czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Krótko po ceremonii, wojownik wyszedł wraz ze swoim nowym terminatorem z obozu. Wraz ze słowami Lawendowej Gwiazdy, miał nadzieję, że uda mu się już dzisiaj przeprowadzić z terminatorem owocne polowanie. Chociaż zwierzyny było naprawdę mało, był co do tego w miarę optymistyczny. Na swoim pierwszym polowaniu nie miał tylu trudności co Komarza Łapa, więc to wszystko byłoby zrozumiałe... Nie wiedział jednak czego się po nim spodziewać, w końcu był to ich pierwszy trening.
— Chodź, oddalimy się od obozu — mruknął cicho, nawet nie spoglądając na kocura. Wiedział, że ten za nim idzie, więc tyle mu wystarczało. Pochłonięty myślami, nie odzywał się podczas drogi zbyt wiele. A kiedy znalazł się przy Wysokich Drzewach, zatrzymał się i pokazał terminatorowi ogonem, by usiadł. — Mówiłeś, że umiesz pozycję łowiecką. Pokaż mi, jak ją robisz. Możesz podejść do tego drzewa — i ponownie ruszył ogonem, pokazując mu najbliższą roślinę.
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Komar wymaszerował z obozu za Migoczącym Światłem. Trochę martwił go fakt, że prawdopodobnie ma dość duże braki w porównaniu ze swoim rodzeństwem. Nie przejmował się kiedy zostanie wojownikiem, a raczej tym jak bardzo klan ucierpi na jego niewiedzy. Mimo tego i tak starał się nie myśleć pesymistycznie i próbował się pocieszać tym, że przecież Słonecznik nauczyła go pozycji łowieckiej. Zawsze to coś. Drogę odbyli w ciszy, co dało Komarowi wystarczająco czasu na przypomnienie sobie wszystkiego czego nauczyła go siostra. Nawet jeśli myśli o niej wywoływały ból, doskonale pamiętał ich pierwsze spotkanie.
Gdy dotarli do Wysokich Drzew, nadal myślał czy wszystko pamięta, ale nie był tym tak pochłonięty, by ominęły go słowa jego nowego mistrza. Skinął głową i wziął głęboki wdech. Czuł się trochę jakby zależało od tego jego życie. Ta myśl go nie paraliżowała, tylko... Może nawet i trochę motywowała.
Ugiął łapy, a ogon i głowę zrównał z linią grzbietu. Uważał przy tym by nie ocierać się brzuchem o ziemię, a gdy już upewnił się czy wszystko jest dobrze, przeszedł w takiej pozycji do drzewa wskazanego przez starszego kocura, cały czas upewniając się co ma pod łapami i czy nie nadepnie na nic co mogłoby zdradzić potencjalnej zwierzynie jego obecność. Starał się iść jak najciszej, a gdy już znalazł się w zasięgu skoku od drzewa, wybił się z tylnych łapy, wskakując na nie. Wczepił się w korę pazurami. Ze dwa razy skoczył wyżej, by przy okazji zademonstrować jak umie się wspinać. Zeskoczył na ziemię i podszedł do Migocza, z nadzieją na jakiś... Dobry werdykt. Mimo wszystko inaczej ćwiczyło mu się w znanym mu obozie, a inaczej na terenie, który jeszcze wydawał mu się obcy i na którym musiał być bardziej czujny.
-jak mi poszło?
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
Każdy członek klanu chyba bardzo cierpiał na każdej śmierci. Szczególnie jeśli był to znajomy kot, a najgorzej jak bliski. Co głupie, do takich wydarzeń bardzo łatwo się przyzwyczajało i po prostu nie wyrabiały zbyt dużego wrażenia. Migoczące Światło miał wrażenie, że niektórzy w ogóle nie cierpią z powodu śmierci innych kotów. I o ile przy takich chwilach można było tracić wiarę w Gwiezdny Klan, to nawet najmniejsza rzecz, jaką terminator wiedział, była czymś... podbudowującym. A Migoczące Światło nie tylko chciał przysłużyć się klanowi, ale też wiedzy Komarzej Łapy! Mimo swojego raczej chłodnego usposobienia zawsze był ciepły i starał się zaufanie innych.
