Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Zawsze musisz się trzymać na baczności - poprawił ją, ale nieco żartobliwym tonem, doskonale wiedząc do czego nawiązywała. Faktem jednak było, że mimo wszystko, i tak zawsze powinna być czujna, bez względu na to, gdzie obecnie się znajduje. Zagrożenie potrafiło nadejść z każdej strony i kto wie, czy i do obozu pewnego dnia coś się nie przypałęta. Były patrole, owszem, ale... różnie to w życiu bywało. Ktoś mógł na przykład się obijać, czy cokolwiek. Należało wtedy uważać.
Ucieszył się na wieść, że terminatorkę interesuje zarzucony przez niego temat. Domyślał się, że tak będzie, ale zawsze istniał cień szansy, że powie, że już to wie, albo po prostu zmieni temat. Co też oczywiście nie byłoby niczym złym.
- Borsuki. Stada szczurów, puchacze, lisy, łabędzie, dziki, jastrzębie. Niektóre kuny i łasice też mogą się na ciebie rzucić, ale czasem mogą cię zostawić w spokoju. Z psami też różnie bywa, z tego co słyszałem, aczkolwiek od nich lepiej się po prostu trzymać z daleka. Nie musisz się jednak bać bobrów, kruków, jenotów, gawronów, czy wyder. Będą na ciebie łypać, ale dopóki to ty nie zaatakujesz, nic ci nie zrobią - powiedział, próbując sobie przypomnieć, czy o czymś nie zapomniał, ale wydawało mu się, że nie.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Rzuciła mu delikatny uśmieszek, zadowolona, że złapał jej aluzję. Ale jego uwagę zanotowała na poważnie - nawet będąc Klanowym kotem trzeba mieć tyle samo czujności co samotnik, jeśli nie więcej. Dlatego kiwnęła główka raz jeszcze, dając mu do zrozumienia, że rozumie.
Gdy wyliczał całą zwierzynę, Jeziorko powtarzała sobie wszystko pod nosem. Było tego dosyć sporo, dlatego mruczała wszystko cicho, jednak mimo wszystko słyszalnie. Nie chciała ominąć nawet jednego zwierzęcia - kto wie, może w przyszłości jej terminator zapyta ją o to - a ona będzie musiała udzielić pełnej informacji. Nie może być niedoedukowana jako wojownik, a tym bardziej nie jako terminator Skrzącego Słowa! - ...kruki, jenoty, gawrony i wydry. - mruczała ostatnie nazwy zwierząt. Podniosła następnie łebek, mówiąc: - Trochę tego jest do zapamiętania, ale będę to jeszcze powtarzać. Możesz zapytać mnie o to na następnym spotkaniu!
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- To prawda, całkiem tego sporo - przyznał. Owszem, zagrożeń w lesie było od groma, ale po czasie zapamiętuje się je właściwie instynktownie. Nie to żeby dziki czy borsuki były czymś powszechnym, skądże, aczkolwiek... cóż, po prostu się to wszystko zapamiętuje. Lepiej wiedzieć, od czego trzymać się z daleka, a przed czym niekoniecznie trzeba zwiewać gdzie pieprz rośnie.
- Ale na szczęście w wodzie nie ma dodatkowych drapieżników. No, chyba że raki do nich zaliczymy, bo jak cię taki uszczypnie to nie jest zbyt przyjemnie, ale raczej cię nie zabije - dodał. W wodach, przynajmniej tych ich, nie czaiło się żadne zagrożenie, oczywiście zakładając, że umiało się pływać. W przeciwnym razie, woda sama z siebie była już wystarczająco niebezpieczna.
Nabrali takiego tempa, że nawet nie zauważyli, kiedy znaleźli się w okolicach Piaszczystej Mielizny, tak niedaleko od Czterech Dębów, które Jeziorna Łapa już przecież doskonale zna.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Zachichotała. - Czyżby jakiś cię uszczypnął? W sumie... to nie może być przyjemne uczucie, będę się mieć na baczności podczas polowania na ryby! - wyszczerzyła lekko ząbki. Trochę nie mogła się doczekać łowienia, a jednocześnie nie miała na to ochoty - moczenie się w wodzie na taką pogodę nie jest ani przyjemne, ani dobre dla zdrowia. Chociaż, po przypadkowym wpadnięciu do wody Jeziorko mogłaby się chwalić w obozie, że "morsowała"...
Podniosła łebek. Cóż, szybko się znaleźli w znajomych okolicach. Gdzieś też tutaj niedaleko widziała się z Rysiem. A ich pierwsze spotkanie... - Cztery Dęby. Tak, z daleka robią takie samo wrażenie jak z bliska. Szkoda tylko, że Zgromadzeń nie było już naprawdę długo. - powiedziała, zapatrzone w cztery wielkie drzewa. Symbol czterech Klanów i ich czterech wielkich Przywódców.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Nie, jeszcze mi się nie zdarzyło. Łowienie ryb jest na tyle... nudne, że nie ma problemu z upilnowaniem, żeby jakieś raczysko cię nie uszczypnęło - odpowiedział, dopiero teraz zauważając, że zszedł z poważnego tonu, jakiego używał będąc mistrzem, i zaczął zachowywać się przy Jeziornej Łapie zwyczajnie. Odchrząknął więc i przybrał poważny wyraz pyska, jakby nigdy nic się nie stało. - Ktoś cię już uczył jak łowić? - zapytał przy okazji, uznając, że jeśli nie, to czas podczas spacerku mógłby przeznaczyć również na przedstawienie terminatorce teorii łowienia ryb. Nie żeby miało im to zająć dużo czasu, ale... zawsze to coś.
- To prawda - przyznał. - Ciekawe czy dożyjemy jakiegoś - dodał, choć mówił to bardziej do siebie, niż do niej. Marzył o tym, by udać się na Zgromadzenie. Cztery Dęby były dla niego miejscem wyjątkowym, zachwycał się nimi przy każdym patrolu. Były po prostu... majestatyczne w pewien sposób i zapierały dech w piersi samą swoją potęgą.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
- No tak, stosujesz się do zasady, by być zawsze uważnym. - wyszczerzyła lekko kiełki. Zauważyła jednak jego zmianę tonu - oho, Skra zrobił się poważny. Teraz jest to Pan Skrzące Słowo, Mistrz. Odchrząknęła zatem i odpowiedziała równie poważnym tonem: - Niestety nie. Miałam tylko pływanie. - i w sumie na tym zakończyła się jej ostatnia lekcja z Białą Burzą. Nawet nie ćwiczyły tego więcej - bo nie zdążyły. Bo Mistrzyni wyparowała.
Westchnęła cicho. - Jeśli ty kiedyś na to pójdziesz, to i ja. Takiej okazji nie można przegapić. - zawtórowała mu, razem z nim wlepiając wzrok w Dęby. Gdyby teraz słyszała jego myśli, zdecydowanie zgodziłaby się z nimi - majestatyczność tego miejsca była nie do podważenia. Dlatego pewnie lubiła tak to miejsce. Poza tym - zawsze można było spotkać kogoś nowego. Chociaż to nie zawsze dobra rzecz.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Oczywiście - przyznał. Co by był z niego za mistrz, gdyby sam nie stosował się do swoich rad? Kiedy jednak o tym pomyślał, przypomniało mu się o tym, co niegdyś usłyszał od ojca. Traktował to z przymrużeniem oko, bo nigdy nie słyszał, żeby ryba kogoś skrzywdziła, ale... wolał to powiedzieć Jeziornej Łapie niż potem mieć ją na sumieniu. Bo mogłaby być tą pierwszą ofiarą. - Wyleciało mi z głowy! W wodzie są szczupaki. Można je złowić, ale są niebezpieczne. Są duże, ciężkie i mają ostre zęby. Ojciec mnie przed nimi ostrzegał - dodał jeszcze pospiesznie, stawiając pierwsze kroki przy ogromnych, majestatycznych Czterech Dębach. - A łowienie ryb to nic trudnego. Musisz po prostu usiąść nad brzegiem tak, by nie rzucać cienia na taflę, zachowywać się jak najciszej - najlepiej spłycić oddech i zachować bezruch. Tyle. - wytłumaczył najprościej jak się dało, nie uważając tego za specjalnie wymagająca czynność. Bywało to jednak odprężające i pomagało się wyciszyć.
- To raczej będzie zależeć od Czerwonej Gwiazdy, ale nie narzekałbym, gdybyśmy mogli pójść razem - przyznał, posyłając kotce uśmiech. Chciał jeszcze pospiesznie dodać: "jako mistrz i terminatorka, oczywiście", ale uznał, że to niepotrzebne. To było oczywiste. A gdyby to powiedział, Jeziorna Łapa mogłaby pomyśleć, że on pomyślał, że mogłaby jego słowa zinterpretować inaczej, czyli że on myśli, że ona myśli o nim inaczej niż o mistrzu i przyjacielu. Off.
- Granicę z Gromem już znasz. Może urządzimy sobie wyścig do Bobrowej Tamy, co ty na to? - zaproponował. Nie było sensu rozglądać się po okolicy, skoro to miejsce już znała.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
A no tak, Jeziorna zdążyła już zapomnieć, że niektórzy w tym klanie faktycznie mają ojców, którzy im coś przekazuję. Że w ogóle mają ojców. - Będę na nie uważać. Albo jakiegoś ci upoluję. Gdy będę na tyle pewna swoich umiejętności. - powiedziała z delikatnym uśmiechem. On jej upolował zająca, to ona może się odwdzięczyć szczupakiem. kolejnym krokiem będzie upolowanie krokodyla.
Zamrugała delikatnie. - Tak, byłoby super pójść razem. - dodała ciszej. Oczywiście, na tyle żeby usłyszał. Ale... nieśmiało. Razem. To słowo również jej się podobało. Zwłaszcza, gdy mówił jej to Skra. Czemu nie mówi tego częściej? Chodźmy RAZEM na spacer. Może pójdziemy RAZEM polować. To przecież nie jest jakieś straszne słowo. Prawda?
Popatrzyła na niego z chytrym uśmieszkiem, po czym przygotowała się do biegu, patrząc na niego i czekając, aż zrobi to samo. - Zatem... START! - wykrzyknęła, po czym ruszyła biegiem w stronę Bobrowej Tamy. Mimo iż miała już większe szanse na zwycięstwo, jej łapa nie ułatwiała jej zadania - mimo to dawała z siebie sto procent. Jak na każdym treningu.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
- Mierz siły na zamiary, Jeziorna Łapo. Będziesz bardziej przydatna dla klanu żywa - ostrzegł ją, nie tylko w kontekście polowania na szczupaka. Tyczyło się to wszystkiego. Była kotką. Może nie tak drobną i bezbronną jak wszystkie inne, ale była kotką i nie powinna się narażać. Powinna być w stanie zrezygnować z walki, jeśli wiedziała, ze była to walka przegrana. Nie była tak silna jak Skrzące Słowo, zresztą mało kto był i musiała na siebie o wiele bardziej uważać. Inną sprawą było to, że faktycznie się o nią martwił. Nie mógł tego jednak powiedzieć głośno.
Nie przeszkadzało mu, że terminatorka wystartowała wcześniej. I tak planował dać jej chwilową przewagę, pamiętając jak ostatnim razem z nim przegrała. Skoro jednak tym razem zdecydowała się troszkę oszukać i zacząć przed nim, pozbawiła się taryfy ulgowej i dość szybko została przez wojownika wyprzedzona. Było parę takich momentów, kiedy biegli łeb w łeb, ale ostatecznie to syn Bukowej Kory dobiegł do Bobrowej Tamy jako pierwszy, zatrzymując się triumfalnie, głęboko przy tym oddychając. Mógł być wysportowany, ale tak długi i intensywny bieg z każdego wycisnąłby siódme poty.
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
No tak, daleko jej jeszcze do złowienia szczupaka - ale nikt nigdy nie powiedział, że jest to niemożliwe. Niemniej jednak nie zamierzała przeszukiwać rzeki w poszukiwaniu tego konkretnie okazu ryby, aby udowodnić coś Skrze - bo doskonale wiedziała, że gdyby sama przy tym się uszkodziła, udowodniłaby tylko swoją głupotę. Ale przynajmniej teraz wie, jak łowić ryby - tak ogólnie.
Biegła, ile tylko sił w łapach, biegła aż do utraty tchu - i to wciąż nie wystarczyło, aby przegonić Mistrza. Mimo to dobiegła w końcu na miejsca, owszem, jako przegrana, ale zdecydowanie zdyszana i zmęczona. I obolała.
Zacisnęła zęby, zerkając na swoją łapę - tak, rana, która miała fory podczas spacerku otworzyła się, znów uwalniając niewielką ilość krwi. Jezioro jednak zmarszczyła brwi i liznęła ranę znowu - nie było to nic poważnego, a ona nie chciała kończyć treningu. Mimo zmęczenia.
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96
Mistrz: Bursztynowy Wschód
Płeć: kocur
Matka: Mysi Krok [*]
Ojciec: Bukowa Kora [*]
Partner: Księżycowe Jezioro
Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Oboje byli wykończeni po takim maratonie, dlatego też Skrzące Słowo nie nalegał na dalszy wymarsz, a dał im czas na odpoczynek, zasłużony zresztą. Zerknął na ranę terminatorki, która zdawała się znów krwawić, ale nic nie powiedział, widząc, że kocica się trzyma i na nic nie narzeka.
- Dalej pójdziemy już spacerkiem, powoli. Gdyby łapa zaczęła cię boleć to powiedz, zaniosę cię wtedy do obozu - rzekł jedynie, po czym rozpoczął wymarsz do Ptasich Krzewów. Szedł powolutku, aby nie nadwyrężać kończyny uczennicy.
