Logo Artemidy
Słoneczna Szczelina
#31
Cztery Dęby. Zwykle nie szedł tak daleko, na spacery wybierając miejsca bliżej obozu. Poza tym najwięcej czasu musiał spędzać w lecznicy, opiekując się chorymi kotami, sprzątając i pomagając w niektórych sprawach Lśniącej Sadzawce, lub zwyczajnie obserwując, jak pracuje, żeby zbierać doświadczenie. To też w tym miejscu zazwyczaj się uczył. Teren pośrodku czterech klanów był z tego względu przez niego bardzo rzadko odwiedzany. Pamiętał jednak, że kiedyś zdołał poznać tutaj burego kocura z klanu Gromu, bardzo dawno temu, i w sumie nawet dobrze to wspominał. Zdołał zauważyć, że wszędzie były uprzejme koty, z którymi warto było utrzymywać dobre stosunki. Tego dnia postanowił przejście na neutralne ziemie, żeby możliwie kogoś poznać albo, z odrobiną szczęścia, może nawet spotkać znajomy mu pysk? Przysiadł więc wreszcie gdzieś pośrodku, pod prześwitem między liśćmi, wyciągając łagodny, śnieżny pyszczek do nieba i wdychając zimne powietrze. Coś innego niż ciągły zapach ziół, który oczywiście mimo wszystko bardzo lubił i do którego się przyzwyczaił.

/Kuna czaso przed zgromadzeniem
[Obrazek: jcou1hQ.png]
LVL 6 270 / 500
MedLVL 11 187 / 1500
13
Siła
S
15
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
25
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
***
Zgromadzenie zakończyło się już jakiś czas temu, a życie w klanach dalej się toczyło bez większych zmian. Niby tak wyjątkowe wydarzenie, a oprócz informacji, które mogłyby zostać przekazane na patrolach, nic ciekawego nie wniosło. Znaczy, kotce podobało się, miło było spotkać znajomego z klanu cienia i posłuchać przywódców, ale... Wyobrażała sobie więcej fajerwerków. Może z drugiej strony to dobrze? Dobrze, że żadna wielka tragedia nie nadciąga w stronę czterech klanów, a zgromadzenie zostało zwołane tylko i wyłącznie po to, by przekazać informacje i odnowić tradycję. Po tym wszystkim nastały dwa spokojne księżyce. Szylkretka skończyła trening z Bawełną oraz dostała drugiego terminatora, który w porównaniu do kremowej kocicy był niczym mały aniołek. Słuchał się jej i nie pyskował. Tylko... Ta piękna chwila odpoczynku nie trwała wiecznie, a dokładnie zakończyła się dzisiaj w nocy, wraz ze śmiercią Czerwonej Gwiazdy. Można by powiedzieć, że umierając, przywódczyni zabrała ze sobą kawałek pory nagich liści... Ostatnimi dniami śnieg zaczął topnieć, szybko, a wręcz za szybko. Nadciągnęły cieplejsze dni, a wraz z nią niespodziewane roztopy. Ugh tylko szkoda, że wspaniali gwiezdni nie poinformowali o nich trochę wcześniej, na przykład na tym zgromadzeniu. Inne klany mogły tego aż tak nie odczuwać, bo na ich terenach albo nie było rzeki, albo znajdywała się tylko przy granicy, jak to było w przypadku gromu. Jednak dla kotów z jej rodzinnego klanu było to utrapienie, ponieważ teraz połowę ich terenów zajmowała woda.
Dzisiaj, gdy Ćmi Zmierzch wyruszyła o świcie po dar swoich dziewięciu żyć, płotka postanowiła wyruszyć na wczesne polowanie. Nie mogła spać w nocy po pogrzebie przywódczyni, więc wpadła na pomysł, że odeśpi to wieczorem, od razu po popołudniowym treningu z zakwitką. Chciała pójść nad rzekę, sprawdzić jej stan i spróbować coś ewentualnie złowić, lecz po drodze... Wpadła na lepszy pomysł.
Zjawiła się przy czterech dębach i to w jakim stanie! Jej futro było dość wilgotne, lecz na szczęście nie przemoczone, bo dzięki przyjemnemu słońcu i dość ciepłej pogodzie zdążyło trochę wyschnąć. Teraz gdy chciało się dotrzec do czterech dębów, niestety musiało się zamoczyć futro. A tak poza tym to właśnie był ten wcześniej wspomniany lepszy pomysł, czyli przyjść tutaj i powspominać sobie zgromadzenie. A dokładniej moment, w którym stara przywódczyni ostatni raz lśniła, niczym prawdziwa gwiazda. Usiadła w miejscu, gdzie znajdywała się największa plama światła pod całą koroną, w celu wygrzania się. Nie liczyła na żadne towarzystwo albo spotkanie z kimś z innego klanu, jednak... Zaczęła w razie czego czyścić futerko, jednocześnie próbując pomóc mu wyschnąć. Co z tego, że zaraz będzie musiała ponownie wskoczyć do wody, skoro ma chwilę przerwy, to bura woli ją sobie wykorzystać.

