Logo Artemidy
Młaczne Pola
***

Wiedział, że Szpon nie mógł lub po prostu nie chciał przyjść na spotkanie rodzinne, które miało być zorganizowane. Dlatego więc poprosił go o zagospodarowanie trochę czasu na spacer z ojcem, żeby porozmawiać. Ich ostatnia rozmowa poszła całkiem nieźle, wiec Skrzące Słowo liczył na to, że i teraz nie pójdzie najgorzej. Mimo tego jednak obawiał się reakcji syna i gdy ten tylko zjawił się w umówionym miejscu, mógł zobaczyć zmartwienie na pysku staruszka.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie miał czasu - zdecydowanie. Szpon wpadł w wir robienia wszystkiego, co pozwalało mu na ruch. Polowanie? Super. Patrol? Ekstra. Trening? Ujdzie w tle, szedł tak szybko że był JUŻ na wykończeniu, a ledwo się zaczął. I... generalnie, podchodził do niego luźno. Nie, że musiał być od razu, bo ktoś umrze. Był systematyczny i nie zaniedbywał Łąki, na jej nieszczęście. Bo taki mistrz jak Szpon to... cóż, zdecydowanie trenuje nerwy i cierpliwość młodszych!!
- Wyglądasz jakbyś zobaczył śmierć, a nie mnie - uśmiechnął się do niego, może aż zbyt pewnie. Cóż... mógł, prawda? Byli w zgodzie, a mimo wszystko, to nie było aż tak paskudnie niemiłą zaczepką. - Możemy iść! Trochę byłem zajęty, sorki. To jest, pewnie się domyśliłeś, że coś robię, nie?
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Uśmiechnął się delikatnie, nijak nie komentując słów syna. Prawdę mówiąc, trochę się czuł, jakby stawał oko w oko ze śmiercią. Zależało mu na dobrych relacjach z synem, ze wszystkimi dziećmi, a to co zamierzał powiedzieć teraz mogło to wszystko zniszczyć.
- Rozumiem. W końcu jesteś wojownikiem, masz trochę na głowie. - odparł, nie mając pretensji. Rozumiał to, dlatego cierpliwie czekał aż kocur znajdzie trochę czasu dla niego. I w końcu się to stało, więc bez względnego zwlekania, ruszyli na spacer w bliżej nieokreślonym kierunku. Nie miało to najmniejszego znaczenia, bo to nie miejsce docelowe było ważne. Skra po prostu chciał być poza obozem w trakcie tej rozmowy, bo nie wiedział jak może się ona potoczyć, a mimo wszystko nie chciał, żeby klan znowu widział jak płacze. W ostatnim czasie było to dość częste. Nadrabiał teraz za całe życie, mogło by się wydawać.
- Zacznę może od takiej... dobrej wiadomości. - zaczął po dłuższej ciszy. Stresował się. - Szalejąca Zamieć... niedawno urodziła, pewnie wiesz. Nie chciałem nikomu mówić dopóki ciąża się nie rozwiąże, bo bardzo ją to stresowało ale to dziecko Ciernia. Zostałeś wujkiem, a ja dziadkiem. - powiedział, uznając że to może być informacja o wiele lepiej przyjęta niż kolejna. Lepiej by było, gdyby Cierń był z nimi, żeby to on mógł im to ogłosić, ale niestety, takiej możliwości nie było. Mimo to, choć zdecydowanie mniej wierzący niż przedtem, Skrzące Słowo co noc modlił się o jego powrót, tak jak i o powrót reszty jego zaginionych dzieci.
Wziął głęboki oddech i zatrzymał się na moment, by pozbierać myśli.
- Druga sprawa... Twoja mama jest w ciąży. Zanim się zdenerwujesz, proszę, wysłuchaj mnie. Nie chcieliśmy więcej kociąt. Chcieliśmy skupić się na naprawianiu relacji z wami, na naprawieniu swoich błędów. Pozwoliliśmy, żeby pożądanie wzięło górę, licząc na to, że tak jak wiele razy przedtem, po prostu nic się nie stanie. W końcu dwa mioty udało nam się zaplanować bez problemu i pomimo licznych ku temu okazji, Jezioro nie kończyła ciężarna. Jesteśmy w szoku i boimy się, jak może to wpłynąć na was, więc od razu chciałbym ci powiedzieć, że nie chcemy nikogo zastąpić. Nie uważamy, że należy spróbować jeszcze raz, bo poprzednie dzieci nam nie wyszły. - wyrzucił właściwie na jednym oddechu, chcąc mieć to wszystko już za sobą. Nie chcieli nikogo zastąpić, nie uważali że rodzinie czegoś brakuje, to był wypadek. Ale czasu już nie cofną.
