Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Nie sądziłem, że Dettlaff zechce zabrać mnie w krzaki, by opowiedzieć mi o miejscu, które chciałby, żeby było naszym nowym domem. Pozwalam się jednak zabrać znów daleko od mamy i nie widzę w tym niczego złego, w końcu ten kocur był dotąd bardzo dla mnie miły i nie wzbudził ani na moment mojej podejrzliwości.
Kiedy tylko kocur zaczyna mówić, ja sadowię się obok niego i zamykam oczka. Leżymy bok w bok i nasze futra muskają się delikatnie. Tylko końcówki włosów. Ze szczegółami wyobrażam sobie to, o czym opowiada i na początku czuję, że na moim ciele włosy stają dęba. Opowiada przecież o strasznych potworach, których nigdy nie widziałem. Kocur porzuca jednak dość szybko porzuca temat potworów i skupia się na opisywaniu samego miejsca, które prędko zaczyna w mojej głowie jawić się jako kraina płynąca mlekiem i miodem, pozbawiona wad. Nie wiem, kiedy na moim pysku pojawił się błogi uśmiech, ale kiedy się orientuję, wcale nie zamierzam go z siebie zdjąć.
- To będzie super miejsce. Lubię cię, Dettlaffie, jesteś dobry - mówię i zanim się orientuję, okazuje się, że zasnąłem.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Nie można było powiedzieć, że oczekiwał wiele więcej od młodzika niż komentarza będącego jedynie zwykłym "wow". Co innego miał powiedzieć, sam z góry rzucił że nie widział nigdy w życiu nic poza cmentarzem na którym do tej pory wszyscy żyli. Niemniej, wyznanie że go lubi było... miłe. Ciepłe. Nadal gdzieś z tyłu głowy się go obawiał, ale szczerze - póki nie myślał przyszłościowo i nie dopowiadał sobie rzeczy, które mogą się stać (a wcale nie muszą) - mógł sam przyznać że go lubi. No, bo Gronostaj nie może być zły. Skoro teraz nie jest zły, w przyszłości też nie będzie zły. Na pewno nie, nie będzie żadnym zagrożeniem. Gdyby miał być to przecież już teraz by dał znać Dettlaffowi że chce się go pozbyć, a tego nie zrobił. Spędzał z nim czas mimo, że byli sobie nieznajomi, a na końcu powiedział że go lubi. Do tego, młody zaufał mu na tyle, że dał radę przy nim zasnąć. Na pewno, na sto procent Gronostaj był dobry, będzie dobry względem Dettlaffa. Być może zbyt prędko zaczął mu ufać, ale to nie szkodzi, absolutnie. Był czuły na taką bezinteresowną dobroć w swoją stronę. Zawiła logika, ale najważniejszym jest chyba to, że miał chociaż jednego kota poza Voodoo przy którym teraz nie będzie bał się siedzieć. Zaraz ostrożnie, delikatnie naparł swoim grzbietem o jego, żeby go czasem nie obudzić, ale dać mu też trochę komfortu i ciepła w czasie snu. Więcej zrobić nie chciał, nie mógł, bo jeszcze faktycznie zbyt nim tyrpnie i go obudzi.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Było mi ciepło i spokojnie. Śnię o miejscu, w którym w rzece jest tak wiele ryb, że można swobodnie wyjmować je łapą jedna po drugiej. Legowiska w ciepłych norach i dziuplach są zrobione z mięciutkich chmurek. W tym miejscu zupełnie nikt nie jest zagrożony, a choroby są zupełnie niegroźne bo Fairy i Pokrzywa mają mnóstwo ziół, które są bardzo łatwo dostępne. To cudowne miejsce, jest w nim moja mama i całe rodzeństwo, które też jest zawsze zdrowe i najedzone. To dokładnie to miejsce, które namalował w moim umyśle Dettlaff, a które wzbogaciłem w istotne dla siebie szczegóły.
Kiedy się budzę, zaskakuje mnie, że to, co mnie otacza, jest zupełnie inne niż wspaniały sen. Nie minęło dużo czasu, ledwie się zdrzemnąłem. Otwieram oczy i dociera do mnie, że dookoła jest zimno, a jedynym źródłem ciepła jest fragment grzbietu przylegający do mojego ciała. Trzepię uszami, zamykam jeszcze na moment oczy ale sen nie wraca. Przeciągam się i oczywiście ziewam przeciągle. Dopiero powoli przypominam sobie, co działo się, zanim zasnąłem. Przemowa czekoladowej kotki z muru, ucieczka ze starego domu, znalezienie się tutaj, rozmowa z Dettlaffem. To wszystko wraca do mnie bardzo powoli.
- Och - mówię cicho, po czym spoglądam na biało-niebieskiego kocura. - Myślisz, że długo jeszcze będziemy musieli tu być? Zimno mi. - skarżę się cicho. Szczerze mówiąc, czuję że jestem trochę przestraszony. Nie przywykłem do budzenia się pod gołym niebem, tęsknię za ciemną i ciepłą kociarnią.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Wydawało mu się, że młody będzie spał dużo dłużej. Co najmniej aż do powrotu wyprawy, albo... no, na tyle długo że sam będzie to odczuwał. Zdziwił się więc, gdy nagle czuł nieznaczny, ale stopniowo narastający ruch za sobą, a potem głos, pytanie i skargę. Bestyjka jak na rozkaz, kiedy usłyszał słowa lecące w swoją stronę przechylił jakoś nieznacznie łeb, by móc chociaż w pewnym stopniu przyjrzeć się kociakowi. Nie wiedział co zaradzić na to drugie, bo... bo nie wiedział czy w ogóle może się przesadnie zbliżać do młodego. To, że on powoli zaczynał mu ufać, nie znaczy że młody tego chce. No i co powiedzą na to inni? Może ma się trzymać z daleka? To nie jego młody. - Nawet nie wiem kiedy wyruszyli... Pewnie do nocy będziemy bez żadnych wskazówek. Może trochę dłużej - odpowiedział zupełnie szczerze. W tym wypadku nie ma po co wymyślać bajek. Na drugie za to jedynie westchnął. - Może to z głodu? Albo z nudy, nie wiem... Chcesz, to możemy coś porobić. Albo wrócić do twojej matki. Duże, silne koty też czasem potrzebują przytulić się do kogoś starszego.
Powiedział bez krzty wątpliwości. On tak robił, za równo teraz przy Voodoo, jak i kiedyś przy starym druhu. Kradnięcie ciepła to była akceptowalna zbrodnia, na którą każdy kot mógł sobie pozwolić.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
- Przecież dopiero co przed drzemką jadłem - przypominam mu szybko z ziewnięciem na pysku. Krótki ogonek porusza się w powietrzu gość gwałtownie, kiedy rozglądam się dookoła, zastanawiając co mógłbym teraz porobić. Rozmowa z Dettlaffem trochę mnie już znużyła. To nie tak, że była nudna, kocur był bardzo fajny i super że rozmawiał ze mną, nie traktując mnie jak malutkiego kotka. Jestem jednak wciąż tylko trzy księżycowym kociakiem i robienie tego samego przez dłuższy czas nudzi mnie niezależnie od tego, jak fascynująca była jakakolwiek czynność na samym początku.
- Idę pobiegać albo połapać żaby. Będzie cieplej - mówię, nie będąc świadomym że skakanie za żabami w wodzie po pęciny zdecydowanie nie jest czymś, od czego może zrobić mi się ciepło. Ruszam kilka kroków w przód ale zanim wykonam kolejny, odwracam się są siebie, do Dettlaffa. - Cześć, Dettlaff. Jesteś super. I nie bój się. - mówię do niego i uśmiecham się szeroko, pokazując mu szereg mlecznych zębów.
Tego dnia od samego rana Lawina czuła się nieco dziwnie. Nie wiedziała jeszcze, co jej nie pasuje, ale na pewno nie było tak, jak wcześniej. Od razu odrzuciła, że to kwestia stresu z ostatnimi wydarzeniami. Dla niej to, co się działo, było bardziej ekscytujące niż przerażające i oznaczało przygodę. Nie rozumiała jeszcze, czym właściwie jest śmierć i że spór z Klanami mógłby oznaczać wielkie cierpienie. Matka nie raz narzekała na TEN ZŁY KLAN RZEKI i opowiadała, jak to niesprawiedliwie odebrano jej poprzednie kocięta, tym samym nastawiając przeciwko nim swój aktualny miot i to było najgorsze, co młoda koteczka potrafiła objąć swoim kocięcym umysłem.
