Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
Odpowiedź kocura nie była tym, czego się spodziewał. Była jednak lepsza. Pewnie lepsza niż cokolwiek, czego sam mógł oczekiwać. Zdecydowanie nie było to przypadkowe spotkanie. Na mordce Nemo pojawił się szerszy uśmiech, bo nawet jeśli wciąż coś mu w tej całej sytuacji umykało, to nie ulegało żadnej wątpliwości, że znalazł się w odpowiednim miejscu.
Ale skąd ten kocur mógł to wiedzieć? To musiał być znak, musiał zostać obdarzony wizją jego nadejścia i dlatego był w stanie go rozpoznać. Tylko dlaczego wiedział akurat o tych najdawniejszych czasach, które sam Nemo ledwo pamiętał? Kto wie, ścieżki wszystkiego, co władało tym światem były przecież wciąż niejasne i skomplikowane, być może miał być to test, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście był to on? Nikt poza nim przecież nie wiedział o tym, gdzie spędził najwcześniejszą część dzieciństwa, nie było to coś, o czym mówiłby swoim towarzyszom, ani zresztą nawet myślał zbyt często. - Tak? Tak, Pęd i Raniuszek… Moi ojcowie. Tak się nazywali. Być może grupa, w której się narodziłem to był Nowy Świt, ale nie jestem pewny, wszystko to było tak dawno, zanim trafiłem do mojej nowej rodziny. Ale skąd to wiesz? Dowiedziałeś się o tym, że tu przybędę? – spytał z wielkim zainteresowaniem, przekrzywiając lekko głowę na bok.
Znaki, przeznaczenia, tajemnicze cele i los. Poeta dokładnie przed tym uciekał. Nie był nikim wyjątkowym, po prostu jego życie popchało go w niewłaściwymi kierunku. Och, dlaczego wciąż był uważany za kogoś, kim nie jest?
Srebrny, zanim się odezwał, potrzebował przynajmniej paru minuty, by pojąć ich znaczenie. Potwierdził rodziców. Więc byli rodzeństwem, Poeta wpatrywał się właśnie w zaginionego Gryzpiórka tak blisko Klanów, że wystarczy parę sekund - no, może trochę więcej - i mógłby złączyć połowę rodziny w całość. Brakowało już tylko Raniuszka, Pęda i Nutki. Jak? Jakim cudem? Brat musiał przetrwać pożar, bycie zabranym czy porzuconym już jako drobne kocię i jeszcze minęło tyle sezonów.... Coś ukuło go w sercu. Nowa rodzina. Nowa rodzina. Nowa rodzina. Miał innych ojców (co ze starymi? nie odnalazł żadnego?, inne rodzeństwo, czy to prawda? Poeta wciąż miał jedną rodzinę. Miał Cisa, jednak Cis jest kompletnie inną sprawą i się w to nie liczy.
A co, jeśli Gryzpiórek nie zechce wrócić do Rzeki?
Dla Poety od początku to była czysta oczywistość i nie wierzył, że przyjdzie mu ją kwestionować.
- Och. Och... - zorientował się, że płacze. Nie wiedział nawet czemu. - Gryzpiórku. Gryzpiórku - teraz zwrócił się bezpośrednio do niego. Kocur być może nie pamiętał swojego imienia, za to Poeta pamiętał je doskonale. - Ja... Ja jestem twoim bratem. Z Nowego Świtu. To ja - uśmiechnął się słabo. Nie wiedział, co czuć ani czy może rzucić się bratu w ramionach. - Poeta.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
Na moment zastygł w bezruchu, przyjmując kolejne napływające do niego słowa. Rzeczywiście. Miał brata, który nazywał się Poeta. Tak, teraz już pamiętał, nawet jeśli wciąż były to jedynie jakieś strzępki niewyraźnych wspomnień, to jednak to właśnie nim musiał być ten kot. Otrzymał zdecydowanie większy cud, niż mógł się spodziewać. Ogarnięty szczęściem z ich ponownego spotkania, to on jako pierwszy przytulił się do swojego brata. - …Poeta. To naprawdę ty! Myślałem, że nigdy już żadnego z was nie spotkam, jak dobrze, że jesteś. Żyjesz dalej z rodzicami? Naszym rodzeństwem? …Nowym Świtem? Miałem wrażenie, że wkraczając na tereny wracam do czegoś, co już kiedyś znałem, musiałem jednak pamiętać w jakiś sposób skąd pochodzę. – Tyle pytań pojawiło się w jego głowie. Oczywiście, że chciałby spotkać się też z resztą swojej rodziny, skoro już spotkał jednego z nich. To wszystko musiało być częścią większego planu, jego przeznaczenia, by znalazł ich i mogli znów żyć razem, gdy przekaże im już wszystko, czego nauczył się przez cały czas ich rozłąki. - Teraz mam na imię Nemo. –Dodał jeszcze, bo nazywanie go Gryzipiórkiem brzmiało dość dziwnie. Wśród elementów, które istniały w jego wspomnieniach pojawiało się także to miano, ale odpowiadało tamtemu kocięciu, którym był kiedyś, jakby w zupełnie innym życiu. Czy miało cokolwiek wspólnego z tym, kim był teraz?
