Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Szłam przed siebie, starając się skupić w pełni na celu, jakim było upolowanie czegoś. Starałam się odgonić wszelkie czarne myśli, węsząc za czymś, Czymkolwiek, jednak zdecydowanie nie za tym, co znalazłam. A może....co znalazło mnie?
Moje ciało zareagowało zanim umysł dobrze przyswoił sytuację, serce mi zabiło mocniej, sierść się nastroszyła, a uszy położyłam płasko po sobie. Uniosłam wzrok, chcąc prędko zlokalizować skąd dochodzi dźwięk, który właśnie usłyszałam, skąd dochodził ten krzyk i...nie pamiętam, kiedy ostatnio czułam taki strach.
Pisnęłam, nie będąc w stanie uciec przed atakiem samotnika, czujac jak zapiekł mnie bok. Łzy mimowolnie pchały mi się do oczu, przez te wszystkie negatywne emocje, jakie się we mnie nagromadziły, jednak...nie po to trenowałam pilnie pod okiem Ćmiego Zmierzchu, by się po prostu tu rozkleić. Bałam się, bardzo, ale na terenach byli też terminatorzy, czasami nawet niedoświadczeni, dla których spotkanie z takim kotem mogłoby się skończyć pewną śmiercią. Nie mogłam do tego dopuścić, nie chciałam, żeby komuś stała się krzywda, więc zanim zdążyłam się namysleć, zanim okropne słowa padające z pyska kocura zdążyły do mnie dotrzeć, odsunęłam się od niego ile mogłam, by zyskać szersze...pole do manewru i by móc przejść do działania. — T-TO TEHENY KLANU RZEKI, N-NIE BĘDZIESZ M-MNIE NA NICH WYZYWAĆ — pisnęłam...albo krzyknęłam? Nie byłam w stanie stwierdzić, nie chciałam się nawet zastanawiać, skąd u mnie takie słowa. W uszach mi szumiało z nerwów, jednak miałam nadzieję, że te słowa zajmą go na tyle, by...by się jakoś rozproszył. I miałam nadzieję, że albo to, albo wcześniejszy raban, który narobił przyciągnie czyjąś uwagę.Na dokładkę zgarnęłam ziemię do łapy i cisnęłam ją czym prędzej w stronę jego pyska.
Nie zastanawiając się, czy udało mi się go oślepić, starając się w jakiś sposób...rozpędzić, niewiele myśląc, wycelowałam praktycznie całą sobą w jego łapy, chcąc jakoś go przewrócić. Był silny, nie przemyślałam tego dobrze, ale jeśli udałoby się mi go jakimś cudem powalić, to brzuch był jego słabym punktem i...i mogłabym coś zrobić. Cokolwiek. Nie chciałam zabijać, nie mogłam! Ale...ale może jakbym mu jednak coś zrobiła to by odszedł. Cokolwiek. Tak bardzo się bałam.
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Czarno-białej terminatorce najwyraźniej dopisywało szczęście. Kocica znieruchomiała i rozejrzała się delikatnie, słysząc cichy trel skowronka.
Ledwie się oddaliła a tu już ptaszysko? Wspaniale. Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Gęsta kępa traw wydawała jej się idealna do skrycia, się stąd też właśnie tam ruszyła po łuku.
Jednak właśnie w tym momencie do jej uszu dotarł wrzask.
Skowronek odszedł w zapomnienie, gdy Ostra podniosła się na łapach i biegiem ruszyła w stronę źródła krzyków. Miała siostrę do upilnowania. Nie chciała znów rozdzielać się z rodziną, zwłaszcza że dopiero co wróciła, stąd też zapomniała o hamulcach widząc starszą siostrę, stojącą naprzeciwko wyraźnie agresywnego kocura.
Zresztą Ostra mało kiedy posiadała hamulce w sprawie chronienia rodziny, czyż nie?
