nie miał szans z dwójką najpotężniejszych wojowników lasu, prawda? Zostawało tylko porzucić wszelkie swoje nadzieje na odzyskanie wolności i dać się gryźć.
//zt :3
didn't giveme t<s>im</s>e tosay goodbye in theway t<s>ha</s>t Iwanted to <s>so</s> honey, closeyour eyesand stay <s>lik</s>e you're supposedto don'tyouw<s>ann</s>agivemetimetow<s>rit</s>eano<s>th</s>ersongforyou?