Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Wyruszyła tego dnia na spacer, bo ile w końcu można siedzieć na dupie. Tym bardziej, że Bluszcz z pewnością nie była kotem, który chciał grzecznie słuchać rozkazów Wężowego Błyska myślącego, że to zawsze będzie najlepszym rozwiązaniem i uchroni cały Klan Gromu przez wszystkimi niebezpieczeństwami.
Słuchać wolała za ro Askeladda, który radził jej udawać się poza granice klanowe w poszukiwanie przyjaciół, znajomych. Koty wiodące życie takie a nie inne podobno miały być ciekawsze, lepszymi kompanami niż gromowe pustaki. Takim sposobem wypuściła się dość daleko, bo aż na Siedliska Koni. Zaczęła rozglądać się za jakimś miejscem do odpoczynku, mimo że łapy miała zdrowe to miały swoje ograniczenia.
Takim sposobem trafiła na górę wysuszonych roślin, już miała tam wskakiwać, ale nagle poczuła zapach kota. Co ciekawsze to nie był zapach całkowicie jej obcy. Podobny do tego Muchomora, czy Żbik, jednak całkowicie pozbawiony gromowej nuty. Wtedy w jej głowie odblokowało się jedno wspomnienie, brata, którego dość często widywała w lecznicy gdy była młodsza. Później znikł... i jakoś tak wypadł jej z pamięci... - Huba?! To ty? - zawołała starając się znaleźć z pewnością kocura, tylko pytanie czy właściwego? W końcu gdzieś pomiędzy belami zauważyła go, schowanego, jednak dość wyraźnie widziała pysk aby stwierdzić, że prawie na pewno był to jej brat - Co ty tutaj robisz? Uciekłeś? Chcesz wrócić do domu? Drobny Płatek... na pewno się ucieszy
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
I najwyraźniej mam rację. Słyszę cudze kroki i napinam wszystkie mięśnie, oczekując rychłej konfrontacji. Ta nadchodzi szybko, ale zdecydowanie odbiega od moich wyobrażeń. Mrugam raz, drugi, trzeci. Może nawet czwarty. Słowo, które wykrzykuje kotka, nieprzyjemnie wwierca mi się w łeb. Dotyka moich myśli, łaskocze je, ale nie przynosi za sobą nic więcej. Przełykam ślinę. Nienawidzę tego uczucia, sugestii od własnego umysłu, że coś mi umyka. Nie bardzo wiem, co zrobić. Kotka zdaje się nie widzieć mnie, ale nie mija nawet chwila, aż wreszcie mnie znajduje. Słowa uciekają z jej pyska, mówi, jakby mnie znała, a ja tylko mam wrażenie, że zaraz upadnę. Zemdleję. Zniknę z tego świata, przytłoczony nagłym spotkaniem. Niezdolny do tego, by jakkolwiek zareagować.
Niestety, tak wcale się nie dzieje. Kotka wpatruje się we mnie dalej, a ja wciąż stoję między belami siana i... Nie wiem co zrobić. Wydaje się być zbyt zaaferowana, bym tak po prostu mógł ją zbyć. Nie mam serca jej tego zrobić, nawet jeśli nie bardzo rozumiem o co jej chodzi. Nawet jeśli przytłacza mnie i wtrąca na skraj paniki. Oddycham ciężko. Biorę kilka głębokich wdechów, nim wreszcie udaje mi się wymusić na pysku uśmiech. Trochę sztuczny i krzywy, ale przynajmniej zakrywający moje szalejące wnętrze. Drobny Płatek...
— Chyba, moja droga, musiałaś mnie z kimś pomylić — mówię wreszcie słabo, starając się brzmieć tak miło, jak tylko jestem w stanie. Tak, to najlepsze wyjaśnienie tego wszystkiego. Ile jest czarnych kotów na tym świecie? Jestem tylko jednym z wielu. Poruszam się lekko. Próbuję się upewnić w tym przekonaniu, ale i tak nie jestem w stanie wyzbyć się dyskomfortu, jakim obdarowała mnie koteczka. Oblizuję pysk i chylę lekko głowę. — Obawiam się, że nie wiem o czym mówisz — dodaję nad wyraz spokojnie, aż sam się sobie dziwię. Szczególnie, że mam ochotę uciec czym prędzej.
