Chciała jej posłać choć cień uśmiechu, jednak nie była w stanie, była zbyt przerażona by jakkolwiek jej odpowiedzieć. Na jej pytanie pokręciła głową, mówiąc cicho, że da rade sama. Nie chciała zmniejszać odległości między nimi, nie chciała być dotykana, w ogóle najlepiej, jakby Krokus udawała, że jej nie widzi, ale jednak by szły razem.
Robaczek zaczęła dreptać za terminatorką, wciąż w ciszy, czując przeraźliwy ból łap i stawów. Niemniej uparcie nie prosiła o pomoc.
- W porządku. Ale... w razie czego powiedz - odpowiedziała czule Krokus, w pełni rozumiejąc obawy i strach Robaczek. Mimo wszystko ciężko było jej się powstrzymać przed przytuleniem drobnej kotki, chwyceniem ją za płat skóry na karku i zaniesieniu do ojca w ten sposób, aby ta nie musiała się już ruszać, nie musiała się już o nic martwić.
Szły w ciszy. Tam, skąd Krokusowa Łapa przyszła, gdzie miała miejsce walka z Bandziorem, która w ogóle nie powinna się wydarzyć. Szła do granicy, powoli, upewniając się, że Robaczek nadąża... i rozglądała się za wielkim, zabliźnionym kocurem przy granicy. Musiał czekać, prawda?
Także nie odezwała się ani razu, ciesząc się, że ta nie wymagała od niej żadnej interakcji. Tak jej było zdecydowanie łatwiej, lepiej. Dreptała powolutku, wytrzymując dzielnie ból łap. Szła jak w transie, dopóki kotka przed nią nie zatrzymała się na granicy, a Robaczek omal na nią nie wpadła. - Tu j...est tata? - zapytała w końcu, patrząc na czekoladową kotkę z nadzieją.
Nie było go tutaj. Przynajmniej go nie widziała, może był pomiędzy drzewami. Krokus przełknęła ślinę, uważnie skanując otoczenie. Sierść na jej karku uniosła się w nerwach, ale wymusiła uśmiech gdy usłyszała głos Robaczek. Spojrzała na nią czule.
- Na pewno gdzieś tutaj czeka, skarbie... poczekaj tu chwilę - to mówiąc, przeszła żwawo granicę, kilka kroków w głąb gąszczu. Musiał tu być, nie zostawiłby córki ot tak na obcym terytorium patrząc na to, że był gotów przedrzeć się przez cztery koty, aby ją znaleźć. Rozglądała się, węszyła, szukając śladów Bandziora.
- Cz... czekaj - szepnęła cicho, jednak ta zdążyła już odejść by poszukać Bandziora. Robaczek usiadła na zamarzniętej ziemi. - Słonk-o wzeszło... wstawaj z biedronkami. Klaszcz w... łapki i- - mówiła głośno rymowankę, którą znała już niemalże na pamięć. - ...i ruszaj bioderkami - usłyszała stary, zmarnowany i zmęczony głos. Uniosła uszy, gdy zobaczyła tatę, który wyszedł zza krzaków, ewidentnie zaalarmowany ich wspólną rymowanką. Podniosła się niemalże natychmiastowo i podbiegła do tatusia, piszcząc przy tym cicho z szczęścia. Wtuliła się w jego sklejone z krwi futro, nie widząc jego ran. Serduszko biło jej szybko, a jej oczy zaszkliły się, ciesząc się, że naprawdę się znalazła. - Dziecko, jak dobrze, że już ciebie mam. Tak bardzo cię kocham, tak cię tatuś kocha - straszny, wielki bandzior teraz lizał czule swoją córeczkę między uszami, szczęśliwy, że znów mógł mieć ją ze sobą.
bandzior: S: 12 (16) | Zr: 8 (15) | Sz: 6 (13) | Zm: 8 (10) | HP: 31/75| W: 53/65
❀ -4 do szybkości i zręczności: walka 1:4
❀ spadek do 1/2 hp: statystyki spadają o 1/4
» rana 0. stopnia: wyrwany skrawek futra spod oka.
» rana 0. stopnia: siniak na piersi.