Och. Och...
Poeta dostał wiele złego od życia, więc kiedy wreszcie przychodził czas odebrać to dobre, czuł się wyjątkowo dziwnie. Może to podpucha? Żart? Cis czy Patyk chcieli mu sprawić coś miłego, więc dowiedzieli się od Krokus o detalach jego życia i urządzili mu coś miłego? Nie, to byłoby zbyt okrutne, by Gryzpiórek okazał się fałszem.
Poczuł nagłą falę niepokoju. A co jeśli brat zarządzi, by wracali za resztą stada? Albo jeśli zdecyduje, że odbudują Nowy Świt we dwójkę? Poeta... Przywiązał się już do Rzeki. Może to nie był perfekcyjny dom, ale miał kogoś na zastępstwo ojca, przyjaciół i nawet skrawek rodziny. Miał szczęście. To się chyba liczy. Lekko się uspokoił. Poeta też znalazł sobie nową rodzinę w postaci Rzeki i Cisa nie zapomniał o tej starej, więc czemu Gryzpiórek miałby o nich zapomnieć? Będzie dobrze. Będzie dobrze.
Poczuł wagę tych słów, gdy brat rzucił mu się na szyję. Oddał gest, nawet dwa razy mocniej. Teraz nawet pożar ich nie rozłączy.
- Nemo... - przerwał na chwilę radość. Nie był zły; jego imię też się zmieniło, jednak twardo zostawał przy Poecie. A Kroku też je zmieniła. Różne gusta. - Co to znaczy..? Ja... Na mnie mówią Harmonijna Łapa, ale... Nie nazywaj mnie tak. Wciąż jestem Poetą - uśmiechnął się. Szanował zasady Klanu, jednak imienia zdzierżyć nie mógł. Miał szczerą nadzieję, że przy mianowaniu dostanie coś lepszego, najlepszego na świecie. - Nasz dom... Nowy Świt, obóz i tereny... Był, pożar, już może rok temu? - zatracił poczucie czasu. - Ale zanim to to zniknęli Raniuszek i Nutka. Tata i siostra. Nie mam po nich śladu. Rozpłynęli się. Ale wciąż żyją. Tak czuję - nie przewidywał innej opcji. - I pożar - zatrzymał się na tym. Jego głos przeszył ból. - Pożar. Ogień. Płomienie. Nie ma nic. Z domu są popioły - wtulił się mocniej w brata. On nie pamiętał tego tak wyraźnie, jednak Poeta wciąż w snach potrafił poruszać się po obozowych terenach, jakby wciąż istniały. - Parę kotów zmarło, parę odeszło... Ale jestem ja. Przeżyłem. Jest Pozytyw... - zawahał się chwilę. Brat wciąż pamięta ostatnie z rodzeństwa jako Pozytywka. - Jest Pozytywka. Ona jest trochę jak nasz tata, Raniuszek. Wiesz, lekko inne ciało, ale wciąż kotka. Teraz nazywa się Krokus. Krokusowy Pląs - poprawił się. - Ma partnerkę. Ja... Ja będę medykiem. Takim jakby Znachorem. Pamiętasz jeszcze stare rangi? Po pożarze znaleźliśmy się w Klanie Rzeki. Mieszkamy niedaleko - odwrócił się w kierunku terenów. - To miejsce, z którego pochodzi Raniuszek. Czekamy tam na niego. I na ciebie. Znalazłeś się - zorientował się, że płacze. - To duży skrót. Co u ciebie, bracie? Gdzie byłeś?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
- Nie jestem pewny, czy ma konkretne znaczenie… Być może kiedyś będzie mi dane je poznać. – Harmonijna Łapa było dziwnym imieniem. Jak Łapa mogłaby być Harmonijna? Zasady, które panowały w tutejszych klanach, o których zdążył już usłyszeć wcześniej, a o których powiedział teraz i Poeta, pozostawały dla niego wciąż całkiem niezrozumiałe. - Pożar. To straszne… Najgorsze, co się może wydarzyć. – Powtórzył po bracie, nie wierząc, że ze wszystkich zdarzeń, które mogły nastąpić, jego pierwszy dom, jego rodzinę, napotkało akurat to. Ogień był przeciwieństwem wody, a więc taki pożar, przeciwieństwem powodzi, która miała nadejść. Co to mogło oznaczać? Brzmiało jak zły znak, jakby Nowy Świt został pochłonięty przez siły zbyt złe, by Nemo znał ich imiona. Ale przynajmniej część z nich się uratowała, żył wciąż Poeta, jak i Pozytywka, odzyskał nie tylko brata, lecz i siostrę. Gdzieś pojawiał się element smutku, że nie spotka się z całą rodziną, jednak radość z tego, że miał jej wciąż tu więcej, niż myślał jeszcze tego poranka, była zdecydowanie silniejsza. - Tak się cieszę, że żyjecie. – Odpowiedział jedynie, odsuwając gdzieś w tył napływające w jego myśli kolejne pytania, bo najpierw sam powinien trochę wytłumaczyć. - Gdy byłem kociakiem, musiałem oddalić się trochę za bardzo od rodziców, tej części, szczerze mówiąc, też nie pamiętam zbyt dobrze. Ale wiem, co ważniejsze, co wydarzyło się dalej. Zostałem uratowany przez Fale Uderzające O Brzeg, kota, który następnie nauczył mnie wszystkiego, co teraz wiem. Zabrał mnie do swojego domu, to piękne miejsce przy plaży, gdzie codziennie mogłem patrzeć jak słońce wschodzi zza jego horyzontu. Tam poznałem jego towarzyszy, z którymi przekazał mi nauki o mojej pani, Efyrze, przedwiecznej meduzie, żyjącej w głębinach, której teraz służę. Niestety, dość niedawno mój mistrz zmarł, przedtem przekazując nam ostatnią wiedzę, która została mu przekazana – cały świat zostanie niedługo zalany przez wodę, ale wszystkie koty, które uwierzą, będą mogły przeżyć w głębinach wody. Dlatego rozdzieliliśmy się, by głosić tę naukę wszystkim, na których natrafimy na naszych drogach. A teraz zdarzył się cud i mogłem spotkać też ciebie, żebyś mógł być uratowany. – Zakończył opowieść, patrząc Poecie w oczy i uśmiechając się szeroko. Czy mogło wydarzyć się cokolwiek piękniejszego niż ich ponowne spotkanie?
Grypi... Nemo nie musiał mówić wiele, by Poeta w pełni go zrozumiał. Nie chciał nawet widzieć, jak druzgoczące musiało dla niego być dowiedzenie się, że wszystko spłonęło w pożarze podczas kiedy on stosunkowo bezpieczny zwiedzał świat. Poeta pokrzepił go spojrzeniem na znak, że rozumie. Jego pożar nie zostawił na wieczność, wciąż miał gdzieś po nim rany, wciąż gdzieś futro nie potrafiło w pełni odrosnąć, a Nemo miał o nim tylko wspomnienie. To wszystko wydawało się być dla kocura już tak odległe, że czasami zapominał, że to wciąż jedno i to samo życie.
Poeta pilnował się, by nie opuścić nisko pyszczka, jednak szok był widoczny na jego mordce. Fale Uderzające O Brzeg? Jeśli sądził, że Klany mają dziwne imiona, przyjaciele Nema zdecydowanie wygrali niepisany konkurs. Efyra, meduza... - Czym jest meduza? - zastanowił się na chwilę. Pierwszy raz słyszał taką nazwę. Jaki to musi być kot. Gigantycznie wielki? Drastycznie mały? - Och... - zareagował na wizję apokalipsy. Czy wierzył w to, co mówił jego brat? Powiedzmy. Podchodził do tego jednak z dużą dozą rezerwy. Słyszał już, że jest wybrańcem Gwiezdnych, więc fakt, że ma umrzeć od wody był podobnie realny. Co ma o tym myśleć. Czy kocur przypadkiem... Nie oszalał?
- Ja... - Hm, jakby to ująć. - To brzmi strasznie. Nemo ja... Mam tyle, tyle pytań... Czy jesteś ranny? Czy... Czy chciałbyś kiedyś mieszkać z nami wspólnie, w Klanie? Ze mną, Krokus i naszymi rodzinami? Kogo jeszcze poznałeś? Jak nas znalazłeś...?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
- To niezwykłe stworzenie żyjące w morzu. Ich kapelusze pozwalają na to, by spojrzeć przez nie na to, co znajduje się dalej, a wyrastające z nich parzydełka są w stanie sparaliżować inne zwierzęta. Gdy płyną wyglądają jakby unosiły się w wodzie, w dodtyku ich skóra jest niepodobna do niczego innego, jakby istniały jako coś pomiędzy wodą, a zwierzętami. – Zaczął opowiadać, przymykając oczy i przypominając sobie te z tych istot, które dane mu było zobaczyć na własne oczy. Zarówno te, które zdarzało się spotkać, gdy zostały wyrzucone na plaże, jak i obrazy, które pokazać mu Fale Uderzające o Brzeg, w miejscu, z którego czerpał on całą swoją wiedzę. - Nie jestem ranny, czują się dobrze. I musiałem tu dotrzeć dzięki łasce Efyry, podróżowałem po prostu coraz dalej, aż udało mi się natrafić akurat na te tereny. W klanie… Nie wiem. Przybyłem w te okolice z moim towarzyszem, Ramzesem, musiałbym spotkać się z nim, zanim cokolwiek zdecyduję. I nie powinienem zatrzymywać się zbyt długo w jednym miejscu, muszę głosić naszą naukę dalej… Ale klan to przecież dużo kotów, powinienem poznać także ich, by móc wszystko im opowiedzieć. Zabierzesz mnie do nich, żebym mógł to zrobić? - Przekaże wszystkim przynajmniej tę podstawową wiedzę, a przy tym spotka się także ze swoją siostrą. Brzmiało to jak idealne rozwinięcie planu, czemu mieliby tego już nie zrobić?
Morze? Parzydełka? Poeta zastrzygł zdziwiony uszami, jednak nie przerwał bratu opowieści. Pewnie dla niego tak samo musiały brzmieć opowieści o dziewięciu życiach, czterech Klanach i kotach mieszkających na niebie zalanym Gwiazdami. Czy Poeta istotnie wierzył w przepowiadaną apokalipsę, bogów i stwórców? Przestał wierzyć, gdy ci wszyscy miłościwi opiekunowie pozwolili, by jego dom spłonął.
Miał towarzysza. To dobrze. Przynajmniej nie był sam. Nie wiedział, jak Łabędź zareaguje na jednego dodatkowego kota, a co dopiero na dwa dodatkowe koty, z czego przynajmniej jeden nie był całkowicie związany z Poetą. Brat, jak się okazało, nie miał zamiaru zostać w Klanie na długo. Na to Łabędź by nie przystał.
- Och... - zawiesił się na chwilę. Bycie w Klanie Rzeki oznaczało wierność. Nie chęć przekazania informacji i zniknięcie z niego. - Ja... Musiałbym porozmawiać z naszym przywódcą. Możemy przejść się teraz na granicę - zasugerował. Nie chciał się z nim rozstawać, nie teraz. - A tak poza tym wszystkim... Jesteś szczęśliwy? Wszystko u ciebie dobrze?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
- Przywódcą? Tak, pewnie trzeba by z nim porozmawiać. Kto to taki? Jak się nazywa? – Kolejne pytania, potrzebne mu do ułożenia planu dalszego działania w związku z całą jego misją. Najważniejszy kot w tej okolicy z pewnością był osobą, z którą wypadało się skontaktować.
Czy był szczęśliwy? Zastanowił się przez moment. Ostatnio po raz kolejny w jego życiu zmieniło się nagle całkiem sporo, pozostawił swój kolejny dom, w którym spędził tyle czasu, by wyruszyć ku nowym rzeczom. Takim, które mogły czasem być trudne i skomplikowane, ale póki co przecież szły dobrze, prawda? A to, z kim znajdował się w tym momencie było na to najlepszym dowodem. - Tak. Spędziłem długi czas ze wspaniałymi kotami, nie wiem jak inaczej mogłoby wyglądać moje życie. Jestem wdzięczny za wszystko, co mi się przydarzyło, a to, że teraz znalazłem znów ciebie jest znakiem na to, że wszystko dalej też będzie dobrze. A ty? Jesteś szczęśliwy? – spytał, zaczynając iść z bratem w kierunku granicy. Zdążył się dowiedzieć już wcześniej, że istniały tu takie miejsca, których lepiej było nie przekraczać, ale nie miał pojęcia, które z nich mogły należeć akurat do klanu Rzeki. Ile w ogóle było tu tych klanów?
- Łabędzia Gwiazda - zastanawiał się, czy brat odbierał takie samo wrażenie jeśli chodzi o nazwy przywódców; czy również oczekiwał trzech członków rady z jednoczłonowym imieniem? Czy może sądził, że u nich w rzece mieszka ta jakaś dziwna meduza...? - Rządzi Klanem Rzeki, do którego należę, ale są jeszcze trzy inne. W Gromie to Wężowa Gwiazda, Cieniu Psia Gwiazda, Wichrze Roziskrzona Gwiazda. Ale, póki co, zacznijmy od Klanu Rzeki. Możemy podejść na granice już teraz... Albo możemy poczekać, zebrać twojego mistrza... - było mu to obojętne, ale stresował się: co, jeśli Łabędź uzna, że przyprowadzanie brata rozpowiadającego tego typu wymysły? Co, jeśli zechce wyrzucić go z Klanu? Nie może o tym myśleć. Rodziny nie można się wstydzić.
- Ja... Ja jestem szczęśliwy. Mój mistrz, Cis, to taki... Bardzo, bardzo dobry starszy brat. Albo wujek. Albo trochę tata... Ja... Ja będę medykiem. Trochę ważnym kotem w Klanie. To wielka odpowiedzialność. To tak, jakbym był na szycie ścieżki Salamandry, jakbym uczył się tak jak tata Pęd... Ale to dobrze. Przyjadę się Klanowi i poznaję wiele kotów.
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Od czasów, gdy ostatnio był widziany w tych okolicach, zdążył wyrosnąć na całkiem sporego kocura. Nie należy może do tych największych w lesie, ale znajduje się nieco powyżej przeciętnego wzrostu, a wygląd jego (w rzeczywistości dość szczupłej sylwetki) powiększa długie, grube futro pokrywające go w całości. Na większości powierzchni pozostaje ono jednolicie czarne, jedynie w niektórych miejscach ozdobione białymi znaczeniami – pierwsza taka plamka pojawia się pod nosem, skąd przechodzi na brodę, a następnie rozprzestrzenia się na szyję, pierś i brzuch, do którego połowy sięga. Również na każdej z jego stóp można znaleźć podobne łaty, gdzie tworzą krótkie skarpetki, poza tym śnieżnobiałe są także wąsy kocura. Ostatnim z wyróżniających się kolorystycznie elementów Nemo są jego oczy – o żółtej, jakby miodowej barwie.
] Na pierwszy plan charakteru Nemo wysuwa się nie on sam, a wszystko, w co wierzy, zasady i tradycje, które zostały mu przekazane przez jego opiekuna i które teraz sam chciałby rozprzestrzenić wśród innych kotów. Stara się to jednak robić zawsze w sposób spokojny i uprzejmy, jest przecież dobrze wychowanym młodzieńcem, podchodzącym przyjaźnie do każdego napotkanego osobnika. Zdecydowanie unika przy tym agresji i walk, zresztą również większość pozostałych zajęć wymagających fizycznego męczenia się nie należy do jego ulubionych. Woli za to spędzać czas na spokojnych rozmowach i odpoczynku. Oraz rozmyślaniu o wszystkich swoich marzeniach, o tym, by zdołać wszystkim przekazać swoją wiarę, by odnaleźć swoją dawną rodzinę i koty, z którymi będzie w stanie stworzyć nową. Spędzenie dużej części w jednym, dość odciętym od świata miejscu zaowocowała również jego dość niewielką wiedzą na temat wszystkiego, co dzieje się poza jego dotychczasową społecznością, a przez to i pewną naiwnością – a może po prostu wrodzoną wiarą również w to, że wszystkie koty są jednak dobre z natury.
- Czemu każdy z nich nazywa się Gwiazdą? – Gwiazdy były wysoko, na niebie, to jak przeciwieństwo morskiej otchłani, do której wszyscy zmierzali. Dziwny wybór nazwy dla kotów, które miały być najważniejszymi w ich klanach. Niekoniecznie martwiący, Nemo wolał nie myśleć o tym, że mógłby być to jakiś zły znak, być może istniało całkowicie zrozumiałe wytłumaczenie – ale lepiej było się upewnić. - Ramzes jest po prostu moim towarzyszem, żaden z nas nie jest mistrzem tego drugiego. Ale myślę, że powinienem się spotkać z nim, zanim przejdę do rozmów z twoim przywódcą. Jednak chętnie zobaczę teraz, gdzie znajduje się granica z twoim klanem, przybędą tam, gdy będę już na pewno gotowy na poznanie Łabędziej Gwiazdy. – Nie musieli się przecież spieszyć aż tak bardzo, o ile przekazanie wiedzy było ważne, to chyba nie była to kwestia dni, czy nawet tygodni – na wszystko przyjdzie swój moment. Skoro teraz odnaleźli się po tak długim czasie, nie mogliby się tak po prostu znowu stracić, to byłoby niemożliwe. - Kiedyś nauczyłem się podstaw leczenia, ale tylko najprostszych rzeczy, to pewnie nic w porównaniu z byciem prawdziwym medykiem. Cieszę się, że możesz spełniać tak ważną funkcję. – Odpowiedział szczerze, jednocześnie próbując przypomnieć sobie ścieżki, o których wspomniał brat. Tak, było coś takiego, ale chyba nie umiałby w tym momencie sam z siebie wymienić żadnej z nich, czy powiedzieć, czym się zajmowały.
Wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia, nigdy się nad tym zastanawiał. To tak, jakby ktoś się go spytał, dlaczego mieli tylko trzy ścieżki, dlaczego jego tata nazywał się Raniuszek i Pęd, dlaczego koty maja pewne przyzwyczajenia. - To chyba dla układu hierarchii. - Zgadnął na głos. - Jak ktoś ma drugi koniec mienia "Łapa" to jest uczniem - rzucił nowoświtową rangą, bo ta miała mu większe prawdopodobieństwo coś powiedzieć niż klanowy "terminator". - Chyba tak im się łatwiej rozpoznać.
- Och. Tak - wymruczał, kierując się ku granicy z własnym Klanem. Ufał bratu: nawet jeśli byłaby to zorganizowana zasadzka, Klan Rzeki był liczny i w pomocy z trzema innymi Klanami, z pewnością mogliby pokonać każdą przeszkodę. - Chodźmy tam.
- Ja... Ja też się cieszę. To duża odpowiedzialność, ale dobrze mi z tym. I też się cieszę, że uczyłeś się medycyny. To trochę jak nasz tata, Pęd. Pamiętasz go jeszcze?
HEJTER, HEJTER, KOGO MY TU MAMY?
jestem niewielki, ale ty jesteś mały ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek a ty gadasz co powie ci Śnieżny Płatek szczerzetomałomnietobawi ktosięśmiejetensięśmiejeostatni w plotkach mnie obrażasz dla zabawy
a w realnym świecie są inne zasady.
mogą mówić co chcą ty weź się nie przejmuj dalej swoje rób, Hejter to atencjusz zawszebędągadać,toniemaznaczenia wierzmi,mamsezondoświadczenia. hejter,hejter,kogomytumamy? jestemniewielki,aletyjesteśmały. ja w lecznicy znam każdy ważny kwiatek
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
***
Na umówienie kolejnego spotkania z ukochanym szczęśliwie nie musiała tym razem długo czekać, była wreszcie wolna od nałożonych na nią wcześniej kar i tym razem mogła już opuścić obóz jak każdy jeden pełnoprawny wojownik. Przy tej okazji znalazła również nieco bardziej ustronne miejsce na ziemiach niczyich, ale chociaż cieszyła ją myśl o spędzeniu znów czasu ze Strumykiem to tym razem jej radość nie mogła być pełna z powodu żałoby po Grzybku. Śmierć Truskawkowego Gąszczu również ją zasmucała, ale to jednak co innego, niż utrata brata, z którym miała dawniej więź bliższą, niż z kimkolwiek w całej ich rodzinie. Nadal ciężko jej było uwierzyć, że już nigdy więcej nie przytuli pyszczka do gęstego ciemnego futra i nie spojrzy z uśmiechem w złociste oczy opowiadając o wszystkim co przez miniony czas wydarzyło się w jej życiu. Kiedy ostatni raz żegnała go na granicy z Rzeką była pewna, że nie będzie to ich ostatnie pożegnanie. Jak los mógłby być aż tak okrutny? Niebiesko-srebrzysta kotka weszła do nory i usiadła, owijając łapy ogonem. Nawet nie była w stanie płakać, jedynie wpatrzyła się w ziemię pogrążona we własnych myślach.
//Strumyk! <3//
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there
Wysoki, o długim, niebieskim na czubku głowy, uszach, policzkach i przy nosie oraz tułowiu i ogonie futrze. Reszta ciała biała, a na niebieskich plamach występuje ciemniejsze, tygrysie pręgowanie, choć trzeba się trochę przyjrzeć, by te pręgi dostrzec. Należy do jednych z tych wyższych kotów, co zdecydowanie odziedziczył, oraz porządnie zbudowanych, jak przystało na wojownika, ale mimo to smukły i szczupły, pod tymi mięśniami, nie ma zbędnej masy tłuszczowej, przez co mięśnie tylko trochę wybijają się przez futro. Oczy niebieskie.
W końcu kara Wyjącej Wilczycy dobiegła końca, więc mogli się spotkać w nieco bardziej cywilizowanych warunkach, niżeli na szybko, na granicy, no i nie musieli się bać, że spotka ich jakiś patrol, który przechodził, bo mogli się przejść kawałek na tereny niczyje, gdzie raczej nikt nie powinien ich spotkać. A przynajmniej szansa na to malała zdecydowanie. Dlatego podobała mu się wizja spotkania tam, gdzie patrole nie chadzały.
Pojawił się niedługo po kotce, z pulchnym królikiem w pysku, którego podgonił po drodze. Nie miał tego w planach, ale że uszak praktycznie wszedł mu pod łapy, to skorzystał z okazji i uznał, że przyniesie go jako ich wspólny posiłek. A dla klanu może zapolować w drodze powrotnej i nikt nie będzie stratny.
Wszedł do nory, a przez mordkę przemknął mu ciepły uśmiech, nim nie zobaczył chwilowego stanu Wilczek. Wyglądała na zamyśloną, a on... spodziewał się, co wywołało ten stan. Dlatego trącił, niby przypadkiem, jakiś kamyczek, żeby ta go zauważyła, a dopiero po chwili podszedł do niej, ocierając się o jej bok swoim, mrucząc cicho.
- Przepraszam - wymamrotał, upuszczając królika u jej łap. Chodziło mu oczywiście o śmierć Huby. Nie wiedział, co mógłby zrobić, żeby jej zapobiec, bo chyba nikt się nie spodziewał, że kocur tego dnia nie wróci o własnych siłach do obozu, ale... może coś mógł?
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Spojrzała na ukochanego, starając się przywołać na swój pyszczek choćby lekki uśmiech, ale jakoś nie potrafiła. - Grzybek…naprawdę nie żyje? – spytała przytulając się bardziej bokiem do jego boku, w jej spojrzeniu było widać jak bardzo pragnęła, żeby to nie było prawdą. Jednak żadne z nich nie mogło nic na to poradzić, nikt nie mógł. Huba zginął na polowaniu, a Wilk będąc w innym klanie nie mogła nawet być na jego pogrzebie. Kotka opuściła wzrok na martwego królika i westchnęła ciężko. - Nie masz za co przepraszać, nikt nie mógł tego przewidzieć. – odparła w końcu. Czemu jak zaczynało jej się w życiu układać musiało wydarzyć się coś takiego? Chciałaby móc w pełni cieszyć się wspólnymi chwilami z partnerem, a teraz nie była nawet pewna czy może sobie na to pozwolić.
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there