Owszem, było to po równi zawodzące. Nie, aby miał jakiś z tym problem - sam połowy Klanu nie znał, aczkolwiek... Zgnilizna była jak najbardziej spoko. I osobiście uważał, że to po prostu strata, że z nią ostatnio nie rozmawia. W końcu! Jak tak?! - Żałuj. Jest naprawdę spoko i... cóż, uważam, że to jeden z ciekawszych kotów w Wichrze - jeden z - Pająk w końcu zajmował pierwsze miejsce ponad każdym innym. - No... a ten trening? W Klanie, w ogóle, jak tam? Nie ma opcji, że ciągle się dzieje takie nic. Chyba, że tylko Grom lubi mieć jakieś większe przewrotki?
Bury tygrysio pręgowany kociak z bielą na pyszczku, gardle, piersi i brzuchu oraz białymi skarpetkami. || pełny w kp.
Jednym słowem: zahukany. Dwoma: niepewny siebie. Wydaje się być cały czas zagubiony, jakby nie do końca wiedział, gdzie się znajduje i co powinien zrobić, czego dokładnie się od niego oczekuje. Nawet w tak młodym wieku bez ustanku koryguje swoje ruchy i mowę ciała, bezskutecznie starając się nie wyglądać na tak wewnętrznie rozdygotanego jak faktycznie jest. Ciągle zestresowany, czasami wręcz na skraju płaczu, mimo wszystko stara się być tak silny i dzielny, jak rodzice chcą, żądają, aby był - z bardzo różnym skutkiem. Jaki będzie to miało na niego wpływ - okaże się pewnie w niedalekiej przyszłości, bo w tym momencie więcej zwyczajnie powiedzieć się nie da. Ot, mało pewny siebie kociak.
- Mm - mruknął, nie do końca przekonany co do wszystkich tych walorów Zgniłej Łapy. Nie, żeby od razu twierdził, że Wiatr się mylił, ale zwyczajnie nie był aż tak entuzjastyczny, aż tak gotów poznawać nowe koty, niezależnie od ich przynależności do Klanu.
Na komentarz o "przewrotach" Drewno aż się skrzywił, jakby ktoś mu pod nos podstawił co najmniej wątpliwej świeżości piszczka. Wicher od księżycy próbował się przewrócić, ale nie zdecydował się jeszcze, w którą stronę, kiwał się więc tylko jak kaczka z zaburzeniami błędnika. Nie znaczyło to jednak, że Drewno zamierzał o tym rozpowiadać na prawo i lewo - miał resztkową przyzwoitość, aby rozumieć, że kłótnie na ceremoniach to nie temat do plotek z sąsiadami. A szkoda, bo momentami aż się w nim kotłowało od nadmiaru emocji i gdyby tylko znalazł dobrego kompana, to pewnie wszysto by mu opowiedział, aż tamtemu by uszy zwiędły. Niestety, jeśli Wiatr chciał się czegoś dowiedzieć w tej kwestii tu i teraz, to może lepiej byłoby spytać kogoś, kto miał wszelkie normy głęboko pod ogonem.
Mgła powoli zaczynała się podnosić, a wokół robiło się coraz jaśniej, mimo chmur. Drewno rozejrzał się jeszcze raz, zatrzymując się na Dębach na dłużej, w końcu jednak wracając wzrokiem do rozmówcy.
- Będę wracać do siebie - powiedział, jakoś tak nie do końca naturalnie, kłując swoje własne uszy. - Dziękuję za rozmowę, Wietrze, i miłego dnia.
Odwrócił się i miarowym truchtem powędrował prosto w kierunku obozu Wichru.
//zt
x
I alwayssimplify thisall thetime somehowI thinkthatI'm alone I wake upevery dayandchangemy mind ✧*̥ ˚xgoodmorningx*̥ ˚✧ I'vebeen herebeforethe warning it opensupthe door and now I'm falling ﹉﹊﹉﹊﹉﹊﹉
Aha! I tak po prostu sobie pójdzie? Wiatr nie miał zamiaru, oczywiście, za nim krzyczeć i prosić go o jakiekolwiek wyjaśnienia, ale mógł dojść do jednego wniosku - takie ucięcie tematu i nagły powrót, sugerował że coś może jest tam nie tak. A co za tym szło... oby z Pająkiem nic złego się nie działo. Odetchnął cicho, machnął głową. - Trzymaj się! I wzajemnie, miłego dnia. Może jeszcze kiedyś się spotkamy!
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Nie szwendał się poza granicami Klanu Cienia ni w ząb to do niego nie pasowało. Nie leżało to w... Psiej naturze. Do czasu.
Wszak wodziła nim ciekawość i nierzadko wystawiała go na próby, które jednak skutecznie znosił i przezwyciężał, pozostając wiernym synem Cienistych ziem. Jak się miało okazać - do czasu.
Bo pokusy stawały się coraz silniejsze, ciekawość świata nie dawała za wygraną, nie chcąc się jakby pogodzić z Psią stagnacją. Wodziły więc one swym syrenim śpiewem, obietnicami wielkich przeżyć i terenów obfitujących w łowną zwierzynę. Ostatecznie przekonały go wiedzą - chęcią zaspokojenia potrzeb swej dociekliwej natury, wizją posiadania czegoś niezwykłego. Psia Łapa lubił wiedzieć, najlepiej - wszystko. A wszechświat, najwyraźniej zdając sobie sprawę z achillesowej pięty terminatora, chytrze z tego skorzystał. Wyruszył, pod wpływem dziwnego impulsu, niemalże amoku, wariactwa, co było tak niepodobne do jego osoby. Chłodnej, kalkulującej i analizującej każdy podejmowany krok, logicznej, mającej pełnię kontroli - nie tylko nad samym sobą, również nad zastałą rzeczywistością. Nie było mowy, by mógł ponownie kiedykolwiek w przyszłości zezwolić na to, by serce, pokonując rozum i towarzyszący mu zdrowy rozsądek, przejęło nad nim stery - zwykłe, przyziemne instynkty i pragnienia. Miał to być ostatni raz, przysiągł sobie to w duchu. Z drugiej strony, nie robił... nic złego, nie dopuścił się zdrady. Ten pierwszy raz pokonały go własne słabości, szczeniacka ciekawość, niedosyt. Miał to być jednak zarazem ostatni raz, tak obiecał. Samemu sobie, przed samym sobą.
Nie szukał rozrywek, nie pragnął towarzystwa, zawieranie nowych znajomości nie było jego zamiarem. Raczej... zwiedzał. Poszerzał posiadaną już wiedzę, dla własnej satysfakcji. Dla własnego dobra. Dla dobra Klanu, jego coraz większa wiedza mogła przynieść wszystkim jedynie korzyści, stać się cegiełką w budowaniu jego potęgi, umacnianiu sił. Czuł mieszaninę przeplatających się woni każdego z Czterech Klanów. Malowniczość krajobrazu nie była dla niego sprawą priorytetową, acz trzeba przyznać, zimowa sceneria prezentowała się całkiem... uroczo, najzwyczajniej w świecie - ładnie. W tym wszystkim kojący najbardziej był jednak spokój. Oby nikt i nic nie zdołało zakłócić tego stanu rzeczy. Psia Łapa właśnie na to liczył, do pewnego stopnia. Bo jedno niewinne przewinienie prowadziło już tylko do kolejnych. Starał się odpierać od siebie tę myśl, nie był taki. Każde jego działanie było przecież zgodne z Kodeksem. I tak, niezależnie od wszystkiego, zawsze będzie. To obiecał, nie tylko sobie i nie tylko przed sobą.
// Róża! ♥
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
Księżyce: 100 Mistrz: Zmierzchająca Nadzieja Płeć: kotka Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Trwałe urazy: brak lewego oka
Róża jest kocięciem niedużym, drobnym, co jest jeszcze widoczniejsze, gdy postawić ją obok w większości wyrośniętego rodzeństwa. Nie widać u niej typowej dla kociąt w tym wieku pulchności. Sprawia wrażenie kruchej i delikatnej, a pokrywające ją długie futerko, które gładko przylega do ciała, niespecjalnie pomaga w ukryciu tego wrażenia. Sierść kotki jest buro-ruda, pokryta czarnymi i ciemno-rudymi cętkami, a miejscami pojawia się także biel. Po lewej stronie jej ciała dominuje rudość - większe plamy obejmują udo, fragment boku i niemal całą przednią łapę. Po prawej stronie rudy koncentruje się na udzie i w postaci dwóch niewielkich plam na łopatce i przy grzbiecie. Biel pokrywa niewielki pyszczek, ciągnie się przez szyję, aż do brzucha, na łapkach formuje nierówne skarpetki; krótką, obejmującą trochę więcej niż same palce na lewej przedniej i nieco dłuższą, sięgającą do nadgarstka na prawej, z tyłu biel sięga do połowy ud. Uszka Róży są małe, nos różowy, a co najbardziej dla niej charakterystyczne - urodziła się bez jednego oczka. Prawe ślepko jest szaro-niebieskie, a w przyszłości nabierze ciemno-zielonej barwy.
Pszeniczny Kłos [w], Pokrzywa [nś], Kolec [w]
XXXZ treningiem opóźniającym się ze stu różnych powodów i nadchodzącą ceremonią wojowniczą jej rodzeństwa, Róża po raz pierwszy poczuła, jak bezpieczny obóz zaczyna ją... dusić. Ciężko było jej patrzeć na to, jak dzień w dzień ktoś wychodził na trening, albo wracał z udanego polowania, gdy ona wciąż tkwiła w jednym miejscu (nawet jeżeli częściowo z własnego wyboru). Było to miejsce spokojne, pozbawione niebezpieczeństwa i nie marzyła o niczym innym, ale myśli o tym, że zostawała w tyle, że wszyscy dookoła musieli się o nią martwić i troszczyć bywały nie do zniesienia. Dlatego dzisiaj po raz pierwszy opuściła swoją bezpieczną ostoję w pojedynkę. Nie myślała o tym za dużo, po prostu poszła przed siebie. XXXPo dłuższej chwili dotarła do ogromnego drzewa, które obrzuciła spojrzeniem podziwu. Nie była fascynatką natury, ale dąb o czterech zrośniętych ze sobą pniach zrobił na niej niemałe wrażenie. Nie widziała niczego podobnego w obozie Rzeki. robiła kilka kroków w jego kierunku, gdy usłyszała czyjś krok, nadchodzący z przeciwległej strony. Wbiła wytrzeszczone oko w burego, dużego kocura, niezdolna do tego, żeby się ruszyć albo choć odezwać. Schowała jedynie puchaty ogon pod siebie i skuliła uszy, nie odrywając wzroku od nieznajomego. Nie znała wielu Rzeczniaków, ale kojarzyła ich z wyglądu. Tego tutaj widziała po raz pierwszy. Co tu robił? Co powinna zrobić? Uciekać? A może atakować, bronić granic klanu? Bo... to wciąż były tereny Klanu Rzeki, prawda?
yourheart istoobigforyourbody it iswhyyouwill notfitinside youpouritout whereeveryonecansee tearsfalltotheground youjustletthemdrown
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Psia Łapa za to o wyprawie myślał aż nazbyt wiele... jednakże potencjalnym towarzystwem i możliwością natknięcia się na innych, okolicznych wędrowców jakby w ogóle nie zaprzątał sobie głowy.
Z reguły nie interesowały go inne koty, te obce - w szczególności. Póki ktoś nie stał się w jego oczach 'wartościowym' - czy to poprzez piastowanie wysokiej, poważnej rangi, czy godne podziwu doświadczenie i zasługi - nie zdołałby zatrzymać dla siebie Psiej uwagi na dłużej. Nie każdy zasługiwał na zaskarbienie sobie, choć krzty Psiego zainteresowania i zapewne nie inaczej byłoby w przypadku Rzeczniaczki, która to dziełem przypadku znalazła się, dosłownie, na jego drodze. Nie byłoby inaczej, gdyby nie jej... co najmniej niepokojące (dziwaczne? niezrozumiałe?) zachowanie, gdyby nie fakt, iż na dobrą sprawę, to Psia Łapa był intruzem na tych ziemiach, gdyby miał inne, lepsze rozwiązanie zręcznego wybrnięcia z tej sytuacji. Nie byłoby tu żadnego wyjątku, odstępu do reguły, gdyby nie zaistniałe okoliczności i jeszcze kilka, nieco innych powodów... Westchnął zrezygnowany.
- Hej! Znajdujesz się na ter- - przerwał, zakłopotany - właściwie to się nie znajdujesz... ja też nie. Uh. Wybacz moje... roztargnienie.
Cofnął się, wykonując kilka niewielkich kroków w tył. Był, zapewne pierwszy raz, od kiedy sięgnąć pamięcią, skrępowany. Wprawdzie Kodeks nie zakazywał rozmawiania z 'cudzoziemcami', nie zakazywał nawet zawierania przyjaźni, ba, nakazywał pomoc w potrzebie - i wiedząc, że tak właśnie winien postąpić, tego od niego wymagano - nie odszedł. Chcąc nie chcąc, musiał zareagować. Był zresztą przyzwyczajony do odpowiedzialności, to zazwyczaj na nim właśnie spoczywał jej ciężar.
- Co ci jest? To znaczy... potrzebujesz, ech, pomocy? Czegokolwiek innego... ode mnie? - zapytał, nie wiedząc, czy to z resztek troski, czy raczej chłodnej konieczności - Psia Łapa, tymczasowo. Klan Cienia.
Nie było w nim wielkich pokładów empatii czy altruizmu, których to można było pozazdrościć jego bratu - Niedźwiedziej Łapie. Jednakże na swój sposób... starał się, biorąc sobie do serca przekazywane mu wartości Kodeksu, godne prawdziwego wojownika (którym to zresztą miał stać się... już wkrótce!). Mimo wszystko nie opuszczała go nurtująca myśl i refleksja nad tym, czy wszyscy z pozostałych Trzech obcych Klanów są tak... osobliwi. Na ten moment, jego doświadczenia potwierdzały tę tezę.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Iskra ostatnich parę wschodów - ha! - nadal robił nic. Spotkania z Szyszką stały się normą nauk, które jedynie trzymały go przy zdrowych zmysłach i sprawiały, że nie szalał ze złości i poczucia bycia olanym, ale oczywiście, nijak mu to starczało do tego, by czuł się zadowolony na tyle, by mógł siedzieć w obozie. Rozpierała go energia, a on sam po prostu wolał zajmować się czymś więcej, niż spaniem czy też patrzeniem jak inni robią coś. A on nie. Żenujące.
Podróżował więc, nadal. Świat był ogromny, w wielu miejscach jeszcze nie był, i właśnie dlatego dziś dotarł do Czterech Dębów. W życiu go tu jeszcze nie było tak… blisko. Był obok, ten jeden raz, jak gadał z Cienistą kotką. Ale przy samym drzewie? Nigdy przedtem. Ale chyba niespecjalnie się nim przejął, bo tym na czym się skupił był kawałek kory, leżący przy dębie. A potem, dopiero dźwignął łeb do góry. Bo jakby tam się tak wspiąć…
[paproć!]
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
duży, włochaty, biały kot z brązowym ogonem. jasnozielone, migdałowate w kształcie oczy, prosty profil
młody gniewny arogancki
Pochmurny Sen || Śpiewająca Knieja
Od kiedy Bród wyzdrowiał nie widziało mu się siedzenie w obozie jeśli tylko nie spał. Nudził się, a w Klanie Rzeki nie bardzo były koty które by go interesowały. No, może poza kilkoma ładnymi kotkami, ale one z kolei nie chciały się interesować Brodem. Dlatego wolał szukać rozrywki poza klanem, a co najmniej poza obozem. Nie umiał też za bardzo polować, a pogoda dawała mu się we znaki, więc próbował pozostać w cieniu i eksplorować okolice.
Tym razem dotarł do Czterech Dębów, które okazały się być bardziej jednym dębem który dzielił się na cztery. Był to swoisty rodzaj zawodu, ale co najmniej było to coś innego. Bród zaczął wspinać się na drzewo by popatrzeć na tereny wszystkich czterech klanów z góry.
i've got afever,don't breathe on mexxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
i'm a believer in N O B O D Y won't let meleave 'cause I've seen something hopeI don't sneeze(I don't)
xxxxxxxxxxxxxxreally we just need to fear something only pretending to feel something xxxxxxxxxxxxxxxxi know you're dying to run, i wanna turn you AROUND
Średniego wzrostu, dużo łapny z futrem między palcami, ostrych pazurach, długowłosy bury pręgus o klasycznych zawijasach, pędzelkach na uszach, zielono-złotych oczach i białej plamce futra na bródce i paluszkach.
Cicha mysz która najchętniej wyrzuciłaby swe obawy za drzwi i ujeździła rysia bo daje to pozory czegoś nowego. Nie, żeby miał jaja to zrobić.
Cięty ozor wtedy, gdy trzeba. Kocha swą rodzinę i byłby w stanie wskoczyć za nią w ogień, lecz swe smutki przeżywa w ciszy. Kto wie jak na długo.
Porzeczkowa Pestka(KC)
Brudna Stopa(KR)
Chciało się Bzyczkowi zapolować. Był wkońcu wojem, a Ogórkowa Łapa ponownie gdzieś się rozpłynął. No cóż.
Czuł drobną pustkę przez jego zniknięcie, lecz jak mówiło jego motto: nic, bo w sumie nie miał on motta, ani nawet pomysłu jak radzić sobie z takimi akcjami, gdzie to młodziaki znikają niemal po rozpoczęciu treningu bez słowa.
Mógł tylko wzdychać.
Tak znalazł się tu, na miejscu dawnych Zgromadzeń - w sumie, cieszył się, że nie było już do nich podstaw, ani wielkich zagrożeń ich wywołujących.
Spojrzał się do góry, widząc białą plamę na gałęzi drzewa.
-Nie słyszałem, żeby było zwoływane zgromadzenie! - Krzyknął, śmiejąc się lekko pod ceglanym nosem.
Został na swoim miejscu. Od kamiennego stróża.
-Czyżby jakiś poważny powód cie tu przysłał? Jak cie zwą?-
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Cztery Dęby stały się stałym miejscem przebywania Iskry. Nie było w sumie ku temu większego powodu - ani drzewem się nie fascynował, ani nie było tu chłodniej, ani... właściwie, nic. Nie działo się tutaj nic godnego jego uwagi. O dziwo, wracał tutaj jak na złość. Tym razem, niemniej, faktycznie postanowił się nieco bardziej skupić na Dębie. Wolno, leniwie się rozciągnął, pazury zaczepiając na jednym z korzeni. A tuż po tym, zaczął je ostrzyć... Co doprowadziło zaś do tego, że zaczął się wspinać do góry. Nie było chyba to zakazane? Nie słyszał nigdy, aby którykolwiek Wojownik mówił, że za to czeka go jakaś kara.
[świt]
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Pierwsza przygoda poza obozem to to nie była. Ale zdecydowanie pierwsza legalna! Czuł się tak wolny, jakby wkroczył do zupełnie nowego świata. Trawa pod stopami wydawała się inna, kwiaty były dzikie, a ptaki, które widział, choć znajome, zdawały się być zupełnie obce. To niezwykłe uczucie opanowało rdzawego od momentu, gdy opuścił swoje dotychczasowe terytorium. W końcu była to także jego pierwsza misja, i obiecał sobie, że przyniesie Niezapominajce prezent, który będzie błyszczał niczym gwiazda na niebie.
W końcu dotarł do ogromnego dębu, nagle zapominając o swoim pierwotnym celu. Zauważył kremowego kota, który wspiął się na drzewo. To była pierwsza postać, którą spotkał i która wydawała się być potencjalnym przyjacielem, nie wiążąc się z Wichrzakami, drapieżnikami lub innymi zagrożeniami. Przyjaciel! Świt podreptał wesoło pod sam pień, obserwując, jak nieznajomy wspina się coraz wyżej.
- HEJKA!! MAM NA IMIĘ ŚWIT...ŚWITAJĄCA ŁAPA. A TY??? SKĄD JESTEŚ??? - krzyczał, co by tylko nieznajomy mógł go usłyszeć.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
Iskra będący potencjalnym przyjacielem był... niesamowitym żartem. Pomijając, że kto z nim wytrzyma, to z kim ON wytrzyma? Tak samo stwierdzenie, że nie wiązał się z zagrożeniem! To się dopiero Świt przekona w jak wielkim błędzie był. Wspinał się na drzewo nadal, z zamiarem wejścia na największą z gałęzi. Póki co, dla odpoczynku łap, zatrzymał się na jakiejś chudszej, aż nagle... ryk. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mu przez całe ciało, a potem spojrzał na niego. - G#WNO CIĘ TO OBCHODZI!!! PO CO SIĘ DRZESZ?! - odkrzyczał mu, w typowy dla siebie sposób. On mógł się drzeć. Inni niekoniecznie. Szczególnie, że z tej wysokości, jakby się zszokował (bo nie wystraszył.....) i spadł, to albo by sobie coś połamał, albo by się zabił. Obie opcje średnie.
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
O, pierwsze spotkanie i się trafił ktoś z charakterkiem...Na szczęście nie jest to nic, co mogłoby Świta zrazić do kogokolwiek. Borsuk mu groził i co? I są najlepszymi przyjaciółmi. Traszka go często biła, a i tak się kochają. Kremowy na pewno nie będzie inny.
Rdzawy uśmiechnął się szeroko, gdy kocur nie okazał się być głuchy i mu odpowiedział. Niemiło i niekulturalnie, ale odpowiedział, a tylko to się liczyło. Zaczepił przednie łapki o korę drzewa, robiąc parę podniesień w górę, zaczepiając się pazurkami w pewnym momencie, żeby móc lepiej widzieć nieznajomego.
- Oh, żebyś mnie lepiej słyszał!! Nie wiedziałem, czy jakbym mówił, to byś zrozumiał - z dołu wydawał się być dość daleko, na tyle że piłowanie mordy było jedyną opcją do porozumiewania się. Najwidoczniej nie było to konieczne, ale według Świta dobrze wyszło. - A obchodzi, bo jestem ciekaw bardzo! Jesteś pierwszym kotem, którego spotykam, a który nie jest z Wichru. Zapamiętałbym - w sumie to nie, łatwo mu szło zapominanie o rzeczach ważnych, a co dopiero o nieważnych. - To jak masz na imię? Pasowałoby ci...hmmmm...Piorun. Bo jesteś taki...elektryzujący, o. Albo nie, to słabe. Wyglądasz na Pyłek. Przez twoje futerko i oczy i jesteś nieduży. Pyłkowa Łapa, hm? Pyłkowy Kwiat? Żółty Pyłek? Pylący Wiatr? A może Kwiecisty Pyłek? Pachnący Pyłek? Pyłkowy Miód? - tak, zdecydowanie te imiona szły w parze z charakterkiem gromiaka.
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
budowa europejska, chudy, średniego wzrostu, kremowy z białymi znaczeniami na łapach, pręgowanie tygrysie, poczochrana, krótka, szorstka sierść, o niebiesko-szarych oczach (w przyszłości bursztynowych)
Przez podejście mamy - rozpieszczony, przez podejście taty - ambitny. Dwie rzeczy, które sprawiają że Iskra jest mieszanką wybuchową, o zbyt wielkiej wierze w siebie i... niespecjalnie przyjemnym charakterze. Zawsze musi być najlepszy, zawsze ma rację, zawsze jest najsilniejszy, on, on, on. A jeśli coś idzie nie po jego myśli? Strach się bać co będzie się działo dalej. Okrzyczy cię? Pobije? Oba?? Tldr; bezczelny, agresywny, wredny, niemiły, okropny, zły, niefajny, mądry, ambitny
- Wolałbym nie - burknął pod nosem. Na dobrą sprawę, idealnie by było, gdyby przybęłda się w ogóle tutaj nie znalazł. A to, czy usłyszał że wolał, aby go tu nie było, to najmniejszy problem Iskry. Niech się obrazi i ucieknie z płaczem do mamusi. Co by jej powiedział i tak? Że Iskra nie chciał z nim gadać? Żałosne.
Zaraz przyuważył, że ten się wspina. Niech tylko podjedzie zbyt blisko, a wtedy... właściwie, jeszcze nie wiedział. Ale na pewno będzie niezadowolony z tego, że smark miał czelność bez pytania się zbliżać. I tej myśli pozostałby, gdyby ten skończył na zgadywaniu jego imienia przy Piorunie. Nie było to zdecydowanie jego imieniem, ale Pyłek...? Bo jest MAŁY? Taka zniewaga krwi wymaga. Wyciągnięte pazury wbił w gałąź, a ogonem chciał o nią uderzyć. Nie udało mu się, świsnęło powietrze. - Sam jesteś nieduży, durny frajerze. Nie dziwię się, że jesteś z Wichru, to Klan idiotów. Idealnie się wpasowujesz w tematykę. Chociaż bardziej by ci pasowało bycie z Rzeki, oni są i głupi, i żałośni. Praktycznie opis ciebie - syknął, czując jak ciśnienie mu skacze. MAŁY. On miał za to mały móżdżek! - A pyłek, to z ciebie zostanie jak się zbliżysz, obrzydliwa strawo wron. Bezmyślna pchła! Masz szczęŚCIE, ŻE JESTEŚMY NA DRZEWIE, BO JAKBYM BYŁ OBOK, TO JUŻ BYŚ WĄCHAŁ KWIATKI OD SPODU.
Syknął w jego stronę. Norma, nie trzeba było dużo, żeby doszło do jakiejś awantury. W końcu nie był mały...!
DONTmesswithme, Im abigboy now, and ImVERYscary ˗ˏˋ ´ˎ˗ IPUNCHmyWALLS,stayoutatNIGHT,˗ˏˋ ´ˎ˗ and I dokarate ≪Dontmessageme causeI WONTreply, ≫ I wannamakeyoucry
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Kolejny, co go nikt nie kocha i trzeba mu pomóc. Co prawda inny przypadek niż Borsuk, bo tamten wydawał się być kompletnie odcięty i niezainteresowany. A ten? Po prostu krzykliwy i wredny. Na szczęście jest niewiele rzeczy, które faktycznie by mogły odstraszyć Świta i do tej pory żadnej z tych rzeczy nie spotkał. Uśmiechnął się tylko do kremowego, olewając jego niechęć. Nic mu się przecież nie stanie!
- Hmm, nie sądzę, żeby Wicher był klanem idiotów. Mój brat Mchowa Łapa jest baardzo mądry. I mamy w ogóle bardzo dużo mądrych kotów. Ja, fakt, jestem głupi, ale ktoś musi. Nie przeszkadza mi to! Żyje mi się dobrze, to po co miałbym to zmieniać, co nie? A jak jest z tobą, Pyłku? To znaczy, mogę cię inaczej nazywać, ale najprościej by było jakbyś się przedstawił! Nie martw się, nikomu nie powiem o tych wymyślonych imionach, okej? - zapewnił go, robiąc kilka wspinaczkowych kroków w górę. - Jeju, wysławiasz się jak Traszka, wiesz o tym? Traszka, Traszkowa Łapa, to moja siostra i ona tak do wszystkich. Ale myślę, że to kwestia, hmmm...troski. Choć bywa niedelikatna. I to bardzo niedelikatna. Dogadalibyście się myślę. Tylko pytanie jak podchodzisz do zasad? Dla niej są bardzo ważne. Ja tam myślę, że to bardziej wskazówki, ale też nie robię nic złego - kompletnie olał jego groźby, bo co miałby sobie z nich robić? Nie są na ziemi, nie wącha kwiatków od spodu, wszystko gra!
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.