Logo Artemidy
Nora pod złamanym krzewem
- Ja też - odmiauknął szczerze. I mówił to naprawdę poważnie, bo tak było; nie ważne co się stanie, nie odwróci się od niej. Czy to będą musieli nadal żyć w dwóch obcych klanach, spotykać jedynie na granicy, czy na ziemiach niczyich, by mieć tam chwilę ciszy i spokoju, czy jakie inne decyzje podejmą. To zawsze będzie z nią. I to będzie trzymać go przy życiu. Nic innego. Bo... nie wyobrażał sobie życia bez niej. Ba, chciałby ją mieć przy sobie codziennie, by nie cierpieć, by nie musieć się rozstawać i budzić samemu w legowisku. Móc czuć jej ciepło przy zasypianiu, przy pobudce, przy złym śnie. Móc z nią polować, patrolować wspólne granice i zjeść coś przy stosie zwierzyny. Dzielić z nią języki w samym centrum obozu, czy... wychować wspólnie kocięta. Tego pragnął, tego chciał - i szczerze miał nadzieję, że będzie im to dane.
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- W każdym bądź razie po najbliższej rozmowie z siostrą będę już wiedziała przynajmniej na czym stoimy. Gdy sytuacja będzie bardziej przejrzysta łatwiej nam będzie podjąć decyzję jak postępować dalej. – zauważyła rozsądnym tonem. Stres, który przeżywali aktualnie wynikał przede wszystkim z całkowitej niepewności i snutych przez nich domysłów na temat reakcji ich przywódców. Z chwilą kiedy te odczucia znikną i będą już oboje wiedzieli co i jak w ich sprawie będzie z pewnością lżej, niż teraz. Przez cały czas wspierała Strumyka, ale jednocześnie zapewniała również siebie, że być może nie muszą się aż tak bardzo obawiać. Mimo wszystko zarówno Łabędzia Gwiazda jak i Tupocząca Salamandra byli mądrymi i sprawiedliwymi, ale także dobrymi kotami o szlachetnych sercach. Bez wątpienia mogli mieć pewność, że każde z nich wysłucha z uwagą ich słów i starannie je rozważy zanim wyda jakikolwiek osąd.

◜Whatever you do◝. . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《 S H O W me everything and. T E L L me how 》
.
it. all.[ m e a n s ]. something . . .. . . . . . .
. . . . . . .. . . and yet. nothing to me

[Obrazek: RBL6C9c.gif]

I can see there's .[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so c l o s e. and yet so far
.
Oh, I just know. there's something B I G G E R out there
.
»»-----------► I .W A N N A .K N O W. . . . . . .
. . . . . . .can you show me?

LVL 5 340 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wyjąca Wilczyca oczywiście miała rację. Na razie mogli sobie ewentualnie gdybać, ale gdybanie nie było nigdy dobrą opcją, bo można było naprawdę zatopić się w negatywnych myślach. Pokręcił więc głową na boki, żeby zapomnieć o tym, o czym myślał, chcąc to wszystko wyrzucić z głowy i nie myśleć o tym chociaż przez uderzenie serca, a po prostu spędzić miło czas z partnerką, po prostu pobyć w jej obecności i ponacieszać się nią. Na myślenie co będzie przyjdzie czas, gdy będzie trzeba podjąć parę trudnych i ciężkich decyzji - teraz, póki co... cóż, mogli porobić coś innego.

[zt]
LVL 5 195 / 400
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
11
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bo taka już po prostu była cała ich życiowa prawda, więc trudno żeby kotka mówiła o dotyczącej ich sytuacji w inny sposób. Można sobie tak gdybać i się zastanawiać co będzie lub nie będzie po prawdzie choćby i przez całą nieskończoność jednak do niczego dobrego by ich to nie doprowadziło. Fakt, że Strumyk wolał od razu nastawiać się na tę mniej przyjemną wersję wydarzeń miał oczywiście i tę dobrą stronę, że rzeczywiście mógł się później niezmiernie miło zaskoczyć, ale z drugiej był to jednak też i spory stres. Sama kotka żyła ostatnio niemal przez cały ten czas w bezustannym napięciu i była już tym coraz bardziej zmęczona, mimo wszystko wytrzymywała jednak dzielnie. Musiała być silna dla niego i dla ich wspólnej przyszłości niezależnie od tego, co by się jeszcze w ich życiu nie działo. Odetchnęła głębiej i również skupiła się po chwili na cieszeniu się swoim partnerem i wspaniałymi momentami, które aktualnie ze sobą dzielili.