- To... nie tak, że nazwałbym je błędem, bo choć jeszcze nienarodzone, to nasze dzieci i już je kocham, ale w obecnej sytuacji... nie czuję się gotowy i odpowiednio przygotowany. Byłbym wdzięczny, gdybyś ty, gdyby również pozostali brali czynny udział w ich życiach i wychowywali je razem z nami. Chcemy... być lepszymi rodzicami i potrzebujemy do tego też was. No i przede wszystkim, na Przodków, nie chcę żebyś był na nas o to wściekły. Nowi członkowie rodziny nie zmienią naszej relacji i w dalszym ciągu utrzymuję to, co mówiłem ci ostatnim razem. - dodał, tak w gwoli dodatkowego wyjaśnienia. Czuł jak zaczyna się pocić ze stresu i oddechy robią się coraz cięższe. Tak strasznie się bał reakcji Szpona.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wykrzywił pysk w zadowolonym uśmiechu. "Trochę", że więcej było go poza obozem niż w nim! No, ale to w końcu z własnej woli. Jeśli miałby szansę, to najpewniej dobrałby roboty jeszcze więcej. Lubił... coś robić. Próżnowanie było nudne, a nie zawsze miał ochotę na towarzystwo, które tę nudę by zapełniło. Praca była więc najlepszą z opcji.
- ...Ciernia? Mówiła że... - zmarszczył brwi. Nie, chyba nie powinien wspominać o tym ojcu... jeszcze. Wpierw, dla spokoju samej Cykuty, dobrze byłoby z nią pogadać. - A, nie. Faktycznie, mówiła o nim. Jakiś czas temu rozmawialiśmy i sam przewinąłem tyle imion w tej rozmowie, że przez moment totalnie się zamieszałem! Ale to spoko, że tak wyszło. Jak mi rzygnęła koło legowiska, to myślałem, że chora jest. Ona... zresztą chyba też.
Dorzucił luźniej, weselej... i po swojemu. To mimo wszystko sprawa, jaką wstępnie woli ogadać z Cykutą, bo szczerze, niespecjalnie go obchodziło z kim się dorobiła dziecka. Po prostu... trochę urywało to poszlaki co się serio stało z Cierniem. I czemu, o ile w ogóle, kłamała jego... lub innych.
Uśmiech i błogość zaczynały jednak rzednąć z kolejną wieścią, która mimo wszystko, była nieco bliżej niego... Bo to nie rodzina jego brata, a rodzeństwo. Napływ informacji wpuszczał jednym uchem, a drugim wypuszczał, tłumaczenia, może szok, może strach, cokolwiek ojciec nie odczuwał, nie pozwalały mu na pewno na spokojne przyjęcie żadnej z informacji.
- Och - rzucił w końcu. - Nawet... tak bym nie myślał, jakbyś o tym nie powiedział.
Czyli teraz już będzie tak myśleć, choćby raz na jakiś czas. Meh, nie teraz.
- Po prostu będę ignorował, że są i traktował jak Śliwkę i resztę - dorzucił po chwili. Czy to znaczy, że źle? No... nie. Po prostu z dystansem i zwykłą tolerancją, że istnieją. Nie jak rodzeństwo. Nie potrzebował więcej rodzeństwa, więc nie będzie ich za takowe uważał. Proste. Zwykłe koty bóg-wie-skąd. - Wściekły nie jestem. Po prostu nie chcę rodzeństwa. Wystarczy mi to, które mam.
Wzruszył barkami. Faktycznie, nie zły, nawet nie oburzony. Po prostu obojętny, jakby komentował kolor futerka piszczka, którego złapał. No... bo dla niego to było proste. Co miał zrobić, zmusić się do zajmowania nimi? Uważania ich za kogoś super wow, bo sobie...są? Ph, nieee. Nie. Są, są rodziną, oki. Śliwka, Strumyk, Łąka i reszta też są. Jak ich polubi to spoko, jak nie to nie. Tyle w temacie.
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Wspomniała o kimś innym? Mam na myśli... czy potencjalnie ojcem może być ktoś inny niż Cierń? Możliwe, że każdemu mówiła co innemu? Trujący Kieł zarzuca Cierniowi gwałt, czego nie potrafię znieść bo doskonale wiem, że nigdy by tego nie zrobił. Żadne z was by tego nie zrobiło, nieważne jak impulsywni potraficie być. - zmarszczył brwi. Czy Szalejąca Zamieć każdemu opowiadała różną wersję wydarzeń? Gdyby okazało się, że naraziła Ciernia na okropne oszczerstwa ze strony Trującego Kła tylko po to, żeby uratować własny tyłek, bo nie potrafiła przyznać się matce, że oddała się przyjemnościom z losowym kocurem gdzieś na granicach, nie potrafiłby spojrzeć jej w pysk i nigdy by jej tego nie wybaczył. To by było poniżej wszelkiej krytyki.
Skulił uszy na słowa Szpona.
- Podejrzewam, że to nie jest złe, bo z tego co się orientuję, z taką Śliwką byłeś dość blisko, ale ignorowanie nie brzmi dość... dobrze. Nie musisz za nimi biegać i poświęcać im każdej chwili, ale nie chciałbym, abyś traktował ich gorzej i z pogardą. Tak jak... Gorycz traktował was. Tylko jak rodzinę, rodzeństwo. Żebyś ich nie odtrącał, dobrze? To, że są dla wszystkich zaskoczeniem nie sprawia, że powinny czuć się gorsze i niekochane. - poprosił. Szpon nie musiał się za maluchami uganiać, podcierać im tyłka i kochać nad życie tak jak swoje rodzeństwo z miotu, ale Skra nie chciał, żeby najmłodsi czuli się odrzuceni i niechciani przez starsze rodzeństwo. Nie chciał, żeby sytuacja o której wspomniała mu Wiewiórczy Skok się powtórzyła, po prostu.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Ona mówiła tylko o nim - podkreślił raz jeszcze, zachowując powagę w tej kwestii. Szkoda tylko, że mówiła o nim w kwestii jego zniknięcia, a nie romansu! To, to mu się nie zgadzało. Ale to jest sprawa między ich dwójką. - Zresztą, Cierń był chyba najspokojniejszy z nas, razem ze Skałą i Różyczką. Prędzej by się popłakał, niż podniósł łapę do czegoś takiego.
A przynajmniej, takim go zapamiętał. Był na pewno spokojniejszy od Szpona czy Kory, nawet Nocy. Na pewno nie był kimś, kto chciałby używać siły do czegokolwiek. Był... był. A może był inny? Ach, nieważne. Był pewien jednak, że nie był... taki.
- E-e-e. Jak każdego innego - podkreślił spokojnie, wzruszając jednym z barków. - Nie mam więcej rodzeństwa. Skończyło się na nas.
Gorycz ich nie lubił? Jakby wiedział kim Gorycz był, to może by się przejął, bo jak imię mu parę razy przeleciało przez łeb, tak nawet nie umiałby go połączyć z kotem, który rzekomo go nie lubił.
- Nie będę ich traktować inaczej, niż choćby traktuję Strumyka. Albo, nie wiem... Jaśmina... nie, on to zły przykład. Kogo by tu... hmm... nie wiem, Słony Wiatr czy jak mu tam - dobre określenie, bo w sumie nawet nie wiedział czy pamiętał imię partnera Żołędziowej Cętki. - Będą chciały gadać to fajnie, nie to nie. Nie mam zamiaru robić szopki, że ich kocham i lubię, i w ogóle, bo to moja rodzina. Są. Tyle.
Przeniósł jasne ślepka na ojca. Nadal, niespecjalnie wzruszone tematem, bo nie był drażliwy - póki co.
- Nie potrzebuję rodzeństwa. Mam go aż nadmiar. Oni będą do mnie jak kuzyni. Nie, że będą gorsi. Po prostu... nie chcę na nich patrzeć inaczej, niż na sam fakt że sobie się zrobili i są. Co z tego, że są moją rodziną? Pół Klanu nią jest, jeśli nie praktycznie cały odjąć Szczerbatka i Siniak, i Jaśmina - skrzywił się lekko. - Będą sobie chcieli obok mnie być to będą, ale nie będę robić nic specjalnie w ich kierunku bo nie mam po co. Kocięta jak każde inne.
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Uff. Wystraszyłeś mnie. I masz rację, Cierń był spokojny, a do tego... ugh, nie wiem jak to powiedzieć. Z delikatnością traktował kotki. Nie skrzywdziłby nikogo, a zwłaszcza kotki. Nigdy w taki sposób. Ale Trujący Kieł lubi wszystkie swoje niepowodzenia zrzucać na naszą rodzinę. Ciąża jej córki jest winą Ciernia, śmierć Szafirowego Pyłku jest winą Skalistej Łapy. Ciekawe czyją winą jest to, że Zbożowy Kłos jest ojcem kociąt Czereśniowej Gałązki. Może twoją, bo jeszcze nic na ciebie nie zrzucała? - parsknął pogardliwie. Nie będzie tolerował takich oskarżeń w kierunku swojego syna, zwłaszcza przez kogoś, kto jest nieudacznikiem życiowym i jedyne co potrafi, to zrzucać winę na innych. Jego dzieci nie były idealny, był to fakt niezaprzeczalny, ale kto był? Cokolwiek by jednak nie zrobili, jego kocięta nigdy nie będą odpowiedzialne za cudze niepowodzenia i krzywdę. Były różne, miały różne charaktery, ale wyrządzały nikomu krzywdy, a już na pewno nie krzywdziły w taki sposób, jaki zostało to zarzucone Cierniowi.
- To nieco... niesprawiedliwie, nie uważasz? Nie zrozum mnie źle, tak długo jak nie będziesz ich traktować źle i nie będziesz dawać im do zrozumienia, że ich nie chcesz, nie będę się wtrącał, ale mimo wszystko nie powinieneś mówić, że nie masz już więcej rodzeństwa, bo nie chcesz. Zamierzasz mówić wszystkim, że twoje rodzeństwo kończy się na twoim miocie? Możesz być tym zaskoczony, możesz nie chcieć rodzeństwa i całkowicie to rozumiem, ale to nie w porządku, żeby wykreślać ich z rodziny już na samym początku. - wziął głęboki oddech. - Wiesz jak się czułeś, gdy myślałeś że cię przekreśliłem jako swojego syna. Czy naprawdę bez najmniejszego problemu zrobisz to samo swojemu młodszemu rodzeństwu? Powiesz im wprost, że nie są twoim rodzeństwem, bo ich nie chcesz i żeby cię tak nie traktowali? To co mówisz jest po prostu nie w porządku. Bo z tego co mówisz... zamierzasz je traktować tak, jak ja traktowałem ciebie całe życie. Tego się najbardziej boję. - dodał. Mówienie, że to nie jego rodzeństwo było bardzo krzywdzące i nie w porządku. Jako ktoś, kto czuł się wykluczony większość życia, powinien wiedzieć to najlepiej.
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Wiedziała, że wniosłem Zboże do obozu. Nie wspominała, że to moja wina? - uniósł brew do góry. Jak nie to... fajnie. To chociaż raz w takim razie winą było coś każdego, ale nie jego. Mały sukces, ale przyjemny. No, chyba że nie wiedziała, że Szpon przyniósł Zboże, wtedyyy... jego teoria runęłaby w gruzach. Ale to drobny szczegół, nie miał zamiaru sobie psuć tego obrazu.
- Za dużo o tym myślisz - skrzywił się niezadowolony. - Po pierwsze - tylko ty wiesz o moim nastawieniu. O ile sam im nie powiesz w pysk co ja o nich myślę, będą mieć spokój, ja też. Po drugie - skoro mówisz, że nie będzie ci przeszkadzało, że nie będę ich traktował źle, co mam zamiar robić, po co mnie przekonywać do czegoś więcej?
Bo tego nie rozumiał. Skra sam sobie zaprzeczył w tym zdaniu, więc wolał od razu go o to dopytać.
- Nie będę mówił im nic. Czy Strumykowi mówiłem na dzień dobry "witaj wielmożny kuzynie Strumyku, oto ja, twój chwalebny kuzyn Szpon. Jakże dobry dzień na bycie kuzynem" czy raczej było to "siema"? Nie chcę się w to mieszać. Jeśli ktoś z reszty chce w tym pomagać i się cieszy, supera, miło mi. Ale to nie mój interes co się dzieje po moim miocie - nadal bez złości. Bo po co. Wiedział co chce, a ojciec, póki co, nie robił afery. - Daj mi to robić jak mi się podoba, póki co nie mam problemu z innymi o to jak ich traktuję, a bardziej o to, że nie daję im żyć w spokoju... w ten sposób, że zawsze jestem gdzieś obok. To jakie mam podejście jest lepsze, niż po prostu uznanie, że ich totalnie nie ma, nie??
✧₊⁺ I get by on the dreams I conceive ⁺₊✧
I defy my bad luck with the will to believe

[Obrazek: IMG_1554_kopia.png?ex=65932078&is=6580ab...d2eabff49&]

I just know that I’m destined to be something more
·············· I was born with an ace up my sleeve ··············
LVL 6 275 / 500
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie słyszałem, żeby na Ciebie cokolwiek zrzucała, ale być może to do mnie jeszcze nie dotarło. - wzruszył ramionami. W ostatnim czasie, cóż, miał całkiem sporo na głowie i raczej nie interesował się klanowymi ploteczkami, zdając sobie sprawę z tego, że w głównej mierze mogły dotyczyć jego i jego rodziny. Nie miał na to czasu, a tym bardziej siły.
Niechętnie też musiał przyznać synowi rację. Był przewrażliwiony i zdecydowanie za dużo o tym wszystkim myślał, ale chciał jak najlepiej dla swojej rodziny. Nie powinien się przecież martwić na zapas, dopiero po narodzinach maleństw wszystko zostanie zweryfikowane.
- Może... masz rację. Nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, po prostu się boję, wiesz? Ale, ugh, tak długo jak nie dostanę żadnych skarg od najmłodszych, że są źle traktowane nie będę się wtrącał. - powiedział, przyznając synowi rację. I w ten sposób mogli sobie jeszcze porozmawiać na spokojnie, pospacerować i wrócić do obozu. Pomimo dość ciężkiej rozmowy, miło było spędzić czas we dwójkę i w jakiś sposób zacieśniać więzy. Może to niewiele, ale dla Skrzącego Słowa wiele to znaczyło.

zt x2?
[Obrazek: qCYKtWC.png]
LVL 6 455 / 500
MedLVL 0 0 / 100
25
Siła
S
11
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Ziewnął przeciągle. Poprosił poprzedniego wieczora, by Słony Wiatr poszedł z nim na zioła, bo tak jakoś smutno samemu, ale ten stwierdził, że nie może (pewnie mógł, ale nie chciał, jakoś niebieski oriental nie pałał sympatią do szczurzego medyka. Czemu!? Jak można go nie lubić!?!?!?), ale był na tyle uprzejmy, by skołować mu kogoś innego. O dziwo z kwitnącym Jaśminem przyjemności jeszcze nie miał, ale co to za problem, by nadrobić tę towarzyską stratę? Z tego też powodu bardzo chętnie wybrał się z owym wojownikiem na następny dzień na Młaczne Pola.
- Jak ja dzisiaj nie znajdę pajęczyny, to prrrzysięgam ci że pójdę i się do grromu ukrrradnę. Albo do cienia - stwierdził z całkowitą powagą, po to, by zaraz szybko wybuchnąć śmiechem. No, aż tak to zdesperowany nie był, no ale wiadomo. - A ty jak tam, jak nastawienie? Spoko spoko czy rrrraczej tak o???

jasmin
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Jaśminek zaskoczył się wyraźnie, gdy został poproszony przez Słony wiatr o eskortę jednego z rzecznych medyków... Z Cisem nie znali się jakoś dobrze, Jaśminek jedynie go kojarzył z lecznicy, w której bywał... No wiele razy, ale pamiętał go jako miłego kocura więc hej nie było powodów by odmówić! Poza tym po tym mimo zagojenia się łapki wciąż jakoś tak niechętnie podchodził do ruchu, a mając medyka obok, czułby się na pewno bezpieczniej gdyby mu jednak zrośnięta kończyna postanowiła odpaść.
Przez powagę kocura zupełnie nie wyłapał, że to żart. Dopiero gdy ten wybuchł śmiechem, trochę niezręcznie i cicho, ale łaciatek też dołączył. - Możecie chyba w razie czego pożyczyć trochę, nie? Albo się wymienić... Nie wiem jak to wygląda u medyków, więc no... - zarzucił luźną propozycją. Na pewno Cis myślał o tej możliwości, ale no łaciaty nie miał pojęcia co mógłby dodać...
- Spoko spoko, trochę się stresuje jak przed każdym polowaniem, ale to norma u mnie! - zapewnił radośnie kocura, bo na pewno czuć od niego było tremę... Ale też się lekko ekscytował. Wizja dołożenia czegoś na stos i widok kogoś zajadającego się złapanym przez niego piszczkiem zawsze sprawiał młodemu ogrom radości i dodawał kopa motywacji, by polować dalej!!
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nienienie. Nic nie będę pożyczać, bo dzisiaj znajdę. Tak - stwierdził całkowicie pewny siebie, rozglądając się dookoła. W prawdzie mógłby pójść do zaprzyjaźnionej Gwiezdny Nurt, ale wtedy pewnie zakodowałoby się w głowie tych gromiaków, że klan rzeki był s ł a b y, skoro nie miał nawet podstawowych zasobów w składziku. Dlatego właśnie celem swojego życia było teraz znalezienie pajęczyny, choćby miał jej szukać do rana, nieważne.
- Aha! Nie no co ty, nie ma co się strrresować. Na pewno pójdzie ci superrrr, w końcu nie bez powodu jesteś wojownikiem, co nie? - posłał mu ciepły, pełen wiary uśmiech. - Czuję się mega bezpiecznie przy tobie, więc już swoje najtrrrrrudniejsze zadanie wykonałeś. Rreszta to pikuś! - dodał jeszcze, wchodząc na Młaczne Pola i ziewając przeciągle, rozglądając się dookoła.
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
No i jak się spodziewał, Cis mu pośpiesznie wyjaśnił, że nie ma żadnego pożyczania. Jaśminek się jedynie delikatnie uśmiechnął, bo nie ma mowy, że dzisiaj jej nie znajdą! Znaczy, że Cis jej nie znajdzie, bo Jaśminek przybył tu głównie zapolować. Chętnie by pomógł, ale że swoją niezdarnością by tylko zniszczył całą pajęczynę i wszystkie inne możliwe zioła…
- Dzięki - powiedział szczerze, bo wiadomość, że medyk czuł się przy nim bezpiecznie, podniosła łaciatego trochę na duchu. Nie pozbył się stresu, pewnie nigdy nie pozbędzie, ale miło słyszeć, że jego obecność pomaga. - Ja też czuję się lepiej. Gdyby coś mi się stało, to od razu mnie posklejasz! - dodał z nutą rozbawienia w głosie. Nie powinno nic ich zaatakować, ale na terenach nigdy nic nie wiadomo…
No i dotarli, a Jaśminek wreszcie zatrzymał się w miejscu i rozciągnął porządnie kości. Otrzepał się też z nieistniejącego kurzu i potrzepał każdą łapką po kolei. Taka jego rutyna, dzięki której wchodził łatwiej w tryb polowania. - To ten, ja idę w swoją stronę. Jakbyś czegokolwiek potrzebował, nawet pomocnej łapki w zbieraniu to wołaj, oki? - zaoferował przyjaźnie pomoc i jeśli Cis nie miał większych uwag, łaciatek ruszył w swoją stronę. Odszedł spokojnie kawałek dalej i gdy znalazł się wystarczająco daleko, po cichu rozpoczął rozglądanie się za zwierzyną… Uważając też pod łapki. Teren tutaj był niezbyt fajny na polowanie.
‧₊˚❀ ༉‧₊˚.
how long have I been out of town?
'cause sometimes I wonder if I had kissed her
how different life would be right now
I smile when I cry to hide what I felt

xxx
"I'm doin' fine"
speak for yourself

xxx
I should've just asked for help

xxx
LVL 5 215 / 400
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
17
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- No peeeewka! Ale nie prrrzewiduję, żeby coś miało ci się stać, więc spoko - puścił do niego oczko i poruszał noskiem, chcąc wychwycić jakikolwiek trop, za którym potencjalnie miałby pójść. Wtedy właśnie Jaśmin się zadeklarował, że odejdzie nieco na bok, na co kiwnął uśmiechnięty głową i odprowadził go wzrokiem. - Spoko! Jak ci się znudzi polowanie to powiedz, poszukasz ze mną ziół. Jak coś to wołaj!!!! - dodał jeszcze, a potem już rzeczywiście skupił się całkowicie na zapach, analizując każdy, pojedynczy w poszukiwaniu ziół. Najbardziej jednak wypatrywał pajęczyny.

Łaciaty wojownik podreptał do przodu. Nie musiał długo czekać, nim jego wzrok odnalazł coś... uh, ciekawego? Niespodziewanego? Dziwnego? OBRZYDLIWEGO? Zdecydowanie, bo na swojej drodze napotkał ślad odciśniętej ptasiej łapki w... uh, łajnie? No, mogło być lepiej, ale zawsze była to jakaś poszlaka. Może gdy wyruszy w poszukiwaniu tego, kto ten ślad zostawił, to znajdzie swoją pierwszą zdobycz? Pytanie, czy zainteresowany był ptakiem z brudnymi od odchodów spzonami.

jaśmin: lvl: 3 | S: 8 | Zr: 12 | Sz: 7 | Zm: 6 | HP: 75 | W: 45
I know this love of mine
Will never die
[Obrazek: 1C9UaSF.png%5D]
And I love her



LVL 4 250 / 300
MedLVL 8 869 / 1300
9
Siła
S
9
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
22
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Dziwnie jej było ze świadomością, że tak na dobrą sprawę skończyła swój trening. Z Nocnym Szkwałem dalej omawiali ważne zagadnienia, dopracowywali technikę, ale czuła, że następna ceremonia będzie jej ceremonią. Minęło szybko. Jeszcze kilka księżyców wstecz do głowy by jej nie przyszło, że będzie gdziekolwiek indziej, niż w Nowym Świcie, a teraz miała zostać... wojowniczką Klanu Rzeki? Nie czuła się gotowa.

Wyszła z Warkoczącym Gardłem na patrol, a może bardziej spacer? Warkot był sympatycznym kotem, rozmawiali trochę i postanowili się przejść, chociaż na samym spacerze nie rozmawiali szczególnie dużo. Krokusowa Łapa dużo myślała. O tym, czy na pewno będzie dobrą wojowniczką. Czy to na pewno odpowiednia dla niej droga życiowa. Może lepiej sprawdziłaby się w Chruśniaku, jako opiekunka? Może powinna porozmawiać z Cisową Gałązką o potencjalnym pomaganiu w lecznicy...?

Gdy dotarli do granicy z Klanem Wichru, Warkot wyrwał ją z zamyślenia mówiąc, że przejdzie się wzdłuż granicy. Kiwnęła mu głową i patrzyła, jak odchodzi dalej... a sama usiadła w śniegu, wpatrzona w otwarte, białe pola po drugiej stronie granicy.
x oh, you think i'm gone xx.'cause i left
but i'm in the trees, i'm in the breeze
my f o o t s t e p s xx..on the ground
you'll, see, my, face,,, in, every, place
BUT YOU CAN'T x.CATCH ME NOW
through wading grass
the months,,,will pass
you'll feel it all around
i'm here, i'm there, i'm everywhere

BUT YOU CAN'T CATCH ME NOW
x
LVL 5 205 / 400
MedLVL 0 0 / 100
12
Siła
S
19
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości