Księżyce: 18 Mistrz: zdechli wszyscy Płeć: kotka Matka: Wydrza Łapa [*] Ojciec: Płonący Las
Wyrosła na średniej wielkości, ale całkiem długonogą koteczkę. Lśniące, dłuższe futerko w kruczoczarnej barwie gładko otula jej szczupłą sylwetkę, a Psianka codziennie dba, by każdy kosmyk układał się idealnie. Uszka ma zakończone małymi pędzelkami, wąsy lekko podkręcone, a puszysty ogon często nosi uniesiony wysoko ponad grzbietem. Oczy Psianki są jasne, żółto-zielone, ze znaczną przewagą tej drugiej barwy. Ogólnie całkiem ładniutka z niej kotka, a przynajmniej tak o sobie myśli i próbuje wszystkich o tym przekonać.
Psianka stara się być uprzejma i słodka. Udaje znacznie bardziej głupiutką niż jest w rzeczywistości, przekonana, że na pozę wielkookiej i uroczej koteczki ugra najwięcej. Lubi zgrywać ofiarę i trochę się ze sobą pieści. Raczej ostrożna, nie jest zainteresowana popełnianiem błędów, a zwłaszcza przyznawaniem się do nich. Za to bardzo chętnie pobiegnie naskarżyć na innych. Najbardziej obchodzi ją czubek własnego, czarnego noska i dążenie do doskonałości, co póki co objawia się głównie w intensywnym pielęgnowaniu futerka.
Kornikowy Konar, Zielna Łapa, Koścista Łapa (KRz)
Nie zauważyła, że ktoś podąża za nią co oczywiście było naganne i nieodpowiedzialne, jednak czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, więc Wrona całkowicie beztrosko układała futerko w sójczym gnieździe. Początkowo również zignorowała szelest kroków, zakładając, że ktoś kto się nie skrada, nie stanowi żadnego zagrożenia. Aczkolwiek nie spodziewała się, że ten ktoś wypatrzy ją wśród gałęzi i liści, a nawet poczuje nieodpartą chęć dołączenia do miejscówki. Wypuściła powietrze nosem, a ogon drgnął jej lekko na splocie starego gniazda, ale momentalnie przywołała na pyszczek, a głos, którym odpowiedziała, był czysty i przyjemny. - Zapraszam! - Miała wystarczająco chwilę, by zorientować się o przynależności Klanowej wołającej kotki, więc nie obawiała się jej towarzystwa. Czy pragnęła, to druga kwestia, ale z drugiej strony nie miała nic lepszego do roboty... Dlatego zawiesiła spojrzenie na popielatej sylwetce, czekając aż ta wespnie się na górę.
Gdybytak choćjeden raznam się zatrzęsłaziemia Przerwałasenoderwałanas odniechcenia Nic nasnie ziębiani nic nasnie parzy
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Nie mając co zrobić ze swoim czasem, Jeziorna Łapa koniec końców postanowiła zrobić coś bardziej pożyteczniejszego niż siedzenie w Obozie bez treningu. Cała sytuacja frustrowała ją, jednak nie mogła nic wiele poradzić. Ostatecznie zdecydowała się poprosić o zgodę do dołączenia do jednego z patrolu - w tym przypadku do Lisiego Ogona i Potężnego Strumienia. Przynajmniej przypomni sobie granice, prawda?
Truchtała za nimi grzecznie, jakby bojąc się nawet zrobić szmer, jednak po jakimś czasie zaczęła iść obok nich, by dotrzymać im kroku - ich łapy były długie i potężne, jak przystało na dorosłych kocurów. Byli silni i Jezioro patrzyła na nich z fascynacją, pragnąć stać się podobnie silna jak oni. Cóż, nie wiedziała, co musiałoby się stać, aby przestała się czuć przy nich bezpieczna.
Zatrzymali się na chwilę niedaleko Czterech Dębów, do których Ziorko się zbliżyła. Rozejrzała się po okolicy, zaś w oddali zauważyła nadchodzącą postać.
/zapraszam Rysią uwu
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
A Rysiek najzwyczajniej w świecie się nudził w obozie. Raczek znowu nie mógł dostrzec, a po za tym motające się myśli w głowie nie były... dobre. Dlatego też wyszedł z obozu z opuszczonym ogonem na spacer, mając szczerą nadzieję, że nikt go nie zauważył i że nikt go nie widzi. Fajnie by tak było. Zniknąć, na jakiś czas, ale cały czas wszystko obserwować. Jednak, nie ważne. Zauważył go Miękki Obłok, który od razu zainterweniował w sprawie podbitego młodzika i zaczął z nim rozmawiać. Teraz szedł przed siebie, tam, gdzie łapy go powiodą. Jak zauważył zaraz później, znajdował się obok Czterech Dębów. Chwilę potem zidentyfikował patrol z Klanu Rzeki. No tak, słyszał, że śmierdzą rybami na cały las. Spojrzał się tylko na okrąglutkiego klanowicza, kiwnął mu głową, dając znać, że idzie z nimi porozmawiać.
Bury point skierował się w stronę patrolu, gdzie o dziwo była młoda kotka, chyba w jego wieku, która akurat się na niego patrzyła. Rysiek strzepnął końcówką ogona, po czym wyszedł na spotkanie.
- Bry - zaczął na spokojnie, uważnie lustrując wzrokiem dymną kocicę, chyba terminatorkę jeszcze.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Jeziorna spokojnym spojrzeniem mierzyła kocura zbliżającego się w ich stronę. Miała przybrany swój delikatny uśmiech, jak zwykle, a widząc, że nieznany jej osobnik zamierza z pewnością się z nimi spotkać, uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wystąpiła krok do przodu. Zdawał się młody, z pewnością był jeszcze terminatorem - nie był skalany żadną blizną, żadną ranką, nawet nie widać było zarysów mięśni pod jego futrem. Podobnie jak on, trzepnęła końcówką ogona, po czym ignorując jego niemrawe przywitanie, odezwała się. - Dzień dobry. Jestem Jeziorna Łapa. - przywitała się uprzejmie. Wiedziała, że nie musiała dodawać, z jakiego jest Klanu - szanowała inteligencję swojego towarzysza na tyle, by uznać, że sam wyczuł po zapachu. Czyli tak jak ona - ci z Wichru nie śmierdzieli jeszcze najgorzej. - Spacerek? - zagaiła słodko.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Po jej przywitaniu leciutko kiwnął głową. Nawet lepiej, że Jezioro nie zauważyła blizny na łapie. Była ona mało widoczna, ale zawsze jednak coś. Chociaż też taką blizną nie ma co się przechwalać, żaden drapieżnik czy inny kot ci tego nie zrobił, a ty sobie sam, na własne życzenie. Na własne życzenie, aby pokazać, jak tępy jesteś.
- Rysia Łapa. Unikając zbędnych pytań, tak, jest Rysia Łapa, ale w Klanie Gromu. I jest szylkretkową kotką - odparł. Widział, że Jeziorna Łapa chce po prostu porozmawiać, dlatego też wichrzak zluzował swoje hamulce dla kocicy, o nietypowym kolorycie futra. Ładnym, trzeba przyznać. Jednakże na jej pytanie podniósł uszy, na chwilę zrzucając maskę niemrawego kocura z Wichru. Po krótkiej chwili namysłu skinął głową przed zielonooką.
- Niech panna prowadzi - odparł żywszym tonem głosu, zaraz podnosząc łeb. Kiedy Jezioro zaczęła prowadzić, bury point zaraz później ją dogonił i szedł bok w bok z dymną terminatorką. Raz po raz zerkał na kotkę obok, zastanawiając się, z jakiego powodu nie ma takich kotów u nich w Wichrze. Znaczy, takich, nie że o takim charakterze, bo przecież Rysiek zna terminatorkę dosłownie przez kilka uderzeń serca, tylko takich, że o takiej ciekawej maści futerka.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Owszem - nie zauważyła. Nie przyglądała się dokładnie jego łapom, ponieważ wystarczył jej ogólny ogląd na jego sylwetkę. Jego futro nie było szalenie ciekawe jak te jej sióstr, dlatego skupiła wzrok na jego oczach - co właściwie było zgodne z zasadami dobrego wychowania. Błękit jego oczu przywodził jej na myśl coś chłodnego i ciężkiego - ciekawiła ją ta nietypowa barwa. Oprócz tego jego pysk ukradł chyba całą różnorodność futra, ponieważ ciekawe wzory okalały jego pysk. Interesujące połączenie.
Podniosła lekko brwi na jego pospieszne wyjaśnienia. Ktoś inny również posiadał takie imię jak on? I to jeszcze kotka? Trochę niefortunnie! Ziorko nie mogła powstrzymać się od lekkiego chichotu. - Nie znam tej kotki i kto wie, czy kiedykolwiek poznam. Ale będę mieć w pamięci tę możliwą zbieżność imion. - odpowiedziała grzecznie, wstrzymując już swój chichot.
Udała się powolnym, lecz pełnym gracji krokiem wzdłuż Czterech Dębów. Mogli okrążyć drzewo i wciąż będzie to jakaś wycieczka, a jednocześnie nie będą oddalać się zbyt daleko. Idealne połączenie, prawda?
Zauważyła jego zerkania w bok. Była świadoma swojej palety kolorów na futrze, dlatego z lekkim uśmiechem powiedziała: - Przyglądasz się mojemu futerku? Sama nie potrafię określić, jakie barwy noszę. Chyba najbezpieczniej powiedzieć, że wszystkie. - zaśmiała się cichutko - Za to ty raczej nie masz takiego dylematu? - skierowała wzrok na jego bok.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Na odpowiedź kocicy Rysi kiwnął nieznacznie głową. Czyli uprzednia uwaga dotycząca Rysiej Łapy z Gromu była bezcelowa. Znaczy, w sumie, może Jezioro zapamięta tą ciekawą zbierzność imion. Co prawda owa szylkretka wcześniej zwała się Pszczółką, co było dość słodkim imieniem. Jednak skoro chciała się zwać od groźnego kota, to nie on, wichrzak, nie ma co ją od tego powstrzymywać. Zresztą by już nawet nie mógł.
Kocur stąpał twardo po ziemi, zauważając że najwyraźniej dymna ma na planie okrążyć drzewo wraz z nim. W myśli na to wzruszył ramionami. Spacer to spacer. Na słowa zielonookiej strzepnął uchem i podniósł wzrok na jej pysk.
- Owszem. Wybacz. Po prostu się przyglądam, bo nie kojarzę, aby w Wichrze któraś kocica miała takie ciekawe, kolorowe futro - odparł, krzywo się uśmiechając. Zaraz później potrząsnął głową, wprawiając tym samym w ruch swoją długą kryzę. - Tak. Kremowy i bury - najpierw dotknął ogonem swój bok, a zaraz później łapką nos. Przez przypadek dotknął boku Jeziornej Łapy swoją kitą. Zmarszczył na uderzenie serca brwi, gdyż nie chciał tego zrobić. Co poradzić Rysiu, jesteś puchaty.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Czy była bezcelowa? Cóż, zawsze to jakaś informacja. Poza tym, ta zbieżność imion lekko rozbawiło Jeziorko. - Spotkałeś się już ze swoją imienniczką? Jeśli tak, to musiało być śmieszne spotkanie! Oboje się przedstawiacie tak samo! - zachichotała cichutko, zasłaniając końcówką ogona pyszczek.
Na jego uwagę skinęła delikatnie łebkiem. Kocur jej schlebiał, to prawda, ale przede wszystkim doceniła jego szczerość i prostolinijność - nie owijał w żadne bawełny to, co chciał wyrazić. Straciłaby cierpliwość przy jakiejś niezdecydowanej jąkale. - Dziękuję! Moja siostra jest do mnie bliźniaczo podobna. Dlatego, jeśli zobaczysz mnie znowu, powinieneś mieć to na uwadze! Ale spokojnie, jest tak samo słodka i uprzejma jak ja! - zamiauczała melodyjnie. Kto wie, może faktycznie się spotkają, a w głowie Rysiej Łapy pozostanie te blade wspomnienie ich spotkania i skojarzy fakty. - Podobają mi się te kolory na twoim pysku. Nikt u nas nie ma takiego połączenia, zwłaszcza w tym miejscu. - powiedziała, właściwie zgodnie z prawdą. A przynajmniej - nie znała jeszcze nikogo z tak charakterystycznym wzornictwem na pysku.
Dygnęła lekko, gdy musnął ją ogonem. To było... dziwne. Ale z pewnością przypadkowe, prawda? Podniosła lekko głowę, patrząc na korzenie Dębów. - Słyszałeś o Zgromadzeniach, prawda? Och Gwiezdni, ile bym dała, aby móc pójść na coś takiego! - powiedziała lekko rozmarzona.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
- Owszem. Była dość zdziwiona, gdy usłyszała swoje imię w pyskach innego kota, który podaje, że to także jego imię - odparł, przypominając sobie rozmowę z ową kocicą. Jej chichot podrażnił uszy burego pointa, na co lekko nimi poruszył. Aczkolwiek jej głos był melodyjny i trochę przyjemny.
- Nie ma za co - kiwnął leciutko główką na jej słowa, po czym wysłuchał dalej. Ze zrozumieniem skinął łbem. - Zanotowane. Aczkolwiek nie wiem, czy będę miał szansę ją kiedykolwiek spotkać. Żadko można mnie spotkać na granicach, dzisiaj po prostu... - no, się wkopałeś kochasiu. Rysiu zamilkł na chwilę, odchodząc wzrokiem od pyska nowej koleżanki. - ...po prostu chciałem przemyśleć parę spraw w spokoju.
Zaraz później Jeziorna Łapa odbiła jego komplement, tylko trochę zmieniony, w jego stronę. Niebieskie ślepka szerzej się otworzyły na kilka uderzeń serca, po czym zamknęły się z wdzięcznością.
- Miło mi to słyszeć - odparł spokojnym tonem, nie dając po sobie poznać, że faktycznie mu miło z tego powodu. Nikt go nie komplementował, prócz jego przyjaciela, Komara, ale tak to nikt. No i jeszcze to kotka z innego Klanu. Ta go nie zna i to jest de facto ich pierwsze spotkanie, dlatego takie słowa są jeszcze bardziej cenne.
Przez łapy terminatora też przeszło nieprzyjemne uczucie wraz z momentem, gdy dotknął kocicy obok. Nigdy już tego nie powtórzy.
- Tak. Słyszałem. I w sumie, to też. Poznać koty ze wszystkich Klanów, nie gdzieś się chować przy granicach i mieć nadzieję, że się kogoś ciekawego spotka - westchnął, podążając wzrokiem za kocicą, aby w końcu niebieskie ślepka mogły spocząć na Czterech Dębach. - Może po tych ostatnich tragediach Przywódcy zwołają Zgromadzenie, chociaż... minęło już trochę czasu. Dwa księżyce chyba. Cóż, to chyba już nigdy nie zobaczymy Zgromadzenia na własne oczy - wzruszył ramionami i zaczął iść po prostu dalej. Bywa i tak, co nie? Czasami coś widzimy, a czasami jesteśmy pozbawieni takiej możliwości. I nie jest to nic złego. Takie po prostu bywa życie, przewrotne.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Przez chwilę się nie odzywała, po czym zwróciła się do niego: - W spokoju? Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam w rozmyślaniach. Lub też, jeśli chcesz, możemy porozmawiać o tym, co cię martwi. - powiedziała zachęcająco o kocura, wysyłając mu lekki uśmiech. Może akurat Gwiezdni tak chcieli? Może zesłali mu ją, żeby mogła mu coś poradzić? A może też dowie się jakichś ciekawych sekretów? Miała nadzieje, że w sąsiadujących Klanach dzieje się trochę więcej, niż w Rzece...
Skinęła głową. - To prawda. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, to jest to najlepszy powód, by zwołać Zgromadzenie. Ale jeśli nic takiego się nie zdarzyło do tej pory, to nie wiem, czy jest na co czekać. A szkoda. - westchnęła cichutko - Bo chętnie na takie bym się wybrała. Jestem terminatorką, więc nie mam zbytniej swobody, jak chodzi o spacerowanie po granicach. Dlatego łapię wszelką okazję... - tu zerknęła w stronę jej kompanów z Rzeki, którzy nie oddalili się daleko. - ...bo kto wie, może uda mi się spotkać kogoś ciekawego? - tutaj mrugnęła zawadiacko do towarzyszącego jej w spacerze kocura.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
- Jeśli się martwisz, że zmąciłaś mi ten spokój to nie martw się. Już to zrobił wojownik z mojego Klanu, który zauważył, że wychodzę z obozu - zaśmiał się pod nosem, drgając lekko wibrysami. Potem jednak milczał, myśląc, czy chce się podzielić problemami z rzeczną kotką. Nie wiedział, ale podobno zawsze jest się lepiej wygadać komuś, kogo ledwo się zna. Wzruszył więc ramionami, czemu nie? Można spróbować, co ma do stracenia. - Więc chyba można zacząć od tego, że moje rodzeństwo mnie doprowadza do szału. Ale nie tak, że jesteśmy dla siebie wredni, a później jest wszystko dobrze, bo siebie kochamy, nie. Czuję, jakoby w ogóle nie byli moją rodziną, jakby byli obcymi, a każda rozmowa z nimi to istna katorga. Moja Mistrzyni jest chora i mój trening stoi w miejscu... w ogóle się zastanawiam, czy pasuje do własnego Klanu - westchnął ciężko, kręcąc głową na boki ze zrezygnowaniem. Proszę Zioro, ratuj Ryśka, bo ten jest wprawdzie pogubiony w swoim własnym życiu.
Przyznał rację kocicy lekkim kiwnięciem łba. Co jak co ale miała rację, zwołanie zebrania w tym wypadku było dość logiczne, a nowi przywódcy i tak tego nie zrobili. Co prawda widział, jak Lawenda była zarobiona w Wichrze, więc może w reszcie Klanów też tak jest? Mrugnięcie terminatorki zdalił drgnięciem końcówki ogona i po prostu uciekł wzrokiem. Nie uważał siebie za jakkolwiek ciekawego, albo tak na prawdę w ogóle. Same problemy przynosi, nic innego.
- Masz rację. Poznanie kotów z innych Klanów może być ciekawym przeżyciem - mruknął, posyłając jej lekki uśmiech.
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
- Czyli nie jestem pierwsza. - odpowiedziała z lekkim uśmiechem. Nie chciała się nikomu narzucać, a jeśli wojownik zapewnia ją, że tak nie jest, to jest uspokojona.
Słuchając całego wykładu o jego problemach, uniosła lekko brwi i cichutko westchnęła. - To... faktycznie, masz trochę na głowie. Nie mogę ci nic doradzić w sprawie mistrzyni, nie tylko twój trening jest opóźniony przez choroby. Ale to nie oznacza, że musisz spocząć na laurach - jeśli jest jakiś wojownik w Klanie, który ma trochę czasu, zawsze możesz spróbować zapytać o jakieś szczegóły. Nie wiem, co już przerabiałeś, ale przynajmniej teoria będzie trochę do przodu. - powiedziała i odetchnęła. Zwykle nie mówi aż tak dużo. - A w kwestii rodziny... Im dalej z wiekiem, tym więzi rodzinne bardziej słabną. - mruknęła smutno. Sama zauważyła, że kontakt z jej siostrami stał się coraz bardziej słaby. - Traktuj Klan jak rodzinę, nie ograniczaj się tylko do niektórych osobników. - powiedziała. Nie wiedziała do końca, co innego powinna powiedzieć. - Niebawem pewnie sam będziesz zakładać rodzinę.
Uśmiechnęła się szerzej. - Na szczęście - nie trzeba chodzić na Zgromadzenia, żeby kogoś poznać, prawda? - zaśmiała się lekko i puściła oko do kocura.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Szedł wolniej, słuchając słów Jezioro. Nie patrzył się przy tym na jej pysk, po prostu szedł, zastanawiając się nad znaczeniem zdań kotki i to, jak może zaradzić. No tak. Na chorobę Raczek nie może zrobić nic, może po prostu czekać, aż wyzdrowieje. Wspierać ją jakąś, odwiedzać. Pomysł z pobieraniem "nauk" od innych był dobrym pomysłem. Mógł znowu odwiedzić Wydrzy Plusk, która teraz została wojownikiem. Dopiero na smutne mruknięcie kocicy podniósł łeb i spojrzał w jej pysk. Położył po sobie uszy, bo... nie rozumiała. Starała się, ale nie rozumiała. W jego rodzinie relacja się nie osłabiała, jej praktycznie nie było. Ale wichrowy terminator nie był zły. Po prostu nie była w jego sytuacji, dość nietypowej, gdzie rodzeństwo było dla siebie obce, rozmawiało raz na porę, a charaktery wszystkich z miotu były dość... paskudne. Nawet Rysia. Ale po jej słowach po prostu się ciepło uśmiechnął, na tyle na ile potrafił i przejechał ogonem pokrzepiająco po jej boku, teraz było to zamierzone. Od końcówki ogona do palców na łapach przebiegł ciepły dreszcz, nigdy nikomu tak nie robił, no, prócz Komarowi. Ale Komar to przyjaciel, prawie jak rodzina.
- Dziękuję... - odparł w końcu z błyskami wdzięczności w niebieskich ślepiach. Jednak na kolejne jej słowa poczuł jak skóra go piece, a sam otworzył szeroko oczy. - C- co. Hej, nie jestem taki stary, aby już zakładać rodzinę! - miauknął na początku się jąkając, bo nie spodziewał się tak nagle takiego zdania. On na razie myślał o treningu i żadna kotka, czy kocur, nie wpadła mu do oka. Ot co, mógł stwierdzić, że rzeczniaczka z którą rozmawia faktycznie jest atrakcyjna, ale to tyle. Widząc jednak uśmiech zielonookiej sam szerzej się uśmiechnął, zapominając o poprzednim temacie. Skinął głową zadowolony.
- Masz rację - mruknął ciepło, leciutko i niby zadziornie poruszając brewkami. No skoro ona puszcza do niego oczko...
Księżyce: 150 Mistrz: Skrzące Słowo Płeć: kotka Matka: Świetlikowy Zagajnik Ojciec: Wietrzny Wąs Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Uśmiechnęła się do niego delikatnie, czując przypływ ulgi. Może to nie były jakieś najlepsze rady, ale były przynajmniej prosto z serca. A jeśli pomogą mu w jakikolwiek sposób - tym lepiej jej na sercu. Nie potrafiła kompletnie wczuć się w jego sytuację, mogła tylko przypuszczać, jak się czuje i próbować rozwiązać to tak, jakby ona to mogła rozwiązać - a ona zapewne skupiła by się kompletnie na treningu. Niestety, z chorą mistrzynią Rysia Łapa nie miał takiej możliwości, więc musieli wymyśleć coś innego.
Widząc jego szeroko otwarte oczy zaśmiała się lekko, po czym wesoło go szturchnęła. - Spokojnie, nie miałam nic takiego na myśli! Oboje jeszcze mamy kawał czasu przed nami. Ale domyślam się, że nie wykluczasz takiej możliwości, prawda? - błysnęła ząbkami w uśmiechu. Sama nie potrafiła tego wykluczyć ze swojego życia, no chyba że mówimy tutaj o terminatorskim życiu. Wiadomo, co idzie najpierw.
Ale utrzymywała uśmiech bo ewidentnie wybił go z melancholijnego nastroju i oboje szli lekką łapą. A to był dobry znak!
Zaśmiała się znowu na jego brewki, po czym sama takie do niego puściła. - Chcesz wywołać wojnę na brewki, hmmm? Potrafię robić różne straszne miny! - powiedziała wesoło, po czym uświadomiła sobie o czym mówi. Czyżby właśnie teraz, jak gdyby nigdy nic, wspomniała o swoim kompleksie w żartobliwym tonie? Nie zdarzyło jej się to odkąd... Odkąd byłam ze Skrą.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Mistrz: Racza Sadzawka, Biały Puch Płeć: kocur Matka: Pohukująca Sowa [NPC] Ojciec: Bażancie Pióro [NPC] Partner: to chyba nie dla mnie Trwałe urazy: blizna po ugryzieniu na prawej łapie, wypalona lewa strona pyska
Wzrostem przewyższa większość Klanu. Futro ma kremowe z burymi odznaczeniami na pysku w kształcie maski, na łapkach. Bury ma również ogon. Na całym ciele można zauważyć klasyczne pręgi. Natura obdarzyła Rysia białymi akcentami na palcach wszystkich czterech łap, brzuchu oraz końcówce ogona. Po lewej stronie pyska można bez problemu zauważyć goliznę, jaką kocur nabył podczas pożaru. Blizna jest dość obszerna. Co do blizn, to można zauważyć również na jego prawej łapie, na nadgarstku, szarpaną bliznę spowodowaną samookaleczaniem się podczas pogrzebu Porywistej Gwiazdy. Futro kocura jest miękkie, zadbane i puszyste. Jest ono również długowłose, błyszczące. Mimo wszystko Ryś dba o swoje futro, wiedząc, że jest ono dość ważnym elementem wyglądu. Niebieskie ślepka pointa są jakby za mgłą. Nie widać w nich radosnego błysku, po prostu są. Pod oczami widać wory spowodowane zmęczeniem. Wibrysy ma chropowate, nie widać ich po lewej stronie pyska tam, gdzie ma bliznę po poparzeniu.
Wyciszył się. Kocur jest mało rozmowny, ogółem dość.. smutnawy. Można często go zobaczyć, jak siedzi gdzieś z boku i myśli, jest rzadkością zobaczenia uśmiechu na jego pyszczku. Spokojny point zazwyczaj zachowuje powagę, walcząc w środku, aby się nie rozpaść i nie rozpłakać. Często próbuje grać przed innymi, próbuje być wesołym kotem, jednak wychodzi mu to.. cóż. Słabo.
Jest dość inteligentnym kotem, a rozmowa z nim to bardziej monolog, gdzie Ryś słucha z uwagą tego, co mówi rozmówca i raz po raz przytakuje. Czasami, jeśli poczuje się lepiej w towarzystwie danego kota, może się dłużej odezwać, nawet o coś zapytać. W większości jest miły dla innych, jeśli ktoś mu nie podpadł to może ze spokojem podejść do kocura. W obecności kociaków stara się być jak starszy brat.
Podsumowując, pobliźniony point jest cichy, spokojny, dość smutnawy. Zawsze chętnie wyciągnie łapę, aby komuś pomóc. Cechuje go również bycie miłym wobec większości Klanu, z kilkoma wyjątkami.
Mleczna Struga (KC), Nawałnicowy Ryk (KG), Gawron (KRz), Żbik (S)
Na jej pytanie zastanowił się dłużej niż powinien i lekko zaczął przebierać łapami. Pokręcił głową, trzęsąc przy tym futrem na szyi.
- Nie wiem, byłbym chyba okropnym ojcem. Na razie o tym nie myślę i niech tak pozostanie - odparł mrugając raz po raz, a na koniec zanosząc się cichym śmiechem. Poczuł się lżej przy tej rozmowie. To nie była kolejna trudna rozmowa z Gronostajem, to nie była przybijająca gadanka z Komarem, aby w końcu dał sobie pomóc. To była odświeżająca rozmowa z Jeziorną Łapą, kocicą z Rzeki, o której wczoraj nie miał pojęcia. I to błąd. Gdyby poznał kocicę wcześniej może nie byłby takim gburem, no ale to wtedy by się musiał urodzić w innym Klanie.
- A co z tobą? Zaczęłaś taki temat, to teraz masz. Ty myślisz o jakiejś rodzinie, na przyszłość? - zapytał z czystej ciekawości. Może zielonooka sobie znalazła już partnera na całe życie i marzy z danym kocurem o kociakach? Jeśli tak, to szczęściarz z niego. Jeśli nie, to... cóż.
Śmiech szylkretki był dość kojący dla ucha, no i dla zszarganego umysłu. Najwyraźniej Rysiek potrzebował chwili odpoczynku od obozu i ciężkich myśli. Na jej słowa podniósł brewki troszkę wyżej, jakby nie dowierzał.
- Straszne miny? Mi się wydaje, że taka atrakcyjna kotka to nie potrafi - odrzucił pysk, aby patrzeć przed siebie, ale kątem ślepi cały czas obserwował rzeczniaczkę. Po uderzeniu serca do mózgu terminatora Raczek dotarło, że komplementuje dość hojnie rozmówczynię, ale w końcu to nic takiego, co nie? Miłość od pierwszego wejrzenia - nic takiego nie było i nie istniało, tym bardziej, że wichrzak nie był pewien czym jest owe uczucie tajemniczej miłości, czy, chociażby, zauroczenia.