» rana 1. stopnia: ugryzienie w okolicach gardła (krwawi, -1hp co turę aż do końca walki)
» rana 1. stopnia: ugryzienie na karku (krwawi, -1hp co turę aż do końca walki).
» rana 2. stopnia: drugie ugryzienie na karku (krwawi, w pierwszej turze -3hp, w następnych -2hp aż do końca walki).
» rana 2. stopnia: długie ślady po pazurach na lewym boku (krwawi, w pierwszej turze -3hp, w następnych -2hp aż do końca walki).
Zatrzymała się w pół kroku gdy Robaczek kazała jej się zatrzymać. Uniosła brwi, patrząc pytająco na łaciatą kotkę i nieco zaskoczona wsłuchiwała się w dziwną rymowankę. A potem usłyszała znajomy, zmęczony głos Bandziora i sierść na karku stanęła jej dęba; odwróciła się w kierunku jego głosu, jednocześnie zszokowana i nieco przestraszona jego ponowną obecnością, a jednocześnie...
... spokojna. Kamień spadł jej z serca, już się bała, że się wykrwawił. Nie, był tu, żywy, odnalazł się z córką. Krokus serce zabiło nieco mocniej gdy patrzyła, jak Bandzior i Robaczek się przytulają. Zabiło mocniej, przepełnione smutkiem, gdy Bandzior mówił, jak bardzo kocha swoją córkę. Och, jak ona okropnie tęskniła za Raniuszkiem.
Zebrała się na odwagę, aby podejść nieco bliżej. - ... po drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, drogi... powinniście znaleźć kocura, nazywa się Alojzy. To medyk, znachor. Pomoże... z twoimi ranami - mówiła ostrożnie, z głową pochyloną nisko, aby okazać wielkiemu samotnikowi szacunek. I coś na rodzaj skruchy. - Ja... przepraszam, że tak wyszło.
- Przepr... przepraszam tato, nie chciałam zniknąć, nie chciałam cię wystraszyć! Zobaczyłam wiewiórkę, i ona... ona... miała taki piękny, puchaty ogonek, wiesz? Jak moja mama... no i... - mówiła piskliwym głosem. Naprawdę czuła się winna. Nie chciała wystraszyć tatusia, nie chciała, by ten chodził i się martwił. Cały czas czuła jego szorstki język na głowie, dzięki któremu wiedziała, że nie był na nią zły, po prostu bardzo się o nią bał. To wszystko. - Już, ćśś, spokojnie. Już wszystko jest dobrze - wymruczał uspokajająco do swojej córki, a następnie jego żółty wzrok spoczął na Krokusowej Łapie. Jego postawa zrobiła się nieco bardziej spięta, wyprostował się, jednak dalej trzymał w łapach łaciatą kotkę. Chciał coś powiedzieć, otwierał pysk, jednak Robaczek go uprzedziłą: - Tato, o-ona... ta Pani mi pomogła. Ona mnie tu przyprowadziła, nie dotykała mnie, gdy poprosiłam, żeby tego nie robiła. Wiem, że miałam nie ufać obcym, ale ona znała moje imię, wiedziała jak wyglądasz... mówiła, że mnie do ciebie przyprowadzi i tak właśnie zrobiła. Przyprowadziła mnie. Nie krzycz na nią, proszę. Wiem, że może być z klanu, a klany są złe i okropne, ale ona... ona taka nie jest, ona jest taka jak mama, no i-
- Dość, Robaczku - uciszył ją gburowaty, ale czuły głos. Polizał ją po uchu. - Obym już nigdy nie musiał was spotkać, pchlarze. Ale z pchłami czy nie, jesteś okej. Dzięki - charknął w stronę terminatorki. Oboje odwrócili się i zaczęli odchodzić w stronę ziemi niczyich. Mała, łaciata główka odwróciła się do Krokusowej Łapy i pomachała jej uśmiechnięta na pożegnanie, a potem tylko terminatorka mogła usłyszeć gdzieś z oddali piskliwe: "czekaj, a... a skąd masz jakieś rany?".
bandzior: S: 12 (16) | Zr: 8 (15) | Sz: 6 (13) | Zm: 8 (10) | HP: 31/75| W: 53/65
❀ -4 do szybkości i zręczności: walka 1:4
❀ spadek do 1/2 hp: statystyki spadają o 1/4
» rana 0. stopnia: wyrwany skrawek futra spod oka.