[zt]

◜Whatever you do◝. . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《 S H O W me everything and. T E L L me how 》
.
it. all.[ m e a n s ]. something . . .. . . . . . .
. . . . . . .. . . and yet. nothing to me

[Obrazek: RBL6C9c.gif]

I can see there's .[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so c l o s e. and yet so far
.
Oh, I just know. there's something B I G G E R out there
.
»»-----------► I .W A N N A .K N O W. . . . . . .
. . . . . . .can you show me?

LVL 5 340 / 400
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
11
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Capnął jak długi mordą w śnieg. Tak, że wyglądał jakby chciał w nim zanurkować. Wraz z tym zabrzęczał dzwonek u jego obroży, a on sam chwilę później wydał z siebie niezadowolony jęk, kiedy wróbel na którego się czaił odleciał mu spod łap jak gdyby nigdy nic. Nie rozumiał czemu - gdy uczył się pod okiem Szpona, nie szło mu wcale źle. Zawsze coś złapał... to jest, zwykle nieruchome zabawki, ale kilkukrotnie samego wspomnianego nauczyciela podszedł tak, że nie słyszał jak buras się zakrada.
Podniósł się z zaspy, lub bardziej wygrzebał, otrzepując szybko. Śnieg był zmorą, kiedy nie można było się dobrze ogrzać gdzieś w domu. Mruknął coś cicho sobie pod nosem, gdy jedna większa gruda przyczepiła się do futra na jego piersi. Irytujące, doprawdy. Tuż po tym jednak ruszył dalej. Nie pamiętał kiedy ostatnio jadł. Najpewniej przed wyjściem z domu, a było to... dzień temu? Dwa?
Marsz zajął mu kilka dłuższych chwil. Dopiero w okolicy nory zauważył nadgryzioną piszczkę. Mysz, zdecydowanie drugiej świeżości. Spojrzał na bok, potem na drugi. Ślady łap w śniegu - znacznie większe od tych jego! - były już rozwiane przez wiatr, a zapach był tak słaby, że ktokolwiek tu był, najpewniej już nie będzie tu wracać. Ostatnim czego by chciał, to wpaść na lisa czy...psa, które rzekomo w lesie są dużo straszniejsze, niż na osiedlu. Nie potrafił w to uwierzyć, ale średnio ciągnęło go do przekonania się na własnej skórze.
Do myszy podszedł bez większego zastanowienia. Jedzenie to jedzenie - nie miał zamiaru wybrzydzać. Patrząc na jego "szczęście", to może być jedyne co będzie miał w mordzie przez kolejnych... nie wiadomo ile!

[konwój]
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
On był nietutejszy. Polować potrafił tyle co na ogon Rzeźni zwanej Kaczą Łapą, a walczyć ze sznurkiem od kociej zabawki. Co więc taki gadatek robił sam samiutki w lesie? No na pewno nie miał zamiaru zjeść myszy. Konwój nie bacząc na niebezpieczeństwa tego świata, parł przed siebie, czasami gubiąc się wizualnie w śniegu, a czasami ślizgając się na lodzie.
— Serwus, jo je Konwój. Szukom Klanu Wichru. Wi co to je? — przeszedł spojrzeniem dwukolorowych oczu po postaci naprzeciw siebie. To był ten cały przywódca? Możliwe… Skupił się na zapachu… nie czuł tych intensywnych woni granic Klanu… to chyba nie ten kogo szukał.
— Jak cie zwom? —
LVL 2 130 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
14
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie narzekał na mysz i podczas jedzenia. Najpewniej, gdyby widział go jakikolwiek znajomy kot... lub jego państwo!, to nazwaliby go obrzydliwym. Najpewniej taki był. Niestety, posiłek przerwał mu czyjś głos. I co gorsza - taki, który mówił w sposób niemal niezrozumiały dla niego. W pierwszej chwili, nim podniósł wzrok do góry, pomyślał że mówi do niego jakiś ryś czy inny żbik. Niby dalej kot, ale trochę inny, to pewnie ma inną mowę... ale nie, ewidentnie nie był to żaden z wymienionych.