Sama podróż ku niezadowoleniu Lawiny przebiegła bez zakłóceń. Starała się zająć obserwacją wszystkich kotów, aby wyłapać wszelakie informacje, o których mogłaby później z kimś po plotkować, niestety nieco rozpraszało ją, iż szybciej męczyła się niż inne kocięta. Nie mogła jednak przyznać się, że mogłaby być w czymś gorsza, więc nikomu nic nie mówiła, licząc, iż jakoś dojdzie bez potykania się i nikt nie zauważy. Na miejscu już, gdy łapała oddech, spostrzegła, że mała szylkretka - chyba Tsunami - przepychała się między innymi kociakami, aby dostać się do Tundry. Słysząc jej słowa, córka Zroszonego Listka skrzywiła się i uznała kotkę za kapryśną. Ot tak przyszła i oznajmiła, że ONA CHCE zostać uczniem. Bura położyła po sobie uszy, w myślach krytycznie oceniając starszą.
Następnie przerzuciła wzrok na staruszka Dynię, który przycupnął z boku i przysypiał przez chwilę, nim jednak ruszył na polowanie. Kilka innych kotów również wybrało się po jedzenie. Z jednej strony koteczka miała nadzieję, że przyniosą jej coś co lubi, lecz z drugiej kompletnie nie miała apetytu. Gronostaj zaczął zaczepiać kapryśną Tsunami, a Plaga najwyraźniej jak to on zagubił się w swoim świecie i siedział nieruchomo jak patyk wbity w ziemię. Nuda.
Kolejną ofiarą niebieskich oczu okazał się niebiesko-biały kot, który zachowywał się bardzo podejrzanie. Od razu położył się z boku i chyba miał problem z oddychaniem. Czyżby to tak wyglądała śmierć? Lawina z zaciekawieniem poprawiła się na swoim miejscu i owinęła ogon wokół łapek, licząc na interesujący rozwój zdarzeń. Kocur jednak leżał nieruchomo z szeroko otwartymi oczami. Obserwowała go jeszcze przez chwilę, aż dała spokój, uznając, iż śpi. Sama zresztą zrobiła się potwornie śpiąca, więc ułożyła się przy brzuchu matki w ciepełku obok brata/siostry XYZ i oddała się ciemności.
Zdawało jej się, że tylko mrugnęła, kiedy ponownie otworzyła oczy. Jednakże zmiana pozycji słońca oraz położenia Gronostaja uzmysłowiła jej upływ czasu. Ziewnęła potężnie, jakby chciała połknąć całą grupę i wstała, przeciągając się. Wszystkie mięśnie zaczęły ją boleć i czuła się jeszcze dziwniej niż rankiem, co zrzuciła na efekt podróży. Usiadła i mrugając sennie, zawiesiła wzrok na gronostajowym bracie, który właśnie żegnał się z chyba Dettlaffem i gdzieś szedł.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Sekwoja nie była zbyt zadowolona z powodu całej tej wyprawy. Po co w ogóle uciekają przed jakimś tam Klanem Kałuży czy czegoś tam, powinni walczyć. a nie. Bez sensu.
Chociaż i tak najgorsze było to że potraktowali ją jak dzieciaka, przez co musi iść w środku z bachorami Zroszonego Liścia. Jeszcze bardziej bez sensu. Ale przynajmniej Tsunami była blisko. O dziwo Sekwoja była bardzo grzeczna. Tylko od czasu do czasu sykneła na kogoś gdy naruszył przestrzeń osobistą, jej lub siostry w ostateczniości też Tudnry. Nie zamierzła tym razem odwalić czegoś głupiego. Sprawiłaby tym mamie jeszcze jeden problem do naprawienia, gdyby przeorała któremuś z smarkaczowi pazurami po pysku, a czekoladowa kotka i tak miała ich wystarczająco, przez tą całą absurdalną wycieczkę.
W końcu się zatrzymali, a Sekwoja nie musiała już więcej znosić, towarzystwa tych małych idiotów z młodszego miotu. Postanowiła więc zająć się swoim pokręconym futerkiem, gdy szylkretka gdzieś poszła. Odprowadziła ją wzrokiem, by zauważyć jak podchodzi do Tundry. Kremowa owieczka nie przyjęła się tym zbytnio, gdyby to było coś ważnego na pewno by się już dowiedziała. Przypuszczała że siostra była głodna albo coś. Bardzo się jednak pomyliła i mocno zawiodła. Tsunami bez uprzednia poszła do Tundry i zapytała o to czy może zostać uczennicą. Sekwoja myślała że zostaną razem uczniami. Później z nią o tym porozmawia, ale na razie musi poczekać aż ci wszyscy frajerzy z Nowego Świtu zwinął się na polowanie. Nie chciała odbierać uwagi swojej siostrze której chyba na tym zależało. Jeżeli rzeczywiście tak było, ale to właśnie otrzymała, a Sekwoja nie zamierzała przyćmiewać jej blasku. Jeden z wypłoszy Zroszonego Listka śmiał podjeść do Tsunami i jej pogratulować. Mierzyła go wrogim spojrzeniem dopóki się nie oddalił i nie poszedł do czarno-białego kocura, chyba nowcjuesza. Podeszła do Opoki, z lekkim ledwo rozpoznawalnym uśmiechem, który pochwili znowu zmienił się w jej zwyczajowy grymas. Co za dużo to nie zdrowo.
- Cześć mamo - w przeciwieństwie do Tsunami Sekwoja nie miała żadnych oprów przed z zwracaniem się do czekoladowej kotki po prostu mamo - Tak samo jak Tsunami nie jestem już kociakiem. Chce w końcu zostać uczniem, tak jak ona -
Księżyce: 112 Mistrz: Tajga Płeć: kotka Matka: Tajga* Ojciec: nie poznałam imienia Partner: Pokrzywa
szczupła kotka w typie devon rex o czekoladowej szylkretowej klasycznie pręgowanej sierści z bielą. Ma nieco płaską głowę i żółte oczy.
Poważna, twarda, zdecydowana. Ma w głowie własny kodeks postępowania, własny sposób postrzegania dobra i zła. Dla przykładu, bicie nie zawsze jest złe jeżeli jest środkiem do osiągnięcia wyższego celu. Rzadko można uświadczyć uśmiech na jej pysku. Ostatnie, co można o niej powiedzieć to to, że jest wyluzowana i swobodna. Jest uparta ale przez to niezwykle lojalna. Samotnicze życie sprawiło, że jest bardzo samodzielna; również w podejmowaniu decyzji czy inicjowaniu znajomości. Asertywna. Od sterczenia i wiecznego analizowania zdecydowanie woli działanie. Zdarza jej się również najpierw działać, potem myśleć, chociaż to akurat z wiekiem ma miejsce coraz rzadziej. W wielu sytuacjach jest małomówna, a wyrażanie emocji przychodzi jej z trudem. Inteligentna, choć posiadająca obniżony poziom empatii
Pęd [NŚ], Płocha [KR]
Powoli wzrastał odczuwany przez nią niepokój. Nie potrafiła jednocześnie określić jego źrodła, ale wyraźnie czuła na sobie jego skutki. Odkąd jej serce zaczęło bić mocniej w momencie wejścia Rojsta na mur poprzedniego dnia, nie przestało aż do tej chwili. Mimo, że pozornie panował tu spokój od jakiegoś czasu, ona nie przestała czuć ciężaru odpowiedzialności, jaki na niej spoczywał. Dynia i Fairy zniknęli i chociaż powinna być pewna, że nie ma zagrożenia, Tundra czuła się bez ich obecności mniej pewnie. Wciąż miała w swoim pobliżu Kajak i Łatrzyk i Zroszoną i kilka innych dorosłych kotów. Nie dała po sobie poznać swojej niepewności, nie mogła zawieść tych którzy na niej polegali, nie mogli wiedzieć, jak wielki stres odczuwa.
Wydarzenia toczyły się swoim tempem. Obserwowała uważnie, jak Dettlaff znika gdzieś z jednym z kociąt Zroszonego Listka. To akurat jej nie zaniepokoiło. Z sobie tylko znanego powodu Opoka ufała biało-niebieskiemu. A przynajmniej ufała mu bezgranicznie w kwestii nie robienia krzywdy ledwie odrośniętym od ziemi kociętom.
Niewiele później podeszła do niej druga z córek, która wyraźnie również podjęła decyzję o zgłoszeniu się po rangę ucznia. Zajęło jej to nieco więcej czasu, najwyraźniej potrzebowała impulsu w postaci odważenia się na ten gest Tsunami. Czekoladowa nie miała do niej pretensji. Wiedziała, że ostatnie wydarzenia mogły nie działać na nikogo motywująco do działania.
Skinęła koteczce głową, kiedy się z nią przywitała ale nie odezwała się jeszcze. Myślała przez kilka uderzeń serca nad tym, kto jest odpowiednim kotem do prowadzenia treningu jej córki. Dobra odpowiedź mogła być tylko jedna.
- Oczywiście, córko - powiedziała poważnie, wstając z miejsca. Przemawiała teraz głośniej, by wszystkie pozostałe w Gniazdach koty, szczególnie te rozproszone na pewnym obszarze, mogły ją usłyszeć. - Jesteś już gotowa rozpocząć szkolenie, podczas którego zostaniesz przygotowana do bycia częścią Nowego Świtu. Twoim treningiem zajmie się Pokrzywa. Nie ma jej tu ale nie odmówi. - powiedziała z pewnością w swoim twardym głosie. Mimo, że Pokrzywy nie było teraz z nimi, nie znała bardziej odpowiedniego kota niż druga matka jej córek. Ich matka ale nie jej partnerka. Dziwny to był układ ale zdawał się wszystkim pasować.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Kociak od niego odszedł tak szybko, jak się pojawił. Nie było to problemem - Dettlaff chciał spędzać czas samotnie, spokojnie, żeby się nie rzucać w niczyje oczy. I teraz chyba znowu tak było. Reszta kociąt zaczęła żyć jakoś bardziej, większości z nich nawet z wyglądu nie kojarzył. Nic dziwnego, skoro to chyba pierwszy raz jak w ogóle jest przy całej grupie. Leżąc spokojnie przyglądał się jak kolejny kot zbliża się do Tundry, chwilę rozmawiają i... on też w końcu się odważył, by do Tundry podejść. Nie, żeby porozmawiać długo w każdym razie. - Dzień dobry... - rzucił cicho, lustrując ją od stóp do głów. Widzieli się już dziś, wręcz szedł koło niej do tego miejsca, ale raczej wypada się witać kiedy ponownie do niej się zbliża. Chyba, raczej... Nie ważne; to kulturalne się witać, więc jeśli go uzna za nieco dziwnego, to chociaż nie w tym złym sensie. - Idę się przejść. Naprawdę niedaleko, wrócę nim zauważy ktoś że mnie nie ma. Po prostu... potrzebuję. Się przejść.
Skrzywił pysk w lekkim uśmiechu. Musiał jej oświadczyć, że zniknie na jakiś moment. Nie ważne co - chociaż wolał pojawiać się i znikać bez świadomości reszty - musiał się teraz dostosowywać do zasad Nowego Świtu. Oni działali inaczej niż jak on do tej pory i... chociaż czuł się okropnie w tej sytuacji, mógł się dostosować. Dla Voodoo.
Niedługo później odszedł, jak zapowiadał. Plus jest taki, że przynajmniej obejrzy okolicę i jakby zbliżało się jakieś niebezpieczeństwo, będzie mógł albo poinformować resztę, albo spróbować się niebezpieczeństwa pozbyć. A przynajmniej... on uważał to za plus. Opinia reszty w tej kwestii nie miała już większego znaczenia chyba; wypadało dbać o dobro i bezpieczeństwo grupy, nawet jakby miał zapłacić własnym życiem.
Księżyce: 105 Mistrz: Pokrzywa -> Tundra Płeć: kotka Zaimki: ono/jej Matka: Tundra i Pokrzywa Ojciec: nie potrzebny
Mała chuda, cienkie, patykowate nóżki. Długie, kremowe i wiecznie powykręcane na wszystkie strony futro dodaje jej rozmiarów. Pokryte ciemniejszymi klasycznymi pręgami, widocznymi w okolicach pyska, łap i ogona. Parę pomarańczowo-złotych ślepi, spory, różowy nos i poduszki wszystkich czterech łap w tym samym kolorze. Długie, białe, powykręcane wibrysy i grymas na pysku wygląda jakby była zawsze wkurzona.
Oschła, nieprzyjemna. Mówi krótkimi zdaniami. Nieufna, filtruje zasłyszane informacje. Tundra, Pokrzywa i cała jej rodzina były centrum jej istnienia, a ich strata boli niemiłosiernie, chociaż stara się tego nie okazywać. Zmęczona i podłamana stratą większości rodziny. Tylko wobec nich potrafi się ocieplić. Boi się wody. Bardzo pewna siebie. Zerowa cierpliwość i łatwo ją zdenerwować. Nie boi się powiedzieć swojego zdania i jest gotowa go bronić. Chce stać się silniejsza.
Nietoperze Niebo and else
Chwila ciszy i w końcu koty będą musiały zacząć traktować ją poważnie, bo przecież została uczniem. Jest już dorosła i nikt nie ma prawa traktować jej jak dzieciaka, chyba że chce oberwać. Jej mistrz również nie okazał się jakimś frajerem, bo była nim sama Pokrzywa, druga mama. Sekwoja całkiem wyleciało z głowy że szylkretowa kotka jest Zielarzem, a nawet gdyby o tym pomyślała i tak by wolała ją od przypadkowego wojownika Nowego Świtu. Pokrzywa nauczy ją o wiele więcej niż ci wszyscy wojownicy Nowego Świtu. Mama zawsze najlepsza.
Zanim kremowa owieczka zdążyła pożegnać się z mamą i poszukać Tsunami, podszedł do Tundry jakiś niebiesko-biały kocur. Wydawało jej się że to jakiś Nowicjusz bo niezbyt go kojarzyła. Syknęła na niego cicho, ale siedziała spokojnie, nawet nie mrugając na wypadek, gdyby przyszło mu do głowy coś głupiego. Gotowa byłaby mu w takim wypadku trochę poszarpać te wielkie okropne uszy i wybić w taki sposób głupie pomysły z głowy. Gdy w końcu przestał gadać, pożegnała go nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Jak już masz gdzieś iść to przynajmniej zrób coś pożytecznego i coś upoluj, a nie tylko oglądaj widoki - syknęła na koniec i poszła poszukać siostry.
Znalezienie szylkretowej kotki nie stanowiło najmniejszego problemu. W Gniazdach pozostało niewiele kotów, a żaden z nich w ogóle nie przypominała Tsunami.
- Hej Tsun, ładnie to tak zostawiać siostrę - zapytała z ironia w głosie. - Tak w ogóle to te małe smarkacze Zroszonego Liska są tak wkurzające, szczególnie ten wypłosz i lizus co ci pogratulował. -
Don't carewhat yousay Don't carehow youfeel Get outof myway 'Cause I gotaheart ofsteel
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Nie jestem w stanie usiedzieć zbyt długo w jednym miejscu. Próbowałem łapać żaby przez jakiś czas ale nie udało mi się osiągnąć niczego oprócz przemoczonego futra od opuszków łapek aż po połowę grzbietu. Szczególnie mocno zalazła mi za skórę pewna ogromna żaba w piaskowo-brązowym kolorze z ciemniejszymi plamkami. Siedziała w wodzie zbyt głębokiej, bym mógł po nią wleźć i dość płytkiej, by mogła wystawiać wyłupiaste oczy ponad powierzchnię i gapić się na mnie bezczelnie. Prawie prowokacyjnie. Nic nie mogę zrobić. Duszę w sobie poczucie bezradnej frustracji i jedynie pokazuję jej język.
