Logo Artemidy
Gniazdo Sójki
Widziała, że Wilcza Góra nie jest zadowolony z powrotu tematu, szczególnie patrząc po dźwięku, co wydał. Może być naburmuszony, ale opłaci się, zobaczy później, gdy zostanie naprawiony. Dlatego przełom w jego zachowaniu powodował lekką satysfakcję u Wrony, gdyż widziała, że myślał, kręcił wzrokiem, ogon go zdradzał; czy w końcu zrozumiał? Niestety był to tylko połowiczny sukces. Zgodził się na przemyślenia, lecz nadal bronił przywódcy. Powstrzymała westchnięcie na ten komentarz, utrzymując jedynie swoją neutralną maskę. Teraz to terminatorka miała ochotę znów potrząsnąć wojownikiem, tak by może spadł, zrobił sobie coś, dzięki czemu mogłaby go zabrać do cienistej lecznicy, z dala od wpływu przyszłego tyrana. Na szczęście powstrzymywała się przed tym, samokontrola zachowana.

- Obiecuje nie dać się plotkom, masz moje słowo~ - zaczęła z uśmieszkiem, choć czy przy mówieniu trzymała metaforycznie skrzyżowane palce za plecami? To drugorzędna sprawa - Jak jesteśmy przy temacie "dobrego kota", czy ktokolwiek tak naprawdę jest w pełni dobry, czy zły? Co sprawia, że ktoś jest hm, zły? - powiedziała powoli, zważając na wymowę, trochę poważniej niż wcześniej. Wilk aktywował jej kartę pułapkę, gdyż do dziś pamiętała doskonale swoje nauki, a z tym słowa Ciernistego Gąszczu. One spowodowały, że dostała pierwszego olśnienia, więc może te same pytania zrodzą podobny tok myślenia u niebieskiego. Wybacz dzielny wojowniku, ale jeszcze pomyślisz sobie, choć nad inną kwestią, już nie rzeczną, a moralną jak widać. Czy Wrona kiedyś przestanie naciskać, czy będzie czekać do pęknięcia?

Również była zadowolona z tego, że w dalszej części Wilcza Góra stał się zmieszany. Świadczyło to o tym, że miała go w szponach i że łatwo zburzyć jego pewność siebie, aby ona mogła wyjść zwycięsko. Ona kontrolowała teatrzyk. Uśmiechnęła się do niego zadziornie, gdy czekała, a potem słuchała jego odpowiedzi. Ten potrzebował dłużej chwili, by się namyślić, lecz Wrona w parę uderzeń serca ukształtowała kontratak idealny.
- Bagna łatwo ominąć, myślisz, że dlaczego tak po drzewach skaczę, hm?~ Skryjemy się w bezpiecznym cieniu drzew, zamiast w rwącej i niebezpiecznej rzece - odpowiedziała pewniejsza niż wcześniej, choć to nie był koniec jej wypowiedzi, o nie nie. Wilk tylko by o tym marzył, że pominęłaby drugi temat - Ha! A jak ma zamiar to zrobić? Na razie widzę, że wpadł w szpony lecącej wrony, wypuszczenie teraz brzmi groźnie... chyba że chcemy testować, czy wilki też potrafią latać? - dopowiedziała, a że byli na tyle blisko to w trakcie wypowiedzi wyciągnęła swoją łapę, by na chwilę położyć ją na jego klatce piersiowej. Tak wyzywająco, jakby miała go zaraz zepchnąć najmniejszą siłą, ale tego nie robiła. Nastała tak chwila ciszy, jednak po paru uderzeniach sekundach wzięła swoją łapę do siebie, z uśmieszkiem na pysku, wystawiając przy tym język żartobliwie i puszczając oczko - Spokojnie, nie będziemy tego sprawdzać, wolę zdobycz w całości - dodała na zaczepkę na koniec, ciekawa była teraz jego odpowiedzi.

Wiedziała już, że Wilcza Góra słucha się systemu klanowego, nie zaskoczyło ją więc opinia o Gwiezdnych, choć nadal gryzła i kuła ją od środka. Była zła, zirytowana, że nie może być szczera, bo ten już uniósł brew, podejrzliwy był; nie może pozwolić na niechciane reakcje. Wiedziała, że jeżeli pójdzie dalej ze swoją opinią, to straci w oczach wojownika, ale jednocześnie nie może przyznać mu racji na ten temat. Nigdy. Ma tutaj silną opinią tak jak przy samym kodeksie. Musi znaleźć coś pomiędzy, poruszyć w delikatny sposób. Dlatego po raz pierwszy nieco dłużej siedziała w ciszy, zastanawiając się, wpatrzona bardziej w jakiś oddalony punkt.
- Nie uważam tej możliwości za coś wielkiego i wyjątkowego, jest… zbędna - zaczęła ze spokojem, przenosząc wzrok na towarzysza obok - W końcu o radę mogę zapytać również żyjące koty, nieprawdaż? Lepiej podpowiedzą, zrozumieją sytuację, niż ktoś martwy, bierny, kto nie ma wpływu, na to co się dzieje - może odrobinę poleciała z opinią, ale starała się przynajmniej ubierać w dobre słowa. Musiała skłamać, podciągnąć pod coś innego, skoro nie może wprost powiedzieć, że oni nie istnieją, więc ich opinia jest nieważna. Nic nie zrobią, nie mogą. Nie mają mocy, nie jest to logiczne, to żadnej zaszczyt, wszyscy wokoło tylko chcą by tak było. Bzdury i brednie, przez które wojownicy mają wierzyć ślepo w kodeks. Postarała się jednak uspokoić emocje w sobie, tak by niczego nie okazywać, dlatego wzięła wdech i wydech. Miała nadzieję, że nie zniechęci to Wilka, gdyż inaczej cóż, trzeba będzie zmienić repertuar.

Chwilę później za to miała ochotę zapaść się dalej pod ziemię. Do teraz nie rozumiała, czemu palnęła to wcześniej, czemu tego nie powstrzymała? Było za późno na cofnięcie tego, a Wilcza Góra to wykorzystał i próbował ją pocieszyć. Czuła się przez to mała, irytowało ją to. Może normalnie przyjęłaby dobre słowa wojownika, lecz nie gdy jej głowa podpowiadała, że ją ocenia. Źle wypadła, teraz pewnie myślał, że miała problem z ilością materiału, z nauką, z tempem. Nie miała, opóźnienie nigdy nie było jej winą, tylko Zimnej Krwi. Czy tak w nią wątpił, po tym jak zapomniała o sposobie leczenia zatrucia? Nie mogła na to pozwolić, musi to naprawić.