[size=92]// kra :
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Lubiłem spacery. Czy to samotne czy z kimś którego towarzystwo było dla mnie przyjemne. Raz to był jeden z moich braci poza Chłodnym Szeptem z którym mimo neutralnych relacji wolałem nie wchodzić zbyt często w jakiekolwiek interakcje; dla własnego komfortu. Dalej był dla mnie tym samym uprzedzonym i zaślepionym kocurem i nic nie pozwalało mi na zmianę zdania o nim. Liczyłem jednak, że pewnego razu uda nam się porozmawiać jak brat z bratem i obustronnie wyzbyć się nieprzyjemnych stereotypów o samych sobie. Były to jednak tylko głupie marzenia - nie narzekałem. Jednak jak widać zarówno jemu jak i mnie taki stan rzeczy jak najbardziej odpowiadał. Chłodny Szept miał swoje życie, przekonania, partnerkę. Ja - wolność, plany i spokój.
Wyruszyłem więc na kolejny spacer. Tym razem sam. Bez rodzeństwa, bez znajomych, przyjaciół. Jako, że Czarny Ogon wylał, Mgielne Bajoro nie było zbyt bezpieczne nie mogłem zbytnio przedostać się do Leśnych Ostępów gdzie ostatnimi czasy chadzałem najczęściej. Zmieniłem więc kurs i udałem się do Czterech Dębów, których nie dopadły roztopy idące w ramie z Porą Nowych Liści. Gdy postawiłem łapę na ziemiach niczyich poczułem jak wracają do mnie wspomnienia ze zgromadzenia. Woń tych wszystkich kotów i ich odczuć: ekscytacja, niepewność, radość. Przywódcy rozmawiający ze sobą na gałęziach, zastępcy siedzący przy korzeniach. Wiele kotów zaciskających stare więzi, rozpoczynające nowe - w tym ja. Dojrzałem Płotkowy Potok do której się dosiadłem zamieniając z nią pare słów przy okazji poznając kogoś nowego; kocura zwanego Płonącym Niebem. Było to całkiem przyjemne wspomnienie i nie mogłem temu zaprzeczyć, dlatego ponowne zjawienie się przy Czterech Dębach sprawiło, że poczułem dziwne ciepło na łapach. Wspiąłem się na drzewo i zasiadłem na jednym z grubszych rozgałęzień przejeżdżając na szybko językiem po burej sierści na karku. Gdy skończyłem pośpieszną pielęgnacje dojrzałem, że nie byłem tutaj sam. Pod Cztery Dęby przyszła również...Płotka! A to było ciekawe zrządzenie losu, że nasze ścieżki się ze sobą krzyżowały zaskakująco często. Uśmiechnąłem się i gładko zszedłem z gałęzi podkradając się do kocicy, której futro było nieco wilgotne. Nie przejąłem się tym jednak zbytnio, gdyż po chwili wysunąłem się z krzaków za nią i odchrząknąłem.
— Kogo znów mi dane widzieć. — mruknąłem niskim, rozbawionym głosem i gdy kocica się odwróciła, posłałem jej przyjazny, lekki uśmiech. — Przeszkodziłem w spacerze, Płotko?
[Obrazek: jVDxOdu.png]

i tried to be someone else
but nothing seemed to change
i know now, this is who i really am inside

- ̗̀ finally found myself ̖́-
fighting for a chance
i know now, this is who i really am
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
Dalej ostrożnie i bez pośpiechu czyściła futerko, tylko i wyłącznie by na chwilę sobie ulżyć z tego okropnego zimna. Gdy już poczuła, że jest wystarczająco ułożone i znośnie suche, przekręciła głowę w stronę gałęzi, na której jakiś czas temu wszyscy czterej przywódcy siedzieli razem. Przed oczami pojawił się jej widok Czerwonej Gwiazdy, siedzącej dumnie na tej gałęzi, wyglądającej najbardziej jak gwiazda ze wszystkich zebranych. Niestety popielatej przywódczyni nie będzie już dane tak zalśnić i na następnym zgromadzeniu jej miejsce zajmie córka... Na dobrą chwilę się zawiesiła, nie odrywając wzroku od gałęzi. Nie zwróciła uwagi na szelest krzaków i dopiero niespodziewane odchrząknięcie kocura sprowadziło ją na ziemię. Wojowniczka się wzdrygnęła, a nawet na krótki moment zjeżyła sierść na grzbiecie z zaskoczenia. Zupełnie nie spodziewała się, że kogoś tu spotka! Po uderzeniu serca jednak lekko się uspokoiła, bo słysząc głos tajemniczego przybysza, dotarło do niej, że znów natrafiła na tego przystojnego znajomego z cienia. Jakim cudem ich ścieżki się znowu skrzyżowały i to w takim niefortunnym momencie, gdy futro szylkretki było w tak okropnym stanie. Futro burego oczywiście było lśniąca i świetnie ułożone, co za wstyd!
- Pęknięta Kro! Nie, nie przeszkadzasz - rzuciła pośpiesznie, z lekkim uśmiechem. Szylkretka zdecydowanie wolała, by to spotkanie odbyło się trochę później, po tych nieszczęsnych potopach. Na szczęście... kocur nie wspomniał o jej marnie wyglądającym futrze, a przynajmniej na razie. - Przyszłam tutaj by powspominać sobie zgromadzenie. Zupełnie nie spodziewałam się ciebie spotkać - dodała już mniej pośpiesznie, choć dalej z przyjemnym uśmiechem, tłumacząc swoją wizytę tutaj. No bo oczywiście ani trochę nie liczyła na to ponowne, miłe spotkanie. Ani trochę...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Uśmiechnąłem się gdy kocica się odezwała, na dłużej zawieszając spojrzenie na jej powierzchownie ułożonym futerku. Dopiero teraz bardziej wpadło mi w oko i zadzwoniło, że chyba nie powinno być takie zmierzwione i wilgotne, chociaż kocica zdawała się to przed chwilą jakoś okiełznać i doprowadzić do ładu. W każdym razie długo nie skupiałem się nad tym, gdyż nawet mimo z tak...nieoczekiwanym efektem, nie mogłem ująć Płotkowemu Potokowi uroku. Najwyraźniej kotki potrafiły wyglądać ładnie z każdym stanem futra. Oczywiście nie każde, jednak Rzeczna wojowniczka wychodziła z tego obronną łapą.
— Zatem kamień z serca. — mruknąłem przyjaźnie, słyszalnie rozbawionym i spokojnym tonem na jej pierwsze, pośpiesznie wypowiedziane słowa, posyłając jej lekki, subtelny uśmiech, po czym podszedłem bliżej i przysiadłem w neutralnej i stosownej odległości od swojej przypadkowej towarzyszki. Również nie spodziewałem się jej tutaj spotkać - jednak była to naprawdę przyjemna niespodzianka. Przebywanie w jej towarzystwie było przyjemne i swobodne, a od naszej ostatniej rozmowy na zgromadzeniu minęło już trochę czasu; dobrze więc było spotkać znajomy pyszczek z którym szło spokojnie porozmawiać o najbardziej przyziemnych rzeczach. Nasze poprzednie spotkanie przy Czterech Dębach zakończyliśmy na wspólnym obserwowaniu okolicy na jednej z gałęzi, poprzedzone krótkim wyścigiem na szczyt. Miałem nadzieje, że to również upłynie nam w spokojnej i przyjaznej atmosferze. Owinąłem kudłaty ogon wokół łap, wyprostowałem się i zwróciłem pysk w kierunku kocicy akurat chwile przez tym, jak ponownie się odezwała. Tym razem już zdecydowanie spokojniej i wolniej.
— Odkąd pierwszy raz się tutaj spotkaliśmy, przychodzę w te okolice znacznie częściej. — przyznałem szczerze. Wcześniej ziemie Czterech Dębów nie bardzo mnie obchodziły. Gdy byłem poza klanem cienia, wszelkie Ziemie Niczyje czy neutralne znacząco mi się przejadły, więc Cztery Dęby nie robiły na mnie zbyt wielkiego wrażenia. Dopiero po poznaniu Płotki, miejsce to nabrało zupełnie innego ładunku emocjonalnego. Okazało się, że nie jest tylko bezużytecznym skrawkiem pośrodku terenów wszystkich klanów, od wielu, wielu księżyców nieużywanym do niczego konkretnego. — A właśnie, co słychać w Klanie Rzeki? Nie zalało was? — dopytałem zaciekawiony. Skoro u nas wylał Czarny Ogon, to na pewno i Klan Rzeki miał problemy z Grzmiącą Rzeką. Dziwnym by było gdyby klan ściśle powiązany z wodą nie miał żadnych, nawet najmniejszych problemów z roztopami. Drugą przyczyną takiego, a nie innego pytania był stan futra kocicy, który podpowiedział mi, że nawet gdyby szylkretka próbowała się jakoś wyłgać - sama zdradziła się wyczuwalną wilgocią.
[Obrazek: jVDxOdu.png]

i tried to be someone else
but nothing seemed to change
i know now, this is who i really am inside

- ̗̀ finally found myself ̖́-
fighting for a chance
i know now, this is who i really am
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
Oj Kra by wyglądał pięknie, nieważne z jak ułożonym futrem! Może przez to, że mokra sierść uwydatniłoby jego mięśnie, albo zmierzwione czy potargane świadczyłoby, że wdał się w jakąś niesamowitą walkę. Może ta druga wymyślona sytuacja była dość śmieszną wymówką, ale co poradzić, jeżeli wojowniczce bardzo podobają się proste bure wzorki na futrze kocurów. Szylkretce dodatkowo nie umknął ten moment, w którym Kra przyglądał się jej rudym plamkom. Jednocześnie cieszyła się, że jej lekko wilgotne futro jakoś specjalnie go nie odstrasza, ale z drugiej strony... Poczuła się odrobinę niezręcznie, gdy ona była w tak okropnym stanie. Cóż, było to na pewno lepsze, niż potargana sierść ze skarbami w środku, jak to było przy ich pierwszym spotkaniu...
Kamień z serca. Czyżby bury wojownik aż tak przejmował się tym, czy przypadkiem nie przeszkodził? To było takie... miłe. Choć płotka, nawet gdyby rzeczywiście czekała na kogoś innego, pewnie by się wstydziła przyznać i chwilę porozmawiała z burym. Bądźmy szczerzy, drugiego takiego dostojnego kocura by pewnie nie spotkała w innych klanach. Gdy Kra się dosiadł obok niej, kotka przyciągnęła swój ogon bliżej siebie. Może nie była aż tak niepewna i zmieszana, jak podczas ich pierwszego spotkania, ale chciała mieć pewność że kocur będzie się czuł, cóż... komfortowo. Bo szylkretka musiała przyznać, że chętnie by się przytuliła do jego puchatej kryzy i odrobinę ogrzała, jednak nie byli chyba na tyle blisko, by mogła sobie na takie coś pozwolić... a szkoda.
- Serio? To chyba musieliśmy mieć jakiegoś pecha, bo też często tu przychodzę - dodała lekko rozbawiona, choć w środku poczuła miłe ciepło, że jednak Kra przychodził tu... dla niej! Szylkretka od zawsze uważała cztery dęby jako wspaniałe i magiczne miejsce, ale bardzo rzadko przychodziła tu dla samego spaceru. Zwierzynę lepiej było złapać gdzieś bliżej obozu, a widoki były równie piękne na samym szczycie błyszczących głazów. Dlatego też od poznania Kry no spacery wojowniczki stały się jakąś jej normą.
- Oh te zalewy są okropne. Połowa naszych terenów to jedna wielka rzeka. Ciężko cokolwiek złowić, a sam prąd jest okropny i trudny do pokonania. Nawet nie da się przejść do czterech dębów bez długiego moczenia futra... - westchnęła, przy okazji wyjaśniając śmieszny stan jej sierści. Prąd w niektórych miejscach był rzeczywiście okropny i to z nim kotka musiała się uporać, by tu dotrzeć. Na szczęście ten wysiłek jej całkowicie się opłacił i to z jaką wspaniałą nadwyżką!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
— Doprawdy? — uniosłem brew w zaciekawieniu i zaśmiałem się nisko pod nosem. — Zatem naprawdę nie mamy zbyt wiele szczęścia. — dodałem po chwili. Kurze Ziarno pewnie doszukiwałaby się tutaj znaków od samych Gwiezdnych, jednak ja widziałem tu jedynie przypadki. Różne pory spacerów, odległość od własnych granic - to wszystko niewątpliwie wpływało na nasze mijanie się na terenie Czterech Dębów. Nie był to taki mały teren jakby się mogło wydawać! I właśnie przez to, jeszcze bardziej cieszył mnie fakt, że akurat dzisiaj udało nam się spotkać i nie minąć jak pewnie zazwyczaj. Zatem mamy już jeden plus dzisiejszego dnia. Mój był buro-rudą wojowniczką z Klanu Rzeki. Widząc jak zabiera ogon bliżej siebie, nie zareagowałem jakoś specjalnie. Każdy miał swoją strefę komfortu i starałem się nie naruszać tej, możliwie należącej do kocicy obok mnie. Nikt lepiej nie mógł tego zrozumieć niż ja - bowiem sam ceniłem szacunek do przestrzeni osobistej i niesamowicie frustrowały mnie koty, które miały ją za nic. Pytanie o to, czy można się dosiąść bliżej chyba jeszcze nikogo nie zabiło, prawda?
Od tematu przestrzeni osobistej, który wyrósł w mojej głowie za sprawą - możliwie - nic nieznaczącego gestu, oderwała mnie odpowiedź Płotki odnośnie mojego pytania o roztopy. Wbiłem w nią lekko zaniepokojone spojrzenie, gdy wspomniała o trudach dostania się w to miejsce. Fakt, faktem, że dostałem naprawdę jasne i szczegółowe wytłumaczenie jej dzisiejszego wyglądu - jednak naprawdę martwił mnie fakt aż takich niedogodności z jakimi musiał mierzyć się teraz Klan Rzeki. Podobnie było w moim własnym klanie, jednak zalane zostały okolice w których niewiele kotów chodzi aż tak często jak chociażby tutaj; na neutralne ziemię Czterech Dębów. Kolejnym nieciekawym aspektem którym się ze mną podzieliła była trudność ze złapaniem zwierzyny - na pewno zmiana nurtu i nagłe poszerzenie się koryta rzeki przez ciepłe roztopy nie sprzyjało skutecznemu znajdowaniu ryb. Końcówka mojego ogona drgnęła nieznacznie i cicho westchnąłem.
— Cieszę się zatem, że dotarłaś tutaj w jednym kawałku, Płotko. — mruknąłem szczerze i posłałem jej lekki uśmiech. — Gdybyś potrzebowała jakiejkolwiek pomocy, wiesz gdzie mnie znaleźć. Zastanawiam się jednak, czy przychodzenie tutaj teraz nie będzie dla ciebie zbyt nieprzyjemne. — niczym dziwnym było dla mnie wyciąganie pomocniej łapy w kierunku kotów, które darzyłem jakąkolwiek sympatią. Płotka nie była w tym wyjątkiem i mogłem szczerze powiedzieć, że nawet szczerze chciałem szczególnie jej w czymś pomóc. O tak po prostu.
— Tereny Cienia również nie uchroniły się przed roztopami. Okolice Czarnego Ogona to teraz naprawdę niebezpieczne miejsce dla kotów, które nie potrafią pływać. Podobnie z Mgielnym Bajorem w którym poziom wody jest wyższy niż zazwyczaj, a jego błotniste brzegi podobno pochłonęły nie jednego, nieuważnego kota. Mam jednak nadzieje, że wraz ze wzrostem temperatur wody ustąpią. — postanowiłem, że wymienię się informacją za informacją. Skoro Płotka postanowiła być ze mną prawdopodobnie szczera (bo po co miałaby kłamać na swoją niekorzyść?) to i ja będę. Na sam koniec łagodnie się uśmiechnąłem i zerknąłem w górę, na gałęzie które wisiały spokojnie nad nami. Małe, młode listki które z nich wyrastały napawały mnie nadzieją; cieplejsze dni powinny uporać się z nieprzyjemnymi nadmiarami wody, które uprzykrzały życie nawet tym, którzy powinni być do wody przyzwyczajeni.
[Obrazek: jVDxOdu.png]

i tried to be someone else
but nothing seemed to change
i know now, this is who i really am inside

