Logo Artemidy
Wejście do Groty
#31
Czy chciał zmienić imię? Nie był do swojego jakoś szczególnie przywiązany, jeżeli koty z Nowego Świtu stwierdzą, że jeżeli chce zostać, musi je zmienić, kocur nie będzie podejmował dyskusji. Czy sam zainicjuje zmianę tego imienia? Prawdopodobnie nie, było mu dość obojętne.
- Matula moja mnie tak nazwali bo pierwsze co mojego zobaczyli to właśnie stopa moja była. I tak zostało chociaż śmieszne to, jak na imię. Mogę je zmienić, jeżeli chcecie. Jeżeli to by mnie zrobiło bardziej… waszym. - zaczął kocur, a z każdym wypowiadanym słowem mówienie szło mu nieco łatwiej. Język, którym mówił nieco się zmienił od czasu, kiedy zamieszkał w obozie Nowego Świtu. Nieco… znormalniał wraz z tym, jak kocur słuchał i urządzał pogawędki z kotami, które nie były jego ciotką. - Stare klany? - zmarszczył brwi, po raz pierwszy usłyszawszy to sformułowanie. Zrozumiał jednak, o czym mowa i był w stanie wyjaśnić, co trzeba. Istniały jakieś nowe klany? I dlaczego posiadanie korzeni w ich szeregach interesowało liliowego kocura? To dobrze, czy źle że ktoś ma coś z nimi wspólnego? Powinien o to zapytać, skoro go interesowało ale w tej chwili nie był w stanie. - Nie, ja jedyne co wiem o nich to że średnio lubią obcych. Urodziłem się daleko, daleko stąd u tych, których nazywają u was… dwunogami. Ojca nie poznałem, matuli się zmarło jakem tylko mleko pić skończył. Stuknięta trochę była to i zmarła szybko. Ciotunia moja zabrała mnie od ludzi. Ciotuni Sofa było i to ona nauczyła wszystkiego, co teraz umiem. Znaczy ku-ku-KURA - przerwał, licząc że tik zatrzyma się, kiedy przestanie mówić ale nic takiego się nie stało. Musiał po prostu minąć i Stopa przywykł, że nie jest nic w stanie z tym zrobić. - KURA. PRZELEĆ MNIE. KU-KURA - potrząsnął głową i bardzo szybko kontynuował, już swoim normalnym tonem. - Bronić się, małe zwierzątka na jedzenie zabijać i co nieco o ziołach i opatrywaniu poszatkowanych. Byłaby pewnie przekazała mi więcej ale jak zacząłem się tym interesować to wzięła i sama zaraz zmarła. Chorowała długo na jakieś cholerstwo, co to nie dało się leczyć niczym co znała. Od środka ją zjadało - przerwał tutaj, ponownie targany silnym tikiem, który kazał mu powiedzieć, co następuje: - CO POWIESZ NA FI***NG? - zapytał głośno, trzepnął głową i kontynuował snucie swojej historii. - Powoli i konsekwentnie. Mi się samotnie bardzo zrobiło i zaczął żem szukać towarzystwa i tak trafił na informację, że gdzieś są koty co to żyją razem, nie jak ja dotąd, same i smutne. No to zaczął żem szukać, ale łaziłem jak ten kret ślepy nie wiedząc, w którą stronę leźć. Może z osiem… dziesięć miesięcy szukałem zanim znalazłem tę okolicę. Najpierw mi taki jeden Orion powiedział, że tu w okolicy są te całe klany ale prędzej wyhoduję skrzydła niż będę mógł zostać jednym z nich. No i wtedy była ta walka, co pomogłem z lisem walczyć. Resztę historii znasz pewnie lepiej niż ja. - zakończył, wciąż czując lekkie zażenowanie tym, co kazał mu powiedzieć ostatni tik, mimo że nie był do końca pewien, co oznaczało to słowo. Usłyszał je tylko raz od jakiegoś kocura, którego ono bardzo bawiło. -Co umiem, w sumie już mówiłem. Bić się umiem, wyżywić też. Co nieco wiem o leczeniu ran i wiem jak nie dać się zabić, jak się żyje samemu. - odpowiedział, powstrzymując się całą siłą woli, by na to pytanie nie odpowiedzieć "nic", bo wiedział że powinien się w tej chwili w pewien sposób… zareklamować, przedstawić z dobrej strony. - Wyście mnie przyjęli, wyście opatrzyli i karmili. Chcę jednocześnie odwdzięczyć się za to, coście dla mnie zrobili i mieć korzyść na siebie: będę miał taką grupę przyjaciół, dobrych pysków co to można do nich swój otworzyć, nie ważne czy akurat dzieje się dobrze czy źle. A co bym się chciał nauczyć? Jak najwięcej o twojej pracy. O chorobach i ranach. I jak je leczyć, które rośliny zbierać, a które nie. - zakończył Stopa swoją prawdopodobnie najdłuższą wypowiedź, jaką miał od dawna. Dziwnie tak było mówić o sobie i równie dziwacznie być słuchanym i to słuchanym z zainteresowaniem.
Uniósł opuszczoną wcześniej głowę i patrzył na Radnego.
w kosmicznej mikroskali nasz świat jest taki mały
posłuszni tylko
STOPIE do nieba wznosimy głowy
✈xxx✈xxx✈xxx✈xxx✈
stałem się tymxkim jestemxpokory uczy świat
w genach mam humory zmienne tak jak wiatr

✖xxx✖xxx✖
ZWIEDZAM ŚWIAT ZWIEDZAM CAŁY ŚWIAT

toczę się jak chmury mieszkańcy wielkich miast
LVL 2 80 / 150
MedLVL 0 68 / 100
5
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#32
Przez chwilę patrzył na Stopę zmieszany, jakby nie był pewien, czy powinien zauważyć te krzykliwe, wulgarne komunikaty, którymi raczył go pomiędzy odpowiedziami na pytania. Ostatecznie zadecydował je zignorować, bo nie dotyczyły one meritum rozmowy i wydawało się, że i tak zdążą jeszcze wystąpić później, przy następnych spotkaniach z łaciatym, podczas których będzie mógł zapytać o ich dokładniejszą naturę. Wyglądały na natrętne i męczące, acz nie zakłócały mowy na tyle, żeby stawała się niezrozumiała - na pewno Stopa był prostszym przypadkiem niż Złoty Język, którzy na początku nie potrafili nawet dokończyć dwusylabowego słowa.

Cieszył się, że samotnik nie miał żadnych związków ze Starymi Klanami. Obawiał się nagłego napływu uciekinierów z tych teokratycznych, pochłoniętych mitem czystej krwi społeczności - ich wroga kultura miała jeszcze szansę pochłonąć tę równościową, która dopiero zapuszczała korzenie w Nowym Świcie. Na szczęście nie będzie musiał go obserwować, nie będzie musiał go wypytywać o czczenie Gwiezdnych.

Gdy samiec skończył mówić, Fairy skinął mu łbem nieco przesadnie i zaczął, nieco zbyt entuzjastycznie:
- Dobrze. Cieszę się, że uważasz nasze stado za godne zaufania. Myślę, że nie będzie sprzeciwu wobec twojej kandydatury, szczególnie ze względu na twoją, hh, bezinteresowną pomoc w walce z lisem.
Powolnym, luźnym krokiem ruszył ku wyjściu.

- Wieczorem przekażę tobie decyzję Rady - rzucił na odchodne i opuścił lecznicę.
Nie mógł się przecież pokazać Tundrze w tym stanie; potrzebował chociaż kilku godzin, żeby przetrzeźwieć i przewietrzyć futro.
[z/t]
[Obrazek: ECvOgTJ.png]
LVL 3 155 / 200
MedLVL 5 171 / 700
13
Siła
S
12
Zręczność
Zr
3
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
55
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#33
Tego, co się z nią dzieje była świadoma może w dwóch procentach. Odzyskiwała przytomność na uderzenia serca, kiedy była karmiona, udawało jej się mrugnąć wtedy powiekami i ponownie zabierała ją nicość. Nie rozpoznawała pysków, które do niej przychodzą, była świadoma tylko tego, że nie jest to jeden kot. Zapadała się wciąż i wciąż na nowo w poplątanych snach, mieszających w sposób bardzo niepokojący rzeczywistość z fałszem.
Finalnie otworzyła oczy i zajęło jej kilkanaście długich uderzeń serca upewnienie się, że faktycznie już nie śpi. Uniosła głowę ale kosztowało ją to tak wiele wysiłku, że błyskawicznie poczuła zawroty i położyła się z powrotem.
Dała sobie kilkanaście kolejnych uderzeń serca, podczas których zawroty minęły.
Ależ była głodna.
Kilka minut później była już w stanie utrzymać głowę w powietrzu. Ciekawa była, ile minie zanim ktoś tu zajrzy. Wołać ani wstać nie miała w tej chwili sił.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#34
xxx Siedziała przez dłuższa chwilę nad stosem, oceniającym wzrokiem przyglądając się każdej kolejnej sztuce upolowanej zwierzyny. Zastanawiała się nad tym, co mogłaby przynieść Tundrze do zjedzenia. Zbyt tłusta zwierzyna w jej stanie mogła owocować bólami brzucha, natomiast ze zbyt żylastą może mieć problem odpowiednio ją przeżuć. Nic, nie było takie akurat. Poszłaby sama zapolować, ale nie chciała opuszczać obozu na zbyt długo. Przynajmniej na razie. Ostatecznie zdecydowała się na ptaka i potruchtała w kierunku Ważkowej Groty.
XXX Z radością dostrzegła, że kocica się przebudziła i wyglądała przytomniej niż ostatnimi razy. Widoczna poprawa była niczym balsam na nerwy. Nie chciała nawet myśleć o tym, że to mogło skończyć się inaczej, jak powrotem do zdrowia czekoladowej. Odetchnęła z ulgą.
XXX – Głodna? – zapytała, podsuwając Opoce już obskubanego z piór kosa. Miała nadzieje, że odpowiedź będzie twierdząca, choć wiedziała, że dręczone chorobą ciało niekiedy ignoruje różne bodźce. Ona sama przez ostatnie dni wmuszała w siebie pożywienie, bo ze stresu związanego ze stanem Tundry czuła niemalże stały ścisk w żołądku.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#35
Starała się nie mieć nadziei, że kotem który ją odnajdzie, będzie właśnie Pokrzywa. Wolała być mile zaskoczona niż się zawieźć. Dlatego czekała po prostu, nie chcąc tracić energii na wołanie. W końcu nie była umierająca. Czuła się lepiej ale miała świadomość, że podniesienie głosu może kosztować ją kilka kolejnych minut zawrotów głowy i koniecznością odbycia kolejnej drzemki. W końcu nieporuszanie się przez pół księżyca musiało poskutkować osłabieniem całego jej ciała, które teraz będzie musiała stopniowo zregenerować.
Ostatecznie jednak pojawiła się Pokrzywa. Nie potrafiła się nie uśmiechnąć na jej widok; słabo ale zdecydowanie ciepło. Tak, jak nie potrafiła uśmiechać się do nikogo innego. Przyniosła jej oskubanego z piór kosa, co było dla Tundry oczywistym wyznaniem czułości i troski. Nie musiała mówić tego na głos.
- Oczywiście - odparła, przysuwając do siebie piszczka. Przesunęła najpierw językiem po powierzchni nagiej skóry ptaka, napawając się pierwszym od dawna posiłkiem. Spojrzała jeszcze raz na szylkretkę, odczekała kilka uderzeń serca i zabrała się do jedzenia. Jednak zanim wzięła drugi kęs, odezwała się do Pokrzywy; - Co się działo, opowiedz mi. Ile… mnie nie było? - poprosiła i przygotowała do słuchania. Prawdę mówiąc pragnęła znaleźć się bliżej kotki, przycisnąć pysk do jej pyska i zamknąć na chwilę oczy, by delektować się jej zapachem. Takie gesty były dla niej wciąż obce i wciąż czuła się dyskomfort związany z odczuwaniem pragnienia ich wykonywania wobec Pokrzywy.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#36
XXXNieczęsto widywała uśmiech Tundry, dlatego cieszyła ją każda taka okazja, gdy to się zdarzało. Nie wiedziała, że ten uśmiech był aż tak wyjątkowy, zarezerwowany tylko dla niej. Nawet po tamtym spotkaniu po długiej rozłące, wszystko między nimi było takie... zagmatwane i niejasne. Pokrzywa chciała wierzyć, że to nie był tylko jednorazowy kaprys, potrzeba chwili i koniec.
XXXZ ulgą obserwowała, jak kocica zabiera się do posiłku. Musiała jeść, żeby odzyskać siły, więc dopisujący apetyt był bardzo dobrym sygnałem. Nadchodzące pytanie było do przewidzenia, a szylkretka bardzo, ale to bardzo nie chciała na nie udzielać odpowiedzi. Nie chciała być posłańcem złych wieści. Jak mogłaby jej teraz powiedzieć, że poniekąd z jej winy Żelazo wykopał Tundrę z Rady? Oh, zrobiłby to tak czy siak. Potrzebował tylko dobrej wymówki, a Pokrzywa mu ją podsunęła pod sam nos. Była zła na siebie, na niego, na całą tę sytuację.
XXX- Ponad dwa tygodnie. Powinnaś jeszcze odpoczywać - mruknęła, unikając wzroku czekoladowej. - Przez jakiś czas możesz mieć trudności z poruszaniem się, staraj się nie przeciążać - uprzedziła, choć była pewna, że Opoka była tego wszystkiego w pełni świadoma.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#37
Spodziewała się, że usłyszy długi wywód na temat tego, co miało miejsce, kiedy ona zatapiała się w odmętach nieświadomości. Spodziewała się fali dobrych i złych informacji, aktualizacji na temat jej córek i tego, co się wydarzyło podczas zebrania, które przerwała utrata przytomności czekoladowej kocicy.
Nie usłyszała jednak nic. Z podobnych rzeczy, a jedynie nie szczególnie odkrywcze wskazówki dotyczące zdrowia i zachowania po urazie. Odczekała jeszcze kilka uderzeń serca, licząc że wyjaśnienia jednak padną.
Zmarszczyła brwi i przez chwilę nie patrzyła na Pokrzywę, próbując z wyrazu jej odwróconych uszu wyczytać prawdę. Prawdę, którą prędzej czy później będzie musiała jej wyjawić. Wiedziała o tym. Dlaczego nie chciała? Dla spokoju ducha Tundry? Wygody? Nie była już małym kotkiem. Była gotowa na wszystko. A gdyby ukrywała informację o czyjejś śmierci… z każdym uderzeniem serca bardziej narażałq się na gniew kędzierzawej.
Wyciągnęła łapę w stronę jej głowy i zmusiła ją do przekręcenia się tak, by musiała patrzeć jej w oczy.
- Pokrzywo - wypowiedziała jej imię powoli i wyraźnie. - Co się stało? Jestem silną kocicą, nie małym kotkiem. Przetrwam wszystko, cokolwiek masz mi do powiedzenia. - dodała, a jej leżący dotąd obok w bezruchu ogon poruszył się kilkakrotnie, zdradzając zniecierpliwienie Opoki. Jeżeli masz zjeść gówno, lepiej powoli go nie skubać. Gryziesz, połykasz, powtarzasz.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#38
XXX- Nie, ale jesteś moją pacjentką i mam obowiązek dbać o Twoje zdrowie. - postawiona na końcu zdania kropka wybrzmiewała ostro, lecz jedynie przez chwilę. Nigdy nie sugerowała, że Tundra była słaba, że może mieć problem przyjąć złe wieści na klatę. - Nie chcę znowu widzieć cię w takim stanie. Martwiłam się. Nawet nie wiesz jak bardzo. Nigdy w życiu nie martwiłam się tak o nikogo - ściszyła głos niemal do szeptu, opierając swoje czoło o głowę czekoladowej. Odsunęła się, westchnąwszy krótko. Powie jej.
XXX- Fairy odwołał cię z Rady. Bez uzgodnienia tego z kimkolwiek. Nie dając ci możliwości przedstawienia swojej perspektywy. Dlatego trwające aktualnie wybory są na dwóch kandydatów. Poza tym awansował Kos, na jej własną prośbę, na Stratega, a mnie, łaskawie, pozwolił zostać. Pod warunkiem, że w głosowaniu większość stada zgodzi się na moją... - tutaj przerwała na ułamek sekundy, a jej pysk wykrzywił się w pogardliwym grymasie. - ... resocjalizację. W najlepszym wypadku będę musiała raz jeszcze odbyć Nowicjat - to było nic, w porównaniu do tego, jak została potraktowana Opoka. Wciąż miała przed oczami tę żałosna pokazówkę, to splunięcie kocicy pod łapy i palące ją od środka uczucie wściekłości. Futro na grzbiecie Pokrzywy uniosło się, a ona sama mocniej zacisnęła zęby.
XXX- A teraz... Teraz nawet go nie ma, Tundro. Przepadł. Zaginął też Czarnowron. Zaraz po tym, jak przytargał do lecznicy jakąś ledwo żywą Gromiaczkę. Nie przeżyła. Miała ciężkie rany, wdała się do nich infekcja... A on dał nogę - nawet gdyby z całego serca chciałby się doszukiwać w tej sytuacji jedynie dziwnego zbiegu okoliczności, to nie byłaby w stanie. Rzecz w tym, że nie chciała. Starała się nie uprzedzać na zapas do czarnego kocura, ale wszystko, co było z nim związane wzbudzało w niej tylko jeszcze większą podejrzliwość. Zmrużyła ślepia, a ogon uderzył o podłoże lecznicy. Oby nie przysporzyło im to więcej kłopotów.
[Obrazek: QeWlgfB.png]
I like standing still but that is just a wishful plan
Ask me where I come from, I will say a different land
But I have got memories and travel like gypsies in the night