- … Hm, częściowo masz rację, jednak drobna poprawka - ilość materiału nie ma na to wpływu, perfekcyjnie sobie radzę, zdecydowanie lepiej niż- - zaczęła spokojnie, przyjmując maskę uśmiechu, choć ucięła na końcu. Gdyż już miała powiedzieć, że niż ta wasza imitacja medyka nowa, ale to byłoby za daleko. Oj chętnie by to wypowiedziała, ale aktor wie, kiedy ugryźć się w język, bo zaszkodzi sobie tym. Odchrząknęła więc - niż inni. Medycynę mam opanowaną, więc jakbyś sobie coś zrobił, to nie martw się o profesjonalną pomoc~ Zwyczajnie mój poprzedni mistrz wojowniczy zaniedbał trening, ale wzięłam już sprawę we własne łapy - dwa w jednym, dostał odpowiedź na poprzednie, ale również i na jego pytanie. Wszystko ładnie przykryte jej grą; brzmiała, jakby miała to pod kontrolą, na faktycznie pewną i dumną, taką jaką powinna. Musiała odwrócić jego uwagę od tego tematu - Ach, ale nie ma co tym się przejmować, bardziej mi powiedz, czy ty masz teraz jakichś terminatorów, hm?
[Obrazek: jDKPq3w.png]
the world's greatest actor doesn't need a stage
'cause they're so good at their craft that
《 ✦Xx✧Xx☾Xx✧Xx✦ 》
✦Xx✧Xx NOBODY KNOWS THEY'RE FAKE Xx✧Xx✦
the fools have no clue the one they knew was just a fraud
the master of pretending to be something that they're not
LVL 4 110 / 300
MedLVL 6 855 / 900
6
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przytaknął, mając nadzieję że teraz DEFINITYWNIE Wronia Łapa nie wróci w jakiś szczwany sposób z tematem. Zaczynał powoli odnosić wrażenie, że jej uśmieszki zdawały się być momentami bardziej sprytne niż niewinne, ale porzucił tę myśl, ważne że dała słowo.
Filozoficzne pytanie było… niespodziewane, ale mile widziane! Póki nie rozmawia się o żadnym konkretnym kocie, to wilczy myśliciel mógł dywagować do woli. Było to więc idealne odejście od dalszego rozgrzebywania chaosu z Poetą, przynajmniej tak to sobie wytłumaczył. Cętkowany szybko podłapał temat i zaczął się zastanawiać, przeplatając skupiony wyraz pyska z drobnym uśmiechem. – Hmm, w pełni, idealnie dobrych chyba nie da się znaleźć, przynajmniej tak myślę, chociaż mogą zdarzyć się koty, którym bardzo do tego blisko. – Ahh, chyba oszczędzi na teraz wykładu a temat Łabędziej Gwiazdy, ale może Wronia Łapa kiedyś chętnie o nim posłucha? – Co sprawia, że ktoś jest zły… Może kot, który nie zwraca uwagi na krzywdę innych? Albo właśnie zwraca i się na niej skupia? Podejmuje decyzje, które ranią koty wokół, nawet jeśli mógł zadziałać inaczej? Co o tym myślisz? – Zarzucił nieco ogólnikami, jednak było to celowe. Zanęcił wody i badał grunt – pora zobaczyć jak do tematu podchodzi Wronia Łapa i można kontynuować wywód. W dynamice normalnej (na standardy tej pary) rozmowy mógł się gubić, ale w takich dyskusjach i teoretyzowaniu wiedział jak się obracać.

Spiął się w oczekiwaniu na wroni atak, tak jakby Cienista miała mu zaraz fizycznie przywalić, zamiast wykrakać kolejną salwę ściskających za gardło słów. Znowu pojawił się ten konkretny uśmieszek, sygnalizujący niebezpieczeństwo.
Wizja Wroniej Łapy skaczącej z drzewa na drzewo by uniknąć bagiennych terenów swojego klanu była dosyć rozbrajająca… Na tyle, że musiał nieco powstrzymać pojawiający się na pysku rozbawiony uśmiech, aby zaraz mu się za niego nie oberwało. Mógłby się jeszcze wtrącić czy rzeka rzeczywiście była aż tak niebezpieczna, ale to wszystko było najwyraźniej zwykłą fasadą. Jego czujność była uśpiona, a prawdziwa ofensywa miała dopiero nadejść.
Wrony, szpony i porwane wilki. Groźby (które swoją drogą powinny być karalne) zostały jednak przysłonięte przez ruch, jakiego postanowiła dopuścić się przyszła medyczka Klanu Cienia. Kontakt jej łapy z wilczą klatką piersiową spowodował, że wojownik zastygł w miejscu, niczym spetryfikowany. Czuł, jak robi mu się cieplej i, oh Gwiezdni, Wronia Łapa też na pewno to poczuła; miał przecież krótkie futro, nie dysponował taką miękką, futrzaną osłoną ciała jak rozmówczyni…
Spoglądał niemo na jej łapkę i słuchał, ledwo, co tam jeszcze dodała na koniec. Chyba coś o tym, że woli zdobycz w całości. W co on się wpakował… Gdy już ostatecznie cofnęła łapę, zamrugał kilka razy, spoglądając nieco skonfundowanym wzrokiem prosto w jej wystawiony jęzor, jak to już miał w zwyczaju. Całym sobą wyglądał, jakby dosadnie zrozumiał wypowiedzianą groźbę. – Nie… Nie jestem smaczny. Nawet, jeśli jem dużo ryb. – Wybełkotał sprostowanie, nie wiedząc już nawet czy było to na temat. Miał jednak pewność, że na pewno nie była to satysfakcjonująca odpowiedź. Grał na czas, musiał dłużej zastanowić się co teraz zrobić, jak przetrwać. Tak naprawdę to najprawdopodobniej najlepszy ruch już zdążył przyjść mu do głowy, ale nie czuł się mentalnie gotów by wprowadzić go w życie. Może wpadnie na jakąś alternatywę?

Rozmowa na szczęście trwała dalej. Wdech i wydech. Musiał wziąć się w garść, akurat kolejne tematy nie były wcale takie luźne. Przed synem Srebrzystego Jeziora stało teraz arcytrudne zadanie balansowania swoimi komórkami mózgowymi między analizą obecnego wątku w rozmowie, a zastanawianiem się nad odpowiedzią na wcześniejszą zaczepkę…
Minęło kilka dobrych uderzeń serca zanim był w stanie dalej rozmawiać. Byle zacząć, wtedy może płynąć ze słowami.
Nie wymyślił jak odpowiedzieć na określenie kontaktu z Gwiezdnymi zbędnym, ale przy dalszych słowach dymnej kotki nie musiał się nawet długo zastanawiać.– Nie zapominaj, że ci… martwi też kiedyś żyli. Oddychali, polowali, mierzyli się z tymi problemami co my. Myślę, że mogą zrozumieć więcej niż nam się wydaje. Możesz otrzymać radę od kogoś, kto podjął jakąś decyzję i przeżył całe życie z jej efektem, to nieoceniona wiedza. Albo masz możliwość wysłuchania kota, który obserwował z góry Ciebie i bliskich. Może dowiesz się czegoś, o czym w żaden inny sposób nie mogłabyś się dowiedzieć? – Odbił własnymi argumentami, zaraz kontynuując. – Jeśli ich słowa jakkolwiek Cię pokrzepią, zmotywują, albo zmuszą do zastanowienia się – to już będzie jakaś forma sprawczości, prawda? – Czy gdyby poruszony był jakikolwiek inny temat, niż coś tak bliskiego sercu wojownika, to zareagowałby tak samo pewnie? Raczej nie. I nawet to można już było zaliczyć do wpływu Gwiezdnego Klanu. Nie musieli zjawiać się wśród żywych przy każdym problemie czy nakierowywać koty przy każdym śnie. Czasami wystarczyło wspomnienie przodków, by poczuć się bardziej pewnym, zdeterminowanym.
Ile zostało mu tej determinacji, przekazanej przez Gwiezdny Klan? Trudno powiedzieć, poprzednia pewność siebie prysła wraz z wronią łapką na jego ciele. Nadal nie wiedział jak zareagować na poprzedni ruch rozmówczyni, więc leciał z rozmową. Teraz tematem była kwestia treningowa. No i najwyraźniej palnął wcześniej gafę.
– Ah! N-nie myślałem o tym w ten sposób! – Skończył się temat Gwiezdnych, skończył i impuls pewności siebie, chociaż cętkowany szybko próbował wrócić do normy. – Nie wątpię, że masz już dużo opanowane! Ale prawda, problemy z mistrzem trudno przeskoczyć… Część mojego rodzeństwa też miała pod tym względem, er, turbulencje. Ale to przez to, że ich mistrzyni zaginęła. – A teraz już wróciła, na szczęście, chociaż w tej historii nie odgrywa to już żadnej roli. – Koniec końców, z ósemki tylko jedna moja siostra i ja mamy wojownicze imiona. Dobrze, że udało Ci się to załatwić! – Zdołał wykrzesać z siebie nieco zmieszany uśmiech. Wronia Łapa wydawała się być bardzo zaradna, skąd w takim ciałku tyle pewności siebie??
Kolejne pytanie nieco go zaskoczyło, ale w pozytywny sposób. Nigdy za mało chwalenia swoich terminatorów! – Mam! Już od kilku księżyców trenuję Sowią Łapę. Ma podobne futro jak Ty, ale jest wielki, wyższy ode mnie! Do tego jest bardzo pilny i inteligentny, myślę, że przy następnej ceremonii otrzyma wojownicze imię! A niedawno dostałem Różową Łapę, któremu prowadziłem też nauki gdy był kociakiem. Ma długie, trójkolorowe futro, chyba nie widziałem nigdy takiego u kocurów. Trzymają się go też problemy zdrowotne, ale staram się dostosować trening tak, by czuł się komfortowo. Myślę, że nauka zajmie nam nieco więcej czasu niż z Sowią Łapą, ale wierzę, że z niego też będzie wojownik! Lub opiekun, jeśli zdecyduje się na taką rangę. Trzeba pomóc mu się tylko nieco odblokować. – Nawet nie zwrócił uwagi, jak z szybkim tempem i niekrytym entuzjazmem wyśpiewał opisy swoich podopiecznych.

I co. I tyle.
Czas na myślenie się skończył, zareagował na wszystkie zaczepki, pytania i kwestie zarzucone przez Wronią Łapę. Wszystkie, poza jedną.
Nie wpadł na inny pomysł niż to, co przyszło mu do głowy na samym początku. Pomysł, który przyrównać można do skoku prosto w szczęki szczupaka. Lub w tym wypadku, do wroniego dzioba. Brzmiało jak głupota i przepis na katastrofę, ale jak inaczej pokazać, że nie jest się tchórzem?
– Wiesz – Zaczął, nieco przytłumionym głosem. – Gdybyś chciała, to byłaś w stanie mnie wcześniej zrzucić z tego drzewa. Ale... chyba wiem jak temu zaradzić. – Mówiąc to, przysunął się w jej stronę, zupełnie eliminując pustą przestrzeń pomiędzy nimi, stykając się z wronim bokiem. Nie była to duża odległość do pokonania, ani wyjątkowo skomplikowany manewr, jednak cętkowany wykorzystywał wszystkie zasoby swojego mózgu, pojedynczo kontrolując każdy mięsień by zaraz nie zlecieć z tej gałęzi. Czuł rozpływające się po ciele uczucie gorąca, dające o sobie znać zwłaszcza przy uszach i na mordce. – Teraz zdążę się Ciebie złapać, jeśli coś takiego wpadnie Ci do głowy. Z takim balastem wrona raczej nie odleci, nie ma co się wspólnie łamać, prawda?
Miał wrażenie, że zaraz umrze. To koniec. Najwyraźniej to tutaj było mu dane skonać. Ale jeśli chociaż raz uda mu się wprawić Wronią Łapę w zakłopotanie, to może było warto?
LVL 4 270 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Nie spodziewała się zainteresowania filozoficznym tematem ze strony Wilczej Góry. Szczerze myślała, że ten znów będzie wyglądał na zmęczonego, a zamiast tego skupił się, myślał i opowiadał z wielką chęcią. Nie narzekała na to rzecz jasna, oszczędzi jej to kłopotu z próby ciągnięcia tematu. Zauważyła również to, że miał zbliżone wnioski co ona kiedyś dawno, byli tak podobni, a tak różni. Uśmiechnęła się złośliwie nieco, bardzo lekko i niezauważalnie sama do siebie; to była dobra oznaka. Dało się na tym pracować, uformować w to, co faktycznie powinno mieć znaczenie - szczególnie że ten też dość ogólnie temat poruszył, czekał na jej odpowiedź, a ona miała zamiar to wykorzystać.