Słońce już zachodziło, kryjąc się za horyzontem, więc krajobraz przybrał pomarańczowe kolory, co dodawało nieco klimatu. Tak na osłodę dnia, żeby milej się szło.
Po dojściu do Ptasich Krzewów, Skrzące Słowo pokazał Jeziornej Łapie gdzie była Trawiasta Dolinka od której zaczęli. W ten sposób właśnie obeszli całe granice klanu Rzeki. Było to męczące, zdecydowanie, ale jak dużo czasu przy tym spędzili!
Księżyce: 150
Mistrz: Skrzące Słowo
Płeć: kotka
Matka: Świetlikowy Zagajnik
Ojciec: Wietrzny Wąs
Partner: Skrzące Słowo
Kolorystyka Jezioro nie zmieniła się od kociaka - jej futerko wciąż jest czarne, dymne, szylkret i długowłose - bez pręgowania. Uszy już nie wystawia tak na sztorc, chyba, że zaalarmowana lub zaniepokojona. Jej oczy nareszcie nabrały innego odcienia - są teraz blado oliwkowe, jednak wciąż intensywnie świdrujące. Jej łapy lekko się wydłużyły, dzięki czemu nie jest już pudełkiem chodzącego futerka - teraz jest pudełkiem chodzącego futerka na długich łapkach. Nos wciąż ma mały i czarny, zlewający się z ciemniejszą, lewą stroną mordki a także czołem. Prawa strona jest wyraźnie jaśniejsza. Jej pyszczek zwykle ma niezadowolony wyraz, co nie jest spowodowane jej humorem - jest to jej zwykły i luźny wyraz, którego sama nie kontroluje i nawet nie do końca zdaje sobie sprawę. Przy zbyt szerokim uśmiechaniu się, prawa strona jej pyska zaczyna drgać.
Z beksy zrobiła się... nie no, jeszcze nie twarda babka. Jeziorko bowiem odnalazła w sobie niezwykłe pokłady ambicji i chęć rywalizacji - do tego stopnia, że nie zawaha się doprowadzić własnego ciała do szczytu wytrzymałości. Tupnie nogą, gdy naprawdę czegoś chce i zaciśnie zęby, by nie uronić pojedynczej łzy. Mimo tego wszystkiego fascynacja wobec kotów wciąż jej pozostała - teraz już bardziej wybiórcza, jednak wzmożona. Potrafi we własnych myślach wystawić kogoś na piedestał i rzucać płatki róż, podążając za swoimi idolami krok w krok, by stać się taka, jaką chce, by inni ją widzieli. Już nie beksę, ale silną, wręcz najsilniejszą i najlepszą terminatorkę. Taką - która się nie zawaha i nie ma wątpliwości. Jej serce złamało się na milion kawałków, gdy nie otrzymała Mistrza, którego pragnęła - Skrzącej Łapy. Dlatego gdy tylko dowiedziała się, że to jej bratu przypadł ten Mistrz, zaczęła szaleńczo pracować by pokazać, że jest po prostu... lepsza. Równocześnie stała się trochę dumna i przekonana o wyższości swojego Klanu nad innymi.
Odetchnęła raz i drugi, jednocześnie uśmiechając się do Mistrza - tak, ten również był wykończony. Czyli wyścig z nią to wcale nie taka mała płotka, ha!
Słysząc jego uwagę zaśmiała się, po czym wykrzyknęła teatralnym tonem: - Oh jak mnie wszystko boli! Zanieś mnie prosto do Śpiącego Pnia! - zaśmiała się, po czym szturchnęła go przyjacielsko w bok, idąc z nim powoli, ramię w ramię.
Ich ostatni przystanek obserwowali już przy zachodzie słońca - i Jezioro była pewna, że ten właśnie widok utknie w jej pamięci.
Zachód słońca, Trawiasta Dolinka i jej Mistrz, wskazujący jej tereny. To był obraz, który chciała zapamiętać.
Przegryzła wargi, by nie uronić łzy.
A potem wrócili do Obozu. Razem.
/zt, dziękuję
.............................................................●●● ...................................................................I think it's better when I'm overdramatic .......................................................................I live in color,never monochromatic .............................................................................Pop open champagne and I spin up a classic ................................................................................Let's go
.........................................................................»I'm comin' for the gold .........................................................................»All eyes on me, let's go
................................................................................Let's go .............................................................................Welcome to theshow .......................................................................All eyeson me,let's go ...................................................................LET'SGO!» ---- »---- »