Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Może się przesłyszała? W końcu słowa Rdzy były wypowiedziane dosyć cicho, może powiedziała kompletnie co innego? Może to Modliszka jest tak zestresowana, że stres zaczął wpływać na jej słuch?
Zanim jednak mogła się odezwać na ten temat, odkaszlnąć, zmieniając temat - Wiewiórcza Łapa potwierdziła, że szylkretka wcale się nie przesłyszała. Córka Rozbitej Tafli siedziała przez chwilę w szoku, ze spiętymi mięśniami, a jej źrenice rozszerzyły się w zaskoczeniu, zdziwieniu... Przez ułamek sekundy poczuła, jak gdyby serce miało wyskoczyć jej przez gardło i szybko czmychnąć pomiędzy trawami jak zając.
- Ja, uh, twoje, moje- - zakłopotała się natychmiast, a gdyby tylko nie miała długiego futra, Rdza od razu zobaczyłaby jej zawstydzenie i rumieńce, które paliły jej policzki pod trójkolorową sierścią. - Znaczy, dziękuję, twoje też są ładne, nawet ładniejsze! - odwróciła wzrok od Wiewiórczej Łapy, by zaraz ponownie na nią spojrzeć, wpatrując się heterochromatycznymi oczami w jej pomarańczowe. Jak zachodzące słońce.
Nie było jednak wojowniczce dane długo utrzymać się w opanowaniu, a córka Łabędziej Gwiazdy miała niesamowitą umiejętność zawstydzania jej, której nie posiadł jeszcze nikt inny. Gdy Wiewiórka wspomniała o tym jak o randce, Modliszka poczuła, jak policzki zaczynają ją piec jeszcze bardziej, a pod długim futrem jej pleców zaczyna gromadzić się pot, mimo chłodnej jeszcze Pory Nagich Drzew.
- A-Ah, nie o to mi chodziło, haha, wiesz, w sensie...! - położyła uszy wzdłuż głowy. No to wpadła - Modliszkowy Gaj totalnie nie spodziewała się, że jej słowa mogą zostać odebrane w taki sposób. Nie, żeby jej to jakoś przeszkadzało, W SENSIE....! - Zawsze bym je dostrzegła, bo jest piękne. - wyszeptała w końcu, odkaszlnęła, mając nadzieję, że może tym razem Rdza zawstydzi się komplementem i będzie cała zakłopotana.... a Modliszka dopiero po chwili uświadomiła sobie, że prawdopodobnie pogorszyła dla siebie sytuację tym bardziej, dobierając takie słowa, a nie inne - oh Gwiezdni, proszę otwórzcie pod nią ziemię i pochłońcie ją całą, nim palnie kolejną głupotę.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Zamruczała rozbawiona na słowa Modliszkowego Gaju. Może, hm, nie ma samą treść, ale na to jak została przekazana, z jakim zamieszaniem i stresem, i jąkaniem się. Bawiło to Rdzę, bo nie uważała, aby była kimś groźnym lub cokolwiek tego typu. Nie wiedziała dlaczego miała takie działanie na Modliszkowy Gaj, no ale hej.
Zmrużyła delikatnie swoje oczy na kolejne zaplątanie się Modliszkowego Gaju.
- W sensie? - dopytała. Rdza uwielbiała wiercić w tematach, nawet tych nieprzyjemnych lub wstydliwych. A jeśli coś dotyczyło jej? Whew!!
Modliszka wyszeptała pewne słowa, które spokojnie Rdza usłyszała, ale chciała udawać idiotę. Zbliżyła się pyszczkiem delikatnie do szylketki.
- Co powiedziałaś? Nie słyszałam dokładnie.
Zaraz jednak Rdza się odsunęła, zaśmiała się wesoło. Pokręciła łbem delikatnie na boki, dalej chichocząc.
