Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Przyglądała się interesującej skałce, po chwili podnosząc wzrok na ciemniejące powoli niebo. Przez jej ciało przeszedł po chwili zimny dreszcz, czując, że nie jest tu sama. Że ktoś ją obserwuje. Rozglądnęła się agresywnie dookoła, mrużąc oliwkowe oczy. Już miała uciekać w stronę terenów Gromu, aby tam porozmawiać z kimkolwiek, dopóki nie usłyszała wątłego głosu. Odwróciła wzrok i spotkała oczami starszego od niej kocura, z Wichru, ale niższego. Zamrugała żwawo, po chwili stojąc w ciszy. Stała wyprostowana i ze ślepiami wlepionymi w, jak się okazało, terminatora przed nią.
- Pytasz się mnie? - powiedziała lekko, podnosząc delikatnie brew. Strzepnęła uchem i skinęła delikatnie głową, zanim powiedziała kolejne słowa. - Witaj. Jestem Nawałnicowy Ryk - dodała, posyłając lekki uśmiech w stronę Komara w postaci podniesienia kącika pyska. Długi ogon Nawałnicy przeciął powietrze, a jej błyszczące oczy były cały czas utkwione w postaci terminatora, który stał niedaleko. Zaraz odwróciła smukły pysk ku górze, aby spojrzeć się na niebo i powoli płynące po tym oceanie chmury. Po uderzeniu serca odwróciła się w stronę Czterech Dębów. - Pięknie tutaj jest, prawda? Jestem ciekawa, jak tu jest podczas Pory Zielonych Liści. Musi jeszcze lepiej, i cieplej.
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Przez chwilę myślał, że kotka go zignoruje albo po prostu sobie pójdzie. Ku jego zdziwieniu tak się jednak nie stało.
-nie widzę tu nikogo innego. - zauważył. Nie był typem który mówi sam do siebie, dlatego została mu tylko kotka z... Innego klanu. Ciężko stwierdzić którego. Jej imię utwierdziło go w tym, że kotka faktycznie do jakiegoś klanu należy, chociaż i tak już się tego domyślił. Nie wydawała się być... Zła, agresywna. Chociaż może byłoby lepiej gdyby była? Dużo by mu ułatwiła gdyby go zaatakowała i zabiła albo chociaż jakoś poraniła. Nawet by się nie bronił. Nie wiedział po co ma żyć i się męczyć, ale jakoś musiał to znosić... Jeszcze. Właściwie to nawet z wyglądu nie sprawiał wrażenia silnego terminatora, przyszłości klanu. Bliżej mu było do trupa albo chorego. Jego futro było zmierzwione, niezbyt czyste, a spojrzenie puste, straciło swój dawny błysk. Gdy kotka spojrzała na niego, on też to zrobił. Przed oczami stanął mu na chwilę obraz tych wszystkich bliskich mu kotów, które umarły. Czy właśnie tam byli? Czy to gwiazdy były poległymi kotami? Jedyne co wiedział to to, że powinien być wśród nich. To tam czekało na niego szczęście. Dlaczego więc nadal żył?
-tak... Chyba masz rację. Jest... Ładnie... Tak, właśnie tak. - odpowiedział z wahaniem. Oh, ile taka zwykła rozmowa wymagała myślenia i skupienia... Od jego rozmowy z Rysiem unikał wszystkich, a przez dość długi czas nie prowadził z nikim dłuższej rozmowy. -cieplej na pewno... Ładniej pewnie też... To prawdopodobne.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Prychnęła rozbawiona na odpowiedź Komarzej Łapy, mimo tego jednak na jej pyszczku cały czas widniał szeroki uśmiech.
- Nie no, po prostu zamiast się przywitać zadałeś mi pytanie. A przynajmniej tak zaintonowałeś - podniosła wyżej jedną brew, wbijając wzrok w białego kocurka. Zaraz otrzepała się ze śniegu i podeszła bliżej, aby mu się przyjrzeć. Miał zielone oczy, ale jakby zaszły mgłą. Podniosła wyżej brew, aby zaraz zlustrować go od końca ogona do czubku nosa. Słysząc również jak się duka odsunęła się trochę od Komara i zmarszczyła brwi.