» rana 0. stopnia: siniak na piersi.
» rana 1. stopnia: ugryzienie w okolicach gardła (krwawi, -1hp co turę aż do końca walki)
» rana 1. stopnia: ugryzienie na karku (krwawi, -1hp co turę aż do końca walki).
» rana 2. stopnia: drugie ugryzienie na karku (krwawi, w pierwszej turze -3hp, w następnych -2hp aż do końca walki).
» rana 2. stopnia: długie ślady po pazurach na lewym boku (krwawi, w pierwszej turze -3hp, w następnych -2hp aż do końca walki).
Milczała. Czuła się tak, jakby nie miała prawa uczestniczyć w tej rozmowie, w ogóle. To był czuły moment pomiędzy córką i ojcem, a ona była obcym dla nich kotem. Serce Krokus roztrzaskiwało się i zrastało z powrotem na setki drobnych kawałków z każdym kolejnym słowem Robaczek. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa, gdy ta mówiła, jak Klany są okropne i złe - nie miała prawa się z tym kłócić, nie po tym, co stało się jej tacie.
W oczach Krokus zakręciła się łza gdy Robaczek porównała ją do swojej mamy. Poczuła się nieco lepiej z tym wszystkim - zrobiła dobrą rzecz. Chociaż tak mogła pomóc Bandziorowi, przyprowadzając mu jego córkę. Odetchnęła drżąco, na słowa kocura jedynie kiwając głową, a Robaczek odmachała z ciepłym, nieco drżącym z emocji uśmiechem.
- Niech wam Gwiezdny Klan oświetla drogę - wymamrotała sama do siebie, gdy dwójka zniknęła jej z oczu pomiędzy linią drzew. Wdech. Wydech. Krokus pociągnęła nosem, chwilę patrząc w miejsce, gdzie chwilę temu stała Robaczek z ojcem... a potem wróciła do obozu, bo tylko to jej zostało. To był... długi, męczący dzień. Miała dużo do przetrawienia i przemyślenia.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
No i stało się nieuniknione! Ścieżka poprosiła przechodzący patrol (właśnie sprawdzali granicę) o rozmowę z ich przywódcą. Początkowo wyglądali na nieco zaskoczonych, a później rozbawionych. Wcale im się nie dziwiła. W końcu przyszła nie wiadomo skąd. Coś tam gadała od rzeczy, więc podchodzili do niej z dużą rezerwą. Wreszcie zadała TO jedno, odpowiednie pytanie. Odnośnie rodziny, odnośnie swojego taty... Jednak kot spojrzał na drugiego i odeszli kawałek porozmawiać. Wcale nie bali się Ścieżki czy jej reakcji. Kogo tutaj oszukiwać! Ona także sama siebie raczej nie uważała za poważnego, godnego przeciwnika. Wreszcie oznajmili jej, żeby tutaj zaczekała. Oni mieli wrócić do swojej kryjówki, żeby przedstawić przywódcy co, jak, gdzie, po co...
Teraz już nie było żadnego odwrotu. Ścieżka mogła uciec, ale co dalej? Tułanie się od granicy do granicy było pozbawione celu. Kocicę ogarnęła trema. Schowała się za kamieniem, żeby uniknąć przyciągnięcia kłopotów. Bardziej zadziałał instynkt niż praktyczna wiedza. Generalnie córkę Raniuszka ogarnęła trema. Czy Tata tutaj wrócił? Czy pamiętał jeszcze o niej? Czy nadal rządził ten sam przywódca? Spotkanie mogło iść w dowolnym kierunku. Ścieżka odetchnęła głębiej, ale na niewiele to się zdało. Rozum podpowiadał co innego, a serce krzyczało wręcz co innego. Mogła przecież żyć wśród pieszczochów oraz ich dwunogów. Jednak tak naprawdę jeśli już miała odejść z tego świata, to na swoich zasadach i wśród pozostałych kotów. W dziczy! Z godnością! Ścieżce pozostawało tylko czekać na Łabędzią Gwiazdę.
Historię zaginionej rodziny i poszukiwań ojca Łabędź znał już na pamięć — miał ją wyrytą w głowie, która przemieliła te treści kilka ładnych razy, oraz w sercu, szczerze przejętym losem zagubionych młodych. Cóż, w zasadzie coraz mniej młodych; czas płynął nieubłaganie, a rozdzielenie się nowoświtowej rodziny powoli stawało się pożółkłą kartką w księdze dziejów. Od dołączenia Harmonijnej Łapy i Krokusowego Pląsu minęły księżyce, więc chociaż syn Płonącego Świtu był zaznajomiony z sytuacją, nie spodziewał się już zastać więcej potomków Raniuszka na granicach swojego Klanu.
Dzisiaj patrol uświadomił mu, że żył w błędzie.
Stawił się we wskazanym miejscu, oczywiście, wypatrując kotki z zaserwowanego mu opisu. Znalazł ją schowaną za kamieniem, jednak zanim podszedł bliżej, odchrząknął, chcąc zawczasu zaznaczyć swoją obecność. Nie stała pewnie na granicy, wypatrując go. Wręcz przeciwnie, kryła się przed cudzym spojrzeniem. Zgadywał, że nie czuła się bezpiecznie.
— Dzień dobry. Jestem Łabędzia Gwiazda, przywódca Klanu Rzeki. To ze mną chciałaś rozmawiać, prawda? Co cię tu sprowadza? — zagaił z łagodnym uśmiechem. Domyślał się, ale pozwolił jej mówić we własnej sprawie. Nie było potrzeby wyprzedzać faktów.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Ktoś nadchodził i dało się to wyraźnie usłyszeć. Głównie przez tutejszą roślinność, jak również rozproszone błoto to tu, to tam. Zapewne sam wędrowiec chciał zaznaczyć swoją obecność. Tylko jednego Ścieżka nie była pewna jednego, małego szczegółu. Ten ktoś mógł być oczywiście kotem, a mógł również być głodnym drapieżnikiem. Kocica postanowiła, że łatwo skóry nie sprzeda. Oczywiście gdyby doszło do konfrontacji. Jednak, ku jej zaskoczeniu, usłyszała wyraźnie chrząknięcie. Z zaciekawieniem usiadła, jednocześnie wychylając łepek. Wtedy ujrzała właśnie Łabędzią Gwiazdę. Kocur sprawił, że Ścieżka przez moment zapomniała języka w pyszczku. Nawet zrobiła dziwną minę (patrz zdjęcie). Czemu? Generalnie pamiętała opowieści Raniuszka z dawnych lat. O przywódcy, trochę o jego mądrości i takich tam. Mimo wszystko myślała, że ten kot będzie przypominał bardziej starego kota. Nic bardziej mylnego! Od Łabędzia biła mądrość, siła, zrozumienie, doświadczenie niesione przez czas. Zupełne przeciwieństwo Kos. Owszem przywódczyni Nowego Świtu trzymała ich w ryzach. Umiała też podejmować ciężkie decyzje. Niestety widać po niej było zmęczenie i doskwierający wiek.
-Witaj! Ja jestem Ścieżka. Córka Raniuszka z pierwszego miotu.- Mowa kotki powróciła i pierwsze co zrobiła, to przedstawiła swoją osobę. Ponownie chwilę trwało nim się zreflektowała. Przecież patrol zapewne zdradził mu kim jest. Niedobrze! Zbyt długo przebywała wśród dwunogów i umysł nie działał sprawnie, a powinien!
-Przede wszystkim przyszłam spytać o mojego Tatę. Czy Raniuszek powrócił do Klanu? Czy słyszałeś też coś o moim rodzeństwie?- Ścieżka mówiła spokojnie i cicho. Wcale nie chciała wywierać presji. Nawet nie liczyła na dobre wiadomości. Już dawno miała możliwość zaakceptowania faktu, że pozostała sama.
Wyjrzała ze swojej kryjówki i mógł lepiej się jej przyjrzeć, dzięki czemu dotarło do niego to, co sama Ścieżka potwierdziła chwilę później — nie mogła być siostrą z miotu Krokusowego Pląsu i Harmonijnej Łapy. Prędzej przypisałby ją do wcześniejszego miotu, tego, z którego wywodzili się Liliowa Łapa, Okopcona Łapa oraz Hiacynt. Żadne z nich nie wnikało w swoją sytuację rodzinną bardziej niż to niezbędne, więc pozostawało mu wierzyć jej na słowo, gdy się odezwała. Wierzył. Życie tej rodziny było zwariowane, nie do podrobienia.
— Naprawdę miło mi cię poznać — zapewnił uprzejmie, ale i szczerze. Nie przypominała żadnego ze swojego rodzeństwa, jedynie budowa ciała sugerowała pokrewieństwo, lecz zestaw pytań padł bezbłędnie ten sam, jak echem powtórzony po większości. W pełni naturalny i zrozumiały zresztą, Łabędź żałował tylko, że nie miał dla niej pozytywnych odpowiedzi. — Niestety, od odejścia Raniuszka z Klanu Rzeki nie widziano go na granicach, ani tym bardziej na terenach. — Na tyle, na ile mu wiadomo. Gdyby tu był, Kościste Wybrzeże może powiedziałby co innego. — Lilia i Wieszczek zdecydowali się dołączyć do Klanu, jednak zniknęli z niego jakiś czas później. Nie wiem, dokąd udali się dalej, nic tego nie zapowiadało. — Liliowa Łapa była taka młodziutka, przestraszona, kiedy ją poznał. Tutaj zaczęła odżywać, wydawało mu się, że odnalazła w Rzece dom. Okopcona Łapa odnalazł ich z potrzeby serca, deklarował chęć stania się jednym z nich. Ulotnienie się bez słowa nijak mu do tej dwójki nie pasowało, prawdę mówiąc. Wciąż, wolał trzymać się myśli, że to świadoma, dobrowolna decyzja.
Milczał przez moment, nim podjął, ściszając głos:
— Przykro mi z powodu pożaru, nie wyobrażam sobie, jakie to musiało być przeżycie... Choć bardzo bym chciał, nie mam zbyt wielu informacji odnośnie twojej rodziny, natomiast mogę zapewnić — Pozytywka i Poeta ocaleli i znaleźli schronienie w Klanie Rzeki. Są cali i zdrowi. — Uśmiechnął się pokrzepiająco. Szczęście w nieszczęściu, chciałoby się rzec, ale czy nie właśnie tak było? Z całego kłębowiska nieprzyjemności, jakie spotkały Nowy Świt, wyłaniała się jakaś iskierka, która pozwalała trwać w nadziei.
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Zapewne rozmowa o rodzinie nie była zbyt przyjemna, ale potrzebna. Zresztą Ścieżka uspokoiła się zupełnie, gdy Łabędź zaczął mówić. Najwyraźniej kocur przedstawiał podobną historię kilkukrotnie. Mimo wszystko jego ton był spokojny, a sama opowieść szła naturalnie. Być może chodziło o szacunek względem drugiego kota. Być może Gwiazda miał po prostu taki charakter. Cokolwiek to było... Ścieżka słuchała cierpliwie.
Wreszcie opowieść dobiegła końca. Z jednej strony kocica odetchnęła nieco głośniej niż zamierzała. Po tylu księżycach wreszcie odnalazła prawdę, której tak usilnie szukała. Niestety Raniuszek nadal gdzieś się błąkał. Całe szczęście jej rodzeństwo próbowało iść własną "ścieżką". Z drugiej strony pojawił się smutek. Za utraconymi latami oraz więzami rodzinnymi. Czy Łabędź będzie jej wyrzucał, że przybyła zbyt późno? Generalnie kocica wreszcie mogła zamknąć pewien rozdział w swoim życiu. Owszem żałowała swojego, pierwszego rodzeństwa. Zapewne Klan Rzeki był zbyt różny od Nowego Świtu. Zapewne zasady wpajane im, a pozostałym mocno odbiegały od siebie. Dlatego prędzej czy później pozostali szli dalej... Tak chciała wierzyć sama Ścieżka.
Tylko, że ona poznała co mogło być dalej. Już dwukrotnie uniknęła tragicznego losu, więc coś nad nią czuwało. Stąd desperacka próba powrotu na łono natury, na dzikość, do kotów, do... nowego domu. O ile nie była już za stara, o ile Gwiazda będzie miał taki kaprys.
-A wiesz... Większość życia próbowałam szukać Taty. To zawsze była jego decyzja, ale wszyscy kochaliśmy go i martwiliśmy się. Nie mogę odpowiedzieć za innych. Ja po prostu chciałam wierzyć w jego słowa. Moje imię nie było nadane mi bez znaczenia. Miałam być jego "prawdziwą drogą do domu". Niestety najwyraźniej nie umiałam spełnić tego zadania.- Ścieżka zaczęła mówić od rzeczy. Chciała powiedzieć coś o Raniuszku. Pokazać, że nadal pamięta i ceni te wspomnienia. Chciało jej się śmiać, a zarazem płakać. Jednak uczucie, które malowało się na jej pyszczku, to smutny uśmiech.
-Część mojego rodzeństwa odeszła wcześniej, żeby poznać swoje korzenie. Część wyruszyła, gdy nasza Mama zmarła. Część, jak ja, dopiero po jego zaginięciu. Wiedziałam, że prędzej czy później nasze drogi się rozejdą. Świat był zbyt wielki dla nas. Oczywiście każdy by chciał, żeby było to jak najpóźniej. Wreszcie i na mnie nadszedł czas. Byłam zbyt młoda, chyba głupia oraz bardzo niedoświadczona. Szybko straciłam orientację w terenie. Nie pamiętam ile księżyców minęło, ale znalazły mnie dwunogi. Po jakimś czasie zdołałam im uciec. Niestety miejskie koty nie są takie dobre jak tutejsze. Czasami oszukują, czasami wykorzystują, czasami nic ich nie obchodzi... Zanim dotarłam na tereny Nowego Świtu, to już go nie było. Nikogo nie było... Od samotnych kotów usłyszałam co się faktycznie zadziało. Nie umiałam się z tym pogodzić. Poszłam przed siebie, bo co mi zostało. Na obcych terenach dopadły mnie dwunogi. Jednak, jak sam widzisz, uciekłam i im...- Kocica przedstawiła po krótce swoją historię. Może dzięki temu Łabędź choć trochę ją zrozumie. Zresztą jej los mógł być mu całkowicie obojętny. Miał dużo kotów pod swoją opieką, a ona egoistycznie opowiadała mu trzy po trzy...
-Bardzo się cieszę, że moje młodsze rodzeństwo ma tutaj schronienie i nowy dom. Dziękuję Tobie i Rzece, że są bezpieczne. Zapewne znaleźli też nową rodzinę. Oni mogą mnie nie pamiętać, bo byli wtedy tacy mali...- Kocica mówiła coraz ciszej. Ostatnie zdanie wybrzmiało prawie szeptem. Sama nie wiedziała czego oczekuje. Odwiedzin? Czy takie były w ogóle możliwe? Zapewnienia, że coś tam jednak pamiętają? Może Łabędź poradzi coś swoją mądrością. Może Ścieżka też mogłaby iść w ich ślady, jednak właśnie w tej chwili nie miała śmiałości o to pytać.
Nie musiał dowiadywać się więcej o Raniuszku, żeby rozumieć, jak mocno ceniły go jego dzieci. Od dawna jedyne, co o nim słyszał Łabędź, to że zniknął bez słowa dawno temu i nikt nie wie, co się z nim dzieje, a jednak wszystkie z pojawiających się na granicy potomków kocura bezbłędnie pytały właśnie o niego. Mniej o drugiego ojca, ba, teraz pierwszy raz dane mu było usłyszeć o jakiejś matce. Zawsze tylko Raniuszek. Zmartwienie o Raniuszka, desperackie próby odnalezienia Raniuszka, tęsknota za Raniuszkiem. Bez wątpienia był kochany przez swoją rodzinę i ten fakt bolał Łabędzią Gwiazdę, któremu, w związku z powyższym, trudno dopatrywać się tu promyczków optymizmu. Nadziei, że dokądkolwiek dawny Rzeczniak się udał, był cały i zdrowy. Oczywiście miał nadzieję, chciał, aby mu się wiodło i jeszcze kiedyś mógł zobaczyć swoje kocięta, ale czy prawdopodobieństwo sięgało wysoko?
— Masz za sobą długą i krętą ścieżkę, z tego co słyszę — odparł z równie smutnym uśmiechem co jej. Czyli kotce udało się uniknąć pożaru i tyle z pozytywów; cała reszta biografii nadrabiała cudem ominięty tragizm. — To musiało być dla ciebie niezwykle trudne, przez długi czas borykać się z powrotem do domu, by finalnie zastać same zgliszcza. Naprawdę mi przykro. Mam nadzieję, że wolno mi spytać — jak sobie radzisz? Spędziłaś księżyce w gnieździe dwunogów, radzisz sobie ze zdobywaniem pożywienia? — Nie wyglądała na zaniedbaną i zarazem nie wyglądała na kogoś, kto świetnie radzi sobie w pojedynkę, acz to w głównej mierze za sprawą jej ogólnej postawy. Nie oceniał; nie wyobrażał sobie zostać kompletnie sam, bez żadnej przyjaznej duszy wokół siebie. Potrafił walczyć i polować; chyba nie potrafiłby żyć samotnie. — Jest ktoś przy tobie? Zastanawiałaś się, co chcesz zrobić dalej?
Kiedyś ktoś powiedział, że genów nie oszukasz i miał całkowitą rację. Ścieżka urosła jeszcze bardziej niż przypuszczała. Zapewne Raniuszek byłby dumny z córki. Kotka mogłaby spokojnie stawać w szranki z niejednym kocurem. Nadal pozostała również masywna i "puchata". Przynajmniej łapy bardziej się wydłużyły, a dzięki nim Ścieżka nabrała miękkości w poruszaniu się. Coś co powinny umieć kocie wojowniczki, prawda? Poza tym pojawiło się więcej sierści w okolicy długiego, smukłego ogona. Reszta można powiedzieć, że pozostawała bez zmian. Pazury stały się ostrzejsze, zęby jak u drapieżnika, ceglany nosek, jasnozielone ślepia... Natomiast cały łepek wraz z pyszczkiem przypominały Ścieżce o genach jej drugiego taty - Kościstego Wybrzeża. Choć duże uszy przyciągały uwagę innych kotów, to nadal pozostawały nieodmiennym elementem urody koteczki. Dzięki nim wyrażała część emocji, pomagały również wyłapywać dźwięki z okolicy. Ogromne, migdałowate oczy tym razem spoglądają na świat z nostalgią, jak również smutkiem czy akceptacją. Drobny pyszczek ozdabiają długie, biało-szaro-czarne wibrysy. Spod górnych warg nieco widać końcówki Ścieżkowych kłów. Wygląda to tak, jakby kotka miała zaraz przemówić bądź uśmiechnąć się. O, i nos zyskał ciemniejszą obwódkę. Jeśli chodzi o futro, to kotka nadal zalicza się do "tych długowłosych". Choć najbardziej widoczne miejsca, gdzie futro stało się gęstsze to: klatka piersiowa, szyja, ogon, przedramiona, a nawet okolice uszu. Kolorystyka sierści: czerń z dodatkiem srebra, uwydatniła się, a naturalne rozjaśnienie wokół oczu dodaje jej tylko uroku. Białe partie, czyli końcówka pyszczka i większy kawałek szyi nadal pozostają bez zmian. Brakło dodatkowych, innych oznaczeń. Co Ścieżka jeszcze zauważyła? Lepiej "zarysowane", klasyczne, czarne pręgi. Pokrywają one 3/4 ciała kotki, czyli grzbiet, łapy i łepek.