- Zachowujesz się, jakbyś graniczyła na linii śmierci i jakiegoś ataku choroby. Spokojnie, Modliszko. Wiem, że byłam samotniczką, ale naprawdę cię nie zjem - zamruczała spokojnie i ciepło, puszczając oczko do kotki i końcówką ogona delikatnie przejeżdżając po plecach wojowniczki.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Przełknęła ciężko ślinę, gdy usłyszała rozbawione mruczenie Wiewiórczej Łapy - mogłaby przysiąc, że policzki pod długim, gęstym futrem zaczęły piec ją jeszcze bardziej, sprawiając dyskomfort z powodu gorąca.
- W-W sensie, że nie jako, no, um, randka, nie? Po prostu... - Modliszkowy Gaj poczuła, jak w środku leciutko umiera z zażenowania własną osobą i błagała przez chwilę Gwiezdnych, by ziemia otworzyła się pod nią i pochłonęła ją w jednej chwili, uwalniając ją od niezręczności tej rozmowy; oczywiście ze strony jej samej... Może przydałoby się, by przez chwilę zastanowiła się, zanim coś powie. - Z tym ukrywaniem się w sensie, uh, na spotkanie. Wiesz o co mi chodzi! - pod koniec głos Modliszki był zbyt wysoki, niż by chciała, co tylko dodało do jej zażenowania; jedno było pewne, dzisiejszej nocy nie zaśnie, cały czas mieląc w swojej głowie wydarzenia z dzisiaj i to, jak bardzo podgryza ją wstyd z każdej strony jej świadomości.
Szylkretka wciągnęła gwałtownie powietrze, gdy starsza kocica zbliżyła swój pysk do jej i wyłącznie siłą mentalną zmusiła się do utrzymania kontaktu wzrokowego z terminatorką.
- Powiedziałam, żemasznaprawdęładneoczyinawetładniejsze od moich. - wybełtała szybko, a jej uszy na ułamek sekundy ułożyły się płasko wzdłuż głowy. Dlaczego reagowała w ten sposób na obecność Wiewiórczej Łapy? Nie wiedziała. Uznała to jednak za... normalne, przynajmniej w jej przypadku; córka Rozbitej Tafli wielokrotnie jąkała się i wstydziła podczas rozmów z innymi, choć w dorosłości już mniej, to i tak... może coś jej z tego pozostało? Tak, to na pewno było to. Oh, a sam fakt, że Rdza chichotała widząc jej zachowanie sprawiał, że Modliszce było jeszcze bardziej głupio. Co za porażka, a nie kot.
Zesztywniała lekko, gdy Wiewiórcza Łapa puściła do niej oczko, a za chwilę końcówka rdzawego ogona delikatnie przejechała po jej grzbiecie, instynktownie wzbudzając dreszcze i gorąc pod długim futrem - zaśmiała się nerwowo na żartobliwe słowa terminatorki Łabędziej Gwiazdy o byciu zjedzoną, jednak tym, co zajmowało jej umysł teraz najbardziej była myśl o tym, jak pozbyć się swojego gęstego futra, by złagodzić piekące ciepło rozpływające się po jej skórze, skupiając się w obrębie policzków.
- Chyba... Chyba po prostu mam nawrót gorączki. Może powinnam wrócić do Królikarni. - odkaszlnęła, próbując ponownie udawać nonszalancką i opanowaną; bezskutecznie. Ale jeśli było jej tak gorąco, to może naprawdę nie wyleczyła się do końca i musiała zostać na obserwacji u Sennego Świtu jeszcze przez parę dni? Oh, gdy tylko powiedziała te słowa na głos, poczuła, jak bardzo żenujące one były; jedno było pewne, dzisiejszej nocy wojowniczka nie zaśnie wcale, męczona wstydami i porażkami dnia dzisiejszego.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Zmrużyła wesoło oczy na plątaninę słów Modliszki, po czym skinęła jej delikatnie głową.
- Wiem, wiem. Po prostu lubię się droczyć z kotami, z tobą tym bardziej mi to sprawia przyjemność - mruknęła już spokojnym głosem, zaraz jednak... do jej głowy przyszedł naprawdę okropny pomysł, który chyba by sprawił, że Modliszkowy Gaj sama by ją wyrzuciła z Klanu. Ale bez ryzyka nie ma zabawy, co nie. - Chociaż gdybyś faktycznie mnie zaprosiła na randkę to bym się nie obraziła - dodała, wzruszając barkami. Prawda jest taka, że własne słowa Rdzy wprawiły ją w speszenie, więc odwróciła wzrok gdzieś na bok, pod przykrywką rozglądania się po terenach, i zaraz poczuła jak jej łapy delikatnie mrowieją.
Ładniejsze oczy od Modliszki!? Kwestia sporna. Rdza pokrecila łbem na boki.
- Dzięki, ale się nie zgadzam. Każde z twoich oczu jest inne, nie widziałam jeszcze czegoś takiego o kota. Jedno przypomina morze, a drugie korę drzew - tak, jakby Modliszkowy Gaj zaplanowała już będąc małym glutem jak przyciągnąć do siebie burą ticked kotkę. Fakty.
Na wspomnienie o nawrocie choroby Rdza się wyprostowała delikatnie, obserwując uważnie wojowniczkę.
- Może powinnyśmy wrócić do obozu? Pomóc ci w dojściu do Poety?
Teraz cała postać Rdzy była... może nie poważna, ale widocznie zmartwiona. Dopiero co odzyskała swoją koleżankę, nie chciała już jej stracić przez chorobę.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Rdza lubiła droczyć się z kotami... Któregoś dnia doprowadzi ona do tego, że Modliszkowy Gaj zemdleje, jak inna część jej rodziny, i dopiero wtedy szylkretowa wojowniczka zrobi furorę na cały Klan Rzeki... i to nie stawiającą ją w pozytywnym świetle jakkolwiek. Może ewentualnie jako kogoś, kto nie potrafi wytrzymać dłużej niż dziesięciu uderzeń serca w pobliżu ładnej kocicy, bez dostawania podniesionej temperatury.
Córka Wierzbowego Pędu otworzyła mordkę tylko po to, żeby zachłysnąć się powietrzem, kroplą śliny, która spłynęła nie w to miejsce, co trzeba, przez co szylkretowa wojowniczka zaczęła kaszleć, odwracając trójkolorowy pysk od rdzawej przyjaciółki, przez moment zasłaniając go łapą. O Gwiezdny Klanie.
Zaschło jej w gardle ponownie.
- C-Czemu by nie. - wymamrotała i od razu poczuła, jak żołądek ściska jej się ze stresu i zażenowania jeszcze bardziej. Randka. Zaproszenie Wiewiórczej Łapy na randkę. Poczuła, jak przez krótkie uderzenie serca kręci jej się w głowie; nigdy w życiu nie myślała o randce, o wyjściu z inną kotką na spotkanie i nazwanie tego... randką. Słowo to odbijało się w jej głowie, a szylkretka zaczynała żałować, że powiedziała to, co powiedziała. R a n d k a. Sugerowało to coś... romantycznego, tak przynajmniej jej się wydawało, a delikatna jak pajęczyna sugestia, że mogłaby pójść na randkę z córką Łabędziej Gwiazdy, zaprosić ją... ze świadomością, że Rdza by jej nie odmówiła. Obie odwróciły od siebie wzrok, krótką chwilę spędzając w ciszy.
Tak, tereny Klanu Rzeki były dzisiaj szczególnie ładne.
Modliszkowy Gaj jednocześnie czuła, że Gwiezdny Klan zabiera ją już do siebie.
Jedno oko przypominające morze. Drugie korę drzew.
Czym było morze?
Kto by pomyślał, że fikołek ze strony genetyki sprawi, że paręnaście księżycy później jej oczy staną się obiektem podziwu rdzawej terminatorki? Modliszka wypuściła z siebie trzęsący się oddech. Gorąco. Pod jej futrem znowu panował żar. Rdzawy płomień palił jej policzki, a wyłącznie trójkolorowe futro ratowało jej przed wyglądem totalnej frajerki. Nie potrafiła odpowiednio szybko znaleźć kolejnego komplementu, który mogłaby odbić w stronę terminatorki, zamiast tego próbowała opanować swoje szaleńczo bijące serce.
- Morze? - wydusiła z siebie słabo, po chwili odchrząkając, by przywrócić swój głos do normalności na tyle, na ile było to możliwe w jej obecnej sytuacji. Rdza była w przeszłości samotniczką, a Modliszka nie znała wszystkich jej przygód, podróży... podróży, z których opowieści głosem kocicy mogłaby słuchać przez dłuższy czas. Może... któregoś dnia odważy się na tyle, by poprosić ją o to. Może to będzie ta cała... randka. - Z-Z drugiej strony, czuję się już lepiej. Możemy ty jeszcze... pozostać. Przez chwilę. Jeśli... j-jeśli chcesz. - szybko wycofała swoje słowa o chorobie, nie chcąc martwić Wiewiórczej Łapy, zwłaszcza kłamiąc prosto w jej bursztynowe oczy... Chociaż nie wątpiła w to, że kocica mogła bardzo szybko przejrzeć jej prawdziwe intencje pod słabym kłamstwem o nawrocie choroby.
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Jej wibrysy delikatnie drgnęły na słowa kocicy. Patrzyła się na nią, spokojnie, z błyskiem w oku i uśmiechem na pysku. Nic nie mówiła, przez dłuższy czas. Po prostu patrzyła się na wojowniczkę, ważąc swoje słowa.
- Czy to zaproszenie? - zapytała w końcu, całkowicie poważnie. W jej głosie nie było słychać chichotu czy sarkazmu, chęci bawienia się słowem czy droczenia się. Jej głos był szczery, płynny i czysty. Cichszy i poważniejszy. A pomarańczowe oczy terminatorki wbiły się prosto w pysk kotki przed nią, oczekując odpowiedzi.
Temat zszedł na coś, co znała. W przeciwieństwie do romantycznych uczuć.
- Wielka Słona Woda. Samotnicy z tamtych okolic mówią na to morze - odparła. Wkrótce jednak Modliszka się poprawiła, że już lepiej się czuje i w ogóle. Rdza uśmiechnęła się do niej.
- W porządku, skoro mówisz - dodała, przysuwając się blisko rzecznej kocicy. - W razie czego, abyś mogła się o mnie oprzeć jak będzie ci gorzej - od razu się wytłumaczyła, patrząc na Modliszkowy Gaj z błyskiem w oku. Czuła wojowniczki futro na swoim i było to... przyjemne.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Przez parę uderzeń serca poczuła, jak gdyby czas zwolnił. Jak gdyby zatrzymał się całkowicie, a jedyny ruch, jaki istniał, to kołatające bicie jej serca, energicznie pobudzone przez słowa Wiewiórki. Przez jej wzrok. Przez samą obecność rdzawej kocicy przy niej.
Zaproszenie. Czy to było zaproszenie? Czy skłamałaby mówiąc, że nie? Czy skłamałaby mówiąc, że tak?
- Tak. - odważyła się powiedzieć, a łapy jej drżały. Dobrze, że siedziała. - Kiedy tylko zakwitną najpiękniejsze z kwiatów. Chciałabym pójść podziwiać je z tobą Znaleźć takie, które noszą barwę twoich oczu.
Jeszcze parę uderzeń serca, a ono samo uciekłoby z jej klatki piersiowej jak spłoszony zając. Pod jej futrem znów panował żar. Po co to powiedziała? Dlaczego to powiedziała?
Gwiezdni, oh, Gwiezdni...!
- Wielka Słona Woda... - odchrząknęła, skupiając się na nowym temacie. - Co ty na to, by opowiedzieć mi trochę więcej w czasie wspólnego patrolu? - zaoferowała, delikatnie muskając bok Wiewiórki puszystym ogonem, nim wstała i posłała przyjaciółce delikatny uśmiech, wciąż ze żwawo bijącym sercem. Potrzebowała udawać, że wcale nie wypowiedziała tych słów, które właśnie wypowiedziała. Ale czuła, że patrol mógłby jej zawstydzenie wyłącznie pogorszyć.
...Nigdy nie była najlepsza w podejmowaniu decyzji.
// zt <3333
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Księżyce: 63 Mistrz: jaśniejący płomień, łabędzia gwiazda i los Płeć: kotka Matka: roziskrzona gwiazda Ojciec: łabędzia gwiazda Partner: wolność
Rdza to długowłosy kot, o smukłej budowie ciała. Ma duże uszy, z końcówkami, które stercza na końcu uszu. Jest wysoka. Jej imię odpowiada jej wyglądowi, jest to rdzawy kot: ciemna pręga na grzbiecie, pyszczku, ogonie i palcach przecinają jej rdzawe ciało. Brzuch, pysk oraz łapy są pokryte rozjaśnianiem, a jej grzbiet jest pokryty ciemnym nalotem. Jej oczy są intensywnego, pomarańczowego koloru, jej nosek ceglany. Wiecznie napuszone i brudne futro jest jej znakiem szczególnym.
Jeśli myśleliście, że Rdza dorosła to haha, dobry żart. Rdza się absolutnie nic nie zmieniła, dalej jest głupia, dalej żartuje, dalej się wygłupia i jest zbyt pewna siebie. Cholera wie czy kiedyś coś jej nie zje przez ta pewność siebie. Chaotyczna i o krótkiej pamięci. Żyje pełnią dnia, niespecjalnie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. Raczej wyluzowana, z czystą głową i myślami. Jedna komórka mózgowa.
Tak?
Jej pomarańczowe oczy otworzyły się trochę szerzej, kiedy usłyszała jej odpowiedź. Oh.
Hah.
Poczuła szum w uszach i wyczuła bijące tętno w jej łapach. Drgnęła delikatnie końcówką swojego ogona i skinęła głową.
- W porządku. Chętnie się z tobą wybiorę - odpowiedziała kotce, uśmiechając się do niej.
Jej oczy zabłyszczały, kiedy Modliszka zaproponowała jej patrol i skinęła głową.
- Oczywiście, chodź - wstała, mokrym nosem dotykając policzka wojowniczki i ruszyła za nią, opowiadając o wszystkim, co widziała nad morzem.
Oklapł jak balonik, z którego uszło powietrze, i wydał z siebie westchnienie, pozbywając się resztek. Nie wiedziała. Końcówka jej ogona podrygiwała gorączkowo. Ze złości? Chciała, by się zamknął? Kiedy ich rozmowa pokojowa zmieniła się w to?
Przyznanie, że jego wyznanie nie było jej na łapę i najchętniej by go nie usłyszała, w zasadzie odpowiadało na jego pytania odnośnie postawy Roziskrzonej Gwiazdy. Bynajmniej niczego nie ułatwiało, jeśli bura zamierzała uparcie stać przy niedzieleniu się swoją perspektywą, ale... Też ciebie kocham.
Gorąc momentalnie zalał jego ciało, skupiając się głównie na puchatych policzkach. Gdyby mógł, zacząłby wachlować się łapami, byle pozbyć się tego uczucia możliwie jak najprędzej. Ochłonąć, zanim znowu zostanie potraktowany prysznicem lodowatej wody i dozna szoku temperaturowego. Kocha go, ponieważ są przyjaciółmi, i dlatego ciężko jej prowadzić tę rozmowę. Kocha go, bo tak się złożyło, że zostali rodziną i w pewien pokrętny sposób zaskarbił sobie miejsce w jej sercu, ale niech nie wyobraża sobie zbyt wiele. Czy cokolwiek w tym guście. Dlaczego Roziskrzona Gwiazda tak nierozważnie operowała słowami? I dlaczego dawał im szarpać sobą jak maleńkim listkiem na wietrze?
— Słucham...? — wydusił z siebie. Nie sądził, że źle usłyszał, jednak nie wątpił, że... — Nie rozumiem. Nic z tego nie rozumiem.
Czuł się otumaniony. Jakby przez cały czas kluczył między fragmentami łączącymi się w sedno sprawy. Z pewnością to wszystko miało sens i powinien nie mieć zbytniego problemu z dotarciem do niego, a jednak... Nie kłamał mówiąc, iż nie rozumie. Mógłby wrócić do Obozu i mieć całą wieczność na rozmyślania, a i tak nie zdołałby ułożyć posiadanych elementów w spójną całość. Nie bez pomocy Roziskrzonej Gwiazdy, na którą teraz bał się nawet spojrzeć. Był jak ranny ptak wystawiony na środku łysej polany. Równie kruchy i podatny na zranienie, a kolejne uderzenia serca mogły zadecydować o jego istnieniu.
Te natomiast dłużyły się, rozciągały w księżyce, w nieznośnej manierze odciągając moment prawdy.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Po przeciwnych stronach granic, można było spodziewać się, że będą patrzeć z innej perspektywy. Ale na świat dookoła, nie na sytuację. W momencie, gdy Łabędź niczego nie rozumiał, dla Iskry wszystko było perfekcyjnie klarowne. Zmarszczyła brwi w odpowiedzi na jego reakcję i ledwo zdusiła kolejny kąśliwy komentarz, który cisnął się jej na język. Nie rozumiała dlaczego tak łatwo ją to wszystko irytowało dzisiaj, źle się z tym czuła ilekroć udało jej się poświęcić uderzenie serca na refleksję nad własnymi reakcjami. A potem znowu Łabędź był taki i pazury same się wysuwały. Znaczy może nie pazury, bez przesady, nie wzbudzał w niej agresji, ale... miała ochotę nim potrząsnąć aż mu się wszystko w głowie poukłada. Aż każda myśl wskoczy na odpowiednie miejsce i pozwoli zrozumieć sytuację.
Policzyła w myślach do dziesięciu i zastanowiła jeszcze raz. Przecież powiedziała wszystko?? Czego tu nie rozumieć. W drugą stronę działało, miała jakiś lepszy pogląd na sytuację w miarę kolejnych tłumaczeń niebieskiego pointa. A w drugą stronę? Odnosiła wrażenie, że wręcz przeciwnie i lepiej Łabędziowi się żyło bez tłumaczeń. Ale!! To też powód dla którego nie mówiła!! Bo wiedziała, że tak będzie!!
Policzyła jeszcze raz i wzięła głęboki wdech.
– Czego konkretnie tutaj nie rozumiesz. Co jest niejasne, skoro właśnie wszystko wyjaśniłam? – spytała możliwie spokojnie.
Nic nie wyjaśniła, na Gwiezdnych. Nic nie stało się ani odrobinę bardziej zrozumiałe. A gdyby spytać Łabędzia — efekt był wręcz odwrotny. Coś, w czym do niedawna potrafił doszukać się sensu, w jedno uderzenie serca straciło go kompletnie. Mentalna Mroźna Skała runęła w jego głowie, rozsypując się na kawałki. Przy czym warunki na zbieranie cząstek na powrót do kupy były... nie najlepsze, delikatnie mówiąc.
Obserwowany przez niego placek trawy przemieszczał się chwiejnie. A może to niebo groziło zawaleniem.
— Nieprawda — wymamrotał. Chciał potrafić zebrać się na odwagę i na nią spojrzeć, tak, jak sądził, że powinien być w stanie zważywszy na jego wiek, doświadczenie oraz — przede wszystkim, na osty i ciernie — ich przyjaźń trwającą dłużej, niż cokolwiek innego w jego życiu. I tak proste zadanie go pokonywało. Może to lepiej. Może gdyby zobaczył wyraźnie jej spiętą posturę i irytację wymalowaną na mordce, straciłby język w gębie. Wydobywanie z siebie kolejnych słów i tak przychodziło mu z trudem. — Nadal nie rozumiem, czemu nie powiedziałaś tego od razu. Wcześniej. Dlaczego... podeszłaś do moich słów jak do... do niedogodności. Lepiej, żeby nigdy nie padły, tak uważałaś. I uważasz. Dlaczego? Przecież... przez trudności mogliśmy przejść razem. Cokolwiek chodziło ci po głowie, mogło chodzić nam obojgu. Znaleźlibyśmy rozwiązanie wspólnie.
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Zmarszczone brwi jeszcze bardziej zbliżyły się do siebie. Co nieprawda jak wyjaśniłam, cisnęło jej się na język. Ale go nie opuściło, szczęki trzymała zaciśnięte w oczekiwaniu na dalsze wytłumaczenia dlaczego niby właśnie skłamała. Więc jej niezbyt sympatyczna mina wynikała z chęci powstrzymania się przed palnięciem czegoś przez co Łabędź się schowa do skorupki, chęci możliwie dokładnego zrozumienia dalszych tłumaczeń i faktu, że brakowało jej jeszcze jednej szarej komórki, która by mogła odpowiadać za mimikę.
Więc gdy skończył mówić, rysy burej mogły przybrać łagodniejsze kształty – właśnie odpadło jedno z zadań i mogła też wziąć pod uwagę jakie sprawia wrażenie.
– No ale. Czy jakbyśmy szukali tego rozwiązania razem to czy by nie urosła nadzieja, że może jednak ma to sens, że damy radę i warto spróbować? Nie wiem, wydaje mi się, że gdybym ja wiedziała, że ty coś czujesz, a ty byś wiedział, że ja coś czuję to by się pojawiło a co jeśli. I pewnie trudno by było nawet nie spróbować, a no raczej... nie powinniśmy. Bo nie jesteśmy losowymi wojownikami, tylko przywódcami, powinniśmy świecić przykładem dla naszych Klanów, nie? Znaczy miłość i pokój między Klanami to bardzo ładny przykład, nie mówię, że nie. Ale... ale tak jakby, hm. Jasne, od dawna jest spokój, o wojnach nie słyszałam jak długo żyję, czyli całkiem trochę. Ale jednocześnie już sam początek kodeksu przestrzega, można zawierać przyjaźnie międzyklanowe, ale trzeba być gotowym na zmierzenie się w walce. O zawieraniu związków nawet szkoda gadać, bo już przy przyjaźniach pojawiają się wątpliwości czy faktycznie ta lojalność będzie po stronie Klanu. A co w momencie gdy sami przywódcy są parą? Czy faktycznie można im ufać, że w razie konfliktu zadbają przede wszystkim o dobro swojego Klanu? Jasne, może by się dało, może to nie jest niewykonalne, ale czy na pewno nikt by nie zwątpił wtedy w intencje? Czy jak tak beztrosko byśmy podeszli do tej niewypowiedzianej części kodeksu, to czy reszta Klanu nie poczuła się zachęcona, by resztę zasad traktować luźniej? Bo skoro uważamy, że nie ma ryzyka wojny międzyklanowej i można przymrużyć oczy na komplikacje związków międzyklanowych, szczególnie wśród kotów reprezentujących Klan to... no... co stoi na przeszkodzie by nie wiem, nieprzekraczanie granic traktować z większym luzem? Nie można wchodzić na tereny innego Klanu i na nich polować, ale jak już ścigasz tego zająca to co szkodzi kilka susów do Rzeki by go dobić? Czemu zastępca musi być wyznaczany nim księżyc dojdzie do szczytu nieba, czy na pewno komukolwiek zaszkodzi jeśli poczeka się chwilę dłużej? Pół księżyca może? To przecież trzeba przemyśleć taką decyzję, to ma sens. – i mogłaby pewnie dalej tak paplać, ale wstrzymała gwałtownie dalszy słowotok. Minęły dwa-trzy uderzenia serca nim dodała. – Rozumiesz o co mi chodzi?
Bo może zgubiła go gdzieś na początku. Po raz kolejny.
Z wolna, uderzenie serca za uderzeniem serca, zaczynał rozumieć. Nie tylko to, co mówiła teraz, ale utwardzało się w jego umyśle również to, co mówiła wcześniej. Nadal ciężko było w pełni wyzbyć się skołowania, pytań, wreszcie wątpliwości, czy nie snuli tylko hipotez o jakiejś alternatywnej rzeczywistości — co by było, gdyby było. Jednak z każdym kolejnym słowem coraz wyraziściej czuł grunt pod łapami, a mgła w jego głowie ustępowała klarowności. Serce nie przestawało drżeć mu w piersi, ale przynajmniej pod koniec jej wypowiedzi nie czuł już, jakby miał zarwać się pod nim grunt.
— Mamy razem kocięta i to nie jest tajemnica. Za późno na zatrzymanie wątpliwości co do naszej lojalności, jeżeli już miały się jakieś pojawić — zauważył ze zmarszczeniem brwi. Nie mówił tego z wyrzutem, bynajmniej; na jego pysku widać było głębokie zastanowienie. Nadal aktywnie przetrawiał to, co powiedziała mu Roziskrzona Gwiazda, i starał się to sobie jakoś poukładać. Wybadać swoje własne stanowisko w obliczu argumentów, które dotyczyły ich w równym stopniu.
Aczkolwiek z pewnością było w jej słowach coś, co pozwoliło mu wykrzesać z siebie odwagę na to, aby z tą odrobiną odzyskanego spokoju obdarzyć dwukolorowe oczy miękkim spojrzeniem. Naznaczonym wiekiem, zmęczonym, trochę smutnym, lecz równie ciepłym co wtedy, kiedy było jakoś prościej.
— Byłbym skłonny spróbować. Nie boję się konsekwencji. Może dlatego, że jestem już stary i zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością. Może jestem naiwny. Może wierząc, że to miałoby szansę działać, pokładam zbyt wielkie nadzieje w coś nierealistycznego. Dałem się omamić temu, że mój Klan od obiegów pór roku demonstruje ponadprzeciętną wrażliwość na koty w najróżniejszych sytuacjach i wyrozumiałość, o jaką nawet nie śmiałbym prosić, czegokolwiek nie zrzuciłbym mu na głowę. Może to głupie przeświadczenie, że jako Klany jesteśmy ponad konflikty, wojny, a my największe wystawienie lojalności na próbę mamy dawno za sobą. Może. — Uśmiechnął się bez radości. — Rozumiem, że się boisz. Jak na odpowiedniego kota na odpowiednim miejscu przystało; naszym zadaniem jest dbać przede wszystkim o dobro naszych Klanów, racja...? — Gwiezdni wiedzą, jak wiele razy on był winny beztroskiego przymykania na nie oko, żeby dogodzić jednostce. Niewątpliwie i on sam bywał tą jednostką, pewnie częściej niż chciałby przyznać przed własnym sumieniem. Może Roziskrzona Gwiazda od początku miała rację. — Ale chciałem to wiedzieć, pomimo wszystko. To, co naprawdę czujesz. Nawet jeśli ma boleć, choćbyśmy mieli dojść do ślepego zaułku... Nie wiem jak ty, ale ja wolę trafić tam z tobą. Mieć jakiś wspólny front. Żeby, cokolwiek postanowimy, było prawdziwie nasze, i żeby nie było między nami żadnych niedopowiedzeń. Dlatego... dziękuję. Cokolwiek przyniesie nam los i czego nie uznamy za słuszne, zawsze już będę pamiętał moment, w którym stałem się najszczęśliwszym kotem na świecie.
Po tych słowach wstał i podszedł do niej kilka kroków. Zatrzymał się przed samym jej nosem, z miną wyrażającą śmiertelną powagę.
— Wiem, że to wiesz, ale kocham cię, Roziskrzona Gwiazdo. — To powiedziawszy, uśmiechnął się krótko, szczerze. To był uśmiech wyzwolonego, do którego powoli docierała świadomość lekkości w miejscu spoczywających od księżyców kamieni. Wycofał się o kilka kroków i spojrzał w niebo. — I niech na mnie Gwiezdny Klan ześle pioruny za to, że to czuję. Niech obedrze z żyć i nazwie zdrajcą. To jedno się nie zmieni.