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Słowa dotyczące matki były nieco naciągane, chociaż fakt - z pewnością byłaby szczęśliwa, bo może Huba okazałby się synkiem mamusi i chciałby się nią opiekować. Bluszcz kiedyś jasno powiedziała co myśli już jako terminatorka i jakoś tak od tamtego czasu niezbyt ze sobą rozmawiają, może to i lepiej?
I może lepiej byłoby gdyby kocur pozostał na pierwszej wypowiedzi i się nie ruszał, bowiem Bluszczyca już była skłonna mu uwierzyć, bo faktycznie czarnych kotów mogło być dużo. Jednak czarnych z białą plamką na lewym uchu? Pachnących jak ona i jej rodzeństwo? Raczej niezbyt dużo, co sprawiło tylko że Bluszczowa Jagoda była już pewna. - Nie udawaj. Jeśli odszedłeś z Klanu z własnej woli rozumiem i nie zamierzam nic z tym robić - pokręciła łbem cmokając cicho - Nie wiesz, że o czym mówię? O naszej matce czy o twoim pierwszym imieniu? - była zirytowana, bo owszem rozumiała, że może nie chcieć wracać do Klanu, może nie chcieć się przyznawać, ale wystarczyło powiedzieć, a nie udawać eleganta - Długo cię nie widziałam, ale tej białej plamy za uchem nie zapomnę.
Wysoki kocur, który wyraźnie, choć niechętnie, góruje nad zdecydowaną większością napotkanych kotów. Cóż, przynajmniej w tym jednym zakresie, bowiem nie może pochwalić się silną, dobrze zbudowaną sylwetką: jest raczej dość słaby, smukły, z ledwo widocznie zaznaczonymi mięśniami. Jego ciało okala krótkie, czarne futerko, zadbane, z każdym jednym włosem dokładnie ułożonym. Czerń mieni się, stanowiąc największy atut swojego właściciela. Tylko jeden fragment jego futra postanowił zbuntować się i przerwać harmonijną całość; strzępka białych włosów, wyrastająca z dolnej, tylnej części lewego ucha stanowi jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy w wyglądzie kocura. Drugą są oczy, lekko skośne, żółte, popadające delikatnie w pomarańcz. Trzecią jest jego lekko klinowaty nos, otulony długimi, prostymi czarnymi i białymi wibrysami. Czwartą, ostatnią, jednocześnie też będącą nieprzyjemną pamiątką, jest jego krok: dość kulawy, bowiem jego prawa, przednia łapa jest zesztywniała i mało ruchliwa. Przez jej większość długości rozciąga się blizna od zewnętrznej strony.
Potrafi sprawiać wrażenie poukładanego, rozgarniętego kocura, choć w rzeczywistości jest w środku rozbity na kawałeczki, których od wypadku nie potrafi na nowo ułożyć w całość, nawet jeśli pozornie znalazł dla siebie miejsce i zdążył się pogodzić z utraconym życiem. Życiem, którego nie pamięta; nie pamięta dawnego imienia, pochodzenia, własnych rodziców, rodzeństwa. Zdaje się być dość melancholijnym kotem, prawdopodobnie przez fakt, iż czuje, że czegoś mu brakuje, jakby za czymś tęsknił. Lete jest kotem całkiem kulturalnym, łagodnym względem innych, całkiem wyrozumiały i skory do słuchania; ciekawią go jego rozmówcy. Sam nie lubi mówić zbyt wiele, szczególnie nie o sobie. Najwięcej mówi do siebie, we własnej głowie. Uważa, że otrzymał od życia wystarczającą pomoc i zdany jest przede wszystkim na siebie, nawet jeśli nie zawsze sobie radzi. Indywidualista. Zraził się do bliższych relacji, więc stara się ich unikać, zamykając własne serce przed każdym - stopniowo zamknął się też na najbliższych. Bardzo często zmęczony, trawiony bezsennością i chronicznymi bólami głowy.
jaszczurza łapa (kr), mimoza (s)
To nie działa. Kotka dalej brnie w zaparte, a ja coraz mniej wszystko rozumiem. Mam z tyłu głowy myśl, że owszem, nie pamiętam nic sprzed wypadku. Własnych rodziców, rodzeństwa, miejsca, w którym przyszedłem na świat. Ale to nie oznacza, że zamierzam wierzyć byle obcemu kotu, który zaczepia mnie nie wiadomo gdzie, mówi jakieś abstrakcyjnych rzeczach. Z Klanu? Odszedłem? Jeśli tam żyłem, to dlaczego miałbym odchodzić? To takie głupie. Nie wiem czy chcę wierzyć w jej słowa. Nie wiem czy w ogóle potrafię.
Ale przecież jest tak pewna w tym, co mówi... Przeraża mnie to jeszcze bardziej.
Drgam, ledwo widocznie, po czym kulę uszy. Naszej matce? Że niby jestem jej bratem? Powtarzam sobie, że to niemożliwe, ale przecież nie mogę być tego pewien.
— ...? — Otwieram pyszczek, ale nie ulatuje z niego żaden dźwięk. Głos grzęźnie mi w gardle i spostrzegam, że mam ochotę wyć. Pandora mówiła mi, że mogę kiedyś spotkać koty z przeszłości. Sprzed wypadku. Z poprzedniego życia. Od tamtej pory miałem tego świadomość, jednak teraz, kiedy zostaję zbombardowany nadmiarem informacji, mam wrażenie... Że wcale tego nie chcę. Zaciskam zęby, wbijam pazury w ziemię i milczę. Nie wiem, co jej powiedzieć. Ucieczka staje się coraz bardziej kusząca. — Nie wiem o czym mówisz — powtarzam żałośnie, słabym głosem i wbijam spojrzenie prosto w jej pysk. Z tego wszystkiego zaczyna boleć mnie głowa. Nawet nie wiem, jak ona się nazywa. Nie wiem nic, chociaż próbuje wyraźnie dać mi znać, że powinienem. Przełykam ślinę i chociaż chcę bardzo coś powiedzieć, to zapewne widać po mnie, że zwyczajnie nie potrafię.
♱I thinkIMSCAREDof all the signs♱ DONTEVERleave meALONEatNIGHT 《 I thinkIMSCARED,I haveNOTIME 》 ISCREAMout loudJUSTto see ifIMALIVE
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Księżyce: 108 Mistrz: Kamienne Serce Płeć: kotka Matka: Drobny Płatek Ojciec: Krzywy Skok Trwałe urazy: delikatna blizna ciągnąca się od czoła do nosa kotki; małe blizny ukryte pod futrem na łapie i boku; brak połowy lewego ucha oraz brak połowy prawego ucha;
Potężnej budowy długowłosa czarna szylkretka pozbawiona całkowicie bieli. W miejscach gdzie widoczny jest rudy kolor można dostrzec pręgowanie ticked. Największe rude plamy znajdują się na prawej stronie pyska, oraz na grzebiecie. Ślepia kotki przybrały kolor żółty. Krok Lisicy mimo wszystko nie należy do ociężałych. Porusza się dość zgrabnie, pochylając często przy tym łeb.
Ciekawa świata kotka, nie bojąca się zadawania pytań. Uwielbia rozmawiać i nie ma problemu z dostosowaniem się do rozmówcy, mimo tego jednak często jedno mówi, a drugie robi i myśli. Nie wie co to posłuszeństwo. Dlatego też nie zamierza wierzyć, w takie bujdy jak Gwiezdni..
Bez wątpienia można ją określić mianem inteligentnej, o czym niewątpliwie można się już przekonać w pierwszych chwilach rozmowy z nią.
Bobrzy Bór (KC)
Każda chwila milczenia sprawiała, że irytacja w sercu Bluszczowej Jagody rosła i rosła. Czy Huba naprawdę był taki? Taki... dziwny? Nie znali się za dobrze za kociaka, ale wciąż nie była w stanie uwierzyć, że własny brat wyrzekłby się nie tylko jej, ale całej rodziny. Słysząc kolejne słowa kocura westchnęła cicho i pokręciła łbem, starczy. - Nie będę na ciebie marnować czasu, skoro aż tak bardzo chcesz nas wyprzeć ze swojego życia - stwierdziła z wyraźnymi nerwami w głosie - Jakbyś zmienił zdanie i jednak wiedział to na granicy pytaj o Bluszczową Jagodę, albo Drobny Płatek
I tyle, odwróciła się, czas wrócić do domu, bo ten spacer już był do końca zepsuty, przesiąknięty negatywnymi emocjami. Może wróci do przyjaciółki... opowie jej o całym tym zajściu? Albo po prostu spróbuje zapomnieć jak gdyby nigdy nic...
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Jak obiecała, tak i zrobiła; chciała pokazać Łososiowi tereny niedaleko tych, gdzie się urodziła, a czy był lepszy początek wycieczki, aniżeli przejście się przez Siedlisko Koni? Było ciekawe, interesujące, a przede wszystkim; pewnie w miarę znane dla kocura. I nie, nie chodziło o to, że być może tu bywał, bo inaczej wiedziałby jak mniej więcej wyglądają tereny klanu Cienia nie znajdujące się bardzo daleko stąd, ale dlatego, że wszystko, co tu się znajdowało, było dziełem dwunogów.
- A więc, znajdujemy się już blisko klanów, ale żebyś nie poczuł się źle, albo dziwnie, to zdecydowałam, że przejdziemy się wzdłuż chociaż trochę znanych ci rzeczy - objaśniła kocurowi, wskakując na płot odgradzający las od Siedliska. Rozejrzała się też uważnie. Dookoła nie widziała ani śladu koni, ale być może znajdowały się tam, hen dalej. - Widziałeś kiedyś konie? - zagadnęła strzygąc uszami. Może nie były tak ciekawe jak owce, które kiedyś zdarzyło się jej zobaczyć, ale również były ciekawym aspektem wędrówki!
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Postawny i dość kwadratowy kocur o mało zadbanym futrze. Jest ono srebrne z ciemnymi, niebieskimi cętkami i przejaśnieniami na brzuchu i wokół pyska. Ma łaty zbliźnionej skóry, na której nie rośnie futro. Jego oczy są wyblakłe zielone, z czego prawe oko jest bledsze od drugiego i zamglone.
Towarzyski i przyjazny. Stroni od konfliktów. Nie odnajduje się za dobrze w sytuacjach poważnych czy delikatnych, ale zawsze ma dobre chęci i próbuje pomagać.
Łosoś nie mógł prawie uwierzyć, że naprawdę kotka zamierzała zabrać go na wycieczkę. Był to pierwszy raz od dawna, kiedy zapuszczał się tak daleko od bezpiecznego domu. Ekscytacja z powodu nowej przygody i towarzystwo nowej znajomej spowodowało, że nie umiał pozbyć się uśmiechu z pyszczka przez całą drogę. Chociaż obecnie przemieszczali się po terenach zajętych przez dwunogów, to i tak patrzył na każdy nowy widok z równym zaciekawieniem.
Na słowa kotki zrobiło mu się niezwykle miło. Były to małe detale, ale fakt, że wzięła je pod uwagę, naprawdę wiele dla niego znaczcył. Nie był pewien jak odpowiedzieć, jak wyrazić swoją wdzięczność, ale na szczęście kotka poratowała go pytaniem.
- Konie? - spytał i pomyślał przez chwilę - Nie wydaje mi się, nie. Słyszałem jedynie, że są ogromne - odpowiedział od razu rozglądając się za nieznanymi stworzeniami. Ktoś mu kiedyś... Pewnie tata lub mama, obydwoje przed ich narodzinami zwiedzili trochę świata. Pewnie gdyby nadal żyli, to zabraliby całą rodzinę pewnego dnia na wycieczkę je zobaczyć.
- Są niebezpieczne? - spytał z ciekawością, ale bez strachu.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Wiedziała jak to jest. Pierwszy raz odkrywać nowe tereny, zwiedzać, ekscytować się wszystkim, co cię otacza, nawet jeśli niektóre rzeczy były wyjątkowo znajome. Wszak nawet na osiedlu wiele rzeczy było takich, jak w lesie, ale okraszonych nutką dwunogów, którzy wszystko musieli zrobić po swojemu. Weźmy taki park na przykład! Były tam te twarde ścieżki miejscami, ławki, na których podobno odpoczywali, jakieś dziwne ogrodzenia i w ogóle, ale w gruncie rzeczy, był to taki mały las i łąki!
A Siedlisko Koni wyglądało jak takie biedniejsze osiedle. Z końmi, zwierzętami i paroma dwunogami, ale w gruncie rzeczy wszystko wyglądało niemal tak, jak na osiedlu, wszak tu też widać było działalność dwunożnych. No i byli dość niedaleko terenów klanu Cienia, więc potem mogła zabrać go tam, pokazać, gdzie się wychowała i jak wyglądają takie klany. Nie chciała trafić na patrol, co to to nie, jeszcze by ją poznali i namawiali do powrotu, albo... wygonili jak zwykłego samotnika. I nie to, że nim nie była, co nie? Ale bolałoby. Bo tam się mimo wszystko wychowała, tam miała rodzinę i bliskie koty, te, które zostały. Ciekawe, swoją drogą, co u jej kuzynostwa? U wujka Tnącego i cioci Porzeczki? Co u Polnej Gwiazdy?
- Będziesz mieć okazję zobaczyć na własne oczy! - zapewniła więc. Balansowała właśnie na płocie, uważnie patrząc pod łapy, by przypadkiem nie nadepnąć na jakąś luźną deskę, która sprawiłaby, że poleciałaby w dół z hukiem. - Raczej nie są niebezpieczne, ale podobno mogą zrobić krzywdę, jak się wystraszą. Mają te, kopyta, słyszałeś o tym? Taka łapa, ale z twardym czymś na końcu, zamiast palcami i boli z tego jak... no, bardzo - objaśniła.
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Postawny i dość kwadratowy kocur o mało zadbanym futrze. Jest ono srebrne z ciemnymi, niebieskimi cętkami i przejaśnieniami na brzuchu i wokół pyska. Ma łaty zbliźnionej skóry, na której nie rośnie futro. Jego oczy są wyblakłe zielone, z czego prawe oko jest bledsze od drugiego i zamglone.
Towarzyski i przyjazny. Stroni od konfliktów. Nie odnajduje się za dobrze w sytuacjach poważnych czy delikatnych, ale zawsze ma dobre chęci i próbuje pomagać.
Szczerze powiedziawszy te całe "kopyta" brzmiały dość obrzydliwie, ale on chyba nie miał prawa się wypowiadać. Nie uspokoiło to jego ciekawości, wręcz jeszcze bardziej chciał się dowiedzieć jak te zwierzęta wyglądają.
- Tak długo jak nie spróbują mnie zjeść, to się nie boję - obwieścił brawurowo. W tym też momencie prawie spadł z płotu, po którym podążał za kotką. W jego zamyśleniu i rozglądaniu się zupełnie nie patrzył, gdzie stawia łapy. Wydał z siebie mało męski krzyk i zarył pazurami w drewno próbując odzyskać równowagę.
Zaśmiał się speszony, chyba bardziej do siebie niż do Kukułki, prostując się, kiedy udało mu się nie zlecieć z płotu. Skarcił się w myślach za bujanie w obłokach. Nic nie zobaczy, jeśli umrze. Jednak jego skupienie na podróży nie trwało długo, bo zaraz na horyzoncie pojawił się on. Koń.
- Patrz, widać jak chodzi jeden! - miauknął podekscytowany, brzmiąc trochę jak kocię. Nie mógł się powstrzymać, był zbyt pochłonięty obserwowaniem nowo odkrytego konia. Dzieliła ich od zwierzęcia całkiem duża odległość, ale dla niego liczyło się to, że w ogóle może go zobaczyć. Jakiś dwunożny coś przy nim robił, ale zupełnie nie interesował on Łososia.
Odkaszlnął, trochę zawstydzony swoim nagłym zahwytem, kiedy już się napatrzył. Nie to miała mu przecież Kukułka pokazywać.
- Macie takie w tym waszym klanie? Czy są tylko tu? - spytał ruszając się z miejsca, gdzie nawet nie zauważył, że przystanął.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Oo, odważniacha jej się trafił! Zaśmiała się nawet, choć nie było to wyśmiewcze, po prostu rozbawiło ją, co powiedział kocur, nawet chciała to jakoś skomentować, na przykład tak, że nigdy nie słyszała, by koń zjadł kota, raczej możliwą opcją było, że to kot zjadł konia, aczkolwiek nie zdążyła nic palnąć głupiego, bo nagle kocur wydał z siebie krzyk, jakby go obdzierali ze skóry, więc szybko odwróciła łeb, by zbadać, czy nic mu się nie stało (na przykład czy jakiś koń magicznie nie wyrósł spod ziemi i nie okazało się, że chce go jednak zjeść i właśnie ściąga go z płotu za ogon), ale nie! Wyglądało na to, że wszystko w porządku.
Zamrugała z zaskoczeniem, bo nie zdążyła zauważyć jego perturbacji i problemów z równowagą, więc doszedł do niej tylko krzyk i śmiech speszenia, ale tego też nie zdążyła skomentować, bo widocznie kocur był naprawdę dobry w odwracaniu uwagi, bowiem chwilę później zawołał, że widzi konia.
- O no proszę! - rzuciła z zadowoleniem. - Chcesz go zobaczyć z bliska? - zaproponowała, gotowa zeskoczyć z płotu i podbiec trochę bliżej. - Wydaje mi się, że dwunożni trzymają je na jakichś linkach, jak psy, gdy są w pobliżu - dodała, żeby w razie co uspokoić Łososia.
- Nie, w klanach raczej ich nie ma. Wiesz, podobnie jak psy, rzadko się zdarza, żeby jakiś nie pojawił się w towarzystwie dwunoga. Dasz wiarę, że czasami na nich siedzą? - zagaiła, bo teraz przypomniała się jej bardzo ważna rzecz dotycząca koni właśnie. - Ale chyba kiedyś słyszałam o koniu, co to przebiegł pół lasu sam, bez nikogo, ale nie wiem, co się z nim stało - mruknęła jeszcze, marszcząc nos w zastanowieniu. Bo i skąd miała wiedzieć, że ostatecznie nażarł się piachu i zginął gdzieś na terenie klanu Gromu?
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Postawny i dość kwadratowy kocur o mało zadbanym futrze. Jest ono srebrne z ciemnymi, niebieskimi cętkami i przejaśnieniami na brzuchu i wokół pyska. Ma łaty zbliźnionej skóry, na której nie rośnie futro. Jego oczy są wyblakłe zielone, z czego prawe oko jest bledsze od drugiego i zamglone.
Towarzyski i przyjazny. Stroni od konfliktów. Nie odnajduje się za dobrze w sytuacjach poważnych czy delikatnych, ale zawsze ma dobre chęci i próbuje pomagać.
Zastanowił się chwilkę nad pytaniem Kukułki, ale po chwili pokręcił głową.
- Jak teraz zacznę oglądać konie i inne rzeczy, to nigdy nie dojdziemy do tych twoich terenów - odpowiedział z uśmiechem. Ciągnęło go do przygody i zobaczenia konia z bliska, ale będzie tędy jeszcze wracać. A jak pójdzie tam, to pójdzie i za następny pagórek, żeby wyjrzeć i za kolejny... Nie, jego ciekawość ich zgubi i nie może na to pozwolić. Dom koni i tak nie był okropnie dlaeko od jego miejsca zamieszkania, będzie mógł tu wrócić kiedykolwiek. Może nawet z Kukułką, jeśli ta będzie chętna.
- Po co mieliby się na nie wspinać i siedzieć? Wygrzewają się na nich? - mruknął zaciekawiony. On czasem wspinał się na dach swojego domu, żeby cieszyć się ciepłem słoneczka, ale nie pomyślałby o wejściu na inne żywe stworzenie. A jednak była to jedyna opcja, która miała dla niego chociaż odrobinę sensu.
- Gdyby na mnie siadali dwunożni, to ja też chyba bym wolał biegać sam po lesie - stwierdził słysząc jej historię - Oprócz tego, że pewnie bym został zgnieciony. Ty się kręcisz wokół dwunożnych Kukułko? - spytał, bo w sumie to nie wiedział wiele o jej stylu życia. Koty z lasu nie lubiły innych kotów, nie mógł sobie wyobrazić, jakie nastawienie miałyby w stosunku do dwunożnych. Ale jego znajoma wychowała się ponoć tylko w ich pobliżu, może żyła z nimi w zgodzie? Mimo iż wydawała się dużo wiedzieć, to nie słyszał nigdy, aby wypowiadała się z miłością o żadnym dwunogu. Nie wydawała się mieć kogoś takiego, jak Łosoś.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- No co ty, chyba nie zamierzasz od razu umierać, mamy przed sobą całe życie, by tam dojść - zażartowała, acz nie nalegała, jeśli kocur nie chciał ich oglądać z bliska. Właściwie tylko przechodzili przez siedlisko, więc nie chciała, by nagle sobie pomyślał, że go zmusza do czegoś, kiedy mieli inny cel. Na konie zawsze można było sobie popatrzeć później, kiedy indziej - na przykład w drodze powrotnej, czy coś.
- Kto by zrozumiał dwunożnych - odpowiedziała krótko, kręcąc głową. - Nie mam pojęcia, co chcą osiągnąć, po prostu na nie siadają, ubierają w dziwne rzeczy najpierw, a potem na nich siedzą, a te idą przed siebie, jakby nie miały na sobie właśnie dwunoga - wyjaśniła to, co nie raz widziała, ale czemu tak się działo pojęcia nie miała. Nie oszukujmy się; nigdy nie podeszła do dwunoga i nie spytała go co to ma na celu. No i niekoniecznie znała ich język!
Na kolejne pytanie od razu pokręciła głową.
- Jedynie kręcę się po osiedlu, ale staram się trzymać z daleka od dwunogów. Można powiedzieć, że zostałam wychowana w nienawiści do nich - zażartowała. - Ale nie żywię do nich żadnej urazy, ot, żyję sobie obok nich, oni obok mnie, nie przeszkadzamy sobie nawzajem, wiesz - mruknęła, lekko wzruszając barkami. - A jak to jest z tobą, właściwie? - zagadnęła, bo pamiętała, że ostatnio trochę wymijająco odpowiedział na jej pytanie.
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Księżyce: 106 Płeć: Kocur Matka: Serafin [NPC] Ojciec: Skrzydło [NPC] Partner: Samotność Trwałe urazy: Blizny po poparzeniach: na czubku głowy, obejmując prawe ucho i dotykające policzka, oraz gardła; na prawym boku od barku do mniej więcej środka brzucha; na grzbiecie i obejmując kawałek lewego boku; na lewej, tylniej łapie. Zamglenie prawego oka.
Postawny i dość kwadratowy kocur o mało zadbanym futrze. Jest ono srebrne z ciemnymi, niebieskimi cętkami i przejaśnieniami na brzuchu i wokół pyska. Ma łaty zbliźnionej skóry, na której nie rośnie futro. Jego oczy są wyblakłe zielone, z czego prawe oko jest bledsze od drugiego i zamglone.
Towarzyski i przyjazny. Stroni od konfliktów. Nie odnajduje się za dobrze w sytuacjach poważnych czy delikatnych, ale zawsze ma dobre chęci i próbuje pomagać.