- Czy coś ci dolega? Nie wyglądasz najlepiej - powiedziała zaraz, z troską w głosie, niżeli chęcią pośmiania się z innych. Kocur przed nią wyglądał, jakby go coś przejechało emocjonalnie. Zmierzwione, brudne futro. A temu biedakowi co? Aż tak w Wichrze się źle dzieje?
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
-bo nie wiedziałem czy może... Nie przeszkadzam... Czy coś. - powiedział. No, przy okazji nie był pewien czy uda mu się podejść do kotki bez utraty uszu, ale to inna sprawa. Nie żeby narzekał, chociaż z uszami chciałby stracić coś jeszcze. Obserwował kotkę jak do niego podchodzi i mu się przygląda. Wiedział, że wygląda źle, ale nie liczył na jakieś... Zainteresowanie z tego powodu. Zaskoczyło go trochę jej pytanie. Właściwie to zdziwił się na samo zainteresowanie nim. W końcu... Dlaczego? Nie był interesujący, ważny... Gdyby coś mu się stało, czy ktoś zwróciłby na to uwagę? Dlaczego to kotka z obcego klanu interesowała się nim, a nie jego klanowicze?
-ja... Nie wiem... Jestem zdrowy, ale... Smutny. - przyznał. W sumie nie było sensu tego ukrywać. Czy cokolwiek miało sens? Nie, nie miało. Przynajmniej nie dla niego. Czuł się tak źle, że mógł nawet opowiedzieć o swoich problemach dla obcej kotki... Jeśli byłaby tym zainteresowana, a wątpił. Pewnie chciała po prostu wiedzieć czy jest chory i się czymś nie zarazi... Tak, właśnie tak.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Podniosła delikatnie brew, słysząc słowa kocura. Był starszy od niej, a telepał się przed nią jak kociak. Podeszła bliżej, aby się przyjrzeć i zmrużyła ślepia w kształcie migdała. Nie dość, że dało się z terminatora czytać jak z książki, to jeszcze dało się wyczuć pewnego rodzaju mizerność. Zamrugała, odsuwając się delikatnie, aby dać trochę przestrzeni tej biednej kupie białych kłaków, jednak mimo wszystko dalej go obserwowała.
- Nie jesteś chyba najbardziej zaprzyjaźniony z pewnością siebie, co? - odparła strzepując uchem i udając się na skałkę, aby tam sobie usiąść. Póki nie miała na sobie żadnych roślinek to mogła. Poklepała łapką miejsce obok siebie, przyjaźnie patrząc się na Komarzą Łapę.
Słysząc jednak jego odpowiedź mimo woli zastanowiła się, delikatnie zmartwiona, co powinna zrobić. Jeśli kocur się do niej zbliżył zeszła ze skałki, aby ten mógł tam wleźć.
- Wiesz, mówi się, że najlepiej się wygadać obcym. No bo się nie znamy, nie będzie żadnych konsekwencji, wyrzucisz to z siebie i takie tam. A może też jakoś pomogę? Nie wiem, bo nie znam twojego problemu, ale warto chyba spróbować. Siadaj na tej skałce, ja posłucham - rzuciła, siadając przed małym głazem, owijając przy tym swój długi ogon wokół łap. Jeśli Komarza Łapa będzie chciał jej się zwierzyć, może jakoś pogadają. Jeśli nie, to nie. Nie będzie w końcu wyduszać z niego informacji, bo tak!
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
-ta... Raczej nie za bardzo. - przyznał i westchnął. Kiedyś był w miarę pewny siebie, ale wiązało się to z ciekawością i chęciami do życia, czego miał aż nadmiar. Za to teraz... No. Trochę zdziwił się gdy kotka poklepała zachęcająco miejsce obok siebie na kamieniu, ale nie zaprotestował na to zaproszenie. Podszedł do niej i wskoczył na skałkę. Usiadł obok niej i westchnął ciężko, jakby jakikolwiek bardziej wymagający ruch był... Ciężki. Jakby nie był terminatorem, a starszym, którego kości i mięśnie powoli odmawiają posłuszeństwa.
-wiesz... Chyba masz rację. Nie żebym miał się przed kim innym wygadać. - przyznał i westchnął. Znowu. Na chwilę się zamyślił. Od czego powinien zacząć? Jego życie nie należało do najszczęśliwszych, mimo że na takie się zapowiadało. -jako kociak... Poznałem mojego przyjaciela. Rysia. Oprowadził mnie kiedyś po obozie i obronił przed taką terminatorką. Od tego zaczęła się nasza przyjaźń, która trwała... Aż do niedawna. Przez ten czas moja mistrzyni, siostra, przyjaciółka, przyjaciel... Oni wszyscy umarli, rozumiesz? Miałem tylko Rysia i... Pomógł mi. Jakby tych trupów było mało na pogrzebie mojej siostry mój brat zaczął mną szarpać i obrażać. Byłem taki smutny, a on... Znienawidziłem go. Nie myślałem, że mogę kogoś nienawidzić, ale mogłem. Bardziej niż kiedykolwiek bym pomyślał. Potem nie byłem miły dla mojego rodzeństwa na naszej ceremonii, która swoją drogą nie należała do najspokojniejszych. No ale... Jakoś to było. Ryś mi pomagał ze wszystkim. Dbał o mnie, przytulał, pomagał, mówił, że mnie kocha... Tylko ja myślałem, że mnie tak... Kocha kocha... Bo ja też go kochałem. Po jego ceremonii na wojownika powiedziałem mu to. Ogólnie na tej ceremonii zobaczyłem, że najwidoczniej nie jestem jedynym tak bliskim mu kotem... Czy byłem zazdrosny? Nie, raczej nie o to chodzi. Po prostu... Smutny. Poczułem się trochę zdradzony, w końcu mówił mi to wszystko... Ale jak z nim porozmawiałem to powiedział mi, że nie czuje tego samego. Pokłóciliśmy się i... Tyle z naszej przyjaźni. On może być teraz szczęśliwy z tamtym kocurem, a ja nie mam nikogo. Teraz już absolutnie nikogo. - powiedział, starając się powoli dobierać słowa. Mniej więcej streścił to wszystko co leżało mu na sercu. Trochę dobrze było mu tak się wygadać, ale... Tylko trochę. -nie mam po co żyć. Nie mam dla kogo. Moje szczęście chyba po prostu jest w Gwiezdnym Klanie, razem z tymi wszystkimi bliskimi mi kotami... Zawsze jak kładę się spać to mam nadzieję, że się nie obudzę w moim legowisku. Liczę na to, że jakimś cudem będę martwy.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Na prostym pysku Nawałnicy cały czas widniał delikatny uśmiech, aby niejako zachęcić kocura do mówienia. Słuchała uważnie, chociaż niejako zmartwił ją fakt, że nie ma z kim innym gadać w Klanie? Dziwne, przecież. Oh, dla niej cały Klan był ważny, no prócz tego idioty co ukradł medykowi zioła, no ale w końcu wyjątek potwierdza regułę. Przysłuchiwała się temu, co mówił biały terminator, delikatnie otwierając szerzej oczy, słysząc, że chodzi o miłość. Wzdrygnęła się delikatnie, bo nie miała w tym spektrum jakiegoś wielkiego doświadczenia. Ba! nie miała żadnego. Ot, wiedziała, że się zauroczyła w Perkoz, bo była dość uroczą i przemiłą kotką. Ale takie sytuacje? Jeju, nigdy.
Jednak nie to jakoś bardzo wstrząsnęło Nawałnicą, a to, że tak młody kocur... wręcz marzy o śmierci. Zmarszczyła delikatnie brwi, aby pomyśleć jak odpowiedzieć na takie wyznanie, ale tylko bezsilnie westchnęła. Spojrzała z bólem w oczach na kocura i pokręciła delikatnie głową.
- Nie możesz tak myśleć - powiedziała spokojnie, spoglądając na terminatora. Chwilę przemyślała swoje słowa, chcąc je delikatnie i odpowiednio dobrać. Gwiezdni wiedzą, co się lęgnie w głowie rozmówcy! - Jedno miłosne niepowodzenie nie przekreśla twojego całego życia. I wiem, że może ci się teraz wydawać, że nie masz dla kogo żyć, ale uwierz mi, że to nie jest prawda. Jestem pewna, że Klan by bardzo cierpiał. Może spróbuj poznawać kogoś nowego, w Klanie, albo poza nim. Tak jak ja ciebie teraz! Porozmawiaj ze starszymi czy może z wojownikami. Albo terminatorami, albo jakimiś kociakami. Te są zawsze ciekawe, a ich matki na pewno będą szczęśliwe, że mogą chwilę w spokoju odetchnąć. Ale nie poddawaj się, to nie jest twój czas, aby odejść. Wiem, że tam, na Srebrnej Skórce jest wiele kotów, za którymi tęsknisz, ale one też ciebie obserwują. I na pewno też nie będą chciały, abyś już do nich dołączył - mówiła powoli, jakby czując, że balansuje na jakiejś lince i że jeśli coś powie źle, to wskoczy w czarną otchłań. Przez chwilę siedziała w ciszy, aby po chwili otworzyć pyszczek. - Teraz ten... Ryś. Pokłóciliście się, czyli to była szybka wymiana nieprzemyślanych zdań. Był twoim przyjacielem od kociaka, tak? Pewnie nadal mu jest trudno po tej kłótni, bo była ona niedawno, co nie? Jest to strasznie zawiłe, ale myślałeś może, aby po prostu... spróbować to przegadać? Na spokojnie, bez nerwów. W końcu co się może stać złego? Tamtym kocurem... czy jesteś pewien na tyle, że możesz sobie łapy uciąć, że z nim jest? Zazdrość to nie jest nic praktycznie złego, ale... w końcu na pewno dalej chce być twoim przyjacielem. Ja sama nie mam doświadczenia w miłości, zabujałam się w mojej bliskiej znajomej i to tyle z mojego doświadczenia... ale myślę, że lepiej jest wszystko przegadać. Ale to wszystko zależy od ciebie - dodawała spokojniejszym już głosem, spoglądając współczująco na kocura obok niej. Poklepała go łapką delikatnie po barku z uśmiechem. - Ale się nie poddawaj, jest jeszcze długa droga przed tobą. Jestem też pewna, że on by cierpiał, gdyby ciebie stracił. W końcu byliście przyjaciółmi od kociaka, takiej relacji nie da się ot tak zniszczyć, mimo, że teraz to tak wygląda. To nie są najlepsze rady, ale może jakoś pomoże. Wiesz, teraz, jak się poznaliśmy, też nie chciałabym, obyś odszedł do Gwiezdnego Klanu - posłała mu delikatny uśmiech, wlepiając wzrok w pysk starszego kocurka. Znała jego historię i chciała, aby to jakoś wyszło, na pewno nie tak ponuro, jak ten chce. Oczekiwała jakiejkolwiek reakcji, cokolwiek, co ten może powiedzieć, nawet liczyła się z tym, że podniesie na nią łapę.
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Słuchał uważnie co mówi, kiwając co chwilę głową na znak, że słucha. Bo słuchał. Uważnie. Musiał przecież wiedzieć jakie argumenty wymyślić na potwierdzenie, że nie ma racji i lepiej będzie jak biały terminator umrze.
-ale ja chcę umrzeć. CHCĘ. Może to wtedy będę szczęśliwy? Tyle tam na mnie czeka. - powiedział powoli, starając się dobrze dobrać słowa i wziął głęboki wdech by kontynuować. -klan wcale by nie cierpiał. Mój trening... Stoi od bardzo dawna. Nie ma we mnie pożytku dla klanu. Jestem nieprzydatny. Gdybyś mnie zaatakowała to nawet gdybym chciał się bronić, nie miałbym najmniejszych szans, bo nie umiem... Prawie nic. - powiedział i skrzywił się. Najpierw Irys miała poprowadzić jego trening, czego nawet nie zaczęła, a potem z Migoczem też... Nie szło mu za dobrze. Może powinien pójść na jakąś ceremonię by dostać nowego mistrza? Nie wiedział i nie obchodziło go to za bardzo, bo treningi oznaczały... Ruch. Przymuszony ruch, wymagania. Wstawanie ze swojego legowiska i częstsze jedzenie by nie stracić przytomności w trakcie tego treningu. -wątpię by starsi lub wojownicy mieli by być zainteresowani kimś takim... Jak ja. Niby dlaczego? Pewnie nadal pamiętają co zrobił mój brat na pogrzebie i kojarzą mnie z jego głupotą. Przy innych terminatorach czułbym się dziwnie, bo pewnie mają normalne treningi, ambicje, w końcu zostaną wojownikami, a ja... Nie. Nie obchodzi mnie to, ale co ja bym miał powiedzieć gdyby ktoś mnie zapytał jak idzie mi trening? Wcale nie idzie. Za to kociaki... Wiesz, ja na ich miejscu bym się przestraszył... Czegoś takiego. - powiedział i podniósł jedną z kościstych łap, w którą następnie na chwilę się wgryzł, ale nie na tyle mocno by spowodowało to jakieś inne uszkodzenie niż trochę wyrwanego futra i tępy ból przez wbicie zębów. Postawił ją na ziemi jakby wcale nic się nie stało i obrócił się by przejechać krytycznym wzrokiem po reszcie swojego ciała, przez co tylko się skrzywił i znowu obrócił pysk w stronę kotki. -wątpię. Ma jego. Nawet jak jeszcze nie są razem to łączy ich coś bliskiego, więc ma jakiegoś przyjaciela. Po co by miał zwracać uwagę na mnie? Poza tym on i tak pewnie nie chce ze mną już rozmawiać. - powiedział ciszej i poruszył lekko barkami. Zaschło mu w pysku gdy pomyślał o Rysiu i tym co ich łączyło, a tym co jest między nimi teraz. Poczuł jak po jednym z jego policzków płynie pojedyncza łza, ale zignorował to. Dlaczego by go to miało obchodzić? Mógł się popłakać i pokazać tym jaki jest słaby, co to miało za znaczenie? -może i by cierpiał, ale z pomocą tamtego kocura pewnie by się szybko pozbierał. No i jest teraz wojownikiem, ma obowiązki więc wystarczyłoby mu skupić się na tym i w końcu by zapomniał. - powiedział, nadal nie do końca przekonany. Nie miał sił... By dalej żyć. Miał wrażenie, że wszystkie go opuściły gdy tylko stracił Rysia.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Obserwowała Komara, kiedy ten odpowiada na jej słowa. Czuła delikatne przerażenie związane z tym, że tak młody kot chce już uciec z tego świata do zmarłych w Gwiezdnym Klanie. Również, co ją zaalarmowało to fakt, że kocur podniósł łapę, a później się w nią wgryzł. Orientalna kocica strzepnęła ogonem, dokładnie go obserwując. Przez chwilę siedziała w ciszy, wyraźnie zmieszana i myśląca.
- Po pierwsze. Nie gryź się - powiedziała stanowczo, patrząc się prosto w zielone ślepia terminatora. Milczała, aby zaraz otworzyć pyszczek i mówić dalej. - Sprawianie sobie krzywdy... w niczym nie pomoże. Da upust emocjom, ale tylko na chwilę. Po drugie, dużo na ciebie czeka również tutaj. Nie wiesz, co ci się przydarzy w przyszłości, a swój los masz w swoich łapach, nie jest twoje życie kontrolowane z góry. Możesz coś zmienić, ale nie kończ swojej historii. Zmień Mistrza, poproś przywódcę, aby twój trening się ruszył. To, że twój trening stoi nie jest twoją winą, bo zapewne to ty czekasz na Mistrza, a nie on na ciebie. Czasami wojownicy czy starsi będą chcieli porozmawiać z młodszym pokoleniem, nawet możesz po prostu pogadać o pierdołach. Terminatorzy - mogą ci pomóc w rozwijaniu się, nie wiem, wymienić kilka punktów z Kodeksu, czy po prostu też poplotkować. To samo z wojownikami, oni również mogą ciebie podszkolić w czymś. Kociaki... wątpię, aby się ciebie bały. One nie zwracają uwagi na to, jak wyglądasz, a bardziej na to, czy chcesz się z nimi bawić - mówiła spokojnie, próbując nawiązać jakikolwiek kontakt wzrokowy z wichrowym terminatorem. Westchnęła cicho i delikatnie uśmiechnęła się do Komarzej Łapy.
- Przecież można mieć kilku przyjaciół... Porozmawiaj z nim, nigdy nie wiesz. Możesz podejrzewać, ale nigdy nie wiesz na pewno, jeśli się nie przekonasz. Może nie jest jeszcze za późno, kłótnie się czasami zdarzają - podniosła łapkę i delikatnie położyła ją na barku terminatora. Nie opierała się za bardzo o niego, po prostu położyła na nim łapę. - Nic nie wiesz na pewno. To wszystko przypuszczenia. Porozmawiaj z nim, jak będzie wolny. Przyjaźni od kociaka nie da się ot tak zapomnieć, wiem sama po sobie - westchnęła, patrząc się teraz z delikatnym bólem na kocura. Nadal pamiętała o Jemiole, którą taki szmat czasu straciła. Nie wiedziała, gdzie ta zniknęła, ale tęskniła z każdym dniem. Nie mogła jej pójść szukać, gdyż gdy kotka zaginęła, ona była jeszcze marnym kociakiem. A teraz nie miała nawet pojęcia gdzie miałaby starej przyjaciółki szukać, wszystkie znaki zapachowe czy nawet ślady się zatarły wraz z porami roku. - Spróbuj. Co ci szkodzi? - dodała, podnosząc delikatnie uszy na sztorc i zabierając łapę z barku kocura. Miała nadzieję, że Komarza Łapa faktycznie porozmawia z tym Rysiem. W końcu nie można było się ot tak, od razu poddawać!
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Oh, kotka miała takie optymistyczne podejście... On też miał. KIEDYŚ. Teraz nie wierzył, że jego historia może się zakończyć "i żyli długo, i szczęśliwie". Chciał by jego życie się skończyło jak najszybciej, a szczęśliwie... Na to się nie zapowiadało.
-ja... Masz takie optymistyczne podejście. Ja nie. Tak łatwo to wszystko powiedzieć, ale nie zrobić. Nie poradzę sobie. Jestem za słaby. - powiedział. To wszystko było... Dobrą radą, ale Komar obawiał się, że niewykonalną. Nie wierzył, że da radę to zrobić. Dlaczego by miał dać? Dlaczego by miał chcieć?
-nie kocha mnie. Dlaczego by miał chcieć mnie znowu jako swojego przyjaciela? Bardziej mnie znienawidzi. - powiedział. Nie widział powodów dla których Ryś by miał chcieć znowu być jego przyjacielem. Był problematyczny i domyślał się, że relacja z nim nie należała do łatwych, wymagała zaangażowania i... Sił na to. Dlaczego Ryś miał chcieć akurat jego? Teraz uwolnił się od białego, miał problem z głowy. Komar wszystko zepsuł, a Ryś... Skorzystał z okazji.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Obserwowała dokładnie białego kocura, kiedy ten mówił. Westchnęła ciężko, czując, jakby mówiła do drzewa, a nie do innego kota.
- Nie jesteś słaby. Powiedziałeś mi o swoich problemach, nie każdy kot jest do tego zdolny - mruknęła spokojnie, spoglądając na towarzysza. Nie uważała go za słabego, nawet jeśli się gryzł czy też robił inne głupiutkie rzeczy. Zmrużyła delikatnie ślepia i spojrzała przed siebie. Pokręciła głową na boki na jego kolejne słowa.
- Nonsens. Pomyśl sobie. Jesteście przyjaciółmi od kociaka. Ryś ciebie obronił przed jakąś wredną terminatorką, gdzie u mnie w Klanie kociak taki by prawdopodobnie stracił wąsy. Jesteście przyjaciółmi od tak długiego czasu, przez kilka dobrych pór i ty mówisz, że on ciebie znienawidzi? Błagam cię, przejrzyj na te oczy. Na pewno dalej ciebie uważa za przyjaciela, nie da się zagrzebać relacji w kilka wschodów słońca. Porozmawiaj z nim i sam się przekonaj. A gdy z nim porozmawiasz to się znowu spotkamy i mi powiesz, czy miałam rację czy też nie, hm?
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
-może i powiedziałem, ale to wcale nie znaczy, że nie jestem słaby. Bo jestem. Po prostu nie obchodzi mnie co zrobisz z tą wiedzą, bo... Co mnie obchodzi? Nic. Możesz nawet pójść do mojej przywódczyni i powiedzieć jej to co ja ci powiedziałem. - powiedział i zaśmiał się słabo. Nie wyobrażał sobie tego. Ani trochę. Wiedział, że tego nie zrobi. Tym lepiej, bo nie chciał się tłumaczyć Lawendzie.
-to się nie uda. Teraz nie jestem częścią jego życia. - powiedział. Bo przecież już nie był, prawda? Teraz Ryś miał... Tego drugiego. On nie był nikomu potrzebny. Czy ktokolwiek zauważyłby jego śmierć? Prawdopodobnie nie. Kto by miał się przejąć jakimś słabym, nic nie znaczącym terminatorem? Matka. Może. Narobił jej wstydu, więc nawet tego nie był pewny. -ale w sumie... Jak z nim porozmawiam... I bardziej mnie znienawidzi... To tym bardziej nie będę miał powodów do życia i będę mógł... No. Sama wiesz. - powiedział. Nawet teraz mógł, kto mu bronił? Chyba on sam. Bał się, ale... Bolało. Chciał by przestało. Miał czasami wrażenie, że go to rozrywa od środka, ale tylko wtedy, gdy miał gorszy czas i nie czuł się... Pusty.
Wysoka, krótkowłosa, kremowa kocica z klasycznym pręgowaniem. Cechuje się długim pyskiem, wielkimi uszami, długimi nogami oraz oczami w kształcie migdała. Oliwkowe, błyszczące oczy.
Kocica cechuje się swoją radością oraz poczuciem humoru. Życie wraz z nią prawie nigdy nie jest nudne. Również, co można o niej powiedzieć to fakt, że jest ambitna - chęć pozostania przywódcą została u niej od kociaka. Jest zazwyczaj uśmiechnięta, chociaż jeśli wymaga od tego sytuacja, może się zmienić i stać się poważną, rozważną kocicą o kamiennym wyrazie pyska. Cechuje również ją empatia. Jeśli będziesz ją szanować, Nawałnica będzie szanować ciebie. Zdarza się, że używa w rozmowie sarkazmu.
Kotka westchnęła na słowa białego kocura i spojrzała się na jego pysk. Uśmiechnęła się delikatnie do niego, chcąc go jakoś pocieszyć. Nie wiedział, czy to się uda, ale to już druga część książki. Na jego kolejne słowa pokręciła głową na boki.
- Nie myślę tak - odparła tylko, spoglądając na Komara. Długonoga w końcu wstała i otrzepała się z mchu. Wyprostowała nogi, przy tym się wyciągając i spojrzała się błyszczącymi ślepiami na wichrowego terminatora. Zaraz jednak ten dalej mówił, dlatego Nawałnica podeszła, zamachnęła się i przyciągnęła białego kocura do piersi.
- Zamknij się. Nie myśl o tym, aby skończyć ze sobą. Porozmawiaj z nim, spróbuj chociaż - mruknęła mu do ucha i odsunęła się, aby spojrzeć na białego kocura. Podniosła głowę i wytrzepała się z niewidzialnego kurzu.
- Muszę iść. Spróbuj, Komar. Przekonaj się - dodała jeszcze i uciekła w stronę swoich terenów, aby tam odpocząć po dość ciężkiej rozmowie. Albo chociażby zająć czymś głowę.
[zt]
≡g e t d o w n≡ swayingtomyownsound flashesin myf a c enow all I knowis everybodylovesme - ̗̀everybodylovesmé̖-
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
-ale ja myślę. - powiedział i parsknął pod nosem. No a niby jaki był jak nie słaby? Na pewno nie silny. Dobry żart. Ani fizycznie, ani psychicznie taki nie był. Ani ani. To wszystko było jakieś takie, no, skomplikowane. Wszystko. Za bardzo. Nie spodziewał się ruchu Nawałnicy, która... Złapała go i przyciągnęła do siebie. Przytuliła. Oh. Nie przewidział tego, ale... W sumie było fajnie. Tak... Miło nawet. Może i niespodziewanie, ale miło.
-spróbuję. Chyba. Postaram się. - powiedział. Nie mógł obiecać, że to zrobi. Nawet nie wiedział czy Ryś będzie chciał z nim rozmawiać. Pewnie nie. A nawet jeśli to nie wiedział czy sam by miał w sobie tyle odwagi. Albo czegokolwiek.
-zobaczymy. - rzucił za kotką, gdy się z nim pożegnała i pobiegła na swoje tereny. Po tej rozmowie... Miał sporo do przemyślenia. No i pewne decyzje do podjęcia. Dość ciężkie decyzje. Chwilę po tym jak wojowniczka zniknęła mu z oczu, sam niezbyt szybkim krokiem udał się do obozu.
Chaos to naprawdę urodziwa kotka. Filigranowa, o smukłej sylwetce umieszczonej na cienkich nogach, z biczowatym ogonem i małej główce zawieszonej na chudej szyjce. Jej gładziutkie, połyskliwe futerko wydaje się miłe w dotyku, choć w rzeczywistości jest sztywne i niemal kłujące. Miesza w sobie czerń, spontanicznie rozrzucone rude smugi, które pewien ład i symetrię zachowują jedynie na środku pyszczka, oraz biel, zdobiącą jej szyje, nogi i pyszczek. Nad śliczną, kształtną mordką górują uszy, których wnętrze dekorują drobniutkie piegi, a oblicze dopełniają wyraziste kości policzkowe i ogromne, połyskliwe, jasnopomarańczowe oczy o okrągłym kształcie.
Bywają osoby, których natura funkcjonuje w głębokiej niezgodzie z postawą – taka jest Chaotyczny Lot. Wewnętrznie funkcjonuje jako stworzenie emocjonalne, skłonne do gwałtownych pasji, fascynacji, pogardy, obrzydzenia i zachwytu. Na zewnątrz woli jednak pokazywać tak mało, jak to możliwe. Zawsze stara się zachowywać spokój, kalkulować każdą decyzję, ważyć każde słowo. Na spontaniczność pozwala sobie przy nielicznych bliskich kotach, albo wtedy, gdy nie potrafi powściągnąć targających nią uczuć. Wszystko to dlatego, że jest prawdziwą egocentryczką – ma swoje cele i pragnienia i potrafi z dużą determinacją dążyć do ich spełnienia.
Tej nocy Chaotyczny Lot śniła o wodzie. Rzeka wystąpiła z brzegów, rozlewała się coraz szerzej i wyżej, aż wody było tyle, że sięgała do samych szczytów drzew. Na ich koniuszkach jeżyły się koty o kanciastych szkieletach, poczochranych sierściach, krzywych zębach, z rozszalałymi oczami. Ona sama pływała w idealnie przejrzystej toni, oglądała w niej ławice kolorowych rybek, kolorowych ptaszków i kolorowych zajęcy, nie martwiąc się o oddech...
Cały następny dzień była dość rozkojarzona. Myślała o Zachodzącym Świetle i o tym, jak przypominała jej Księżycową Marę. Myślała o Ćmiej Gwieździe i o tym, że pozna ją osobiście zanim zajdzie słońce. Myślała o wszystkich kotach, które znała i których życiorysy mogły się zmienić przez jej działanie – i o tych, na które wpłynie, choć nawet nie zna ich imion.
Wreszcie, gdy nadeszła odpowiednia pora, słońce, wyjątkowo tego dnia hojnie darzące las swoim opiekuńczym ciepłem, pomału zaczynało opuszczać szczyt nieba, co w wyobraźni Chaos było przyjemną metaforą rządów Lawendowej Gwiazdy – ruszyła do Czterech Dębów. Usiadła przy Bażancich Gniazdach, gdzie wczoraj rozmawiała z Wojowniczką z Klanu Rzeki, a teraz czekała na jej Przywódczynię. Rozemocjonowana, napięta jak struna, zestresowana, ale też szczęśliwa. Wreszcie coś się działo.