Terminator od razu zaczął iść do drzewa w pozycji łowieckiej i zaskakując go, robił to naprawdę poprawnie. Wojownik musiał przyznać, że on na początku chyba nie bardzo umiał to opanować. A kiedy syn Paprociowego Pyłu wykonał przed nim jeszcze inny popis, czarny poruszył wąsami w geście radości.
— Bardzo dobrze. Myślę, że... że nic by cię nie usłyszało — mruknął zadowolony. Teraz nie mógł jakoś jednoznacznie powiedzieć czy pozycja łowiecka była trudna, ale umiejętność ta na pewno była bardzo przydatna. A to, że terminator już to umiał, dawało im trochę więcej czasu na właściwe polowanie.
— Jeszcze ważne jest, żeby iść w innym kierunku niż wieje wiatr. Wtedy zwierzyna cię nie wywęszy... Mówi o tym taka zasada myszy, królika i ptaka. Pomyśl o nich i powiedz mi, o co może... chodzić — mruknął, nie wiedząc, czy to nie będzie zbyt trudne.
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Pochwała była dla Komara podbudowująca. Ucieszył się, chociaż nie na tyle by jego pysk jakkolwiek to wyraził. Wcześniej był dość wylewny w emocjach, chociaż z wiekiem odrobinę mu przeszło, a i starał się w pełni skupić na treningu. Już się wcześniej nauczył, że lepiej by nie dawał emocjom przejąć nad nim kontroli. Zdecydowanie lepiej nie.
-możliwe. Słonecznikowa Pestka nauczyła mnie tego gdy miałem może ze trzy księżyce i od tego czasu starałem się dużo ćwiczyć. - powiedział. Zawsze sobie powtarzał, że skoro nie jest za duży to jakoś inaczej spróbuje pomóc klanowi. Nie zdawał sobie wtedy sprawy, że umiejętność polowania aż tak mu się przyda gdy już będzie terminatorem, ale nikt nie mógł przewidzieć, że wszystko się potoczy właśnie tak.
Wysłuchał dalszych słów kocura i pokiwał głową. To też już wiedział, Słonecznik mu o tym mówiła, chociaż faktycznie nie pomyślał by powiedzieć o tym na głos. Pytanie zadane przez Migocza trochę zestresowało Komara, bo ani Irys, ani Słonecznik nic takiego mu nie mówiły, a to głównie one nauczyły go różnych rzeczy.
-nie słyszałem o takiej zasadzie. - przyznał szczerze. Mimo tego nie miał zamiaru się poddawać i chciał chociaż spróbować zgadnąć o co może chodzić. - królik pewnie ma najlepszy słuch. - stwierdził. Tak mu się kojarzyło, w końcu króliki miały... Duże uszy. Nie wiedział czy to ma wpływ na ich słuch, ale obstawiał, że tak. -a skoro ptak może latać to z góry łatwiej może być mu mnie zobaczyć, chociaż nie wiem jak to z tym jest gdy stoi na ziemi. Co do myszy nic mi nie przychodzi do głowy.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
— Cieszy mnie to — uśmiechnął się na jego słowa. Podobało mu się to, że jego kolejny terminator był taki chętny do trenowania i sam robił coś mimo przeciwności.
Wojownik postawił uszy, słysząc o tym, że Komarza Łapa nie słyszał o tej zasadzie, ale miał wrażenie, że jeszcze spróbuje coś odgadnąć. I miał rację! Z każdym słowem terminatorem, powoli kiwał głową, zgadzając się z jego spostrzeżeniami.
— Dokładnie. Mysz cię wyczuje. Wydaje mi się, że są takie ślepe, że polegają głównie na węchu. Dlatego tak cały czas wąchają — powiedział powoli, jeszcze myśląc nad swoimi słowami. W sumie nie mogło być inaczej. — Cała zasada brzmi, Mysz cię wyczuje, Królik usłyszy, a Ptak zobaczy, ale trzeba pamiętać, żeby trzymać się tego przy każdym zwierzęciu. To, że królik lepiej słyszy nie znaczy, że inne zwierzęta w ogóle tego nie robią. Dobrze? — zapytał i poszedł w głąb terenów. Miał nauczyć go jak najszybciej polowania, a nie robiło się tego lepiej niż poprzez praktykę. Więc Komarza Łapa musiał coś upolować! Z dodatkowymi trudnościami, bo wszystkiego było mniej, ale będzie miał takie zadanie. Oczywiście Migoczące Światło nie byłby zły, gdyby coś takiego się nie stało. W końcu sam ostatnio miał z tym trudności.
— Dobrze, to teraz możesz spróbować sam coś zapolować — mruknął i od razu się uśmiechnął. No, powodzenia biały kocurze.
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
-wszystko jasne. - powiedział, gdy starszy kocur skończył tłumaczyć. Nie było to trudne do zrozumienia, a i zmotywowało go to, że się dość dobrze domyślił. Szedł za nim, rozglądając się po okolicy by jak najwięcej zapamiętać i może zobaczyć jakąś zwierzynę czy cokolwiek wartego uwagi. Domyślał się, że w końcu sam będzie musiał zacząć polować, ale i tak ta perspektywa trochę go... Przerażała? Może nie przerażała, ale bał się, że nic nie upoluje. W końcu czasy były ciężkie, a starsi wojownicy nie zawsze wracali ze zwierzyną, więc co dopiero ON. Mimo tego i tak chciał spróbować. Musiał wierzyć w siebie i nie słuchać cichego głosu w głowie, który mówił że mu się nie uda.
Zamiast skupić się na swoich myślach, skoncentrował się na zadaniu. Ustawił się tak, by wiatr wiał mu w pysk. Ugiął łapy, jednak nie na tyle by jego brzuch dotykał ziemi, a głowę i ogon zrównał z linią grzbietu, tak samo jak gdy demonstrował swoją pozycję łowiecką chwilę wcześniej. Ruszył tak przed siebie, starając się iść jak najciszej. Co chwilę węszył i kontrolował czy nie nastąpi na nic, a jednocześnie nasłuchiwał i obserwował otoczenie w poszukiwaniu jakiejś zwierzyny.
czarny kocur z białą plamką na brzuchu, krótkie futro, długie łapy, ogólnie raczej niezbyt wielki, szczupły, żółte oczy. Na prawym boku posiada średniej wielkości, okrągłą ranę po podpaleniu.
Migocząca Łapa szczególnie umiłował przesiadanie w ciszy. Od czasu do czasu cieszy się rozmową. Odzywa się jedynie w sytuacjach tego wymagających, natomiast jego odpowiedzi są skrócone do minimum. Nie potrafi głosić poematów i używać ładnych słów. W głębi strasznie chaotyczny, nie wie co robić w danych sytuacjach, a również zależy na relacjach z innymi. Nie znosi agresji.
/proszę mnie kopać, jak mam takie karygodne przerwy
Migoczące Światło przystanął na chwilę w miejscu, a gdy biały terminator oddalił się na wystarczającą odległość zaczął iść za nim. Nie chciał mu przeszkadzać, czy to wypłoszyć zwierzyny (nawet jeśli był wojownikiem, to błędy się zdarzały, czego świadkiem był doskonałym). Zależało mu głównie na utrzymaniu bezpieczeństwa i miał nadzieję, że to nie była zła decyzja. Co jeśli nic nie uda mu się upolować, a ten będzie na to zły? Czarny nie wiedziałby co z tym zrobić, a w kontaktach z innymi nie był najlepszy. No cóż, heh. Zobaczy się co z tego wyjdzie.
Komarza Łapa jak wcześniej, swoją łowiecką pozycję wykonał idealnie i bezbłędnie mógł kontynuować polowanie. Oczywiście to nie gwarantowało pomyślnego polowania, tym bardziej, że ostatni klimat nie dopisywał. Niemniej kierując się pod wiatr uzyskał wyższość nad zwierzyną i już mógł być gotowy do wynajdywania tropów. Przez długi czas jego drogi w przód nic się nie pokazywało, aż Migoczące Światło zaczął się martwić czy ten nie dojdzie do granicy terenów. W pewnym momencie nad głową skupionego terminatora, kiedy ten akurat znajdywał się pod drzewem, urwała się gałązka i z powiewem wiatru zleciała na jego ogon. Hm, cóż to?
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Ruszył przed siebie, z nadzieją, że uda mu się coś upolować, mimo niezbyt sprzyjającego czasu gdy brakowało zwierzyny. Szedł tak dość długi czas, nie zmieniając swojej pozycji nawet na chwilę i ciągle sprawdzając czy na nic nie wejdzie (chociaż nic nie wskazywało, by miał co wypłoszyć, biorąc pod uwagę, że nic nie wskazywało na obecność jakiejkolwiek zwierzyny) i ciągle nasłuchiwał. Miał pewną przewagę, idąc pod wiatr, czego nie zmienił, ale jak widać za małą, bo nadal... Nic. Ciągle węszył i nasłuchiwał, ale powoli zaczął tracić nadzieję. Sprawdził nawet swoją pozycję, ale nadal miał ugięte łapy, głowę i ogon z linią grzbietu, a kroki stawiał jak najcichsze, więc... Nie powinno być nic nie tak. Jego brzuch również nie dotykał ziemi, więc Komar uznał, że to raczej nie wina jego pozycji, a po prostu pechowego czasu. Nie zrezygnował jednak i szedł dalej, aż w końcu... Poszczęściło mu się? Nie był do końca pewien. Poczuł jak coś uderza w jego ogon, ale nie wydał z siebie ani jednego odgłosu. Zastygł w bezruchu i spojrzał za siebie by zobaczyć co też na niego spadło. Była to gałązka. Trochę go to zaskoczyło, ale spojrzał w górę, by zobaczyć czy aby nie było to spowodowane przez jakieś zwierzę, a nie tylko przez wiatr.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
O wyznaczonej porze, Kropla oczekiwała na swojego drugiego terminatora przy samym wyjściu z obozu. Wyglądała zupełnie spokojnie, tak jak zwykle, zasłaniając swoim neutralnym wyrazem pyska falę myśli przetaczających się przez jej głowę. Kolejny terminator, którego trening miała dokończyć. Jak sobie poradzi z tym trudnym zadaniem? Czy zawiedzie swojego ucznia, czy może doprowadzi go zwycięsko do końca? Jakkolwiek bardzo się stresowała, jednocześnie nie można było ukryć, że całkiem się cieszyła. Rzeżucha jakoś nie mogła wygospodarować chwili na trening, zatem od dosyć dawna nie urozmaicała swego życia wojowniczki żadnym ciekawym obowiązkiem; może to właśnie trening pozwoli się jej wyrwać z rutyny?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Stresował się. Oh, jak bardzo on się stresował. Kiedy ostatnio był na treningu? Bardzo, bardzo dawno. Irys ani razu go nie zabrała, a Migocz... Raz. Na początku. Cały czas stresował się, że będzie za słaby, nie da rady, nie dogada się z Deszczową Pogodą... Miał w głowie najróżniejsze scenariusze, głównie te złe. Tak jak zawsze gdy jakieś miał. Z drugiej strony... W końcu czuł coś więcej niż pustkę. Czuł emocje nawet jeśli nie były za dobre.
Nie spóźnił się. Nie chciał zrobić jeszcze gorszego wrażenia, niż prawdopodobnie już zrobił. Wyglądał marnie i słabo, nie był wymarzonym terminatorem. Mimo tego i mnóstwa innych wątpliwości... Przyszedł wtedy na ceremonię. Chciał się zmienić. Pomóc sobie. Żyć nadzieją, że nie wszystko stracone, nawet jeśli teraz nie miał nikogo. Chociaż czy na pewno?
Przyszedł punktualnie. W miarę. Nie spóźnił się. Podszedł do Deszczowej Pogody, bo jak się okazało, nie był pierwszy. Nie zdziwiło go to.
-dzień dobry, Deszczowa Pogodo. - przywitał się i nawet uśmiechnął słabo, mimo że od dawna tego nie robił. Mimo tego... Przyjemnie było wyjść poza legowisko. Musiał powoli wrócić do życia. Sam. Dobrowolnie. Nie wiedział czy sobie poradzi, ale próbował wmówić, że tak. Musiał. Nie miał wyboru.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Dogadanie się z Deszczową Pogodą, swego czasu bardzo utrudnione, teraz należało do zadań bardzo prostych. O ile jako kociak jąkała się do niemożliwości, to teraz mówiła płynnie, choć nadal monotonnie i niezbyt szybko. Wojowniczka zazwyczaj próbowała dopasować się do swoich rozmówców, wyczuć ich poziom śmiałości i zdolności komunikacyjne i na tej podstawie dobrać sposób prowadzenia konwersacji.
- Dzień dobry - powitała kocura uprzejmie; podniosła się i wskazała mu głową kierunek marszu. - Chodźmy, przejdziemy się wokół granic - zaprosiła go i ruszyła przed siebie spokojnym, wyważonym krokiem. Nie szła specjalnie szybko, choć też się nie wlokła; słońce dopiero świtało, mieli przed sobą cały dzień. - Powiedz mi, proszę, co zdążyłeś zrobić na treningu z Migoczącym Światłem?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Nie było tak źle. Przynamniej na początku. W końcu tylko się przywitali, ale Komar i tak wolał mieć w głowie, że nadal jest okej. Nic się nie stało, jest dobrze. Gdy jego mistrzyni ruszyła, szybko zrównał z nią krok. Nie szła szybko, a i on nie miał najkrótszych łap, mimo że nie był wcale duży.
-na początku miałem mieć trening z Irysowym Zmierzchem, ale ostatecznie go nie było... Chociaż miałem z nią nauki i nauczyła mnie wspinać się na drzewa. Potem zmienili mi mistrza na Migoczące Światło. Z nim też prawie nic nie przerobiliśmy. Słonecznikowa Pestka nauczyła mnie kiedyś jak polować, a z Migoczącym Światłem trochę... Rozwinęliśmy ten temat. - wyjaśnił. Trochę głupio mu było, że więcej nauczył się poza treningami. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę, że Deszczowa Pogoda może nie znać dwóch wymienionych kotek, w końcu... Był od niej starszy, a one martwe. Ale nie uznał tego za istotną informację w ich treningu, dlatego nie wyjaśnił kim są. To by nie miało sensu. -przepraszam, nic więcej nie umiem. - powiedział i lekko się skrzywił. Zdawał sobie sprawę, że to nie jego wina, że Irys i Migocz nie przychodzili na jego treningi, a nie on, ale... I tak było mu głupio. Mógł sam kogoś poprosić poza treningami, cokolwiek... A tego nie zrobił.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Zastrzygła delikatnie uchem, słuchając uważnie słów kocura i jednocześnie porządkując sobie w głowie wszelkie myślowe tabelki zawierające materiał, którym mieli się zająć. Polowania nie musieli już zatem zaczynać od nowa, jakkolwiek zamierzała zająć się i tak jego powtórką. Komar nie wspomniał natomiast nic o teorii; zapewne już znał jej większość, w końcu trochę już żył w Klanie, ale należało i tak usystematyzować tą wiedzę.
- Nic się nie stało, na wszystko przyjdzie czas - uśmiechnęła się lekko. Ona, na przykład, spędziła kilka księżyców na włóczęgach po obrzeżach obozu, spóźniła się na własną ceremonię, a teraz - kilkanaście księżyców później - była już pełnoprawnym wojownikiem. Zastój w treningu nie był żadnym problemem. - Na początek może zajmijmy się teorią, dobrze? Powtórzymy wszystko, a potem możemy przejść do innych spraw - zerknęła na słońce, chcąc obliczyć czas; spokojnie zdążą przespacerować się po granicy, powtórzyć Kodeks i wszystkie pomniejsze kwestie, a potem może nawet krótko zapolować, o ile oczywiście Komar wyrazi na to zgodę. - Możesz mi powtórzyć cały Kodeks Wojownika?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Biały, średnich rozmiarów, niezbyt wyróżniający się kocur. No chyba że zaniedbane, białe, krótkie futro, wychudzone ciało i zielone oczy, które straciły swój blask, ukazując teraz tylko czający się w nich smutek są czymś wyróżniającym się na tle innych kotów - w takim wypadku Komar powinien dostać specjalną nagrodę, bo tak właśnie wygląda, czego obraz dodatkowo dopełnia bezsilny wyraz pyska kota, który stracił zapał i chęci do... Czegokolwiek.
Zmienił się i to dość mocno. Śmierć jego siostry, Słonecznikowej Pestki, miała na niego duży wpływ. Nie jest już tak często szczęśliwy i zdecydowanie nie tak bardzo jak kiedyś. Nie pokazuje tak bardzo emocji, jest raczej wycofany. Dalej chętnie poznaje nowe koty, ale teraz nie jest już tego tak pewny i bardziej uważa przy tym na swoje zachowanie. Wcisnął swoją wrażliwość głęboko do środka i jeśli nadal w nim jest, to bardzo głęboko. Pojawiły się u niego wybuchy złości i chamskie odzywki, co w wieku kocięcym wydawało się być nierealne. Dla niemiłych kotów odpowiada tym samym, już nie płaszczy się przed każdym i nie boi się tak bardzo zasygnalizowania innym, że coś mu nie pasuje. Unika kotów, za którymi nie przepada, ale jeśli dochodzi do spotkania, to wcale nie kryje się ze swoim nastawieniem i zdarza mu się fuknąć. Preferuje rozmowę niż czyny, nie jest fanem agresji, chociaż nie boi się użyć trochę siły w uzasadnionych przypadkach. Przy bliskich mu kotach jest bliższy swojego starego charakteru, chociaż już nie tak nadpobudliwy, tylko spokojny.
Trochę się uspokoił, gdy Deszczowa Pogoda powiedziała, że nic się nie stało. Trochę. Nadal obawiał się, że może zrobić coś źle albo... Cokolwiek. Wątpił by był powodem do dumy dla któregokolwiek z jego mistrzów. Pokiwał głową gdy powiedziała, że zajmą się teorią. Ciężko by było nie wiedzieć pewnych rzeczy, nawet jeśli nie dowiedział się ich na treningu.
-no... No... Mogę. Trochę wiem, ale... Nie wiem czy cały kodeks. - powiedział. Nie przerabiał tego... Z nikim. Trochę zasłyszał w legowisku terminatorów, niektóre punkty ciężko było nie znać... Ale nie wiedział czy to cały kodeks bo nie przerabiał go na treningu. - trzeba bronić klanu... nawet kosztem własnego życia... I nie można polować na terenach innych klanów... Kocię musi mieć 6 księżyców by zostać terminatorem... Nowo mianowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez całą noc po swojej ceremonii... Nie można być mianowanym zastępcą jeśli nie wytrenowało się terminatora... Zastępca zostaje przywódcą dopiero po śmierci poprzedniego przywódcy... Granice muszą być sprawdzane i oznaczane każdego dnia... Słowo przywódcy jest prawem... Wojownik nie może zabijać innych, no chyba że w samoobronie lub są to koty wyjęte spod kodeksu... No i wojownik odrzuca życie pieszczoszka. - zaczął wymieniać, cały czas niepewny czy dobrze mówi, bo w końcu... była to wiedza bardziej zasłyszana i nie wiedział czy czegoś nie ominął. Oficjalnie nie nauczył się kodeksu i głupio mu było... Nie wiedzieć. Przynajmniej nie wszystko. No i sam nie wiedział ile nie wie.
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Wysłuchała uważnie słów kocura, kiwając głową przy każdym kolejnym wymienianym przezeń podpunkcie. Zasadniczo, nie było wiele do dodania - większą część znał, i jedynie kilka słów wypadało dopowiedzieć do przedstawionej wizji.
- Tak, bardzo dobrze. Co do pierwszego punktu, można zaprzyjaźnić się z kotem spoza Klanu, ale w razie walki czy konfliktu nie może to zachwiać wiernością do ojczystego - leciutko przygryzła wargę, mówiąc o tym konkretnym punkcie. - To dosyć okrutny warunek - mruknęła, jakoby do siebie, odwracając na chwilę wzrok, by potem znowu skupić uwagę na słowach kocura. Przy większości wymienianych zasad kiwała jedynie głową, aż wreszcie, gdy zakończył, odezwała się zmowu. - Świetnie, wszystko dobrze. Oprócz tego, jest jeszcze kilka pomniejszych reguł. Brzmią one następująco: starszyzna i kocięta jedzą pierwsze, a terminatorzy nie mogą jeść, póki nie zapolują, by ich nakarmić. Zwierzynę zabija się jedynie pp to, by ją zjeść, a Gwiezdnym należy podziękować za jej życie. Nie można zostawić żadnego kociaka w bólu czy niebezpieczeństwie, niezależnie od tego, z jakiego Klanu pochodzi. Nowy zastępca musi być wyznaczony, nim księżyc dojdzie do szczytu nieba: ta zasada jest dość mało istotna. Natomiast w noc pełni, z woli przywódców odbywa się Zgromadzenie - westchnęła cicho, czując niejasne mrowienie w łapach. - Nie było Cię na ostatnim Zgromadzeniu, jednak z pewnością inne koty opowiadały Ci o tym, jak wygląda sytuacja z władzą w innych Klanach, prawda?
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