Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Możliwe, że Płomyk użył zbyt mocnych słów. Jednakże miał świadomość, że wywołają na zastępcy mocną reakcję. W końcu to nie był kot który potrafił trzymał emocje na wodzy. Wystarczyło go trochę wkurzyć i już potrafił warczeć i gryźć jak wściekłe psisko. Czy Płomyk spodziewał się tak mocnej reakcji? Nie. Lecz nie czuł się w tej chwili zagrożony wyginięciem. Chcąc nie chcąc dużo obserwował tego jegomościa i wiedział, że jego reputacja i ranga były dla niego ważne. Nawet bardzo. Trzymał się tej rangi bardzo zaciekle. Więc nigdy by jej nikomu nie oddał. No chyba że by Polny mu ją zabrał. Tutaj by nie miał nic do gadania. - Hoho... Kto by pomyślał, że tak łatwo Cię zdenerwować. - uśmiechnął się podle bez jakiegokolwiek strachu w oczach. Oczywiście, że Wirek wyglądał teraz jak jakiś potwór. Jak bestia, która chce wymordować wszystko wokół. Lecz Płomyk zbyt często miał do czynienia z czymś takim a zwłaszcza jako samotnik. Tam cały czas ktoś mógł go zeżreć. Kilka razy prawie by się nie zabił. Także jeden zastepca nie robił mu wrażenia. Już nie. - Aż tak trudno pogodzić się z pra-?- zapytał ale nie był już w stanie dokończyć bo Wirujące Pióro rzucił się na niego z premedytacją.
Poczuł mocne uderzenie w klatce piersiowej. - Psia mać. - charknął i przy okazji starał się nabrać powietrze do swoich płuc.
Jednak atak Wirka nie poszedł dokładnie po jego myśli. Jego ruch był chaotyczny i mało sprecyzowany. Nic dziwnego, skoro kierował go teraz gniew. Jednak Płomyk nie chciał dać pomiotowi Krogulec tak o się przygnieść. Syn Trzcinowej Gałązki chwycił zastępcę mocno swoimi łapami przez to oboje kilka razy przeturlali się po ziemi. Po paru kopyrtkach Płomyk puścił Wirka który przez chwilę był w powietrzu a następnie wylądował do śnieżnej zaspy.
Płonący Las chwilę leżał ale po chwili podniósł się i rozglądnął się za przecuwnikiem. Gdy zobaczył go całego w śniegu, nie mógł się powstrzymać i wybuchł śmiechem. - Chyba kocięta nie muszą już lepić śnieżnego potwora bo już taki tu jest. - uśmiechnął się podle.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
- Przyrzekam, że jak cię dopadnę, to nową tradycją zamiast lepienia czegoś ze śniegu będzie składanie twoich wnętrzności do kupy - rzucił, plując przy okazji śniegiem, którego się nałykał od wpadnięcia w zaspę. Wyglądał teraz naprawdę komicznie, szczególnie biorąc pod uwagę, że nawet się nie otrzepał z tego wszystkiego, tylko od razu po wydostaniu się zaczął zmierzać powoli, niczym w filmach w zwolnionym tempie, w kierunku swojego największego nemezis.
Absolutnie nie wiedział co miało przed chwilą miejsce. Rzucił się na Płonącego, jego atak w miarę się powiódł, ale nie do końca, bo w końcu był zaślepiony gniewem, szczególnie, że bury nadal coś komentował pod nosem, próbując go chyba tylko jeszcze bardziej rozeźlić, a w następnej chwili turlali się radośnie, wyleciał w powietrze i... znalazł się w śniegu. Cudownie.
Widać rozłożenie swojego oponenta na łopatki nie będzie tak proste, jak mu się wydawało, ale nie zamierzał się poddawać. Jeszcze Płonąca Żenada wszystko odszczeka, będzie go wręcz błagał, żeby przestał.
W końcu rzucił się w jego kierunku, markując atak od przodu tylko po to, by uskoczyć w bok i całym ciężarem ciała popchnąć Płomyka na plecy, dobijając się do jego barku, a następnie skoczył na niego, co spowodowało kolejną falę przewrotów po śniegu (doprawdy, jak oni nie będą chorzy od tarzania się po śniegu, lub przypadkowym wpadnięciu do jeziora, to będzie sztos). Z boku musiało wyglądać komicznie ta "walka", doprawdy, szczególnie że oboje wojowników walczyło dość zaciekle, a mimo to bez zamiaru prawdziwego skrzywdzenia się - no, może poza paroma zadrapaniami, ale na pewno nie groźnymi dla zdrowia.
Na koniec Puchacz zagarnął do siebie ogon by... wepchnąć go niemalże w oczy oponentowi i w ten sposób oślepić go błotem i roztopionym śniegiem, którego w ogonie miał pełno!