Ale jestem za to cudownie zmęczony, a w moich żyłach płynie zadowolenie z zabawy. Zmieniłem zdanie i nie chciałem nikogo do niej zapraszać, pragnąc po męczącej rozmowie z Dettlaffem pobyć przez chwilę sam. Wracam do reszty po jakimś czasie i zauważam, że pozornie niewiele się zmieniło. Poza tym, że mój niebiesko-biały nowy znajomy zniknął. Dla mnie to nie niewiele. Rozglądam się jeszcze raz, licząc że zobaczę go pod jakimś krzewem albo dojrzę jego majaczącą w szuwarach ale tak się nie dzieje.
Na swoje następne zajęcie wybieram rozmowę z Lawiną, moją biało-pręgowaną siostrą. Albo lepiej. Zabawę w walkę z moją siostrą. Uśmiecham się na tę myśl i raźnym krokiem truchtam w jej stronę.
- Hej, Lawino, zechcesz poćwiczyć walkę ze mną? - pytam ją uprzejmie, bo bardzo lubię moją siostrę, tak samo zresztą jak resztę rodzeństwa. Uśmiecham się do niej i uginam lekko przednie łapy, zachęcając do zabawy.
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Czekam na odpowiedź dość długo i nie mogę się doczekać żeby ją Siostra jednak nie reaguje, a już na pewno nie zgadza się na moją propozycję więc odchodzę nieco rozczarowany. Mimo wszystko naprawdę mam ochotę się z kimś pobawić się w walkę. Decyduję się więc jeszcze raz zebrać na odwagę i podejść do Tsunami. Mimo, że ta nieco mnie przeraża.
- Tsunami - przemawiam do niej stanowczo, a w mojej postawie wyraźnie widać, że ten gest wymaga ode mnie dużo odwagi, a fizyczne objawy strachu tłumię w sobie z trudnością. Unoszę głowę by spojrzeć jej prosto w oczy. - Chcesz się pobić ze mną? Tak bez pazurów i kłów. Dla treningu. - przemawiam, a głos drży mi tylko trochę.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Gdy tylko Sekwoja, jej siostra, pojawiła się obok, już jako uczeń, Tsunami przywitała ją przygryzieniem jej wąsów i przyciśnięciem swojego boku do jej, na kilka chwil. Sekwoja była jedynym, co naprawdę trzymało tutaj młodą szylkretkę. Oparciem, ostoją, faktyczną jednostką której w pełni ufała, na której naprawdę bardzo, bardzo Tsunami zależało.
- Nie przesadzaj. Są znośne - stwierdziła chrapliwym głosem, nieco ciszej i łagodniej, niż w rozmowach z innymi kotami.
Wypłosze Zroszonego Listka były... małe i dziwne, ale nie były jakoś wybitnie irytujące. Tsunami usiadła na ziemi, lustrując wzrokiem Sekwoję, zamyślona. Dopóki jeden z wypłoszy nie wrócił, jakby na zawołanie.
Gdyby czytała w myślach, mogłaby nawet być dumna z tego, że Gronostaj uważa ją za jakkolwiek straszną. Cóż, była sporo większa. Starsza. Wiecznie ponura, w sumie, chyba nie miałaby prawa się dziwić. Brwi szylkretki wyleciały gwałtownie do góry gdy skanowała wątłą sylwetkę kocurka wzrokiem.
- ... czemu chcesz akurat. Ze mną - spytała, przekrzywiając lekko głowę.
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?
Dopóki nie zbliżysz się do niego na odległość pozwalającą go powąchać, będziesz przekonany, że masz do czynienia z kotką. Kociak ten jest bardzo mały, o bardzo delikatnej, kruchej budowie. Ma małą, trójkątną głowę, cienki ogonek, drobne, wysoko osadzone uszka i wąski, ciemnoróżowy nos z ciemną obwódką.
Gronostaj jest drobny i nieduży i są to zdecydowanie jego wady. Jego w zasadzie jedyną zaletą jest to, że… no cóż, jest prześliczny. Posiada wielkie, zielono-żółte oczy z ciemną oprawą, która koloruje na czarno również kącik jego oka, co sprawia, że wydaje się ono dłuższe i jakby potraktowane ludzkim makijażem. Ma jasne, prawie zupełnie białe futerko z niemal zupełnie czarnymi, tygrysimi pręgami (broken mackerel). Większość jego wąsików jest biała, jednak kilka z nich miło akcentuje na czarno. Wąski pasek futerka wokół oczu Gronostaja jest biały i mimo, że można odnieść wrażenie, że wszystko, co nie jest pręgami na jego futerku jest białe, kiedy patrzy się na owe paski przy oczach, okazuje się, że jednak nie do końca.
