Prawdę mówiąc chyba jeszcze nigdy nie był tak przerażony, jak teraz, gdy jego głowa na chwilę znalazła się między szczękami borsuka. Zbaraniał, spanikował i cieszył się, ogromnie się cieszył, że zdołał się wyrwać.
W furii i tejże właśnie panice, napędzany wściekłością i adrenaliną rzucił się z kłami ku pyskowi borsuka... chcąc ugryźć go w nos. Odgryźć mu nos, tak, to zamierzał zrobić. Jeśli zwierzę będzie się szamotać, może policzek, ucho, ale celem był wielki nochal borsuka.
atak huby: 1d10+2 = 9, 100% atak udany → [20-17]x1 = 3hp. atak borsuka: 1d10+2 = 4, 0% atak nieudany.
Huba tracił siły, ale nie próżnował. Fakt, że nie tak silnie jakby chciał, ale to nic. Walczy dzielnie. Zamiast odgryzienia mu nosa, faktycznie zahaczył o nimi zębami i nieco podrażnił, nic poza tym. Borsuk był jednak tak... zdezorientowanym tak dziwnym mrowieniem w nosie, że nawet nie zaatakował.
grzyb: lvl: 5 | S: 9 (18) | Zr: 7 (15) | Sz: 3 (6) | Zm: 3 (6) | HP: 22 - 2 - 1 = 19/90 | W: 35 - 1 = 34/50
★ SPADEK statystyk o 1/2 z powodu utraty hp do 1/4.
• rana 2. stopnia: utrata większej części ogona (ponad 50%); (-2 do zręczności); (krwawi, -2hp co turę do końca walki)
• rana 1. stopnia: rozcięcie na karku (krwawi, -1hp co ture do końca walki).
• rana 1. stopnia: ugryzienie między uszami (krwawi, -1hp co ture do konca walki)
• rana 0. stopnia: wyrwana sierść na piersi.
• rana 0. stopnia: wyrwany jeden wąs z prawej strony.
• rana 0. stopnia: siniak po prawej stronie zadu.
borsuk: S: 18 (25) | Zr: 9 (12) | Sz: 5 (7) | Zm: 6 (8) | HP: 32 - 2 - 1 - 3 = 26/90 | W: 46 - 1 = 45/60
★ spadek STATYSTYK o 1/4 z powodu utraty hp do 1/2.
• rana 2. stopnia: długa rana od oka aż po nos (krwawi, -2hp co turę do końca walki).
• rana 1. stopnia: ugryzienie (krwawi, -1hp co turę)
• rana 1. stopnia: rozcięcie na policzku (krwawi, -1hp co ture do konca walki)
• rana 0. stopnia: wyrwane kłaki z szyi.
• rana 0. stopnia: obicie na brodzie.
• rana 0. stopnia: siniak na karku.
• rana 0. stopnia: podrażnienie nosa.
• rana 0. stopnia: obicie na boku.
Łapy się pod nim gięły. Widział jednak, że borsuk też był słabszy, bardziej zmęczony. Huba sapał głośno, analizując swoją sytuację. Krwawił. Borsuk też krwawił. Oboje byli osłabieni. Któreś z nich tu zdechnie i nie zamierzał to być on. Poradzi sobie z borsukiem, z osłabionym, starym borsukiem.
W dwóch niezgrabnych susach znalazł się przy lewym boku zwierzęcia i spróbował, ponownie, przeorać tenże bok pazurami.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Miałem dziś ochotę iść na ryby. Powinienem się oszczędzać, łapy ciągle mnie bolały, ale nie potrafiłem siedzieć w obozie i nic nie robić. Zdecydowałem się więc udać w okolice Błotnej Wysepki, by tam zająć się łowieniem. Nim jednak zdążyłem się odpowiednio usadzić, dotarł do mnie intensywny zapach krwi. Ruszyłem za nim od razu, dość szybko wyłapując też dźwięk trwającej walki. Po dotarciu na miejscu zobaczyłem coś, czego widzieć wcale nie chciałem. Borsuka, który sam w sobie był ciężkim przeciwnikiem i... Grzybowy Grzbiet. Oczywistym było, że za wszelką cenę chciałem go uratować, dlatego rzuciłem się do walki, chcąc złapać go za kark zębami i mocno zacząć szarpać. Chciałem go odciągnąć od Grzybowego Grzbietu, dać mu szansę na ucieczkę. Nie zasłużył na taką śmierć. Topik nie zasłużyła na taką informację, gdy wróci, a ich dzieci nie zasłużyły na stratę obu rodziców.
choroba 1. stopnia: popękane łapy, proszę ładnie odjąć od statystyk ile trzeba <D
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
atak huby: 1d10+2 = 11, 150% atak KRYTYCZNY → [26-18]x1.5 = 5hp (zaokrąglone w górę). atak borsuka: 1d10+2 = 11, 150% atak KRYTYCZNY → [33-23]x1.5 = 15hp.
atak nocy: 1d10+4 = 12, 150% atak KRYTYCZNY → [34-25]x1.5 = 14hp (zaokrąglone w górę).
Ogromny, bury wojownik walczył dzielnie. Tak, jak powinien, tak, jak nakazywała mu jego rola. Napotkał przeciwnika więc walczył, bronił rodzinny klan swojej partnerki, bronił kociąt. Czy własnych, czy innych - był gotów narazić swoje życie by wszyscy byli bezpieczni. Grzybowy Grzbiet jednak marniał w oczach borsuka. Nie miał siły, plątały mu się nogi. Jego ciosy były słabe i niecelne, dokładnie tak, jak ten teraz. Zdołał bowiem dorobić kolejnego siniaka do kolekcji swojemu przeciwnikowi, nic więcej. Borsuk zaryczał przeraźliwie. Był wściekły. Ta walka trwała zdecydowanie za długo jak na jego cierpliwość. Tym razem skoczył na rzecznego wojownika, by w uścisk wziąć jego lewą, przednią łapę. Przybił ją mocno do ziemi, słuchał, jak ten skomle z bólu i nie wydawał się być tym przejęty. Puścił pręgowaną łapę w momencie, gdy usłyszał... charakterystyczny dźwięk. Ten, który Huba mógł znać z łamania karku małym piszczkom - tym razem jednak na pół strzelił nie kark myszy, a łapka wojownika, w której kość ewidentnie mocno ucierpiała, a on sam mógł poczuć tak wielki, przeraźliwy ból, jak jeszcze nigdy. Borsuk był gotów do kolejnego ataku, jednak kocurek nie mógł być tego świadomy - obraz przed nim zaczął się rozmazywać, powoli jednak bardzo, bardzo intensywnie. Mdlał. Tak mógł myśleć, być pewnym, aż nie... aż nie poczuł, że sen w który właśnie zapada, będzie jego ostatnim. Ostatni, wieczny sen. Błogi, piękny, najspokojniejszy... z wszystkich jakie dotychczas mógł mieć. Był wojownikiem i to jako wojownik umarł - dzielnie, za rodzinę, za klan. Bohatersko.
Wtem nadbiegł Nocny Szkwał. Chciał pozwolić swojemu zięciu na ucieczkę, niemniej mógł nie wiedzieć o tym, że bury wojownik nie zdoła już uciec. I Gwiezdni, czuwający tuż nad ich głowami, byli świadomi tego, że dla Grzybowego Grzbietu ratunku już nie było, bowiem z nieba zaczęły kapać ich zimne, słone łzy. Delikatna mżawka opadała na ciało nieprzytomnego kocura, ten, który wplątał się w walkę również mógł to odczuć.
grzyb: lvl: 5 | S: 9 (18) | Zr: 7 (15) | Sz: 3 (6) | Zm: 3 (6) | HP: 19 - 15 - 2 - 1 - 1 = 0/90 | W: 34 - 2 = 32/50 ★ ŚMIERĆ
★ SPADEK statystyk o 1/2 z powodu utraty hp do 1/4.
• rana 2. stopnia: utrata większej części ogona (ponad 50%); (-2 do zręczności); (krwawi, -2hp co turę do końca walki)
• rana 2. stopnia: złamana kończyna, lewa przednia łapa.
• rana 1. stopnia: rozcięcie na karku (krwawi, -1hp co ture do końca walki).
• rana 1. stopnia: ugryzienie między uszami (krwawi, -1hp co ture do konca walki)
• rana 0. stopnia: wyrwana sierść na piersi.
• rana 0. stopnia: wyrwany jeden wąs z prawej strony.
• rana 0. stopnia: siniak po prawej stronie zadu.
• rana 0. stopnia: siniak na boku.
borsuk: S: 18 (25) | Zr: 9 (12) | Sz: 5 (7) | Zm: 6 (8) | HP: 26 - 2 - 1 - 5 - 14 = 6/90 | W: 45 - 4 = 41/60
★ spadek STATYSTYK o 1/4 z powodu utraty hp do 1/2.
★ od następnej tury: SPADEK statystyk o 1/2 z powodu utraty hp do 1/4.
• rana 2. stopnia: długa rana od oka aż po nos (krwawi, -2hp co turę do końca walki).
• rana 1. stopnia: ugryzienie (krwawi, -1hp co turę)
• rana 1. stopnia: rozcięcie na policzku (krwawi, -1hp co ture do konca walki)
• rana 1. stopnia: mocna, szarpana rana po ugryzieniu (krwawi, od nastepnej 01hp co ture do konca walki).
• rana 0. stopnia: wyrwane kłaki z szyi.
• rana 0. stopnia: obicie na brodzie.
• rana 0. stopnia: siniak na karku.
• rana 0. stopnia: podrażnienie nosa.
• rana 0. stopnia: obicie na boku.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Źle się stało, bardzo. Skrzące Słowo, od momentu swojej śmierci po, prawdopodobnie, kres swojej wiecznej egzystencji będzie czuł się winny za to, jak zaniedbał swoją rodzinę, przez co musieli przez niego przechodzić. Obserwował ich wszystkich, cieszył się ich sukcesami, smucił porażkami i ze złamanym sercem słuchał tego, jak był znienawidzony. Nie miał jednak odwagi przyjść do kogokolwiek porozmawiać, bojąc się, że to jedynie otworzy stare rany, więc pozostawał w cieniu, jako cichy obserwator. I dziś nie było inaczej, gdy Grzybowy Grzbiet walczył z borsukiem. Technicznie rzecz biorąc, nie była to rodzina. Nie z krwi. Niemniej, był partnerem jego wnuczki, ojcem jego prawnucząt. Poświęcił wiele, by móc z nimi być w klanie Rzeki i na to należał mu się szacunek, a teraz... należało mu się godne przywitanie w Gwiezdnym Klanie. Niestety, nikt z jego gromowej rodziny, czy z najbliższych kotów nie był jeszcze obecny, więc podjął się tego osobiście, nawet jeśli od dawna gryzł piach i nie mieli okazji się poznać. Być może Grzybowy Grzbiet nawet o nim nie słyszał, najpewniej.
- Grzybowy Grzbiecie... Może to dobra wiadomość, ale nikt z twoich najbliższych jeszcze nie jest wśród nas. Nazywam się Skrzące Słowo, jestem ojcem Nocnego Szkwału, dziadkiem Topikowej Nici. Nie mieliśmy okazji się poznać, ale obserwowałem was. Przyszedłem przywitać cię w Gwiezdnym Klanie, zaprowadzić na Srebrną Skórkę, przykro mi. - powiedział, będąc tak delikatnym, jak tylko potrafił. Nie było to jego mocną stroną, nigdy nie był wrażliwy. Śmierć mogła być szokiem, prawdopodobnie była, ale na pogodzenie się z tym, młodzieniec będzie miał całą wieczność.
Zerknął jedynie ze smutkiem w oczach na swojego syna, żałując, że ten go nie widzi. Być może próba podjęcia rozmowy w trakcie walki nie była najmądrzejszym, na co nieboszczyk mógł wpaść, ale tak bardzo pragnął go przytulić i przeprosić... Może innym razem.
- Chodźmy. Dałeś z siebie wszystko, poradzi sobie. - mruknął jeszcze i zgarnął młodzieńca na Srebrną Skórkę. Tam, gdzie od dziś był jego nowy dom.
Huba od zawsze wiedział, że rzeczą, która wpędzi go do grobu, będzie arogancja i poczucie, że jest nieśmiertelny. Zawsze czuł się nieśmiertelny, choć na głos tego nie mówił. Od zawsze czuł, że nieważne, jakie wyzwanie zostanie mu rzucone pod łapy, on mu podoła - tak się czuł walcząc z borsukiem. Nawet, gdy były momenty, gdy drapieżnik miał przewagę, Huba czuł, że podoła. Że mu się uda, udowodni, że jest godnym wojownikiem. Gdy Topik wróci, gdy ją znajdzie, powróci do borsuczej skóry w ich legowisku - był tego pewien.
A potem zębiska borsuka zatrzasnęły się na jego łapie. Szczęki złamały kości, jakby te były niczym, suchym patykiem. I w tamtej chwili Grzybowy Grzbiet poczuł, że jest śmiertelny. W tamtej chwili zrozumiał, jaki błąd popełnił. Powinien był wołać kogoś o pomoc wcześniej - nie powinien był walczyć z borsukiem sam. Teraz to zrozumiał. Teraz, w momencie, w którym dotarło do niego, w jak poważnej sytuacji naprawdę się znalazł, jakby odgryziony ogon mu nie wystarczył. Życie przemknęło mu przed oczami - dzieciństwo w Klanie Gromu, Topik, jego dzieci. Jego kocięta, które czekają na niego w obozie, przekonane, że ich ojciec wyszedł na zwykłe polowanie...! Serce mu waliło, powieki zrobiły się ciężkie, a ból zaczynał opuszczać jego ciało. Mdlał. Nie, nie mógł... nie mógł teraz zemdleć. Nie mógł...
Zamykając oczy jednak, odczuł ulgę, bo zobaczył srebrzysty kształt Nocnego Szkwału nad głową. To było ostatnie, co widział - teść rzucający się ku borsukowi. Zamknął oczy i opadł na ziemię nieprzytomny, czując spokój. Nocny Szkwał poradzi sobie z borsukiem sam, zawoła medyków, pomogą mu. Będzie dobrze. Poradził sobie, poradzili sobie, borsuk umrze, będzie dobrze, obudzi się z powrotem opatrzony w obozie Klanu Rzeki, przytuli wszystkie swoje kocięta i przeprosi za to, jakim był mysim móżdżkiem, rzucając się na borsuka.
Obudził go obcy głos i dziwna lekkość. Czuł się lekki. Ogon, który utracił, wrócił na miejsce, łapa, którą złamały szczęki borsuka była ustawiona w odpowiedniej pozycji, zrośnięta, nie było bólu, nie było ran. Huba podniósł się na wszystkie cztery łapy, nie wiedząc jeszcze, co się stało, nie do końca rejestrując to, co mówił ten Skrzące Słowo, podający się za ojca Nocnego Szkwału. Ale przecież... Nocny Szkwał nie miał już ojca w Klanie... - C... co? - wyrwało się z jego pyska. Odwrócił się. Spojrzał za siebie.
Widok własnego ciała był surrealny. Czas nagle stanął, a Hubę jak grom z jasnego nieba uderzyła świadomość - że umarł. Że patrzy na swoje stygnące, wykręcone, zakrwawione, martwe ciało, że... umarł. Że nigdy więcej nie zobaczy Wilczycy, nigdy więcej nie dowie się, co u jego ojca w Klanie Gromu, nigdy nie przytuli więcej swoich kociąt i nigdy nie zobaczy Topik, nie w świecie żywych. Łapy się pod nim gięły, gdy stał nad własnymi zwłokami, skacząc wokół nich w panice. Łzy ciekły mu po srebrzącym się od gwiezdnego pyłu pysku. - Nie... nie, ja nie mogę ich zostawić, nie mogę, nie mogę! Nie mogę być martwy! Nie chcę- ja nie chcę umierać. Nie chcę iść. Chcę zostać, muszę do nich wrócić, muszę żyć...! - łkał Grzybowy Grzbiet, zrozpaczony, pochylając się nad swoimi zwłokami.
Dłuższą chwilę zajęło mu płakanie nad swoim ciałem. Patrzył, jak Nocny Szkwał rzuca się na borsuka a czas jakby zwolnił, a Huba jeszcze nigdy się tak nie bał, nie był tak zrozpaczony, jak w tej chwili. Zmarł honorowo, w walce broniąc Klanu, jak wojownik. Kiedyś taka śmierć przyniosłaby mu dumę, w końcu to był największy zaszczyt dla każdego wojownika - ale jakie to miało znaczenie, skoro nie żył i nie zobaczy więcej swojej rodziny? - Okoń, Gąska, Węgielek, Pieczarka... Topik- Wilk, Trufla, Salamandra, Wąż- tato... - Płonący Liściu, Nocny Szkwale, wy oboje. - Przepraszam. Tak przepraszam.
Odwrócił się do Skrzącego Słowa po chwili. Czy był gotowy zasiąść wśród gwiazd na Srebrnej Skórce? Nigdy. Bał się. Nie chciał stąd odchodzić. Wcale nie chciał umierać. Kto chciałby umierać? Czy ktoś, kiedykolwiek, był gotowy na śmierć?
Grzybowy Grzbiet pozostawił swoje zmasakrowane przez borsuka ciało, stygnące wśród wilgotnej ziemi na Torfowym Rojście. Pozostawił rodzinę, kocięta. Klan, którego poprzysiągł bronić - dla Topik - Klan, dla którego zmarł.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Grzyb upadł. Patrząc po jego ranach, prawdopodobnie stracił przytomność. Skończę z borsukiem i zaprowadzę go do Cisowej Gałązki, albo Sennego Świtu, wszystko będzie dobrze. Poskładają go, będzie musiał trochę posiedzieć w obozie i jakoś to wszystko będzie.
Nie mogłem sobie teraz tym zaśmiecać głowy. Musiałem być skupiony na walce, tym bardziej teraz, kiedy borsuk był już słaby, wystarczył jeden dobry cios.
Chciałem rzucić się na jego gardło. Mocno chwycić je w zęby i rozszarpać. Tak, żeby padł na miejscu, od razu, żebym mógł zanieść Grzybka do Medyków, żeby ktoś się nim zajął. Czas mógł być tutaj kluczowy.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
atak nocy: 1d10+4 = 9, 100% atak udany → [32-9]x1 = 23hp.
Srebrzysty kocur jeszcze nie wiedział, ale nie walczył już po to, by uratować Grzybowy Grzbiet. Ten leżał tuż za nim i, wbrew myślom zastępcy, już nie oddychał, nie czekał na pomoc medyków, nie czekał na szczęśliwy powrót do obozu. Teraz Nocny Szkwał walczył o to, by pomścić zięcia. Godne, tak, jak ten poświęcił swoje życie by bronić klan, w którym żył stosunkowo niedługo, któremu postanowił oddać całe serce, każdy oddech i siły.
Przy takiej motywacji nie mogło skończyć się inaczej, jak nie tym, że borsuk runął na ziemię z jękiem. Jego gardło było rozszarpane, a w związku z tym - produkowało tyle krwi, że przeciwnik nie mógł przeżyć ciosu zastępcy.
borsuk: S: 12 (25) | Zr: 6 (12) | Sz: 2 (7) | Zm: 4 (8) | HP: 6 - 23 - 2 - 1 - 1 - 1 = -22/90 | W: 41/60 ★ ŚMIERĆ
★ SPADEK statystyk o 1/2 z powodu utraty hp do 1/4.
• rana 2. stopnia: długa rana od oka aż po nos (krwawi, -2hp co turę do końca walki).
• rana 2. stopnia: poważne rany gardła (krwawi, ale to i tak bez znaczenia)
• rana 1. stopnia: ugryzienie (krwawi, -1hp co turę)
• rana 1. stopnia: rozcięcie na policzku (krwawi, -1hp co ture do konca walki)
• rana 1. stopnia: mocna, szarpana rana po ugryzieniu (krwawi, 1hp co ture do konca walki).
• rana 0. stopnia: wyrwane kłaki z szyi.
• rana 0. stopnia: obicie na brodzie.
• rana 0. stopnia: siniak na karku.
• rana 0. stopnia: podrażnienie nosa.
• rana 0. stopnia: obicie na boku.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
Tak jak planowałem, borsuk padł. Padł bardzo szybko i mogłem od razu całą swoją uwagę poświęcić Hubie. Jego boki się nie ruszały, byłem jednak w takich emocjach, że byłem przekonany, że to kwestia osłabienia. Że ruszają się tak słabo, że po prostu tego nie widzę. Bez dłuższego zastanowienia wziąłem Grzybowy Grzbiet na grzbiet i pobiegłem z nim w stronę obozu, modląc się o to, by udało się go jeszcze uratować. W obozie znajdę kogoś, kto przyjdzie zakopać borsuka. Miałem teraz inne priorytety.
zt
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Więc Rdza się zdecydowała.
Kilka słów rzeczniaków i.... wątpliwe polowanie sprawiło, że na pewno chciała dołączyć do Klanu Rzeki. Chciała też po prostu spędzić czas z tatą, najzwyczajniej w świecie.
Przyszła na granicę i czekała teraz. Miała nadzieję, że faktycznie znowu ojciec ją znajdzie, tak jak wcześniej. I że przyjmie ją. Znaczy, wiedziała, że tak! Ale. Po prostu chciała do taty.
[tutaj pisze bo granice zajęte, ale tak jestem na granicy!!!]
Rdza mówiła, że wróci, i Łabędź jej wierzył. Jednak podskórne przeczucie okrutnie podpowiadało mu, że nie zdąży za życia zobaczyć się jeszcze z córką. Była taka młoda, rządna przygód i odkrywania świata... A on był tutaj, zamknięty w obrębie sztywnych granic, z każdą pobudką słońca o krok bliżej od śmierci. To, co dla niej było jak mrugnięcie okiem, dla niego mogło stanowić zwieńczenie czasu danego mu na ziemi.
Dlatego kiedy powiew wiatru przyniósł mu znajomy zapach, skierował się ku niemu z nieufnością. Z niedowierzaniem. Ruszył ku granicy z myślą o spotkaniu intruza, a nie o dostrzeżeniu aż nadto bliskiej mu barwy futerka.
— Rdza! — rzucił, zanim dotarł na odległość pozwalającą mu na swobodną konwersację. A i wtedy nie potrafił tak po prostu stanąć naprzeciw — z marszu przekroczył granicę i, o ile córka mu na to pozwoliła, przywarł policzkiem do boku burej głowy. — Jak się cieszę, że cię widzę. Przyszłaś w odwiedziny?
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Oczekiwała ojca, z delikatnym stresem.
Jednak zaraz usłyszała jego głos, faktycznie tutaj był. Podniosła wyżej uszka, a pomarańczowe ślepia zabłyszczały, kiedy zobaczyły Łabędzią Gwiazdę.
Przytuliła się od razu też do taty, jak tylko on do niej przyszedł. Mimo wszystko tęskniła za pointem.
- Poniekąd - odparła. Łapami zaczęła się wbijać w ziemię, zamyślając się, po czym odparła, szybko mówiąc:
- Chciałabym dołączyć do Klanu. Jeśli tylko pozwolisz.
Postawił wyżej uszy, kiedy odpowiedziała, że poniekąd, i wstrzymał oddech, gdy rozwinęła wypowiedź, wyjawiając swoje plany.
Jego ukochane dziecię w Klanie Rzeki? To przecież brzmiało jak spełnienie marzeń; tym bardziej, że Rdza od dawna nie była członkinią Klanu Wichru, gdzie miała rodzinę, wsparcie, gdzie roztaczano wokół niej opiekę. Wiele dałby za to, aby mieć ją bliżej, codziennie widywać ją w Obozie, móc nad nią czuwać... Po prostu przy niej być, co nie udało mu się z resztą miotu. Ale...
— Naprawdę...? — rzucił bez tchu, odsuwając się odrobinę; wystarczająco, żeby móc przyjrzeć się jej pyszczkowi. — I... jesteś pewna, że nie chcesz wrócić do mamy? Do rodzeństwa? Wiesz, że Roziskrzona Gwiazda nie miałaby ci za złe nieobecności, prawda?
Bo jeżeli to wstyd przemawiał za jej decyzją... To, och, zupełnie niepotrzebnie się go słuchała. Wicher był domem Rdzy — na dobre i na złe.
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Drgnęła uchem, obserwując ojca. Słuchała tego co mówił, spokojnie i z uwagą. Jego pytania... Miały sens.
- Tak, jestem pewna! - odparła prędko, strosząc delikatnie futro na karku. Nie dlatego, że miała złe za to, że ojciec się pytał, po prostu... Wylizała prędko swoje futerko.
- Byłam nad Wielką Wodą! I... W międzyczasie, myślałam. I zdecydowałam, że chce spędzić czas z tobą. I że chcę dołączyć do twojego Klanu. Rodzeństwo mogę zobaczyć zawsze na granicy, być może też... przegadam sprawy z Roziskrzoną Gwiazdą. Ale przemyślałam to, serio.
Chciała mieć inny dom.