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
– Hmmm… Nie sądzę, że byłaby to dobra tradycja a kociaki miałyby traumę do końca życia. -powiedział, aktorsko udając, że zastanawia się nad tym pomysłem. W głębi duszy liczył na to, że były to tylko puste słowa a nie przyszłość. Nie no na razie nie było aż tak źle a przynajmniej nie widział trupich czaszek w oczach zastępcy. Więc póki co będzie żyć a przynajmniej na ten moment.
Szybko po tym Wirujące Pióro ponownie ruszył w stronę Płomyka. Kocur nie miał chwili czasu na zrobienie uniku, jego przeciwnik znów go zaatakował i oboje przeturlali się po śniegu. Zaatakował go wielki biały potwór który nie wiedział co to litość.
Płonący Las wylądował na ziemi. Poczuł zimno rozchodzące się po całym ciele. Oj nie fajne uczucie. Lecz to nie był koniec. Syn Krogulec szybko zaatakował pysk Płomyka jego ogonem. Zaczął nim trząść co spowodowało, że całe to paskudztwo, które miał na sobie poleciało wprost na niego. Zaczął pluć chcąc pozbyć się błota z pyska jednak nie tylko to mu przeszkadzało. Nic nie widział przez zimny śnieg, wręcz palił jego powieki. Do tego jeszcze ten zasrany ogon, który drażnił jego nos.
Nagle Płomyk nie mógł się powstrzymać i kichnął z całej siły. Pył śniegu poleciał do ślepi przeciwnika. Syn Miękkiego Obłoku szybko zaczął działać i dziabnął Wirka w ogon. Było to krótkie ugryzienie ale pozwoliło to na chwilę rozproszyć wojownika. Z całej pety kopnął go tylnymi łapami w brzuch by uciec z jego uścisku. – Ile ty się na nią lampiłeś co? Z dwa a może więcej ksieżycy? Chodziłeś za nią jak jakiś piesek. I myślisz, że tego nie zauważyłem? Błagam Cię nie bądź żałosny!-zaśmiał się chamsko i spojrzał się na niego z góry.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Miał dość towarzystwa płomienistego kocura, miał dość jego słów i oglądania jego parszywego, zarobaczonego ryja. Czy naprawdę musiał się zatrzymać obok jeziora? Czy nie mógł zagadać do kocura, poobrażać go parokrotnie, ale nie zatrzymywać się, tylko przeć przed siebie? Gdyby nie zatrzymał się, może udałby że nie słyszał tego, co mówił Płonący, że ten wytknął mu jedną z rzeczy, których nawet Puchacz nie chciał sam przed sobą przyznać, że wyciągał brudy i bóle z jego serca i co, chciał, żeby zrobiło mu się przykro? Cóż, pechem zastępcy było to, że... Płomykowi się udało. Nadwyraz mu się to udało. Dobrze, że przy okazji nie wyciągnął na wierzch Sowiej Łapy, która była pierwszym obiektem zainteresowania burego, do której ten nadal tęsknił i cierpiał katusze, że nie widział jej tyle księżyców. Popielny Żar, jakkolwiek źle i okrutnie by to nie brzmiało, była tą drugą, tą, do której poczuł coś więcej, bo dłużej się znali i na którą przelał swe uczucia, by złagodzić ból... i niestety... teraz bolały go obie.
Syknął z bólu, gdy poczuł ostre kły wbijające się w jego ogon, co spowodowało, że przez chwilę przestał być czujny i dał się zwyczajnie zepchnąć z Płomyka, gdy ten uderzył go tylnymi łapami, tym samym zrzucając go z siebie, i zarył bokiem w śnieg. Nie podniósł się jednak, a jedynie cofnął uszy, przy okazji zadzierając górną wargę do góry, by pokazać wojownikowi kły.
- Zamilcz lepiej, parszywcu, nim nie zaczniesz żałować swoich słów. Zresztą, co, potrzebujesz teraz wmawiać sobie niestworzone rzeczy, bo sam straciłeś kogoś, kto był dla ciebie ważniejszy, niż ty sam? Bo nie potrafiłeś utrzymać przy życiu własnej partnerki? - warknął, obracając się przodem do kocura, choć nadal brzuchem będąc przyszpilonym do ziemi, napinając mięśnie, gotów rzucić się do przodu na wypadek, gdyby Płonący Las nie miał dość - wysunął też pazury, co znaczyło, że zwyczajnie przestał się kontrolować i... jeśli sytuacja się nie uspokoi to cóż, nie będzie ciekawie, oj nie.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Ta całą sytuacja robiła się coraz bardziej niebezpieczna i mogła się skończyć czymś więcej niż parą mocnych sińców. Zwłaszcza teraz po słowach Wirującego Pióra które… Były mocne. Za mocne. Płomyk poczuł uderzenie nieprzyjemnych wspomnień a w szczególności obraz zakrwawionej Wydry. Przypomniał sobie jak wszystko wtedy było we krwi nawet on sam… Przypomniał sobie tą rozpacz i panikę. To było coś o czym wolał zapomnieć na zawsze. Nie chciał już o tym myśleć i wspominać tą koszmarną przeszłość. Cienisty zastępca nie wiedział jaki karygodny czyn teraz popełnił. Nie widział tych wszystkich okropnych obrazów. Nie miał bladego pojęcia jak to jest grzebać własną miłość i dzieci. Nie miał bladego pojęcia jak ciężko było mu się po tym pozbierać. Nie miał ŻADNEGO pojęcia jak to wpłynęło mocno na jego psychikę i teraźniejsze zachowanie. Nic już nie było takie samo. Wszędzie gdzie kroczył to świat wydawał mu się szary. Nie miał kolorów. Nic go już nie cieszyło. Wszystko było nijakie i bez smaku. Od tamtej pory nie odczuł mocniejszej emocji. Nie wiedział jak to jest się mocno cieszyć czy zakochać na nowo. Nic nie było takie jak kiedyś.
A teraz? Teraz Wirujące Pióro tymi słowami przywołał lawinę gniewu. Jednak na pysku Płomyka nie pojawiały się zęby czy zmarszczone brwi. Ta mina była… niepokojąca. Jego źrenic wręcz nie było widać. Jego uszy były postawione do góry. Futro najeżyło się drastycznie a ogon zaczął szybciej falować na boki. Spojrzenie Płomienistego było pełne goryczy i wściekłości. Gdyby tylko mogły to pewnie by zabiły zastępcę od razu swoim żarem. Jego pazury nerwowo się wysuwały i wsuwały. Czuł jak w jego głowie pojawił się chaos i nie potrafił się uspokoić. Wypuścił powietrze przez pysk przez co wydobyła się para.
Minęła chwila zanim Płomyk coś zrobił. A może to była sekunda? Ciężko było powiedzieć bo Płomyk rzucił się na kocura tak szybko, że nawet obserwator by się zdziwił w jak szybkim czasie to zrobił.
Powalił zastępcę na grzbiet. Teraz oboje patrzyli wściekle sobie w oczy ale tym razem Płomyk górował na nim. Płomyk szybko przywarł swoją łapę do szyi przeciwnika. Zaczął go podduszać i podczas tego przybliżył bliżej pysk do niego. – Nie masz prawa, śmieciu. Nie masz prawa mówić o tym skoro nawet nie wiesz nic na ten temat. Jesteś tylko zasranym gnojkiem który gówno przeżył. Nie potrafiłeś nawet przypilnować Popiel by w nic się nie wpakowała. Gość który podobno się w niej zauroczył i darzył ją uczuciem. Ten gość co ciągle spędzał z nią czas nie potrafił nawet TEGO zrobić! I ty mi wypominasz, że ja nie potrafiłem uratować Wydry? -syknął przez zaciśnięte zęby i czuł jak jego zęby wręcz chciały zatopić się w jego szyi i wyrwać kawałek skóry. –NAWET NIE WIESZ JAK CIERPIAŁEM. BYŁEM CAŁY W JEJ KRWI! JEJ KRWI! ROBIŁEM DOSŁOWNIE WSZYSTKO BY NIE ODCHODZIŁA!-krzyknął doniośle. – NIE WIESZ JAK TO JEST KOCHAĆ I OD RAZU PO TYM KOPAĆ DÓŁ DLA UKOCHANEGO KOTA! GÓWNO WIESZ! GÓWNO WIESZ CO PRZESZŁEM I JAKI JESTEM! -charknął zaciekle a w jego oczach pojawiły się łzy pełne bólu. Uściska na szyi Wirka nie poluźnił się a wręcz się wzmocnił. Jeżeli zastępca coś teraz nie zrobi to wkrótce nie będzie miał czym oddychać.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Widocznie w tej chwili oboje byli zaślepieni przez gorycz i wściekłość. Oboje wypominali sobie rzeczy, których nie powinni, szczególnie Puchacz, który wypomniał Płomykowi śmierć jego partnerki. Coś, na co żaden kot nie ma wpływu, nawet ten zasiadający już tam wysoko na chmurce. Wirek nie do końca przemyślał swoje słowa, ale był zaślepiony wściekłością na płomienistego kocura, który wypominał mu to, co czuł do Popiel, co nadal gdzieś krążyło w jego żyłach. Nie spodziewał się jednak, że ten rzuci się na niego, tak gwałtownie, i powali go jednym prostym trikiem, przy okazji kładąc łapę na jego gardle. I, choć początkowo Puchacz nadal lekko się szczerzył, złośliwie, mając ochotę jeszcze coś dodać, żeby jeszcze go dobić, to czuł, że łapa Płonącego coraz bardziej ciśnie mu na gardło, na krtań, i że... nie może złapać odpowiednio wdechu. A to nie wyrokowało dobrze biorąc pod uwagę, że bardzo zirytował swojego "kolegę" i ten był całkowicie zaślepiony przez wściekłość. Spróbował więc odepchnąć go tylnymi łapami, celując wyjątkowo nisko, by zabolało szczególnie, a gdy poczuł, że opór trochę zszedł - pchnął kocura, a następnie oboje znów zaczęli się turlać, wycierając wszelkie błoto i resztki śniegu dookoła.
- Jakbyś ją zostawił w spokoju, nim nie było za późno, to nadal by żyła - parsknął. Nie to, żeby był jakoś przywiązany do Wydry i koło ogona mu latało, czy żyła, czy nie, szczególnie po tym, jak na jakiś czas opuściła obóz, ale skoro już sobie wypominali rzeczy to... czemu nie.
I tak jakoś się zdarzyło, że próbując się wydostać z uścisku drugiego, stosując ciosy, by pozbyć się oponenta... nagle oboje wpadli do wody. Najpierw to, że mu mokro i zimno poczuł Puchacz, który akurat wylądował na plecach, a uderzenie serca później Płomyk i... cóż, dopiero, gdy wpadli na tyle, że do ich nozdrzy i oczu wpadła woda rozdzielili się od siebie, zapewne kaszląc i prychając.
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Ich rozmowa była bardzo zażarta tak jak ich walka. Oboje już się nie kontrolowali i nie zważali na otoczenie. O konsekwencjach nawet nie trzeba wspominać. Oboje doskonale wiedzieli, że jak będą się prać po pyskach i ich ktoś zauważy to stracą na reputacji. A u obu ta reputacja była ważna. Teraz ich to guzik obchodziło i wręcz chcieli się rozszarpać na kawałki.
Płomyk czuł ogromny ból w sercu jak i wściekłość. Nie mógł znieść tego, że Wirujące Pióro poruszył tak delikatny i drastyczny temat. Doskonale wiedział jak Wydra umarła. Też wiedział, ze od razu po tym musiał robić pogrzeb swojemu synowi. A potem zaginęło większość jego rodziny. Został sam ze złamanym sercem. I nikt nie wyciągnął do niego pomocnej łapy. Cała rodzina Wydry go odtrąciła i pluła w pysk. Uważali go za śmiecia, mającego gówniane pochodzenie. Nieodpowiedniego kandydata dla ich Wydry. Nic ich nie obchodziła Wydra i gdy tylko się z nią związał to nagle zaczęli skupiać na nią uwagę. Jaka piękna zasrana rodzina. Po prostu pięknie. Wszystko co robił było nieodpowiednie i karygodne. A on… On tylko chciał kochać i być kochanym. Chciał zostać ojcem razem z nią i opiekować się maluchami. Nie pragnął niczego więcej. Jednak los miał inne plany.
Potem to co robili to był istny chaos. Toczyli się w kółko w nieznanym im kierunku. Raz Wirek uderzał Płomyka a raz Płomyk uderzał Wirka. Oboje się prali bez opamiętania.
Skutek był taki, ze po jakimś czasie przeturlali się do zimnego jeziora. Od razu to rozdzieliło starych kocurów.
Płonący Las poczuł nieprzyjemną wodę na swoim ciele i od razu się obudził z tej całej agresji. Teraz to czuł obawę, że nie wypłynie na powierzchnie. Na całe szczęście się mu udało. Kilka razy się zachłysnął wodą ale szybko ją wypluwał gdy tylko głowa wynurzała się na powietrze. Zaczął machać łapami starając się znaleźć dno jeziora. Nagle poczuł tylną łapą jakiś kamień. Zaczepił się o niego i położył wszystkie 4 łapy. Miał grunt pod sobą. Jakiś. Zakaszlał kilka razy i popatrzył się dookoła. Był blisko brzegu. Odetchnął z ulgą i udał się na bezpieczny brzeg. Skoczył z kamienia i wylądował na 4 łapach. Zaczął się telepać z zimna i zgrzytać zębami. Nienawidził wody na swoim futrze.
Obrócił się w stronę jeziora i zauważył, że Wirujące Pióro dalej był w wodzie. Zamrugał kilka razy i spostrzegł, że dalej walczył z wodą.
Syn Trzcinowej Sadzawki skrzywił pysk a następnie wypuścił powietrze zirytowany. No tak… Nie każdy był takim patyczakiem jak on. Do tego Wirek to była jedna wielka kupa masy. Nic dziwnego, że się podtapiał.
Nie wierze, że to robię… - pomyślał
Płomyk szybko wleciał do wody i gdy tylko znalazł okazje to chwycił kocura za futro na szyi. Zaczął targać go do siebie, starając się utrzymać wszystkie swoje cztery łapy na kamieniach pod wodą. Nie było to proste bo zastępca chyba ważył tonę i do tego miał mokre futro.
Płomyk zacisnął mocniej zęby i za całej siły pchał w swoim kierunku i… jakimś cudem się udało. Wirujące Pióro wylądował na brzegu razem z Płonącym Lasem.
Płomienisty puścił burasa wolno. Otrzepał swoje futro z wody i zacisnął szczęki. Ugh… woda. Do tego było tak zimno… Będzie miał katar jak nic.
Wypluł jeszcze resztki wody ze swojego pyska i nabrał kilka porządnych oddechów. Następnie spojrzał się na zastępcę.
– Może… ale czasu nie cofnę.-charknął niewyraźnie przez zaciśnięte gardło.
– Wstawaj. Jak nie chcesz zachorować to radziłbym wrócić do obozu. – mruknął bez emocji i tak po prostu… sobie poszedł w kierunku klanu.
Nie czekał na zastępcę. Nie miał takiego zamiaru. On wolał być szybciej w legowisku niż czekać aż ślamazara się w pełni ogarnie.
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Księżyce: 110 Mistrz: Wiewiórczy Ogon Płeć: kocur Matka: Krogulczy Szpon Ojciec: Wiewiórczy Ogon Trwałe urazy: Blizna na policzku ledwo widoczna pod futrem; odgryziony fragment ucha od boku w 'v'
Kocur dużo się nie zmienił. Wciąż jest tym samym, brudnym Puchaczem. Dalej jest przekonany, że nie opłaca się czyścić swej sierści, ponieważ zaraz to wszystko wróci. Pod tymi śmieciami kryje się długie, bure pręgowane klasycznie futerko. Nie jest on najmniejszy, ale rozmiarami również nie grzeszy. Pod grubym futrem kryje się pokryte mięśniami ciało. Na pyszczku, szyi oraz brzuchu uwydatniła się biała plama. Podobnie zresztą na łapkach; widać na nich białe skarpetki. Na świat patrzy dzięki żółtym oczom, nie rzadko mocno zmrużonych. Kiedy jednak nie są zmrużone zazwyczaj widać w nich figlarne iskierki, które oznaczają, że ten oto kot zaraz coś odwali. Nos jest w kolorze cegły, u nasady lekko różowy. Jego pysk nie rzadko jest wykrzywiony w wyraz pogardy. Posiada długie uszy zakończone pędzelkami. Ma długie, białe wąsy.
Kocur prawie odpuścił sobie łobuzerski tryb życia, jednak uwielbia czasem spłatać jakiegoś figla. Odpuścił sobie rzucanie starą zwierzyną do legowisk innych kotów, nie uprzykrza im życia na każdym kroku - komu by się chciało? Nie zmienia to jednak faktu, iż jest niesamowicie żartobliwy - dzień bez jakiegoś żartu, najlepiej takiego, który obraża innych - jest dniem straconym. Ma on specyficzne poczucie humoru, a koty, które go nie rozumieją od razu u niego tracą. Musi być najlepszym i na takiego aspiruje. W końcu, chciałby kiedyś być przywódcą. Często wychodzi poza obóz, ciężko znaleźć go w środku. Cały czas chodzi na samotne patrole, czy polowania, byle tylko nie siedzieć w otoczeniu innych kotów. Najlepiej czuje się sam, ze sobą, ponieważ nie musi znosić idiotyzmu innych kotów. Gdy jest z czegoś niezadowolony to tego nie ukrywa, pokazuje to całym swoim ciałem, mimiką i tonem głosu. Zdarza mu się reagować impulsywnie. Nie jest najbystrzejszy, często nie grzeszy inteligencją, ale nie można o nim również powiedzieć że jest totalnym idiotą. Chociaż czasem może się wydawać, że jest inaczej. Nie znosi siedzieć w miejscu. Chyba że je, albo ktoś przeszkadza mu w jego odpoczynku. Bo nawet Puchacze potrzebują czasem odpoczynku! Nie do pomyślenia, prawda?
Nie było miło. Woda wlewała się mu do uszu, oczu, pyska, który otworzył, by lepiej czerpać powietrze. Nie umiał pływać, nigdy się tego nie nauczył i nigdy nie miał zamiaru, bo sama woda już go od siebie odpychała. Zresztą, mimo bycia przeciętnego wzrostu, to nie należał do najchudszych, wiadomo, a dodatkowo miał dużo futra. Bardzo dużo. I na tym futrze dodatkowe śmieci, które również nie pomagały w utrzymaniu równowagi na wodzie. Nic więc dziwnego, że nie mógł utrzymać się na wodzie, chlapiąc dookoła łapami, nie potrafiąc znaleźć gruntu i usilnie walcząc o życie, o oddech, o wydostanie się. Nie mógł się uspokoić, nie potrafił, więc nie zadziałał nawet instynkt, który mógłby mu podpowiedzieć jak odpychać się łapami, by utrzymać się na powierzchni. Zaczął wręcz panikować, po raz pierwszy od dawna... bał się o życie. Prawdziwie i realnie.
W zasadzie, zaczął już wymyślać nekrolog i spisywać testament, z którym potem zejdzie do jakiegoś przypadkowego kota z klanu, żeby się nim podzielić z żywymi, gdy nagle poczuł zęby na karku, na co omal nie zakrztusił się wodą z zaskoczenia, by po chwili poczuć, że... ten ktoś ciągnie go ku brzegowi. I gdy tylko poczuł, że łapy dotykają dna, wyskoczył z wody, otrzepał się i padł na ziemię, dygocząc z wysiłku i zimna, jakie go obiegło.
Cofnął uszy, wpatrując się w Płonący Las, mierząc go wzrokiem, ale nie powiedział nic. Po pierwsze, próbował złapać znów normalny, nieprzyspieszony oddech, a po drugie... mimo że go nie znosił, to czułby się głupio, jakby zaczął mu się odszczekiwać po tym, jak prawdopodobnie uratował mu życie. A podziękować też nie zamierzał, bo byłoby to jeszcze głupszym zachowaniem po tym, jak wypomniał mu, że śmierć Wydry to poniekąd jego wina. Dlatego też jedyne, na co się zdobył, to krótkie prychnięcie. I dopiero po chwili opanował się i łapy na tyle, by zacząć iść w stronę obozu.
Czy już powinien wymyślać wymówkę przed Pochmurną Łapą dlaczego znów zagląda do lecznicy, mimo że obiecał jej, że będzie ostrzegał inne koty przed przeziębieniem i rzadkimi wizytami w lecznicy?
Być może.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXWieść o jakiś wielkich ptakach, które były w stanie połknąć całe ryby jednym kłapnięciem dzioba, była nie lada sensacją, a Toń, jak to on, musiał zobaczyć owe pelikany na własne oczy. Niemniej jednak aż taki głupi nie był i sam na obławę iść nie zamierzał. Dołączyli do niego koty, którym, poza Kukułką, ufał chyba najbardziej, bo Tnąca Zawieja i Śpiewająca Knieja. Jego była terminatorka miała więc teraz szansę wykazać się swoimi umiejętnościami walki. Owe ptaki najczęściej widywano w okolicy wody, więc najpierw udali się do Mgielnego Bajora w nadziei, że tam znajdą ptaszyska. Toń poruszał się ostrożnie i powoli, stąpając miękko, prawie bezszelestnie, trzymając się pod wiatr, aby nie dać się niczym zaskoczyć. Węszył i nasłuchiwał, starając się za bardzo nie oddalać od swoich towarzyszy.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Jak tylko jakieś dziwne ptaki zaczęły stwarzać zagrożenie to natychmiast syn Ciemnej Toni był chętny, aby się tym zająć. Chciał zapewnić bezpieczeństwo swoim pociechom, które dopiero, co opuściły kociarnie i nie posiadają jeszcze odpowiednich umiejętności, aby uporać się z takim zagrożeniem. Lepiej dmuchać na zimno. Jeszcze mu się potomek wymknie z Obozu i wpadnie na takiego ptaszora i będzie po nim. Nie podejrzewa o taką głupotę swoich córeczek i syna , ale jak wcześniej było wspomniane lepiej trzymać rękę na pulsie. I tak o to wraz ze swoim bratankiem oraz Pieśnią wyruszył na patrol. Co prawda nie uśmiechało mu się iść z córką Polnej Gwiazdy, gdyż jest na niego wielce obrażony, ale cóż, cel przewyższa środki.
Tnący poruszał się pod wiatr, delikatnie stawiając swoje łapy. Oddychał bardzo cicho i nasłuchiwał najcichszych dźwięków. Szedł na zgiętych kończynach z ogonem lekko w górze. Ciekawe czy zastaną te ptaki nad Mgielnym Bajorem.
Średniej wielkości bura szylkretka; więcej bieli niż kolorowych plam; długie futro; heterochronia - prawe oko brązowe, lewe zielone.
Zgubiona, nieobecna, dziwna.
Pochmurny Sen
Pieśń była niesamowicie podekscytowana całą sytuacją! Niby była już wojowniczką, i trening Ćmy szedł bardzo dobrze, ale tak naprawdę to nie miała jeszcze okazji się wykazać, pokazać na co ją faktycznie stać! A te całe ptaszory wydawały się być idealną okazją do tego!
Drzewa szeptały o ich zagrożeniu, o niepewności lasu, o dziwach które się zbliżały. Ostrzegały! Drzewa wiecznie ostrzegały przed czymś, i z każdym mijającym księżycem to coś było bliżej i bliżej. I ptaszory jeszcze tym nie były, o nie, ale drzewa wciąż szeptały, że źle się dzieje, że zło idzie. Wyeliminowanie zagrożenia będzie dobrym krokiem w kierunku zmniejszenia nadchodzącego zła.
Cichutko życzyła powodzenia swoim towarzyszom i zaczęła szukać śladów ptaszorów. Nie odchodziła zbyt daleko, idąc w pozycji łowieckiej, na lekkich łapach, szukając zarówno zapachów jak i śladów w ziemi. W myślach modliła się do gwiezdnych o patronat, a drzewa szumiały i szumiały i szumiały.
「 I met aMANdowntowntheother day Withruby eyesthat tookmylifeAWAY 」 The moralALWAYSgoes .: :Donttrustthewolfin woolen clothes: :. But know the consequence ofimaginationsfear 「 Ihearfrom the witches
Fear sounds ofthe dead Thesourceof the itchеs Livesunder my bed 」
Koteczka niewielkich rozmiarów o bardzo szczupłej sylwetce. Futro pokrywające jej drobne ciało ciągle tej samej barwy - pręgowane, bure z fragmentami rudości. Od brody poprzez pierś i cały brzuch sierść jest idealnie biała, tak samo jak skarpetki na łapach i końcówka długiego, biczowatego ogona. Mysz ma nienaturalnie duże uszy, tym samym doskonały słuch. Trochę niżej znajdują się dwa przenikliwe, blado-zielone talary, Mysie ślepia, które drążą nowo poznane koty na wskroś. Jeszcze niżej umiejscowiony jest ciemnoróżowy nos, który jest wiecznie w ruchu. Wyraz Mysiej mordki jest zazwyczaj obojętny, nie okazujący żadnych uczuć, jednak nie raz można dostrzec lekki, najczęściej zuchwały uśmieszek.
Zmieniła się. Niegdyś obojętna na wszystko, interesująca się wyłącznie siostrami, można pomyśleć bezuczuciowa kicia. Wydoroślała. Nie jest już tą głupiutką koteczką której wszystko poza rodzeństwem wisi. Wymądrzała, stała się zdecydowanie bardziej uczuciowa, łatwiej wpada w gniew czy rozpacz. Co prawda stara się nie okazywać swoich uczuć w obecności Klanowiczów i sióstr, jednak gdy jest sama, wyrzuca z siebie wszystkie emocje - albo płaczem albo rozmową z którąś z Cór Gromu.Dla niektórych może być tępa, ale jest mądrzejsza niż się wydaje. Bystra, inteligentna, pomysłowa, trzeźwo myśli. Jest naprawdę inteligentna.Mówi mało, należy raczej do tych którzy nie lubią zbędnie strzępić sobie języka. Nie lubi też tłumów, woli przebywać sama, z własnym cieniem albo z którąś z sióstr, które, swoją drogą, są dla niej WSZYSTKIM. Za swoje kochane siostrzyczki jest w stanie bez wahania oddać życie, tak samo jak za Grom, któremu jest niezwykle oddana i lojalna.
Wyruszyli - w jednym celu, znaleźć i najlepiej pozbyć się wielkich ptaków które grasowały gdzieś w okolicach Mgielnego Bajora. Nie było czasu do stracenia, cała trójka wojowników zaraz przypadła do ziemi węsząc, rozglądając się, niczym zgraja myśliwskich psów.
Tonący Kamyk, inicjator tego wszystkiego, nie znalazł żadnego tropu. Ani pelikanów, ani innych drapieżników, ani nawet zwierzyny. Pechowo, ale zdarza się.
Tnąca Zawieja natomiast po chwili krążenia po błotnistym terenie zauważył ruch w suchych trawach, gdzieś nieopodal, tam, gdzie błota i wodnistej ziemi było mniej. Widział wystające sponad traw uszy królika. Teraz pytanie tylko, czy chciał przerwać poszukiwanie ptaków na koszt próby schwytania uszaka?
A Śpiewająca Knieja wymodliła patronat, na to wygląda. Chyba.
Najpierw pomiędzy wysokimi szuwarami zauważyła drobnego ptaszka z rudym podgardlem - niepozorny, drobny rudzik, świergoczący wesoło, nieświadomy tego, co znajduje się nieopodal. Spłoszył się nagłym ruchem rzeczonych szuwar, a Pieśń jeszcze przez chwilę zupełnie nie wiedziała, co szuwarami aż tak poruszyło.
Dopóki z dziwnym okrzykiem nie wyłonił się spomiędzy nich ptak, którego szukali. Wielki, potężny ptaszor, z ogromnym, rozciągniętym dziobem, machający swoimi masywnymi skrzydłami ku szylkretowej kotce. Zbliżał się, ale chyba jedynie z zamiarem odstraszenia jej, nie ataku.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXNie zrażał się tym, że przez jakiś czas nie był w stanie niczego znaleźć, to nic. Był przyzwyczajony do tego w zupełności. Nieznajomu mu okrzyk sprawił, że podniósł gwałtownie suchy pysk, nastawiając uszy na sztorc niczym dwie anteny. Chwilę później dostrzegł białego ptaka, wyglądającego... doprawdy karykaturalnie, pierwszy raz widział coś podobnego! Sierść na jego grzbiecie zjeżyła się, kiedy zrozumiał, że ptaszysko pędzi wprost na Pieśń. Syknął przeciągle, zrywając się do biegu, wysuwając pazury i zamierzając zaatakować pelikana, rzucając się na jego skrzydła w celu złamania jednego z nich swoimi szczękami. Z pewnością potrafił latać, więc uniemożliwienie mu tej umiejętności było pierwszym, na czym chciał się w tym momencie skupić.
Bury kot klasycznie pręgowany z długą sierścią i pulchnej sylwetce. Budową bardziej przypomina matkę, z krótkimi, ale masywnymi łapami, grubym korpusem i przeciętnym wzrostem. Prostym, delikatnie zarysowanym profilem nie przypomina żadnego z rodziców, jednak dodaje mu to szlachetności i urody. Podobnie do ojca, jego uszy nie są największe, przybierając średnią wielkość. Kończą się niewielkimi pędzlami, nadając im kształt trójkąta. Duże, owalne oczy w kolorze jasnozielony, zachowują w sobie więcej ostrości Olchy, niż ciepła Ciemnej. Całość wieńczy ciemnoróżowy nos z niemal czarną otoczką i długie, skierowane w dół białe wąsy.
W przeciwieństwie do wyglądu, patrząc na zachowanie Zawiei doskonale widać, czyim jest synem. Wpojona przez oboje rodziców ideologia, wedle której koty posiadające krew samotników są gorsze, mocno zakorzeniła się w młodej głowie, skutecznie wzbudzając niechęć wobec niektórych ze współklanowiczów. Ze względu na młody wiek wciąż w większości polega na opiniach matki i przede wszystkim ojca, traktując je z szacunkiem i uważając za bezdyskusyjną prawdę. Ma tendencję do wybierania swoich faworytów, resztę uważa za niegodnych jego czasu i uwagi. Zawieja jest niecierpliwym kotem i czasem zdarza mu się rozwiązywać problemy najpierw groźbami, a później siłą.
Świerk [KW] Lawendowy Kwiat [GK]
Jaki to los jest przewrotny. Często na polowaniu trzeba się wysilić i długo tropić zwierzynę, a tu ma ją podaną jak na tacy. Uszy królika bardzo go korciły. Klan Cienia ucieszyłby się z takiego kąska, jednak nie w tym celu tu byli. Jedynym pocieszeniem dla Zawiei może być fakt, że króliki czy zające to przysmaki ścigaczy królików, a nie porządnych Klanowiczów Cienia. Nagle za szuwarami w pobliżu Pieśni coś zaszeleściło. Tnący zdążył odwrócić głowę i ujrzał ogromnego ptaka z wielkim dziobem. Inaczej sobie wyobrażał te pelikany. Wyglądają naprawdę dziwnie. Nie tracąc ani uderzenia serca Tnący ruszył na ptaka. Zamierzał wgryźć się w jego szyję i przy okazji go trochę podrapać w zależności od tego gdzie sięgną jego pazury.
Średniej wielkości bura szylkretka; więcej bieli niż kolorowych plam; długie futro; heterochronia - prawe oko brązowe, lewe zielone.
Zgubiona, nieobecna, dziwna.
Pochmurny Sen
Pieśń zrobiła wielkie oczy i postąpiła o krok do tyłu. Zupełnie nie tego się spodziewała! Wiedziała z opowieści, że ptak będzie wielki, ale jakoś wyobrażała sobie zupełnie co innego! A to coś było takie... Dziwne! Zamrożona w miejscu zupełnie zapomniała na chwilę po co tu przyszli, póki dwie smugi kocich sylwetek nie skoczyły na ptaka. Wtedy jej mózg się odblokował, znów zaczęła oddychać i wysunęła pazury, gotowa do ataku. Szybko popatrzyła na to, gdzie może atakować i zdecydowała - trzeba ptaka jak najlepiej unieruchomić.
Skoczyła do przodu, biegnąc na ptaka, omijając Tonącego i Tnącego, po czym skoczyła na grzbiet ptaka, z zamiarem wbicia pazurów w jego drugie skrzydło i przygniecenia tego skrzydła do ziemi. Jak będzie mieć kłopot z poruszaniem się to będzie mu trudniej, prawda?
「 I met aMANdowntowntheother day Withruby eyesthat tookmylifeAWAY 」 The moralALWAYSgoes .: :Donttrustthewolfin woolen clothes: :. But know the consequence ofimaginationsfear 「 Ihearfrom the witches
Fear sounds ofthe dead Thesourceof the itchеs Livesunder my bed 」