Niewiele można o nim powiedzieć. Starsze od siebie koty traktuje z szacunkiem i lekkim przestrachem. Jest spostrzegawczy i ciekawski ale zdecydowanie nie brawurowy. W zasadzie nie odróżnia się od innych kociąt: potrzebuje ciepła, uwagi i zabawy. Jeżeli ma te trzy czynniki po swojej stronie, jest szczęśliwym, zdrowym i grzecznym kocurkiem. Może się wydawać, że Gronostaj jest nieco za mało ruchliwy, jak na kociaka. Zamiast bójek czy biegania w kółko, często wybiera rozmowę o interesujących go sprawach.
Tundra (NŚ)
Kiedy kotka odwraca się w moją stronę i przez chwilę wyraźnie bada mnie spojrzeniem, przechodzą mnie dreszcze, a w rezultacie futro na moim grzbiecie unosi się lekko. Uch, nie mogła po prostu odpowiedzieć tak lub nie? No i co mam jej odpowiedzieć? Jesteś tak przerażająca, że aż fajna i dlatego chcę się z tobą bić? Nie mam wiele czasu na zastanowienie.
- Bo wyglądasz jak ktoś kto lubi poćwiczyć walkę. Poza tym, moja siostra nie chciała się ze mną bić. To jak? - mówię zamiast tego i udaje mi się nie brzmieć na bardzo przerażonego. Co najwyżej lekko niepewnego. Jedyne, co w tej chwili dodaje mi odrobinę odwagi to świadomość, że całkiem niedaleko za mną spokojnie leży moja mama, a równie niedaleko, co ona, być może tej sytuacji przygląda się pani Tundra. Skoro Tsunami nie zrobi mi fizycznej krzywdy to nie muszę się jej bać.
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
Księżyce: 41 Mistrz: tundra Płeć: kotka Matka: tundra i pokrzywa Partner: iksde Trwałe urazy: drobne uszczerbki na obu barkach, lewej łopatce; głębsze, acz krótkie ślady po ptasich pazurach na pysku (nos, lewa brew, prawa dolna powieka); długie, poprzeczne rozcięcie na piersi; ślady po zębach z boku szyi, na prawej przedniej łapie
długowłosa, bura szylkretka z bielą; złotozielone oczy, przeciętna budowa i wzrost; więcej w KP
znerwicowana; nie radzi sobie najlepiej z emocjami; odnalazła w sobie pewność siebie; w głębi serca dobroduszna, ale niezwykle zagubiona; nieco złośliwa; łatwa do wyprowadzenia z równowagi; lubi ładne koty i kontakt fizyczny
barwna woda, szalejąca łapa, kora [rzeka]
Nie miała interesu w robieniu fizycznej krzywdy komuś, kto jej wcześniej krzywdy w żaden sposób nie zrobił. Gronostaj nie był Roche. Był tylko glutem który, w pewnym sensie ją podziwiał, a Tsunami gdyby była tego świadoma, doceniłaby to i nawet by podziękowała. I zgodziłaby się bez szemrania, ale że była zbyt głupia, aby faktycznie się domyślić, musiała go dopytać. Majtnęła lekko ogonem, przyglądając się intensywnym spojrzeniem Grostajowi. Zamyślona jeszcze chwilę.
- Dobra - chrypnęła w końcu i odsunęła się odrobinę od Sekwoi, tylko po to, aby bez zapowiedzi skoczyć w kierunku srebrnego kociaka Zroszonego Listka, z zamiarem przygwożdżenia go do ziemi łapami. Bez pazurów. Bez zębów.
Miała nadzieję, że zdoła się powstrzymać.
Rolling 1d10+2: 4 +2 = 6
i think i, i think i finally found a way toxx,,forgive myself formistakes,,,,i made in my past i think thats the first step,x,right?