Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
— Oczywiście. Właściwie to przez długi czas po tym, jak Chrabąszcz dołączył z powrotem do swojego rodzimego Klanu, ja poruszałem się jako, jak wy byście mnie nazwali, samotnik. Raz jeden przekroczyłem wasze granice, Zmierzchająca Gwiazdo, gdy mój towarzysz został mocno poturbowany przez szczury, gdy byliśmy raz na polowaniu. Zajęły się nim wtedy dwie medyczki jak mniemam — napomknął o tej sytuacji, by dodatkowo nakreślić swoją wierność wobec Chrabąszcza, nawet jeszcze za nim zostali partnerami oficjalnie. Na długo przed tym. — Do Klanu Wichru dołączyłem z powodu moich kociąt, które miałem wraz z Wichrową wojowniczką. Sama prosiła mnie o tę pomoc, a ja nieco za późno stwierdziłem, że chciałbym być w ich życiu, zanim więc dowiedziałem się, gdzie rezydowała ich matka, musiałem popytać na granicach, czy kojarzą takową kotkę. Ostatecznie się dowiedziałem, a do Klanu Wichru trafiłem dość ciekawym przypadkiem, ponieważ walczyłem z jastrzębiem niedaleko ich granic. Uratował mnie sam Roziskrzona Gwiazda, który to zaprowadził mnie następnie do obozu, zapewnił wikt i opierunek, a gdy byłem gotów, powitał mnie jako nowego terminatora, Rekinią Łapę — opowiedział, nie będąc pewnym, czy powinien skupić się bardziej na kociętach, czy na swojej historii z dołączeniem. Twierdził jednak, że jego historia była znacznie bardziej ciekawa, kocięta były już dorosłe, jak nie za stare, i nie potrzebowali się wzajemnie.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Poturbowany przez szczury... Faktycznie coś takiego miało miejsce. Nie kojarzyła jednak, by Chrabąszcz chwalił się, że pomógł mu kot spoza klanów... Teoretycznie mogłaby się zapytać Nurt oraz Gałązki czy to co mówił było prawdą, ale nie chciało jej się robić dochodzenia o jedno przekroczenie granicy. Dalsza historia natomiast... Była po prostu dziwna. Czyli i on i Chrabąszcz zostali poproszeni o jakieś kotki o pomoc? Ze wszystkich kocurów w czterech klanach... Akurat oni. I teraz byli parą, chcieli żyć razem w Klanie Gromu choć oba mioty ich biologicznych dzieci żyły obecnie w Klanie Wichru. Ciekawie.
- Masz interesującą przeszłość... Powiedz jeszcze, czy twoje kocięta oraz ich matka wiedzą że pragniesz odejść? Oraz przede wszystkim, czy klan, albo chociażby Truflowy Nosek, czy Roziskrzona Gwiazda wie o twojej decyzji? - Dopytała, bo nie chciała robić niczego bez świadomości wichrowej władzy. A jego kocięta... Może były duże, albo nie potrzebowały go w swoim życiu, jednak dla nich pozostał w Klanie Wichru, jeśli... dobrze rozumiała. Skomplikowana ta cała sytuacja. - Uprzedzam również, że gdybym cię przyjęła, na jakiś czas musiałbyś wrócić do rangi terminatora. Oraz nie obiecuję, że cały klan przyjmie cię z otwartymi ramionami. Będziesz musiał od zera zyskać ich zaufanie, co zresztą prawdopodobnie już doświadczyłeś w Klanie Gromu. - Wyrzuciła to zanim... Się zgodzi i rudy będzie miał nieprzyjemną niespodziankę.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
Jeśli przerzucanie się między byciem w klanie, a samotniczym życiem u boku Chrabąszcza od czasu do czasu uważała za interesującą przeszłość, to nie mógł się doczekać by opowiedzieć jej o Morzu i ich relacji, której jego partner nie do końca popiera. To dopiero było ciekawe! Ale tę historię zamierzał zostawić na inny moment.
— Nie wiedzą i obawiam się, że nie ruszyłoby to ich za bardzo — wzruszył barkami. — Matka moich kociąt jest związana z Truflowym Noskiem i wychowywały kociaki razem, moja obecność zakładam, że była dla nich jak drzazga w oku lub wodorost zawinięty na stopie. Z Roziskrzoną Gwiazdą jednak łączy nas przyjaźń jeszcze sprzed mojego dołączenia do Klanu, nie sądzę, by miał obiekcje — przyznał, nie chcąc raczej wprost mówić, że nikomu nie powiedział o niczym, bo była to bardzo spontaniczna decyzja.
— Jest to oczywiście zrozumiałe, Zmierzchająca Gwiazdo. Czego się jednak nie robi dla miłości, prawda? — uśmiechnął się i posłał przyjazny wzrok ku Chrabąszczowi na krótki moment.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Księżna raczej… Wolała nie wiedzieć o tej relacji. Jeszcze by uznała rudzielca za jakiegoś wariata i z tej rozmowy byłoby nici.
Ciekawsze natomiast było wspomnienie o Truflowym Nosku w tej poplątanej rodzinie. Czyli to rudzielec był odpowiedzialny za sprawienie miotu jej partnerce? Aha… To wyjaśniałoby też czemu był drzazgą w ich oku. W końcu po co dwóm zakochanym kotkom jakiś losowy kocur w równaniu. Za zgarnięcie go do siebie, na pewno Trufla i jej partnerka będą wdzięczne Zmierzch.
- Dobrze… W takim razie proszę, abyś poinformował o tym Roziskrzoną Gwiazdę, oraz innych bliskich, którzy mogliby przejąć się twoim zniknięciem. Pożegnaj się z nimi i jutro o tej samej porze, Chrzęszczący Chrabąszcz odbierze cię z granicy i zaprowadzi do obozu, gdzie zostaniesz przedstawiony Klanowi Gromu. Czy taki plan ci odpowiada? - dopytała, bo nie chciała robić zamieszania w Klanie Wichru, ponieważ jeden z ich wojowników zniknął. A nawet jeśli nie byłoby zamieszana, to wciąż, chciała, by koty mu znane wiedziały dokąd się wybiera.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 82 Mistrz: Kolczasty Grzbiet Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Łajba Partner: Morze, Chrzęszczący Chrabąszcz Trwałe urazy: mała blizna po prawej stronie policzka, podłużne rany na lewym boku, oderwany kawałek lewego ucha
Rudy złoty, tygrysio pręgowany | czarna LP łapka, plamka na karku i po lewej stronie brzucha [chimeryzm] | wysoki i szczupły | białe palce tylnych stóp i biała plamka na gardle | niebieskie oczy
— Oczywiście — kiwnął głową. Nie miał większego zdania na temat tego, czy lepiej byłoby pójść do obozu już teraz i zawołać Iskrę na granicach później, czy może zrobić to już teraz. Śpieszno mu nie było, ale jednocześnie czuł, że emocje będą go trzymać w półśnie przez całą noc.
Podszedł do Chrabąszcza, by polizać go krótko po policzku, a następnie zawrócił by zniknąć za dębami, kierując się ku obozowi Klanu Wichru.
Jedną rzeczą, która bez dwóch zdań podobała się cynamonowi w byciu terminatorem, była możliwość wyjścia z obozu. Jak dotąd w towarzystwie dorosłego kota, oczywiście, ale to mu nie przeszkadzało w najmniejszym stopniu. Pierwszym co zrobił, kiedy dowiedział się że jego mistrzyni jest chora i wyjście na trening nieco się przeciągnie, było namówienie Mrówczego Szlaku na pokazanie mu, gdzie żyją ryby. W ten sposób spędzili bardzo miłe popołudnie nad Leśną Sadzawką, oglądając sobie obłe piszczki pływające pod powierzchnią wody i nasłuchując żab. Po takim wypadzie apetyt cynamona na zwiedzanie rósł. Punkt drugi – zobaczyć te Cztery Dęby o których tyle słyszał, i gdzie podobno działo się Zgromadzenie kiedy był jeszcze bardzo mały. Trochę żałował, że mama nie urodziła go wcześniej, może wtedy mógłby iść.
Z pomysłem zobaczenia Dębów zwrócił się do przybrzeżnej mamy, która stwierdziła, że to wspaniały pomysł i że mogą iść następnego dnia rano. A skoro Omułek jak dotąd nie miał treningów, zgodził się w mgnieniu oka i zamruczał jej do ucha, ocierając się o rudy policzek. Problem pojawił się dopiero później, bo Przybrzeżna przypomniała sobie, że przecież Cztery Dęby są za granicami Wichru i nie może tam iść sama. Jeszcze późnym wieczorem pognała do legowiska wojowników, szukając charakterystycznej złotej mordki, i opowiadając mu o całym przedsięwzięciu.
I w ten sposób do korzeni Czterech Dębów, w pewien piękny, ciepły poranek Pory Młodych Liści, dotarła aż trójka kotów.
— Ale wielkie! — Miauknął Omułek, opierając łapki o jeden z wystających korzeni i patrząc do góry, w koronę drzewa. Jeszcze większe niż konwój z obozu. Zerknął przez ramię na przybrzeżną mamę i Słoneczny Brzeg, z szerokim uśmiechem na mordce. — To tam na górze wszyscy siedzieli?
dość wysoka, umięśniona i lekko okrągła. krótkie czarne futro z bielą na brodzie, szyi, brzuchu i łapach. oczy o intensywnie złotej barwie. brak połowy ogona, długa blizna wzdłuż kręgosłupa i lekkie rozcięcie na lewym uchu.
głośna. dużo krzyczy, jeszcze więcej gada. wesoła, towarzyska, ciekawska, zapominalska, emocjonalna. nie jest najostrzejszym pazurem w łapie. fanatyczka robactwa. głośna.
Kawka wybrała się na spacer z Niedźwiedzią Łapą - terminator naprawdę lubiłu sobie pogadać, podobnie zresztą jak czarno-biała, nic więc dziwnego, że w końcu wyszli tylko we dwójkę, kiedy to mogli sobie gadać do woli. W końcu jednak młodszy kot przypomniału sobie, że miału iść na trening, a że Kawce nie chciało się jeszcze wracać do obozu, poszła nieco dalej, w stronę Czterech Dębów. I już miała poćwiczyć w samotności wspinaczkę (w końcu jeśli się wywali przez brak części ogona, to nikt nie zauważy!), kiedy dostrzegła w pobliżu wichrowy patrol.
- Ogromniaste, co nie?? - Zwróciła się do najmłodszego z kotów. - Ja tam sobie nie przypominam, żebym widziała kiedyś takie WIELGACHNE drzewa, i to jeszcze cztery obok siebie! Ale może nie zwracałam uwagi... no! Ale! Ładny dzień dzisiaj, co??? - Zalała go zaraz strumieniem swej świadomości.
Mama potwierdziła, a kocurek rozpromienił się jeszcze bardziej. Ale fajnie! Byli w takim Ważnym Miejscu! Będzie musiał powiedzieć siostrom że widział Cztery Dęby i że naprawdę naprawdę są takie wielkie jak mówiła mama–
Postawił uszka i obrócił głowę w stronę, z której dobiegał obcy głos. Wow! Jakiś zupełnie nieznany kot podszedł w ich kierunku. Pachniał inaczej niż jego współklanowicze, bardziej... jak okolice Sadzawki, tak by to opisał. Miał krótkie futerko, czarno-białe jak Kolczasty Grzbiet, ale bez białych łatek na nosie.
— Tak! — Przytaknął nieznajomej i pokiwał głową z nieśmiałym uśmiechem na pyszczku. Odstawił łapki na ziemię i obrócił się do niej przodem. — Ja też nie widziałem! U nas w obozie rośnie konwój, ale nie jest taki duży jak Cztery Dęby!
Zza grzbietu kocurka dobiegł go przytłumiony śmiech, chociaż nie był by w stanie powiedzieć dlaczego. Może Słonecznemu Brzegowi też podobała się pogoda?
— Yhym! Jest bardzo ciepło, a podobno ma być jeszcze cieplej! Tak bardzo, że jak piasek się nagrzeje to boli w łapy, tak mi mówiła mama.
dość wysoka, umięśniona i lekko okrągła. krótkie czarne futro z bielą na brodzie, szyi, brzuchu i łapach. oczy o intensywnie złotej barwie. brak połowy ogona, długa blizna wzdłuż kręgosłupa i lekkie rozcięcie na lewym uchu.
głośna. dużo krzyczy, jeszcze więcej gada. wesoła, towarzyska, ciekawska, zapominalska, emocjonalna. nie jest najostrzejszym pazurem w łapie. fanatyczka robactwa. głośna.
Młody kocurek wydawał się odrobinkę nieśmiały, ale odpowiadał jej mimo to całkiem otwarcie - ha! czyli sukces. No i właśnie przekazał jej jakąś nową wiedzę, w reakcji na co Kawka przechyliła lekko głowę.
- Konwój, mówisz?? Nie słyszałam jeszcze takiej nazwy. A jak takie drzewo wygląda?? - Spytała, nie zwracając do tej pory większej uwagi na pozostałą dwójkę - a przynajmniej dopóki jedno z nich się nie zaśmiało, na co Gromiaczka odpowiedziała nieco zmieszanym uśmiechem. O co chodziło?? Młody powiedział coś nie tak?? Ona takiego wrażenia nie odniosła, w każdym razie!
- Ano! Będzie jeszcze cieplej!! No i twoja mama ma rację - jak jest tak superaśnie gorąco, to piasek aż boli w łapki, jak się po nim chodzi! Nie wiem jak tam u was, ale w Gromie mamy sporo piasku, więc czasem polowanie albo patrol to jest męczarnia!! Ale no, co począć, nie? - poczuła się przez moment jak jakaś starsza pani, co narzeka wiecznie na pogodę. Ma-sa-kra! Przecież nie była aż tak stara!!! - Chociaż! Nie jest też aż tak tragicznie! To znaczy: w niektóre dni jest tak gorąco, że się żyć odechciewa, ale mimo to, przynajmniej słoneczko ładnie grzeje i w ogóle, a już wolę to, niż jak trzeba łazić przez wielgachne zaspy ze śniegu, nie? Przynajmniej się łatwo chodzi! - Uff, trochę się rozgadała jak na taki temat, jak pogoda, ale cóż, miała aż trójkę słuchaczy, więc co się dziwić?
— Tak, konwój. Jest bardzo wysoki i ma ładne, zielone listki. Gałęzie są bardzo grube, żeby Gwiazda mógł na nich siadać i przemawiać. — Wytłumaczył uprzejmie nieznajomej kotce. To było takie dziwne. Zazwyczaj to jemu coś tłumaczono, a teraz to on mógł się wcielić w rolę mistrza. Podobało mu się to uczucie, opowiadania o czymś innym. Mógłby jej opowiedzieć jeszcze więcej o konwoju i o obozie, gdyby nie odchrząknięcie Słonecznego Brzegu, który powiedział, żeby więcej nie mówić, bo kotka musi mieć niespodziankę jak ich kiedyś odwiedzi. To prawda! Nie chciałby jej zepsuć niespodzianki.
— Ojej, to strasznie! Jak będziecie po nim chodzić? — Autentycznie się przejął, wpatrując teraz w czarno-białą mordkę z nieudawanym przejęciem. — U nas chyba nie ma za dużo piasku, mama mówiła, że najwięcej jest na brzegu rzeki. A Grom ma rzeki? — Przechylił główkę, ciekawskie spojrzenie świdrujące kotkę. — Ja lubię śnieg! Jak byłem mały to chowałem się z prawą łapą Gwiazdy w zaspach przed lisami i było bardzo fajnie. Zjadł mnie tylko raz! Ale ona mnie obroniła. A teraz już jej nie ma bo gdzieś sobie poszła... znaczy poszła na jakąś ważną misję. Taką sekretną.
dość wysoka, umięśniona i lekko okrągła. krótkie czarne futro z bielą na brodzie, szyi, brzuchu i łapach. oczy o intensywnie złotej barwie. brak połowy ogona, długa blizna wzdłuż kręgosłupa i lekkie rozcięcie na lewym uchu.
głośna. dużo krzyczy, jeszcze więcej gada. wesoła, towarzyska, ciekawska, zapominalska, emocjonalna. nie jest najostrzejszym pazurem w łapie. fanatyczka robactwa. głośna.
- Czyli wielkie, grube drzewo z listkami.... - powtórzyła cicho, zadzierając głowę, by lepiej przyjrzeć się czterem... dębom? - Jak... te na przykład? - Czy właśnie odkryła tutaj jakąś Wichrową tajemnicę? A może Omułek zaraz wyprowadzi ją z błędu? Mózg jej chyba zaczynał parować.
- Ostrożnie, heheh! - Odparła, śmiejąc się lekko. - Noo, momentami nie jest przyjemnie, ale spoko spoko, mamy też trawy i lasy, także jakoś sobie poradzimy!! No i też mamy rzekę, chociaż ja tam jakoś bardzo często nie chadzam. No i mamy nawet jeziorko, o! - Czy ona aby nie za dużo mówiła o kształcie gromowych terenów? Niee, chyba nie - co wichrzakom dałaby informacja, że mają piasek i wodę na swoich terenach? No właśnie. Przez to lekko się rozproszyła słuchając dalszych słów kocurka, ale w porę włączyła się z powrotem do rozmowy, żeby być w stanie zareagować: - Śnieg cię zjadł??? Czy lis cię zjadł??? Ojaaa, w każdym razie niefajnie! Bo śnieg to, no, dość zimny jest i mokry, a lis to... lis. Brrr. - Wzdrygnęła się lekko. - Tajną misję?? Too oby szybko wróciła!
— Aha! Ale to chyba są dęby, bo nazywają się Cztery Dęby, prawda? Podobno łatwo je pomylić z konwojami. Ja jeszcze nie umiem ich rozróżniać, ale Konwojowa Łapa obiecał, że mnie nauczy. — Pochwalił się kotce z szerokim uśmiechem na pyszczku. — On się zna na drzewach! A ty masz jakieś hobby?
— Wow, macie rzekę! A umiesz łowić ryby? — Cynamon chyba już zapomniał, że to Straszna, Zupełnie Obca Kotka z Innego Klanu, bo trajkotał w najlepsze jakby rozmawiał z pierwszym lepszym wichrzakiem. Może to i lepiej? Otwartość na inne klany, coś takiego. — A, no, lis mnie zjadł! Ale Kościane Wzgórze mnie uratowała.
Słoneczny Brzeg wydał z siebie kolejny nieokreślony dźwięk, a Przybrzeżna Łapa jedynie wzruszyła ramionami. Zdarza się najlepszym zdawało się mówić jej spojrzenie.
— Też mam nadzieję że wróci! Z moim bratem najlepiej, bo gdzieś poszedł i zginął, nikt nie wie gdzie jest. A przecież nie wolno mu wychodzić z obozu! — Parsknął z niedowierzaniem. Jak Ogień mógł złamać tak prosty zakaz? Jego rudy brat czasem pakował się w kłopoty, ale wychodzenie z obozu samemu to już była przesada! Co jak jego też zje lis a w pobliżu nie będzie nikogo żeby go uratować?
dość wysoka, umięśniona i lekko okrągła. krótkie czarne futro z bielą na brodzie, szyi, brzuchu i łapach. oczy o intensywnie złotej barwie. brak połowy ogona, długa blizna wzdłuż kręgosłupa i lekkie rozcięcie na lewym uchu.
głośna. dużo krzyczy, jeszcze więcej gada. wesoła, towarzyska, ciekawska, zapominalska, emocjonalna. nie jest najostrzejszym pazurem w łapie. fanatyczka robactwa. głośna.
- Nooo, w sumie racja! Chociaż kto tam wie, ja na przykład nie wiedziałam że istnieją takie drzewa jak konwoje, więęc może ktokolwiek je nazywał też o nich nie wiedział?? - Mózg jej nadal parował. Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. - Ale! Ktoś z takim imieniem jak Konwojowa Łapa musi się znać, jak samo imię wskazuje, nie? Myślę, że musisz go tu zabrać, on będzie wiedział! - Rzuciła propozycją. Teraz to sama by się na chwilę przeniosła do Wichru, żeby sobie z tym koleżką pogadać o konwojach! - Ano mam! Ja lubię sobie obserwować robaczki, o! Może oprócz os, bo są trochę straaaaszne! No, i oprócz szerszeni jeszcze!! Bo to takie wielgachne osy w zasadzie! Wolałabym, żeby mnie nie pogryzły!! Ale takie na przykład biedronki albo żuczki albo dżdżownice są fajne!
- Chyyyba umiem?? To znaczy, ostatnio rozmawiałam z takim kotem z Rzeki, który mi opowiadał jak to się robi, ale jeszcze nie miałam okazji przetestować! - Również wesoło sobie trajkotała z nowym kolegą, nie zwracając większej uwagi na pozostałą dwójkę. To znaczy! Gdyby chcieli się dołączyć do rozmowy, to ona bardzo chętnie, bo to byłoby trochę niemiłe, jakby ich tak umyślnie ignorowała, ale chyba nie chcieli, więc cóż. Ich strata! Słysząc natomiast o lisie, uniosła lekko brwi. Hmm, ten tu dzieciak raczej nie wyglądał jej na kogoś, kto byłby już terminatorem w momencie, kiedy jeszcze leżał śnieg? Chyba? Ciężko stwierdzić w sumie, przynajmniej dla kogoś, kto nie jest najostrzejszym pazurem w łapie jak Kawka, ale coś jej się wydawało trochę... no, nie żeby go posądzała o kłamstwo! Postanowiła się więc nad tym nie zastanawiać i trajkotać dalej, bo jej znowu mózg zacznie parować. - No no, to poważna sprawa!! A wiesz, że mnie też lis ostatnio chciał zjeść?? Na szczęście tylko mnie trochę skubnął w ucho - trzepnęła lewym uchem, na którym zostało jej lekkie rozcięcie po tej jakże niesamowitej przygodzie - ale pomógł mi inny wojownik, także no! Niefajne stworzenia z tych lisów!!
- No, to się może, uh, gdzieś znajdą oboje po drodze?? Kto wie, kto wie... - Ciężko jej było w sumie odpowiedzieć jakoś sensownie, w końcu jej rodzeństwo też gdzieś wyszło, wszyscy jak byli młodzi, i co? I nie wrócili. Nie chciała więc młodemu robić zbytnio nadziei, bo jeszcze potem będzie jej wypatrywał na granicach z pretensjami (a tego by nie chciała!), ale tym bardziej nie chciała go demotywować. Eh, co za życie!
— To prawda! Podobno najłatwiej je rozpoznać po liściach albo po korze, ale ja jeszcze nie umiem. Będę musiał go poprosić żeby tu ze mną przyszedł, i z jakimś wojownikiem. — Przytaknął na pomysł kotki. — On na pewno będzie wiedział czy to dęby czy konwoje. Może będzie trzeba zmienić nazwę na Cztery Konwoje! Myślę że to bardzo ładnie brzmi.
— Ojej! Moja siostra też lubi robaczki! Nazywa się Turzyca i mama często narzekała że ma brudne futerko bo próbowała je wykopywać. Ja nie lubię bo mają takie długie nóżki... fe! Nie chcę żeby mnie dotykały! Tylko biedronki są w porządku bo są czerwone to od razu je widać. I te drugie czerwone... takie czarno-czerwone co lubią siedzieć na korzeniach. Widać je z daleka i nie chcą po mnie łazić. — Pokręcił główką. — Powinnaś poznać moją siostrę! Może pooglądacie sobie robaczki razem?
— Oooh, a powiesz mi jak? Bo słyszałem że nie wolno rzucać cienia na wodę i że trzeba uważać, żeby ciebie szczupak nie wciągnął! Podobno są taaakie wielkie i mają zęby. — Oświadczył z szerokim uśmiechem na pyszczku, jakby właśnie chwalił się złapaną piszczką a nie wiedzą o tym, że taki szczupak może utopić kota. — Jeju, naprawdę? A dużo macie lisów w klanie?
Zielonożółte oczka zalśniły, kiedy kotka wspomniała o pomocy wojownika.
— Ja też chcę pomagać! — Zerwał się na równe łapki prawie krzycząc, a siedząca kawałek za nim Przybrzeżna Łapa aż wzdrygnęła się na niespodziewany hałas. — Jak będę już wojownikiem, to będę pomagał wszystkim! Będę znajdował zabawki i walczył z lisami i łowił ryby! Wojownicy muszą pomagać wszystkim! — Podkreślił z przekonaniem. — I Ognia też znajdę! I Kościane Wzgórze. Pójdę daleko za tereny i ich znajdę!
dość wysoka, umięśniona i lekko okrągła. krótkie czarne futro z bielą na brodzie, szyi, brzuchu i łapach. oczy o intensywnie złotej barwie. brak połowy ogona, długa blizna wzdłuż kręgosłupa i lekkie rozcięcie na lewym uchu.
głośna. dużo krzyczy, jeszcze więcej gada. wesoła, towarzyska, ciekawska, zapominalska, emocjonalna. nie jest najostrzejszym pazurem w łapie. fanatyczka robactwa. głośna.
- A-HA! Tooo jak tylko to zrobisz, to musicie przyjść na granicę z Gromem i poprosić o Kawkę! To przyjdę!! Bo teraz to też chcę wiedzieć!! - W końcu to dość ważna informacja. No i co jeśli cztery dęby serio nie są dębami? Będzie mogła zanieść kaganek oświaty do swojego klanu! - Noo, też ładnie brzmi, chociaż już się przyzwyczaiłam do nazwy Czterech Dębów... no, ale co począć!
Poruszyła lekko wąsami. Cóż, chyba będzie musiała poprosić Rudzika o częstsze przydzielanie jej patroli w okolice Czterech Dębów (Konwojów?)! - O, zapamiętam! Może kiedyś ją poznam! I no, ja tam za bardzo robaczków nie wykopuję, bo to dużo roboty i w sumie jakbym ja mieszkała pod ziemią to chyba bym nie chciała żeby ktoś mnie wyciągał! Ale! I bez tego można spotkać ciekawe robaczki! O, takie gąsienice na przykład. Ciekawe jak to jest, że się z nich potem robią motyle? - Będzie musiała kiedyś taką złapać i uważnie obserwować! Może zaciągnie do tego Gałązkę? Albo Stokrotkę? A może Niedźwiedzia Łapa się skusi? Zobaczymy.
- Ehe. To nic trudnego w sumie! Musisz po prostu włożyć łapę, albo ogon! Chociaż mój jest trochę krótki, hihi - Zamachała nim, żeby pokazać kocurkowi, że mówi prawdę - i czekasz cierpliwie, aż cię zacznie skubać! No i tak, nie możesz rzucać cienia na wodę i musisz być cicho. A jak cię już zacznie skubać, to łapiesz pazurkami i myk! - wyciągasz na brzeg. - Wyjaśniła, ale jej uwagę zaraz zwróciło co innego. - Szczupak!? Pierwsze słyszę. Ryba z zębami???? O-ja-cię!! Jeszcze takiej nie spotkałam. I chyba wolałabym nie spotkać! - Choć wizja zębatej ryby brzmiała nieco zabawnie, jednak mimo wszystko. Chaber jej o tym aspekcie wędkarstwa nie wspomniał. Może to było bardzo rzadkie zjawisko?? Oby! - Noo, czasem się zdarzają, ale nie za często. - Wzruszyła lekko ramionami. I dobrze, jeszcze plagi lisów im brakowało!
Lekko się zaskoczyła tak nagłym wybuchem entuzjazmu. No no, młodemu nie można odmówić zapału, chociaż wolałaby nie zachęcić go przypadkiem do jakiejś głupiej akcji - jeszcze będzie go miała na sumieniu i co ona biedna wtedy pocznie?? Ano właśnie! - Hmm, tak, masz rację, wojownicy muszą pomagać! - Wyszczerzyła się, przenosząc lekko zakłopotane spojrzenie na moment na towarzyszące in starsze koty. - Ale! Ja bym uważała z wychodzeniem daleko! Ostatnio jak byłam poza klanem, to prawie obieg pór minął, zanim udało mi się wrócić! Mówię ci, to straaaasznieee długo!!