- ̗̀ finally found myself ̖́-
fighting for a chance
i know now, this is who i really am
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
Uśmiechnęła się trochę szerzej na odpowiedź kocura, jednak... po chwili ten przyjemny uśmieszek zniknął. Do głowy szylkretki wpadł pomysł, dość prosty, ale jednocześnie stresujący, a przynajmniej do wymówienia na głos dla wojowniczki. Lekko opuściła i uszy i dość nieśmiałym wzrokiem zerknęła w stronę kocura. - To yy... możemy się umówić na jakieś spotkanie w przyszłości czy coś, byśmy się znów nie minęli - zaproponowała, próbując nie brzmieć, jakby była zadurzona w kocurze, bo nie była! Tylko... Umawianie się na spotkania z kimś z innego klanu brzmiało tak... dziwnie. Jednak była zbyt leniwa, by codziennie łazić do czterech dębów, licząc na jakiś kolejny, śmieszny cud ze strony gwiezdnych.
Słysząc, że bury kocur się o nią martwił, kolejny raz poczuła miłe ciepło w środku, oh! I jeszcze zaproponował jej pomoc. Szylkretka wątpiła, że w tej sytuacji bury kocur może jakkolwiek jej pomóc, jednak... chętnie zachowa sobie ten talon na inny, ciekawszy moment.
- Jestem kotem z klanu rzeki, zamoczenie futra na trochę dłużej nic mi nie zrobi - dodała, prostując się i odsyłając również w jego stronę lekki uśmiech. Ile w tym prawdy nie było, to nie wiedziała. Prąd czasem był mocny, czasem niósł za sobą różne przedmioty, a nawet takie, które mogły kogoś zranić. Szylkretka jednak nie była jakimś tam, bojącym się wody gromiakiem, tylko dumnym kotem z klanu rzeki! Takie chlapanie się w wodzie by jej nie pokonało... a przynajmniej tak wolała myśleć.
Mmm tak, Czarna Kita i Mgielne Bagno, wojowniczka oczywiście wiedziała, gdzie te dwie miejscówki się znajdują... Dość niedawno, dowiedziała się, że Grzmiąca Rzeka, to nie jedyna rzeka znajdująca się niedaleko klanów! Po drugiej stronie terenów płynęła sobie kolejna, może mniej okazała, ale rzeka. Wyznaczała granicę dla części gromu i wichru. Szylkretka nie interesowała się terenami innych klanów, ale to chyba dobry moment, by zacząć... - Mamy szczęście, że obóz klanu rzeki znajduje się kawałek nad wodą, inaczej mogłoby nas zalać... - dodała, wyobrażając sobie taką sytuację, na co lekko zmarszczyła nos. Przenoszenie kociąt, szukanie czegoś zastępczego, zniszczenia, które by się ukazały dopiero po fakcie... dość nieprzyjemna wizja. Czy koty mogłyby wrócić do obozu po takim czymś? - Też mam taką nadzieję, wtedy będę mogła częściej tutaj przychodzić, bez żadnych obaw - dodała, próbując odwrócić uwagę kocura od tego nieprzyjemnego tematu, który w sumie niechcący sama zaczęła. Ciepłe dni, przyjemna woda, oraz spotkania co jakiś czas z tak wspaniałym i dostojnym kocurem! Pora Młodych Liści to zdecydowanie jej najlepsza pora ze wszystkich. Zerknęła w górę tuż za kocurem, również dostrzegając te drobne zielone pączki na gałęziach. Tak, to już niedługo...
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Nagła zmiana na mordce mojej rozmówczyni nieco mnie zaniepokoiła. Widok jej szerszego uśmiechu był naprawdę przyjemny, jednak fakt, że tak szybko zniknął, a Płotka cofnęła uszy wlepiając we mnie nieśmiałe spojrzenie sprawił, że aż zastanowiłem się czy powiedziałem coś nie tak. Nie chciałem zabrzmieć...cóż, niewygodnie dla szylkretowej wojowniczki i gotowy byłem nawet przepraszać gdyby moje słowa okazały się zbyt pewne, czy dwuznaczne, chociaż sam nie bardzo wiedziałem które. Dopiero gdy z jej pyszczka wypłynęła propozycja umówienia się na następne spotkanie aby zmniejszyć ryzyko mijania się, zrozumiałem tą nagłą zmianę ekspresji. Poruszyłem lekko uszami i odchrząknąłem bezgłośnie pod nosem. Nie spodziewałem się tego - jednak było w tym coś przyjemnego, a przede wszystkim; sensownego. Chodzenie tutaj bez określonej daty z jedynie nadzieją na możliwe natrafienie na siebie było bezsensowne i głupie, a jednak się na tym łapałem. Zresztą, codzienne podchodzenie pod Cztery Dęby tylko po to aby się minąć nie brzmiało zachęcająco. Za to konkretne umówienie się na następne spotkanie - już tak.
— Bardzo chętnie. — mruknąłem szczerze i nisko, posyłając kocicy lekki, przyjazny uśmiech w odpowiedzi na jej propozycję. Aż głupio się czułem, że to ona, a nie ja coś takiego zaproponowała. Cóż, ubiegła mnie. Mruknąłem krótko pod nosem w zamyśleniu, wracając spojrzeniem an listki nad nami. Spotkanie z Płotkowym Ogonem brzmiało inaczej niż przypadkowe natrafianie na siebie. Brzmiało poważniej. Cieszyłem się, że kocica jednak z tego, że to kocica jako pierwsza wysunęła tę propozycję. Mogło to tylko oznaczać, że mimo wszystko chciała kontynuować znajomość i moja sympatia w jej kierunku była odwzajemniona. Dobrze było mieć znajomości poza własnym klanem. Tym bardziej tak przyjemne i urocze jak Płotkowy Potok. — Co powiesz aby spotkać się tutaj za równy księżyc? — wysunąłem konkretną propozycje, lekko przekrzywiając łeb w jej kierunku, by móc spojrzeć na jej mordkę z lekko uniesioną brwią. Jeżeli chciała szybciej bądź później; mogła o tym wspomnieć. Nie narzucałem konkretnej daty spotkania, jednak księżyc wydawał mi się najbardziej neutralną opcją.
Na wspomnienie przez kocicę o swoim pochodzeniu i tolerancji na wodę jedynie cicho się zaśmiałem, jednak nic nie powiedziałem. Co racja to racja. Kto jak kto, ale Płotka i jej współklanowicze na pewno byli przyzwyczajeni do moczenia futra jak żaden inny kot w pozostałych trzech (i pół) klanach.
— Tak. I Cztery Klany też będą o wiele ładniejszym widokiem. — mruknąłem, odchodząc już od tematu podtopień. — Trochę niefortunnie się złożyło, że jedyne miejsce które dzielimy to właśnie one. Żadnej granicy, nic. To utrudnienie nie zniknie wraz z cieplejszymi dniami, ale jest do pokonania bez przymusu moczenia łap! — zaśmiałem się ciepło i lekko się przy tym rozluźniłem. No cóż, pewnie wygodniej byłoby mi poznać kogoś więcej z klanu Wichru czy Gromu z którymi dzieliłem granice, a nie Rzeki. Jednak cóż, nie żałowałem i chyba ze wzajemnością.
[Obrazek: jVDxOdu.png]

i tried to be someone else
but nothing seemed to change
i know now, this is who i really am inside

- ̗̀ finally found myself ̖́-
fighting for a chance
i know now, this is who i really am
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Oj, gdyby szylkretka wiedziała, że ta drobna zmiana w jej wyrazie mordki aż tak zaniepokoiła Krę, to by siedziała cały czas uśmiechnięta. Chociaż i tak Kra by pewnie wychwycił te drobną zmianę w promiennym uśmiechu wojowniczki. Poza tym... To, że się przejął takim drobnym gestem, było bardzo miłe! Bura kojarzyła koty z klanu cienia z takimi gburami, które myślą tylko o sobie i są straszne sztywne. Kra wywrócił ten obraz do góry nogami, pokazując, że cieniści mogą być rzeczywiście [i]fajni[ii].
Słysząc odpowiedź kocura wyraźnie rozpromieniała. Zgodził się! Kamień z serca. Podniosła uszy i posłała starszemu wojownikowi wdzięczny uśmiech. Oh i jako pierwszy zaproponował datę spotkania! Jeden księżyc... Brzmiało to długo, ale nie [i]za[ii] długo. W końcu nie chciała, by każdy w klanie się pytał, dlaczego szylkretka tak często znika na cały dzień. Nie wstydziła się mówić o Krze, ale chciała uniknąć jakiś niefajnych plotek. Taka idealna data, na kolejne spotkanie! - Jestem za - odpowiedziała, przytakując. Oj wojowniczka będzie odliczała każdy dzień, aż minie ten nieszczęsny równy księżyc.
Na wieść, że słowa o dumnym rzecznym kocie wywołały ten przyjemny niski chichot, poczuła w środku miłe ciepło. W sumie nawet dobrze, że Kra nie kontynuował tematu podtopień, bo... To ma być przyjemne spotkanie, a nie narzekanie na to, co końcówka pory nagich drzew wywinęła. Wysłuchała słów burego kocura do końca, a następnie zachichotała również z nim. Może za księżyc te okropne podtopienia znikną? Oj oby tak! Wojowniczka może była rzeczywiście kotem z dumnego klanu rzeki, ale to nie zmieniało faktu, że woda była lodowata i ogólnie no nieprzyjemna. A najgorsze, że niszczyła wszystkie starania włożone w czyszczenie futra! - Chętnie bym się spotkała na jakiejś ładnej łące, czy przy rzece, ale co poradzić... - dodała z westchnięciem, a w jej głowie zaświtał pomysł wspólnego spaceru gdzieś po ziemiach niczyich, jednak szylkretka go szybko przegoniła. Nigdy nie wystawiła pyszczka poza granice klanu, a poza tym nie znała się z kocurem na tyle dobrze, by czuć się na tyle komfortowo, jak z kimś z rzeki... Znaczy, Kra był ogólnie super, ale spotkanie we dwójkę, gdzieś daleko od obozu brzmiało strasznie, zbyt strasznie dla przyzwyczajanej do bezpiecznego klanu Płotki. By odgonić te ponure myśli, wstała, a następnie pozwoliła sobie trochę się rozciągnąć, tak by rozprostować zasiedziałe kończyny.
- Co ty na to, by wspiąć się na jakąś gałąź? Może tereny klanów nie są aż takim ładnym widokiem, jak podczas pory opadających liści, ale wciąż lepsze to niż siedzenie na zimnej trawie - zaproponowała, posyłając kocurowi zachęcający uśmiech. Bez żadnych stresujących wyścigów, tylko dwójka przyjaciół siedząca sobie na gałązce!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
— Zatem jesteśmy umówieni. — mruknąłem ciepło i lekko się uśmiechnąłem, gdy Płotka zaakceptowała i przypieczętowała zaproponowaną przeze mnie datę naszego następnego spotkania. Miałem lekkie wątpliwości co do okresu księżyca - jednak po dłuższym namyśle, była to bardzo neutralna i odpowiednia propozycja. Zarówno Płotkowy Potok, jak i ja mieliśmy swoje obowiązki wobec klanu. Gdybyśmy mieli spotkać się wcześniej, kto wie, czy by to jakoś nie kolidowało z treningami, patrolami czy też innymi problemami. Nie widziałem nic złego w spotykaniu się z Płotką i szczerze mówiąc wiedza, że sama kocica chciała się ze mną widywać sprawiła, że sam miałbym nawet chęć zaproponować jej częstsze wypady. Mimo to jednak musiałem zachować odpowiedni dystans - w naszych spotkaniach nie było niczego złego czy też nie były one powodem do wstydu. Nie mogłem jednak pozwolić na zaniedbanie obowiązków, zarówno własnych jak i tych Płotkowego Potoku. Słysząc jej słowa co do miejsca na którym wolałaby się spotkać, lekko uniosłem obie brwi. Ładna łączka? Rzeka? Owszem, oba te miejsca brzmiały o wiele przyjemniej i zdecydowanie bardziej klimatycznie niż Cztery Dęby, jednak na nasze nieszczęście; niczego takiego nie dzieliliśmy. Zostawały inne, bardziej oddalone Ziemie Niczyje, jednak sam sądziłem, że na wspólne, tak ryzykowne wypady było dużo za wcześnie. Gdybym mógł znać myśli swojej towarzyszki, byłbym nawet utwierdzony w tym, że ta mnie ma podobne spojrzenie na to zagadnienie. Dlatego też, na jej stwierdzenie, jedynie skinąłem łbem niemo przytakując - zabranie jej na łąkę byłoby czymś miłym, jednak na ten moment nierealnym. Przyszło tylko mieć nadzieje, że nasza znajomość rozwinie się w taki sposób, że będzie okazja jak i czas na to, aby faktycznie zabrać Płotkowy Potok w przyjemniejsze miejsce niż Cztery Dęby.
— Czemu nie? — mruknąłem i zerknąłem za kotkę, spojrzeniem szukając jakiejś dobrej gałęzi na którą moglibyśmy się wspiąć i wspólnie przysiąść. Gdy takową znalazłem, uśmiechnąłem się krótko pod nosem i wróciłem spojrzeniem na Płotkę, podnosząc się powoli, a nosem wskazałem Rzecznej wojowniczce kierunek jak i wypatrzoną gałąź. — Co powiesz na tamtą? Jak tak, to kotki przodem. — mruknąłem nisko, a moje wibrysy zadrżały z lekkim rozbawieniem, jednak swoje słowa wypowiedziałem szczerze. Ruszyłem dopiero gry Płotka zaczęła się wspinać. Oparłem przednie łapy o korę i wbiłem w nią pazury, z podskoku podciągając się i powoli wspinając na zaproponowaną gałąź. Gdy już oboje usiedliśmy, opuściłem ogon luźno z gałęzi i wyprostowałem się, wbijając spojrzenie przed siebie. Akurat w stronę Cienistych Terenów, które było widać jak na łapie.
[Obrazek: jVDxOdu.png]

i tried to be someone else
but nothing seemed to change
i know now, this is who i really am inside

- ̗̀ finally found myself ̖́-
fighting for a chance
i know now, this is who i really am
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Są umówieni. W końcu koniec z tym głupim przychodzeniem na granice i moczeniem futra, koniec z zastanawianiem się podczas długiej drogi czy kocur rzeczywiście oraz koniec z tym bezsensownym układaniem futra przed każdą wizytą. Równo księżyc, spotkają się tutaj. A później pewnie za kolejny księżyc i następny i następny... Aż szylkretka poczuła na grzbiecie przyjemne mrowienie na samą myśl. Może z czasem ich wizyty nabiorą tempa? Nie powinna wychodzić aż tak w przyszłość, ale gdyby tak spotykać się z kocurem co dziesiąty wschód słońca, gdyby ich znajomość poszła w dobrym kierunku... nikt by się nie pogniewał, prawda?
Niestety kra się zgodził, drobnym skinięciem głowy na słowa kotki. Mimo strachu przed nieznanym terenem wojowniczka wciąż gdzieś tam głęboko liczyła, że kocur odczyta jej myśli i zaproponuje wspólny wypad gdzie indziej. Nie za księżyc, nie za dwa, lecz zdecydowanie później. No ale kto wie, nie skreślił tego planu, więc wojowniczce pozostało czekać i obserwować jak bardzo nudne staną się cztery dęby.
I kolejny wspaniały pomysł, przyjęty ciepło przez Krę. Wojowniczka sobie samej pogratulowała w myślach i podążając za wzrokiem kocura, zaczęła wypatrywać jakiejś grubej, najlepiej solidnej gałęzi i... oh Kra ją wyprzedził. Był w końcu kotem z Cienia, więc na patykach i szyszkach znał się najlepiej. Jednak po chwili wojowniczkę powitało kolejne zaskoczenie. Kotki przodem? Ojej! W rzece większość kotów traktowała się jak przyjaciół, ze sporym dystansem i często mniejszą ilością szacunku, dlatego słysząc te drobne słowa, lekko się zaskoczyła, oczywiście pozytywnie zaskoczyła. - Jak miło - wymruczała cicho, a następnie podeszła do drzewa i przez uderzenie serca nawet się zawahała. Jak będzie się wspinała przodem, to jej brzuch nie będzie wydawał się większy, prawda? Znaczy oczywiście, wspinali się już kiedyś, ale to było kiedyś, ale wtedy umysł dwójki był skupiony tylko na wygranej i... no. Wojowniczka machnęła ogonem, odpędzając te dziwne myśli, a następnie wyskoczyła, zatapiając w korę swoje pazury. Nie zatrzymując się więcej ostrożnie, zwykłym tempem rozpoczęła wędrówkę na wyznaczoną gałąź i tadam! Bezpiecznie, sprawnie, łatwo dotarła do celu, a tuż za nią Kra. Usiadła może nie za blisko kocura, ale zdecydowanie bliżej niż przy ich pierwszej rozmowie, by następnie trochę podpatrując od niego, opuścić luźno ogon by ten lekko powiewał na wietrze jak chorągiewka. Przed nimi rozciągał się przyjemny widok na las tworzący tereny najmniej znanego jej klanu. Może strumyk w połączeniu z łączką byłby przyjemny, ale bądźmy szczerzy, cztery dęby też mogą miło zaskoczyć, a szczególnie widokiem na... las. - W obozie też macie tyle drzew? - rzuciła byle co, szukając po widocznym kawałku terenu jakieś możliwe wskazówki mówiące, gdzie się znajduje centrum tych terenów. W końcu błyszczące głazy były widoczne zewsząd, a co za tym idzie obóz Rzeki również!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady, running down to the riptide
taken away to the dark side
i wanna be your left-hand man
i love you when you're singing that song
and I got a lump in my throat
'cause you're gonna sing the words w r o n g
LVL 6 15 / 500
MedLVL 0 0 / 100
20
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Wspinaczka nie była dla mnie niczym wyczerpującym i nim się obejrzałem, byłem już na wcześniej wskazanej gałęzi a tuż obok mnie siedziała rozluźniona Płotkowy Potok, co przyjąłem z ciepłym uczuciem w środku. Podczas naszego pierwszego spojrzenia oboje byliśmy zdrowo zdystansowani, jednak szylkretowa wojowniczka, dodatkowo mogła pochwalić się wyczuwalnym stresem i nieufnością. Jednak cóż się dziwić - widzieliśmy się po raz pierwszy i czymś normalnym, a nawet zalecanym był kredyt ograniczonego zaufania. Sam przecież go stosowałem i nawet teraz nie otwierałem się przed kocicą do końca, a dalej badałem grunt. Musiałem jednak przyznać, że towarzystwo Płotki było czymś przyjemnym jak i również czymś, za czym tęskniłem. Podobnie było między mną, a Kurzym Ziarnem nim została moją mistrzynią i widocznie postawiła między nami wysoki, gruby mur. Nie było to tym czego się spodziewałem, a nim zdążyłem to z nią odpowiednio wyjaśnić i jakoś rozwiązać sprawę ziębienia naszych relacji, szylkretka zniknęła. Nie ukrywałem, że byłem tym odrobine zawiedziony, chociaż bardziej martwiłem się tym co się podziało z córką Wrzosowej Ścieżki. Odchorowałem to jednak w miarę znośnie; zastanawiałem się jednak jak przeszedł ów zniknięcie mój brat, który zdawał się być z Kurą znacznie, znacznie bliżej niż ja. Ja miałem jeszcze do pewnego czasu Pokrzywę, Pokrzyka i Wronią Łapę, którą teraz miałem szczęście trenować. Teraz jednak mój brat zdawał się zmienić obiekt zainteresowania na niewychowaną Malwową Łapę, bądź wrócić na podziwianie samego siebie. W jego małym, nadmuchanym przez ojca rozumku było coś, za co go szczerze kochałem. Byliśmy w końcu braćmi - jak mógłbym źle o nim myśleć i mówić?
— Tylko wokół niego. — odparłem spokojnie, kierując spojrzenie na pysk kotki, posyłając jej lekko rozbawiony, subtelny uśmiech nim ponownie wróciłem spojrzeniem przed siebie, wyłapując miejsce gdzie znajdował się Cienisty obóz. A raczej tak mi się wydawało: kierunek się zgadzał, jak i dziwnie ukształtowane korony drzew. — W samym obozie znajdują się może z dwa bardziej charakterystyczne i większe drzewa. Jedno z nich nazywamy Martwym, a w drugim jest legowisko terminatorów. — wyjaśniłem. Nie była to wielka tajemnica, którą należało kryć przed innymi kotami. Zresztą, Płotkowy Potok i tak niewiele mogłaby zrobić z taką informacją. W końcu były to jedynie puste nazwy bez odpowiedniego zwizualizowania a szczerze wątpiłem, aby ta kiedykolwiek odwiedziła obóz Klanu Cienia. To dopiero byłoby abstrakcyjne wydarzenie!
— Hm, to teraz moja kolej na pytanie o obóz. — miauknąłem żartobliwie, a końcówka mojego burego ogona drgnęła, przez co prawie dotknęła ogona Płotki, chociaż nie zwróciłem an to zbyt wielkiej uwagi. — Co chroni go przed wylewami rzeki jak ten obecny? Macie wokół niego jakieś skały?
[Obrazek: jVDxOdu.png]

i tried to be someone else
but nothing seemed to change
i know now, this is who i really am inside

- ̗̀ finally found myself ̖́-
fighting for a chance
i know now, this is who i really am
LVL 3 105 / 200
MedLVL 0 0 / 100
16
Siła
S
8
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Całkiem niedawno Chaos odwiedziła Cztery Dęby, pchana nostalgiczną tęsknotą za dawnymi znajomymi z Klanu Rzeki. Zamiast drogich jej pyszczków, trafiła na impertynenckiego gówniarza, z którym rozeszła się w burzliwej atmosferze wzajemnej pogardy. Coś jednak znów pchnęło ją, by samotnie wyruszyć w te strony, z nadzieją na bardziej owocne spotkanie...

Potrzebowała towarzystwa kogoś spoza ciepłego Wichrowego podwóreczka. Zbliżając się do miejsca Zgromadzeń, uniosła kształtną mordkę i uchyliła lekko żuchwę w poszukiwaniu intrygujących zapachów...
[Obrazek: Fwy5trd.png]
LVL 4 150 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
9
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
I na pewno natrafiła na kogoś spoza Wichrowego podwórka, nie był to jednak, ani mniej, ani bardziej grzeczny Rzeczniak. Pod słoneczną szczeliną, którą tego dnia można było nazwać ponurą, zjawił się wynędzniały, rudy osobnik. Prawe oko miał zielone, a drugie na wpół przezroczyste, bladoróżowe. Ciemniejsze, tygrysie pręgi. Sprawia wrażenie silnego, mimo swojego mizernego stanu. Drga mu jedna z brwi, dokładnie lewa. Ta nad okiem, które nie sprawia żywego wrażenia.
Chaotyczny Lot nie dostrzegła skąd się tu wziął. Stał już wcześniej? Podszedł teraz? Wysunął się z jakiejś innej szczeliny?
kie­dy leżę nie na­da­ję się do wsta­nia
le­że­nie za­pusz­cza ko­rze­nie
nie wie­rzę w po­ru­sza­nie się
za­wsze do wy­rwa­nia
zie­lo­ny
LVL 0 0 / MAX
MedLVL 0 0 / 100
0
Siła
S
0
Zręczność
Zr
0
Szybkość
Sz
0
Zmysły
Zm
0
Punkty Życia
HP
0
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości