Chwila spaceru i nareszcie, Rybka mogła usłyszeć tupot drobnych łapek wśród traw..! Kiedy jednak zobaczyła delikwenta, mogła stwierdzić, że tak kolorowo wcale nie było, zwierzę było bowiem całe pokryte w kolcach. Jeż, tak samo jak i ona, był zajęty poszukiwaniem posiłku. Oczywiście, zawsze mogła ryzykować skaleczenie, ale czy na pewno było warto..? Los zdawał się rzucać kotce kłody pod łapy.
Przyglądała się jeżowi, chwilę utrzymując kontakt wzrokowy z potencjalną ofiarą. Nigdy jeszcze nie jadła jeża i po krótkiej analizie stwierdziła, że chyba nie chce nawet próbować. Stworzonko miało grzbiet pełen kolców i nie było zbyt duże, obawiała się, że się pokaleczy dla niewielkiej ilości posiłku. Z tego powodu uśmiechnęła się krótko do jeża, niezależnie czy zaczął już uciekać czy nie, a następnie ruszyła skradać się dalej.
W myślach Rybki natomiast przypominały się wszelkie piosenki, które śpiewała jej mama jeszcze nie tak dawno temu. Miała wrażenie, że pół jej życia przeleciało tak szybko, że nawet się nie zorientowała, kiedy opuściła kolebkę. Z trudem powstrzymywała się przed nuceniem, ale za to pozwoliła sobie na ruszanie głową w rytm i lekkim podrygiwaniem ogona, w międzyczasie dalej węsząc za zwierzyną.
Zatrzymała się na moment, by rozejrzeć się dookoła. Miała wrażenie, że pole jest po prostu martwe, zważywszy na to, że zwierzyny ani nie widziała ani nie słyszała. Musiała przyznać, że trochę ją to przerażało i jeśli dalej tak będzie, zacznie poważnie myśleć o wycofaniu się. Może wróci późnym wieczorem i zacznie koczować przy norach?
Póki co, dalej tropiła.
No i nareszcie, po długich poszukiwaniach, Rybka mogła dostrzec swoją szansę. Prawdziwy ewenement tak daleko od wody; na ziemi długość drzewa od kocicy wylądował kaczor.
Nastawiła uszy i przyległa cicho do ziemi, obserwując kaczkę uważnie. Był dobrą zdobyczą i szkoda byłoby przepuścić taką okazję.
Zaczęła skradać się w kierunku kaczora, raz po raz zamierając w bezruchu, byle jej nie dostrzegł. Niestety, brak większych ukryć w okolicy uniemożliwiało jej szybkie schowanie się, ale to nic. Jeśli udało jej się być wystarczająco blisko, skoczyła ku ptakowi, wysuwając pazury z zamiarem szybkiego zabicia.
Rybka wszystko robiła tak jak należy; niestety, brak kryjówek w pobliżu nie zadziałał na jej korzyść. Kaczor dostrzegł ją i wzbił się w powietrze, gdy ta skoczyła w jego stronę. Nieszczęśliwie dla kotki, wzniósł się tak wysoko, że jakakolwiek pogoń nie miała szans powodzenia.
Fuknęła głośno, wbijając nieprzyjemne spojrzenie w odlatującego kaczora. Mógł zostać jej obiadem na ten dzień, a tak to musiała szukać dalej. W takim tempie nie dość, że nie znajdzie nic na kolejne kilka dni, a co dopiero na kolejną dobę. Mimo samotnictwa, nigdy nie czuła większego głodu, nawet w srogie zimy, dlatego też nie była przyzwyczajona do niejedzenia.
Pokręciła głową i skradała się dalej, coraz bardziej sfrustrowana.
Być może to dzisiejszej nocy kotka pójdzie spać głodna...bowiem nic nowego nie mogła znaleźć. Może to tylko chwilowe, może kaczka przepłoszyła zwierzęta..?
W ramach pocieszenia, Rybka starała się przypominać historie, które jej odpowiadano za czasów kocięctwa, przypominała sobie sąsiadów z Bagien i zwyczajnie myślała o mamie, byle mieć przed oczami chociaż jeden miły obraz. Coraz bardziej zaczynała się przejmować nieudanym polowaniem i kompletnym brakiem zwierzyny. W końcu, jeśli nie upoluje absolutnie niczego, to będzie znaczyło, że się nie nadaje. A jak się nie nadaje, to po co w ogóle opuszczała dom?
Bliska łez na tę myśl, starała się skupić wzrok przed siebie, wciąż drepcząc w pozycji łowieckiej za zwierzyną.
Bliska załamania koteczka nareszcie mogła usłyszeć wśród traw szelest; tuż przed nią przebiegła drobna jaszczurka zwinka. Ewidentnie gdzieś się jej bardzo spieszyło, toteż zakradanie się byłoby zwykłą stratą czasu; jeśli Ryba chciała mieć jakąś szansę, by ją złapać, musiała się pospieszyć.
Już nawet nie zwracając uwagi na to, że taka jaszczurka to raczej marny posiłek, od razu zerwała się do pogoni za stworzonkiem, byle mieć jakikolwiek sukces tego dnia. Oczy zapomniały, że miały się zaraz rozpłakać, i wzrok ponownie miała wyostrzony i skupiony na uciekinierce.
Wysunęła pazury z przednim łap, próbując chwycić jaszczurkę i przyszpilić ją do ziemi.
Jaszczurka to marny kąsek, to prawda, jednak lepszy taki, niż żaden...nawet ten nie był jednak dany Rybce. Miejscem, do którego pędziła jaszczurka, okazała się nora w ziemi; zniknęła w niej zanim kotka choćby zdołała musnąć ją pazurem. Mogła próbować kopać, jednak ostatecznie i to okazałoby się bezowocne.