Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– I tak mogą sobie nas podsłuchiwać?? Wątpię! – Bariery językowe, nie kojarzył takiego konceptu?? To by się zdziwił, Nurt spotkała niegdyś kota rozmawiającego szyfrem i nijak nierozumiejącego, co się do niego mówi. Co dopiero byle ptactwo? Gdyby Gwiezdni odblokowywali możliwość prowadzenia rozmów międzygatunkowych, z pewnością by o tym wiedziała! Nie uwierzy, że zwierzyna zyskuje niesamowite zdolności, jakie kotom się nie śniły!
Na następne słowa Oriona prychnęła i odwróciła wzrok, jakby jej oczy nie mogły zdzierżyć jego aktorstwa.
– Bez różnicy. Myślisz że wystarczy atak z zaskoczenia, żebym sobie nie dała rady? – docisnęła, choć Przodkowie świadkiem, niekoniecznie była gotowa na usłyszenie odpowiedzi.
Wokoło nie działo się nic, upierdliwa chmurka goniła za jej towarzyszem (może to zasługa koloru sierści Oriona? Gdyby mocno zmrużyć oczy, dałoby się pomylić go z owcą, chyba... Owce raczej nie grzeszą inteligencją, proszę spojrzeć na tę mordkę!), Nurt bynajmniej nie miała nic przeciwko przyspieszeniu tempa, jednocześnie nadal starała się iść o pół kroku przed cynamonowym.
Strzepnęła uszami, czując nagłe ukłucie zimna.
– Już nie miało kiedy padać!
Orion był jakimś dziwnym magnesem na wszystkie żyjątka hodowlane, nie dość, że owca śledziła jego kroki jak… owieczka to na dodatek kątem oka mógł mu mignąć - kogut. I to chyba nawet ten sam co poprzednio? Czy dziobek biegł za nimi, by odprowadzić ich wzrokiem? Chociaż jakby tak się przyjrzeć to kogucik pogonił właśnie jakieś małego pieska co się uczepił jego kurek. Po piesku nie było już śladu, ale za to kogucik dumnie się puszył i obserwował miejsce, w które pogonił szczeniaczka. Łatwy kąsek.
Nurt w tym czasie mogła zaś zobaczyć jedno wielkie nic, bo tak jak wcześniej zimne płatki wpadły jej do uszu, tak tym razem mogło ją oślepić światło odbijające się od jakiejś blachy. Co to za ustrojstwo? Nikt nie wie. Blacha oparta o ogrodzenie i tyle. A skąd to światło? Czy to lampka jakaś tak odbiła promień?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– A co im stoi na przeszkodzie? – spytał, przechylając lekko łeb. Zupełnie nie wziął pod uwagę, że to bariera językowa może być największym problemem zdaniem popielatej pręguski, nawet mu to przez myśl teraz nie przeszło. Ale bardzo chętnie by to rozważył oczywiście.
Za to drugi z tematów... ten już wymagał większej kalkulacji co jeszcze oriental mógł powiedzieć. Bo sądząc po zachowaniu Nurt wkroczyli właśnie już wszystkimi łapami na grząski grunt, co znacząco ograniczało jego pulę reakcji. Co za życie nie do życia.
– Hm, czaję. Czyli ogólnie wolałabyś raczej żeby moim odruchem na cokolwiek dziejącego tobie było chociażby... śmianie razem z tamtą owcą, zamiast pomocy? Tak abstrahując od tego czy faktycznie niezbędnej. Da się załatwić, nie ma sprawy, ale wydawało mi się, że ten etap mamy już za sobą. – spytał, licząc na to, że udało mu się odpowiednio balansować na granicy typowych żartów i niezręcznej szczerości. Same gwiazdy mu świadkiem jak nie cierpiał za bardzo przechylać się w stronę drugiej opcji. Czuł, że teraz właśnie tak się stało, fuj. Po prostu fuj.
Dopóki wciąż mógł się trzymać luźnego truchtu, nic nie stało mu na przeszkodzie do trzymania się pół kroku przed Nurt, chociaż powoli chyba zbliżali już do tego momentu. Biegnącego koguta obserwował tylko jednym okiem, tracąc całe zainteresowanie w momencie zauważenia, że typ nie gonił w ich stronę, a za psem, który również nie przejawiał zainteresowania nimi.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Nieznajomość naszej mowy! – wypaliła z mocą, bo tego jeszcze brakowało, żeby Orion zasiał ziarenko zwątpienia w szarawej głowie. – To by dopiero było niezręczne, gdyby nas rozumiały...
Wówczas musiałaby spisać na straty inteligencję wszelkich innych stworzeń, bo chyba nikomu nie udało się przemówić do rozsądku atakującemu psu czy lisowi (a kocim samotnikom jakoś dało się wyperswadować agresję!) albo dogadać z ptakiem, drapieżnym czy nie. A zrozumienie pojawiające się po śmierci to nieśmieszny żart, chociaż kto tam może wiedzieć?? ...O nie, już zaczynała wątpić!
– Jeśli nie widzisz nic pomiędzy wtrącaniem się w sprzeczkę z byle kurą a naśmiewaniem się, to nie mamy o czym mówić – prychnęła, spoglądając na niego spod byka a potem znów przed siebie. – Nie chcę twojej pomocy.
I głupia sprawa, bo nie wiedzieć czemu, poczuła ukłucie przykrości. Na szczęście na ratunek przychodziła niewypowiedziana rywalizacja; już niemal zbliżając się do biegu, Nurt miała na czym się koncentrować. A przynajmniej mordka zaciskała się w wąską linię zamiast imitować smętną podkówkę.
Aż tyle pomocy w maskowaniu nie potrzebowała, jednak wszechświat ewidentnie chciał ją wspomóc, jako że nie minęło kilka uderzeń serca, a kotka skrzywiła się mocno pod wpływem intensywnego promienia światła.
– A to co?? – jęknęła, odwracając wzrok i jedynie ukradkiem zerkając w stronę oślepiającego przedmiotu. Zaraz miał zniknąć za nią, bo jeśli nie interesował Oriona, ona tym bardziej nie zamierzała go badać z bliska.
Płot, płocik, płotek. Drewniany, taki sam jak poprzednio i przede wszystkim pod napięciem. Pastuch ślicznie wydawał lekko bzyczące dźwięki, ale nie zamierzał sam z siebie zaatakować. W końcu był tylko rzeczą. Żeby przejść dalej trzeba było go ominąć, czy tym razem dwóch koleżków zrobi to bez problemu? No i czy w ogóle skusi się iść dalej? Mogą zawsze zwrócić.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Koty żyjące z dwunogami z czasem uczą się ich mowy. – rzucił luźnym spostrzeżeniem. – Znaczy wiesz, nie potrafią się nią posługiwać, ale często są w stanie mniej czy bardziej zrozumieć takiego. Nie zdziwiłbym się gdyby to tak działało też z innymi zwierzętami.
Uważał to za całkiem solidny argument by w ogóle zacząć takie rozważania. I to tak faktycznie wziąć pod uwagę, że komunikacja ze stworzeniami innych gatunków byłaby możliwa, gdyby tylko obie strony tego chciały. Albo gdyby poświęcić wystarczająco dużo czasu na obserwację.
– Mm, zanotowane. – mruknął tylko. Ze wzruszeniem barków by było, gdyby nie fakt, że znajdowali się w ruchu. Oczywiście, że nie zamierzał się do tego stosować, ale nie zmieniało to faktu, że ostatnia wypowiedź nie wypaliła, nadszarpnęła humor medyczki i ogólnie nie było co ciągnąć tematu dalej. Faktycznie nie mieli o czym mówić. Tylko jakiś cień irytacji się ciągnął za orientalem, bo czemu Nurt była taka trudna w rozmowie. Na pewno była duża poprawa od kiedy przestał ją zbyt intensywnie drażnić (wielka strata, że nie rozumiała, że to tak z sympatii), ale czasami wciąż... miał dość, jak wielkiego fikołka w jego zachowaniu oczekiwała?
– Hm? Co? A, blacha po prostu, nic ciekawego z niej nie zrobimy. – wyjaśnił, gdy tylko zauważył oparty przedmiot. Dużo bardziej interesowało go o co był oparty. O znak, że dotarli na drugi koniec pastwiska. Zastrzygł lekko dużymi uszami, słysząc ciągły dźwięk od płotu. – Uważaj by o nic nie zahaczyć, to nic przyjemnego. – ostrzegł ją, na wypadek, gdyby zapomniała już jak wyglądały przeprawy pod ogrodzeniem, a następnie sam spróbował prześlizgnąć się pod deskami. Kątem oka tylko obserwował jak pręguska sobie radziła. Jeśli nie chciała pomocy, miała problem. Zabrał ją na wycieczkę to przypilnuje by wróciła w jednym kawałku.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Te tutaj chyba nie żyją z kotami – brnęła w swoje. – Widzisz tu kogoś? Kompletne pustkowie!
Przecięła powietrze gwałtownym ruchem ogona. Śledzące cię chmurki, atakujące ptactwo – proszę bardzo, tych tutaj pod dostatkiem! Prócz ich dwójki, trudno uświadczyć tu kota; nikt dotychczas nie przyczepił się, że przekroczyli granicę! Poniekąd szkoda. Nie żeby Nurtowi spieszyło się do walki o możliwość dokończenia przygody (a przecież nie zależało jej na tym skrawku ziemi jako takim), ale fajnie byłoby spotkać tutejszego.
Poruszyła uszkiem, kiedy bez sprzeciwu przyjął jej słowa. Teoretycznie tego chciała, więc nie miała nic do dodania, co nie? Dzielnie stłumiła nieprzyjemne, cisnące żołądek uczucie i wyprostowała się, jakby chciała przekonać swoje ciało do lepszego samopoczucia.
Blacha okazała się wybawicielem.
– Na co to komu? – dopytała, minimalnie odwracając głowę, by móc zobaczyć znikający za nimi, jasny przedmiot. Wyglądał... nijako. Poza dziwnym efektem wizualnym, zdawał się służyć niczemu. Ale może to igranie ze światłem było jego atutem?? Gdyby obstawić takimi granice Klanu Gromu, Nurt nigdy więcej nie spotkałaby zbłąkanego pieszczocha!
Dotarli do płotu i ich ciche wyścigi trzeba było tymczasowo przerwać.
– Ale nadaje – rzuciła komentarzem w trakcie przyglądania się poczynaniom Oriona, nim dołączyła do niego, naśladując jego ruchy. – Bzzz, jak gniazdo os!
Najwyraźniej pierwsze przejście było tak dobrze przemyślane, że z drugim już nie mogło być problemu. Orion ruszył przodem, przypominając przyjaciółce jak powinna to zrobić i sam przeszedł bez problemu, Nurcik idąc praktycznie w ślad za kocurem również bez problemu przekroczyła na druga stronę. No i gospodarstwo. Teraz tylko dotrzeć do upragnionego prezentu, który tak bardzo chcieli znaleźć.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Może po prostu jest normalny i śpi jeszcze o tej porze. – ziewnął dla podkreślenia swojego argumentu. W takich miejscach zawsze były koty, tak jak zawsze były psy przecież. Nie wspomniał jednak ani o jednym, ani o drugim na głos, by przypadkiem nie wywołać niechcianego towarzystwa. Przy czym nie wiedział czy gorsze by było spotkanie z lokalnym burkiem, czy jednak z mruczkiem. Podejrzewał, że z mruczkiem, szczególnie gdyby dyskusja nie przyniosła pozytywnych skutków, a typ był równie uparty w walce co spotkany wcześniej kogut. Niekoniecznie widział mu się koci trup na sumieniu z Nurt w roli świadka.
– Coś z nich konstruują zwykle. – odparł, strzepując uchem. Jak stała tu oparta to pewnie niedługo zostanie jedną ze ścian kurnika czy coś, tak to zwykle działało. Nie był do końca pewny czy i w tym przypadku, ale wątpliwościami dzielić się nie musiał. W końcu, jakby nie było, to wciąż była tylko blacha i tak jak powiedział wcześniej, nic ciekawego z nią nie zrobią. Nie było więc co się nad nią rozczulać.
– A wyobraź sobie teraz mieszkać koło takiej. Potem gdzie nie pójdziesz słyszysz to bzyczenie. – wzdrygnął się, znajdując się już po drugiej stronie ogrodzenia. Obserwował przeprawę pręguski, ale skoro ta nie podskoczyła gwałtownie to mógł stwierdzić definitywny sukces. Byli gotowi do dalszej wycieczki, tym razem przez gospodarstwo. I tak jak cośtam, cośtam, o tym by nie wywoływać wilka z lasu, tak Orion musiał wspomnieć, chociażby w przelocie. – Łatwo tu o spotkanie z psem, więc jak jakiegoś zauważysz to mów.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– I błąd!! – Majtnęła ogonem na boki. Tutejsze koty śpią sobie smacznie, podczas gdy po ich terytorium pałętają się obcy i mordują im kury. Trzeba coś napomykać o wyższości Klanów? – A ty nie rób z siebie męczennika, to był twój pomysł!
Na który ona chętnie przystała, ale to niczego nie zmieniało. Gorzej, że na zwrócenie uwagi na późną porę poczuła kryjące się pod zewem przygody zmęczenie i łatwo dała się zarazić orionowym ziewnięciem.
Jako swój ostatni komentarz odnośnie blachy, Nurt spojrzała na niego ze zwątpieniem. Nic fascynującego, rzeczywiście. Cokolwiek dwunożni z nimi robili, nie mogło być porywające.
– Dlatego zapachowe granice lepiej się sprawdzają – zawyrokowała, znalazłszy się bezpiecznie po drugiej stronie. Otrzepała się przed kontynuacją wędrówki i pozwoliła przejąć pałeczkę dowodzenia, przynajmniej do czasu lepszego zorientowania się w celu podróży. Trochę się pozmieniało dookoła. – Nie bzyczą, to po pierwsze. A to tutaj nawet nas nie powstrzymało! Gdzie plusy?
Rozejrzała się odruchowo na dźwięk słowa „pies”, wydając z siebie cichy pomruk na znak, że przyjęła do wiadomości. Tak szczerze? Nie zdziwiłaby się, gdyby one też spały, ale niech będzie.
Przejście przez płot było niesamowicie prostym wyczynem dla dwójki ziomeczków, ale smutne beczenie zza płotu mogli usłyszeć oboje. Marlenka została na pastwisku ze smutnym wzrokiem wpatrując się w Orionowe oczy… nadzieja. Myślała, że może jej nowy kolega, a może nawet miłość wróci do niej. Była gotowa oddać mu całą wełnę jaką posiadała. W końcu jednak kiedy cynamonowy point przyjrzał się bardziej gospodarstwu, które naruszył swoją obecnością, zauważył sporej wielkości pieska. Spał sobie grzecznie, ale pewnie mógł obudzić się w każdej chwili. Czy to pora zagrać w “stary niedźwiedź mocno śpi”?
Nurcik oprócz owieczki, która pewnie lekko tasakowała ją spojrzeniem nie miała tyle szczęścia, by wypatrzeć zagrożenie, a wręcz przeciwnie - nie zobaczyła nic. Mogła dojrzeć bardziej… zwykły budynek i trochę przestrzeni ogrodzonej innym płotem. W domku nie paliło się żadne światło, a podwórko było w sumie puste. Dla oczu Medyczki przynajmniej.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Mój, wynikający z troski o ciebie. – czyli jej wina, dogadane. – Jakbyśmy przyszli w środku dnia to w tym tłumie zaraz by ktoś ciebie porwał, albo co gorsza, nie zauważył i zdeptał na amen. Nie mógłbym tego zrobić Gromowi. – pokręcił nieznacznie łbem. Oczywiście, że to dobro najdalszych sąsiadów miał na względzie, gdy podejmował decyzję o zwleczeniu się z legowiska o tak pogańsko wczesnej porze.
– Dotknij to się przekonasz, gdzie plusy takich granic. Ale nie polecam. Serio. – dodał ostrzeżenie, by przypadkiem ciekawość nie wzięła góry i nie cofnęła pręguski pod ogrodzenie. Pod ogrodzenie przy którym zatrzymała się ta jedna owca i popłakiwała po drugiej stronie. No co za typiara. Ciekawe czy gdyby nie płot to czy by wróciła aż do obozu za Orionem? Nie miałby nic przeciwko, teraz jednak, gdy hałasowała, nieco mu nie leżała ta znajomość. Miał tylko nadzieję, że jak się odsuną to sobie wełnista daruje koncert.
Tak jak moment temu ostrzegał Nurt przed obecnością psów, tak sam teraz dostrzegł śpiącego burka. Zaczepił kotkę ogonem by następnie machnąć łbem w jego stronę. Proszę bardzo, śpiący pieseczek jak się patrzy. I może by mogli kontynuować z włamaniem bez zbędnych komentarzy, ale orientalowi wydawało się, że zauważył przedmiot skitrany między łapami. Kość jak nic, co innego mógł tulić piesek? Niestety to prowadziło do bardzo głupiej myśli.
– Założę się, że pierwszy mu zwinę te kość. – mruknął konspiracyjnym szeptem i nie czekał nawet na potwierdzenie, że Nurt przyjmuje to wyzwanie. Jeszcze by zaczęła apelować do jego rozsądku, o zgrozo. Zamiast tego przyjął pozycję łowiecką i zaczął się skradać do pieseczka. Chciał podejść jak najbliżej by przekonać się czy faktycznie tulił coś co dało mu się ukraść, a nie miał krzywe łapki chociażby.
Niska, drobnej budowy, szczupła, o smukłym pysku. Niebieski, tygrysio pręgowany, krótki włos. Z rozjaśnieniami na pysku, szyi oraz brzuchu i białymi znaczeniami na palcach przednich łap. Ceglasty nosek, jasnozielone oczy, poduszeczki w kolorze nosa, gdzieniegdzie splamione ciemniejszą barwą.
Ciekawska, lubi wściubiać nos w nie swoje sprawy, dopytywać, dyskutować, rywalizować oraz wdawać się w głupie gierki. Mała gaduła. Często najpierw robi, potem myśli. Pod otoczką nonszalancji kryje się troskliwa, otwarta na nowe znajomości kotka, która co prawda potrafi być choleryczna, ale nie chowa urazy na długo. I wydaje jej się, że inni też nie powinni, co wzmaga tendencję do narzucania się.
– Phi – obruszyła się lekko, a cienki ogon zaliczył kolejny wywijas w powietrzu. – Mnie by porwali? Uderzenie serca i mnie nie ma, a gdzie ty się zmieścisz z tymi długimi łapskami?? Nawet z chwytu byś im się nie wyślizgnął, zero gibkości.
Może i miał atletyczne ciało, ale nie mogło równać się z jej smukłością połączoną z kompaktowością, która akurat idealnie sprawdziłaby się przy pościgach oraz walką z większym od siebie przeciwnikiem, tego była pewna! Nie dałaby się uprowadzić jak byle terminator, niestety jemu nie potrafiła zagwarantować tego samego.
– E? – Uchyliła pyszczek. – O czym się przekonam niby?
Jasne, wspominał, że zahaczenie o płot to nic przyjemnego, ale nieszczególnie wzięła to sobie wtedy do serca. Nie chciała przejechać plecami po ostro wyglądającej krawędzi, więc uważała, jednak jak widać ryzyko zadrapania nie robi za przeszkodę wartą stawiania bzyczących granic. Oni przeszli!
Skorzystać z sugestii ochoty nie miała, zniechęcona jeśli nie konsekwencjami, to obecnością wyrzucającej jej nie wiadomo co owcy. Chmurce źle z oczu patrzyło, zwłaszcza kiedy spuszczała wzrok z Oriona i gapiła się na nią. Im szybciej odejdą poza zasięg prześladowczych patrzałek, tym lepiej.
Tknięcie. Zanim skomentowała jakoś zaczepkę bez powodu, instynktownie popatrzyła we wskazanym kierunku i zastany widok skutecznie zamknął jej mordkę. Pies! Śpiący, jak przypuszczała! Ale chwila, co?
Nie zdążyła w pełni zajarzyć konceptu, którym kierował się rudzielec (jaka kość??), ani zamienić słowa z rozsądkiem, bo oto już skradała się równolegle do kocura. Nie ma głupich, żeby miała z nim przegrać!
Niestety oboje ziomków nie rozumiało prostych zasad “stary niedźwiedź mocno śpi”, rzucając się w pościg po kostkę długowłosego pieska w kolorze czarno-szaro-białym. Kocur był szybszy i o wiele bliżej podszedł do śpiącego Burka, pewnie miałby nawet szansę sięgnąć po skarb, który sobie wymyślił… ale najwyraźniej zabawowy humor zbyt mocno udzielił się Nurt, która mimo (teoretycznie) ostrożnego skradania, potknęła się o coś i wywróciła na pyszczek. Zaalarmowany pies zerwał się od razu na równe łapy, zauważając tylko kotkę, ale przez gwałtowny ruch uderzył się w łeb o podwozie starego jeepa, ogłuszając się na chwilę. No dobra, teraz oboje mieli szansę na ucieczkę lub zaatakowanie… co lepsze?
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nurt nie rozczarowała – w chwili, gdzie brak zdrowego rozsądku jak najbardziej był w cenie, nie obudziła w sobie tej, głęboko zakopanej, racjonalnej części. Dzięki temu już po chwili, kątem oka, mógł zauważyć jak się skrada obok niego. I fajnie, doceniał, ale nie ma głupich. To nie była praca zespołowa, a zawody. Przyspieszył więc kroku, chcąc skorzystać z dobrodziejstwa dłuższych łapek. I już był niedaleko celu, gdy usłyszał za sobą plaśnięcie o błoto. Odwrócił błyskawicznie łeb, widząc jak szanowna medyczka Gromu zaryła pyskiem o ziemię. Normalnie by bawiło, ale teraz hałas towarzyszący potknięciu mógł jedynie obudzić uśpionego psa. Orion więc równie prędko wrócił do patrzenia przed siebie, akurat by dostrzec jak psisko przywala łbem o podwozie i krzywi się adekwatnie do sytuacji.
Miał nadzieję, że sytuacja bardziej klarowna już być nie mogła i Nurt sama załapie, że pora uciekać. Bez werbalnych komunikatów. Sam tymczasem... rzucił krótkie spojrzenie leżącej kostce, wyliczył sobie (dzięki swoim niesamowitym zdolnościom matematycznym) parę sekund przewagi nad ogłuszonym psem. Dlatego plan jego ucieczki wzbogacił się o dodatkowy punkt – chwycić za psi skarb i dopiero wtedy zwiać poza zasięg burka.