Obecnie Ścieżka powróciła nieco do swoich korzeni. Odkryła wewnątrz siebie dawnego kociaka i znów potrafi marzyć. Jedno z największych marzeń? Własny kąt i przynależność do kociego grona. Cieszą ją też drobne rzeczy jak promienie słońca, świergot ptaków, kwieciste łąki czy nocne niebo. Kocica także kolekcjonuje rzeczy dla samej przyjemności z posiadania ich i opowiadania historii jak je zdobyła. Oczywiście to nie znaczy, że gania gdzieś z głową w chmurach. Życie obieżyświatki nauczyło ją też twardo stąpać po ziemi. Kiedy trzeba, to zawalczy o swoje. Nawet jeśli oznaczałoby to przegraną czy uszczerbek na zdrowiu. Wie, że jeśli nie zaryzykuje, to może coś stracić. Według niej gorzej coś odpuścić niż spróbować i się rozczarować. Generalnie Ścieżka nie ukrywa już swoich prawdziwych emocji. Umie płakać, gdy jej smutno. Umie też być zła czy radosna. Choć najbardziej ceni sobie po prostu towarzystwo innych kotów. Jest typem obserwatorki, ale potrafi podjąć wyzwanie. Nadal chętnie weźmie udział w wyścigu, nadal ubłoci sobie futro dla dobra sprawy, albo po prostu zabawy. Kotka docenia ten czas, który jej pozostał. Dodatkowo, przez inne koty, może być uważana za nieco ekscentryczną. Dlaczego? Ścieżka lubi słuchać wiatru, obmywać się w kroplach deszczu, wąchać kwiaty itp. Taka stara, kocia "Szamanka" co to wie, gdzie są "barwy niesione przez wiatr" albo "czemu wilk tak wyje w księżycową noc". Jednak nie przejmuje się tym wcale, a wcale. Czas udawania już dawno przeminął...
Co się właściwie tutaj działo? Dlaczego Klan Rzeki był taki miły? Oczywiście swoje odczucia kocica mogła budować jedynie na obrazie dawnego Raniuszka, obecnie Jaśmina czy Łabędzia. Jednak poprzednio spotkany Wojownik, a teraz Gwiazda wykazywali zainteresowanie. Może niezbyt przesadne, ale mimo wszystko dopytywali. To więcej niż uczynił dla niej niejeden napotkany samotnik. Wcale nie dziwiła się tamtym kotom. Trzeba walczyć o jedzenie, dobrą miejscówkę czy ogólnie przetrwanie. Jednak ta troska sprawiła w głosie Gwiazdy, że Ścieżka była bliska rozbicia.
-Radzę sobie w miarę. Chodzę wzdłuż niczyich granic i staram się nie wybrzydzać pod względem zdobyczy.- Córka Raniuszka zaczęła odpowiadać niemrawo. No bo co mogła powiedzieć? Tak szczerze, to nigdy nie ukończyła żadnego szkolenia. Padlina przy drodze musiała wystarczyć. Choć kotka sama też się narażała na atak czy potrącenie przez auto.
-Myślałam długo nad pomieszkiwaniem u ludzi. Jednak to życie nie dla mnie. Jakbyś siedział w zamknięciu i nie mógł wyjść. Dlatego myślałam, żeby do kogoś dołączyć, ale... Nie mam nikogo.- Przy ostatnim zdaniu początkowy spokój gdzieś prysnął. Ścieżka zupełnie się rozkleiła. Te księżyce samotności dały o sobie znać. Owszem koty dwunogów są miłe, ale nic nie wiedzą. Tam było miło, jednak brak słońca, szumu drzew, łaskotania trawy, świergotu ptaków sprawiał jedno. Serce i koci duch umierały. Dlatego wolała przyjść tutaj. Kocica odwróciła nieco łepek, żeby Gwiazda nie widział tej dziwnej rozpaczy. Trochę też pokonał ją wstyd...
-Przepraszam... Ja nie powinnam tak tutaj się użalać nad sobą. Niektóre koty są w gorszej sytuacji, a nawet w ogóle nie mają domu... Kiedyś, dawno temu, myślałam nad dołączeniem do Klanu. Teraz pewnie jestem na to za stara.- Ścieżka starała się uspokoić, bo przecież rozmawiała z Gwiazdą. Nie jakimś tam pierwszy, lepszym kotem. Zresztą nie chciała grać na emocjach. Ostatecznie spojrzała jeszcze raz wprost na kocura. Tym razem już nie płakała. Właściwie uświadomiła sobie co za głupotkę powiedziała. Skoro ona była za stara na Klany, to co mógł powiedzieć Łabędź? Przecież wyglądał na dużo starszego. Na pyszczku kotki przez krótką chwilę pojawiło się cień uśmiechu. Czasami sama nie rozumiała jak mogła być taka naiwna.