Pokręcił w zamyśleniu łbem, kiedy kotka opowiadała, co takiego dwunożni wyprawiają. Nigdy ich nie zrozumie, nawet jeśli nie ma nic przeciwko nim. Zamrugał zaskoczony na stwierdzenie Kukułki. Ta szybko ominęła temat, ale on nie umiał porzucić tematu od tak. Nienawiść? Do dwunożnych? Ktoś musiał przez nich wiele przejść, chociaż z jego doświadczenia byli tak niebezpieczni, jak nowo narodzone kocię. Po prostu nie należeli do najmądrzejszych.
- Oh moja dwunożna poszła sobie jakiś czas temu. Um, nadal czekam aż wróci, chociaż trochę jej to zajmuje - miauknął w odpowiedzi, ale szybko wrócił do znacznie ciekawszego tematu - Ale, ale! Jak to w nienawiści? Czy coś się stało? Skąd tam u was w ogołe dwunożni? - czuł jak ciekawość zaczyna zżerać go od środka - Jakbyś tylko poznała moją dwunożną, to od razu byś ją pokochała, serio! Jest cichutka i świetnie drapie za uszami - w pewnym sesnie czuł, jakby musiał stanąć w obronie swojej dwunożnej. W końcu była taka kochana... Więc nie każdy dwunożny jest okropny i Łosoś nigdy nie pozwoli, aby takie opinie nie zostały poprawione.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Och, no po prostu w klanach się przyjęło, że dwunodzy kradną kocięta, które zbyt daleko chodzą od obozu. No i porywają niektóre koty, które chodzą sobie samopas. Nie wierzę w każdą taką historyjkę, ale wiesz, jak się wraca do klanu, to najczęściej na pytanie przywódcy się słyszy, że porwał kogoś dwunożny i zamknął, bez dostępu do świeżego powietrza, za szkłem, że można było tylko wyglądać, a jak już ktoś otworzył okno, to najczęściej było tam coś... hm, takiego, co powstrzymywało koty przed wyjściem, rozumiesz może o czym mówię? - wyjaśniła. Następnie pokręciła głową. - Ja nic do nich nie mam, serio - dodała, żeby nie było. - Po prostu... słyszałam dużo historii. Ale patrząc na to, ile pieszczochów kręci się tak po prostu po mieście, czy jego obrzeżach, a nawet lasach, to chyba nie są tacy źli, faktycznie? - rzuciła, wzruszając barkami.
Na zapewnienia kocura poruszyła delikatnie wąsami z rozbawienia.
- Może i tak, ale... nie wiem, może to przez to, że większość życia nie miałam z nimi kontaktu, może te okropne opowieści w jakiś sposób to wywołują, ale... nie sądzę, bym do końca życia zbliżyła się do dwunoga na tyle, by mnie dotknął - rzuciła, trochę przepraszającym tonem, ale taka była prawda. Jeśli mogła się do żadnego nie zbliżyć, to wolała, by tak zostało.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wycieczki o świcie nie należały do niczego nadzwyczajnego w klanowym świecie, Orion zdążył już się przyzwyczaić, że leśne dzikusy nie miały jakoś wysoko na liście priorytetów odpowiednio długiego snu by obudzić się jako najpiękniejsza wersja siebie. Nie, lepiej wstawać jeszcze przed słońcem i wyglądać jak psu z gardła. On oczywiście nie zamierzał dopasować się wizualnie do reszty towarzystwa, więc wstawał odpowiednio wcześniej by się rozbudzić.
Dlatego tym razem obóz opuścił jeszcze szczerą nocą, by dotrzeć na umówione miejsce najpóźniej gdy na niebie zacznie się powoli rozjaśniać do szarości. Otrzepał sierść ze śniegu, zatrzymując się przed płotem i zajął układaniem tych kłaczków, które zdążyły się potargać podczas przeprawy dookoła klanu Cienia. Miał nadzieję, że Nurt się szybko zjawi, zmotywowana obietnicą pokazania jej krwiożerczych piszczek, czy co to jej kiedyś zdążył obiecać, mając z tyłu głowy obraz pospolitej kury. No i może też miał nadzieję, że choinka jeszcze stała w gospodarstwie, a szara pręguska da się namówić na głupią akcję.