Małe, zdecydowanie młodsze stworzenie stało przed nim, mówiąc... bóg wie co właściwie. Obserwował go moment, mrużąc przy tym lekko oczy, jakoby liczył że w głowie uda mu się połączyć jakieś słowa. I faktycznie - udawało mu się. Momentami bardziej, momentami mniej. Chyba z początku było znacznie gorzej;
- Mysz, jem mysz. Mogę się podzielić, ale uprzejmie informuję, że nie jest świeża - jedynie ją znalazłem, a nie upolowałem - niezbyt mu się to uśmiechało. Wolał jeść sam. O ile w ogóle o to chodzi... chociaż, co innego "je" mogłoby znaczyć? Raczej nie sądził, że jakikolwiek samotnik ma aż tak odmienny język od tego, którym posługuje się on... czy inne koty, które zna. Chociaż, nie... Skoro on "je Konwój"... Zmarszczył brwi ponownie. Być może to jakiś slang? Wówczas faktycznie by takiego nie znał. Ostatnim, o co można było go posądzić, to o jakieś slangi. Pieszczoch zupełnie takowych nie rozumiał.
Przełknął ślinę; kolejne było ciut jaśniejsze.
- Nazywam się Connor. Również szukam, ale kota. Ma na imię Szczerbatek - ma czarne futro, a z jego pysku wystają dwa kły. Ma około... osiemdziesięciu księżyców. Słyszałeś może o nim? - przedstawił siebie, jak i swoje zadanie. Bo faktycznie - może się przy okazji czegoś dowie. Chociaż wątpił; młodzik nawet jakby coś wiedział, to szanse na to, że bury zrozumie cokolwiek były niepewne. - Jesteś tu sam. Zgubiłeś się?
Dorzucił zaraz. Rozejrzał się na boki i poniuchał, dla upewnienia się że faktycznie nie ma tu nikogo innego - i tak było, nie czuł, ani nie widział żadnego kota poza białym. Nie był nikim, kto powinien dyktować komukolwiek kiedy i czy powinien chodzić samotnie, ale skoro... szukał Klanu Wichru, może faktycznie potrzebował pomocy. Connor raczej słabo mu mógł w tym pomóc - nie wiedział nawet, gdzie ten teren jest! Aczkolwiek, mógł chociaż mu ewentualnie towarzystwa dotrzymać.
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Och… Nie pierwszy raz nie został zrozumiany! Przyzwyczaił się już… aczkolwiek wciąż go to zadziwiało! Czyżby problemy ze słuchem? A może mlaskanie gryzonia zagłuszyło jego słowa? Tak, to bardzo dobra teoria.
— Co? Mysz? Niy, niy! Niy żech głodny! Zwom sie Konwój — naprostował… czy teraz zostanie zrozumiany? Bardziej zrozumiale w końcu powiedzieć się nie dało. Nazywam się Konwój, nie jest to chyba nic trudnego, nie?!
— Szczerbatek? Niy, niy. Pierwsze to slysza. Jo je nowy tukej. Na osiedlu je kupa czornych kotow, może tam go znajda? — nie miał w końcu lepszego pomysłu, a chciał pomóc! Choć odrobinkę. — Szukom Klanu Wichru, mama mi pokozala droga, ale tukej wszyjsko je jednakowe — więc czy się zgubił…? Możliwe.
LVL 2 130 / 150
MedLVL 0 0 / 100
4
Siła
S
14
Zręczność
Zr
4
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Teraz był zrozumiany. Connor, przynajmniej, z całych sił usiłował go zrozumieć. Nazywał się Konwój. Niezbyt mu to pasowało, jak miał być szczery. Kim jednak był, by oceniać jak kto powinien się nazywać. Najwidoczniej jego... ludzie, jak zakładał, musieli mieć dobry powód, by takie imię mu dać. Chociaż, czy takie chucherko mogłoby być od ludzi... może to rodzice mieli dobry powód, by tak go nazwać. Jeden pies - na to samo wyszło. Imię było ni w ząb, ni w oko do tego kotka przed nim.
Na informację, że nie słyszał o Szczerbatku jedynie mógł skinąć głową. Nie było to nowością, że nikt o nim nie słyszał.
- Z informacji jakie dostałem, uciekł z osiedla, do lasu. Jeśli kręcił się po osiedlu, musiało być to bardzo przejściowe i ostatecznie i tak wylądowałby w lesie - a przynajmniej taką miał nadzieję. Connor nie był typem panikarza. Nie miał w zwyczaju martwić się na zapas. Mimo to, drobniusieńkie ziarnko niepewności zostało zasadzone. Może powinien kiedyś wybrać się na osiedle i zobaczyć, czy ten się nie rozmyślił i nie został tam... Niemniej, to nie teraz. Póki co, miał zamiar upewnić się że NA PEWNO nie ma go gdzieś tutaj.
Mama mu pokazała drogę. Huh.
- Wiesz... - zaczął zaraz. - Nie jestem do końca pewien, gdzie jest Klan Wichru, aczkolwiek - jeśli chcesz - możemy wspólnie udać się wzdłuż granic. Końcowo musimy do niego dotrzeć, ponieważ jak mi wiadomo, Klany są blisko siebie. Jedna granica zawsze zetknie się z drugą.
Wyjaśnił. Wspólna wędrówka niewiele mu zmieni. I tak szukał Szczerbatka, więc przejście się pod Wicher będzie... wiadomo, też na plus. Może tam go wywiało. Chyba, że młody nie chciał - wówczas by nie nalegał.

[wygaszone]
LVL 2 25 / 150
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
14
Zręczność
Zr
2
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  Wiatr przynosił do różowego nosa delikatny, acz niemożliwy do pomylenia z czymkolwiek innym zapach jesieni. Pogoda zdawała się ustabilizować; zniknęły upały i palące słońce, wróciły ciepłe, przyjemne dni, które zazwyczaj charakteryzowały również przełom wiosny i lata. Niebawem, na dniach, powinny pojawić się i niteczki babiego lata, unoszone ciepłym wiatrem, mknące w powietrzu gdziekolwiek ten wiatr sobie zażyczył. W jeden z takich dni, dawno dawno temu, na świat przyszedł i on i reszta jego rodzeństwa. Miał już... cztery obiegi pór, a czuł się jedynie trochę mądrzejszy od tamtego burego kociaka, który, ślepy i głuchy, piszczał o mleko. Podobno wyłącznie piszczał, bo nawet mokry jeszcze od ciąży Babie Lato był zbyt kulturalny żeby się rozpychać i po prostu czekał. Matka zawsze się z tego śmiała. Gdyby nie przysunęła go wtedy do brzucha, nie najadłby się wcale, zanim pozostała trójka wypiła wszystko do ostatniej kropelki.
  Pod czarną łapą trzasnęła gałązka; uniósł kończynę i obejrzał dokładnie opuszki, ale na szczęście nie ucierpiały. Na nieznanym terenie sprawdzał je wręcz pedantycznie, na wszelki wypadek. I tym razem wszystko było w porządku. Mógł iść dalej, tam, gdzie wschodziło słońce. Podobno było tu jezioro.
  Ślimaczek gdzieś przepadła. Nie widział jej od tego pamiętnego festiwalu kilka księżycy temu, ani on, ani jego rodzeństwo, ani losowe koty pytane w mieście o to, czy widziały taką kotkę z pokiereszowaną mordką. Wreszcie zmartwienie wygrało i kocur ruszył z miasta przed siebie, tym razem nie przekraczając rzeki, a kierując się opisem który dostał kiedyś od samej zaginionej. Nigdy wcześniej tu nie był, ale teren wydawał się w miarę przyjazny, tyle dobrego. Oczywiście wchodziło w grę, że Ślimaczek po prostu nie chciała go widzieć. Może zrobił coś źle, może powiedział coś nie tak, może był zbyt natrętny... ale nie pasowało to do niej. Nie pasowało zniknięcie bez słowa, zamiast wygarnięcia mu tego prosto w pysk i odejścia z machnięciem krótkiego ogona. Nie, z biegiem czasu miał uporczywe wrażenie, że coś musiało się stać. Porwanie przez ludzi było by tutaj najlepszą opcją. O drapieżnikach nawet nie chciał myśleć, bo wystarczyło jej blizn do końca życia.
  Minął porzuconą norę jakiegoś zwierzęcia i szedł dalej, pogrążony we własnych myślach. Teren był tak monotonny, że łatwo było odpłynąć, stawiając krok za krokiem pomiędzy drobnymi krzaczkami i okazjonalnym drzewem. Nic więc dziwnego, że podejrzanie znajome, kremowe futro zauważył dopiero kiedy już znacznie się do niego zbliżył.
LVL 5 395 / 400
MedLVL 5 205 / 700
15
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Dla Jamesa zmiana obiegu pór była jak najgorszy koszmar. Nie przeżył nigdy jesieni w lesie, ale zimę już tak. I zimy nienawidził. Nienawidził chłodu, nienawidził śniegu, nienawidził ciszy, nienawidził skrzypienia, nienawidził wszystkich nadal zbyt świeżych wspomnień, które wraz z nadchodzącym całkiem niedługo śniegiem były coraz intensywniejsze. Nie w taki sposób jak zawsze - były bardziej rozmyte, a fakty zaczynały mu się mylić. Nie pamiętał co się dokładnie stało. Nie pamiętał już czy to on był winny śmierci ukochanej, czy może jednak ona sama umarła. Od relatywnie niedawna mówił o tej drugiej wersji. Ona umarła. On nie mógł nic z tym zrobić. Starał się szukać pomocy, ale nie zdążył. Nie ważne o której wersji zdarzeń by nie pomyślał, było mu tak samo przykro i tak samo bardzo ściągało go to na sam dół.
Uprzedziwszy Gniewka o tym, że pójdzie na spacer, wyruszył gdzieś przed siebie. Niespecjalnie myślał dokąd idzie - chyba faktycznie, po prostu chciał rozchodzić smutny dzień? Minął Grom, był niedaleko Rzeki. Tego był pewien, bo smrody obu Klanów, mimo że zaczynały być zupełnie zwyczajne i niewyróżniające się, nadal czasem zakuły go w nos. Może to lepiej, bo wtedy monolog w jego głowie zmieniał się ze smutnego, na poirytowany. Nadal go zastanawiało co Gromiaki muszą jeść, żeby mieć tak kwaśny smród??? Bo Rzeczniaków jeszcze mógł zrozumieć, jedli ryby. Ryby capią, więc oni też nie będą pachnieć jak bukiet kwiatów. Ale Grom? Na osiedlu czuł kilka razy podobny zapach, ale jedynie z jedzenia dwunożnych, do których - jak zakładał - Klanowe koty nie miały dostępu!
Również pogrążony w myślach, nie zauważył Babiego Lata aż do momentu, kiedy ten był o kilka kroków od niego. Mały włos i wpadliby na siebie! James w pierwszej chwili i tak nie zareagował, nieco tępo przyglądając się znajomemu pyskowi, ale w końcu kilka kamyczków które miał we łbie się ze sobą stuknęły w odpowiedni sposób. No tak!
- O rety, Babie Lato.... przepraszam! Cześć! - zaśmiał się nerwowo. Nie wiedział ile się na niego patrzył. Zakładał, że kilka konkretnych uderzeń serca musiało minąć, nim się odezwał. Nie wiedział nawet, czy bury kocur się do niego odzywał w tym czasie... Uh! - Przepraszam, ja... no... zamyśliłem się. Wiesz, zmienia się pora roku, staram się wymyślić jak będzie mijał czas, jak znowu będzie śnieg. Czy piszczki będą i... w ogóle, wiesz o co chodzi.
Skrzywił się pod nosem. To chyba dobra wymówka, raczej dostatecznie realna, żeby kolega nie zaczął podejrzewać go o ściemę? Taką miał szczerą nadzieję, bo... no... nie miał zamiaru mówić o tym, co go przybijało. Mógł wymyślać dalej i więcej, ale szczerość odpadała.
- A, ten... ty co tu robisz? - rzucił z lekkim uśmiechem. - Znowu szukasz ziół?
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — Żejms! — Pozdrowił kocura, kiedy wreszcie zorientował się że nie jest już sam na tym terenie. Kremowy wyglądał na równie pogrążonego we własnych myślach, a może nawet bardziej, bo minęły uderzenia serca zanim dostał odpowiedź. Mały las! Który to już raz trafiali na siebie przypadkiem? Tym bardziej martwiła go nieobecność Ślimaczek, skoro na inne znajome pyszczki mógł trafić losowo podczas spaceru.
  — Mhm... będą, będą, tyle, że mniej. — Otrzepał futro i przysiadł na chwilę, dając łapom odpocząć. Nie podejrzewał nic; ot, zwykła przezorność. Pewnie nawet by ją pochwalił, bo znajomy kocur wyglądał młodo, to pewnie jego druga zima, być może pierwsza na własną łapę. Głowa solidnie osadzona na karku się chwali w tych stronach.
  Kiedy on zaczął tak myśleć?
  — Nie nie, dzisiaj nie ziół. Dzisiaj szukam znajomej. — Bury westchnął. — Dawno jej nie widziałem, martwię się, że coś mogło się stać. Podobno mieszka nad jeziorem w tę stronę... byłeś tam kiedyś? Jest jakieś jezioro w tym kierunku, czy wpuściła mnie w krzaki żebym spadał?
LVL 5 395 / 400
MedLVL 5 205 / 700
15
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- I to mnie martwi - odpowiedział, siadając obok niego. - Od całkiem niedawna żyję z jednym kotem, więc będzie trzeba zbierać jedzenia dla dwóch. Ja sobie dam radę.
Mało jadł. Ostatniej zimy, miał wrażenie, że wyglądał jak chodzący trup. Był świeżo w żałobie i nie był w ogóle głodny, więc jeśli coś już jadł, to jedynie wtedy kiedy całe ciało krzyczało, że musi to zrobić, bo nie daje sobie już rady. W obecnej chwili już zdecydowanie odżył, mimo smukłego wyglądu, nie przypominał kostuchy. Myśl o diecie go nie przerażała. Był młody i nawet jeśli rzadsze posiłki nie były przyjemne, dałby sobie radę.
- Ale mój kolega... nie wiem. Jest starszy. Nie chciałbym, żeby był głodny, co jak zachoruje? - łypnął na burasa. Nie, aby ktoś mniej-więcej w wieku Babiego Lata już nie potrafił o siebie zadbać, ale James był... przewrażliwiony. Jeśli miał szansę o kogoś zadbać, robiłby to z potrójną siłą. Tylko dlatego, żeby nie skończyło się jak ostatnio...
Pokiwał lekko głową na jego słowa.
- Za ulicą jest jakieś rozlewisko. Byłem tam raz - chociaż czy o to mogło chodzić? Jeśli tak to... oby nie skończyła źle. Chyba każdy kot wie, jak to jest żyć gdziekolwiek w okolicy drogi... James szczególnie. Niemiły dreszcz przeszedł mu przez grzbiet. - ...Pomóc ci jej szukać? Może ją widziałem, a nawet nie wiem...?
Przesunął głowę na bok. Nawet jeśli jej nie widział nigdy, mógł mieć oczy dookoła głowy!
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
  — O? We dwójkę zawsze jest łatwiej, wiem co mówię. — Zerknął przelotnie na siadającego obok kocura i rozluźnił mięśnie. Wędrówki po mieście czy lesie wzdłuż Gromu i Cienia to jedno, wędrowanie po nieznanym terenie to zupełnie coś innego. Przyzwyczaił się już do tych nowych stron, do asfaltowych ulic gorących latem i śliskich zimą, do zapachu Gromu unoszącego się w powietrzu i bardziej wilgotnej woni Cienia nadpływającej z jego prawej lub lewej strony, niesionej wiatrem. Przestał liczyć kroki żeby się nie zgubić. Na cmentarz trafiłby i w środku nocy z najdalszego zakątka miasta. Jeszcze rok temu, nigdy by nie sądził że przyzwyczai się do innego miejsca, jeszcze mniej że stanie się to tak szybko. O miedzy myślał coraz rzadziej, na czym złapał się jeszcze na początku lata. Teraz tu był jego dom, od kiedy mieszkali w czwórkę na cmentarzu, w jaskini połowicznie złożonej z kamienia a połowicznie z piasku. I tylko czasem jego myśli uciekały do domu i szklanej ściany.
  — W mieście zawsze jest jedzenie, nawet zimą. Poszukajcie w śmietnikach, na skrajach dróg, czasem ludzie wystawiają miski z karmą. Nie jest idealnie, ale lepsze to niż głód. Miasto jest... bezpieczniejsze niż las, szczególnie zimą. Dlatego tu mieszkam. — Bury uśmiechnął się pod nosem i pokręcił głową. — Gdyby zachorował – chociaż jestem przekonany że wie co robi skoro dożył starości – spróbuj mnie znaleźć. Mamy zapas ziół, dopóki to nic poważnego... jałowiec jest dość pospolity, ogórecznika mamy mnóstwo... i kocimiętki. Coś się znajdzie. Ufasz temu koledze? — Wtrącił nagle, z ciekawości przerywając swój monolog. — Bardziej o to bym się martwił, jeśli mam być szczery.
  Przekrzywił łeb i spojrzał na jasną mordkę, wyszukując w niej jakiejś niepewności. Może był zbyt podejrzliwy, może to naprawdę był dobry znajomy, w końcu trafiał na dobre koty w tych stronach. Ale nie chciałby żeby ufność kocura została tak po prostu wykorzystana.
  — Hmmm. — Mruknął w odpowiedzi, pogrążony we własnych myślach. To mogło być to miejsce. — Daleko to stąd? Pół dnia, dzień?
  Bure ucho drgnęło. Nie spodziewał się oferty pomocy, ale nie zamierzał jej odmawiać.
  — Byłbym wdzięczny. Jest bardzo charakterystyczna. Krótkie futerko, biało-rudo-brązowe, ale najwięcej bieli. Tylko jedno ucho, wywinięte do góry i blizny na całym ciele, z tym jedna przechodząca przez prawe oko i brakuje jej tak 2/3 ogona. Bardzo... wygadana. Raczej niskiego wzrostu, puchata. Mówiła o sobie kawał baby. — Uniósł kącik pyszczka do góry. — Krążyła po mieście, wiem, że czasem wpadała na granicę do klanów... mam nadzieję że nic złego jej się nie stało. Nie widziałem jej od kilku księżycy.
LVL 5 395 / 400
MedLVL 5 205 / 700
15
Siła
S
14
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
- Nie...chcę iść do miasta - pomachał głową na boki. Nie wiedział, czy kiedykolwiek przeszli rozmowę, w której James siłowo unikał wspominania o mieście. Nienawidził myśli, że miałby tam wrócić. Obrzeża były jeszcze jako tako w porządku, ale im głębiej tym gorzej. - Żyłem tam kiedyś. Złe wspomnienia.
A jako, że był istotą samolubną - wolał wybrać własny komfort, ponad pełny brzuch. Tak to niestety jest, kiedy ma się krew na łapach. Lub się jej nie ma. Sam już naprawdę nie wiedział. Nieprzyjemny dreszcz zawsze go przechodził, gdy tylko myślał o tym temacie.
- Ja... tak, jak najbardziej - pomachał głową. - Znamy się od połowy lata, jeśli nie dłużej. Wpierw trochę się widywaliśmy, później zamieszkał ze mną, zaprosiłem go. Wydaje mi się, że jesteśmy przyjaciółmi. Przynajmniej ja go za takiego uważam.
Gniewek wiedział więcej o Jamesie, niż nie jedna żywa istota. Nie miał prawa mówić o nim inaczej, niż jak o przyjacielu. Miał na sobie jego zapach, tak często byli blisko siebie! Ale rozumiał zmartwienie Babiego Lata. James był jaki był. Kiedy kot jest samotny, sięga łapą wszystkiego, co go z samotności wyciągnie. Gniewek był chyba najlepszym, czego kremowy mógł się złapać. Jeśli ktoś był do demoralizowania, to właśnie młodszy z kocurów, bo on miał grzechy na sumieniu...
- Wydaje mi się, że do zachodu słońca byśmy dotarli - a przynajmniej taką miał nadzieję. Był tam tylko raz i dotarł tam właśnie na zachód słońca... - A... nie widziałem.
Uśmiechnął się przepraszająco.
- Ale zapamiętam, popytam o nią w okolicy Siedliska Koni... - chyba jedynie Gniewka i może Nektar, jak ją kiedyś spotka... - Mówiła coś, zanim zniknęła?
LVL 3 65 / 200
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
14
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości