Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
- Tak. - odpowiedział krótko i skinął głową. Dziwnie byłoby, gdyby wojownik tego nie wiedział. Taki informacje przekazuje się przez patrole, a skoro wszystkie klany uczą się jego imienia. Ciekawe, czy kocur ma jakiś terminatorów. Może nie ma? Musiałby taką informację przekazać swojemu wychowankowi. Zresztą, Mróz sam uważał swoją rangę za powód do dumy. A gdyby jeszcze dodać sposób, w jaki został do niej wybrany - oh, ah! Miał naprawdę wysoką samoocenę.
Pluskający Potok. Nie znał go osobiście. Wiedział o nim co nieco i nie była to jakaś tajemna wiedza. Był jego kuzynem, oczywiście, po matce. Trenował Lodową Łapę, a potem sobie zniknął. A potem znowu wrócił. Ciekawe.
- Osobiście nie znam. Wiem, że zniknął na pewien czas z klanu i wrócił - odpowiedział. Króliczy Sus najwyraźniej go znał - inaczej by o niego nie pytal, stąd taki wniosek.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Jak już powiedziałem, nie uważałem zbierania ziółek za coś szczególnie interesującego, czy też budzącego mój respekt, jednak nie znaczyło to jeszcze, że nie mogłem o to i owo podpytać, ot tak, z ciekawości. Co prawda pytanie, które miałem na myśli, wcale nie dotyczyło technicznych aspektów tej pracy, jednak coś mi mówiło, że Szczypiąca Łapa ucieszy się z każdego pretekstu do mówienia o sobie i swojej oh, jak ważnej posadzie. Jako egoista z wysoką samooceną, łatwo rozpoznaję „swoich".
— Powiedz mi — zacząłem, jak zwykle mówiąc spokojnie i powoli, nieznacznie przeciągając samogłoski. — dlaczego zdecydowałeś się na akurat taką, hm, ścieżkę kariery? Aż tak lubisz babrać się w cudzych ranach, czy...? — Nigdy nie rozumiałem, jak ktoś może dobrowolnie skazać się na siedzenie w lecznicy, więc rzeczywiście byłem trochę ciekaw, zwłaszcza że akurat Szczypiąca Łapa nie wyglądał na jakiegoś słabego listeczka, który nie poradziłby sobie z takimi rzeczami jak polowanie czy walka. — Hmm — mruknąłem, starając się ukryć zawód. — Liczyłem, że mógłbyś mu przekazać pozdrowienia ode mnie, ale skoro tak, to cóż.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
Musiał się chwilę zastanowić nad odpowiedzią. Dlaczego właściwie jest terminatorem medyka? W końcu doszedł do jednej jedynej odpowiedzi. Czynnika, który przeważył i wciąż wzbudzał jego zainteresowanie.
- To dla mnie coś.. nietypowego. Innego. Niezbadanego wręcz. W końcu tyle zagadnień medycznych jest ciekawych. Czuję, że to coś więcej niż tylko siedzenie w lecznicy, opatrywanie i zbieranie ziółek - nie odpowiedział wprost, jednak w gruncie rzeczy nie jest na takiej ścieżce, bo uwielbia pomagać innym. Mógłby to przyznać, ale w środku jakoś coś go przed tym hamowało. Nie miał nic przeciwko pomocy - mógł to robić, nie ma sprawy. Podchodził do nieco pozytywnie, jednak nie był to główny czynnik, jaki sprawiał mu radość w tym wszystkim. Była to po prostu ciekawość. Chęć zagłębienia się w te wszystkie dziedziny wiedzy, zioła, choroby. Tyle jest jeszcze rzeczy niewyjaśnionych, nieodkrytych zapewne też. Chciał się o tym uczyć. A przecież wszyscy uczą się całe życie. Nie zamierzał kończyć jak Ciernisty Kwiat, siedząc w lecznicy i nie wychodząc. Chciał wiedzieć coraz więcej. Zdawał sobie sprawę, że nie będzie wszechwiedzący. Może jednak dowiedzieć się jak najwięcej. Ma na to całe życie.
- Mogę to zrobić, jak chcesz. Wiem, jak on wygląda - pozdrowienie kogoś to żaden problem czy nawet wysiłek. Ot, podejść i powiedzieć, że dany kot pozdrawia.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Oh, a tego to się nie spodziewałem. Czyli Szczypiąca Łapa gonił za wiedzą? No dobra, to jeszcze byłem w stanie zrozumieć, zwłaszcza że o ile mnie samego zioła jakoś nie bardzo interesowały, lecz jak tak na to teraz patrzyłem, byłem w stanie zobaczyć, dlaczego mogą być bardziej pociągające, niż kucie ciągle tych samych formułek, tak, jak działo się to na wojowniczym treningu. Skinąłem lekko głową.
— Coś więcej? To znaczy? — zapytałem. Nawet jeśli byłem w stanie zrozumieć, czemu terminator uznał, że zioła są ciekawsze, niż okładanie się po pyskach, wciąż nie widziałem w byciu medykiem niczego więcej, niż zwyczajnego siedzenia i babrania się w cudzych ranach, co tak szczerze, nie brzmiało na najprzyjemniejsze zajęcie na świecie. No, chyba że Szczypiącej Łapie chodziło o to, że podobno medykowanie dawało moc rozmawiania ze umarlakami, ale w to akurat średnio wierzyłem.
— Oh, w takim razie będę wdzięczny — odparłem. Wyrażanie wdzięczności nie było do końca w moim stylu, więc czułem się nieco dziwnie, wypowiadając te słowa, ale cóż, czasem trzeba się poświęcić, czy coś takiego.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
- Daje więcej możliwości. Ta wiedza wydaje się nie mieć końca - każdy kot w końcu jest różny, różne rzeczy mogą się dziać. - każdy na coś reaguje inaczej. Dlaczego jeden zdrowieje szybciej, drugi nie? Dlaczego na jednego kota zioła zadziałają od razu, inny będzie potrzebował dłuższego leczenia przy użyciu tego samego? Chciał się tego wszystkiego dowiedzieć. Nie wszystko powie mu Ciernisty Kwiat - nikt nie jest wszechwiedzący. Rozmowa z Gwiezdnymi to również inna sprawa, ale też ciekawa. Zamienić słowo ze swoją zmarłą rodziną? Dlaczego nie. Jeśli tylko on jako medyk będzie miał taką możliwość, to zamierza skorzystać. Bierze ze wszystkiego pełnymi garściami, bez zawahania i jakichś zahamowań. Nigdy nie był tym typem, który przy tym, jak dostaje coś od kogoś, to udaje, że nie trzeba, że nie przyjmie - co dają, to bierze.
Skinął tylko głową, bo naprawdę nie był to dla niego problem. Przysługa, ot. Być może kiedyś to Szczypiąca Łapa poprosi wojownika o podobną przysługę i będą kwita. Coś za coś, czyż nie? Trzeba umiejętnie wykorzystywać tego typu przysługi.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Huh. Ciekawe. W ten sposób na to nigdy nie patrzyłem, jednak wydawało mi się, że ma to trochę sensu. Każdy kot reaguje na choroby i zioła inaczej, każdy zdrowieje w innym tempie i jako ktoś, kto uwielbia obserwować reakcje i zachowanie innych, byłem w stanie zrozumieć, dlaczego kogoś mogło to aż tak zaciekawić. Wciąż, nie brzmiało to na tyle zachęcająco, bym sam zechciał się tym babrać, ale na szczęście nie musiałem. Bawiłem się wystarczająco dobrze, udając wojownika. Udając, bo bądźmy szczerzy — w żaden sposób nie można mnie nazwać dobrym wojownikiem. Na patrole chodzę z przymusu, poluję tylko dlatego, że Cyprysowa Łuska mnie pilnuje i nie darzę zbyt wielkim szacunkiem Kodeksu Wojownika, chociaż staram się otwarcie go nie łamać, nie opłaca się.
— Rozumiem — mruknąłem tylko, przytakując lekko. — Chociaż, wciąż wydaje mi się, że ciężko to nazwać czymś więcej, niż siedzeniem w lecznicy — dodałem, niejako zachęcając kocura, by rozwinął myśl. Nigdy nie spodziewałem się, że spędzę swój dzień, rozmawiając o byciu medykiem, ale nie narzekałem, bo Szczypiąca Łapa mówił na tyle interesujące rzeczy, że ten dziwny temat w żaden sposób mnie nie nudził, co muszę zaliczyć mu na plusa. Nie każdy potrafi mnie tak zainteresować.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
- Ciężko zrozumieć coś, z czym nie ma się do czynienia. Medyk nie jest też przywiązany do lecznicy; w końcu na przykład zioła zbiera się na zewnątrz. Można choćby zbadać dokładniej ich występowanie - albo spróbować odkryć właściwości innych, czego nie dodał. Szczerze? Był pewien, że istnieje o wiele więcej roślin leczniczych niż tylko te, które poznał. Tylko po prostu nikt o nich nie wie. I nie sprawdził, nad czym Szczypiąca Łapa będzie musiał się kiedyś bardziej zastanowić. Z ziołami też trzeba ostrożnie - nigdy nie wiadomo, czy nie natrafi się na jakąś truciznę. Jeśli miałby coś sprawdzać, to być może z pomocą Gwiezdnego Klanu. Króliczy Sus na pewno nie ma o tym w ogóle pojęcia - różnica między nimi jest taka, że Szczypiąca Łapa zdoła w pewien sposób zaznać wojowniczego życia, może poza trenowaniem terminatorów. Gromowy wojownik już nie będzie mógł spróbować medykowania, bo to funkcja zarezerwowana dla konkretnych, wybranych kotów. Niebieski kocur mógł więc to tylko opisać - choć czy opis, aby na pewno jest wystarczający w tym wypadku?
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Skinąłem lekko głową.
— Ah, tak, wydaje mi się, że to ma sens — zgodziłem się. Rzeczywiście, jeżeli Szczypiąca Łapa chciał zająć się takimi rzeczami, jak dokładniejsze badanie tego, gdzie występują ziółka, to faktycznie pozwoliłoby mu wyrwać się nieco z lecznicy. Nadal, nie była to dla mnie najbardziej pasjonująca rzecz, ale skoro jego to ciekawiło, to domyślam się, że łażenie po terenach i badanie, gdzie co rośnie, może by dla niego najbardziej fascynującym zajęciem na świecie. — Wiesz, właściwie, to nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób — przyznałem. — Ale z drugiej strony, do tej pory nie miałem zbyt dużego do czynienia z medykami. Kiedy byłem kocięciem, sporo czasu spędziłem w lecznicy, jednak nie pamiętam, żeby Ognisty Żar była jakimś specjalnie dobrym partnerem do rozmów. — Co akurat nie było jakoś dziwne. Może i nie znałem byłej medyczki jakoś bardzo dobrze, jednak tym, jak zakończyła swoją historię, nie zrobiła dla mnie zbyt dobrego wrażenia.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
To akurat podany był przykład, bo aż tak szczególnie to Mroza nie interesowało. Zdecydowanie bardziej ciekawiły go choroby i czynniki, jakie je wywołują. Ma przed sobą księżyce, w których będzie się zajmował tym wszystkim. Może kiedyś, kiedyś pozna odpowiedzi na swoje pytania i nabierze odpowiednio dużo doświadczenia.
- Ciekawe. Nie wiem, o co z tym chodzi, bo Ciernisty Kwiat aż tak dużo nie rozmawia z innymi. Może to właśnie przez myślenie, że medyk powinien tylko w lecznicy siedzieć i nic więcej. Ja wychodzę, rozmawiam i zamierzam to dalej robić. - odpowiedział. Właśnie, Ognisty Żar - przekazano im kiedyś informację, choć może nie kiedyś, bo całkiem niedawno, że Sasankowa Łapa doprowadziła do jej śmierci. W jaki sposób można doprowadzić do śmierci medyka?
- Jak zginęła Ognisty Żar? Znaczy, o co chodzi z doprowadzeniem do jej śmierci przez Sasankową Łapę? Wydaje się to być nieco dziwne - w końcu można różnie interpretować słowa "doprowadzić do śmierci". Sasankowa Łapa mogła ją zabić, mogła też.. Szczypiąca Łapa sam nie ma pojęcia. A tyle, ile Króliczy Sus powie, to powie.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
— To dobrze. Myślę, że takie zamykanie się w norze pełnej chorych nie służy wam, medykom, zbyt dobrze — powiedziałem. Ponownie, nie znałem się za bardzo na życiu medyka, ale nie wyobrażałem sobie, że siedzenie pośród tych wszystkich chorych i zasmarkanych kotów, i nierozmawianie z nikim innym, poza twoimi pacjentami, było zdrowe dla kogokolwiek. Może gdyby Ognisty Żar rozmawiała z większą ilością kotów i częściej opuszczała lecznicę, to ostatecznie nie skończyłaby tak, jak skończyła? Co jak co, ale gdybym ja miał tak żyć, to też bym ześwirował. A co do byłej medyczki... nie zdziwiło mnie, że Szczypiąca Łapa zapytał o tę sytuację, jak tylko wspomniałem jej imię. Domyślałem się, że dla reszty Klanów, które przecież nie mogły zobaczyć tej całej szopki na własne oczy, śmierć Ognistego Żaru była owiana niejaką tajemnicą, zwłaszcza że z tego co słyszałem wcześniej od Popielnego Żaru czy teraz od Szczypiącej Łapy, reszta lasu nie otrzymała zbyt wielu informacji na ten temat.
— Ognisty Żar sama odebrała sobie życie — powiedziałem, równie obojętnym tonem, jak mówiłem niemal wszystko inne, bo śmierć kotki nie miała na mnie żadnego wpływu. — Tak, zrobiła to po tym, jak Sasankowa Łapa powiedziała jej parę przykrych słów, jednak jeśli chcesz znać moją opinię, nie wydaje mi się, żeby była to jej wina. Gdyby Ognisty Żar nie miała już wcześniej jakiegoś problemu, nie poddałaby się tak łatwo. — Nigdy nie kryłem się z tym, co uważałem na temat tego wszystkiego. Co prawda w Klanie Gromu wolałem siedzieć cicho, ot tak, na wszelki wypadek, ale przy kotach z innych Klanów nie miałem się co kryć. To, co do nich powiem nie będzie miało dla mnie większych konsekwencji, niż ewentualna utrata sympatii rozmówcy.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
- Z pewnością - zresztą pewnie nie tylko medykom. Chyba każdy zamknięty w ten sposób by jakoś oszalał. Mróz w zasadzie nie rozumiał, jak ci chorzy potrafią tak wytrzymać, leżąc i wcinając zioła. Zgłupieć można. Niebieski kocur współczuł tym kotom, choć zastanawiał się też, jak to jest, że medycy rzadko kiedy albo wcale się nie zarażają od własnych pacjentów. Ciekawa sprawa.
Oh, więc chodziło o samobójstwo, a nie jakieś skrytobójstwo czy nawet zwykłe zabójstwo. Szczerze? I tak wszystkie opcje są mocno porypane. Jeszcze w dodatku Ognisty Żar zrobiła to, bo ktoś powiedział jej parę przykrych słów? Brzmi naprawdę absurdalnie.
- Ciężko się nie zgodzić, choć równie ciężko ocenić, kiedy nie zna się w pełni danej sytuacji. Nie mniej jednak nie brzmi to za dobrze. Ktoś na posadzie medyka powinien zachować twardość i trzeźwość myślenia - odpowiedział. W ogóle to mu nawet do głowy by nie przyszło, że miałby się zabić, bo ktoś powiedział parę przykrych słówek. On szybko by się obronił, a przy okazji całkowicie wygrał słownie z innym kotem. Był pewien siebie i sam by nie pozwolił do siebie tak mówić. No ale różne są koty - może dla Ognistego Żaru to było za dużo i tyle.
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Oh, czyli Szczypiąca Łapa był gotów się ze mną zgodzić? Nie powiem, zdecydowanie tym u mnie sobie zapunktował. Pamiętam, że podczas całej tej szopki mało co denerwowało mnie tak, jak ci, którzy rozczulali się nad biednym Ognistym Żarem.
— Dokładnie — zgodziłem się z kocurem. — Ponownie, nie żebym się jakoś bardzo na tym znał, ale wydaje mi się, że biorąc pod uwagę warunki waszej, uh, pracy, powinno się być bardziej twardym. —W końcu kiedy na co dzień ma się do czynienia z umierającymi i chorymi kotami, po pewnym czasie powinno przestać to robić na tobie wrażenie, prawda? No, chyba że ktoś był wyjątkowo wrażliwy i nie mógł sobie poradzić z tym nieważne co, jednak w takiej sytuacji nie wydaje mi się, że ktoś taki powinien w ogóle zostawać medykiem. — Miejmy nadzieję, że Truskawkowa Łapa okaże się nieco lepsza na tej posadzie. — Nawet ja rozumiałem, że Klan bez medyka jest w wyjątkowo średniej sytuacji. Samej Truskawkowej Łapy nie znałem, przynajmniej nie osobiście — widywałem ją jednak w Obozie i mogłem stwierdzić, że jest raczej ogarnięta, co było nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę fakt, że była córką Rydza.
Duży, masywny kocur o długim i gęstym futerku w barwie niebieskiej pręgowanej klasycznie. Ma przeciętnej wielkości łapy, a jego ogon jest długi i puszysty. Nosek jest ciemno kremowy, a oczy duże, jasnożółte. Uszy o średniej wielkości postawione do góry. Na nieco jaśniejszym końcu pyszczka ma długie sterczące wąsy.
wyluzowany; podwyższona samoocena; analityk; dosyć spokojny; łatwo się irytuje, ale stara się tego nie okazywać; ambitny; perfekcjonista
- Oh, zdecydowanie. Nie ma tutaj miejsca na jakąkolwiek słabość, która może kosztować czyjeś życie. - jeśli ktoś nie potrafił być twardy i trzeźwo myśleć, to na pewno nie nadaje się na medyka. Medyk nie może być słaby, wrażliwy. Mróz nawet sobie tego nie wyobrażał - jeśli po części taki był medyk w Klanie Gromu, to nic dziwnego, że tak skończył.
- Oby. Medyk to ważna posada w klanie. Kto was leczy? - zapytał jeszcze z ciekawości. Może leczą się w Klanie Rzeki lub Wichru? Sam nie słyszał, aby ktoś z Klanu Gromu przychodził na granice i wołał Ciernisty Kwiat. Raczej by o tym wiedział, wiadomo.
Robiło się już późno; chwilę gadał z Króliczym Susem i nie zamierzał narzekać - zdołał poznać kogoś z innego klanu i mógłby nawet rzec, że rozmowa była interesująca. Trochę to takie.. inne rozmawiać z kimś o posadzie medyka, a równocześnie niezwykłe. Króliczy Sus za to mógł dowiedzieć się co nieco o tym z pierwszej łapy, a nie po plotkach.
- Muszę już wracać. Dobrze się rozmawiało, Króliczy Susie. Może jeszcze kiedyś się spotkamy. Do widzenia - pożegnał się z białym kocurem. Może jak spotka kiedyś tego wojownika następnym razem, to sam będzie już pomocnikiem medyka? Tak czy inaczej, zawrócił w kierunku obozu klanu Cienia, po drodze chcąc jeszcze zapolować.
[zt]
<img><img src="https://i.imgur.com/dhJkGwH.png" height="150" /> i don't have any answers themore i know, the m or e i grow i wanna tear DOWN boundaries i wannagreet myenemies i wanna see what i haven't seen xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx≡ cause i k n o w there's more ≡
Jest wysokim i dobrze zbudowanym kocurem, którego sylwetkę pokrywa krótkie i błyszczące futro barwy jednolitej czerni. Ma olbrzymią bliznę, która zaczyna się pod prawym okiem, przechodzi przez nie i ciągnie aż do ucha, którego bok jest odgryziony. Przez nabytą ranę jego złote ślepię nie otwiera się do końca i zawsze jest przymrużone.
Jest spokojnym kocurem, którego nic w świecie nie może wyprowadzić z równowagi. Nigdy nie bawił się z rówieśnikami i nadal nie widzi ku temu powodu, bo czas woli spędzać albo samotnie, albo w towarzystwie co najwyżej jednego innego kota. Nie dba o słownictwo jakim się posługuje i często w oczach innych może wyjść na kogoś bardzo nieprzyjemnego, opryskliwego i wulgarnego, ale to wszystko przez zdarzenie, które przewróciło jego życie do góry nogami. Jest swego rodzaju włóczykijem i kocurem na pierwszy rzut oka wycofanym, rzadko kiedy wychodzi z inicjatywą kontaktu. Z reguły przebywa w swoich kryjówkach, albo plącze się w okolicach obozu, lub dalej, najczęściej czas spędzając na drzewach, ucząc się wspinaczki i doprowadzając jej sztukę do perfekcji. Nie jest kotem ślepo wpatrzonym w swój klan i gwiezdnych, a raczej do jednego i drugiego pochodzi z dystansem.
-
Najwidoczniej okolice dębu były jego ulubionymi, albo to po prostu fakt, że Klan cienia nie miał żadnej innej granicy z Klanem rzeki i Sosnowiec musiał się tu zapuszczać wbrew swojej woli. Podobało mu się miejsce, które nie należało do nikogo i zastanawiał się co by było, gdyby jednak postanowił je w jakiś sposób oznaczyć, żeby zostało wchłonięte przez zapach klanu cienia.
Była to myśl przelotna, bo nie miał zamiaru tego robić i po prostu skrzywił się, czując ciągnięcie w bliźnie, przez którą jedno z jego oczu nie mogło się do końca otworzyć i zawsze było przymrużone. Przeklęty lis i jego zęby, przez które stracił masę swojej młodości.
Drzewa zawsze były jego punktem bezpiecznego zaczepienia, dlatego znalazł się na nim. Nie chciał żeby znowu jakiś gargulec czy inny czarci pomiot go dorwał. Od wypadku wolał nie bywać za często na ziemi.
I’m like a deer inthe headlights................. Running, running, running................. Goldenlights, goldeneyes................. Running out oftime.................
.................Now I’m face downby the wayside .................Not runninganymore .................Golden lights, empty eyes .................Who’s runningnow
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Niegdysiejsza terminatorka Ćmiego Zmierzchu polowała właśnie na niczego niespodziewającego się rudzika w okolicach Zielonego Pagórka, kiedy do jej różowego noska wdarł się nieprzyjemny zapach Klanu Cienia, alarmująco jeżąc futerko na karku oraz grzbiecie. Wytrącona ze skupienia nastąpiła na gałązkę, a rozlegający się trzask spłoszył jej posiłek, który odprowadziła zrezygnowanym spojrzeniem, nim postanowiła udać się w kierunku, z którego nadlatywał zapach, co by zbadać sytuację. Sytuację, która powtarzała się już drugi raz, warto dodać. Całkiem niedawno spotkała na terenach Klanu Rzeki kotkę z Klanu Cienia, całkiem ładną, trzeba przyznać, lecz nie zmieniało to faktu, iże bezczelnie złamała kodeks i w obecnej sytuacji Biała Burza wolała dmuchać na zimne.
⠀⠀⠀Wspiąwszy się na pagórek z zadowoleniem zarejestrowała brak kolejnej zguby, lecz zaobserwowała ją na drugim, odrobinę wyższym wzniesieniu, przynależącym do tylko i wyłącznie Czterech Dębów. Tkwiła przez dłuższą chwilę w bezruchu, po czym, trzepnąwszy uchem, ubrała się w sztuczny, słodziutki uśmieszek i po chwili niewinnego truchtu była nieopodal czarnego nieznajomego, który dyndał na jednej z gałęzi wciąż łysego dębu.
⠀ - Nad czym tak rozmyślasz? - W tej głuchej samotności, bez niczyjego towarzystwa, w dodatku tak daleko od domu.