Wynikiem tego była reakcja terminatorki, która bez chwili zawahania się spięła bardziej mięśnie i skoczyła z wyciągniętymi pazurami w kierunku gardła kocura. Chciała wbić w niego szpony i przeorać mu nimi krtań. Czuły punkt, czy nie czuły, chyba nie mogła się nazywać honorową wojowniczką, skoro w planach miała jak najbardziej skrzywdzić samotnika i szczerze mówiąc w tym momencie, mało ją to obchodziło. Liczyła na to, że skupiony na Przepiórce nie zauważy jej na tyle szybko by zareagować odpowiednio lub manewr siostry z rzuceniem piachem w oczy kocura zadziała.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Skowronek odleciał jak tylko Ostra Łapa podniosła się zdradzając się w jego pobliżu. Wydał głośny, przestraszony pisk i czym prędzej wzbił się w powietrze znikając z pola widzenia kocicy, chociaż ta...Cóż, miała już inny obiekt zainteresowania jakim był samotnik atakujący jej siostrę. Przepiórcze Piórko dzielnie stawiła czoło słownemu atakowi kocura odpowiadając mu głośno i wyraźnie, na co ten zareagował kpiącym parsknięciem. — TeHeny? — wysyczał wykrzywiając pysk w złośliwym i zębatym grymasie. — Wydzieraj tą krzywą japę jeszcze głośniej, może jakaś przybłęda z twojego śmiesznego klanu tu przyleci ratować twój kościsty zad! — wtedy też nastąpił pierwszy atak, a właściwie to próba oślepienia przeciwnika ze strony Przepiórki, która niestety - nie udała się. Jednak jej następny atak udał się znakomicie! Sam samotnik, który nie był w ogóle przygotowany na możliwość oddania ataku ze strony czarno-białej nagle...zbladł? Silne uderzenie w jego łapy spowodowało, że cofnął się i mocno zachwiał kompletnie nieprzygotowany na tak silny cios. Jednak Przepiórce nie udało się go powalić,a co gorsza - bardziej zdenerwować. Zdezorientowanie zniknęło z pyska samotnika, a w jego żółtych ślepiach zapaliła się wściekłość. — Rozszarpie cię zapchlona WYWŁOKO! — nim jednak zdołał zadać cios wkroczyła Ostra Łapa, która...Nie popisała się. Jej ostre pazury ledwo musnęły skórę w miejscu krtani przeciwnika, wyrywając mu kępkę sierści. Nic więcej! Kocur nawet nie zwrócił na nią większej uwagi, jedynie splunął w jej stronę śliną i w całości skupił się na Przepiórce, która porządnie obiła mu łapy i pozbawiła równowagi. To zdecydowanie uchroniło ją przed pełnią siły czarnego kocura. Najpierw zamachnął się prosto na jej gardło gdzie zostawił powierzchowne i piekące zadrapanie, a później chciał na ślepo trafić...gdziekolwiek, jednak nie udało mu się to na co wściekle zasyczał. Mimo obolałych łap nie wydawał się chętny do odwrotu mimo, że musiał mierzyć się teraz z dwiema kotkami.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Zmarszczyłam brwi, poruszając nerwowo ogonem na jego reakcję. Jak można się tak zachowywać? Dlaczego samotnik miał w sobie tyle jadu, skąd w ogóle u niego się wzięły tak okrutne słowa? Bolały, co pewnie miały na celu. Nikt jeszcze mi nie wytknął tego, w jaki sposób mówię, pamiętam jedynie uwagę ze strony Ćmiego Zmierzchu bym się nie jąkała, ale poza tym...? Nikt nie zwracał na to uwagi, a przynajmniej o tym nie wiedziałam. Pożałowałam, że się odezwałam, poczułam się źle ze sobą jak jeszcze nigdy. To było okropne uczucie, jednak nie mogłam się teraz tym przejmować, gdy kocur obrażał również Klan Rzeki i koty do niego należące.
Skupiłam się na ataku, który o dziwo udał się bardzo dobrze, niestety nie było czasu na świętowanie. To nie był sparing, nie było nikogo, kto miałby mnie tu za co chwalić, czułam się źle robiąc komuś krzywdę, jednak liczyłam, że to by ostudziło złość intruza i może zdecydowałby się jednak zawrócić. Początkowo naprawdę w to wierzyłam; zachwiał się, wydawał się być zaskoczony tym, że zdecydowałam się na odparcie ataku, jednak po chwili znowu zrobił się...groźny i znowu wykazał chęci ataku.
Wtedy nadbiegła Pliszka, co wywołało u mnie mieszane uczucia. Z jednej strony, poczułam minimalną ulgę, że nie muszę stawiać czoła zagrożeniu sama, jednak z drugiej strony to było większe zmartwienie, bo mogła w tym ucierpieć. Nie chciałam tego, dopiero co wróciła do mnie, do mamy, po co dokładać jej trudów? Przeciwnik zdawał się być średnio zainteresowany nią, a jego brak szacunku mnie w pewien sposób zirytował. Skąd u niego taka pogarda? Nie rozumiałam nic z tego wszystkiego, nie wiedziałam nawet, czy chciałam zrozumieć. Chciałam to zakończyć, z jak najmniejszymi szkodami.
Strach znowu przeszedł moje całe ciało, gdy kocur celował w moje gardło. Nie zrobił nic poważnego, ale sam fakt, że był w stanie do niego sięgnąć mnie zestresował. Cofnęłam się pośpiesznie, chcąc spróbować mimo wszystko go wyprosić, ostatni raz, póki można. — T-To twoja ostatnia szansa n-na odejście z tehenów należących do Klanu Rzeki...! — miauknęłam, chcąc odnaleźć jakąkolwiek pewność siebie, przynajmniej zabrzmieć w ten sposób. Niestety...już pokazał, że nie szanuje nikogo, wobec czego od razu zaczęłam obmyślanie kolejnego ataku, jeśli moje słowa nic by nie zmieniły. Przynajmniej...ostrzegałam. Nie robiłam w takim razie nic złego, prawda?
Jeśli dalej chciał walczyć, poprawiłam swoją postawę, będąc w końcu w stanie trochę pomyśleć nad tym, co robię. Stanęłam w lekkim rozkroku, ugięłam lekko łapy, opuściłam głowę nisko, by chronić szyję oraz gardło, które niewątpliwie były jego celem. Uszy dalej miałam położone płasko po sobie, by nie był w stanie ich zaatakować. Tym razem spróbowałam zmienić swoją pozycję tak, by słońce znajdowało się za mną, najlepiej rażąc samotnika w oczy. Zaraz po tym, postanowiłam tym razem skoczyć w kierunku jego grzbietu. Chciałam się na nim znaleźć, utrzymując równowagę łapiąc się przednimi łapami wokół jego szyi, umacniając ten chwyt pazurami, by nie mógł mnie zrzucić. Jednocześnie chciałabym złapać jego ucho i ugryźć; jeśli poleje się z niego krew to...to może by to coś zmieniło. Nie stanie się nic większego, a zaboli i krew może też utrudni mu trochę skupienie się na walce. Brzmiało to okrutnie, ale musiałam, dla dobra innych.
//idk ile ma sensu ten opis, nie myślę dzisiaj XDD
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Te samotnik, drzyj japę dalej.
Czarno-biała kocica aż prychnęła na tę myśl. Kocur był straszliwie głośny i znając spacerowe zwyczaje niektórych z Klanu Rzeki, można by się zastanawiać czemu czarny samotnik, nie miał jeszcze na głowie przynajmniej trzech wojowników.
Ostra co by o niej nie mówić wojowniczką jeszcze nie była i nie zapowiadało się, by szybko nią została.
Szkoda tylko, że nie trafiła.
Syknęła prowokacyjnie i zjeżyła się, widząc, jak samotnik celuje w gardło Przepiórki. Splunięcie w jej kierunku nie zrobiło na niej większego wrażenia.
Młodsza z kocic zmrużyła zielone ślepia, słysząc słowa Przepiórki.
Czy samotnik już nie pokazał, że nie miał najmniejszego zamiaru na odejście? Czemu jeszcze próbowała?
Nieważne, później się rozmówią.
Terminatorka Sokolego Skrzydła stanęła pewniej na łapach, nim podniosła jedną z przednich łap, dokładniej precyzując to lewą, uzbrojoną w pazury i zaatakowała nią pysk kocura. Celowała w oczy, jeśli udałoby się jej go oślepić, skutecznie mogło to go zniechęcić, do dalszego atakowania Przepiórki.
Prosiła w duchu, by tym razem udało się trochę więcej niż wyrwanie paru włosków.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak samotnika (na ślepo): Słaby! (50%) [(13 + 14) - (12 + 10)]*0.5 = 5 * 0.5 = 2
Przepiórcze Piórko i Ostra Łapa nie zamierzały odpuszczać i cóż, samotnik również nie. Na wyjąkane przez czarno-białą słowa prychnął pogardliwie strosząc swoje czarne futro w bojowym geście, a jego ogon przecinał powietrze w coraz to agresywniejszych ruchach. — I co jeszcze? Może mam przed tobą i tą twoją żałosną koleżanką UCIEKAĆ? — parsknął, wyginając grzbiet i kładąc uszy płasko po sobie otwierając pysk w głośnym, wściekłym syknięciu, a jego pożółkłe kły błysnęły ostrzegawczo. — Niedoczekanie! — nie był stworzony do negocjacji o czym wskazywał chociażby fakt, że to ON pierwszy zaatakował wojowniczkę na jej własnym terenie. Kto wie, może chciał go...przejąć? Możliwe. Jednak wykazał się sporą brawurą i głupotą w momencie kiedy stanął do walki z większą ilością przeciwników pierwotnie chciał. Przepiórcze Piórko nie czekała długo na następny atak i ponownie postanowiła oślepić swojego przeciwnika - co się tym razem udało! Promienie słońca wpadły w ślepia kocura na co parsknął i potrząsnął łbem, nie zwracając uwagi na to, że czarno-biała leciała prosto na jego grzbiet. Atak wojowniczki udał się bez problemu, jednak...Jedyne co udało jej się zrobić to nabić lekkiego siniaka na grzbiecie samotnika i sprawić, że ten zasyczał wściekle pod nią. No właśnie - pod nią! Co prawda nie objęła jego szyi łapami i nie ugryzła jego ucha, ale siedziała na jego grzbiecie nieco utrudniając mu tym samym szybkie ruchy. Ostra Łapa za to postanowiła zmienić cel i tym razem zamachnęła się na pysk czarnego kocura pozostawiając na nim słabe, aczkolwiek piekące zadrapanie. Tym razem przeciwnik nie pozostał bierny na jej atak i to własnie ją obrał sobie za cel swojego pierwszego ataku. Zamachnął się łapą o wysuniętych pazurach i trafił bez problemu prosto w gardło Ostrej Łapy pozostawiając na nim głębsze, jednak niezbyt rozległe ślady pazurów, a co za tym idzie - również i krwawiące! Co się tyczyło Przepiórki, chcąc ją z siebie zrzucić nieco potrząsł grzbietem, jednak na nic to się nie zdało, a oślepiony kocur zaczął się jedynie coraz mocniej szamotać ze wściekłości i frustracji. Nie mógł przegrać z jakimiś śmierdzącymi rybami, szczurami! No chyba po jego trupie, grr.
Księżyce: 150 Mistrz: Ćmi Zmierzch [*] Płeć: kotka Matka: Kukułczy Puch [*] Ojciec: kto? [Iskra] Partner: och... Trwałe urazy: Częściowa utrata wzroku w lewym oku, brak połowy ogona.
Smukła, czarno-biała kotka. Krótka, zadbana sierść, ciemny nos, złote oczy; wąsy długie i proste; wyższa od większości kotów. Blizna idąca przez lewe oko, brak połowy ogona. || kp
Kłębek nerwów, w duszy bardzo poczciwa, troskliwa i pracowita. Ambitna i zdeterminowana, tłumiąca większość emocji w sobie || kp
Straszne. Straszne było to, jak kocur chciał innym robić krzywdę, jak się nie wycofywał pomimo próśb i gróźb, jak nieustannie nas obrażał, obrażał Klan Rzeki, jak nie miał żadnego szacunku do innych kotów. Skąd u niego tyle jadu, dalej nie mogłam tego zrozumieć. Na jego słowa zmarszczyłam brwi i, spanikowana, odpowiedziałam mu też syknięciem i najeżeniem grzbietu. Jesteś wojowniczką, Przepiórko, panuj nad emocjami!
Skupiłam się na tym, by wdrożyć swój plan, próbując go oślepić i zaatakować. To pierwsze udało mi się całkowicie, kocur wyraźnie miał ciężki czas, gdy tylko słońce zaczęło go razić w pysk. Udało mi się też dostać na jego grzbiet, ale nie byłam w stanie ani dobrze się złapać, ani go ugryźć.
Wtedy samotnik zaczął atakować moja siostrę, na co zamarłam, wstrzymując nawet oddech, gdy sięgnął do niej łapą i...i ją zranił. Nie byłam medykiem, nie wiem jak mocno ją zranił, ale zranił, poleciała krew, co wystarczyło, bym znowu się zestresowała i nie była w stanie wymyśleć nic...nie wiem, sensownego, logicznego, poza tym by atakować, gryźć, powstrzymać go na każdy sposób.
Spróbowałam najpierw poprawić swój chwyt na jego grzbiecie tak, jak planowałam. Złapać się pazurami, wbić je, cokolwiek, byle się utrzymać na nim trochę dłużej, po czym niewiele myśląc spróbowałam go ugryźć w to, co miałam najbliżej, gdzie nie musiałam się zbytnio gimnastykować, by mu coś zrobić - kark. Chciałam ugryźć z całej siły, nie puszczać, cokolwiek, byle to prędko zakończyć.
shooting starsnever flyfor me..................................................... myheart’s onMars,kinda hard tosee.................. .....................................................but you know, you knowI'll see you again ..................you know, you know I'll seeyou again
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Młodsza z kocic syknęła w myślach, czując pazury na gardle. Gdyby stało, jej się cos poważniejszego Przepiórka musiałaby ją targać, a niezbyt jej się uśmiechało pozwolić siostrze na takie męczenie się.
Kocica zmrużyła ślepia, patrząc przez chwilę, jak samotnik próbuje zrzucić z siebie jej siostrę, a wspomniana siostra próbuje dobrać mu się do karku.
Korzystając z faktu, że jednak stała blisko kocura, postanowiła wsiąść z niego przykład.
Odczekała odpowiedniego momentu w jego szamotaninie i ustawiła się, by odpowiednio sięgnąć. Podniosła prawą łapę i prezentując w pełni wysunięte pazury, zamachnęła się nią. Celowała w szyje i klatkę piersiową kocura, zwłaszcza w to pierwsze. Pazury terminatorki miały zatopić się w jego szyi i pionowo zejść w dół. Miało zaboleć, jeśli jej wyjdzie oczywiście.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak samotnika (na ślepo): Słaby! (50%) [(7 + 14) - (10 + 6)]* 0.5 = 5 * 0.5 = 2
Samotnik szamotał się i szamotał, jednak dwie kocice nie dawały za wygraną. Przepiórka widząc, że kocur zranił jej siostrę próbowała się na nim jakkolwiek odegrać - i cóż, wyszło jej, jednak nie tka jakby tego pragnęła. Faktycznie wgryzła się w kark samotnika, jednak jedyne co po sobie zostawiła to powierzchowne ugryzienie, które nawet nie krwawiło! Więcej zdziałała już Ostra Łapa, którą chwile wcześniej dosięgnął nieprzyjemny cios jej przeciwnika; odegrała się na nim i również przejechała ostrymi pazurami po jego szyi, rozcinając tam skórę aż do początku piersi na co bojowo nastawiony kocur zasyczał wściekle zaczynając szamotać się jeszcze bardziej. Dzięki temu udało mu się nawet strząsnąć z siebie - bo nie można nazwać tego zrzuceniem - Przepiórkę, która z tego powodu nijak ucierpiała. Wtedy też na oślep zamachnął się i przejechał pazurami po grzbiecie nosa Ostrej Łapy, pozbawiając go jedynie kilku kępek sierści. Po swoich ciosach nastroszył jeszcze bardziej sierść dysząc głośno i chrapliwie. Nagle jego zapał do walki jakby zniknął, a w jego ślepiach błysnęła na moment panika. Przeliczył się, zdecydowanie się przeliczył, jednak nie miał zamiaru przyznawać tego głośno. Splunął na bok, obnażając bojowo kły, jednak zrobił kilka kroków w tył, jakby nie mogąc się zdecydować czy atakować dalej, czy uciekać. — Zapchlone kupy rybich odchodów! — wrzasnął w ich stronę, a jego ogon szaleńczo przecinał powietrze. Nie miał zbyt wielu poważnych ran i to go najbardziej frustrowało - pieczenie i ból. Do tego w dalszym ciągu piekły go oczy po tym jak został oślepiony, chociaż teraz widział nieco więcej. Potrząsnął głową wściekle parskając. — Szlag by was! — parsknął, dalej próbując pozbyć się z oczu piasku. Nie podobało mu się to, że był tak osłabiony. To on powinien zmieść te pokraki, a nie one jego! Chociaż...
Samotnik: dorosły: S: 14 | Zr: 7 (9) | Sz: 7 (9) | HP: 50 - 6 - 9 = 35/80 | W: 51 - 3 = 48/60 • Zręczność i szybkość obniżone o 2 z powodu walki 2:1 • Od następnej tury statystyki obniżone przez spadek HP • Celność spada o 2 z powodu oślepienia • Rana 2. stopnia: mocne obicie przednich łap • Rana 0. stopnia: wyrwana kępka sierści na gardle • Rana 0. stopnia: siniak na grzbiecie • Rana 0. stopnia: powierzchowne zadrapanie na pysku • Rana 0. stopnia: powierzchowne ugryzienie na karku • Rana 1. stopnia: długie zadrapanie na szyi (Od następnej tury -1 HP aż do końca walki; krwawi)
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
wysoka, krótkofutra, czarno-biała kocica o atletycznej budowie z zielonymi oczami. Blizny: Ślad po pazurach na lewym policzku, urwane pół prawego ucha i ślad kocich kłów na lewej tylnej łapie //KP
Odważna baba. //KP
Nietoperza Łapa [nkt]
Chociaż... co?
Zielonooka syknęła zwycięsko, kiedy jej pazury dosięgły skóry samotnika i rozcięły mu ją aż do piersi. Nawet trochę wyrwanej sierści z grzbietu nosa nie sprawiło, że Ostra się wycofała. Machnęła czarnym ogonem, obserwując kocura dokładnie, kiedy ten chyba chciał się wycofać? - Już uciekasz wronia karmo?!
Kocica niezbyt czekała na odpowiedź, po raz kolejny wybiła się mocno z tylnych łap i doskoczyła do samotnika. Podniosła szybko lewą łapę błyskając w słońcu pazurami i choć tym razem celowała w inne miejsce, również zamachnęła się nią. Tym razem jednak kocur miał dostać dosłownie po oczach, najlepiej po obu w poziomej linii, choć nie miałaby problemu, gdyby udało jej się uszkodzić tylko jednego oka.
»Girlsloveg i r l sandboys« AndNEVERdidithinkthatI Wouldbecaughtinthewayyougotm e Butgirlslovegirlsandboys Andl o v eisNOTachoice
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak Ostrej: Słaby! (50%) [(19 + 9) - (9 + 6)]*0.5 = 13 * 0.5 = 6 Atak samotnika: Nieudany!
Przepiórcze Piórko ostatecznie wycofała się z walki zostawiając siostrze samotnika na wyłączność co też ta zamierzała wykorzystać. Bez zawahania skoczyła ku nieco przygaszonemu przeciwnikowi z zamiarem przejechania pazurami po jego oczach co...Udało się ledwo w 50% jak nie mniej. Sam cios zapowiadał się naprawdę mocny, jednak jego ostateczna wartość sprawiła, że Ostra Łapa pozostawiła po sobie ledwo zadrapanie na powiekach kocura, który to próbował umknąć przed jej ciosem - nieudanie zresztą. — Nigdzie nie uciekam, szczurza wypluwko! — zawarczał groźnie, chociaż jego głos w ogóle nie zgadzał się z zachowaniem jego ciała. W oczach dalej miał ziemię, chociaż teraz widział znacznie lepiej niż w momencie oślepienia, ale...I tak nie było rewelacji. Splunął na bok czując pieczenie na powiekach. Zmarszczył grzbiet nosa i obnażył kły prężąc mięśnie i wyginając grzbiet w łuk. Był rozdarty między ucieczką a dalszą walką, tym bardziej, że ta bardziej upierdliwa kocica ostatecznie wycofała się i zniknęła zostawiając go sam na sam z drugą, monochromatyczną kocicą. — To ty powinnaś iść w ślady swojej koleżaneczki i stąd SPADAĆ! Wypchaj się rybimi bebechami, nigdzie się stąd nie ruszę, psia krew! — i po tych słowach podjął chwilową, aczkolwiek ważną decyzję. Na razie zostaje, ale...Co będzie później? Czuł jak słabnie i mu się to nie podobało, a jednak wolałby się wylizać z ran i zająć inny teren. Głupie rybojady!
Ostra Łapa: lvl: 2 | S: 9 | Zr: 6 | Sz: 6 | Zm: 5 | HP: 47 - 1 = 46/60 | W: 41 - 3 = 38/50 • Wykorzystane przerzuty: 1/1 • Rana 1. stopnia: głębsze ślady pazurów na gardle (- 1HP aż do końca walki; krwawi) • Rana 0. stopnia: wyrwana kępka sierści na grzbiecie nosa
Samotnik: dorosły: S: 10 (14) | Zr: 6 (9) | Sz: 6 (9) | HP: 35 - 1 - 6 = 28/80 | W: 48 - 3 = 45/60 • Statystyki obniżone o ¼ przez spadek HP o połowę! • Celność spada o 2 z powodu oślepienia (1/2 tury) • Rana 2. stopnia: mocne obicie przednich łap • Rana 0. stopnia: wyrwana kępka sierści na gardle • Rana 0. stopnia: siniak na grzbiecie • Rana 0. stopnia: powierzchowne zadrapanie na pysku • Rana 0. stopnia: powierzchowne ugryzienie na karku • Rana 1. stopnia: długie zadrapanie na szyi (-1 HP aż do końca walki; krwawi) • Rana 0. stopnia: powierzchowne zadrapanie na oczach
⚠️ there's a redlight upahead Idrivemy car into it I'm a little kid,bigdeathwish Ibitethe lips, the lipsthatkiss
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Pora nagich drzew kończyła się szybko... A nawet za szybko. Szylkretka słyszała wieści rozchodzące się w klanie, że niby rzeka wylała, ale jeszcze nie sprawdziła na własną łapę czy to prawda. Ostatnio rzadko kiedy wychodziła z obozu samotnie, w razie, gdyby sytuacja sprzed prawie trzech księżyców się wydarzyła ponownie... I tadam, udało jej się namówić Mamę, by ta wraz z córeczką udała się na przygodę życia. Mało czasu spędzała z rudą kotką, więc to może dobry pomysł, by to nadrobić?
Opuściły razem obóz, a szylkretka opowiadała rodzicielce, co się działo w jej życiu. Wspomniała jej o treningu z bawełną, o tym okropnym znalezisku, o wrażeniach ze zgromadzenia i ogólnie o innych głupotach, które jej się wydarzyły. Jednak dość szybko udało im się dotrzeć do wilgotnych skałek i cóż... Roztopy zaszalały, co było dość sporym utrapieniem dla ich klanu. Kotki musiały przejść po kamieniach wystających z wody, a co jakiś czas nawet przepłynąć, bowiem niektóre głazy leżały całkowicie zanurzone. Po czasie jednak kamienie się skończyły i dotarły do wyznaczonego celu, choć młaczne pola były... całe pod wodą. Suchy ląd znajdował się gdzieś przy granicy z wichrem, a dotarcie tam nie było warte moczenia futra tak długo. Tak więc usiadła na najbardziej wystawionym na południe kamieniu i zaczęła spokojnie obserwować wodę. Liście, gałęzie, chwasty... Było tutaj wszystko. - Może znajdziemy jakieś śmieszne rzeczy dwunogów? - Rzuciła luźno w stronę mamy, rozglądając się po okolicy i jednocześnie próbując utrzymać się na śliskim kamieniu. Chociaż i tak miała przemoczone futro, więc co za różnica czy kolejny raz wpadnie do wody...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Potrzebowała tego. Potrzebowała czyjej inicjatywy by wstać z kuprem i wyjść z obozu. Nie była kaleką, ani nie była fizycznie chora. Mimo to, nie czuła się na tyle dobrze aby pójść na jakiś spacer. Przynajmniej nie sama z siebie. Dlatego bardzo się ucieszyła faktem, że Płotka pomyślała o matce. Nawet nie musiała jej namawiać, samo pytanie wystarczyło by poprawić morale rudej córki Ubłoconej Mordki. Zielonooka również nie była głucha, słyszała o wylewie rzeki, nie interesowała się tego sprawdzaniem, ale jak już tu była... Zdecydowanie się zdziwiła. Nie spodziewała się takiego widoku. Na tym odcinku rzeka była chyba dwa razy szersza! Zalewała teren aż na granice z Klanem Wichru. Przechadzka po tym nietypowym zjawisku była interesująca. Pewnie, zdarzało się wylewać Grzmiącej Rzece w czasie odwilży, ale nie na taką skalę.
Kotka usiadła obok szylkretowej wojowniczki, a przez ich zmoczone futro wyglądały prawie jak jedna masa futra. Powoli spojrzała na Płotkę, uśmiech nie opuszczający jej pyszczka. Była lekko zmęczona siedzeniem w jednym miejscu, nie umiała się bardziej cieszyć z tego, że jej córka zaproponowała wspólny obchód. Nadal nie czuła się jakoś najlepiej i najcudowniej, w końcu nadal bolało ją serce po stracie Amur. Nie miała pojęcia co stało się z jej terminatorem i zarazem kociakiem... chociaż czy mogła go tak nazywać. Jej pierwszy i jedyny miot kociąt miał już więcej niż cały Obieg. Wydma miała już niecałe dziewięćdziesiąt księżyców, a Płotka, Węgorz, Amur i reszta około trzydziestu. Nie wierzyła, że to tak szybko leci. Ona sama już powoli zbliżała się do wieku, którego się nie spodziewała dożyć. Zawsze miała nadzieję umrzeć broniąc Klanu przed jakimś okropnym zagrożeniem. Miała jeszcze na to parę, paręnaście księżyców, ale było spokojnie. Nie wyglądało na to, że coś by się miało stać. Klany były pokojowo do siebie nastawione. Nie było walk z samotnikami. A ruda zbliżała się do wieku, w którym większość kotów dołączała do starszyzny.
Myśli te przerwała jej córka, którą nadał obserwowała szmaragdowymi oczami. Wydmowy Wiatr otrzepała się lekko z wody.
– Płynie tu tyle rzeczy, że jestem tego prawie pewna. – odpowiedziała po chwili, odrywając wzrok od szylkretowej wojowniczki, aby spojrzeć przed siebie. Próbowała wzrokiem wyszukać jakieś ciekawe rzeczy, jak na przykład wspomniane przez Płotkę 'śmieszne rzeczy dwunogów'. Ciekawie byłoby coś znaleźć. Ruda od wieków nie chodziła po terenach tylko po to, by ozdobić swoje legowisko kolorowymi piórkami. Tu może znajdzie coś ciekawszego.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Mistrz: Życie Płeć: kocur Matka: Okoniowy Ogon [*] Ojciec: Gilowe Gardlo [*] Partner: brak
Niebieski oriental, pręgowany klasycznie, o bardzo blado zielonych oczach i szarym nosku. Co do sylwetki, nadzwyczaj szczupły i wysoki.
Debil generalnie
Kornik [KG], Ślimaczek [S] i trupy
Wyjście nad zalane tereny na pewno było dobrą formą integracji dla Wydmowego Wiatru i Płotkowego Potoku. Ten strach, ta adrenalina, gdy któraś z kotek zacznie się topić. Niesamowite przeżycia! Co prawda zamiarem kotek nie było pływanie, a raczej znalezienie ciekawych przedmiotów, które na co dzień użytkowane są przez dwunożnych, ale... Kto wie? Prąd może nagle stać się naprawdę mocny, a dno zrobić naprawdę głębokie. Na szczęście jak na razie woda była spokojna i nie zapowiadało się na to, by któraś z wojowniczek miała nagle zniknąć pod wodą.
Płotkowy Potok zaczęła rozglądać się po okolicy, starając się dojrzeć w brudnej wodzie coś ciekawego. Jak na razie nic prócz gałęzi i leśnych śmieci nie wpadało jej w oko. Nie można tego samego powiedzieć o Wydmowym Wietrze, która od razu spostrzegła... Coś. Niedaleko niej, wśród większych gałęzi zaplątany był dziwny, długi i miękki przedmiot. Nie byłoby w nim nic ciekawego, być może nawet mógłby być pomylony z wężem, gdyby nie fakt, że intensywnie się świecił, zupełnie jak Srebrna Skórka! Ale to nie wszystko. Obok splątanych gałęzi przepłynął kolejny, nieznany kotom przedmiot. Pudełko. Raczej nieduże, okrągłe i przeźroczyste. Od góry było zamknięte czymś czerwonym, zapewne pokrywką, która kotom również była nieznana. Każde z wyżej wymienionych przedmiotów odpływało z prądem, pudełko szybciej, szal zaplątany w gałązkach wolniej. Wydmowy Wiatr miała okazję, by uratować jeden z przedmiotów. Który? Nie ma zbyt czasu na decyzję! Jeszcze chwila, a itemki znikną na dobre.
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Adrenalina, strach... Nie po to przyszła dzisiaj szylkretka. Tych emocji akurat miała ostatnio dość. Obie kotki pochodziły z dumnego klanu rzeki, z który klanu pływanie miał we krwi. Jeżeli by szukały adrenaliny, poszłyby nad grzmiącą ścieżkę, albo gdziekolwiek indziej, gdzie nie panował ich żywioł. Chociaż bura musiała przyznać, że wizja topienia się w takim nurcie nie była zbyt przyjemna... Na szczęście obie wojowniczki nie były pierwszymi lepszymi fajtłapami i potrafiły pływać od kilkunastu księżyców.
Rozglądała się uważnie i nic oprócz chwastów i gałązek nie mogła dostrzec. Zero, nawet dziwnych przedmiotów dwunogów. Kątem oka jedynie dostrzegła jakieś kolorowe przedmioty, płynące po stronie, którą jej mama wypatrywała. Kolorowe przedmioty... Odwróciła się i przyjrzała się im bliżej, jeden z nich falował zaplątany w pobliskie gałęzie, a drugi, był jakimś dziwnym owalnym czymś... A nie wróć! Iskrzący się przedmiot zaczął odpływać wraz z prądem, więc kotka nie chcąc mu tak łatwo uciec, szybko wskoczyła do wody. - Zaklepuje ten błyszczący - rzuciła żartobliwie w locie, a następnie ostrożnie podpłynęła do miękkiego przedmiotu. Stanowiłby super dekoracje i ciekawe posłanie! Jeżeli oczywiście przed tym nie okarze się jakąś wymyślną pułapką dwunogów. Spróbowała wziąć go w pyszczek odciągnąć do jednego z wystających kamieni, by zostawić go tam do momentu, gdy kotki nie skończą zbierać łupów.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g