I count gates and numbers, then play the guessing game
It is just the place that changes, the rest is still the same
But I have got memories and travel like gypsies in the night

LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#39
Usłyszała wiele rewelacji i widziała na pysku towarzyszki wiele różnych emocji. Widziała wiele różnych wyrazów; od upartego, przez zmartwiony aż po zły. Nigdy nie była szczególnie skuteczna w odczytywaniu takich drobnych sygnałów, w przypadku córki Dyni sytuacja najwyraźniej wyglądała nieco inaczej. Zupełnie jakby… rozumiała ją bardziej niż inne koty.
Wracając do rewelacji samych w sobie, to przede wszystkim nie było już z nimi w Nowym Świcie ani Fairy'ego ani Czarnowrona. Ten drugi niedługo przed swoim zniknięciem pojawił się z będącą już jedną łapą w grobie kotką z klanu gromu. Gdy ta zmarła, natychmiast zabrakło też samego czarnego kocura. Czy to źle, że obu kocurów nie było? Niezależnie od tego, co łączyło czekoladową z zaginionymi, Nowy Świt stracił silnego i doświadczonego kota. Jednak była pewna, że jej grupie uda jej się po tym pozbierać.
Zupełnie inna sprawa, że ona sama nie mogła mieć na to aż takiego wpływu jak kiedyś, jako że…
Nie była już radną.
Nie mogła powiedzieć, żeby ta informacja była dla niej ogromnym szokiem. Gdzieś pod czekoladowym futrem wyczuwała, że Fairy najchętniej pozbyłby się jej z rady, jako że od samego początku zupełnie się ze sobą nie zgadzali. Fakt, że faktycznie tego dokonał, kiedy nadarzyła się ku temu okazja świadczył tylko o jednym; była dla niego przeszkodą już od dawna. Dziwiło ją tylko jedno: że nie było w Nowym Świcie kota, który by się za nią wstawił, bronił jej przed niesprawiedliwym osądzaniem. Że została po prostu z rady strącona i nie mogła mieć niczego w tej sprawie do powiedzenia.
- Rozumiem. - powiedziała do Pokrzywy i zamilkła jeszcze na chwilę, spojrzenie złotych oczu wbiwszy we własne, białe łapki. Nie potrafiła powiedzieć, dlaczego, ale się cieszyła. Czuła, jakby z jej szczupłych barków zdjęto ogromny ciężar. Jakby dopiero teraz, po księżycach bycia radną, była w stanie odetchnąć pełną piersią. Nie chciała uśmiechać się szeroko, pokazywać szylkretce że właściwie to ta informacja jest dla niej dobrą. Ostatecznie gdyby podczas kolejnych wyborów została ponownie powołana do tej rangi, nie odmówiłaby i pełniła swoje obowiązki ale w tej sytuacji… miała po prostu zupełnie bez wysiłku i bez łamania zobowiązań trochę czasu na lizanie ran, na bycie Opoką, matką i… partnerką? Czyżby? - Kto jest teraz w radzie? - zapytała, zamiast pytać o sprawy które naprawdę ją w tej chwili interesowały.

Is this love that I'm feeling?
Is this the love that I've been searching for?


Wciąż tak mało rozumiała z tego, co działo się między nią, a Pokrzywą. W końcu, kiedy się spotkały o mało nie doszło do czegoś więcej, a teraz… kocica dawała jej wyraz je znać, że czuje o nią troskę i że stan, w którym kędzierzawa się znalazła bardzo ją zmartwił. Łagodnie mówiąc, był dla niej bardzo niepokojący.
- Cieszę się, że tu jesteś. Tu w Nowym Świcie i tu… ze mną. - powiedziała, choć tak szczere i poważne słowa przyszły jej z dużym wysiłkiem. Wprawiły w zakłopotanie, mimo że były całkowicie szczere. Swoje zagubienie i niepewność zatuszowała prędko długim pocałunkiem zostawionym na pysku Pokrzywy.
Czuła, jak jej głupie, stare serce przyspiesza bicie, jak w żołądku coś się przewraca i nie jest to z pewnością spożyty przed chwilą kos.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#40
Artem zdecydowanie nie spodziewał się co za wydarzenie zastanie w Ważkowej Grocie po wejściu do niej. Jego celem dzisiaj było sprawdzenie jak się miewa Tundra, czy może się już obudziła i potrzebuje czegoś? A może dalej leży na wpół przytomna i trzeba się nią zajmować tak jak do tej pory. Nie miał też pojęcia, że Pokrzywa już w lecznicy jest i najwidoczniej odpowiednio dba o Opokę. Jakoś go ten fakt ominął, bo ciemnobrązowy point zajmował się wtedy czymś innym. Tak więc wszedł do Ważkowej Groty jak zawsze, nie mając pojęcia o trwającej tam w tej chwili konwersacji między Zielarką oraz Opoką i dowiedział się o tym już zbyt późno, bo dopiero kiedy postawił pierwsze kilka kroków w lecznicy.
-Oh -wyrwało mu się z pyszczka kiedy zatrzymał się w połowie kroku. Chyba w czymś przeszkodził, ojej. Jednak teraz był już na miejscu i kiedy zdradził swoją obecność nie mógł się tak bezpiecznie i po cichu wycofać, żeby nie zwracać na siebie zbytniej uwagi dwóch kotek. Teraz chyba pozostało już tylko jakoś wywinąć się z sytuacji dialogiem, a potem zostawić obie w spokoju jeśli dalej będą tego potrzebowały- Tundro, widzę że już się obudziłaś. Jak się czujesz? -powiedział, spoglądając to na Tundrę, to na Pokrzywę, starając się wyczytać z ich pyszczków co sądzą o jego niespodziewanym przybyciu.
✩✪✩


Są takie rzeczy, których nie chcesz robić, przysięgasz, że ich nie zrobisz, zabraniasz sobie, a potem to nagle dzieje się samo.

Nie da się ich nawet przeanalizować, nie podlegają procesom myślowym.

Dzieją się i już, pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.


✩✪✩
LVL 5 30 / 400
MedLVL 4 299 / 500
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#41
XXX- Na razie nikt - odparła z cichym westchnięciem. Wszystko stanęło do góry nogami. Jej ojciec zrezygnował, chyba przeczuwając swojej ostatnie chwile, Tundra została odwołana, a Żelazo zapadł się pod ziemię. W najgorszych koszmarach nie byłaby w stanie wyśnić takiej przyszłości dla Nowego Świtu. Z całej trójki decydujących kotów nie został ani jeden. Na domiar złego żaden z kandydatów na przyszłych radnych nie jawił się w oczach Pokrzywy jako ten idealny, gotowy przejąć w odpowiedni sposób zarządzanie stadem. Najbliżej było Sekwoi, jednak miała obawy czy ze swoim temperamentem i ostrym językiem jest zdolna zyskać głosy od reszty. - Głosowanie jeszcze się nie zakończyło. Jeśli chcesz, mogę cię później zaprowadzić, żebyś mogła oddać swoje głosy - zaproponowała. Sama nie mogła tego zrobić, ale chociaż tyle mogła zrobić - pomóc Opoce w zadecydowaniu o tym, komu warto dać szansę.
XXXSerce zatłukło w jej piersi tak szybko i mocno, że niemal boleśnie. Bezwiednie uczyniony gest, którego zdążyła już pożałować, który w jej opinii nie powinien się zdarzyć, otrzymał zaskakująca odpowiedź. Tundra się... cieszyła? Nawet pomimo tamtego ciepłego powitania, gdy zupełnie straciła głowę, gdy nic się dla niej nie liczyło, tylko ona, nadal ciężko było Pokrzywie dopuścić do siebie świadomość, że Opoka odwzajemnia jej uczucia. Teraz nie miała co do tego wątpliwości. Przymknęła ślepia, napawając się tę krótką chwilą bliskości. Do czasu.
XXXOdchrząknęła cicho i wyprostowała sztywno plecy, gdy to jej uszu dotarł czyjś głos. Zmrużyła lekko ślepia, mierząc chłodnym spojrzeniem przybysza. Też sobie wybrał porę, żeby wejść do jej lecznicy. W tym momencie był niczym niespodziewany kubeł zimnej wody. Z drugiej strony... Mogła się tego spodziewać. Artem krzątał się tu jeszcze zanim powróciła do Nowego Świtu, robiąc najwyraźniej za nowego-przyszłego pomocnika Alchemika. Cóż, trochę się skomplikowało. Obecność pointa w tym trudnym dla Nowego Świtu czasie była pomocna, nawet jeżeli szylkretka przyznawała to z niechęcią. Dzięki temu mogli na zmianę doglądać Opoki, a także wychodzić na zioła, nie pozostawiając lecznicy bez nadzoru. To jednak nie sprawiało, że kocica przestała go postrzegać kocura mniejsze zagrożenie dla swojej pozycji, którą musiała odbudować z gruzów. Jak tu zwiększyć swoje wpływy i zyskać przychylność stada, gdy nie jest jedynym kotem mogącym leczyć?
XXX- Nasza pacjentka ma się już zdecydowanie lepiej - wymruczała, wyraźnie zadowolona z takiego stanu rzeczy, a wyraz jej pyska złagodniał. Wysiliła się nawet na łagodny uśmiech. Nie chciała otwarcie prezentować swojej nieprzychylnej postawy wobec Artema. Tym na pewno nie zyskałaby poparcia ze strony innych, zwłaszcza że wciąż stąpała po kruchym lodzie.
LVL 4 210 / 300
MedLVL 5 120 / 700
9
Siła
S
13
Zręczność
Zr
8
Szybkość
Sz
14
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#42
Mimo wszystko ryzykowała wiele, wykonując w stronę Pokrzywy ten odważny gest. To, że godziła się na coś podobnego, kiedy się spotkały, nie musiało oznaczać, że będzie sobie ich życzyła w innej sytuacji. Tundra jednak tego pragnęła i zamierzała po to sięgnąć. Inna sprawa, że szylkretowa towarzyszka nie protestowała. Odpowiedziała nawet czule na pocałunek, wysyłając tym samym przyjemne dreszcze w dół kręgosłupa kocicy.
W tamtym momencie czekoladowa kocica obiecała sobie, że kolejnego podobnego gestu nie zainicjuje w najbliższym czasie. Że wstrzyma swoje "pragnienia" i poczeka na następny krok ze strony córki Dyni. Żeby mieć pewność, że i ona tego pragnie. Ciekawe, czy zdoła dotrzymać tej sobie samej obietnicy.
Chwilę uniesienia przerwało pojawień się w lecznicy Artema. Czekoladowa nie czuła wobec niego żadnych; ukrywanych czy też nie negatywnych emocji. Przeciwnie, czuła do niego nić sympatii, która miała swoje źródło w walce, w której wzięła udział razem z jego towarzyszem Orionem. Wspólna walka zacieśnia więzy. Innym powodem jej pozytywnych uczuć względem kocura był zwyczajnie brak powodu do nie lubienia go. Nie jej stawał na drodze do rządzenia w lecznicy. Inna sprawa, że struktura Nowego Świtu polegała na tym, że tak naprawdę nie było jednego, najważniejszego kota. Kimś takim w lecznicy był swojego czasu Alchemik, ale… teraz gdzieś go wywiało, więc faktycznie powstała pewna luka, która będzie musiała zostać prędzej czy później zapełniona.
Co innego, że Artem przerwał jej całkiem przyjemną czynność. Kędzierzawa miała jednak świadomość, że nie miała prawa mieć mu tego za złe.
- Wciąż słabo, ale żyję. Będę żyła. - powiedziała do niego, kiwając głową. Cieszyła się. Że się obudziła. I że miała obok siebie koty, które jej stan obchodził. Które czuły troskę, kiedy zaniemogła. Ta świadomość była terapeutyczna w większym stopniu, niż jakikolwiek lek. - Dziękuję za troskę i całą twoją pomoc. Będę musiała poprosić o nią jeszcze raz. Chcę zagłosować na radnego. Pomożecie mi to zrobić? - zapytała, nieco uroczyście, podnosząc głowę by spojrzeć najpierw na jedno, następnie na drugie.
LVL 5 285 / 400
MedLVL 0 94 / 100
15
Siła
S
19
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#43
Gdyby Artem znał obawy Pokrzywy to pewnie powiedziałby jej, że nie zależy mu tak na pozycji Alchemika, żeby się z nią o to gryźć i drapać. Jedyne co chciał w tym momencie to móc pomagać innym swoimi medycznymi umiejętnościami, a nie potrzebował do tego najwyższej pozycji w tym dziwnym łańcuchu Nowego Świtu. Wystarczyłaby mu pozycja jednego ze Znachorów i tyle. No i poza tym bycie Alchemikiem to pewnie dość spora odpowiedzialność, a od takich rzeczy to Artem raczej wolał się migać jeśli ktoś nie podstawi go pod ścianą. Dopóki Pokrzywa pozwoli mu leczyć to niech sobie weźmie tę pozycję jeśli tak bardzo jej na tym zależy. No, ale niech się w tym momencie dzieje wola… kogokolwiek jeśli ktoś tam jest.
-Cieszę się z tego, że już jest lepiej -odparł uśmiechając się na tę wiadomość. Cieszył się, że opieka nad Opoką, którą sprawował razem z Pokrzywą sprawiła, że ta w końcu się obudziła i mogła coraz bardziej powoli wracać do siebie i do życia.
Przekręcił głowę z zaciekawieniem kiedy usłyszał prośbę Tundry o pomoc z głosowaniem. Artem jako Nowicjusz nie mógł jeszcze nic takiego zrobić, więc ciekawił go ten proces i na czym on dokładnie tam polega. Wydaje się być tutaj naprawdę ważną rzeczą to całe głosowanie. Wszędzie się gdzieś przewija.
-Oczywiście, chętnie ci pomogę -odparł na pytanie- Jeśli będziesz czegoś potrzebowała to możesz na mnie liczyć -zaoferował się, w końcu Tundra uratowała życie jemu i Orionowi -ciekawe co się z nim dzieje w sumie…- a także była teraz pacjentką w lecznicy, której Artem również doglądał.
✩✪✩


Są takie rzeczy, których nie chcesz robić, przysięgasz, że ich nie zrobisz, zabraniasz sobie, a potem to nagle dzieje się samo.

Nie da się ich nawet przeanalizować, nie podlegają procesom myślowym.

Dzieją się i już, pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.


✩✪✩
LVL 5 30 / 400
MedLVL 4 299 / 500
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#44
Od czasu walki z jastrzębiem oraz zaginięcia Fairego minęło już wiele czasu, który kotka spędziła na rozpaczaniu w swoim legowisku, ignorując otrzymaną ranę oraz bagatelizując infekcję. Mimo to starała się chociaż wykonywać minimum wysiłku w postaci wymywania językiem otwartego miejsca. Ostatecznie poczuła się tego dnia na tyle lepiej, żeby być w stanie zwrócić większą uwagę na własne zdrowie i wreszcie udała się do lecznicy.
Usiadła w wejściu do groty, rozglądając się w poszukiwaniu Artema bądź Pokrzywy.
- Halo? - Zapytała, aby pokazać kotom, iż mają kolejnego pacjenta i grzecznie czekała, aż ktoś przyjdzie.



rana 2. stopnia: rozerwana skóra na lewym barku; zerwany płat skóry - infekcja
LVL 1 45 / 100
MedLVL 0 0 / 100
6
Siła
S
7
Zręczność
Zr
5
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
45
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#45
Artem coraz bardziej czuł się w lecznicy jak u siebie, a nie jak w zupełnie obcym miejscu. To sprawiało, że coraz bardziej lubił tutaj przebywać i jeśli nie dało się go gdzieś znaleźć można było stawiać z bardzo dużym procentem prawdopodobieństwa, że akurat będzie w lecznicy lub jej okolicach.
Tak samo było dzisiaj kiedy Lawina przyszła po pomoc. Ciemnobrązowy point spojrzał w stronę wejścia kiedy usłyszał jej "halo" i oczy rozszerzyły mu się ze zdziwienia kiedy napotkały kotkę, a nos zmarszczył kiedy poczuł zapach infekcji. Jakim cudem nie widział jej tutaj wcześniej z taką raną? Od razu podszedł i bez zbędnego biadolenia zagonił ją na jedno z legowisk, a następnie pobiegł w stronę składzika. Na szczęście sam był kiedyś w takiej sytuacji i wiedział jak załatać coś takiego.
Najpierw wziął mech nasączony wodą i przetarł dokładnie ranę, żeby ją wyczyścić przed zabiegiem. Gdy skończył już czyszczenie, przypominając sobie jak jego samego z podobnej rany leczył Żelazo, wziął ząbek czosnku i natarł jego sokiem ranę, żeby pomógł on zwalczyć infekcję. Brzegi obłożył za to przerzutym liściem pokrzywy i zawinął pajęczyną, żeby ten przypadkiem nigdzie sobie nie spadł. Artem starał się, żeby opatrunek był tak lekko zawinięty jak kiedyś zrobił to Żelazo, ale na tyle mocny, żeby się trzymał porządnie.
-Oj myślę, że przez jakiś czas zostaniesz tutaj na obserwacji -stwierdził dość surowo jak na siebie, aż sam siebie tym zaskoczył- Aż nie wiem jakim cudem nie widziałem cię tutaj wcześniej.
✩✪✩


Są takie rzeczy, których nie chcesz robić, przysięgasz, że ich nie zrobisz, zabraniasz sobie, a potem to nagle dzieje się samo.

Nie da się ich nawet przeanalizować, nie podlegają procesom myślowym.

Dzieją się i już, pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.


✩✪✩
LVL 5 30 / 400
MedLVL 4 299 / 500
15
Siła
S
13
Zręczność
Zr
10
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości