Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kocię było zbyt przerażone, by odpowiedzieć kotce. Jedynie skuliło po sobie uszy, spoglądając na nią niepewnie. Bało się, bało się okropnie i w tym momencie chciało jedynie do rodziców, ale czy kiedykolwiek jeszcze ich zobaczy? Maluszek zaraz skulił się i schował pyszczek w łapach, nic nie mówiąc.
Wpatrywała się niepewnie w kocię, delikatnie przecinając powietrze za sobą ogonem. Co powinna teraz zrobić? Szkrab był zdecydowanie zbyt przerażony by cokolwiek zrobić, nawet nie była pewna, czy ją rozumie. No... Znaczy... Księżyc to już powinno, prawda? Kocięta Filemona i Baucis już mówiły pełnymi zdaniami będąc w tym wieku, nie było powodu by jej nie rozumiało. Oh, Gwiezdni, nigdy się nie znalazła w takiej sytuacji.
Wzięła głęboki wdech, delikatnie obracając łeb, poszukując Pchlego Grzbietu. Wojownik znajdował się dalej, zbyt zajęty łowieniem czegoś, co zobaczył w trawach, by zwrócić uwagę na jej znalezisko. A ona nie będzie przecież krzyczeć, po pierwsze to na damę tak nie wypada, a po drugie to jeszcze niepotrzebnego chaosu by to wprowadziło. Kocię zdecydowanie nie potrzebowało jeszcze więcej nerwów na dziś!
- ...Jesteś w stanie z tego wyjść? - Spytała cichutko, delikatnie się podnosząc, w razie gdyby kociak potrzebował asysty. Miała takie szczęście, że odziedziczyła wzrost po mamie, bo gdyby była takich gabarytów jak jej bracia, to zdecydowanie by jeszcze bardziej przestraszyła szkraba! - Nie musisz odpowiadać, możesz po prostu kiwnąć tak lub nie. Spokojnie, nic ci już nie grozi. - Dodała, odsuwając się o kroczek do tyłu, jeśli kociak nie potrzebował jej pomocy.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Faktycznie, Krogulcza Łapa sprawiała mimo wszystko wrażenie miłej i niegroźnej, więc kociak trochę się rozluźnił. Na jej pytanie maluch kiwnął jedynie twierdząco głową i nieporadnie wyszedł z reklamówki. Był zmarznięty, głodny i zmęczony. Nie wiedział co robić, ale chyba nie miał wyjścia. Przylgnął do kotki i załkał cicho.
Krogulcza Łapa czuła, jak jej się serce kraja. Rozluźniła się od razu, ostrożnie owijając się wokół maluszka.
- Oh, biedactwo... - Cichutko mruknęła, przejeżdżając językiem po futerku kocięcia, chcąc je trochę ogrzać. Nie odzywała się przez dłuższą chwilę, zajęta zapewnieniem zagubionemu szkrabowi ochrony przed zimnem. W końcu, gdy już w miarę wyczyściła malucha, powolutku musnęła nosem małe czółko.
- Chcesz... Pójść ze mną? Pójdziemy do obozu... Tam... Jest dużo kotów. Nie będzie już zimna ani... Ani rzeki. Ani ludzi. Jest tam dużo ciepła i miłości... - Zapewniła, nie będąc szczerze pewna, co ma teraz zrobić. Nie mogła zostawić przecież kociaka w potrzebie, bez żadnej pomocy. A też... Nie będzie znajdy nigdzie ciągnąć wbrew jej woli. - Pewnie nie rozumiesz nawet, co się w ogóle dzieje... Będzie dobrze, dobrze się tobą zajmiemy, obiecuję.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Kociak wiedział, że sam sobie nie poradzi, że jest skazany na śmierć – na tyle, na ile rozumiał ten koncept – więc zdawał sobie sprawę, że nie ma innego wyjścia, niż iść z kotką. Zresztą, rzeczy o których mówiła, brzmiały przyjemnie. Dużo kotów. Brak rzeki. Brak ludzi. Kociak przetarł łapką łezki i pokiwał jedynie twierdząco głową, pozwalając zrobić kotce z nim co chce – mogła go tam wziąć, nie stawiał oporu.
Kocię się zgodziło, a Krogulec nie ukrywała, że jej ulżyło. Nie wiedziałaby jak postąpić, gdyby maleństwo nie chciało z nią pójść. Przecież by nie naciskała, ale co wtedy...? Cóż, przynajmniej nie musiała się tym już zamartwiać.
Znalazła z powrotem Pchli Grzbiet, szybko wyjaśniając sytuację, po czym obaj skierowali się z powrotem do obozu. Poprosiła wojownika by ten wziął złapane przez nią piszczki, a ona sama podniosła ostrożnie kocię, decydując się je nieść przez całą drogę. Nie będzie się już przecież przemęczało, już wystarczająco wrażeń jak na jeden dzień.
Jako że poprzednia rzeka nie przyniosła zbyt wiele szczęścia w połowie, Rybka postanowiła je sobie znaleźć manualnie. Przez całą drogę rozglądała się po leśnym runie, szukając czterolistnej koniczyny, która bardzo by jej się w danej chwili przydała. Niestety, trafiała jedynie na zwyczajne jej odmiany, raz po raz na jakieś kwiaty czy mech.
Nie zauważyła nawet kiedy przeszła taki kawał drogi, by trafić na kolejną rzekę, tym razem w środku lasu, zupełnie jakby na nią czekała cały ten czas. Niedużą rybę pochwyciła niemalże od razu, jednak zamiast zwrócić uwagę na udany połów, przysiadła nad martwą zwierzyną, podziękowała za jej życie, a następnie zaczęła wyskubywać kolejno łuski, wrzucając je z powrotem do rzeki.
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
Komu rzeka przynosiła szczęście, temu przynosiła.
I nie chodziłu mu tu wcale o Klan Rzeki, bo o nich niewiele mógł powiedzieć. On się zwyczajnie w rzece wychował, nie w tym Klanie, oczywiście. I ojciec go wrzucił do rzeki, a potem nauczył łowić. I tak sobie żył. Owocami rzeki zdobywał serca kobiet i nie było mu źle. A, że pieskie jeziora cieniste w końcu mu przestały wystarczać (bo gdzie tam prawdziwy szczupak? gdzie rekiny?!), to się wybrał w dalszą podróż.
- A ciebie co, ktoś z tej rzeki wyłowił przed chwilą, czy jak??
Bo to tak wyglądało mniej więcej, a jak? Wyczapirzone to takie jakieś, chochole swawole. O taki dar rzeki by nie prosił. Ale może na taki zasługiwał.
Przyglądała się kocurowi i miała wrażenie, że zgłupiała. Mówił do niej? Do ryby, którą oskubywała? Dla pewności obejrzała się dokładnie, przylizując futerko na łapie w pośpiechu, choć oprócz tego uważała, że wyglądała wystarczająco schludnie, by nikt do niej nie mówił w ten sposób.
- Obawiam się, że już ci nie odpowie - odpowiedziała smętnie, przyglądając się złowionemu stworzeniu. Skoro już miała osiedlić się tu na dłużej, o ile Los pozwoli, mogła równie dobrze zacząć zaprzyjaźniać nieznajomych. Szczególnie, gdy nie pachnieli jak samotnicy. - Chcesz parę łusek? Tak za darmo.
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
- Najostrzejszym zębem w szczupakowej mordzie to ty nie jesteś, co? - rzuca Ale masz rację, w sumie. Ani nie odpowie, ani nic już nie zje, nie? Wiesz czemu? Bo nie żyje.
Ot, spostrzeżenie takie. W dobrym momencie go złapała, bo tak się składało, że głodny był nawet. Jedzenie na liście dębu w Cieniu jednak nie każdemu odpowiadało. Szczególnie temu, co nie pracował i liści nie zrywał. A poza tym była to nieprawda. Jadł jak za dwóch, ale miał szybki metabolizm. Po tacie.
- Za darmo to uczciwa cena. No, nie odmówię!
Zagarnia kilka łusek, bo chytrość to jak dobro narodowe. Rozgląda się, przygląda i mówi.
- Mnie też kiedyś stary, nie, zabierał nad morze. Aż szczupaki nad wodą przelatywały, jak nas słyszały, jeszcze jak! No, a ciebie to, skąd wyłowili?? Żeś skąd się wzięła tu, co?
Ot, byle nie jaki osiedlowy agent to był. Małe to takie i niepozorne, jak on kiedyś. A nic dobrego z tego jeszcze nie wyrosło.
Zmarszczyła brwi, nie wiedząc, czy kocur był mądry inaczej czy zwyczajnie lubił robić oczywiste obserwacje.
- Um, tak, rzeczywiście. Nie żyje - pokiwała głową, nie chcąc się jednak sprzeczać, szczególnie, że nawet nie było o co. Stwierdzenie faktu. Zwyczajnie zrobione w bardzo dziwny sposób, zdaniem Rybki.
- Bardzo proszę - uśmiechnęła się delikatnie, czując jednak zwiększający się dyskomfort związany z obecnością kocura. Z jednej strony nie wydawał się być jakiś niezwykły, z drugiej miała wrażenie, że chwila nieuwagi i sama skończy jak martwa imienniczka pod jej stopami. Należało uważać.
- Przepraszam, ale chyba nie wiem o czym mówisz - cofnęła uszy w widocznym zakłopotaniu. - Ale, że skąd ja jestem? Oh, ja z bagien. Daleko stąd. Czyli ty też nietutejszy, tak?
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Księżyce: 58 Mistrz: Kozia Gwiazda, Błękitne Bajorko Płeć: Kocur Zaimki: twoja/stara Matka: Jaskółka by chance, Kozia Gwiazda by choice Ojciec: Bolinoga - bio dad, Kudłaty Obłok - dad who stepped up Partner: łobuz kocha najbardziej Trwałe urazy: blizna po dziobnięciach nad okiem, blizna na prawym policzku, ślady po lisich kłach na szyi, odgryziony kawałek ucha; częsty zanik czucia w łapie po złamaniu, brak możliwości poruszania kostką, ból nadgarstka przy zmianie pogody oraz ból przy dużym wysiłku; rozdarta skóra na czubku głowy - ZAKOLE Urazy mechaniczne: -2Zr, -2Sz na stałe (powód: złamanie nadgarstka)
Jaki z charakteru, taki i z wyglądu lisi. Po tacie.
Wyrósł chłopak wysoki jak dąb, nieprzeciętnie wręcz - no właśnie - tyczkowaty, bo objętości wszerz to mu natura poskąpiła - orientalna budowa. Na ciele Paliwody dopatrzyć się można przebijającego się przez skórę zarysu kręgosłupa, czy kości miednicy, dobrze, że tę kocią marność długie futro przykrywa, bo całość wychodziłaby dość zaostrzona i kanciasta. I to jakie futro! Jak anielskie włosy... jasne, z paluszkiem prawej łapy skąpanym w bieli; tylko pyszczek ma ognisty, płomienisty, rudy - gdzie też ujawniają się jego tygrysie pręgi, jak pioruny na wzburzonym niebie, okalające całość (flame lynx point). Płomienie te i rudość sięgają również jego uszu oraz łap. Z tego klinowatego pyszczka, o nosie szlachetnie prostym i wyraźnie zarysowanych kościach jarzmowych, spoglądają oczy... och, i jakież to ślepia! Łagodne, poczciwe, o kształcie migdału i w pięknym szafirowym kolorze... każdy w końcu widzi to, co chce widzieć. Harmonię tylko te pokrzywione jak antenki stojące wąsy nieco psują, mała fabryczna wada, ot co - uroku tylko dodaje. Postawione na sztorc uszy, trójkątne i górujące jak u nietoperza, ogon jak lisia ruda kita. Grzbiet wyciągnięty, łapy niebotycznie długie. Krok za to ma dziarski, pełen energii, werwy i żywiołu. Na pierwszy rzut oka widać, że to takie narwane. A na drugi to już nie ma co do tego wątpliwości, dobrze, że tym uroczym szczurzym pyskiem nadrabia za całe zło świata!
Imię zobowiązuje. Paliwoda to... istny paliwoda. Kot w gorącej wodzie kąpany, narwany taki, choleryczny trochę, ale chłopak dobry, potrafi 'dzień dobry' powiedzieć i przez ruchliwą drogę przeprowadzić, o ile takie przedsięwzięcie w jakikolwiek sposób mu się opłaca, wszak samotnicze życie nauczyło go merkantylnego podejścia do codzienności. Street smart, bystry, sprytny, ale też i przebiegły, wycwaniony, cyniczny, osiedlowy filozof, jak mu się zachce coś od serca powiedzieć. I tak samo, jak Pędziwiatr, niekiedy maniery to ma nienaganne, potrafi czarować, łagodne spojrzenie, miły uśmiech i słówka jak miód słodkie... ale z reguły to pluje pod łapy i plag egipskich życzy. Bywa gwałtowny, porywczy, ale i lekkomyślny. Lekkoduch z niego jak mało kto. Najtrafniej jednak byłoby nazwać go małym łotrzykiem, nieszkodliwym takim, co najwyżej mysz ci zwędzi. Trochę blagier, trochę łgarz, ale, musicie dać wiarę, chłopak w sercu niewinny jak jagnię, tylko taki... niesforny trochę. Z problemami, dzieciństwo miał trudne. Z wiekiem mu przejdzie.... miejmy nadzieję!
- Ale niegdyś żyła, nie? - rzuca w jej kierunku - I mam nadzieje, że będzie równie smaczna, co kąski, które wyżerała za życia. Twoje zdrowie, młoda!
Zagarnia dla siebie to, co mu srebrna znajda zaproponowała i zjada jednym kęsem. Oblizuje się, bo co jak co, ale ryb to on zawsze był fanatykiem, a nawet koneserem. Uprzejmość nieznajomych to jednak dobra rzecz.
- Tutejszy czy nie, jak wiatr zawieje. - mówi - W sumie to też z bagien, jakby nie patrzeć. W Cieniu to tylko takie, szczególnie w ich głowach!! No, na mnie pora. Szerokiej drogi i smacznych ryb. Niech ci Gwiezdni będą dzięki za takie podarki!
A sam udał się w dalsze wojaże, wszak dzień się jeszcze nie skończył.
W przerażeniu patrzyła, jak kocur zjada łuski. Po pierwsze, jak można zjadać łuski?! Musiała przyznać, że od razu jej się niedobrze zrobiło. Po drugie, zmarnował tyle szczęścia, że czuła jak jej słabo. Mogła mu nie dawać, wykorzystałaby je dużo lepiej niż nieznajomy. Przyglądała mu się w szoku, bez słowa nawet jeszcze chwilę po tym jak odszedł. Porypane koty w tych okolicach, trzeba przyznać.
Księżyce: 39 Płeć: Kocur Matka: Grząskie Bagno Ojciec: Psia Gwiazda Trwałe urazy: zabliźnione: zerwany fragment skóry po prawej stronie szyi
Przeciętnej wielkości, krótkowłose, liliowe cętkowane kocię z niewielką ilością bieli i jasnoniebieskich oczach
Arogancki i przebiegły. Zdrajca.
Senny Świt [KRz], Alikorn [S]
Kolejnym punktem planu było dobre zapoznanie się z terytorium Klanu Cienia.
Na treningu miał okazję poznać je dogłębnie, jednak księżyce spędzone w lecznicy skutecznie porobiły mu pewne dziury w pamięci. Kocur, chcąc jak najszybciej powrócić na dawne tory biegłości, pakował się w niezdrową wręcz ilość polowań i patroli granicznych. Musiał poznać dużo kotów. Musiał poznać każdy potencjalny krzew trującej rośliny i każdą potencjalną opcję ucieczki. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie czego potrzebował. Nie planował uciekać; nie był typem uciekającym. Czasami mógł zamknąć czyjeś tajne przejście i w ten sposób zaskarbić sobie u ojca.
Glina stał ściśle na granicy Klanu Cienia, u samego czubka Czarnego Ogona (tej części, która przylegała do terenów). Nie widział drapieżników, a patrol był w pobliżu. Zaraz będzie musiał wracać.
//Pyra!
wysoki kocur orientalnej budowy | długie liliowe futro w tygrysie pręgi | białe futerko od brody aż po brzuch | białe skarpetki na palcach łap | poziomo rozcięty zębami bok lewego ucha | wielkie, zielone oczy | długi pysk i uszy
miły i troskliwy dla gangu, gadatliwy, cierpliwy do pewnego momentu, pomocny (dopóki sam na tym zyska)
Szedł sobie wzdłuż rzeki. Kłopot działał mu na nerwy, więc postanowił się wyrwać z Osiedla i pójść na teren klanów. Może któryś kot będzie chciał dobić z nim targu? Warto próbować nawet gdyby nie. Miał nadzieję jedynie, że łatwo wtedy się dogada z kimkolwiek. W co często wątpił... Ehhh, babka mogła go lepiej nauczyć.
Z daleka widział jakiegoś kota. Siedział przy brzegu gapiąc się. Pyra szedł dalej. Gotów był w każdym momencie skręcić, gdyby jegomość chciał mi futro powyrywać. Na tereny wchodzić nie miał zamiaru. Co to, to nie.
˚❀.˚✦✿.˚.˚✿.˚❀
drivefasttothefrontline! on a☆starless☆night,wesimplytake off headinge a s t,wedon'tevenknow «what'll happen» thirteensecondsinthe future
but i'llliveas「 myself」tothe bestofmyability i've gotnoregrets.face forward! we'ren o tgonnastop,sincethe light isdefinitely ➵awaitingusinthatdirection