Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Pogrzeb zakończony. Można wracać do obozu? Chyba? W sumie nie był pewien. Orion i Świt rozmawiali, a on nie mógł się skupić. Swędziały go całe plecy, a gardło drapało. Chyba wymywanie futra po noszeniu trupa nie było najlepszym pomysłem. Nie miał nic do Artema. Nie znał go. Na pewno był świetnym gościem, ale po prostu czuł się sam ze sobą źle. Czuł zapach kocura. Czuł na języku posmak tego? A może już sobie ubzdurał? Nie był pewien, ale źle się składało. Łapa go bolała. Był zmęczony. Nie zwrócił większej uwagi już na nic, po prostu wykuśtykał z tunelu, nie starając się już nawet ukrywać, że go boli. Niedobrze mu było. I w sumie wyszło na to, że niedaleko od miejsca pogrzebowego po prostu się porzygał. No to świetnie.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
No to ekipę zmontowali na ten pogrzeb...
Orion słyszał rzygającego na zewnątrz Korzenia, Świt ciężko wzdychała, nie bawiąc się nawet w subtelne zwrócenie uwagi. Tylko Artem nie zdecydował się niespodziewanie ożyć, tego jeszcze tylko by tu brakowało, ale na szczęście chociaż czekoladowy point nie próbował robić tu orientalowi pod górkę. Z drugiej strony... może ten ostatni kamyczek do lawiny niefortunnych zdarzeń był tym czego dzisiejszy dzień potrzebował.
Ale niech będzie, z problemami żołądkowymi Korzeń mógł poradzić sobie sam, Orion nie był jego matką by go klepać pokrzepiająco po pleckach podczas zwracania wnętrzności. Świt z kolei...
– No coś ty, chyba totalnie głuche by musiały być żeby nie dać się złapać na twoją piosenkę! – obruszył się. – Z takim talentem zaraz zostaniesz największym rybim łowcą na całej Srebrnej Skórce. Tylko pamiętaj by wypuścić część z powrotem do wody, żeby inni też mogli spróbować swoich sił. – przytulił burą lekko do siebie przerzuconą łapą, zanim się podniósł i strzepnął niewidzialny pyłek z sierści. Tyle musiało jej starczyć, jakkolwiek Orion nie chciał widzieć smutku na mordce terminatorki, tak dzisiejszy dzień był jednym z gorszych na dbanie o samopoczucie każdego dookoła. W ogóle mógłby się już skończyć. – Korzeń chyba nie czuje się najlepiej, nie uważasz, że dobrze by było sprawdzić co z nim i jak najszybciej zaprowadzić do medyka? – zasugerował, chcąc podprowadzić Świt ogonem w stronę wyjścia. W razie potrzeby wróci się z nimi na tereny Wichru, chociaż chciał tu jeszcze coś teraz dokończyć. Nie był pewien czy będzie później w stanie świadomie tu wrócić.
Księżyce: 85 Mistrz: Wydrzy Wąs ♥ Płeć: trans kotka (amab, silny zapach kwiatów i trawy) Matka: Wędrujące Światła ♥ Ojciec: Łabędzia Gwiazda, Roziskrzona Gwiazda (stary) Partner: :(
Wielka. Bura, pręgowanie ticked (w typie kota somalijskiego). Biała lewa tylna stopa, końcówka ogona, broda i cała szyja. Zielone oczy z niebieską plamką na lewym przy źrenicy.
Wesoła, głupia i naiwna. Słodki, pozytywny promyczek słońca. Kochliwa.
Spojrzała smutno na wymiotującego w tle Korzenia. Nic mu nie będzie. A przynajmniej zamierzała w to wierzyć jakoś podświadomie, bo w tamtej chwili jedyne o czym myślała to to, jak bardzo jest jej smutno. Czuła się skrzywdzona! I nikt zdawał się na to nie zwracać uwagi. Brat co prawda miał wygodną wymówkę, ale Azalia? Mogła pomyśleć, że przyjaciel ma bardzo ciężki dzień, widząc swojego kolegę po drugiej stronie, a jednak jakby kompletnie o tym zapomniała. Pożegnała go, zaśpiewała, więc w jej główce wszystko było w całkowitym porządku.
Całe szczęście oriental odkupił swoje winy.
- Naprawdę tak myślisz?? - przytuliła się do niego, kiedy ten objął ją łapką. Od razu było jakoś milej. Tak niewiele trzeba było! Uśmiechnęła się z tego powodu szeroko do przyjaciela.
- Tak, biedny Korzeń. Pośpiewam mu po drodze - zaproponowała, idąc w stronę wyjścia.
/zt
I coulddance,I coulddance,I coulddance xxx watch medance,dance the nightaway my heartcould beburnin',but youwon'tsee iton my face watch medance,dancethe nightaway xxx ・*✧・゚:*uh-huh!*:・゚✧*・ I'llstill keepthe partyrunnin',not one hairout ofplace .・。.・゜✭・.・✫・゜・。.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Chyba nie bardzo spodziewał się takiego obrotu sytuacji, a żółć i niemiły posmak w paszczy jeszcze bardziej uświadamiała go jak beznadziejnie wyglądała sytuacja… dla niego. Trochę poczuł jak zalewa go zażenowanie, trochę czuł się niekomfortowo, trochę miał wrażenie, że wolałby nigdy nie wracać do tej sytuacji i tak zamierzał. Nie komentował nic, nie skupiał się też na towarzystwie, starając się nie kuśtykać całą drogę powrotną, a kiedy wrócili nie był również w najlepszym humorze, prawdopodobnie od razu idąc w chociaż krótką drzemkę. Ktoś go zastąpi na patrolu, nie ma grzyba w lesie, że zamierza się gdzieś ruszać.
xxxxKiedy Śpiewający Raniuszek, wraz z Wielką Stopą i Orlim Szponem ruszyli na wydany przez niego patrol wzdłuż granicy z Klanem Wichru, Pająk sam stwierdził, że się przejdzie. Wybrał jednak zupełnie inną stronę, tak, by przypadkiem na nich nie trafić. Spacery były dla niego intymne, takie, którymi nie lubił się dzielić. Nigdy więc nie wychodził w towarzystwie, zawsze sam. Tak było w większości przypadków, polowania także raczej odbywał samotnie. Z jakiegoś powodu jednak nie zatrzymał się na granicy z terenami niczyimi, zamiast tego zapuścił się dalej, zwyczajnie idąc tam, gdzie łapy go zaniosą. Raczej nie dbał o to, co działo się dookoła. Nie szukał też na pewno nowego pyska do pogadania - jak nikt inny gardził samotnikami, nie zależało mu więc na tym, by jakiegoś spotkać. Po prostu, czasem miło było spacerować po innych terenach niż tych, które znało się już na pamięć.
rokitnik
••• EverywhereI GO, BITC―Salwaysknow, That Charliescene hasgot aWEENIEthat heloves to SHOW!
Lets getthisPARTYstarted, •LETSkeepthem 40sPOPPIN,(What?!)• So just getBUZZEDand stayFUC―D up, WE WILLkeep themPANTIESdroppin!
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Utracona kępka sierści nie bolała tak bardzo jak utracona możliwość dowiedzenia się czegoś więcej na temat osikanych krzaków. Tu starczyło jedynie uczesać się inaczej by całkowicie ukryć drobne przerzedzenie. Ale dziura w wiedzy? Niestety na nią mógł pomóc jedynie powrót w tamto miejsce, a Ruletkę już na samą myśl o ponownym spotkaniu z kotką przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Więc postanowiła skupić się na tym nad czym miała kontrolę.
Gdy tak, bardzo powoli, zmierzali na tarczy w stronę domu wraz z Feniksem, jej wzrok uciekał ciągle na okoliczne roślinki. Wypatrywała znajomych listków o ząbkowanej krawędzi. I mogła też, w swoim skupieniu, zapomnieć o słuchaniu co się do niej mówi. Szczególnie teraz, gdy chyba zobaczyła to co chciała, więc wyprostowała się gwałtownie i zaraz zmieniła kierunek swojego szybkiego marszu.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
— Gdyby nie to, że normalnie gadała wcześniej, to bym pomyślał, że mówi tylko po psiemu albo co, serio — skarży się posępnie w drodze powrotnej. I istnieje niezerowa szansa, że parafrazuje swoje własne słowa z chwili wcześniej, bo czas mija, ale nie mijają uczucia głęboko rozczarowanego i rozżalonego Feniksa, wciąż zbyt świeże, by nie ulatywały mu pyskiem. — No bo czy miała powód, żeby się tak rzucać?? Wcale nie, żadnego! Oby nie była z klanu, wyobrażasz sobie, gdyby z każdym TAK prowadziło się rozmowy?? Ja nie wiem... Ej, a może powinniśmy nauczyć się walczyć? Wiesz, nie tak na serio zaraz! ale może to test? Pamiętasz, Orion mówił, że to dzikusy i inne takie, co jeśli to taka kultura?? Pokazują przyjazną stronę dopiero, kiedy wygrasz pojedynek... Tylko czemu ani słowem o tym nie wspomniał...
Urywa utyskiwania, gdy Ruletka równie niespodziewanie co nagle zmienia kierunek. Rudzielec rzecz jasna podąża za nią, ale w swoim stylu nie zamierza zostawić tego bez słowa. Mówi:
— Hej, a ty dokąd?? Nie idziemy do domu?
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Szum w tle ustał na kilka chwil, dzięki czemu dwa następne pytania miały szansę jakkolwiek wybrzmieć. Co prawda w pierwszym odruchu Ruletka jedynie strzepnęła uchem jakby słowa były natrętnymi muchami, ale gdy już zatrzymała się przed roślinką (niestety, to nie pokrzywa), dotarło do niej, że Feniks rzeczywiście o coś pytał. Tylko o co? Nie, chwila, to też wiedziała, niepotrzebnie zaczęła otwierać pysk z prośbą o powtórzenie.
— Idziemy do domu — potwierdziła na wstępie, już rozglądając się dalej po okolicznych kępach. — Ale dom nie ucieknie, a tamta typiara wyrwała mi kępkę sierści i chciałam sprawdzić coś co mi taka jedna kotka na osiedlu powiedziała o pokrzywach. Podobno sprawia, że sierść lepiej rośnie? Albo szybciej? A w domu tego nie sprawdzę, bo jak nie mama to ludzie zaraz będą się burzyć, że upaćkałam się czymś — wyjaśniła obszerniej, klucząc między zielskiem. Wreszcie dojrzała pokrzywę, była pewna, że tym razem to faktycznie ona i z krótkim tu jest potruchtała do niej.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Ochoczo kiwa głową — rzeczywiście, ludzie nie lubią, gdy przychodzi się brudnym, coś o tym wie! — ale zaraz potem krzywi się nieco. Roślinka jako sposób na lepsze rośnięcie futra?? Niby jak? Zresztą... Ruletka wcale nie wygląda, jakby brakowało jej sierści, co innego, gdyby nieznajoma zrobiła jej ewidentny łysy placek!
— I myślisz, że zobaczymy, jak rośnie?? — ożywia się, gdy niezrozumienie przechodzi w naturalne zaciekawienie nadchodzącym eksperymentem. Wyciąga szyję, chcąc przyjrzeć się wypatrzonym przez nią roślinkom i... czuje lekkie ukłucie rozczarowania; chyba widział już kiedyś taką pokrzywę, a nawet jeżeli nie, to mnóstwo podobnych do niej zielsk. Nic nadzwyczajnego! — O. Wydaje się całkiem normalna?? W sumie... to co się z nią robi?
Ma zamiar się w tym wytarzać? I wtedy na jego oczach zmieni się w puchatą kulkę?? Dziwne by to było, Ruletka nigdy nie przypominała kulki!
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
— Mam nadzieję — odmiauknęła, kiwając przy tym głową. Nie wykluczała możliwości, że mogło to zająć więcej czasu i że zaczerwieniona skóra zarośnie kręconą sierścią przed dotarciem do domu, a nie już zaraz. Wiadomo, coś takiego brzmiało zupełnie logicznie, jednak nic nie mogła poradzić na to, że wolałaby bardziej widowiskowe działanie listka. — To dobrze, bo potrzebujemy takiej całkiem normalnej — powiedziała, patrząc na roślinkę. Jeju, czemu te listki nie mogły same się poobrywać?? Chociaż... zerknęła krótko na rudego. — Trzeba zerwać listek... może dwa? Na maść, bo maść będziemy robić do smarowania. Zajmiesz się tym? Ja znajdę przez ten czas kamienie.
Czuła się trochę źle ze zrzucaniem tego na Feniksa, ale zaraz zaczęła sobie tłumaczyć, że to była jedynie próba – mógł zawsze odmówić!! Znał pokrzywy!! Wiedział, że parzą!! Ona mu pazurów na gardle nie trzymała!! Ale zamiast czekać w napięciu na reakcję, zaczęła rozglądać się – zgodnie z zapowiedzią – za dwoma płaskimi kamykami, między którymi sobie rozgniecie maść.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
— Pewnie, robi się!! — zgadza się bez oporów. Nawet gdyby nie czekał ich tutaj pokaz ziołowej magii, zwyczajnie chciałby pomóc przyjaciółce, a tak? Motywacja wyłącznie rośnie!
Nachyla mordkę nad pokrzywą w celu pochwycenia pierwszego listka w pysk i... boleśnie sobie przypomina, z czym kojarzy mu się ta roślina. Pokrzykuje w zdziwieniu zmieszanym z cierpieniem, jakie teraz maluje się na rudej mordce, a w złotych oczach zbierają się łzy. Feniks przełyka ślinę i pociera ślepia łapą. O rany... tego się nie spodziewał... Ma nadzieję, że Ruletka, zbyt zajęta własną częścią zadania, nie była świadkiem jego pożałowania godnej próby...
Do drugiej podchodzi już ostrożniej i z silnym postanowieniem, by nie angażować zębów. Z głową odchyloną do tyłu, jakby spodziewał się, że pokrzywa zerwie się z trzymających ją w ziemi korzeni i wyskoczy prosto na niego, sięga po nieszczęsny listek łapą. Marszczy się przy tym nieszczęśliwie, ale dzielnie i bez słowa skargi urywa najpierw jeden, a później drugi. Palce go po tej operacji trochę bolą, chociaż to nic w porównaniu z poczuciem pieczenia na mordce...
— Ej, Ruletka?? — zagaja nieśmiało. — Jesteś pewna, że chcesz się tym smarować???
I to akurat w miejsce, które nie zapewnia grubej warstwy futra ochronnego???!
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Pierwsze ukłucie sumienia poczuła, gdy Feniks zgodził się z łatwością. Może jednak nie wiedział na co się pisze?? Na wszelki wypadek skupiła spojrzenie na ziemi, szukając kamulców. Drugie ukłucie sumienia przyszło wraz z zbolałym okrzyku – jak to dobrze, że przynajmniej nie widziała jego pyska. Położyła po sobie uszy. Niech będzie, następnym razem sama zbiorę liście, obiecała w myślach, chwyciła zadowalające kamienie i wróciła z nimi na miejsce.
— Oczywiście — potwierdziła od razu, jeszcze zanim usiadła. Nie ma mowy, żeby się teraz wycofała! Zresztą najgorsze mieli z głowy, a maść nie parzyła. — Poza tym, twoje poświęcenie nie może pójść na marne, nie? — wyszczerzyła kiełki, licząc na to, że jej żart zostanie odebrany jako żart właśnie.
Przesunęła pokrzywę na kamień z pomocą ogona, jak najostrożniej by to cynamonowe kłaczki na jego końcu zrobiły robotę, a następnie chwyciła w przednie łapy drugi, mniejszy, kamyk i zaczęła nim mielić listki na papkę. Co kilka ruchów zaglądała pod spód by ocenić postęp prac i dość prędko przekonała się, że jeden listek powinien w zupełności wystarczyć. Odłożyła więc kamień i rozgarnęła sierść by znaleźć łysinkę po starciu pod śmierdzącymi krzakami. Przejechała kilka razy językiem po skórze, licząc na to, że niewielka ilość śliny pomoże maści utrzymać się na miejscu. A także dlatego że... nagle jej się tak głupio zrobiło. Szczególnie, że Feniks był obok i nawet jeśli po nim nie spodziewała się, że będzie oceniał ją w myślach to wciąż... to była tylko jedna kępka sierści, która zupełnie ginęła w jej loczkach. Jasne, idealna okazja by sprawdzić działanie pokrzywy, ale chyba wolałaby to zrobić całkowicie po cichu, tak żeby nikt nie wiedział. Za późno by się wycofać, szkoda że teraz nie padło ostatnie pytanie Feniksa; Ruletka by mogła przyznać, że wcale taka przekonana do tego nie była i mogli iść dalej. A tak? Głupio. Nabrała maści na opuszki i z dokładnością rozsmarowała ją w miejscu wyrwanego futerka. Gdy już była zadowolona z efektów, strzepnęła łapą by pozbyć się z niej resztek.
— To teraz czekamy aż wyrosną kłaczki — odetchnęła, chociaż czuć było napięcie w jej głosie. Hipotetycznie, jeśli sierść odrastała od razu, ile powinni tak siedzieć? A po jakim czasie powinni mieć pewność, że nic z tego i iść dalej?
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
— Haha, no chyba nie...! — odpowiada nerwowo, patrząc jak kotka beztrosko zajmuje miejsce i z zimną krwią przygotowuje się do rytuału. Nabiera wątpliwości, czy nie wolałby ogołocić wszystkich pobliskich pokrzyw z liści, jeżeli tylko ten poziom poświęcenia oznaczałby, że przyjaciółka odpuści sobie nacieranie się parzącą roślinką. Ale to w końcu Ruletka, nie??! Ruletka zawsze wie, co robi... I tak dobrze, że mylił się co do tarzania się...
Przeczołguje się na przednich łapach, by z poziomu ziemi, z wielkimi od podekscytowania oczami móc patrzeć, jak wredny listek najpierw staje się podziurawionym cieniem dawnego siebie, a następnie z tego obrazu nędzy i rozpaczy transformuje się w papkę. Niezbyt apetycznie wyglądającą i pachnącą papkę, wizualnie też umiarkowanie zachęcającą, ale znacznie lepszą od etapu przejściowego. No i w ogóle nie powiedziałby, że chwilę wcześniej to był ten jego liść!
Wyprostowuje się i wstrzymuje powietrze, oto bowiem nadchodzi najbardziej budzący grozę etap — nakładanie produktu! Co dziwne, kamienny wyraz pyszczka Ruletki nie zmienia się ani wtedy, kiedy ta nabiera maść na palce, ani wtedy, gdy wsmarowuje ją w gołą skórę. Haaa?! No dobra, ból nie jest powalający, jego samego mocniej zaskoczył niż skrzywdził, ale żeby nawet powieka jej nie drgnęła?? Co ona, ze skały stworzona?! Nic dziwnego, że nie miała oporów przed dokonaniem operacji!
Teraz pora na najlepsze — nowe kłaczki! Feniks wraca do wytrzeszczenia oczu, zmotywowany do niemrugania, dopóki nie zobaczy formujących się włosków. Nie wiadomo, jak szybko ma się to wydarzyć, a za nic w świecie nie chciałby tego przegapić! Chociaż chyba nie będzie to ekspresowe, na razie nic nie widać...
— Jak się uda, to potem mi takie zrobimy, dobra?? — Unosi błagalne spojrzenie tylko na momencik, tylko na sekundkę, nawet mniej! i już kontynuuje uważną obserwację. — Mi też się przyda, ostatnio jakoś się sypię...
wysokiej orientalnej budowy | długa, opadająca sierść | cynamonowo-rudy szylkret point | pręgowanie dzikie | biel na przednich łapach do nadgarstków, skarpetka na prawej stopie bez palców, broda, gwiazdka między oczami, dolne powieki i grzbiet nosa | niebieskie oczy z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką | kręcone kłaczki, tęczowa apaszka
To dziwne dziecko, które przez pół dnia będzie ci tłumaczyć różnicę między gawronem, a wroną. Chyba, że akurat ciebie nie polubi to wtedy nie.
Może to ich intensywne spojrzenia były tu problemem? Może nowe kłaczki były nieśmiałe, a teraz czuły presję, przez którą nie były w stanie nawet drgnąć, co tu dopiero mówić o rośnięciu? Ruletka nie była przekonana do tych teorii, ale inne nie przychodziły jej coś do głowy. No, oprócz tamtej, która nie była tak ekscytująca.
Powstrzymała odruch spojrzenia na Feniksa, gdy się odezwał. A nie było to takie łatwe! Wspomniał coś o sypaniu i chciała teraz ocenić czy faktycznie potrzebował maści. Głupio przyznawać, ale nie zauważyła różnicy w ostatnim czasie. Ale no chociaż nie wyłysiał do samej skóry, nie...? Nie miała pewności i gdyby zobaczyła przed sobą teraz łysego kota to nie byłaby tak całkowicie zaskoczona, jakaś drobna cząstka już teraz przyjmowała to za realny scenariusz. Może aż tak bardzo nie zauważyła zmiany, kto wie.
— Możemy zrobić — zgodziła się, nie odrywając spojrzenia od zielonej paćki na swojej sierści. Ale kątem oka widziała, że na łapach dalej miał sierść... więc chyba aż tak nieuważna być nie mogła. — A cały się równo sypiesz czy gdzieś bardziej? — zapytała, a w myślach już próbowała oszacować ile listków potrzebowałaby do wysmarowania całego kota. Przynajmniej dwieście. Albo dwadzieścia. Na pewno całą masę.
Całą masę listków, żeby potem okazało się, że guzik prawda z tym wspomaganiem sierści. Na to przynajmniej się zanosiło już teraz – przez maść nie przebił się jeszcze ani jeden włosek. Ruletka była coraz bliżej pogodzenia się z możliwością, że to mogło zająć kilka dni. Ale skąd wtedy będzie wiedzieć czy pokrzywa jakkolwiek pomogła?? A nie, że to normalne tempo wzrostu dla jej sierści?? Rozwiązanie było tylko jedno...
— Musisz mi wyrwać kłaczek obok. Dla porównania, gdzie szybciej odrośnie, bo tak to się chyba nie doczekamy efektów — oznajmiła z przekonaniem, choć na wszelki wypadek nie podnosiła spojrzenia.
złotooki ✧ przeciętnego wzrostu ✧ rudy z czarnym (górna połowa uszu, prawa przednia łapa poniżej łokcia do nadgarstka, czubek głowy, kark i początek grzbietu, końcówka grzbietu i nasada ogona, koniuszek ogona) ✧ klasycznie pręgowany ✧ z białymi znaczeniami (tylne łapy; w lewej od palców do połowy śródstopia, w prawej nad palcami do pięty) ✧ na szyi turkusowa obroża z okrągłą zawieszką z kocią łapką
Wydaje z siebie krótki okrzyk radości, coś na kształt: „łuhu!”, a potem zastanawia się nad odpowiedzią. W zasadzie jak dotąd nie zwracał na swój stan zbytniej uwagi, ot, zauważył, że kiedy się drapie, wylatują mu włoski! Albo o, w domu wręcz roi się od samotnych kłaczków, nim ludzie zdążą wyciągnąć odkurzacz. Więc może i po nim nieszczególnie cokolwiek widać, ale nie da się zaprzeczyć faktom, wcześniej tak nie było!
— A wiesz... chyba wszędzie jednakowo... tak mi się wydaje... — mówi z ociąganiem. — Myślisz, że to początki?? Czegoś poważniejszego?! I niedługo cały wyłysieję???
Całe szczęście, że Ruletka zna trik z pokrzywą!!! Gorzej, że na ten moment zdaje się niespecjalnie działać. Feniks wreszcie poddaje się i pozwala sobie na pojedyncze mrugnięcie. O dziwo los wcale nie decyduje się go wyrolować i nie poświęca tego ułamka sekundy na przyprawienie przyjaciółki o pęk bujnych kłaczków. Szczerze mówiąc, nie jest przekonany, czy mogą mówić chociażby o zaczątku nowych włosów. Kilka dodatkowych testów, a nawet jawne trzepotanie powiekami w bliskiej odległości od papki, nic nie zmienia efektów. Niefajnie, a on się nastawił na przedstawienie! Własnymi łapami te liście obrywał!
— Chyba trzeba będzie... Chwila, co?! No co ty, nie mogę wyrwać ci sierści, to boli! Może po prostu nie o pokrzywę chodziło?? — wyraża nadzieję. — Albo trzeba nałożyć więcej, taka porcja to jest dla kogoś o krótkim futrze! O, o, nie, wiem! Regeneruje się w czasie snu! To na pewno to!