Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Powariował, jak Gwiezdnych kochała. Postradał rozum i ona dobrowolnie zgodziła się z kimś takim wyruszyć daleko poza tereny Klanu! Zjeżyła się na widok Oriona na grzbiecie owcy, chyba reagując w jej imieniu, bo ożywiona chmurka nie przejawiała żadnego zainteresowania nieproszonym gościem.
Zazgrzytała zębami.
– Mogę – wyrzuciła spomiędzy zaciśniętych szczęk. Wbrew protestom ze strony własnych łap podeszła bliżej nieznajomego zwierzęcia. Widziała śladowe ilości podobieństwa do koni, ale generalnie bardziej niż konia, stwór przypominał nie-konia. – Już zapomniałeś, po co tu przyszliśmy?? Po kurę! Wiesz, co znalazłam? Kurę!
A jego wcale to nie obchodziło!
Sytuacja teoretycznie była opanowana, Orion skakał po chmurce, nawet bezwiednie wbijał jej pazury w kłaczki, oj! Właśnie wyrwał dwie garści (niezbyt wielkie) wełny, które z mocnym “beee” dezaprobaty skończyły w śniegu. Zachęcenie niepewnej towarzyszki w zbrodni o pomoc, mogło być lekkim błędem przez wzgląd na to jak wcześniej zignorował ruch w ciemności, który powinien przebadać wcześniej. Czy wraz ze zbliżającą się Nurt byli w niebezpieczeństwie? Cóż… jeśli bali się owiec to byli, a jeśli czuli się wystarczająco opanowali to mieli szansę nie zostać podeptanymi przez owieczki, które właśnie dzielnie zebrały się za koleżanką w potrzebie. Dwanaście par oczu bacznie wpatrywało się w intruza na wełnie, a następne pięć mierzyło wzrokiem krótkofutrą. Może bez gwałtownych ruchów, by nie spłoszyć stadka?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nim Nurt zdążyła podejść ze swoją aurą zagniewanego grzybka, zagadka się rozwiązała. To nie wilk czaił się w ciemnościach, a reszta puchatego stada. Wpatrzeni w niego jak apostołowie, chociaż raczej nie spodziewał by chcieli wysłuchać jego mądrości.
– Kurę? To co nic nie mówisz? – podniósł spojrzenie na popielatą. Na krótki moment, by wiedziała, że był z lekka oburzony zatajeniem tak istotnej informacji!! Następnie rozejrzał dookoła by sprawdzić czy kotka przyprowadziła kurę ze sobą, ale ani piórka po niej nie było. – A gdzie ta twoja kura teraz znajduje?
Czuł, że te owce to mu zaraz wywiercą dziury w jasnej szacie tymi spojrzeniami, więc już w stu procentach zaniechał dalszego zdobywania kłaczków, mając z tyłu głowy te dwa opadłe w śnieg. Ogólnie schodzenie na ziemię, by podstawiać się idealnie pod raciczki, średnio mu się widziało, zdecydowanie lepiej byłoby przeczekać sytuację na miękkim grzbiecie, ale... Nurt. No nie mógł jej tak zostawić, więc drugą najlepszą opcją było zniknięcie z zasięgu owiec.
– Wiesz co, prowadź do tej kury. – zadecydował, licząc na to, że jak nie zaadresuje bezpośrednio ich nowego towarzystwa, to prawie jakby go nie było. I że uda mu się bez przeszkód zeskoczyć na śnieg, chwycić wyrwane wcześniej kępki i podreptać do pręguski, czy z pręguską gdziekolwiek by nie prowadziła. Bez owiec depczących po głowie czy, co gorsza, ogonie.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Dopiero po zjawieniu się niemal w zasięgu pyska puchatej towarzyszki, Nurt zorientowała się o czających się w mroku spojrzeniach. I poczuła się jeszcze mniej pewnie, ale jako że Orion nie zdradzał choćby cienia zdenerwowania, nie mogła być gorsza i wszczynać alarmu. Ewentualność, że zostanie oświecona odnośnie niezaprzeczalnej, powszechnie znanej łagodności tych zwierząt (a co za tym idzie – tchórzostwa z jej strony, co to boi się personifikacji chmurek, no błagam!), rozbrzmiewała w szarawej głowie jako mniej akceptowalna od śmierci przez rozdeptanie.
– No taam! – miauknęła niecierpliwie, kierując jedno uszko w tył, na tyle przekonana o obecności ptaka, że nie potrzebowała na niego spoglądać. – Mówiłam, ale byłeś zajęty czym innym!... Po co ci w ogóle to futro??
Ciekawość mogła zostać zaspokojona w ruchu. Poproszona już wprost o zaprowadzenie do kury, Gromiaczka chętnie skorzystała z okazji na oddalenie się od (niewątpliwie sympatycznego!) stadka. Odwróciła się na pięcie, aż świsnęło, i pewnym siebie krokiem ruszyła do miejsca, gdzie ostatnio widziała bohatera dnia.
Zapamiętała te rejony jako mniej niepokojące.
Owieczki z lekkim stresem oglądały sylwetki dwóch kotów, które przed chwilą zmaltretowały Marlenkę, ale sama pokrzywdzona jakby nie miała żadnego problemu z tym wszystkim z cichym “bee” nadal wpatrzona w Oriona. Zachowanie dwójki ziomków miało jednak wpływ na to, czy chmurki na pewno odwrócą się zaraz na raciczce, czy nie… przynajmniej parę kroków muszą zrobić, by mieć pewność. Co do kury… cóż… biedna Nurt chyba straciła okazję na przyjrzenie się krwiożerczej bestii, bowiem po ptaku nie zostało nic oprócz rozkopanej ziemi… a może? Chociaż by mieć pewność musiałaby podejść bliżej.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Miało być na skarpetki, ale zjawiła reszta ferajny. Wątpię by te dwie kępki starczyły chociaż na jedną. – wyjaśnił truchtając obok Nurt. Stado nowych fanek wciąż ich obserwowało, ale kto jak kto, akurat Orion już dawno przywykł do bycia w centrum uwagi i niewiele sobie z towarzystwa robił, dopóki nie da o sobie znać tupotem raciczek.
– Hmmm... Ta twoja kura to chyba musiała odlecieć. – zasugerował po chwili marszu bez widoku drobiowej na horyzoncie. A, no przecież, kotka nie znała zbytnio na klasycznych mieszkańcach ferm. Dlatego uprzejmie objaśnił. – Co jest zabawne, bo z reguły nie potrafią latać.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Łypnęła na niego bez słowa, z wyrzutem. Nie znała skarpetek. Orion na pewno wiedział, że ich nie znała. Nie mógł jakoś normalnie?? Ciągle tylko tajemnice i tajemnice!
Ale mógł sobie zachować swoje sekrety, przypuszczała, że chciał sobie okryć futerkiem jedno albo drugie legowisko i tyle. Obrazić mogła się za to za zniknięcie kury, do którego by nie doszło, gdyby od razu potraktował jej doniesienia z należytą powagą!! Jakie szanse, że całe stado chmurek rozpłynęłoby się w powietrzu, jeśli najpierw dokładnie przyjrzeliby się ptakowi?? No właśnie, znikome.
Zamachnęła się łapą na jego odstające kłaczki na poliku.
– Gdybyś mnie nie zawołał, to by nie odleciała! – prychnęła. – Na pewno nadal gdzieś tu jeeest...
Przytknęła nos do ziemi i, wykorzystując swoje ponadprzeciętne zmysły medyczne, ruszyła za zapachem jak zawodowy pies tropiący.
Przynajmniej z początku, bo natłok interesujących bodźców zewsząd prędko zrzucił ją z oryginalnej ścieżki i, uniósłszy głowę, Nurt zaczęła się rozglądać, aby móc lepiej dopasować różne zapachy do ich źródeł.
Gwiezdni Nurt po zbliżeniu się do miejsca, w którym wcześniej była kura mogłaby zobaczyć jedynie jej piórko, osamotnione leżące na ziemi. Woń ptaka mieszała się z nieprzyjemnym zapachem krowich placków w okolicy, a ślady jakby nie istniały. Może kura potrafiła jednak latać? Szkoda, że oboje ziomeczków nie potrafiło. Nawet nie zrobili prawdziwego kroku w głąb pastwiska, a już zaczął delikatnie prószyć śnieżek. Oprócz tego? Nic się nie działo. Mogli ruszyć dalej… tylko czy Marlenka szła za nimi krok w krok? A może tak się tylko wydawało?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Uchylił się lekko, gdy wzięła zamach na jego kłaczki, ale nie na tyle wyraźnie by faktycznie, w pełni, ocalić je przed spotkaniem z białymi paluszkami.
– Gdybym ciebie nie zawołał to byś sobie odmrażała ogon podczas pilnowania kury zamiast mnie zawołać, ot co. – odparł na postawione przed nim zarzuty. Bo fakty były takie, że w swoim stuprocentowym skupieniu na podejściu do owcy nie usłyszał wołań z oddali, więc teraz to Nurcik mogła próbować wmawiać co chciała, on wiedział co słyszał. Czy raczej czego nie słyszał.
Niezrażony niczym kroczył za swoim pieskiem tropiącym, który ewidentnie był nowy w tej robocie, bo zamiast iść w jednej linii, to dreptał... nawet nie slalomem, a zawijasami. Albo ich uciekinierka była prawdziwym mistrzem w swoim fachu, albo ktoś tu miał już nieco zakatarzony nosek i średnio odbierał zapachy. Po chwili jednak natrafili na pojedyncze pióro, więc trzeba było przyznać, że kura rzeczywiście tu była – nie żeby wcześniej wątpił w jej obecność, ale nie zdziwiłby się, gdyby pręguska pomyliła ją ze zbłąkaną kuropatwą, bardziej podobną z nazwy niż z wyglądu.
– Hm, może została porwana przez kosmitów? – zasugerował z lekkim rozbawieniem. Darował sobie prędko pomoc z tropieniem, gdy okazało się, że stężenie krowich placków w okolicy zdecydowanie przekracza stężenie kur. Aż tak mu nie zależało na znalezieniu tego konkretnego egzemplarza. Ale dobra, może to już za dużo niepowodzeń jak na Nurt, ostatnie czego potrzebowali to żeby się obraziła. – Ale hej, to dobry znak, mimo wszystko. Kury nigdy nie żyją w pojedynkę, więc nawet jeśli ta twoja została porwana to na pewno miała jakieś koleżanki w okolicy.
Więc jeśli popielata nie będzie mieć nic przeciwko to on chętnie ruszy na dalsze poszukiwania zamiast zatrzymywać się i ryzykować, że owce do nich podejdą.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Przecież...!!! – wyrwała się, by zaprzeczać; w końcu mówiła o kurze i mówiła, że o niej mówiła, więc jakim prawem oskarżał ją o siedzenie z pyskiem zamkniętym jak jakaś niemowa? Ale w przebłysku geniuszu dotarła do niej myśl, że ewidentnie się z nią droczył, a ona bezbłędnie wpadała w jego sieć, dlatego zaraz dodała jedynie: – Ughhh.
Ukojeniem na zszargane nerwy medyczki okazało się samotne piórko, które nie tyle ich urządzało, co stanowiło dowód na jej prawdomówność, w razie gdyby Orion uznał za stosowne poddać ją w wątpliwość. W dodatku winą za ewentualne niepowodzenia to ona mogła oskarżać jego, w związku z czym przestało jej aż tak zależeć na odnalezieniu uciekinierki. Woń krowiego łajna nie miała tu nic do rzeczy, żeby była jasność.
– Może – mruknęła jeszcze troszeczkę obrażona, jednak szybko się rozchmurzyła. – Chodźmy tam!
Ruszyła truchcikiem w kierunku świeższego powietrza. To w zasadzie jedyny kierunkowskaz, jakim dysponowała, bo na ten moment nic szczególnego nie przyciągnęło jej uwagi. Równocześnie nie dało się narzekać na brak opcji, nadmiar nowości nachodził ją z każdej strony – prędzej czy później atrakcje same na nich trafią!
No i kury. Nie zapominajmy o kurach.
Kto by się spodziewał, że idąc przez zaśnieżone pola nadal można wpaść w błoto… a tutaj niespodzianka! Najwyraźniej los nie był zadowolony z postawy Azaliowej Łapy, który właśnie w tym momencie wdepnął dwiema przednimi łapami w grząski grunt. Mógł próbować się wydostać, oczywiście… ale czy mu się uda?
Gwiezdni uśmiechali się za to słodko do Nurcik, która zachowywała się jakby miała lunetę w oczach, bo dopiero co zgubiła jedną kurę, by znaleźć kolejną! A może to była ta sama? W końcu znowu dziobała w ziemi i świetnie się bawiła jakieś trzy lisie długości dalej.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Dreptał za Nurcikiem, we wskazanym przez nią kierunku, darując sobie kolejne komentarze, by nie ryzykować, że znowu jej się ten dobry humor ukruszy. Jedynie nucił sobie cicho pod nosem jeśli pręguska nie zarzuciła alternatywnym tematem rozmowy.
I ogólnie wszystko było fajne i kolorowe aż do momentu, gdy przednie łapy ugrzęzły mu w błocie. Prawdopodobnie wydeptanym ze zmarzliny przez tamto stado owiec, jakby miał się zastanawiać skąd taka niefortunna przeszkoda. Skrzywił się na myśl o czekającej go pielęgnacji paluszków, bardziej przejęty tą wizją niż tym, że mógłby tu utknąć na zawsze. Albo co gorsza, Nurt się jeszcze zorientuje, że go błoto uwięziło, a nie że nagły postój zarządzi, no to by było żenujące. Dlatego najpierw skupił się na próbie wyciągnięcia siłą lewej łapy, jednocześnie zezując w stronę towarzyszki, by zaprzestać prób, gdy tylko się odwróci. I udawać, że tak sobie stoi.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
Nie zauważyła, że kompan podróży wpadł w drobne tarapaty, zamiast tego wypatrzyła kolejną kurę! Albo tę samą, jeden pies prawdę mówiąc. Odwróciła się do Oriona – stojącego odrobinkę bardziej w tyle niż to oczekiwane w relacji przewodnik-turysta, co on, miał awersję do kur? – i triumfalnie wyszczerzyła kiełki. Niby zaniechała już tropienia zbiega, ale najwyraźniej jej wrodzone zmysły były niezawodne jak zwykle. Narzekać nie będzie, ma się ten talent.
– Widzisz?? Jest i ona – miauknęła, odsuwając się nieco w bok (i nie spuszczając oka z ex-samotnika, ma popatrzeć!!!), by ułatwić mu zerknięcie na ptaka. – Wiedziałam, że gdzieś tu musiała pójść! No więc – odchrząknęła; ona tutaj się powtarzała, raczę przypomnieć, ktoś wcześniej usilnie jej nie słuchał – to ma być, twoim zdaniem, drapieżnik??
Niepostrzeżenie jak prawdziwy drapieżnik… owieczka Marlenka podeszła powoli za plecy Oriona, który dokładnie w tym samym momencie wyciągnął łapki ze zdradzieckiej ziemi. Terminator oprócz usłyszenia krzyczącej kotki, mógł poczuć oddech tak-jakby-na-karku. Odpowiedź na pytanie była prosta: chmurka jak najbardziej śledziła dwójkę kotów, chociaż z małym opóźnieniem. Czyżby zaprzyjaźnione stworzenie jednak przynosiło szczęście? Chociaż po oczach, które nijak nie zdradzały większych myśli, raczej cała zasługa na szybkie wydostanie się z błota była po stronie kocura.
Kura… kura zaś w tym momencie spostrzegła dwa koty i owce, a na ten widok zagdakała z zażenowania. Czy wiejskie koty nie powinny teraz siedzieć w ciepłym domu? Zawsze ją to takie goniło po podwórku, ale o tej porze nigdy. Nie przejmująć się towaszystwem, które najwyraźniej pomyliła z kimś innym, zaczęła powoli odchodzić obrażona, że ktoś jej przeszkadza.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Aha no oczywiście, że jak przydałoby się by Nurt się skupiła na czymś innym to się gapiła na niego jak hiena na ludzkie dziecko.
– Kury pilnuj, nie mnie, nim ci znowu zwieje. – mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do medyczki (chociaż może jej ponadprzeciętne, medyczne zmysły pozwalały też usłyszeć każdy komentarz). Zaprzestał chwilowo prób wyciągnięcia przednich łap, subtelnie przenosząc ciężar na tylne kończyny, które wciąż stały na solidnym gruncie. Spojrzał w kierunku wskazanym przez Nurt i... no faktycznie kura. Śmieszne, że tak szybko znów na nią wpadli. Bawiłoby nieco bardziej bez łap w błocie.
– Jak najbardziej. Jak mi nie wierzysz to spróbuj ją dorwać. Chyba, że się boisz takiego drapieżnika. – oblizał pysk, przywdziewając sympatyczny uśmiech. – Uważaj tylko na jej pazury. Ale wydaje mi się, że powinnaś dać jej radę, nie będę musiał nieść do Gromu informacji, że ich medyczkę zadziobała na śmierć kura. A, tak, na dziób też uważaj, jak przy każdym ptactwie.
Bezpieczniej by było pewnie napuścić na ten drób jakąś mysz czy szczura, wtedy z pewnością pokazałaby swój faktyczny krwiożerczy potencjał. W przypadku starcia z kotem, oriental nie był tego pewny.
Jeśli to nie starczyło by odwrócić uwagę popielatej od niego to pozostawała mu jedynie próba subtelnego uratowania najpierw lewej, następnie prawej łapy. A gdy się wycofywał ze zdradzieckiej pułapki ku pewnej ziemi, poczuł na grzbiecie oddech... całkiem znajomej bestii, jak się okazało po ostrożnym obróceniu łba. Mimo że nad głową kręciły mu się znaki zapytania, Orion odetchnął z ulgą, spodziewawszy się gorszego monstrum niż owieczka, którą miał okazję nieco ogołocić z wełny moment wcześniej.
– Stęskniłaś się już czy przyszłaś już nas wygonić? – zagadał do niej, starając się jednocześnie odsunąć w bok, by nie ugrzęznąć drugi raz w tym samym błocie i wycofać do Nurt, nim ją strzeli, że drugą znalezioną przez nią kurę ignorował dla tej samej owcy.