- Jest to z pewnością prawdą, aczkolwiek nie wiem, czy pełną - przyznała spokojnie, gdyż Wilk przynajmniej już widział, że nie ma ekstremów; każdy ma trochę tego, trochę drugiego. Jednak musiała pójść dalej, zmusić go do dalszego myślenia; jeżeli podałaby mu na tacy typowo odpowiedzi, to niczego by się nie nauczył - Czy uważasz, że zachowanie może być tylko czarno-białe, czy sama akcja ma zawsze takie znaczenie? Nazwałbyś kota złym, jakby próbował pozbyć się tyrana? Co w wypadku, gdy ktoś złamał inne zasady w słusznej sprawie? - zapytała w końcu, z zainteresowaniem i ciekawością widoczną na pysku. Przykrywką swoją, aby ten poczuł, że może kontynuować wywód. Wrona go tylko nakieruje, jest to najlepsze podejście. Niestety Wilk nie jest już kociakiem, ciężej zmienić nastawienie, zrozumieć, obudzić się - ona miała to szczęście, że nastąpiło to w młodym wieku. Teraz? Naprawa trochę potrwa, lecz dymna była zdeterminowana i cierpliwa, a czasu mieli dużo. Nie tylko to spotkanie przecież ich czekało zapewne.

Czego jednak bardziej się nie spodziewała w tej rozmowie, to reakcji cętkowanego na jej zaczepkę. Chwilę wcześniej wydawał się jak na niego normalny, a gdy tylko przyłożyła łapę do jego klatki piersiowej, to poczuła ciepło. Jakby nagle dostał gorączki, albo się stresował. Początkowo nie zaalarmowało ją to; mogła spokojnie dokończyć swój żart. Co jednak zapaliło jej lampkę nad głową, to zmiana postury, paraliż, zdezorientowanie na pysku i równie mocno odklejona odpowiedź. Wrona mrugnęła raz, drugi, zastanawiając się, o co chodzi. Czy coś nie tak powiedziała? Zapewne jej myśli dalej by powirowały, gdyby nie fakt, że połączenie kropek tutaj nie było ciężkie. Jest to logiczne, gdyż dziwne zachowanie wojownika zaczęło się po dotknięciu; spojrzała aż na swoją łapę. Oh. Niebieski miał problem z kontaktem fizycznym zwyczajnie, ha! Poczuła się, jakby zyskała właśnie tajną broń, którą może wykorzystać w każdej chwili. Urocze to było, aż się lekko zaśmiała szczerze, trochę złośliwie, na tę realizację i na samą jego odpowiedź. W ogóle nie nawiązywał do tematu, w ogóle nie żartował, a jednak fakt reakcji i tego, że ten mógł pomyśleć, że chciała go zjeść był komiczny. Musi to wykorzystać później; miała ochotę teraz zareagować, aczkolwiek wiedziała, że gdyby coś zrobiła, to ten w tym stanie spadłby zwyczajnie z drzewa. Ha! Jej plan w sumie wyszedł. Wygrała tę walkę, to jeszcze bardziej podnosiło jej pewność siebie, dumę nawet. Był w jej szponach; wyszła zwycięsko, ona kontrolowała ten teatrzyk.

- I na tym ich sprawczość się kończy - odparła po chwili, neutralnie, panując nad swoją tonacją, by jej irytacja nie przekradła się na wierzch. Wewnętrznie w tym fragmencie się gotowało, nie na cętkowanego, a na temat. Gwiezdni nie istnieli, wiedziała to, ale nie mogła temu zaprzeczyć na głos, a to, co powiedział niebieski, względem jej wymówki, jest racją niestety. Musi coś wymyślić szybko, na szczęście zachowywała swoją pewność siebie z chwili wcześniej. Miała nad nim przewagę, musiała mieć. - Zwyczajnie nie czuje, by to był przywilej, nie chce tego tak traktować. Tylko tym podbija się ich ego - w końcu czemu tylko dzielą się opowieściami z wybranymi? Skoro mogą, wiedzą, czemu nie robią, nie pomagają? Przywódca czy medyk to koty jak inni, czasem niektórzy mogą mieć gorzej bez obowiązków i specjalnej rangi, a nie zyskają rad. Wolę więc zapytać żywego, kogoś, kogo to jeszcze dotknie, a nie ignorującego wszystko - zrobiła chwilę przerwy, jakby zastanawiając się nad dalszą częścią. Tak, jeszcze druga kwestia pozostała, poza wytknięciem tej niesprawiedliwości, niezgodności, dla której Gwiezdni w jej oczach nie istnieli - Nie zapomnij również, że też mogą mieć błędne poglądy, często wiedzą tyle, co my; czasem mniej, czasem więcej, to fakt, ale również czasem poprawnie, a czasem nie, nie każdego lepiej słuchać, nawet za śmierci - stwierdziła gładko, chyba najlepsza odpowiedź, choć sama nie była z niej zadowolona. Musiała pracować nad czymś, w co nie wierzy, co nie było jej prawdziwą opinią, tylko po co? By mu uświadomić dziury w tym wszystkim. Powoli, ale do celu.

Nie skomentowała za to nagłego poprawienia się Wilczej Góry. Musiał wyłapać jej niezadowolenie i próbował momentalnie temu zaprzeczyć, jakby zmieniał opinię na jej potrzebę. Ona wie lepiej, wie doskonale, że ten pomyślał, że była niekompetentna i nadal pewnie to uważał, tylko teraz udawał. Musiał, jednak nie wyciągnie z niego potwierdzenia. W dodatku próbował ją pocieszyć, porównaniem do innych, ugh, nie lubiła czuć się mała i w takiej pozycji. Wolała więc jedynie przytaknąć; skinąć głową ze swoim udawanym uśmiechem, na znak, że dotarło do niej – „ufa mu” i ma rację. Tak przejść sprawnie do następnego tematu; odwrócić od tego uwagę. Czyli właśnie, terminatorzy.

Słuchała kolejnej wypowiedzi uważnie, porównania futra, wzrostu, nawet jej ucho drgnęło na znajome imię. Huh, ale te imiona powtarzają się w klanach, tak teraz do niej to dotarło. - Jeszcze powiesz mi, że może macie Wronie i Ciemne coś? To już ukradniecie cały komplet, zamiast tylko dwójki z mojego rodzeństwa - dodała swobodnie, żartobliwie, z wystawionym języczkiem; jak najbardziej próbowała wbić się w ten temat, by tylko on pozostał zwyczajnie. Co jednak bardziej ją zaciekawiło, to kwestia chorowitego ucznia Wilczej Góry. Czasem jest się wyjątkowym, ale płaci się cenę zdrowia, co poradzić. - Widzę, że masz sporo pracy, huh. Brzmisz na… odpowiedzialnego mistrza, wyrozumiałego - przyznała spokojnie po chwili zastanowienia. Może poglądy miał do dopracowania, ale przynajmniej wyglądał na dobrego mentora; miał czas i chęci, a to było dość ważne w tym wszystkim przecież. Umiejętności w końcu wojownicy raczej mają te same - Że aż znajdujesz pomiędzy tym wszystkim czas na małą mnie, czuje się zaszczycona~ - znów zażartowała, drocząc się prawie; w końcu siedział tu, zamiast odpoczywać na kolejne dni treningu, czyż nie? Aż zaśmiała się lekko zadziornie.

Można było tak właściwie na tym skończyć. Co było więcej do dodania? Odpowiedziała na wszystko, była górą nad Wilczą Górą, trzymając go w swoich szponach - czuła się zwycięsko. Dlatego spojrzała się nieco pytająco, gdy ten nagle zaczął mówić; skąd nagle pomysł na powrócenie do tego tematu? Zastanowiło ją to, ale nie przeszkadzało; nawet urocze było, jak się tak gubił i próbował mówić tym przytłumionym głosem. Już szykowała się do potencjalnego kontrataku, pewna, że ona tu rządzi, lecz… właśnie. Zrobił coś niespodziewanego, co nawet Wronią Łapę zbiło z tropu. Nieco zbiło maskę, przez dziwne emocje.
Co właśnie miało miejsce.
Przeszło nagle przez jej głowę, gdy Wilcza Góra sam z nieprzymuszonej woli przemógł się przez swoją słabość i dotknął jej boku. Poczuła spięcie mięśni, ciepło rozchodzące się po jej ciele, choć trudno było powiedzieć czy to własne, czy spowodowane kaloryferem w postaci wojownika. Z pewnością ciężko w tym wszystkim było wyczytać emocje na jej pysku - w pierwszej chwili co najwyżej dalsze zdziwienie widniało, analizowanie sytuacji, zwyczajnie szok wewnętrzny. Gest był niespodziewany, lecz sam w sobie nie przeszkadzał jej. Wręcz przeciwnie. Lubiła dotyk, lgnęła do niego; o jak dawno nikt nie zainicjował go z własnej woli; dopóki tego nie dostała, nie wiedziała, że tak jej brakuje. Chciała się temu oddać, była zachłanna, jednak czy powinna? Miała konflikt wewnętrzny. Nie była pewna, myśli jej podpowiadają, że nie, nie po to tu przyszła, nie może pozwolić emocjom ją kontrolować, aczkolwiek działała naprzeciw, jakby zapominając o tym wszystkim, przyćmiona nieco samą chęcią dotyku; automatycznie oparła się również o Wilczy bok, łącznie z głową. Przyległa jeszcze bardziej do niego, niż ten początkowo, patrząc się chwilę gdzieś w dal. Później… nieco przymknęła oczy, na parę uderzeń serca ze spuszczoną maską, jej mięśnie pyska mogły odpocząć. Mogłaby tak trwać wieki, choć nie rozumiała, co było w tym tak wyjątkowego; zwyczajnie robiła coś samolubnego, bo tak chciała. Bo było przyjemne. Jakąś chwilę siedziała w ciszy, co mogło wyglądać z perspektywy cętkowanego, jakby faktycznie zawiesiła się bądź myślała, albo po prostu… to lubiła? Nie przymuszała się do niczego, było spokojnie.

Tylko właśnie; nie mogła pozwolić na za długi ten moment, Wilk odpowiedział zaczepką przecież, a ona zastopowała grę, dała się emocjom, zachciance, impulsowi. Gdy ta myśl dotarła do niej szybciej niż działanie trucizny, to momentalnie zmieniła minę i posturę; wyprostowała się (nie odrywając się od jego boku), pewna, dumna jak wcześniej, jakby momentalnie się zmieniając. Czemu na to pozwoliła?! Przeklęła nieco w duszy; musi się bardziej pilnować, była zła na siebie, zirytowana, że nie uczy się na błędach. Co było z nią nie tak? To nie powinno mieć miejsca, aktorem jest, nie może tego zapominać, musi to naprawić.
- Może wrona nie odleci, ale nie ma po co, skoro wilk tak lgnie sam w szpony, by zostać zakąską na miejscu~ - zaczęła melodyjnie, zadziornie, z uśmieszkiem, wszystko byle powrócić do gry, odwrócić od tego uwagę - Co ma się taka dorodna zdobyć zmarnować, hm? Nikt się nie połamie, choć chyba wrona tym razem będzie syta, ale nie wiem, czy wilk cały - końcówka już jej nieco się pomieszała w kontekście słów, jednak na szczęście ton miała wyćwiczony do perfekcji.

//sesja nadal aktualna! zwyczajnie wolniej idzie, więc ślicznie prosimy nie wbijać <3
[Obrazek: jDKPq3w.png]
the world's greatest actor doesn't need a stage
'cause they're so good at their craft that
《 ✦Xx✧Xx☾Xx✧Xx✦ 》
✦Xx✧Xx NOBODY KNOWS THEY'RE FAKE Xx✧Xx✦
the fools have no clue the one they knew was just a fraud
the master of pretending to be something that they're not
LVL 4 110 / 300
MedLVL 6 855 / 900
6
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cienisto-rzeczna dwójka poruszyła w trakcie swojej rozmowy wiele tematów.
Tematów, które wymagały chociaż minimalnego skupienia. Do tej pory Wilczy Wojownik jakoś sobie z tym radził, dzielnie odpierając lub chociaż przeżywając wronie zaczepki, gdzie momentem największego zawahania był oczywiście kontakt łapy rozmówczyni z jego klatką piersiową.
Teraz sytuacja prezentowała się jednak jeszcze trudniej. Zesztywniał i natychmiastowo się wyprostował gdy medyczka jeszcze bardziej przykleiła się do wilczego boku.
Ciepło kotki, tekstura jej futerka, sama świadomość bliskości w jakiej teraz się znajdowali – wszystkie te elementy były przyjemne i miłe, tak, ale organizm Wilczomlecza nie był ewolucyjnie przystosowany do takich doznań. Odkąd pamiętał, dotyk zawsze był dla niego elementem na który był dosyć wrażliwy. Nawet kwestie tak drobne jak ściskanie rodzeństwa były czymś, do czego musiał się przyzwyczaić. Zaryzykował wszystkim, aby wytrącić Wronią Łapę z równowagi i… efekt był chyba odwrotny do zamierzonego, ale niekoniecznie zły. Cienista wydawała się być spokojniejsza, nie odzywała się ani słowem. Wilczy Wojownik nie miał jednak w sobie na tyle odwagi, by dokładnie spojrzeć na pyszczek dymnej kotki i lepiej ocenić jej stan. Każdy oddech cętkowanego był teraz wykonywany manualnie, każde spięcie mięśni, każde uderzenie serca – osiągnął stuprocentowe wykorzystanie swojego mózgu i czuł, że zaraz eksploduje mu ten wilczy łeb.
Nie wiedział co powinien teraz zrobić. Głowa Wroniej Łapy spoczywała na jego boku, więc będąc profesjonalnym i grzecznym kotem, Wilczomlecz spróbował zgiąć się tak, by było jej nieco wygodniej. Konsekwencją tego ruchu było dosyć głośne strzyknięcie kilku kręgów, prawdopodobnie lędźwiowych, ale kocur dzielnie wytrzymał drobny ból.
Co dalej? Powinien coś powiedzieć? Chyba wypadałoby odnieść się do tego, o czym wcześniej rozmawiali, tylko niezbyt potrafił sobie to wszystko przypomnieć i poukładać… Na pewno było coś o tyranach, tak. O, jeszcze chyba-
Na szczęście, to Wronia Łapa odezwała się pierwsza. Ze swoim klasycznym, zadziornym głosem, co także (o ironio) uspokoiło cętkowanego. Odważył się nawet spojrzeć jej prosto w oczy, chociaż wyraz pyska pozostawiał wiele do życzenia pod kątem odwagi. Wpierw powoli i nieco nerwowo się zaśmiał, zaraz przybierając głos będący połączeniem zmartwienia i drobnej powagi. – …Ale serio mnie teraz nie gryź, bo rzeczywiście spadniemy… – Przełknął ślinę. No, warto było to podkreślić. Czy wszyscy Cieniści są tacy krwiożerczy??
Nie wypadało jednak dalej siedzieć w ciszy. Koniec rozpraszania się, znowu wykorzystał wszystkie szanse, a poprzednie tematy dalej wisiały!! Musiał improwizować.
– Też… Nie lubię tyranów. Są bardzo źli. – Rzucił badawczo i powoli przytaknął do własnych słów. Chyba o czymś takim wcześniej rozmawiali? Nie pamiętał czy Wronia Łapa odniosła się konkretnie do tego, ale chyba trudno z taką opinią się nie zgodzić, więc wydawała się całkiem bezpieczna.
O czym tam było dalej? Na pewno coś o Gwiezdnych. I chyba mieli w temacie różne opinie. Też da się coś z tego upleść. – Sam również nie rozumiem jak do końca działają Gwiezdni… Ale po prostu w nich wierzę. Może kiedyś uzyskam możliwość by ich ujrzeć. Dlatego uważam, że Twoja ranga jest wyjątkowa… – Odpowiedział nieco mechanicznie, ważąc każde słowo. Pysk skierowany miał przed siebie, ale kątem oka próbował zerkać na mordkę rozmówczyni. Zaczynał mieć pewne wątpliwości co do swojej strategii…
Z każdym uderzeniem serca Rzeczniakowi wydawało się, że ucieka z niego więcej ciepła niż jest w stanie go uzyskać od wtulonej w niego Cienistej. Bilans był negatywny. Kłębek nerwów w głowie plątał się coraz bardziej, a on miał jeszcze odpowiedzieć na jakieś pozostałe tematy?? To nie na jego serce!!
W końcu nie wytrzymał. Wziął oddech i zaraz go wypuścił.
– Um, Wronia Łapo… – Zaczął bardzo, bardzo powoli – O czym właściwie rozmawialiśmy..? Bo trochę się, no, pogubiłem.
LVL 4 270 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wrona od momentu, w którym wyprostowała się, poprawiła, miała bardzo wyostrzone zmysły. Zanotowała zmianę pozycji, usłyszała to chrupnięcie kręgosłupa obok, które ją... co najmniej zdziwiło, aczkolwiek nie skomentowała tego. Zwyczajnie nie rozumiała po co to ten zrobił, fakt że było jej nieco wygodniej, ale czy jemu? Poza tym czuła, widziała, że Wilcza Góra zachowuje się nieco inaczej. Dużo z tego działo się w jego głowie, więc nie miała pełnego obrazku, aczkolwiek sama jego mimika, oddychanie, wskazywała na to, że ten jest zwyczajnie... zmieszany? Ciężko było określić dokładnie stan rzecznego wojownika, był zdecydowanie dziwny, taki odklejony właśnie. Zupełnie jak- ah tak. Przy dotknięciu klatki piersiowej. Przełamał się ze strachem, ale nadal trzymały go emocje z tym związane, stres, miało to sens, przecież co mogło być do tego więcej? Po prostu nie umiał nad tym panować. To w sumie lepiej pod pewnym względem dla Wrony, sama dała się emocjom wcześniej, których nie rozumiała i wolała nad nimi nie myśleć, lecz tak miała szansę naprawienia tego - nadal kontrolowała ten teatrzyk zwyczajnie, mogła to uratować. Musiała trzymać kontrolę, trzymać sznurki, nie mogło być inaczej przecież, musi wrócić do swojej roli... choć nie odpuści opierania się. Było za przyjemne, jej mózg podświadomie nie pozwalał się oddalić, za zachłannie chciała być przy jego boku, bo kontakt był tak dobry, tak jej tego brakowało; zwyczajnie poprawiła posturę, głowę i tyle. Tak by wyglądać na pewną i panującą nad sytuacją, a nie oddającą się tej chwili.

Co do samych słów, cóż. W trakcie, gdy kocur poruszył temat ugryzienia, to faktycznie przez głowę dymnej przeszła śmieszna myśl, aby tego spróbować. Miała to być zaczepka dla żartu, ale ugryźć o tak po prostu, ciekawa byłaby jego reakcja, tak by być złośliwym dla zasady, tak- Chwila co. Szybko ten tok myślenia został ucięty, skrzywiła się nawet na sam fakt, że to rozważyła! Nie nie nie, o nie. Ma się kontrolować, jest aktorem, nie dawać impulsom jak wcześniej i jakimś dziwnym myślom, które nawet nie powinny przechodzić przez jej głowę. Dziwnym, głupim, niepoważnym, co z nią było nie tak?! Więc jedynie zagrała; - Hmmm, przemyślę to~ - rzuciła szybko groźbę, przy czym zwyczajnie przybrała sztuczny uśmiech, zaśmiała się lekko, złośliwie, ale dalej pozostawiła ten temat. Nadeszły inne, które... hm. Właśnie jeszcze mocniej wskazywały na odklejenie Wilka. Nie brała ich na poważnie dlatego, wiedziała, że teraz nie myśli trzeźwo. Podniosła jedynie nieco brew do góry, patrząc uważnie na rozmówcę. Tak tyrania zła, czy wierzyć wystarczy... nie. Ale lepiej nie drążyć tego tematu, jedynie znów by się zirytowała, próbując tłumaczyć że to nic wyjątkowego, a ten dał w końcu idealne wyjście z tego. Musiała podejść strategicznie, wykorzystać je. Mogła wziąć to wszystko we własne łapy i skupić się na tym, co było ważne. Uśmiechnęła się więc pewna siebie, może lekko zadziornie.

- Nie zwracaj sobie tym głowy - odpowiedziała melodyjnie, wystawiając nieco język. Poprzednie tematy nie były tak ważne w końcu. Czy tym pogorszy stan wojownika? Może, ale tak zmienia tok rozmowy na nowy. Dlatego przy tym również nieco zmniejszyła nacisk na bok cętkowanego. Tak by ich futra się stykały, by byli obok, by wciąż czuł ją, a ona jego, żeby miała to, co chce, ale ten jednocześnie miał szansę powrócić do bycia nieprzegrzanym i niezestresowany tym aktem. Musiał trochę pomyśleć, a w takim stanie przecież na niczym się nie skupi. Nadal musiała go jakoś obudzić, w końcu to jej nowy cel, czyż nie? Mały eksperyment - Swoją drogą, ślepia wiara może zgubić, chociażby w klanie u nas wiele kotów również wierzyło w przywództwo Psiego Serca, który podpierał się kodeksem, dostał te życia - stwierdziła dość gładko z westchnięciem. Może to nie gwiezdni, ale powinno dać Wilczej Górze do myślenia. Zastanowienia się na pewno. - I jak możemy mówić, że tyranii są źli i widzimy to z perspektywy czasu, to jest ciekawe, że hm, nie zawsze wie się, że ktoś tak postępuje aktualnie, czyż nie? Są aż za dobrzy w manipulacyjnej grze, udawaniu dobrego kota, usprawiedliwianiu się, że zyskują tą wiarę innych. Nawet ty czy ja możemy nieświadomie wierzyć komuś takiemu, kto do tego dąży albo ma zwyczajnie złe intencje. Dlatego myślę, że trzeba sobie często zadawać pytania, czy to, co inni mówią ma sens, zachować hm obiektywne myślenie, szukać, a nie wierzyć - a takie sprytne powrócenie do sedna sprawy, w końcu cętkowany lubił chyba filozoficzne rzeczy. Mogła się powtarzać, ale nadal patrzyła się z zaciekawieniem i zainteresowaniem wymalowanym na pysku, prosto na wojownika. Mieli może sporo czasu, była cierpliwa i zdeterminowana, mieli z pewnością więcej niż jedno spotkanie przed sobą, aczkolwiek patrząc na to nocne niebo, to będzie musiała zacząć niedługo myśleć o powrocie. Co jej się nie podobało, chciała przynajmniej jakieś jeszcze ziarenko zasiać w głowie Wilczego wojownika.
[Obrazek: jDKPq3w.png]
the world's greatest actor doesn't need a stage
'cause they're so good at their craft that
《 ✦Xx✧Xx☾Xx✧Xx✦ 》
✦Xx✧Xx NOBODY KNOWS THEY'RE FAKE Xx✧Xx✦
the fools have no clue the one they knew was just a fraud
the master of pretending to be something that they're not
LVL 4 110 / 300
MedLVL 6 855 / 900
6
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Zmarszczył brwi w niemałym zmartwieniu, słysząc niekrytą wronią groźbę. Wołał już jednak tego nie skomentować, zamiast tego po prostu wierzył, że kotka tylko się droczy. Przecież Wronia Łapa by tego nie zrobiła, prawda? Prawda?

Odetchnął z ulgą na odpowiedź Cienistej. Najwidoczniej jego elokwencja była na tyle wysoka, że wydukane odpowiedzi okazały się być wystarczające, przynajmniej na ten moment. Towarzyszka nieco poprawiła się w siadzie i najwyraźniej przypadkowo nieco się odsunęła, choć minimalnie. Wilczomleczowi łatwo więc było skorygować ten problem, ponownie przyklejając się solidniej do jej boku. Skoro już tak usiedli, to mogli równie dobrze dłużej tak zostać. Nie kierował nim żaden plan, ani nawet świadome działanie, wilczy organizm sam wyczuł, jaki ruch był teraz najbardziej adekwatny. Nie mógł teraz umrzeć na zawał, nie mógł się spalić ze wstydu, potrzebował żyć dalej!!
Świadoma część wojownika nie miała jednak czasu na odpoczynek, bo Wronia Łapa nadal była głodna ambitniejszych dyskusji. Spojrzał się prosto w jej oczy z niekrytą konsternacją, która dała radę na moment zdusić wcześniej dominujące zawstydzenie bliskością. Pierwszy raz był po drugiej stronie frontu – nie ten, który przywołuje filozoficzne tematy, a raczej ten starający się dotrzymać tempa dyskusji. Skąd ta kotka miała tyle energii do ambitnej rozmowy, nawet w sytuacji, w jakiej teraz się znaleźli??
– Ee, tak, t-to prawda. – Odchrząknął. A więc zostajemy w temacie tyranii, pozostało jak najlepiej się zaadaptować. – Psia Gwiazda- Serce znaczy się, był na pewno dobrym manipulatorem. Zgadzam się, że istniały, istnieją i istnieć będą koty, które wykorzystywać będą wartości pokroju wiary czy lojalności wobec klanu i jego hierarchii. – Ułożył się nieco wygodniej, napierając momentalnie na wroni bok, co przypomniało mu o bliskości w jakiej się z nią znajdował już od jakiegoś czasu. Potrzebował od nowa ułożyć myśli zanim kontynuował. – Em… Dlatego uważam, że potrzebna jest więź między klanami, aby każdy mógł monitorować do pewnego stopnia co dzieje się u sąsiadów, oczywiście z dobrymi intencjami! Do tego trzeba umieć analizować jak zachowuje się własna władza. Przykładowo Nocna Gwiazda działa na korzyść Rzeczniaków, próbując rządzić tak, aby Klan Rzeki był prawdziwym domem dla wszystkich jego członków, a do tego chce nawiązywać kontakty z innymi klanami – w końcu to on był główną siłą, która wyraziła chęć zwołania Zgromadzenia Czterech Klanów. I nawet na treningach przy omawianiu Kodeksu wspomina o tym, by nie ufać ślepo władzy, coś co nigdy nie byłoby w interesie przyszłego tyrana do powiedzenia. Muszę przyznać, że Klan Rzeki ma wyjątkowe szczęście do władzy, można sięgać daleko w przeszłość, a na czele Rzeki zawsze jest ciekawa i praworządna postać!
LVL 4 270 / 300
MedLVL 0 0 / 100
10
Siła
S
15
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Miała ochotę spiąć mięśnie, gdy tylko poczuła po raz kolejny Wilczą Górę przy jej boku. Powstrzymała oczywiście tę reakcję, choć wewnętrznie była... zmieszana. Nie spodziewała się realnie, że niebieski sam z siebie znów jak magnes do niej przylgnie, czy nie bał się przypadkiem dotyku? Mrugnęła raz, dwa. Zdezorientowana, choć chciała tego, nieokreślona jej część pragnęła więcej kontaktu fizycznego, tak jej racjonalna część krzyczała, że nie taki był plan. Miała mu ułatwić myślenie, a ten widocznie jedyne co miał w głowie to przytulanie i ją tym zarażał. Myśli znów mówiły jej, by się oddała tej chwili, ale je powstrzymywała. Czemu wojownik tak utrudniał, czemu się tak przylepił? Podświadomie jej to tak nie przeszkadzało, nie odsuwała się rzecz jasna, sama naparła na niego mocniej, targało nią zwyczajnie wiele emocji w obecnej chwili i jej głowa nie wiedziała, na którym się skupić - wiedziała tylko, że musi być przytomna, nie poddawać się emocjom.

Zrobiła wdech i wydech. Spokojnie. Pierwsza część wypowiedzi cętkowanego była jak najbardziej dobra, szedł wedle tego, co zakładała. Podbudowało to początkowo jej pewność siebie, jakby faktycznie wszystko kontrolowała. Czuła, że faktycznie do niego przemówiła, czy to było takie proste? Otóż nie, gdyż chwile później nastąpił kolejny gest, większe przytulenie, a potem poof, jego mózg wykoleił się. Z każdym słowem wojownika, cała ta mieszana emocji wewnątrz Wrony stawała się coraz dziwniejsza. Pojawiała się myśl irytacji, druga załamania, trzecia niewiadoma, ciepło w środku, którą odkładała na bok, skupiała się na tych pierwszych. Wiedziała, że Wilcza Góra jest zapatrzony w Gwiezdnych i władzę, ale chyba kolejny raz musi stwierdzić, że nie sądziła, że do takiego stopnia. Ugryzienie teraz go nie wydawało się tak złym pomysłem. Wykonanie jej celu z pewnością długo zajmie, przekonanie cętkowanego do swojej racji może być ciężkie, gdy ten zachowuje się hipokrytycznie. Wychwala Nocną Gwiazdę, jakby był jakimś fuj, zbawicielem, nie dostrzega tego, co jest pomiędzy wierszami. Zignorował jej ostrzeżenie, że manipulatorzy są dobrzy w udawaniu, a na domiar złego - czas się kończył Wroniej Łapie. Wiedziała, że za niedługo będzie patrol, jeden z ostatnich, które dadzą jej możliwość bezpiecznego wrócenia, grała z czasem obecnie. Zaczęła przedwcześnie ten temat, przez to, że chciała zasiać już teraz ziarenko, a teraz nie mogła teraz dobrze rozegrać, poczuła, jakby teatrzyk jej się rozpadał. Co spowodowało dość dziwną reakcję, gdyż wyglądała spokojnie, ale po chwili zwyczajnie oparła głowę o ramie wojownika, ale tak by czoło, generalnie pysk dymnej go dotykał, jakby się schowała. Miała ochotę krzyczeć, lekko uderzyć może kilka razy tak głową, ale wszystko zostało w środku. Trwało to parę uderzeń serca, pozbierała się, wyprostowała się pewna siebie, przybrała neutralną minę, którą przerodziła w lekki zadziorny uśmiech. Nie da się tak prosto, musi go trzymać w szponach, ale musi to mądrze rozegrać.

- Co powiesz na to, że dokończymy tę dyskusję następnym razem, hm~ - zaczęła nieco melodyjnie, pewna, kątem oka patrząc na granice z klanem Cienia. Gdzieś w oddali jakieś sylwetki majaczyły, przeklęła w myślach, musiała się streszczać, ale nie może przegrać - Za niedługo patrol będzie. Przed tym jednak - bez urazy, ale nie brzmisz na obiektywnego, za mocno wierzysz, że władza jest perfekcyjna i praworządna po samych normalnych działaniach; każdy może udawać przed innymi, mówić to, co nie jest w interesie, by za plecami inaczej działać, widziałam takie przypadki. Musisz popracować nad tym - trzeba doszukiwać się, nie zwracać uwagę tylko na to, co się widzi, za łatwo omamić wzrok - tu zrobiła mu lekkie "boop" w nos swoją łapą, tak by wytknąć mu jego błędną logikę. Ostatnie takie Wronie ostrzeżenie, gdyż zanim się spotkają, to dużo minie. Hm. Do jej mianowania w sumie, kiedy to będzie? Nadal irytowało ją to, że to może zająć długo. Czy będzie o tym wszystkim pamiętał? Musiał, musi to jakoś upamiętnić, pokazać, by mu przypominało jej ostrzeżenie, jej słowa, że jest w jej szponach i go nie puści. Obudzi go, to jest jej cel, jej mały eksperyment, nieważne jak dużo czasu zajmie. Także po chwili sięgnęła do swojego futra na szyi, gdzieś w jego długich zakamarkach były ukryte dwa czarne pióra. Jakiejś mniejszej wrony. Chwile się zastanowiła, ale wzięła jedno z nich i położyła na gałęzi przed wojownikiem - Tak na pamiątkę, byś nie zapomniał przypadkiem o następnym spotkaniu~ - powiedziała z zadziornym uśmieszkiem, śmiejąc się lekko pod nosem - takie "tee hee".
Po tym spojrzała się na cętkowanego uważnie, to na ziemie, nie chciała się odklejać, miała misje, ale musiała - patrol był tuż tuż przy granicy, co ten też mógł zauważyć.
[Obrazek: jDKPq3w.png]
the world's greatest actor doesn't need a stage
'cause they're so good at their craft that
《 ✦Xx✧Xx☾Xx✧Xx✦ 》
✦Xx✧Xx NOBODY KNOWS THEY'RE FAKE Xx✧Xx✦
the fools have no clue the one they knew was just a fraud
the master of pretending to be something that they're not
LVL 4 110 / 300
MedLVL 6 855 / 900
6
Siła
S
13
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
18
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości